Francja - socjalizm w praktyce...

pawlis

Samotny wilk
2 409
9 856

kr2y510

konfederata targowicki
12 531
23 854
We Francji też nie wolno odprawiać mszy z wiernymi. W paryskim kościele Saint-Nicolas du Chardonnet, który jest nielegalnie (tak! tak! kościelny squatting) zajmowany przez Bractwo Św. Piusa X, odprawiono tradycyjną wielkanocną rezurekcję w rycie trydenckim po łacinie. Kościół był zamknięty i policja musiała czekać. Po zakończeniu mszy policja nie sprawdzała wiernych, tylko ukarała księdza bractwa mandatem €135.
en.wikipedia.org/wiki/Saint-Nicolas-du-Chardonnet#1977_occupation_and_consequences
en.wikipedia.org/wiki/Saint-Nicolas-du-Chardonnet#Covid-19_pandemic

Dla porównania proboszcz w Sromowcach Wyżnych zapłacił za podobne przewinienie 10 tyś. zł, czyli ponad 16 razy więcej. Przeliczając to na liczbę wiernych to aż 11 razy więcej za wiernego. Widać że polińskie państwo jest ponad 10 razy bardziej opresyjne niż francuskie.

Update
Na stronie kościoła Saint-Nicolas du Chardonnet pojawiła się informacja, że z powodu restrykcji nałożonych przez rząd msze nie są dostępne dla wiernych, a są transmitowane na żywo na ich kanale na YouTube.
saintnicolasduchardonnet-coronavirus-info.png
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073
Komu nie wolno, temu nie wolno... ;)

Kryzys związany z koronawirusem obnażył słabość francuskiego państwa, które ma problemy z egzekwowaniem surowych przepisów sanitarnych w dzielnicach imigranckich.
Francja, podobnie jak inne kraje Europy, nałożyła na obywateli szereg ograniczeń. Można poruszać się jedynie w obrębie kilometra od miejsca zamieszkania, zaleca się także używanie maseczek, które stały się towarem deficytowym, bieganie między 10.00 a 19.00 jest zakazane. Policja kontroluje przestrzeganie zakazów, wykorzystując przy tym GPS. Zdarza się, że niektórzy przechodnie zatrzymywani są dwukrotnie w czasie jednego wyjścia na zewnątrz.
Mimo zdecydowanej polityki ograniczania kontaktów międzyludzkich, przedmieścia Paryża nadal pozostają strefą, w której zakazów się w zasadzie nie stosuje. Prefekt paryskiej policji przyznał, że egzekwowanie zakazów poruszania się oraz prowadzenia działalności przez niektóre firmy, na przykład bary z sziszami, w tzw. dzielnicach wrażliwych „nie jest priorytetem”. Istnieje obawa przed zamieszkami wywołanymi przez mieszkańców.
Obawy te nie są pozbawione podstaw. W Beauvais policjantka odniosła poważne obrażenia, gdy została zraniona kamieniem w głowę; na przedmieściu Sarcelles w stronę ekipy policyjnej, przeprowadzającej kontrolę, oddano strzały, zanim ta zdążyła odpowiedzieć na atak używając grantów z gazem łazwiącym; w Clichy-sous-Bois policjant został ugryziony.
Incydenty te sprowokowały parlamentarzystów i przedstawicieli lokalnych władz do wystosowania listu otwartego, w którym domagają się zaangażowania wojska w egzekwowanie prawa w dzielnicach zamieszkałych głównie przez ludność imigrancką, gdyż, jak piszą sygnatariusze listu, obecnie we Francji obowiązują „podwójne standardy”.
Prezydent Francji powiedział, że „należy odzyskać utracone terytoria Republiki”. Jednak zapowiedzi te pozostają póki co w sferze deklaracji.
23 kwietnia rozpoczyna się Ramadan, święty miesiąc dla muzułmanów, w tym czasie egzekwowanie ograniczeń, szczególnie zakazu zgromadzeń, może być jeszcze trudniejsze.
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 768
8 289
Wirus sprowadził Macrona do parteru

Odwilż z Rosją, pogodzenie USA z Iranem, powstrzymanie ocieplenia klimatu, reforma Unii: prezydent Francji do niedawna chciał zbawić świat. Dziś prosi o ratunek Niemcy.

W trakcie czwartkowego teleszczytu przywódców Unii Europejskiej, Emmanuel Macron wystąpi w obozie “południa Europy”. Od wielu dni apeluje o stworzenie euroobligacji, dzięki którym bogatsze państwa Wspólnoty zapłacą część kosztów odbudowy gospodarek państw biedniejszych. Jeśli to będzie niemożliwe, proponuje przynajmniej powołanie “fundusz ratunkowego”, który choć w jakimś zakresie, zapobiegnie katastrofie. Wszystko to w porozumieniu z premierami Włoch i Hiszpanii, Giuseppe Conte i Pedro Sanchezem.
To niezwykła zmiana postawy Francji. Kraj od powołania Unii zawsze uważał się za partnera Niemiec, najpierw silniejszego, potem równego, wreszcie nieco słabszego. Na południe Europy spoglądał z góry.

Ale wirus przyparł Francję do muru. Uchwalona właśnie nowelizacja budżetu zakłada, że dług państwa skoczy do 110 proc. PKB, w okolicy tego, co mają Włosi. Z deficytem 9 proc. dochodu narodowego, kraj ma coraz mniejszy margines na samodzielne wsparcie gospodarki. Odczyt koniunktury gospodarczej IHS Markit, jaki padł w czwartek, jest po prostu katastrofalny: 11,2 pkt w kwietniu (wskaźnik poniżej 50 pkt oznacza recesję).

Jednak, szczyt upokorzenia, nawet taka zmiana strategii na razie nie przyniosła rezultatów: Niemcy odrzucają propozycje takiej czy innej formy uwspólnotowienia długu. Zrobią to także najpewniej dzisiaj.
Napięcie we Francji więc rośnie. Incydent w sobotę, gdy motocyklista wpadł na samochód policyjny, wywołał zamieszki, które z przedmieść Paryża rozlały się na inne miasta: Bordeaux, Tuluzę, Lyon, Strasburg. Poparcie dla działań rządu niepokojąco spadło o 10 pkt. proc. do 46 proc. Prezydent, który w marcu zdołał uwieść Francuzów wystąpieniami telewizyjnymi, teraz znów notuje spadek, choć łagodny, w sondażach (może liczyć na 42 proc. poparcia).

Bo też kraj zaczyna uświadamiać sobie błędy, jakie zrobił Macron. Jeszcze 6 marca był z żoną w teatrze, drwił z blokady wprowadzanej wtedy we Włoszech. Granicy z Włochami, mimo nacisków Marine Le Pen, zresztą do tej pory nie zamknął. Zajęty przeprowadzaniem reformy emerytalnej, bardzo późno zorientował się, jak groźny może być wirus.
Służba zdrowia w szczególności okazała się nieprzygotowana. Blokada życia społecznego ma być stopniowo znoszona od 11 maja, ale pod warunkiem, że liczba przeprowadzanych testów skoczy do 500 tys. tygodniowo. Wciąż jednak wynosi 150 tys. - proporcjonalnie do ludności jest to tyle, co w Polsce. Z blisko 22 tys. ofiarami śmiertelnymi, Francja notuje w tej tragicznej statystyce wynik zbliżony do Włoch i Hiszpanii, państw, które w powszechnej opinii uznano za nieprzygotowane na pandemię. To w każdym razie bardzo odległy bilans od
Niemiec, gdzie liczba przeprowadzanych testów wynosi 330 tys. tysięcy tygodniowo (z możliwością zwiększenia ich w każdej chwili do 700 tys.) a liczba zmarłych, przy większej ludności, przekracza tylko nieco 5 tys.

