Cenzura polityczna i manipulacja w internecie

OP
kr2y510

kr2y510

konfederata targowicki
12 246
21 152
Z YouTube zniknął kanał Centrum Edukacyjnego Powiśle.
Bittorrent panowie, bittorrent! Tego korporacyjne kutasy nie zablokują.


Jest też kolejny przykład manipulacji robionej przez triadę Facebook, Google i ...Wikipedię przeciwko portalowi Wolne Media. Tym razem sprawcą ataku jest Big Farma.
Cicha wojna mainstreamu z „Wolnymi Mediami”

Portal Wolne Media jest blokowany na Wikipedii przez filtr antyspamowy.
wiki-cenzura.jpg
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 454
19 751
31.12.2019 13:17
Algorytm, którego zadaniem jest rekomendowanie treści użytkownikom, faworyzuje lewicowe i neutralne kanały – donosi amerykański serwis CNBC. Tym samym materiały tworzone przez pro-radykalnych i prawicowych twórców mają niższe zasięgi.
Dwoje niezależnych naukowców, analityk danych Mark Ledwich i Anna Zaitsev z Uniwersytetu Kalifornijskiego przez 2 lata analizowali ponad 23 miliony rekomendacji prezentowanych im przez algorytm YouTube'a. Aby to zrobić, najpierw posegregowali 800 kanałów zawierających treści polityczne. Opis ich badania znajdziecie tutaj.
Każdemu przyznawali jedną z poniższych kategorii: teorie spiskowe, libertarianizm, przeciwne SJW (społecznej równości), identytaryzm, polityczno-edukacyjne, talk showy, stronnicze lewicy, stronnicze prawicy, antyreligijne, konserwatywno-religijne, socjalistyczne, rewolucyjne, prowokacyjne(czerpiące radość z obrażania i wszelkiej uwagi), nie mainstreamowe media, finansowane przez rząd oraz anty-białoskóre.
Algorytm YouTube'a miał być niezależny politycznie, a promuje lewicę
Wedle wniosków badaczy, algorytm nie tylko nie proponuje prawicowych/radykalnych kanałów i treści, ale wręcz praktycznie zeruje ich zasięgi. System faworyzuje treści lewicowe lub neutralne. Częściej proponuje też materiały opracowane przez wielkie korporacje medialne czy sieci telewizyjne. Mniejsi twórcy polityczni mają znacznie utrudnione zadanie. Badacze zaobserwowali, że pomimo sporej ilości dostępnych filmów o tematyce radykalnie-prawicowej YouTube nie proponuje ich swoim użytkownikom.
Statystyki były zbierane na urządzeniach z przeglądarkami niezalogowanymi do kont YouTube. Tym samym rekomendacje nie były oparte na wcześniej oglądanych filmach. Algorytm nie miał możliwości wywnioskować, jakich materiałów chce poszukiwać odbiorca, a mimo to, stało się.
Badanie dwójki naukowców było odpowiedzią na serię artykułów w New York Times. Kevin Roose, dziennikarz renomowanego serwisu, informował wówczas o radykalizacji YouTube'a, czyli miał totalnie przeciwne wnioski. W jednym z nich przytaczał historię 26-latka, który po rezygnacji ze studiów miał stać się ofiarą radykalnej prawicy, która wyprała mu mózgu swoimi materiałami.
 
OP
kr2y510

kr2y510

konfederata targowicki
12 246
21 152
Z YouTube zniknął kanał wRealu24. :(
Działają na własnych serwerach.

Wiele zbanowanych kanałów z USA, UK i innych przeszło na BitChute. Zobaczymy jak ta alternatywa będzie się dalej rozwijać.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 454
19 751
Jest w tym ironia, że dziennikarze jako twórcy kontentu są dziś jednocześnie również cenzorami. Bardzo to uczciwe mieć możność cenzurowania drobnicy jako swojej konkurencji.

