Szafa Kiszczaka

Doman

Well-Known Member
1 221
3 894
No dobra, ale pomijając chamstwo i prymitywizm Bolka....faktycznie Cenckiewicz miał ojca w SB?
Dla mnie to ciekawe, bo w latach 80 i 90, gdy bolkowatość Bolka była mega istotna, Amerykanie nie puszczali farby na temat Wałęsy, a teraz - gdy Wałęsa jest już na politycznym niebycie - człowiek Amerykanów (jak można sprawdzić nawet na Wiki Cenckiewicz to mega stypendysta) smaruje książeczki "z przypisami" i urządza g-burzę na temat bolkowatości Bolka, choć mamy rok 2017, a nie 1995.
Ja akurat należę do tych co np. boleją, że taki gnój jak Piłsudski robi za "ojca narodu", ale jakieś tam proporcje wyczuwam. Nie będę stawiał tematu Piłsudskiego wyżej niż aktualne problemy.
Widzę, że ta histeria z Bolkiem to odwracacz tematu i kreowanie autorytetów moralnych na drugą dekadę XXI wieku. Michnik się zużył, to mamy Cenckiewicza. Bieda umysłowa będzie zawsze 2 ruchy za czołowymi macherami. Takie jest moje zdanie.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 298
21 395
Wałęsie odpierdala kolejny raz. Udostępnia takie kwiatki
No i dobrze.
Za niedługo każdy polityk czy celebryta, zanim wypowie jakieś słowo, będzie pytany:
- Pokaż, swego ojca, ojca!
- Pokaż ojca!
Jak za Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Wrócą stare i dobre zwyczaje. No i jeszcze jedno, wreszcie ludziska zaczną się interesować materiałem genetycznym swych wybrańców i oblubieńców.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 772
13 245
Cenckiewicz miał dziadka w SB, co wykrył sam jakieś 10 czy 15 lat temu i z własnej inicjatywy o tym opowiedział publicznie..

Nie kijem Cenckiewicza, to pałką
publikacja: 03.06.2008

„Za sprawą Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza debata nad przeszłością Lecha Wałęsy przypomina pomieszanie historii z histerią”. Tymi słowy Mariusz Chudy na łamach „Newsweeka” rozpoczyna swój tekst na temat historyków IPN. Autor, deklarujący obrzydzenie histerycznym tonem dyskusji na temat książki o Lechu Wałęsie, sam używa całej gamy epitetów wobec historyków. Cenckiewicz i Gontarczyk nazwani zostają „anty-Bolkami” i „jastrzębiami z IPN”. Gontarczykowi przypisuje nieustanne odwoływanie się do Romana Dmowskiego (gdzie? kiedy? w jakich książkach? – odpowiedzi próżno szukać). By dopełnić obrazu moralnej szpetoty jednego z naukowców, dziennikarz „Newsweeka” sięga po zabójczy argument: „Cenckiewicz lubi iść pod prąd. Lustracyjne ostrogi zdobywał w gronie rodzinnym. Zlustrował swego dziadka, długoletniego dyrektora sopockiego Grand Hotelu. Dogrzebał się informacji, że dziadek był wysokim funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Swoich odkryć dokonał, będąc pracownikiem gdańskiego oddziału IPN”. Wizja Cenckiewicza jako lustratora własnej rodziny ma same zalety. Informuje o „dziadku z SB”, a jednocześnie buduje wizerunek historyka jako oszalałego inkwizytora. Aby prześledzić genealogię insynuacji o rodzinnej lustracji cofnijmy się do roku 2005. Wtedy w wypowiedzi dla „Wprost” (nr 25/2005) Cenckiewicz, opowiadając o swojej pracy w IPN, przyznał się do paradoksu – koneksji z esbekiem. W styczniu 2007 roku tę chwilę szczerości badacza tygodnik „Polityka” wykorzystał do efektownej insynuacji. Ryszarda Socha, autorka jego sylwetki, napisała: „Dziadka Sławomir zlustruje później, jako pracownik IPN, podobnie jak starszy od niego Ryszard Terlecki zlustrował swego ojca Olgierda, znanego pisarza”. Jak było naprawdę? O sprawie usłyszałem w moim rodzinnym Gdańsku, ponad cztery lata temu od kolegów pracujących w IPN. Zapamiętałem ją szczególnie, bo traf chciał, że historykiem, który podczas badań natrafił na kartę rejestracyjną oficera SB Mieczysława Cenckiewicza, był niemalże mój imiennik Piotr Semków. Sławomir Cenckiewicz, zapytany przez Semkowa, czy zna kogoś o takim nazwisku, wyznał, że może to być jego dziadek, znany mu tylko ze słyszenia. Historyk nie znał dobrze nawet swego ojca, który niedługo po urodzeniu się syna opuścił żonę. Aby rozwikłać sprawę, Cenckiewicz wystąpił zatem o akta Mieczysława, a gdy poznał ich zawartość, uznał za naturalne poinformować o tym kolegów z IPN. Nie było w tym żadnej ostentacji ani niezdrowej fascynacji. Historyk nie pisał żadnej pracy naukowej na temat swego dziadka, nie poświęcił mu ani jednej osobnej publikacji. Nie znajdujemy niczego, co można nazwać obsesyjnym drążeniem sprawy. Cenckiewicz może mieć do siebie pretensje jedynie o to, że wspomniał o dziadku z SB reporterom „Wprost”. Po kłamliwej insynuacji „Polityki” z 2007 roku historyk publicznie wyjaśniał historię w telewizyjnym programie „Pod prąd”. Wydawało się, ze wszystko jest już jasne. Nie minęły dwa lata, a sprawa dziadka z SB i jego rzekomej lustracji wróciła. Dziennikarz „Newsweeka” powtarza kłamliwą insynuację, nie zadawszy sobie nawet trudu, by skontaktować się z bohaterem swojego tekstu.
 

