Fajne rzeczy ze średniowiecza, które chciałbyś/chciałabyś, żeby wróciły

Bajaratt

First of his name
353
1 426
Przejdźmy do nagości w średniowieczu. Trudno powiedzieć o autorach rozmaitych ksiąg sprzed 700 lat – czy to sakralnych, czy świeckich – żeby byli pruderyjni, prawda?

No tak, ale nagość można wyabstrahować od seksualności, co wiemy bardzo dobrze – znamy przedstawienia Adama i Ewy, Dzieciątka i Marii i tak dalej. Nagość w średniowieczu jest niejednoznaczna. Luxuria – personifikacja grzechu – jest naga, ale Abraham dokonujący obrzezania na sobie samym spełnia po prostu Boży nakaz. Seksualność może być też moralizatorska czy humorystyczna: ksiądz ma romans z żoną rzeźbiarza krucyfiksu. Pewnego dnia siedzi sobie w karczmie przy piwie, nagle wpada jego przyjaciel i mówi mu, że ksiądz jest teraz z jego małżonką i razem sobie figlują. Rzeźbiarz biegnie do domu, w ostatniej chwili żona chowa kochanka, który nie wiedząc, co robić, kładzie się na nagi na krucyfiksie i udaje Chrystusa. Na to rzeźbiarz wchodzi do pracowni, patrzy na swoje rzekome dzieło i mówi: Hm, coś tu jest nie tak, muszę je poprawić i bierze dłuto… Dzisiaj by to nie przeszło! A to był konkretny kontekst: moralizatorski, piętnujący grzechy, ale też obrazoburczy.
http://bardzomimilo.pl/lukasz-kozak-wrocmy-do-sredniowiecza/
 
U

ultimate

Guest
Buty pokutne.


W okolicach pięty tych butów - trzy otwory widoczne z góry, oraz widoczne z boku trzy szpikulce. Ta dyscyplina polegała na czekaniu, aż ofiara zmęczy się chodzeniem na palcach.

Maska wstydu.



Zakładano je ofiarom zakutym w dyby, obwożonym po mieście w klatkach lub czasem puszczanym na wolność. Miały wiele różnych form, zależnie od przewinienia. Plotkarze - z długimi jęzorami.
 
U

ultimate

Guest
W grudniu 2016 roku Mark Thompson z Wielkiej Brytanii podczas przeczesywania lasu Sherwood znalazł średniowieczny pierścionek warty około £70,000. Mark natrafił na znalezisko już po 20 minutach szukania w lesie Robin Hooda. Uważa się, że pierścień pochodzi z XIV wieku i może pochodzić z grobu byłego duchownego Williama Whittlesey, który zmarł w 1374 roku.
Znalazca otrzyma nagrodę za oddanie przedmiotu. W praktyce w podobnych przypadkach były to pięciocyfrowe kwoty.
http://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-4047664/Stunning-medieval-ring-Robin-Hood-s-Sherwood-Forest-bag-amateur-treasure-hunter-70-000.html







 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 882
Zdecydowanie powrót zamków i wszelkiej zwartej zabudowy przygotowanej na oblężenie. Nie mam racjonalnego wytłumaczenia, po prostu podoba mi się taka architektura. Jakby miał grubą kasę to taki Mont Saint-Michel kazałbym zbudować od zera na jakiejś płyciźnie. (pod zamkiem byłyby ofkors tajne fabryki i ośrodki badań, a takze tajna przystań dla okrętów podwodnych którymi woziłbym towary do handlu z Koreą Północną). Muchachchcahcha :D :D



a w górach coś takiego jak zbudował pojeb Ludwik II. Tylko, że wszystkie góry są już zajęte przez państwa :(.



btw. z tą maszyna parową to poszedłeś grubo. Daliby radę metalurgicznie?
On pisał o maszynie parowej oraz kolei. Czyli nie prototyp, ale ilości hurtowe. Czyli nie tylko problem z metalurgią, ale i z wielkościami wydobywanego węgla i żelaza.

