Czego nie rozumieją antysemici (dekonstrukcja narracji o "żydowskim spisku")

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Można wylewać kubły pomyj na Reptilian, Iluminatów, globalistów i "elity". I to się na szczęście nie zmieni. :D

http://wprawo.pl/2018/05/10/nowe-prawo-w-poludniowej-karolinie-zakazuje-krytyki-izraela-bez-wzgledu-na-fakty/
Południowa Karolina to pierwszy stan, w którym wprowadza się prawo uznające jakąkolwiek krytykę Izraela za antysemityzm. Prawo ma być stosowane na stanowych uczelniach. Senacki projekt ustawy wymaga od Komisji ds. Szkolnictwa Wyższego Karoliny Południowej wydrukowania kopii nowej definicji antysemityzmu i rozprowadzenia jej na wszystkich stanowych uczelniach publicznych. Rozwiązanie zostało uznane w Izraelu za „ustawę przełomową”, która doprowadzi do zmian w całych Stanach Zjednoczonych i na świecie.
Natomiast w Polsce podświetlono niektóre eksponowane budynki w barwy Izraela.
https://www.wykop.pl/link/4312583/hgw-podswietla-pkin-i-most-z-okazji-rocznicy-gdy-izrael-zabija-51-palestynczykow/
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Musisz to wiedzieć (316) LOT wspiera paradę Izraela w Nowym Yorku

Jako, że wątek jest o dekonstrukcji narracji o "żydowskim spisku", to chciałem napisać, że absolutnym zbiegiem okoliczności jest to, że Polak wyznania mojżeszowego wspiera innego Polaka (który okazuje się Polakiem żydowskiego pochodzenia) i tak wspierając się, z czasem osiągają wpływ na działanie rządu, spółki skarbu państwa, gazety itd. W tym przypadku antysemicka teoria powiedziałaby, że LOTem trzęsą Żydy i po prostu platformę pożyczyły swoim ziomkom po znajomości.
Zapewne historia tej platformy była prostsza. Czasem widujemy wszak bezdomnych z wózkami sklepowymi. Czy to oznacza, że hipermarkety ekwipują bezdomnych? Nie towarzysze! Bezdomni znajdują porzucone wózki i po prostu ich używają. Najwidocznej uboga społeczność żydowska z Nowego Jorku znalazła taką porzuconą platformę LOTu i użyła jej w skromnej paradzie. Nie warto było platformy przemalowywać, bo kolory zgadzają się. Poza tym farba kosztuje. Jednak obłąkany antysemita wyciąga z widoku takiej platformy absurdalny wniosek jakoby ta platforma nie znalazła się na paradzie przypadkiem. Są to z pewnością urojenia i trzeba będzie je obowiązkowo leczyć.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Na tym forum są osoby bardziej oblatane w sprawach amerykańskich, może one trafią na dalsze losy tego pomysłu.

Dziś przeglądałem strony ze śmiesznymi obrazkami i trafiłem na coś takiego:

https://i1.jbzdy.pl/contents/2018/06/0d3db8e04732d86fa37fad79ee802546.mp4

przyznaję, że nie wiem co to za serial. Nie jestem na bieżąco. Zwróciłem uwagę, bo to nie pierwszy raz gdy do amerykańskiego serialu komediowego/animowanego wciska się "negowanie holokaustu" jako przysłowiowy przykład głupoty, aberracji i niedopasowania społecznego.

i jeszcze 2 typowe dla Izralea newsy:

Izraelczycy kontestowali sprzedaż domu Arabom
http://www.autonom.pl/?p=22547

Izraelski polityk mówi o „dominacji rasy żydowskiej”
http://www.autonom.pl/?p=22529

W pierwszym newsie mowa o sprzedaży i to najpewniej tubylcowi. Tymczasem w Europie nie wolno protestować nawet gdy rząd w sposób systematyczny osiedla gołodupnych "uchodźców". W drugim newsie jest otwarty tekst o supremacji rasowej. Tymczasem tubylcy w Europie stale są rozliczani z rasizmu.
W dodatku UE nie nakłada z tego tytułu żadnych sankcji, nie ma tematu.