pawlis

Samotny wilk
2 330
8 486
Wałęsie odpierdala kolejny raz. Udostępnia takie kwiatki [screenshot dodatkowo jakby usunął]:
I usunął :).

Z innej mańki:

"Europa po mojej rewolucji zniosła granice i wprowadziła jedną walutę [...] Rożne diagnozy trzeba stawiać i różne leczenia stosować. Europa po mojej solidarnościowej rewolucji zniosła właściwie granice między państwami. Staramy się zbudować jedno państwo - Europa. Nie jest to takie proste" – mówił Wałęsa.

Źródełko: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/3...ji-zniosla-granice-i-wprowadzila-jedna-walute
 

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
11 928
Ten filmik z Macierem można tak podsumować: zróbcie wszystko, by nic nie zrobić.
I tak właśnie zrobili. Nic.

ps: Swoją drogą, wtedy Macierewicz prezentował się elegancko. Jak go porównać do Smrolka, wygląda przy tym bałwanie jak monarcha.
 
Ostatnia edycja:

Antoni Wiech

paranacjonalista
Członek Załogi
3 658
4 885
Tymczasem dawny znajomy Wałęsy postanowił napisać parę cierpkich słów:

List do TW Bolek

Twoja desperacja wyraźnie odbiera Ci poczucie rzeczywistości, z którym i tak nigdy nie było za dobrze. I byłby to Twój osobisty problem gdyby nie fakt, że dotknięty tym nieszczęściem pozwalasz sobie na ohydne napaści na naszych WZZowskich kolegów, od których miałeś szansę nauczyć się jak być człowiekiem uczciwym i godnym szacunku. Wybrałeś jednak drogę draństwa, łajdactwa i zdrady, bo tak nakazywała Ci miękkość Twojego moralnego kręgosłupa. I to również byłby tylko Twój problem (w niektórych wypadkach również organów ścigania) gdyby nie od lat powtarzające się deptanie pamięci naszej przyjaciółki i wzoru Anny Walentynowicz.

Podobnie jak moi WZZowscy przyjaciele tak i ja nie zamierzam pozwalać Ci bezkarnie obrażać jej osoby podłymi insynuacjami czy często wręcz bezczelnymi oszczerstwami.


Nie mam zwyczaju, a tym bardziej przyjemności rozmawiać z łajdakami. Nie mam tym bardziej zwyczaju ani zamiaru odpowiadać za innych na pytania tychże łajdaków. Obaj wiemy jednak, że Twoje kierowane do dr Cenckiewicza pytania są w rzeczywistości podłymi insykuacjami, a ponieważ postawiłeś je publicznie, to jako bezpośredni świadek tamtej historii przypomnę Ci kilka faktów.