Wobec największej recesji od lat trzydziestych XX wieku, prezydent jest więc w defensywie. O kontynuowaniu reform, w tym tej najważniejszej, emerytalnej, nie ma już mowy. Podobnie jak o przekonywaniu Niemiec do budowy bardziej federalnej Unii, doprowadzeniu do odwilży z Rosją, pogodzeniu USA z Iranem czy budowie bardziej ekologicznego świata. Macron ma dziś skromniejszy cel: jak na trwałe nie wylądować w grupie państw określanych mianem “południa Europy”.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073
We Francji niebawem będzie trzeba jak w Panem organizować Igrzyska Głodowe. ;)

Dzisiaj, 27 kwietnia (14:51)
Prefekt podparyskiego departamentu Sekwana-Saint Denis, Georges-Francois Leclerc, obawia się "zamieszek głodowych" z powodu "zagrożenia żywnościowego" dla najuboższych ludzi w tym zamieszkanym głównie przez migrantów i ich potomków departamencie.

Francuskie media ujawniły treść maila wysłanego przez Leclerca z 18 kwietnia do jego odpowiednika na cały region paryski Ile-de-France.
Jak pisał w nim Leclerc, od 15 do 20 tysięcy mieszkańców slumsów i schronisk dla pracowników migracyjnych będzie miało trudności z zapewnieniem sobie wyżywienia. Jego zdaniem, w tej sytuacji, "można było wytrzymać miesiąc, ale nie dwa".
W wywiadzie dla tygodnika "L’Obs" komunistyczny mer miasta La Courneuve w departamencie Sekwana-Saint-Denis, Gilles Poux, również uznał, że "nic nie chroni nas przed wybuchem zamieszek społecznych".
Dziennikarz telewizji LCI William Molinie rozmawiał z policjantem z tego departamentu, który ostrzegał przed "lekceważeniem ryzyka zamieszek głodowych". Według funkcjonariusza, rodziny, których dzieci przed epidemią żywiły się w szkolnych stołówkach, obecnie nie dają sobie rady finansowo.
Kolejki po żywność
W zeszłym tygodniu alarm podniosła także deputowana skrajnie lewicowego ugrupowania Francja Nieujarzmiona (LFI) Clementine Autain.
"Kolejki po kosze z jedzeniem nie przestają się wydłużać" - twierdziła deputowana reprezentująca Sekwanę-Saint-Denis. Powoływała się na stowarzyszenia pomocowe, które podają, że rozprowadzają o 40 proc. żywności więcej niż przed izolacją sanitarną związaną z koronawirusem.
Te jeszcze poważniejsze niż zazwyczaj trudności wynikają z zawalenia się szarej strefy gospodarki, utrzymującej dotąd wielu mieszkańców departamentu - tłumaczył mer La Courneuve.
Z pomocą dla najbardziej potrzebujących
Rząd i władze lokalne ogłosiły subwencje i bezpośrednią pomoc "dla osób najbardziej cierpiących biedę". Miasto Bobigny całkowicie zrezygnowało z komornego za kwiecień w mieszkaniach komunalnych.
Inny deputowany departamentu z ramienia LFI Alexis Corbiere uznał jednak "pomoc państwa za niewystarczającą na czas kryzysu".
Trzy razy więcej mandatów
Dziennik "Liberation" wskazuje w poniedziałek (27 kwietnia), że z powodu nieprzestrzegania izolacji sanitarnej w departamencie Sekwana-Saint Denis wypisano trzy razy więcej mandatów niż wynosi średnia krajowa.
Według cytowanej przez gazetę prokurator Fabienne Klein-Donati, "młody wiek mieszkańców i trudne warunki mieszkaniowe" powodują, że często są oni spisywani, szczególnie gdy stoją w grupach pod domem. "Nie ustał również handel narkotykami" - podkreśliła.
Wielu policjantów i specjalistów wskazuje na załamanie się handlu narkotykami jako na przyczynę wrzenia na "trudnych przedmieściach", takich jak w opisywanym departamencie.
Poniżej progu ubóstwa
Według lutowego badania francuskiego urzędu statystycznego INSEE, 28 proc. mieszkańców departamentu Sekwana-Saint Denis żyje poniżej progu ubóstwa. Dla całej Francji wskaźnik ten wynosi 14 proc.
Według oficjalnych danych, 30 proc. mieszkańców departamentu to cudzoziemcy, przede wszystkim przybysze z Czarnej Afryki i Afryki Północnej. Statystyki te nie uwzględniają jednak osób z obywatelstwem francuskim i ich dzieci. Gdyby tak było, odsetek ten byłby wielokrotnie wyższy - twierdzą eksperci.
Z Paryża Ludwik Lewin
 

Mercatores

Well-Known Member
264
795
Symbolicznie rewolucja pozarla wlasne dziecko. Mam nadzieje, ze przez ulamek sekundy przeszla mu przez glowe mysl (zanim zrobilo to kolejne uderzenie preta), ze hej, moze slepe przyjmowanie imigrantow to wcale nie byl taki dobry pomysl. Niech spoczywa w pokoju, ci co jeszcze we Francji zyja, pokoju przez te pojebana polityke imigracyjna moga akurat nie zaznac.
 

Mercatores

Well-Known Member
264
795
France: Macron launches programme to teach Arabic in French schools


The programme’s aim is to guarantee “linguistic diversity,” and would offer classes in Arabic to students in French schools from the first grade up through university courses. It is being developed in cooperation with authorities in Tunisia, according to a report by Valeurs Actuelles.



@@@


Police officers in a Paris suburb have clashed with youths protesting the death of a man in a motorcycle crash, authorities said Monday.



Small fires were set in Argenteuil on Sunday night in anger over the death of the 18 year-old man, police said. He was killed in a crash on Saturday evening in which he wasn’t wearing a motorcycle helmet.

French media reported that friends of the victim blame a nearby police car for contributing to the crash, but there was no elaboration on the cause.







Merry New Year!



 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073
Barachło rozkręca tam niezły burdel, a państwo nie będzie się wtrącać i zaprowadzać swojego prawa, aby się przypadkiem nie skompromitować i dalej być na bieżąco z nastrojami społecznymi. Po prostu piękne.

Z drugiej strony - przecież oni wychowywali tę swołocz w duchu rewolucji francuskiej, stawianej za wzór obywatelskiego zachowania, więc teraz będą mieli niemiały problem, jak to tłumić i wypić nawarzone piwo.

Od początku tygodnia przez francuskie media przelewa się fala oskarżeń pod adresem francuskiej policji. Służbom mundurowym przypisywany jest rasizm, a krytyka nierzadko obejmuje niemal całą cywilizację europejską.

W środę (10 czerwca) odezwały się głosy w obronie policji, a ważne osobistości życia politycznego i kulturalnego zaprotestowały przeciw "potępianiu w czambuł wszystkiego, co jest białe".
Przed wtorkową manifestacją przeciw "rasizmowi i brutalności policyjnej", minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner zapowiedział, że manifestacje, zakazane z powodu stanu pogotowia sanitarnego, będą jednak tolerowane. "Światowe wzruszenie góruje nad zasadami prawa" - powiedział minister.
"Innymi słowy manifestacje, choć zakazane, nie będą sankcjonowane" - tłumaczyła jego wypowiedź redakcja dziennika regionalnego "Ouest-France".
Minister zapowiedział sankcje wobec wszelkich podejrzeń o wypowiedzi i postępowanie rasistowskie w szeregach policji.
Prasa wcześniej ujawniła istnienie grupy policyjnej na Facebooku, której uczestnicy wymieniali się uwagami "rasistowskimi, seksistowskimi i homofobicznymi".
Dopiero w środę Francja dowiedziała się z rzadkich notatek i krótkich wiadomości w radiu i tv, że w Ivry, na przedmieściu Paryża, "odkryto" liczne napisy "wzywające do zabijania policjantów", jak je określiła redakcja dziennika "Le Monde". "Odkrycia" dokonano "na początku tygodnia", sprecyzowało radio "France Infos".
Rasizm europejski
Do środy jednak francuskie media skupiały się na potępianiu rasizmu europejskiego, piętnując to, że "część krajów europejskich dumna jest z tego, że są białe i chrześcijańskie". Portal "Euractive" głosił, że "praca komisarz Margaritis Schinas polega na promowaniu europejskiego sposobu życia, co jest słabo zawoalowanym ukłonem w stronę rasistów".
Przeciwko oskarżeniom i postępowaniu swego ministra wystąpiły związki zawodowe policjantów. W środę dołączyła do nich była socjalistyczna kandydatka na urząd prezydenta Segolene Royal.
Według niej "siły porządkowe cierpią z powodu antysocjalnej polityki rządu". Policjanci i żandarmi wyczerpani są ponad rok trwającymi, często gwałtownymi, demonstracjami "żółtych kamizelek" - tłumaczyła.
W środę wieczorem w debacie radia "France Infos", szefowa przedsiębiorstwa i polemistka Sophie de Menthon zwróciła uwagę, że wśród "żółtych kamizelek" bardzo mało było "przedstawicieli różnorodności", jak określa się Francuzów pochodzenia pozaeuropejskiego.
Kłopotliwe pomniki
Inni uczestnicy debaty skupili się jednak na braniu pod obstrzał objawów rasizmu w społeczeństwie francuskim i wzywali do "wykorzenienia wszelkich jego śladów". Uznali też za "zrozumiałe" postulaty stowarzyszeń "kolorowych Francuzów", wzywające do usunięcia pomników Colberta (Jean-Baptiste - 1619-1683), jednego z najważniejszych ministrów Ludwika XIV, autora "Czarnego Kodeksu", regulującego życie w koloniach".
Georges Fenech, były deputowany prawicowej partii Republikanie, wspomniał w debacie telewizji "CNews", że pojawiły się też propozycje usunięcia pomników Winstona Churchilla. "A kiedy przyjdzie kolej na generała de Gaulle’a?" - pytał retorycznie.