Nieco światła na ten kontrast być może rzuca książka Kevina Mcdonalda
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/152573/kultura-krytyki

..wychodzi z założenia, że Żydzi jako grupa reprezentują pewną strategię ewolucyjną: dobór grupowy. Polega ona na etnocentryzmie, który oznacza obronę własnej etniczności przy jednoczesnym osłabianiu etniczności innych grup. I tak np. w USA środowiska żydowskie propagują uniwersalne prawa człowieka w celu „rozmycia” dominacji ludności pochodzenia europejskiego (m.in. przez liberalne przepisy imigracyjne), ściśle pilnując zarazem integralności własnej grupy.
i jeszcze na koniec mała uwaga z przypadkowego trafienia na publicystykę w TVP kilka tygodni temu. Nie oglądałem, ale przebywałem w pomieszczeniu zajmowanym przez człowieka uzależnionego od promieniowania telewizyjnego i pewną dawkę również przyjąłem jako bierny słuchacz. Program wspominkowy tt. okrągłego stołu. Generalnie jak przystało na TV a TVP w szczególności, kupa zakłamanego gówna. Prowadzący przyznali, że po 89 było oszustwo i ustawka, ale
  • jakoś tego nie powiązali z ogólną konstrukcją systemu demoliberalnego którego istotą jest ustawka udająca demokrację.
  • nie było odniesień do reszty Europy Wschodniej, a przecież podobna ustawka miała miejsce wszędzie. Nie tylko w Polsce!

a gdzie są Żydzi? Jeden z gości mocno zaskoczył mówiac, że w okrągłym stole Żydzi byli nadreprezentowani . tzn. fakt nie jest zaskakujący, bo nawet na znanym filmiku z Magdalenki na stole stoi menora, ale zaskakująca była szczerość tego gościa. Na 100% już go nie zaproszą :)
No i jak prowadzący usłyszał co ten gość mówi, to na oczach mu momentalnie wybiła nieopisana panika. Ten wyraz paniki mówi po prostu wszystko o stosunkach władzy w Polsce. Po prostu każdy jako tako kumaty człowiek wie przed kim trzeba mieć respekt. Po grzyba mi się babrać w jakiś bzdetach typu Protokoły Mędrców Syjonu. Wystarczy popatrzeć na przestraszone, zalęknione twarze.
btw. to izraelscy komandosi ćwiczyli niedawno w Polsce zajmowanie lotniska.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 720
12 795
przyznaję, że nie wiem co to za serial. Nie jestem na bieżąco. Zwróciłem uwagę, bo to nie pierwszy raz gdy do amerykańskiego serialu komediowego/animowanego wciska się "negowanie holokaustu" jako przysłowiowy przykład głupoty, aberracji i niedopasowania społecznego.
Zapytałbyś pod postem na jbzd zamiast hotlinkować filmik tutaj, to by Ci może odpowiedzieli. A że Żydzi są prawdopodobnie najsilniej reprezentowaną nacją w amerykańskim show-businessie, to nie żadna tajemnica ani odkrycie.

Musisz to wiedzieć (316) LOT wspiera paradę Izraela w Nowym Yorku
Po prostu ktoś po znajomości pożyczył jakieś wózki, bo pasowały kolorystycznie. I co z tego? Były tez napisy "Boeing" i "787" co sugeruje, że pochodziły z jakiegoś jednorazowego eventu związanego z zakupieniem przez LOT jako pierwsza linia lotnicza w Europie samolotów typu Dreamliner (kilka lat temu). LOT ma rzecznika prasowego, wystarczyło go zapytać. Albo jakiegoś przedstawiciela w NY. Każdy by tak zrobił, z wyjątkiem gości którzy już z mordy wyglądają na chorych psychicznie półmózgów.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Żydowscy liderzy krytykują termin szczytu Unii Europejskiej
https://wiadomosci.onet.pl/swiat/zydowscy-liderzy-krytykuja-termin-szczytu-unii-europejskiej/s1wh662

Jak widać żydowscy liderzy chcą mieć ciastko i zjeść ciastko. Mają wszak Izrael jako 100% państwo żydowskie, ale tak na wszelkie wypadek lansują USA i UE jako beznarodowe tygle multi-kulti w których są co najmniej współgospodarzami.

Skrajnie prawicowa
W centrum Wszechświata stoją Żydzi, po bokach szabesgoje, a reszta to już jest skrajność, ekstrema, hardcore, margines i terroryzm.

Choć sam Strache zdecydowanie odrzuca antysemityzm, to żydowscy przywódcy w Austrii twierdzą, że antyżydowskie uprzedzenia są kluczową częścią ideologii FPÖ i przenikają szeregi jej członków.
i stąd się między innymi bierze antysemityzm. Denerwujące jest gdy jakaś kasta panoszy się i ocenia obywateli pod kątem poziomu sympatii do niej, każe się tłumaczyć, deklarować, spowiadać.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Szymon Peres znany jest z chełpienia się wykupywaniem świata przez Żydów. Jest różnica między "kupić" a "wykupić". To drugie sugeruje dominację. Peres wspomniał również o Polsce, którą Żydzi wg. niego również wykupują. Można o tym mówić w Izraelu wśród swoich, ale niech jakiś polski goj w Polsce wspomni, to oberwie po uszach.