Pytasz więc historyka – „Mógłby Pan opisać jak doszło do wyrzucenia ze związku Solidarność P.Walentynowicz i kto za tym stoi?”

Odpowiedź jest tylko jedna i od zawsze ta sama – Ty za tym stoisz i zawsze stałeś!

A zaczęło się jak wiesz już w czasie Sierpniowego Strajku kiedy stanęła ona na Twojej drodze do niekontrolowanego używania zbieranych w tamtym czasie pieniędzy. Potem już w pierwszych dniach powstającej Solidarności jej uczciwość kolidowała z Twoim matactwem, zdradami i manipulacjami. Kiedy w krótkim czasie okazało się, że w odróżnieniu od Ciebie jej popularności towarzyszył autentyczny szacunek, Twoja nienawiść do niej stała się obsesją. Pamiętam doskonale wszystkie oszczerstwa i łajdactwa Twojego autorstwa, których od Ciebie doświadczyła?

Oczerniałeś ją i obrażałeś w sposób szczególnie łajdacki, bo będąc nieprawdopodobnym tchórzem jakim Cię poznałem jeszcze w Wolnych Związkach, czyniłeś to, udając często publicznie jej przyjaciela. Zamieniłeś większą część Komisji Zakładowej Solidarności Stoczni Gdańskiej w bojówkę, którą wysługiwałeś się w swej brudnej robocie przeciwko Annie jak i innym działaczom WZZW.

Zapomniałeś już jak Twoi ludzie potraktowali Annę w czasie uroczystości odsłonięcia pomnika ku czci poległych stoczniowców. Tak, tych samych na których donosiłeś już w grudniu ’70. Tych samych, których pamięć zgodziłeś się “załatwić” jakąś nic nie wartą tabliczką, którą “wytargowałeś” u dyrektora stoczni przed tym jak położyłeś strajk.

Kiedy Anna walczyła zaciekle aby nie pozwolić, by pomnik oddawał również cześć komunistycznym milicjantom Ty opluwałeś ją, nazywając prowokatorem. Postarałeś się aby podczas odsłonięcia pomnika, o który walczyła, ona symbol stoczni stała daleko w tłumie, a kiedy podczas mszy chciała przyjąć komunię, to Twoi stoczniowi bojówkarze nie przepuścili jej, tworząc przed nią szczelny szpaler. Przypominasz sobie?

Zapomniałeś już jak ci sami bojówkarze prosili oficera bezpieki aby nie wydawano Annie paszportu by nie mogła jeździć na zagraniczne spotkania gdyż zabiera Ci “sławę”. Myślę, że jak grzecznie poprosisz dr Cenckiewicza to być może nakieruje Cie na właściwe zapiski w dokumentach bezpieki. I nawet nie będziesz musiał wyrywać ich z teczki, bo są ogólnie dostępne. Oczywiście zawsze możesz udać się bezpośrednio do źródła czyli kolegów funkcjonariuszy.

Zapomniałeś już jak skandalicznie zachowałeś się w czasie audiencji u Papieża rzucając się na Annę, która poprosiła Ojca Świętego o wpis w albumie dla ciężko chorej znajomej? Sam Papież musiał przywołać Cię do porządku.

Bardzo szybko też zapomniałeś jak Twoi stoczniowi “pretorianie” przygotowali haniebny sąd nad Anną zaledwie kilka miesięcy po Wielkim Strajku w jej obronie. Parszywość tamtego zdarzenia trudna jest do opisania. Twoja wówczas “prawa ręka”, zakłamany do szpiku kości Borowczak przewodniczył przygotowanemu przez Ciebie spektaklowi, po którym uznano Annę “Solidarność” niegodną tejże Solidarności. Ty sam z całym wyrachowaniem odgrywałeś rolę niewiniątka, stwierdzając, że tak naprawdę to nic do niej nie masz, ale dla dobra związku będzie lepiej jak ją wyrzucą.

I jakby tego łajdactwa było mało to przez wszystkie późniejsze lata, nawet po jej tragicznej śmierci publicznie oskarżałeś ją o współpracę z bezpieką. Ty! płatny kapuś bezpieki, sprzedający ludzkie losy za pieniądze komunistycznej służby opresji. Ty! którego z sierpniowego strajku wynieśli na swych ramionach agenci tejże bezpieki. Ty! Którego agenci bezpieki nosili później na ramionach po ulicach miast.