Co do wynalazku, który bez wątpienia by im się przydał, to byłby kałach albo jakiś karabin maszynowy. Wyobraźcie sobie armię saracenów, masakrowaną przez 100 krzyżowców z karabinami maszynowymi w tamtym czasie
A nie prościej po prostu zabrać mapy (+ może usprawnienie know how w żegludze i szkutnictwie) i zaproponować masakrowanie Indian, Papuasów, Aborygenów za pomocą tego co średniowiecze już ma? Po co komplikować życie. Masakrujmy najsłabszych maksymalizując efekt ekonomiczny. :)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 409
19 477
Szachulec.

Zabudowa szachulcowa w Quedlinburgu

Dachy starego Quedlinburga

Dom F.G. Klopstocka ob. muzeum poświęcone pisarzowi

Zabudowa szachulcowa w Quedlinburgu – wielki zespół budynków o konstrukcji szkieletowej z XIV-XX w., stanowiący większość zabudowy historycznego Starego i Nowego Miasta, które wraz z wzgórzem zamkowym stanowią wspólny zespół zabytkowy miastaQuedlinburga.

Rozwój budownictwa
Tradycja budownictwa ryglowego w Quedlinburgu sięga XIII wieku. Stopniowo zastępowała ona prostą zabudowę drewnianą wąskich i krętych ulic miasta. Od strony chronologicznej można podzielić zabudowę na pięć kategorii. Najstarszą grupę reprezentuje 11 domów zbudowanych przed 1530 r. (1%), następnie 70 powstałych pomiędzy 1531 a 1620 (5%), 439 wzniesionych w latach 1621–1700 (33%), 552 wybudowanych w XVIII w. (42%) oraz 255 z XIX-XX w. (19%). Tradycja tego typu budownictwa była długa również w pobliskich miastach; np w. Wernigerode zachowało się 624 domy, w Stolberg – 354, w Osterwieck – 353. Do II wojny światowej duży zespół domów tego typu znajdował się w Halberstadt. Czyni to Quedlinburg największym tego rodzaju zespołem na obszarze Saksonii-Anhalt i jednym z największych w Niemczech.


Jedna z uliczek miasta, w głębi kolegiata

Obecnie zabudowę szachulcową miasta stanowi ponad 1300 domów. W przeciwieństwie do budowli murowanych, różnice stylowe są dostrzegalne w detalach, natomiast struktura i ogólny obraz cechuje wyjątkowa zachowawczość i wierność tradycji, co czyni zabudowę tego miasta dość spójną. Dachy kryto czerwoną dachówką, natomiast zróżnicowane w wyglądzie dekoracje elewacje były malowane w różnych barwach, co nadało miastu malowniczości.

Do rejestru zabytków wpisano ponad 1200 domów. Zabudowa ocalała ze zniszczeń ostatniej wojny, niemniej wymagała gruntownej konserwacji. W latach 1989–2005 udało się odrestaurować 650 zabytkowych domów. Na podstawie analizy dendrochronolicznej zidentyfikowano ponad 20 domów pochodzących ze średniowiecza (XIII i XIV w.).

Przykłady
Na szczególną uwagę zasługują następujące zabytki:

  • Dom przy ul. Word 3. (tzw. Wordhaus);
  • Dom F.G. Klopstocka, obecnie muzeum poświęcone pisarzowi z ok. 1570 r.;
  • Dom gildii kupieckiej Zur Rose z 1612 r., Breite Straße 38;
  • Tzw. Börse (pol. Giełda) z 1683 r., Steinweg 23;
  • Dawna gospoda Weißer Engel z 1623 r., Lange Gasse 33 (sufity na piętrze pokryte 11 reliefami stiukowymi, przedstawiającymi sceny ze Starego Testamentu);
  • Zabudowa rynku z kamiennym ratuszem i drewnianymi domami z XV-XX w.;
  • Hagensches Freihaus z 1597 r., Bockstraße 6/Klink 11;
  • Salfeldtsches Palais, Kornmarkt 5;
  • Dom w stylu secesyjnym z 1903 r. na miejscu szpitala św. Ducha projektu Maxa Schnecka.
1300 domów w tym stylu? Z pewnością Quedlinburg trzeba będzie umieścić na liście miejsc do zwiedzenia w Europie Zachodniej, nim zupełnie pochłonie ją multikulti.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 409
19 477
Trollingowy charakter nocy poślubnych monarchów...

NOCE POŚLUBNE POLSKICH WŁADCÓW
ŻYCIE I STYL

Wczoraj, 25 kwietnia (09:47)
Nowożytni królowie i królowe nie mieli prywatnego życia. Każdy moment ich dnia był elementem publicznego spektaklu rozgrywanego na oczach setek dworzan i służących. Nawet z pozoru najbardziej intymne chwile urastały do rangi wydarzeń publicznych. I akt fizycznego dopełnienia małżeństwa nie był pod tym względem żadnym wyjątkiem.

Noc poślubna to nie była prosta sprawa. Stanowiła element złożonego ceremoniału, rozciągniętego na kilka dni i przepełnionego symbolicznymi gestami. Przede wszystkim, wbrew nazwie, nie następowała wcale bezpośrednio po ślubie.

Królewskie małżeństwa zawierano co do zasady w niedzielę, w krakowskiej katedrze na Wawelu. Ślub trwał niemal cały dzień. Powolna procesja, kwieciste przemówienia dostojników, wielogodzinne nabożeństwo i rytuał zaślubin. Źródła potwierdzają, że wszystko to stanowiło wycieńczającą mieszankę, którą trudno było przetrwać.

Przykładowo podczas ślubu Zygmunta Augusta z Elżbietą Habsburżanką ojciec pana młodego, Zygmunt Stary, sam "kilka razy" podczas mszy proponował nowej synowej, by ta "zdjęła koronę, jeżeli jej nazbyt cięży a położyła ją na stronie". Wiedział jak trudno tkwić dumnie w miejscu z ciężką metalową obręczą na skroniach.

Seks zaraz po ślubie? Wykluczone!

Po wyjściu z katedry następowała kolejna procesja, a wreszcie wycieńczeni państwo młodzi zasiadali do pierwszej uczty weselnej. Względnie skromnej i krótkiej, bo dzień ślubu miał być poświęcony przede wszystkim modlitwie. Później szli spać - w osobnych komnatach. Zgodnie z obyczajem epoki nie do pomyślenia było, by nowa królowa tego samego dnia przyjmowała komunię świętą i oddawała swą cnotę mężowi.

Odbywała się tylko symboliczna noc poślubna - i to podczas mszy w katedrze. Na czas zaślubin przed ołtarzem rozkładano baldachim okrywający dwa purpurowe trony. Miejsce to w ceremoniale - spisanym przy okazji ślubu Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi - określono mianem "komnaty ślubnej" (łac. thalamus).

Miało reprezentować łoże małżeńskie i dawną tradycję zawierania ślubów w królewskiej sypialni. W takiej symbolicznej łożnicy nie mogło jednak dojść do żadnych intymnych zdarzeń. Na nie małżonkowie musieli poczekać do kolejnego dnia.

Spocona, zmęczona i przejedzona

Nazajutrz, po porannej mszy świętej, nowożeńcy wreszcie mogli odetchnąć. Liturgia zamykała religijną część obchodów weselnych. Poniedziałek upływał na ucztach i tańcach, w których tradycyjnie brała udział także panna młoda.

Wiadomo na przykład, że na swoim weselu bez opamiętania tańcowała Bona Sforza, wywołując powszechny zachwyt gracją i wyczuciem rytmu.