A tutaj Szymon Peres poucza polskich goi, że lekcje historii nie są im niepotrzebne.


ale nie to zwróciło moją uwagę. Uwagę zwrócił detal, mianowicie twarze studentów w 40 sekundzie. Oni mają na twarzach wypisane szczęście, błogość, uwielbienie. Podejrzewam, że część popuściła w gacie. Widziałem kiedyś psa witającego głowę rodziny. Głowa rodziny nie lubiła psa, czasem mu nawet przylała. Pies witając się szorował brzuchem po podłodze i zostawiał stróżkę moczu. Zupełnie jak ci studenci.
Podobne twarze pełne uwielbienia widziałem na auli UW na spotkaniach z Szewachem Weissem. Podejrzewam, że to syndrom sztokholmski i efekt tresury (jeśli nie cieszy cię sam widok Żyda, jesteś złym człowiekiem), ale nie mogę wykluczyć, że po prostu na to spotkania przychodzi żydostwo i jara się, że ich ludzie rozdają karty w Polin.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Admirał Thomas H. Moorer

"I've NEVER seen a President -- I don't care WHO HE IS -- stand up to them [the Israeli JEWS]. It just boggles the mind. THEY ALWAYS GET WHAT THEY WANT. The Israelis know what is going on ALL the time... IF THE American PEOPLE UNDERSTOOD what a grip THOSE PEOPLE HAVE GOT ON OUR GOVERNMENT, THEY WOULD rise up in arms. Our citizens certainly don't have ANY IDEA what goes on."
- Admiral Thomas Moorer, former Chairman
of the U.S. Joint Chiefs of Staff,
Interview on Aug. 24, 1983.
Quoted in: Paul Findley, They Dare to Speak Out: People and Institutions Confront Israel's Lobby
(Lawrence Hill, 1984 and 1985), p. 161.

https://en.wikipedia.org/wiki/Thomas_Hinman_Moorer
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
- zniesławiasz nas rozpowiadając, że możemy wszystko! Odwołaj to.
- Nie!
- uważaj synek, my możemy wszystko...


W dzisijeszym odcinku kolejny który nie rozumie. Żydowski antysemita z al Jazerrry nakręcił filmik o żydowskiej wszechwładzy w światowych mediach. Film poszedł na półkę, bo po co ma zwodzić niewinne duszyczki.

W celu zrealizowania reportażu, o którym mowa, James Anthony Kleinfeld – błyskotliwy, z dyplomem Oxfordu, znający 6 języków, zaraźliwie sympatyczny – brytyjski dziennikarz żydowskiego pochodzenia, spenetrował – aż do ich kierownictwa – żydowskie grupy nacisku działające w USA, zaczynając od hersztów AIPAC (American Israeli Public Affairs Committe).
nie zobaczymy filmu bo:

Z dumą i zadowoleniem oświadczamy, że dzięki naszym wysiłkom – włącznie z licznymi spotkaniami Mr. Klein'a z emirem Qataru i innymi jego osobistościami, jakie miały miejsce w Doha – Qatar zgodził się niepublikować niegodziwie antysemickiego filmu dokumentalnego Al Jazeery, zrealizowanego przez wtyczkę, jaka miała zinfiltrować rzekome "amerykańskie lobby żydowskie"».
http://ram.neon24.pl/post/145689,israhell-kolonizuje-swiat-zablokowany-film-al-jazeery
 

Cyberius

cybertarianin, technohumanista
1 441
34

kr2y510

konfederata targowicki
12 143
20 431
Już wiadomo skąd taka silna żydowska ofensywa. Mowa jest o pewnym dokumencie, który jest tam odczytany (od 6:28).
Religia holokaustu w natarciu.
Mnie się to kojarzy z komuną.
Tanie i dotowane dzieła Lenina, muzea komuszych ścierw (słynne gacie po Leninie), "sale pamięci" z portretami komuchów w każdym zakładzie pracy, spotkania z bojownikami Gwardii Ludowej itp.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 393
19 212
https://ec.europa.eu/newsroom/just/item-detail.cfm?item_id=50144

Nawet sobie ustalają oficjalną definicję antysemityzmu, na razie nie wiążącą prawnie:

“Antisemitism is a certain perception of Jews, which may be expressed as hatred toward Jews. Rhetorical and physical manifestations of antisemitism are directed toward Jewish or non -Jewish individuals and/or their property, toward Jewish community institutions and religious facilities.”
To jest jakaś kpina. Zbrodniomyśl sobie wymyślili. A dalej już tylko lepiej:

Making mendacious, dehumanizing, demonizing, or stereotypical allegations about Jews as such
or the power of Jews as collective such as, especially but not exclusively, the myth about a
world Jewish conspiracy or of Jews controlling the media, economy, government or other
societal institutions.