Zapomniałeś?

A jak już o tym mowa to przypomnę Ci jak traktowałeś innych swoich WZZowskich “kolegów”. Zapomniałeś juz jak przysłałeś autobus pełen Twoich stoczniowych bojówkarzy, by z pomocą gumowych pał i metalowych prętów napadli na drukarnię gdańskiej Solidarności, dwa piętra niżej niż Twoje biuro, tylko po to by wywalić działaczy Wolnych Związków. A kiedy odwalili swoją brudną robotę rozpętałeś kampanię oszczerstw wobec ofiar swego łajdactwa, tak samo jak to robiłeś wobec Anny. Zapomniałeś, że kiedy po latach zadałem Ci kilka niewygodnych pytań napisałeś, że zrobiłeś to bo w drukarni byli sami agenci i Ty dzielnie oczyściłeś związek z ich wpływów. Ty! który za pieniądze uzyskane ze sprzedaży ludzkich losów kupowałeś swojej szczęśliwej rodzince nową pralke czy telewizor, nie zastanawiając się choćby przez moment co spotka ofiary Twoich donosów.

Zapomniałeś podobne kapturowe sądy nad Joanna Gwiazdą i wszystkimi innymi, którzy stali na drodze Twej haniebnej aktywności.

A swoje bandyckie wyczyny zacząłeś od napaści na wspaniałą i odważną Marylę Płońską. Zapomniałeś już jak w pierwszych dniach istnienia MKZu gdańskiego próbowała w korytarzu rozdawać “Robotnika Wybrzeża”, a Ty w asyscie swojej bojówki, w której byli też agenci bezpieki, złapałeś ja za włosy i ciągnąc przez korytarz wrzeszczałeś, że takich rzeczy już tam nie będzie. Moze chcesz aby świadkowie tamtego zdarzenia odświeżyli Ci pamięć? Zapomniałeś jak natychmiast przystąpiłeś do publicznych oszczerstw, które praktycznie złamały jej życie.

Ja pamiętam.

Pamiętam też wiele innych Twoich wyczynów więc zrobię Ci tą grzeczność i przypomnę Ci kilka faktów związanych z innym Twoim pytaniem do dr Cenckiewicza.

Pytałeś – „..ile razy konkretnie załamał się Strajk Sierpniowy i kto za tym stał?”

I znów – Ty za tym stałeś!

A przypomnę Ci, że wiem, gdyż jestem jedną z kilku osób, które planowały, przygotowywały i rozpoczynały strajk jeszcze przed wejsciem stoczniowców na teren stoczni. To czego Ty nie zrobiłeś i z czym nie miałeś nic wspólnego. Borusewicz wyznaczył Ci jedną prostą rolę. Miałeś pojechać do Tczewa z Kazikiem Żabczyńskim i Sylwkiem Niezgodą i rozdać w kolejce ulotki. Nie tylko, że tego nie zrobiłeś, ale nie zawiadomiłeś nawet swoich kolegów o tych planach.

Natomiast pojawiłeś się nagle w stoczni, kiedy strajk trwał już kilka godzin i miał wybrany komitet strajkowy. Znalazłeś się nagle w środku wewnątrz-zakładowego protestu w zakładzie, z którym nie miałeś nic wspólnego. Gdyby Borusewicz nie stworzył po latach swego perfidnego kłamstwa o Twoim planowanym udziale, to miałbyś dzisiaj jeszcze większy problem z wytłumaczeniem dlaczego się tam pojawiłeś.

A kiedy już to zrobiłeś, to z pomocą Borowczaka przejąłeś przywództwo komitetu strajkowego po to tylko, by na wniosek dyrektora stoczni cały ten wybrany komitet wymienić na ludzi dyrekcji. Przypomnę Ci też, że kiedy w sobotę pojawił się w stoczni Borusewicz, to wprowadziłeś go do sali rozmów z dyrektorem. Jednak kiedy w tym samym czasie pojawił się tam Andrzej Gwiazda lider Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, na których reprezentowanie się powoływałeś, to nakazałeś pilnującym stoczniowcom nie wpuszczenie go pod żadnym pozorem.