Gdy wreszcie zapadał zmrok, każda nowa królowa była spocona, wycieńczona i przejedzona. To ostatnie było właściwie stanem niemożliwym do uniknięcia. Całe trzy dni przed koronacją pannę młodą obowiązywał ścisły post. Najeść do syta mogła się dopiero w poniedziałek.

Nie było jednak żadnej okazji do odpoczynku. Prosto od stołu, lub z tanecznej sali, państwo młodzi przechodzili do królewskiej sypialni. I nie byli w żadnym razie sami. Noc poślubną razem z nimi rozpoczynał orszak złożony z najważniejszych zagranicznych gości i najwyżej postawionych dostojników państwowych.

Biskup krakowski odmawiał specjalną modlitwę i pokrapiał łożnicę wodą święconą. Następnie zebrani goście rozsiadali się na krzesłach ustawionych wokół łoża małżeńskiego. Młoda para siadała naprzeciwko nich, na posłaniu - królowa po jednej stronie, król po drugiej.

Noc poślubna... i tuzin świadków

W wąskim gronie zabawa toczyła się nadal. Lokaje wnosili do sypialni tace ze słodkościami i karafki z winem. Zebrani dostojnicy od modlitwy szybko przechodzili do rubasznych i niewybrednych komentarzy.

Była to właściwie jedyna okazja w życiu dworu, by zażartować z pożądliwej natury króla lub ze zbyt cnotliwego zachowania królowej. W dowolnych innych okolicznościach takie uwagi zakończyłyby się skandalem. Ale w noc poślubną było wolno niemal wszystko.

Erotyczną atmosferę często pogłębiały jeszcze specjalne konkursy poetyckie rozgrywane tego samego dnia. Przykładowo przed pierwszą nocą Bony i Zygmunta Starego niejaki Kasper Ursinus wygłosił poemat, w którym Mars oddawał się "miłosnej sielance" z Wenerą. Jakby tego było mało, w trakcie namiętnego stosunku bóg wojny wykrzykiwał rzekomo pochwały pod adresem polskiego monarchy.

Zapłata za pierwszy raz z królową?

Wreszcie goście wstawali z miejsc i opuszczali sypialnię, zostawiając małżonków samym sobie. Po nocy poślubnej następował jeszcze obowiązkowy epilog. Nazajutrz król wysyłał jednego ze swoich dworzan ze specjalnym darem dla małżonki. Mówiono, że prezent ten miał odzwierciedlać skalę jego satysfakcji z pierwszego zbliżenia.

Prawda była jednak inna. W świecie sztywnych, dworskich ceremoniałów niczego nie pozostawiano przypadkowi. Wartość Morgengabe ("daru porannego") była ustalana z wyprzedzeniem, zanim jeszcze monarcha zobaczył swą wybrankę na oczy.

Królowa przyjmowała więc z góry ustaloną kwotę, kłaniała się z wdzięcznością podskarbiemu, po czym ruszała prosto do katedry. Tak, by podczas "rytu oczyszczenia oblubienicy" zmyć z siebie duchowe ślady tego, co nastąpiło ostatniej nocy.
 

pawlis

Samotny wilk
2 270
8 157
Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu
13 grudnia 2018, 14:28 | Humanistyka

Wczesne średniowiecze obrosło wieloma nieprawdziwymi legendami, przez które okres od V do X wieku nazwano Wiekami Ciemnymi. Coraz więcej badań świadczy o tym, że popularne opinie o tym okresie są nieprawdziwe. Teraz okazuje się, że mamy złe wyobrażenie nawet o warunkach życia ówczesnych ludzi.

Z badań przeprowadzonych przez niemiecko-amerykańsko-brytyjski zespół naukowy dowiadujemy się, że nawet średnie i niższe klasy w czasach króla Artura, Piasta Kołodzieja i innych legendarnych bohaterów, cieszyły się lepszymi warunkami życia niż ich potomkowie setki lat później. Ci ludzie żyli lepiej, niż ludzie... w XIX wieku.