12.02.2020 17:26 Jakub Krawczyński @jak.kra
Facebook próbował już wdrażać mechanizmy sprawdzania autentyczności udostępnianych wiadomości z różnym skutkiem. Nadchodzą jednak wybory prezydenckie w USA i amerykańska korporacja próbuje się przygotować na nadchodzą falę dezinformacji (choć sama pozwala politykom kłamać w płatnych reklamach). Amerykańska korporacja postanawia zaangażować agencję Reutersa do badania wiarygodności publikowanych informacji, w tym także tzw. deepfake'ów (zmanipulowanych cyfrowo, np. przez algorytmy sztucznej inteligencji, nagrań wideo).
Brzmi to imponująco, aczkolwiek ekipa Reutersa będzie bardzo skromna, bowiem składająca się jedynie z czterech osób. Dwie z nich będą operować z Waszyngtonu, D.C., a dwie kolejne z Meksyku (będą sprawdzać zawartość hiszpańskojęzyczną). Nie jest jednak wykluczone, że Reuters poszerzy w przyszłości kadry odpowiadające za tzw. fact-checking. W tym momencie Facebook korzysta z usług siedmiu różnych agencji weryfikujących informacje (w tym Associated Press) w 60 krajach, Reuters jest ósmą z nich.
Ważnym obszarem aktywności ekipy Reutersa będą tzw. deepfakes, fotomontaże oraz sfabrykowane klipy audio. Poza Facebookiem, pracownicy agencji będą także zajmować się bowiem Instagramem, gdzie dominują treści wizualne i klipy wideo.
W przypadku zmanipulowanych nagrań wideo problemem jest często to, że platformy social media nie chcą ich usuwać, nawet gdy udowodni się ich nieautentyczność. Tak było niedawno w przypadku Donalda Trumpa, który wygłaszał orędzie, a jeden z klipów sugerował, że przewodnicząca obrad Kongresu Nancy Pelosi podarła kopię przemówienia w trakcie wystąpienia Trumpa. Do zdarzenia faktycznie doszło, ale dopiero gdy Trump zakończył swoje orędzie. Mimo wszystko podał dalej tweeta z fejkowym klipem wideo, a zareagowały na niego setki tysięcy osób. Zostało już wcześniej wielokrotnie udowodnione naukowo, że dezinformacja rozchodzi się w internecie szybciej niż fakty.
Gdy technologie uczenia maszynowego i manipulacji obrazu staje się coraz bardziej wyrafinowana ma ona większą niż kiedykolwiek moc oddziaływania na opinię publiczną. Angażowanie niezależnych (od Facebooka) agencji do sprawdzania wiarygodności podawanych informacji wydaje się dobrym pomysłem, ale tylko na papierze. Korporacje takie, jak Facebook powinny również same bardziej stanowczo podchodzić do zjawisk, które same swoimi głodnymi interakcji algorytmami stworzyły. Twitter przynajmniej ogłosił plan zlikwidowania reklam politycznych.
W ramach wygody i oszczędności powinni uznać wszystkie newsy, których źródłem nie był Reuters za fake newsy.
 

inho

Well-Known Member
1 558
3 660
W przypadku zmanipulowanych nagrań wideo problemem jest często to, że platformy social media nie chcą ich usuwać, nawet gdy udowodni się ich nieautentyczność. Tak było niedawno w przypadku Donalda Trumpa, który wygłaszał orędzie, a jeden z klipów sugerował, że przewodnicząca obrad Kongresu Nancy Pelosi podarła kopię przemówienia w trakcie wystąpienia Trumpa. Do zdarzenia faktycznie doszło, ale dopiero gdy Trump zakończył swoje orędzie. Mimo wszystko podał dalej tweeta z fejkowym klipem wideo, a zareagowały na niego setki tysięcy osób.
Autor artykułu chyba nie za bardzo ogarnął kontekst tego wydarzenia albo nie odróżnia internetowego mema od fake newsa. IMHO Trump zakiwał piarowo Pelosi, a próba podciągnięcia przez mainstream twitterowego mema pod fake news jest ich nieudolną próbą wybrnięcia z tej sytuacji.

Poniżej tweet "podany dalej" przez Trumpa.

 
Do góry Bottom