Kiedy już pogadałeś sobie z dyrektorem i obok przywrócenia Anny Walentynowicz do pracy załatwiłeś sobie samemu zatrudnienie w stoczni, ogłosiłeś zakończenie strajku i zadowolony z siebie uciekłeś do gabinetu dyrektora. I wiedz, że żadna propaganda Wajdy czy innego życzliwego “kronikarza” nie zmieni faktu, że nie było Cię kilka godzin. W tym czasie został zorganizowany nowy strajk, z którego powstaniem również nie miałeś nic wspólnego.

Mało kto jednak wie, że i ten strajk próbowałeś położyć przed czasem. Zapomniałeś już jak 28go sierpnia próbowałeś wyrwać się z narady Komitetu Strajkowego, gdyż miałeś umówiony czas antenowy w komunistycznym dzienniku telewizyjnym. Tam zamierzałeś wbrew wszystkim i za plecami Komitetu Strajkowego ogłosić zakończenie strajku.

Na Twoje nieszczęście o Twoich planach dowiedzieli się działacze WZZW i celowo przeciągając obrady zatrzymali Cię w stoczni.

Jak już wspomniałem – ja pamiętam. I pamiętają inni, których od lat obrażasz i oczerniasz.

Teraz my opowiemy Twoją historię i przypomnimy Ci to wszystko o czym tak mocno próbujesz zapomnieć.

Lech Zborowski


http://telewizjarepublika.pl/mocny-...lka-koniecznie-przeczytaj-strona-2,45173.html
 

Madmar318

Well-Known Member
289
759
Chyba w tym wątku poruszana była postać Cenckiewicza. Nic odkrywczego, przynajmniej jasno piszę o naciskach partii. Podkreśliłem parę słów.

Cenckiewicz: Polityka polska jest dla mnie koszmarem

"To, że mianował mnie na to stanowisko minister Macierewicz, nie znaczy, że mamy takie samy poglądy na każdy temat – polityki, polityki historycznej czy Smoleńska" - mówi w rozmowie z Magdalena Rigamonti historyk i publicysta Sławomir Cenckiewicz. Przyznaje przy tym, że polityka polska jest dla niego koszmarem.

Zniszczył pan Wałęsę, gloryfikuje Lecha Kaczyńskiego.

W 2003 r. ówczesny szef IPN Leon Kieres i jego ludzie kazali mi się zajmować Grudniem’70. Ja chciałem się zajmować emigracją, ale nie pozwolono mi. Usłyszałem: kolego, jesteś w Gdańsku, zajmuj się sprawami Gdańska. I po dwóch miesiącach przyniosłem kwit, którego nie powinienem nigdy znaleźć. I się zaczęło. Wziąłem sobie do głowy te wszystkie przysięgi doktorskie, że prawda jest najważniejsza, i sądziłem, że wszyscy wyznają zasadę, że w historii prawda jest najważniejsza. Zderzyłem się z rzeczywistością, dywaniki, rozmowy, zakazy, groźby, że zostanę „Macierewiczem historii”, nie zrobię habilitacji, że to mój koniec. Wtedy też zrozumiałem, że część historyków przy stoliku ustala, co ujawnić, a czego nie, co jest istotne, a co nie. I to mnie tylko podkręciło do działania.

Na okładce "Gazety Polskiej" jest Tusk w hitlerowskim mundurze.

Straszna, absurdalna okładka. I co z tego, że wyrażę na ten temat swoje zdanie, skoro – jak widać – koledzy, którzy takie okładki robią, są niereformowalni. Kieruję się pozytywistyczną postawą w życiu – im więcej będę mógł zrobić dla Polski, tym lepiej. I dlatego nie chcę mówić o wszystkich poglądach na różne sprawy, bo jestem pragmatykiem i mam zamiar jeszcze dużo dobrego zrobić dla Polski.

Wy, na prawicy, też jesteście podzieleni.