Do takich wniosków doszli ekonomiści, historycy, archeolodzy i antropolodzy z Uniwersytetu w Tybindze, Ohio State University, University of Durham i innych uczelni, którzy przeprowadzili szeroko zakrojone badania nad zdrowiem Europejczyków na przestrzeni ponad 2000 lat.

Grupa składająca się z ponad 70 naukowców przez dekadę badała 15 119 ludzkich szkieletów znalezionych w 103 stanowiskach archeologicznych na terenie 16 krajów współczesnej Europy, w tym Polski. Ludzie ci zostali pochowani pomiędzy III wiekiem przed Chrystusem a połową XIX wieku. Naukowcy chcieli poznać odpowiedź na pytanie o wpływ klimatu, środowiska geograficznego i warunków społeczno-ekonomicznych na ludzkie zdrowie na przestrzeni wieków.

Uczeni sprawdzali stan uzębienia, wzrost, badali czynniki świadczące o diecie oraz o wpływie wykonywanej pracy na zdrowie ludzi. Przyglądali się czaszkom ze śladami urazów i porównywali je z czaszkami, na których urazów nie było. Po 10 latach badań doszli do wielu zaskakujących wniosków.

Taką niespodzianką jest np. stwierdzenie, że jedna z największych epidemii w dziejach ludzkości – dżuma Justyniana (541-542), kiedy to mogło umrzeć nawet 100 milionów ludzi na całym świecie – miała pośredni pozytywny wpływ na warunki życia ludzi.

Pokolenia urodzone bezpośrednio po wygaśnięciu zarazy miały dostęp do większej ilości zasobów, co znacząco poprawiło warunki ich życia. Największym zaś zaskoczeniem było stwierdzenie, że od czasu zakończenia dżumy Justyniana warunki życia mieszkańców Europy stopniowo się pogarszały. Na Starym Kontynencie żyło się coraz gorzej, poczynając od wczesne średniowiecza aż do epoki przemysłowej. Naukowcy sądzą, że działo się tak z powodu rosnącego zagęszczenia ludności, zwiększających się nierówności społecznych oraz z powodu małej epoki lodowej (XVI–XIX wiek).

Uczeni zauważyli też, że od XV wieku europejskie państwa podejmują wysiłki na rzecz poprawy warunków zdrowotnych swoich populacji, stopniowo też zwiększają bezpieczeństwo wewnętrzne, co prowadzi do mniejszej liczby aktów przemocy. Jeden z autorów badań, Richard H. Steckel, który porównywał prekolumbijskie cywilizacje Meksyku z plemionami Ameryki Północnej zauważył występowanie podobnego zjawiska – wyższe zorganizowanie społeczeństw prowadzi do mniejszej liczby aktów przemocy.

Szczegółowe omówienie powyższych badań znajdziemy we właśnie wydanej książce The Backbone of Europe - Health, Diet, Work and Violence over Two Millennia, Richard H. Steckel, Clark Spencer Larsen, Charlotte A. Roberts, Joerg Baten (eds.). Cambridge University Press 2018

Autor: Mariusz Błoński

Źródło: Universitat Tubingen
 

sabat

Well-Known Member
632
1 478
Sądy nad świniami.Najwięcej tego typu rozpraw było w Paryżu. Świnie były więzione w celi, przesłuchiwane (milczenie było przyznaniem się do winy)dostawały obrońcę z urzędu. Byli świadkowie i były skazywane.Właściciel zwierzęcia nie był karany.
W 1419 roku był proces świni (wieprzek) która zagryzła dziecko i została skazana na śmierć przez powieszenie ku przestrodze innym świniom. W ciekawostkach historycznych piszą że najsłynniejszy był los maciory z Falise we Francji która zjadła kawałek ręki i część twarzy 3-miesięcznego dziecka. Maciorę przewłóczono po rynku zaprzęgiem potem odcięto jej ryj i nogę (bo to samo uczyniła dziecku) na koniec powieszono.Na egzekucję przypędzono okoliczne świnie by im podobne zachcianki kulinarne wybić raz na zawsze z głowy.
Taki proceder sądowniczy mógłby być w obecnych czasach.
 