Accusing Jews as a people of being responsible for real or imagined wrongdoing committed by a
single Jewish person or group
, or even for acts committed by non-Jews.

Denying the fact, scope, mechanisms (e.g. gas chambers) or intentionality of the genocide of the Jewish people at the hands of National Socialist Germany and its supporters and accomplices during World War II (the Holocaust).

[...]

Accusing Jewish citizens of being more loyal to Israel, or to the alleged priorities of Jews worldwide, than to the interests of their own nations.

[...]

Using the symbols and images associated with classic antisemitism (e.g., claims of Jews killing
Jesus or blood libel) to characterize Israel or Israelis.

[...]

Drawing comparisons of contemporary Israeli policy to that of the Nazis.

[...]

Holding Jews collectively responsible for actions of the state of Israel.
Wyborne jest zwłaszcza to wyboldowane. Bo nawet jeśli Żydzi zmajstrują sobie jakieś rzeczywiste wrongdoing, to nie można ich accusing of being responsible, bo antysemityzm! Całkowita bezkarność!
 
Ostatnia edycja:

pawlis

Samotny wilk
2 253
7 964
Fake newsy istniały od zawsze – wywiad z Joe Sacco
TOMASZ PSTRĄGOWSKI PUBLICYSTYKA 19 marca 2019
Kłamstwa zawsze odgrywały olbrzymią rolę w debacie publicznej i ludzie musieli odsiewać od nich prawdę. Fake newsy nie pojawiły się wczoraj. Nie stworzył ich Donald Trump. Fake newsy istniały od zawsze – mówi w wywiadzie z Tomaszem Pstrągowskim Joe Sacco, autor komiksu Strefa Gazy. Przypisy.



Tomasz Pstrągowski: Pozwól, że zadam ci pytanie, które w komiksie „Strefa Gazy. Przypisy” zadaje ci wielu bohaterów. Dlaczego zdecydowałeś się zająć masakrą w Rafah i Chan Junis z 1956 roku, tragedią, w której Izraelczycy zamordowali ponad 100 Palestyńczyków, ale która wydarzyła się 50 lat temu?

Joe Sacco: To wciąż ważne wydarzenia. Jeżeli je zrozumiemy, będziemy bliżej zrozumienia tego, co dzieje się w Palestynie dzisiaj i jak czują się jej mieszkańcy. Jeden z moich rozmówców powiedział: „Wydarzenia są ciągłe”. Palestyńczycy od dekad żyją w takich warunkach. Masakry, którymi się zająłem, są tylko kolejnymi ogniwami łańcucha, który doprowadził do dzisiejszej sytuacji.

Amerykanie często powtarzają, by nie patrzeć za siebie, ale przed siebie. Dla mnie to absurdalne. Historia zawsze wpływa na to, jak się czujemy w teraźniejszości.

Jednak nawet Palestyńczycy woleliby, byś pisał o ich współczesnych krzywdach.

Sporo o nich mówię. Ważnym wątkiem Przypisów jest wyburzanie domów i warunki życia w Strefie Gazy. Zależało mi jednak, by pokazać, że ta krzywda nie bierze się znikąd. Wypływa z długiego łańcucha nawarstwiających się krzywd, które nigdy nie zostały właściwie przepracowane. Po prostu nie było na to czasu, bo zawsze pojawiała się kolejna krzywda, którą trzeba było się zająć. A rozżalenie i poczucie krzywdy narastało. To właśnie próbuję pokazać.

Jeżeli jesteś Brytyjczykiem i mówisz o bitwie o Anglię, możesz sobie pozwolić na romantyczną perspektywę. II wojna światowa się skończyła, Niemcy nie bombardują już Londynu. Dla Palestyńczyków nic się nie skończyło. Od dekad uwięzieni są w zamkniętym cyklu następujących po sobie krzywd. Nie mają wytchnienia, nie mogą pogodzić się ze swoją historią, nabrać do niej dystansu.

Wyciągam z tego cyklu pojedyncze wydarzenia, ponieważ są one ważne i nie zostały odpowiednio nagłośnione i zbadane.

Dlaczego z całego tego korowodu krzywd zdecydowałeś się opisać akurat masakrę w Rafah i Chan Junis?