Przywódca "wolnych Francuzów", powiedział o Francji: "jesteśmy narodem europejskim, białej rasy, kultury grecko-łacińskiej i religii chrześcijańskiej".
Zdaniem Fenecha, obecna "kampania antyrasistowska" oskarża "właściwie całą cywilizację europejską" i "potępia w czambuł wszystko, co jest białe".
Współzałożyciel powstałego w 1984 r. stowarzyszenia "SOS Rasizm", były socjalistyczny minister Julien Dray, powiedział: "40 lat temu walczyliśmy z podziałem na rasy. Obecnie pod hasłem antyrasizmu znów przywraca się ten podział. Jeśli tak dalej pójdzie, to wszystkiemu będziemy winni" - przewidywał.
Wzburzenie po śmierci George'a Floyda
Czwartkowy numer dziennika "Le Figaro" zamieścił wywiad z filozofem Alainem Finkielkrautem, który ubolewa nad tym, że "zrozumiałe wzburzenie" (spowodowane śmiercią George’a Floyda) zamienia się we Francji w "naśladowczy szał, rzucający w kąt rzeczywistość".
Ci, którzy wypowiadają się przeciw "systemowemu rasizmowi i rasistowskiej przemocy policyjnej", zapominają, że na tzw. "trudnych przedmieściach" (jak określa się dzielnice zamieszkane głównie przez imigrantów i ich potomków) to policjanci odczuwają lęk".
Policjanci, ale również strażacy, a nawet karetki pogotowia, często zwabiani są tam fałszywymi alarmami, a następnie obrzucani petardami i koktajlami Mołotowa - przypomina filozof.
Jego zdaniem "nowy antyrasizm" nie walczy o "równą godność ludzi", niezależnie od koloru skóry czy wyznania, ale zwalcza "przewodnią rolę cywilizacji zachodniej w samych krajach zachodnich".
46-letni czarnoskóry George Floyd został 25 maja w brutalny sposób zabity w Minneapolis przez policjanta. Jego zabójstwo stało się zarzewiem protestów w kilkudziesięciu amerykańskich miastach i protestów na całym świecie. (PAP)
Najbardziej w tym tekście podoba mi się, że zaczynają już mówić otwarcie, że antyrasizm jest po prostu antycywilizacyjny.
 
Ostatnia edycja:

inho

Well-Known Member
1 635
4 444
Najbardziej w tym tekście podoba mi się, że zaczynają już mówić otwarcie, że antyrasizm jest po prostu antycywilizacyjny.
Zachód się całkowicie zakręcił w swoich ideologicznych podstawach. Polska jest rasistowska, bo jest - powiedzmy - monokulturowa, a wielokulturowa Francja (i USA, UK itd.) jest rasistowska, bo w wyniku wymieszania kultur dochodzi do konfliktów.

"Rasizm" staje się kolejnym pustym hasłem w stylu "faszyzmu", które jest stosowane jako polityczny bicz wobec wszystkiego, co jest niezgodne z głównym nurtem światowej socjaldemokracji. Stąd "antyrasizm" i "antyfaszyzm" są wykorzystywane do niszczenia podstaw cywilizacyjnych, które jeszcze się ostały - przede wszystkim norm moralnych jak np. własność prywatna - a które uniemożliwiają realizację pełnego utopijnego socjalizmu opartego na światowej redystrybucji najlepiej pod auspicjami światowego rządu.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073
Michèle TRIBALAT

Wybitna francuska demograf zajmująca się kwestiami migracyjnymi. Pracuje w Institut national d'études démographiques (INED). Autorka m.in. La République et l'islam: entre crainte et aveuglement, Assimilation: la fin du modèle français, Les Yeux grands fermés: L'Immigration en France.

Największym zagrożeniem czyhającym na Francję nie jest to, że zostanie zdominowana liczebnie przez muzułmanów, ale brak chęci obrony swoich wartości i sposobu życia – pisze Michèle TRIBALAT