sabat

Well-Known Member
632
1 478



Ludzie brali LSD! Ale jak to ?? przecież kwas to wynalazek XX wieku.
Były psychodeliczne grzyby nazywane ' ogniem świętego Antoniego' W pasożytniczym grzybach był alkaloid sporyszu ergotamina.Sporysz oprócz silnych halucynacji powodował niedokrwienia kończyn i kończyło się ich martwicą.Do tego jeszcze ludzie mieli sraczkę i konwulsje.
Często jakiś mało rozgarnięty piekarz produkował chleb z mąki wytworzonej z zainfekowanego sporyszem zboża i całe wsie potrafiły wpaść w obłęd.Mieli zbiorowe mistyczne wizje podobne do sesji z ulubionym psychodelikiem hippisów. Ze sporyszem nie było żartów bo wybuchały epidemie i ludzi szli do piachu.Zaczęto budować szpitale w których leczono tylko ludzi dotkniętych zarazą grzybową. A modlili się do świętego Antoniego.
 

sabat

Well-Known Member
632
1 478
Cytat z wątku ' mam pytanie' :
' naszło tałatajstwa.'

Wyższy sort i tałatajstwo??? może jakieś miejsce w tej układance dostaną???
Mnie nie dziwi to bo ludzie różne hobby mają ale mogą mieć też poczucie odpowiedzialności za swoje miejsce tak jak szlachta miała poczucie że ojczyzna jest ich własnością.To mi trochę przypomina przynależności stanowe z dawnej rzeczypospolitej ale nie tylko bo struktura stanowa w całej Europie średniowiecznej się ukształtowała. Dawnych chłopów nazywali 'obywatel cham'.Chłop stworzony do pługa i cepa pracowity był ale czy mogł być obywatelem???Bo jeśli obywatelskość to za nią prawa publiczne. To wszystko wynikało z Bożego planu dlatego szlachcic do szabli a chłop do cepa i pługa.
To chyba koniec średniowiecza ale dokladnie nie wiem bo podają różne daty Ostatnią to odkrycie Ameryki 1492 jako koniec średniowiecza.
Paryż ma ciekawe zabytki średniowieczne zamki i kościoły ktore pokazują jaką potęgą była władza duchowa i królewska. Takie zabytki chciał bym żeby teraz powstawały. Relikwie świętych umieszczali w różnych rejonach miasta.

Katedra Noter Dame:



fasada kaplicy Świętej Korony prywatnej kaplicy królów Francji i relikwiarz Korony Cierniowej Chrystusa. To była najświętsza relikwia królestwa :

 
Ostatnia edycja:

kowaI

Well-Known Member
412
479
Proponuję eksperyment myślowy... iż tak gdzieś w okolicach 1590 roku, jakaś żydowska "gazette" rozgłasza iż święta panienka sodomię z rzymskim okupantem czyniła..
Jak szybko by takich "satyryków" bez trybunałów z zajazdem zapoznano.
Tak po przyjacielsku..
Tak to robili ludzie cywilizowani - dawali w mordę.
Ludzie cywilizowani również potrafili przywiązać winnego nago, chabecie u dołu i przez ściernisko pognać.
Natomiast barbarzyńcy po trybunałach się ciągają i talmudyzują, czy wolno bić i czy mocno.
Fajnie byłoby, gdyby wolno było pisać i rysować co się chce, ale też żeby można było po mordzie zebrać za to, że się komuś nie spodobało
 
Do góry Bottom