Chan Junis to największa masakra Palestyńczyków, jaka miała miejsce na palestyńskiej ziemi. A kiedy zacząłem się tym interesować, odkryłem, że nie ma na jej temat praktycznie żadnych informacji. Jedynym źródłem był bardzo pobieżny raport Organizacji Narodów Zjednoczonych, którego autorzy nie przesądzają, czy do masakry doszło, a jeżeli doszło, to jak się ona odbyła.

Na Zachodzie bardzo dużo się mówi o konflikcie izraelsko-palestyńskim. Zazwyczaj są to jednak bardzo naskórkowe opinie i powierzchowne informacje. Jak to możliwe, że jedno z najważniejszych wydarzeń tego konfliktu, masakra na ponad 100 ofiar, przez 50 lat nie została odpowiednio zbadana?


Timof Comics

Jak myślisz, dlaczego nikt wcześniej nie podjął tego tematu?

To dla mnie niezrozumiałe. Zwłaszcza, że to żadna tajemnica – do dokumentów ONZ dosyć łatwo dotrze, a wielu świadków wciąż żyje.

Sprawą zajmowali się niektórzy palestyńscy historycy. Czytałem ich prace, wiele z nich to cenne i rzetelne źródła. Ale w nich wszystkich wydarzenia w Rafah i Chan Junis traktowane są jako „kolejne wydarzenia”. Brakowało mi pracy, która skupiłaby się tylko na tej masakrze. Odizolowała ją od innych krzywd i poprzez to nadała jej wagi.

Twoje komiksy o konflikcie izraelsko-palestyńskim traktują o wydarzeniach sprzed dekad. Palestyna opowiada o początku lat 90., materiały do Przypisów zbierałeś w 2003 roku, a opowiadasz o wydarzeniach z 1956 roku. Jak mówić o konflikcie, który trwa od tylu dekad?


Lubię postrzegać swoje książki jako dokumentujące pewne konkretne okresy z historii Palestyny. Materiał do Palestyny zbierałem podczas pierwszej intifady i to właśnie ją staram się wytłumaczyć czytelnikowi. W Przypisach skupiam się na drugiej intifadzie i wydarzeniach z 1956 roku.

Narysowanie komiksu trwa bardzo długo. To medium nie nadaje się do błyskania newsami. Ale wydaje mi się, że udało mi się w Palestynie i Przypisach uchwycić pewną nieprzemijalną prawdę na temat tego konfliktu. Niestety, czytelnicy czytają dziś Palestynę – komiks sprzed ponad 20 lat – i często dochodzą do wniosku, że bardzo wiele rzeczy nie uległo zmianie. We wczesnych latach 90. sytuacja wyglądała o wiele gorzej, ale nie da się ukryć, że postępy są zbyt małe. Moje komiksy są więc jednocześnie historyczne i aktualne. Posterunki paraliżujące codzienne życie, wyburzanie domów, rozbudowywanie osiedli – to problemy, które były aktualne 20 lat temu i są aktualne dzisiaj.

Palestyńczycy często wracają do wydarzeń z 1956 roku? To dla nich ważny temat?


Trudno powiedzieć. Jak sam zauważyłeś, wielu z nich nie rozumiało, dlaczego koncentrowałem się na przeszłości, zamiast relacjonować obecne bolączki. I właśnie to jest dla mnie fascynujące. Ci ludzie mają w swojej historii krwawą masakrę, ale nie mogą jej przerobić, bo muszą skupiać się na dniu dzisiejszym. Bardzo zależało mi, by pokazać to w Przypisach – Palestyńczycy do dziś nie przetrawili tragedii roku 1956, bo każdego dnia ktoś ścina ich drzewa oliwne albo burzy dom.

Jak sam mówisz, napisałeś Przypisy, ponieważ uważasz, że wydarzenia roku 1956 są ważne. Jak wielki wpływ ma dziennikarz na debatę publiczną? Wydaje ci się, że możemy narzucać jej tematy?


Nie myślę o tym zbyt często. Pozostawiam wybór czytelnikowi. Bywa, że rozmawiam z ludźmi, którzy mówią, że lektura Palestyny czy Przypisów zmieniła ich przekonania. Ale nie mam mentorskich ambicji. Robię to, co robię, ponieważ uważam, że to ważne. Zajmuję się tematami, które wydają mi się istotne. Resztę pozostawiam odbiorcy.
Gdybym na serio zastanawiał się, jaki wpływ na debatę publiczną ma moja praca, najprawdopodobniej rzuciłbym to i zajął się czymś innym. Jestem raczej pesymistą, i skoro już zmusiłeś mnie do zmierzenia się z tym pytaniem, muszę szczerze odpowiedzieć, że wątpię, by moje prace wywierały wpływ na opinię publiczną.