Asymilacja to proces konwergencji zachowań społecznych, którego zasadniczym motorem są małżeństwa (a szerzej: związki) mieszane. W taki właśnie sposób miliony imigrantów i ich dzieci stały się w pełni Francuzami. Naród przyjmujący ma uprzywilejowaną pozycję: presja społeczna osiadłej populacji jest bowiem tak duża, że większość wysiłków na drodze do asymilacji muszą wykonać sami imigranci. Oczywiście nie oznacza to, że strona przyjmująca nie ewoluuje. Nie jest co prawda skłonna dostosowywać się do obyczajów nowo przybyłych, ale w sposób niezauważalny podlega zmianom, czasem wręcz nie dostrzegając, że jej styl życia i praktyki kulturowe bywają podważane lub nawet odrzucane.
W ustroju demokratycznym proces asymilacji znajduje się pod parasolem ochronnym zasad i wartości, do których populacja rodzima jest mocno przywiązana.
Asymilacja wymaga, by społeczeństwo angażowało się w nią bez uprzedzeń i w sposób pełny, zwłaszcza klasy niższe, mające z imigrantami największą styczność. Proces ten dotyczy jednak również elit.
Badania pokazują, że Francuzi w znakomitej większości uważają, że to obcokrajowcy powinni dostosowywać swoje zachowania do zastanej rzeczywistości. W sondażu przeprowadzonym w grudniu 2012 roku przez ośrodek CNCDH 94% badanych opowiedziało się za tym, by obcokrajowcy przyjeżdżający na stałe do Francji dostosowywali się do francuskiego stylu życia. Czy zatem asymilacja, tak ostro dziś piętnowana, a nawet odrzucana przez zwykłych obywateli i część francuskich elit, ma jeszcze jakąś przyszłość przed sobą?
Gdyby w najbliższych latach imigracja miała słabnąć lub wręcz ograniczyć się do śladowych ilości, nie byłoby większych powodów do niepokoju. Proces asymilacji imigrantów już przebywających we Francji oraz ich dzieci przebiegałby bez zakłóceń. Ale czy tak wygląda rzeczywistość? Statystyki są wykorzystywane, w tym również przez media, do zaciemniania prawdziwego obrazu sytuacji we Francji. Warto zastanowić się nad tym, w jakim miejscu aktualnie się znajdujemy i czy dysponujemy pełnią wiedzy. Czy znajdujemy się w fazie słabnięcia tego zjawiska czy raczej jego nasilenia? Czy model imigracji à la française, który z lepszymi bądź gorszymi okresami trwał od połowy XIX wieku, już się wyczerpał? Czego możemy spodziewać się w przyszłości, zwłaszcza w kontekście demografii?
Drugim ważnym aspektem pozostaje islam i odpowiedź na pytanie, czy wyznawców tej religii, już mocno obecnej we Francji, będzie wciąż przybywać. Czy prawdą jest, jak często słyszymy, że ponieważ Francja historycznie była krajem przyjmującym imigrantów, to nowe pokolenia świeżo przybyłych zaznają podobnego losu jak ich poprzednicy? Na pewno będzie dochodzić do zderzenia sposobów życia, jak to obserwujemy dzisiaj.
Ilu jest tak naprawdę wyznawców islamu we Francji? Dane, które krążą, nie zawsze podparte są metodycznymi badaniami.
Czy da się podać szacunki precyzyjniejsze niż te Claude’a Guéanta z 2011 roku, mówiące, że we Francji mieszka od 5 do 10 milionów muzułmanów? Trzeba to zrobić, by nie wygłaszać tez w próżni. Francja jest i zapewne długo pozostanie na pierwszym miejscu wśród krajów Unii, jeśli chodzi o liczbę i proporcję muzułmanów, nie licząc Bułgarii.
W przeciwieństwie do legendy, która chce czynić z islamu religię dawno już osiadłą we Francji, dzisiejsi muzułmanie są prawie wyłącznie produktem imigracji ostatnich lat. Islam nie tylko jest drugą religią we Francji pod względem liczebności osób deklarujących się jako wierzące, ale jest też pierwszą pod względem liczby osób rzeczywiście praktykujących. Tak duże aktualnie znaczenie islamu wynika z tego, co nazywam desekularyzacją populacji pochodzących z krajów tradycyjnie muzułmańskich. Zjawisko to mocno kontrastuje z galopującą sekularyzacją społeczeństwa francuskiego. Czy ten „powrót do religii” wynika, jak słychać coraz częściej, z pogarszających się warunków życia (czemu mogłaby przecież zaradzić ambitna polityka społeczna), czy też dotyka on wszystkich środowisk społecznych, burząc przekonanie komentatorów, którzy w swoim zeświecczeniu nie są w stanie wyobrazić sobie wiary jako czegoś więcej niż schronienie dla desperatów?
Islam przenika środowiska zarówno biedne, jak i bogate, i może liczyć na ciągłość pokoleniową, która znacząco się poprawiła, głównie dzięki endogamii.
Muzułmanie mogą więc mieć pewność, że uciekną przed zgubnymi dla nich skutkami sekularyzacji. Przysłużą się do tego ich potencjał demograficzny (dwukrotnie większa dzietność niż średnia francuska), przewaga ludzi młodych oraz wciąż napływający nowi imigranci. Francja, choćby chciała, nie ma za bardzo możliwości, by powstrzymać imigrację, a tym bardziej imigrację z krajów muzułmańskich, gdyż zostałoby to uznane za dyskryminację. Zresztą polityka migracyjna to domena „współdzielona” z Unią Europejską, a kompetencje, które pozostają przy Francji, są bardzo ograniczone.
Potencjał demograficzny muzułmanów jest znacznie większy od potencjału demograficznego niemuzułmanów. Największym zagrożeniem czyhającym na Francję nie jest jednak to, że zostanie zdominowana liczebnie, ale brak chęci obrony swoich wartości i sposobu życia. Poza tym tak znaczna obecność muzułmanów we Francji i szerzej, w Europie, wystawia nasz kraj na pokusę radykalizacji, świecącej triumfy niemal wszędzie w świecie muzułmańskim i stanowiącej na dziesiątki lat w przód prawdziwe zagrożenie, które będzie narastało, jeśli nie da mu się wystarczającego odporu i będzie się do niego nadal podchodziło w duchu bezgranicznego permisywizmu.
Wszystko wskazuje więc na to, że asymilacja stanie się trudniejsza. Nie tylko zresztą ze względu na wyzwania, które stawia islam. Ewolucja mentalności elit francuskich i szerzej, europejskich, która przynosi niesłychaną wręcz nieustępliwość wobec „autochtonów”, kontrastuje z nieograniczoną tolerancją dla wszystkiego, jeśli tylko w grę wchodzi ten Inny.
Europa jest świadoma swoich grzechów z przeszłości i że elity przemieniły się w „strażników świątyni”, obawiających się najgorszego ze strony potomków Europejczyków, którzy w historii dopuszczali się przecież okrucieństw. Takie podejście elit zaspokaja ich własne ego.
„Strażnicy świątyni” najczęściej znajdują się na lewicy. Lewicy, która opuściła swój robotniczy elektorat i teraz hołubi wyborców, których uważa za bardziej otwartych i nowoczesnych, ale którzy w swojej masie nie są jednorodni. Obrona mniejszości jest częścią jej nowej agendy. Jest też częścią agendy Unii Europejskiej dążącej do oswojenia narodów ze zmianami populacyjnymi ocenianymi jako nieuniknione. Kraje Unii wybrały wspólnie pewien model integracji, który sprowadza się do dostosowywania się do różnorodności, a którego cel ma charakter moralny: chodzi o kultywowanie tolerancji i poszanowania dla innych.
Wszystko to nie stanowi zbyt korzystnych ram dla francuskiego modelu asymilacji. Skoro w modzie jest teraz ochrona różnorodności – czyli ujęcie ekologiczne społeczeństwa – a elity zajmują się jedynie teoretyzowaniem, to cała praca w terenie spada na barki klas niższych. Te zaś wierne idei bliskiej większości Francuzów, w myśl której to one stanowią kulturowy punkt odniesienia, poddają się i szukają dla siebie bezpiecznego schronienia. Troska władz publicznych o tak zwane „dzielnice robotnicze” (określenie to oznacza dziś wyłącznie przedmieścia dużych miast) budzi jedynie resentyment u klas niższych, które unikają tych miejsc jak ognia. Przymus wchodzenia w dialog kulturowy, który jest wyczerpujący, a którego rezultaty nie są wcale takie pewne, nie budzi u nich entuzjazmu. Raczej bunt: chcąc ochronić swój dotychczasowy styl życia, wyprowadzają się. A ponieważ nie stać ich na luksus zamieszkania bliżej centrów wielkich metropolii, przenoszą się na obszary słabiej zurbanizowane, niemal kompletnie przez państwo opuszczone.
Odtąd asymilacja, integracja, multikulturalizm, różnorodność, interkulturalizm i wszystkie inne tego typu „wynalazki” będą funkcjonować bez ich udziału. Tymczasem bez klas niższych asymilacja jest niewykonalna, a inne opcje nie wyglądają zbyt optymistycznie. Jak zachęcić do dialogu międzykulturowego, jeśli jego strony nie mają ze sobą styczności? Unia nie przestaje zachęcać krajów wspólnoty do sprzyjania owemu dialogowi; chce, by Europejczycy poznali bliżej inne kultury. Zatem czy w planach są wycieczki objazdowe dla, powiedzmy, mieszkańców Courtenay w departamencie Loiret do przedmieść wielkich miast, na przykład do Clichy-sous-Bois w podparyskim Seine-Saint-Denis, po to, by poznać kulturę tamtejszych populacji i otworzyć się na różnice w duchu poszanowania różnorodności?
Michèle Tribalat
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 531
23 854
Bardotka ma dość tego wszystkiego co się we Francji wyrabia.

- Jestem zdegustowana. Ja, symbol Francji, ledwo rozpoznaję moją ojczyznę, którą najechała banda obcych łajdaków zagrażających autentycznemu Francuzowi. Znaczna część Francji nie należy już do Francuzów. To jest paskudne.(...) Jestem zniesmaczona i przerażona. Francja jest dziś rządzona przez tchórzy bez jaj. To rząd pantoflarzy, zastraszonych królików, wykastrowanych gówniarzy

Widzi to samo co ja i wielu z nas. Cweluchowate (tchórze bez jaj, wykastrowane gówniarze) rządzą. Rządzą i tu i tam, w Polin i we Francji.
 

The Silence

Well-Known Member
400
2 459
Francja zakaże ogrzewania tarasów i ogródków w restauracjach
francja.jpg__655x0_q85_crop_subsampling-2_width-655.jpg

Francuska minister ds. transformacji ekologiczne Barbara Pompili poinformowała, że w ramach dekretu rządu od 2021 roku zabronione będzie stosowanie ogrzewania zewnętrznego miejsc publicznych, czyli np. tarasów lub ogródków kawiarnianych. Wprowadzony zostanie też nakaz "zamykania drzwi we wszystkich ogrzewanych lub klimatyzowanych budynkach ogólnodostępnych".


W ramach walki z emisją CO2 od 2022 roku w nowych domach zabronione będzie instalowanie kotłów olejowych i węglowych. Według danych ministerstwa budynki odpowiadają za 20 procent produkcji gazów cieplarnianych. By ograniczyć ich produkcję Francja od 2023 roku wprowadzi obowiązek tworzenia tzw. charakterystyki energetycznej budynków.​
Jak przekazała Barbara Pompili domy, które będą zużywała więcej energii niż zalecają normy, będą musiały być termoizolowane. Jeśli właściciel nie wykona prac remontowych wówczas nie będzie mógł wynajmować budynku.​

Premier Jean Castex w artykule zamieszczonym w regionalnym dzienniku Ouest France napisał o potrzebie skoncentrowania się na ekologii opartej na porozumieniu społecznym.​

Wielu komentatorów podkreśla, że nowy rząd stawia na kwestie związane z ekologią, by przejąć elektorat Zielonych, którzy w czerwcu w drugiej turze wyborów regionalnych uzyskali dobry wynik wybory.​


 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2020 r we Francji spłonęło dziewięć katolickich świątyń - wynika ze statystyk francuskiego Obserwatorium Dziedzictwa Religijnego. W 2019 roku odnotowano zaś 16 pożarów: dwóch katedr, 13 kościołów oraz opactwa. Z kolei francuskie MSW podaje, że rocznie dochodzi we Francji do ok. 800 aktów wandalizmu w kościołach.
"Te przestępstwa zwykle popełniane są z pobudek rabunkowych, z głupoty oraz z powodu nienawiści do chrześcijaństwa. Nie mamy jednak statystyk pokazujących, które z tych trzech motywacji dominują" - tłumaczy historyk architektury dr Mathieu Lours, przewodniczący Komitetu Naukowego Obserwatorium Dziedzictwa Religijnego.
"Do aktów wandalizmu dochodzi najczęściej w kościołach otwartych, których nikt nie pilnuje. Potrzebujemy zaufanych osób, które pomogłyby chronić świątynie, część z nich mogłaby mieszkać przy kościołach na stałe" - uważa dr Lours - "Monitoring kamer budzi z kolei pytania o etykę nagrywania wiernych podczas modlitwy" - dodaje przewodniczący.
Zdaniem eksperta stan architektury sakralnej we Francji zależy od zamożności danej gminy oraz woli politycznej utrzymania zabytkowych budynków. Wiele - jak mówi- zależy od właściciela, czyli państwa w przypadku katedr oraz gmin - w przypadku mniejszych kościołów wybudowanych przed 1905 r oraz samych parafii, które są właścicielami kościołów zbudowanych po 1905 r.
"Wola polityczna w zakresie utrzymania katedr czy zabytkowych kościołów istnieje w wielu miejscach, choć w regionach wiejskich, gdzie dochodzi do depopulacji sytuacja jest trudna; zamykane są nie tylko kościoły, ale i urzędy czy szkoły. Tam też najczęściej dochodzi do burzenia kościołów czy kaplic" - podkreśla dr Lours.
Trwają dzięki cmentarzom
Zdaniem szefa Obserwatorium Francuzi są przywiązani do architektury sakralnej, a mimo malejącej liczby katolików większość osób wciąż chce być pochowana na katolickich cmentarzach, co jest czynnikiem pomagającym przetrwać zabytkowym budynkom sakralnym we Francji, które unikają dzięki temu wyburzenia.
"Kościoły we Francji są również wielkimi muzeami, przechowują dzieła sztuki, jak m.in. obraz Hipolita Flandrina, który niestety spłonął w katedrze w Nantes" - dodaje dr Lours, który od lat apeluje o współpracę merostw, organizacji, fundacji oraz centrów turystycznych z parafiami w celu ochrony zabytków sakralnych.
Pytany o odbudowę katedry w Nantes dr Lours przypomina, że minister kultury szacuje, że jej odbudowa po pożarze wyniesie 3 lata, a przed rozpoczęciem prac rekonstrukcyjnych należy dokładnie oczyścić świątynię z pyłu.
Odnośnie rekonstrukcji katedry Notre Dame w Paryżu ekspert uważa, że 5 lat jest możliwym przedziałem czasowym ukończenia rekonstrukcji. "Jak do tej pory zaplanowane prace są wykonywane i wszystko idzie dobrze - uważa dr Lours. "Iglica zostanie odbudowana zgodnie z oryginałem, a teraz czekamy na decyzję w kwestii szkieletu konstrukcji, czy będzie z drewna czy z innego materiału" - tłumaczy.
"Francja ma duże doświadczenie w odbudowie gotyckich katedr; w czasie pierwszej wojny światowej zostały poważnie zniszczone 3 katedry: w Reims, Noyon oraz Soissons. Wszystkie trzy zostały dobrze zrekonstruowane" - mówi dr Lours.
Z Paryża Katarzyna Stańko
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073
Publikacja: 18.02.2021

Minister szkolnictwa wyższego i badań chce sprawdzić jaki wpływ ma stronnicza islamo-lewicowość (islamo-goszyzm) na krajowe uniwersytety.
Minister Frédérique Vidal poinformowała w wywiadzie dla CNews, że chce “oddzielić naukowe badania od aktywizmu i opinii”. W tym celu zamierza zlecić Narodowemu Centrum Badań Naukowych (CNRS) otwarcie postępowania w sprawie islamo-lewicowego uprzedzenia naukowców.
Czym jest ta islamo-lewicowość? „Politico” twierdzi, że to pejoratywne określenie na lewicowy i antyrasistowski aktywizm. Przeciwnego zdania są eksperci od radykalizmów, widząc w tym nurcie przymykanie oka przez skrają lewicę na dyskryminację, która jest elementem ruchów islamistycznych.
Francuscy naukowcy i lewicowi politycy poczuli się urażeni wypowiedzią minister. Opozycja zarzuciła jej nawet, że zamiast zająć się poważniejszymi rzeczami uruchamia policję myśli. Vidal z kolei twierdzi, że jest wręcz przeciwnie. To właśnie stronnicze środowisko naukowców blokuje innych, krytycznych wobec islamu, przed prowadzeniem badań.
Zarzuty minister odrzuca rada prezydentów szkół wyższych, odnosząc się do samego terminu jako nienaukowego, którego miejsce jest na skrajnej prawicy a nie w głównym nurcie.
Lewicowy myśliciel, ekonomista Thomas Piketty uważa, że słowa minister powinny skutkować jej odwołaniem. Piketty jest autorem wydanej w ubiegłym roku książki “Kapitał i ideologia”, która ma być drogowskazem dla Nowej Lewicy, a do której bardzo krytycznie odnoszą się zwolennicy gospodarki wolnorynkowej.
Z kolei krytycy islamogoszyzmu zarzucają skrajnej lewicy tuszowanie dyskryminacji różnych mniejszości przez islam pod pretekstem działań na rzecz wielokulturowości, czy też klientyzm wobec islamistycznych organizacji. Kenan Malik ubolewa nad odejściem lewicy od zasad Oświecenia, uniwersalizmu i racjonalizmu, a Maajid Nawaz nazywa ten ruch „regresywną lewicą”.
Termin „islamo-lewicowości” ewoluował przez lata, odkąd w 2002 roku został użyty przez socjologa Pierre’a-André Taguieffa jako określenie związku radykalnych islamistów i skrajnych lewicowców. W ubiegłym roku minister edukacji użył tego terminu odwołując się do “intelektualnej współodpowiedzialności” aktywistów za islamistyczny terroryzm.
Chociaż obawy przed badaniem poglądów naukowców mogą być uzasadnione, to z drugiej strony postulat oddzielenia naukowych badań od aktywizmu i opinii jest uzasadniony, nie tylko we Francji. W Polsce chociażby, prace dr hab. Konrada Pędziwiatra, pisane na rzecz organizacji związanych z tureckimi islamistami, w których autor podaje nieprawdziwe informacje oraz opinie nie spełniające wymogów naukowości, widnieją na stronach Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie jako jego dorobek naukowy. (j)