Dlaczego na początku lat 90. zdecydowałeś się zająć sprawą palestyńską?

Dorastałem w przekonaniu, że Palestyńczycy to terroryści. W Ameryce konflikt izraelsko-palestyński relacjonuje się praktycznie wyłącznie z izraelskiej perspektywy. I jest to zazwyczaj jedyna perspektywa. Za każdym razem, gdy słyszałem w mediach cokolwiek o Palestyńczykach, miało to związek z terroryzmem. Aż w końcu doszło do masakry w Sabrze i Szatili, w której zginęły setki, jeżeli nie tysiące Palestyńczyków i pomyślałem: „Och, a ja myślałem, że wszyscy Palestyńczycy to terroryści, że to oni mordują”.

Byłem studentem dziennikarstwa i poczułem się oszukany. Uznałem, że amerykańskie media przedstawiają mi zafałszowany obraz rzeczywistości. Opisują ten konflikt źle i nierzetelnie. Byłem zdegustowany, zwłaszcza że na studiach nauczali nas, że amerykańska szkoła dziennikarstwa jest najlepszą i najbardziej obiektywną na świecie. Okazało się, że można być jednocześnie obiektywnym i jednostronnym.

Dzisiaj amerykańskie media radzą sobie z tym tematem lepiej?

Troszeczkę. Widzę, że zwłaszcza na uczelniach studenci i wykładowcy zaczęli dostrzegać niuanse, zwracać uwagę na to, co ma do powiedzenia druga strona. W latach 90. tego brakowało.

Zgodziłbyś się, że twoje komiksy są propalestyńskie? Wybrałeś stronę, którą popierasz?

Uważam, że Palestyńczycy zostali oszukani. Moja sympatia zdecydowanie leży po ich stronie. Ale oczywiście staram się także zrozumieć Izraelczyków i wiem, że w niektórych kwestiach mają rację. Tworząc Palestynę, podjąłem decyzję o przedstawieniu palestyńskiej perspektywy nie z powodu mojej sympatii do jednej ze stron, ale dlatego, że w mediach była ona marginalizowana. Chciałem przywrócić równowagę.

Nie postrzegam siebie jako obiektywnego dziennikarza. Ale jestem uczciwy. Nie redaguję wypowiedzi Palestyńczyków tak, by wypadali bardziej korzystnie. Nie ukrywam ich wad. Lecz nie kupuje też narracji, że „prawda leży po środku” i są „dwie strony każdego sporu”. Często zdarza się tak, że to jedna ze stron ma rację. To po jej stronie leży sprawiedliwość.


Timof Comics

Problem z mówieniem o konflikcie izraelsko-palestyńskim polega na tym, że często mamy do czynienia z dwoma wykluczającymi się relacjami na ten sam temat. Skąd wiesz, której ze stron uwierzyć?

Jedna strona jest tą, która okupuje. Druga jest okupowana. To nie sprawia oczywiście, że wśród okupowanych są same anioły… Ale okupacja to okupacja i nie mam żadnego problemu z określeniem, kto jest w tym konflikcie ofiarą.

Wierzysz w możliwość pogodzenia obu stron?

Tak. Wierzę, że wciąż możliwe jest rozwiązanie korzystne zarówno dla Izraelczyków, jak i Palestyńczyków. Po obu stronach są racjonalni ludzie, którzy uważają, że rozwiązanie dwupaństwowe jest najlepszym z możliwych. Obecnie jednak się od niego oddalamy.
 

pawlis

Samotny wilk
2 253
7 964
Dlaczego?

Bo osadników na Zachodnim Brzegu przybywa. A im więcej ich jest, tym trudniej będzie się ich stamtąd pozbyć – nie Palestyńczykom, ale samym Izraelczykom, gdyby zdecydowali się na porozumienie. Bardzo trudno będzie wysiedlić 250 tysięcy ludzi. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której trudno w ogóle mówić o państwie palestyńskim, bo jak miałoby ono działać? Podzielone drogami tylko dla osadników? Pełne posterunków obcej armii?

Doszliśmy do punktu krytycznego, za którym powstanie niepodzielnego terytorialnie państwa palestyńskiego, mającego kontrolę nad swoim terytorium, staje się bardzo, bardzo trudne. A im dłużej ciągną się negocjacje, tym więcej osiedli powstaje na Zachodnim Brzegu i tym trudniej osiągnąć porozumienie. Zmierzamy do punktu – i niedługo najprawdopodobniej się w nim znajdziemy – w którym jedynym rozwiązaniem będzie jedno państwo. To samo w sobie nie byłoby tragicznym rozwiązaniem. Jestem w stanie wyobrazić sobie kraj, w którym Izraelczycy i Palestyńczycy żyją obok siebie, mając zagwarantowane równe prawa. Ale to się raczej nie wydarzy. Dużo bardziej prawdopodobne jest, że powstanie państwo oparte na apartheidzie.

Wszyscy na Bliskim Wschodzie są już zmęczeni tym konfliktem. Zarówno Palestyńczycy, jak i Izraelczycy. A jednak wyborcy izraelscy poparli w ostatnich wyborach stronnictwo „jastrzębi”, polityków, którzy zmierzają do zaognienia sytuacji. I bardzo możliwe, że w tych wyborach znów na nich zagłosują.


Politykom izraelskim świetnie wychodzi zarządzanie konfliktem. Są w tym tak dobrzy, że wielu Izraelczyków nie musi już o nim myśleć. Owszem, przypominają sobie o Palestyńczykach przy okazji zamachów czy ataków nożowników, ale poza tymi okazjami władze świetnie radzą sobie z trzymaniem zagrożenia z dala od Izraelczyków. Wypychaniem Palestyńczyków za horyzont. Można żyć w Tel-Awiwie i nie zdawać sobie sprawy, że całkiem niedaleko armia izraelska okupuje terytorium palestyńskie. Stąd, jak mi się wydaje, wziął się sukces wyborczy Benjamina Netanjahu. Udało mu się doprowadzić do sytuacji, w której wielu wyborców nie myśli już o konflikcie.

Politycy izraelscy często sięgają po kartę antysemityzmu. A w dziennikarstwie oskarżenie o antysemityzm może być bardzo toksyczne. Nie boisz się, że zostaniesz napiętnowany i to zniszczy twoją wiarygodność?


Pracując nad tym tematem, trudno nie być choć raz oskarżonym o antysemityzm. Uważam zresztą, że antysemityzm to prawdziwy problem – zwłaszcza w Europie. Ale nigdy nie zgodzę się, by krytykowanie polityki izraelskiego rządu było nazywane antysemityzmem. I tak, zdaję sobie sprawę, że moi krytycy mogą wyciągnąć tę kartę przeciwko mnie, i wiem, jak trudno jest się przed takimi oskarżeniami bronić. Z całą pewnością wiem jedno – nie jestem antysemitą.

Zostałeś kiedyś napiętnowany jako antysemita?


Tak, od czasu do czasu pojawiają się takie oskarżenia. Zazwyczaj słowo „antysemityzm” nie pada wprost, wytykana jest mi raczej sympatia do Palestyńczyków.

Żydzi wiele wycierpieli w swojej historii. Nie zaprzeczam temu i rozumiem ich obawy. Ale musimy pogodzić się z faktem, że żyjemy w świecie, w którym z jednej strony Żydzi byli i są dyskryminowani i prześladowani, a z drugiej strony państwo Izrael okupuje, prześladuje i dyskryminuje Palestyńczyków.

Podczas lektury twoich książek, szczególnie Stefy bezpieczeństwa Goražde, zwraca uwagę fakt, że zaprzyjaźniasz się z ludźmi, o których piszesz. To nie utrudnia twojej pracy?


Czy to wpływa na mój osąd? Mam to gdzieś. Zaprzyjaźniam się z ludźmi, których spotykam, i nie zamierzam tego zmieniać. Lubię ludzi. Po prostu. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mam przyjaciół wśród bośniackich muzułmanów i nie mam z tym żadnego problemu. Tak jak mówiłem, dawno już porzuciłem nierealny ideał obiektywnego dziennikarza. Dziennikarz twierdzący, że jest obiektywny, tak naprawdę mówi: „Nie mam opinii”. Ja mam opinię, ale ona nie zwalnia mnie z uczciwości. Kiedy trafiam na coś, co nie odpowiada mojemu światopoglądowi, nie odwracam wzroku, ale idę tym śladem. I jestem gotowy zmienić swoje zdanie, jeżeli okaże się, że byłem w błędzie.

Zwróć uwagę, że zrobiłem też komiks o Serbach. Podczas mojego pobytu na Bałkanach odkryłem, że w Sarajewie działały zorganizowane grupy bojowników, które prześladowały bośniackich Serbów. Skala tego zjawiska oczywiście nie miała porównania do chociażby Srebrenicy, ale i tak o tym napisałem – i tak powstał Fixer [komiks nie ukazał się w Polsce – przyp. T.P.].