Laicyzm odwagi nie ceni.
Publikacja: 30.01.2021

Burmistrz francuskiej gminy Var (Lazurowe Wybrzeże) chciał nadać jednemu z gimnazjów imię zamordowanego nauczyciela Samuela Paty. Pomysł upadł ze względu na sprzeciw nauczycieli i rodziców.
Collège Les Eucalyptus położony w miejscowości Ollioules zachowa swoją dotychczasową nazwę. Władze lokalne wycofały się z pomysłu, by szkole nadać imię Samuela Paty. Burmistrz zamierzał w ten sposób złożyć hołd nauczycielowi historii, który został zamordowany przez dżihadystów w październiku ubiegłego roku.
Według lokalnych mediów osiągnięto w tej sprawie wstępne porozumienie z rodziną zmarłego nauczyciela oraz dyrektorem szkoły. Burmistrz Var Robert Beneventi przekonywał, że Paty „jest mocnym symbolem republiki”. Ostatecznie z porządku obrad rady miejskiej skreślono punkt dotyczący zmiany nazwy gimnazjum.
Zrobiono to pod presją społeczności szkolnej. W wewnętrznej ankiecie 100% nauczycieli, 89% rodziców oraz 69% uczniów opowiedziało się przeciwko zmianie nazwy gimnazjum.
„Oczywiście chcemy oddać hołd naszemu koledze, […] ale zmiana nazwy szkoły na Samuela Paty, naszym zdaniem, nie jest dobrym pomysłem – wyjaśniała Sandra Olivier, nauczycielka matematyki oraz przedstawicielka związku zawodowego nauczycieli. – To czyni nas celem. Nie potrzebujemy tego. To ryzyko, którego można uniknąć”.
Władze lokalne nie kryją rozczarowania. „To jest niepokojące. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, że pozwalamy, by wartości Republiki wymknęły się nam z rąk. Musimy powstać i bronić tych wartości” – przekonywał Robert Beneventi. Jednocześnie zaznaczył, że nie wini tych, którzy opowiedzieli się przeciwko uczczeniu pamięci Paty. „To jest ogólny stan ducha narodu. Dziś panuje tchórzostwo i to jest niepokojące” – dodał burmistrz.
W podobnym tonie wypowiedział się jego zastępca, argumentując, że pomysł na nadanie szkole imienia zabitego nauczyciela miał być „sposobem na pokazanie naszego sprzeciwu wobec tego rodzaju barbarzyństwa i strachu, jaki może ono wywołać”. Urzędnicy zapewniają, że szukają innych możliwości uczczenia pamięci ofiar terroryzmu.
Angielski pisarz i historyk specjalizujący się w okresie II wojny światowej Gavin Mortimer na łamach angielskiego „Spectatora” przypomniał, że jeszcze niedawno francuskie ulice i media społecznościowe zalało hasło ‘Je Suis Samuel’. „Żyjemy w epoce monumentalnego tchórzostwa moralnego; we Francji, USA, Kanadzie, Niemczech, Australii i w Wielkiej Brytanii ciągle unika się konfrontacji z rzeczywistością islamskiego terroryzmu. Samuel Paty powinien zostać uhonorowany. To, że tak się nie stało, nie jest niespodzianką. Jego śmierć wprawia nas w zakłopotanie, ponieważ przypomina nam o własnych zaniedbaniach, zwłaszcza jeśli chodzi o wolność słowa. Zamiast o nią dbać bazgrzemy na plakacie ‘Je suis Samuel’ i oszukujemy się, że ją mamy” – napisał Mortimer.
Paty naraził się islamistom tym, że w czasie lekcji na temat wolności słowa pokazał karykatury Mahometa.
Prezydent Emanuel Macron przyznał nauczycielowi najwyższe odznaczenie Republiki – Legię Honorową i wziął udział w jego pogrzebie, z okazji którego wygłosił jedno z najważniejszych przemówień w najnowszej historii Francji.
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 768
8 289

Brutalna deziluzja


W wielkanocny weekend doszło we Francji do głośnego włamania w podparyskiej rezydencji znanego polityka, biznesmena, aktora i aferzysty Bernarda Tapie, który wraz ze swą małżonką został pobity i ograbiony we własnym domu.

Bernard Tapie, 78-letni milioner-bankrut, to postać we Francji powszechnie znana. Jako biznesmen był właścicielem słynnego klubu piłkarskiego Olympique Marseille, który odkupił w 1986 r. w stanie zapaści za symbolicznego franka i szybko wywindował na szczyty europejskiego footballu. W latach 1989-1992 drużyna z Marsylii czterokrotnie zdobywała tytuł mistrza Francji, a w 1993 r. wygrała także Ligię Mistrzów, dotychczas jako jedyny francuski klub, zaś nabyci przez Tapiego piłkarze stali się z czasem gwiazdami światowego footballu (Papin, Cantona, Deschamps czy Barthez).
W latach 1990 uratował także od upadku niemiecką markę odzieżową i sprzętu sportowego Addidas, którą wykupił i zrestrukturyzował, a w 1993 r. odsprzedał za pośrednictwem spółki należącej do banku Crédit Lyonnais. Z powodu tej transakcji przez ponad 15 lat, aż do 2020 r. ciągnęły się procesy sądowe między biznesmenem, bankiem a państwem francuskim; w celu wyjaśnienia sprawy powołano nawet parlamentarną komisję śledczą. Tapie twierdził, że został oszukany przez bank, w związku z czym domagał się odszkodowania, które przyznano mu w kilku wyrokach, ale ostatecznie w 2020 r. paryski trybunał nakazał mu zwrócić w tej sprawie aż 438 milionów euro, w wyniku czego jeszcze w tym samym roku doszło do likwidacji grupy kapitałowej biznesmena.

Terror we Francji​


Bernard Tapie, człowiek lawirujący między lewicą a prawicą, był w latach 1990 także politykiem, wpierw deputowanym do francuskiego Zgromadzenia Narodowego (1989-1996), a później do europarlamentu (1994-1997), a także ministrem ds. miast (1992-1993). Jego kariera polityczna została jednak przerwana przez aferę korupcji piłkarskiej, za którą ostatecznie spędził sześć miesięcy w więzieniu. Tapie obrał wówczas drogę aktorską, grając między innymi główną rolę w serialu „Comissaire Valence”, który w latach 2003-2008 doczekał się łącznie dwanaście 90-minutowych odcinków.

Brutalne ataki, głośne rozboje i śmiertelne porachunki stały się niestety we współczesnej Francji rzeczą powszechną, a co za tym idzie niebudzącą zdziwienia, zważywszy jednak na powszechną rozpoznawalność Bernarda Tapie, wieść, że padł ofiarą brutalnego napadu podparta zdjęciem jego posiniaczonej twarzy obiegła wszystkie media, wywołując we Francji ogólne poruszenie. André Bercoff, dziennikarz radiowy, który miał sposobność rozmawiać telefonicznie z poszkodowanym, w swej audycji z 6 kwietnia w Sud Radio podał dodatkowe szokujące informacje odnośnie pobicia celebryty i jego małżonki.

Napad home-jacking trwał 45 minut, małżonkowie byli bici i krępowani, Tapiego skrępowanego kablami zamknięto w pokoju, jego żonę zaś ciągnięto po ziemi a następnie przyduszano poduszkami, aby wyjawiła gdzie są kosztowności. Ostatecznie trafiła ona do szpitala. W tej dramatycznej sytuacji Tapi zwrócił się do jednego z oprawców: „nie rozumiem, przecież zawsze się za was biłem i brałem waszą stronę”. „Za was” – czyli za osoby wywodzące się z imigracji, gdyż tłumacząc na klarowny język polski podane przez policję opisy sprawców „typu afrykańskiego” i „północno afrykańskiego”, sprawcami pobicia i grabieży byli trzej murzyni i jeden arab. I rzeczywiście Bernard Tapie wykazywał zawsze otwartość w kwestiach imigracyjnych czy multi-kulti; w 1989 r. wziął nawet udział w głośnej debacie z Jean-Marie Le Penem w TF1, w której zarzucił przywódcy Frontu Narodowego kłamstwa i manipulacje gdy idzie o wiązanie wzrostu przestępczości i zalewu imigracyjnego, a w latach 1990 otwarcie zwalczał Front Narodowy, wyzywając jego wyborców od gnid (salauds). Jedyne co odpowiedział mu agresor, wypełniając czarę goryczy poszkodowanego, cytuję za Bercoffem: „chuj ci w dupę! ten czas się skończył”. Niewdzięczność godna gnidy.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 499
24 073

Publicysta, krytyk filmowy
Sarah-Halimi-morderstwo-Charlie-Hebdo.jpg
Zamordowana Sarah Halimi i sprawca. Obok okładka „Charlie Hebdo”: „Czy antysemityzm powinien zostać zdekryminalizowany?”. Fot. France24/Charlie Hebdo/twitter.com

5 MAJA 2021
Oburzeni Francuzi pytają, czy sądy dały właśnie obywatelom „licencję na zabijanie”. Wystarczy upalić się przed zabójstwem i żadnej odpowiedzialności karnej nie będzie. Kolejne śmiertelne ataki na francuskich Żydów popełniane są przez muzułmanów, najczęściej wyznających radykalne islamistyczne poglądy. To sprawia, że cała sytuacja zyskuje dodatkowy wymiar polityczny w roku wyborczym. Komentuje Jakub Majmurek.
W ostatnią niedzielę kwietnia około 26 tysięcy osób protestowało pod sądami w kilku dużych miastach Francji: Paryżu, Lyonie, Marsylii, Strasburgu. Domagali się „sprawiedliwości dla Sarah Halimi” – 65-letniej Żydówki i byłej dyrektorki przedszkola. Kobieta została najpierw pobita, a następnie wyrzucona z okna mieszkania w północno-wschodnim Paryżu. Halimi zmarła na miejscu. Zabójcą był jej sąsiad, Kobili Traoré, a BBC podało, że dokonywał on mordu przez 20–30 minut, skandując wersety z Koranu i krzycząc „Allahu Akbar”.
Bezpośrednim powodem protestów była decyzja Sądu Kasacyjnego – we francuskim systemie prawnym pełni on funkcję Sądu Najwyższego – który utrzymał wyrok poprzednich instancji orzekający, że sprawca mordu w momencie zabójstwa pozostawał niepoczytalny i nie będzie odpowiadać karnie za swój czyn.

„To nie jest sprawa Żydów, ale całej francuskiej wspólnoty narodowej” – słychać na protestach

Dlaczego sprawa budzi tak wielkie emocje? Dlatego że skupia się w niej kilka problemów gwałtownie dzielących dziś francuską opinię publiczną: antysemityzm, poczucie zagrożenia społeczności żydowskiej (do której Halimi należała), radykalizacja młodzieży muzułmańskiej z przedmieść (Traoré wyznawał tę religię), polityka karna wobec osób z uzależnieniami i zaburzeniami psychicznymi.
W tle są jeszcze zaplanowane na wiosnę 2022 roku wybory prezydenckie i polityka Macrona, który by zminimalizować zagrożenie ze strony Marine Le Pen i jej Zgromadzenia Narodowego coraz częściej sięga po przemawiającą do prawicowego elektoratu politykę.
Cała sprawa zaczęła się w kwietniu 2017 roku w bloku socjalnym w Belleville – proletariackiej, wielokulturowej dzielnicy na wschodzie Paryża. Kobili Traoré, muzułmanin, 32 lata, włamuje się do mieszkania swojej sąsiadki Sarah Halimi, znanej też jako Lucie Attal, wyznania mojżeszowego. Traoré kilkakrotnie uderza Sarę, recytuje wersety Koranu, krzycząc „Allahu Akbar”, wyrzuca kobietę z balkonu jej mieszkania. Ta nie przeżywa upadku. Traoré, jak donosi prasa, ma potem powiedzieć: „zabiłem szatana”.
Fakt, że Traoré ponosi winę za śmierć kobiety, nie budzi wątpliwości. Problem jest jednak z prawną kwalifikacją czynu. Bardzo szybko pojawia się pytanie: czy Traoré w momencie zabójstwa był poczytalny?
W 2019 roku na podstawie ekspertyzy trzech psychiatrów zapada prawomocne postanowienie sądu apelacyjnego: nie był. W momencie bicia swojej sąsiadki, gdy wyrzucił ją przez okno, pozostawał w stanie delirycznego zamroczenia, nie rozróżniał dobra i zła. Zgodnie z francuskim prawem nie może więc odpowiadać karnie. Proces karny po prostu się nie odbędzie.
Wyrok budzi wiele zrozumiałych wątpliwości, tym bardziej że za źródło niepoczytalności Traoré uznano silne odurzenie marihuaną. W chwili zabójstwa mężczyzna znajdował się pod wpływem dużej ilości tej substancji. Nadużywał jej na co dzień. Jak podał „Le Monde”, w okresie poprzedzającym zabójstwo miał przez długi czas palić nawet do pięciu jointów dziennie.
Francuzi pytają oburzeni, czy sądy dały właśnie obywatelom „licencję na zabijanie”. Wystarczy upalić się przed zabójstwem i żadnej odpowiedzialności karnej nie będzie.

Zbrodnia i bezkarność? Polityka wchodzi do gry

Traoré nie został człowiekiem wolnym. Z postanowienia sądu przebywa w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym i pewnie spędzi w nim długie lata. Mimo to rodzina Halimi jest oburzona. Czuje, że odebrano jej coś podstawnego: prawo do procesu, gdzie sprawca zabójstwa bliskiej im osoby zostałby osądzony i uznany za winnego.
Prawnicy tłumaczą, że sąd działa w ramach istniejącego prawa. A to we Francji wyraźnie stanowi: osoba niepoczytalna w chwili popełnienia czynu nie ponosi za niego odpowiedzialności karnej. Prawo nie rozróżnia, co spowodowało niepoczytalność: wrodzone zaburzenie, trauma z przeszłości czy dobrowolna konsumpcja środków psychoaktywnych. Sądy nie mogą orzekać poza prawem i w swoich orzeczeniach poprawiać budzących społeczny sprzeciw czy nawet wadliwych zapisów prawa. Jeśli jakiś przepis jest źle skonstruowany, to jego poprawa jest zadaniem polityków, a nie sędziów.
Politycy włączają się więc do debaty. Gdy w grudniu 2019 roku sąd apelacyjny podtrzymuje wyrok sądu pierwszej instancji w sprawie niepoczytalności Traoré, głos zabiera prezydent Macron. W ostrożnych słowach wyraża wątpliwości do decyzji sądu, mówi o możliwości kasacji. W odpowiedzi prezes Sądu Kasacyjnego wydaje oświadczenie przypominające prezydentowi o konstytucyjnie gwarantowanej niezawisłości sądów.
W lutym 2020 roku ówczesna ministra sprawiedliwości, Nicole Belloubet, powołuje zespół ekspertów, który ma zbadać przepisy o niepoczytalności i ewentualnie zaproponować ich zmiany. Komisja, złożona z prawników, polityków i psychiatrów, miała odpowiedzieć przede wszystkim na jedno pytanie: czy wskazana byłaby taka reforma prawa, by niepoczytalność wywołana przez dobrowolną konsumpcję środków psychoaktywnych nie zwalniała z odpowiedzialności karnej.
Ze względu na COVID-19 prace komisji miały trudne początki. W końcu wypracowała jednak oficjalny raport. Rekomenduje on, by nie zmieniać obecnych przepisów. „Ze względu na częste połączenie problemów psychicznych z sięganiem po środki psychoaktywne wykluczenie zapisów o niepoczytalności w przypadku dobrowolnej konsumpcji psychoaktywnych substancji podwyższałoby ryzyko kryminalizacji chorób psychicznych” – czytamy w raporcie.
Rząd francuski zdecydował się postąpić wbrew rekomendacjom raportu. Po wyroku Sądu Kasacyjnego Éric Dupond-Moretti, minister sprawiedliwości od czerwca 2020, zapowiedział, że do końca maja przedstawi rządowi projekt zmian w prawie, ograniczających możliwość uniknięcia odpowiedzialności karnej w przypadku czynu popełnionego po dobrowolnej konsumpcji substancji psychoaktywnym. Tego samego domagał się prezydent Macron w niedawnym wywiadzie dla dziennika „Le Figaro”.