Pozwalając sobie na bliskość z osobami, które spotykasz, godzisz się też na niesymetryczny układ (ty jesteś w miarę bezpieczny, oni nie) i świadomość, że w pewnym momencie będziesz musiał ich porzucić. To trudne?


Oczywiście. Bardzo trudno było mi porzucić przyjaciół z Goražde i Strefy Gazy. Przez cały czas towarzyszyła mi świadomość, że jestem w zupełnie innej sytuacji niż oni. Mogłem w każdej chwili się ulotnić, następnego dnia być już w Stanach czy Europie. Oni byli uwięzieni, żyli w ciągłym strachu.

Rozmawiałem kiedyś z Edem Vuillamym z „Guardiana”, autorem książki Wojna umarła, niech żyje wojna o serbskich obozach koncentracyjnych, w których ginęli Bośniacy. Powiedział mi, że czasami obowiązkiem dziennikarza nie jest zachowanie obiektywizmu, ale krzyk, kiedy ludziom dzieje się krzywda.


Zgadzam się z nim. Bardzo szanuję pracę Eda Vuillamy’ego. Jest niezwykle ważna. Dziennikarz powinien być po stronie tych, którzy są krzywdzeni. To dla mnie proste.

Dlaczego, w momencie, gdy zdecydowałeś, że chcesz być dziennikarzem, postanowiłeś wyrażać się poprzez komiksy?


To nie był wybór. Chciałem pisać. Być prawdziwym, tradycyjnym dziennikarzem, produkującym artykuły i reportaże. Komiksy były dla mnie czymś więcej niż hobby, ale nie myślałem o nich poważnie, zawsze robiłem je na boku i do głowy mi nie przyszło, że mógłbym z nich żyć. Nawet podczas studiów dziennikarskich nie myślałem o łączeniu dziennikarstwa z komiksem.

Ale nigdy nie byłem usatysfakcjonowany swoimi tekstami i pracą w roli „tradycyjnego” dziennikarza. Czułem, że powinienem się wyrażać w inny sposób. W pewnym momencie po prostu przyznałem, że skoro pisanie nie daje mi takiej satysfakcji, jakiej bym chciał, to powinienem spróbować z komiksem. Nie powiem, że to przypadek, ale naprawdę nie było w tym wielkiego planu.

Komiksowy reportaż ma jakąś przewagę nad klasycznym?


Ma zalety i wady. Największą wadą jest to, że zajmuje cholernie dużo czasu. Jeżeli naprawdę chcesz zgłębić temat i narysować rzetelny, 400-stronicowy album, zajmie ci to lata. Z kolei wielką zaletą komiksu jest to, że od razu przenosi czytelnika na miejsce wydarzeń. Otwierasz komiks i już tam jesteś. Obojętne, czy to Sarajewo z 1992 roku, czy obóz dla uchodźców w Gazie z 1956 roku. Po prostu to widzisz. Komiks świetnie też nadaje się do rekonstrukcji przeszłości. Wystarczą wiarygodne źródła i wiedza, jak dane miejsce wygląda teraz, by je w komiksie odtworzyć i pokazać czytelnikowi tak, jakby wciąż istniało.

Nie jest to swego rodzaju pułapka? Czytelnik nie widzi przecież prawdziwego obozu z 1956 roku, ale twoją interpretację tego obozu.


Oczywiście. Czytelnik musi być świadomy, że widzi moją subiektywną interpretację. Ale, tak jak już mówiłem, mityczny obiektywizm nie jest dla mnie ważny.

Staram się być jak najuczciwszy. Opieram się na relacjach świadków, wspomagam się materiałem fotograficznym. Lecz koniec końców rysowanie zawsze jest subiektywne. Fotografia, choć można nią manipulować, przynajmniej udaje obiektywizm. Rysunek nie.

Wielu amerykańskich reporterów usiłuje przyjąć perspektywę muchy siedzącej na ścianie. Udają, że wszystko widzą, wszystko wiedzą i dają czytelnikowi jedyną, prawdziwą wersję tego, co się wydarzyło. Mnie na tym nie zależy. Czytając moje komiksy, czytelnik wie, że poznaje moją perspektywę. To dlatego bardzo często rysuję sam siebie. Zależy mi, by odbiorca wiedział, że wszystko, co widzi, widzi moimi oczami.


Timof Comics

Postrzegasz swoje komiksy jako autobiograficzne?


Na pewno korzystam z pewnych technik komiksu autobiograficznego. Ale nigdy nie wysuwam się na pierwszy plan, nigdy nie pokazuję swojego życia w całości. To oczywiście historie o mnie, ale o wiele bardziej o miejscach, które odwiedzam, i ludziach, z którymi rozmawiam.
 
Do góry Bottom