Republika, Żydzi i muzułmanie

Sprawa budzi dodatkowe emocje, bo zbrodnia Traoré miała wyraźnie antysemicki charakter, co przyznały sądy rozpoznające sprawę. Przynajmniej jakaś część społeczności francuskich Żydów czuje się w tej sprawie porzucona przez Republikę.
Odmawiając pociągnięcia Traoré do odpowiedzialności karnej, sądy nie tylko odmawiają sprawiedliwości ofiarom mordów i ich rodzinom, ale odmawiają też osądzenia antysemityzmu, który był prawdziwym delirium i szaleństwem, kierującym działaniami Traoré – tak można by streścić argumenty francuskich Żydów.
Rodzina Halimi uznała, że nie ma co szukać sprawiedliwości we Francji. Planuje zwrócić się zarówno do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak i do izraelskiego wymiaru sprawiedliwości. Jeśli akt Traoré był przestępstwem antysemickim, a ofiarą śmiertelną była Żydówka, sądy izraelskie mogą zorganizować proces – choć wątpliwe, by z osobistym udziałem Traoré.
Piszący na łamach „Le Monde” po wyroku Sądu Kasacyjnego przewodniczący Centralnego Konsystorza Izraela we Francji Joël Mergui zarzucił francuskim sądom „psychiatryzację antysemityzmu”. „Po każdym antysemickim przestępstwie następują rytualne analizy psychiki sprawcy. Czy był «zdrowy», czy «szalony»? Czy jednak można sobie w ogóle wyobrazić, by antysemicki zabójca naprawdę był zrównoważony? Kto naprawdę wierzy, że terrorysta jest osobą przytomną, rozsądną i racjonalną?” – argumentował.
Co najważniejsze, Mergui wprost pisze w swoim komentarzu, że wyrok w sprawie Halimi podważa zaufanie Żydów do wymiaru sprawiedliwości we Francji i w zdolność państwa do ochrony egzystencjalnego bezpieczeństwa żydowskiej społeczności.
Podobne emocje słychać w reportażu z niedzielnych demonstracji, jaki opublikowało pismo „Marianne”. Ich uczestnicy, w dużej mierze francuscy Żydzi, mówią o poczuciu osamotnienia, normalizacji antysemityzmu nad Sekwaną, lęku przed przemocą. Rozważają migrację do Izraela.
Faktycznie, morderstwo Halimi nie było jedyną zbrodnią antysemicką w ostatnich latach. W 2012 roku Mohammed Merah zorganizował serię terrorystycznych zamachów w Tuluzie i Montauban. W tym pierwszym mieście zaatakował żydowską szkołę – zabił trójkę dzieci i jedną osobę z kadry pedagogicznej. W trakcie serii ataków w styczniu 2015 – gdy ofiarą padła redakcja satyrycznego pisma „Charlie Hebdo” – jeden z atakujących zabarykadował się i wziął zakładników w koszernym sklepie. W listopadzie tego samego roku mężczyzna stojący koło synagogi w Marsylii został zasztyletowany przez trójkę mężczyzn wykrzykujących antysemickie hasła. W 2018 Mireille Knot została zamordowana w swoim mieszkaniu w socjalnym bloku – antysemityzm znów był przyczyną.
Do tego dochodzi niezliczona ilość incydentów bez ofiar śmiertelnych: obraźliwe napisy na murach, bezczeszczenie żydowskich nagrobków, pobicia, wykrzykiwanie antysemickich obelg itd.
ezgif-4-6bdcdf40449c.jpg

Okładka „Charlie Hebdo” przedstawia mężczyznę odpalającego skręty od żydowskiej menory – „Czy antysemityzm powinien zostać zdekryminalizowany?”. Fot. Charlie Hebdo/twitter.com

Gra Macrona

Niemal wszystkie śmiertelne ataki na francuskich Żydów popełniane są przez muzułmanów, najczęściej wyznających islamistyczne poglądy. To sprawia, że cała sytuacja zyskuje dodatkowy wymiar polityczny – temat radykalizacji muzułmanów i islamistycznego terroru co najmniej od stycznia 2015 roku jest jednym z najważniejszych problemów we francuskiej debacie politycznej.
Wyrok Sądu Kasacyjnego, przypominający społeczeństwu o zbrodni popełnionej przez antysemickiego, najpewniej sfanatyzowanego muzułmanina, przychodzi pół roku po zabójstwie nauczyciela Samuela Paty’ego w październiku 2020. Paty pokazywał studentom na lekcji na temat wolności słowa karykatury z „Charlie Hebdo”, przedstawiające proroka Mahometa. Ostrzegał wcześniej uczniów, że mogą obrażać tzw. uczucia religijne niektórych osób. Przeciw nauczycielowi rozpętała się nagonka w sieci. W efekcie Paty padł ofiarą okrutnego morderstwa – obcięto mu głowę. Sprawcą był osiemnastoletni uchodźca z Czeczenii Abdullah Abujedowicz Anzorow.
Macron i jego administracja po zamachu na Paty’ego stanęli na gruncie wartości Republiki: świeckiej szkoły, wolności słowa, rozdziału Kościołów od państwa. Jednocześnie w debacie publicznej zaczęły pojawiać się głosy, czy Republika radzi sobie z integracją muzułmanów, czy traktowana dosłownie zasada świeckości – powstała w innym kontekście historycznym, wieńcząca stulecie walki republikańskiego społeczeństwa o wyzwolenie się spod hegemonii Kościoła katolickiego – nie zniechęca muzułmanów do republikańskich wartości.
Macron wie, że w przyszłorocznych wyborach jego najpoważniejszą przeciwniczką będzie Marine Le Pen. Jej kampania będzie starała się przedstawić Francję Macrona jako kraj upadły, nieradzący sobie z bezprawiem i chaosem na ulicach, sparaliżowany przez akty terroru, których sprawcami są niezintegrowani ze społeczeństwem migranci.
Niedawno na łamach prawicowego pisma „Valeurs actuelles” grupa 20 emerytowanych generałów francuskiej armii przestrzegała nawet Macrona przed wojną domową, pisała o strefach wyjętych spod francuskiego prawa i toczonej pod płaszczykiem antyrasizmu wojnie prowadzonej przeciw Francji – przez ludzi nienawidzących jej historii i kultury. Wojskowi zapowiadali, że w ostateczności interweniować w obronie porządku będą musieli ich pozostający w czynnej służbie koledzy. Le Pen poparła ten oburzający, faktycznie grożący wojskowym zamachem stanu list. To zapowiada ton jej kampanii.
Sprawa Halimi też może się w niej znaleźć – liderka Zgromadzenia Narodowego już zdążyła obwinić o śmierć żydowskiej emerytki „islamski ekstremizm”, przedstawia się też jako jedyna obrończyni społeczności żydowskiej we Francji. Co jest dość paradoksalne, biorąc pod uwagę wypowiedzi jej otwarcie antysemickiego ojca Jean-Marie Le Pena o Zagładzie („komory gazowe to szczegół historii II wojny światowej”), jak i fakt, że przez lata partia Le Penów gromadziła wokół siebie środowiska z długą historią antysemityzmu.
Macron zawczasu broni się przed kandydatką Zgromadzenia Narodowego, przejmując część postulatów prawicy. W zeszłym roku obiecał walkę z „islamskim separatyzmem”, uchwalono nowe przepisy dotyczące finansowania meczetów z zagranicy, noszenia religijnych symboli przez pracowników sfery budżetowej, a także o mowie nienawiści w internecie.
Czy zapowiedziane przez resort sprawiedliwości zmiany w przepisach o niepoczytalności będą kolejnym krokiem, mającym uwiarygodnić Macrona w elektoracie spragnionym prawa i porządku? Miejmy nadzieję, że nie zadecydują tylko te kwestie. Sprawa jest bowiem niezwykle delikatna. Z jednej strony okno niepoczytalności otwierane przez dzisiejsze przepisy wydaje się faktycznie szerokie, z drugiej łatwo wylać dziecko z kąpielą i stworzyć prawo skutkujące wyrokami karnymi dla ludzi w realnym kryzysie zdrowia psychicznego, którzy nie powinni ponosić odpowiedzialności karnej. Wyścig wyborczy z prawicową populistką to dla tej sprawy naprawdę najgorsza możliwa okoliczność.
 
Do góry Bottom