A pani, przepraszam skąd jest, że mówi wy, na prawicy? Ja się określam tylko jako konserwatysta. Polityka to jest marketing, a jak marketing, to propaganda, więc rodzaj uproszczenia, manipulacji. Twardo stąpam po ziemi i wiem, że w polityce nie ma miejsca dla historyka. Natomiast polityka historyczna ma to do siebie, że asymiluje to, co jest wytworem również mojej pracy. Proszę jednak pamiętać, że zacząłem pisać o Wałęsie w czasach Leszka Millera. Zresztą sam premier Miller gratulował mi mojej pracy. Wie pani, jestem bardzo krytycznie nastawiony do naszej historii. Dla mnie postawa większości polskiej centroprawicy, której emanacją jest towarzystwo skupione wokół tygodnika „wSieci,” jest nie do przyjęcia. Ta afirmacja wszystkiego, co w polskiej historii się wydarzyło, to gloryfikowanie, to interpretowanie historii i sprzedawanie jej jako heroicznej i zwycięskiej prawdy historycznej. Nie ma zgody na to, że Powstanie Warszawskie było zwycięstwem, że kampania wrześniowa była zwycięstwem i że historia Polski jest usłana moralnymi zwycięstwami, po których się tylko kurczyła – i w sensie terytorialnym, i w sensie potencjału ludzkiego. Postawa romantyczna, powstańcza jest mi obca. Ale nie oznacza to braku szacunku dla ofiary polskiej, to bohaterstwo tysięcy moich rodaków.

Żołnierzy Wyklętych też pan krytykuje?

Mam do nich stosunek pozytywny. Próbowali powstrzymywać bolszewików, nie tylko rosyjskojęzycznych, ale i polskojęzycznych. Jest również kontekst historyczny. Proszę pamiętać, że koncepcja III wojny światowej zarówno wśród czynników politycznych na uchodźstwie, jak i formacji walczących na terenie Polski była realna. Drugi aspekt był taki, jak ta epopeja ma się skończyć. Czy wyrywaniem paznokci i wkładaniem ołówków w uszy gdzieś w kazamatach ubeckich, czy też walką z bronią w ręku i próbą przetrwania do tej III wojny. Mam wielki szacunek do wszystkich formacji, które dziś się określa mianem Żołnierzy Wyklętych.

I robi się nimi politykę historyczną.

Jestem w stosunku do tego bardzo krytyczny. A polityki historycznej lepiej nie prowadzić, jeśli robi się to tak, jak teraz. Czyli chaotycznie.

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci...tirazy2/ar-BBydmX4?li=AAaGjkQ&ocid=spartanntp
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 772
13 245
Bolek odjechał na maksa: jego zdaniem komuna mu za jego antykomunistyczną działalność za karę wcisnęła ...mieszkanie! Oglądajcie, róbcie kopie, bo szybko znika. ;)

Wałęsa wyraźnie kpił z tego, jak Cenckiewicze i inni ludzie-wilki opisują jego współpracę z SB.
 

Antoni Wiech

paranacjonalista
Członek Załogi
3 658
4 885
Okazało się, że nie tylko w Polsce, ale również w Czechach powstał spisek mający na celu szkalowanie Wałęsy. Przynajmniej tak można wywnioskować z tekstu "CentKiewicza":


A jako bonus najnowsza wypowiedź Wałęsy, o tyle ciekawa, bo pisana w jego własnym języku:

 

mikioli

Well-Known Member
2 619
4 688
Okazało się, że nie tylko w Polsce, ale również w Czechach powstał spisek mający na celu szkalowanie Wałęsy. Przynajmniej tak można wywnioskować z tekstu "CentKiewicza":


A jako bonus najnowsza wypowiedź Wałęsy, o tyle ciekawa, bo pisana w jego własnym języku:

W sumie to jest piękne, że Bolek swoje soszal medja obsługuje samodzielnie. Jedna rzecz za którą szacun :p
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 500
20 008
Wałęsa w "Rz": Nigdy nikomu nie dałem się zaszantażować
Polska Wczoraj, 12 grudnia (20:23)
- Nigdy nikomu nie dałem się zaszantażować i nigdy nikomu nie dam się zaszantażować. Wałęsę można zabić, ale nie pokonać! Nie zapominajcie o tym - mówi były prezydent Lech Wałęsa w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Dziennikarze "Rzeczpospolitej" i Polskiego Radia odnaleźli w Hoover Institution Library & Archives w Stanford kilkaset stron dokumentów komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, papiery i notatki osobiste, oraz dokumentację medyczną gen. Czesława Kiszczaka.

Wśród dokumentów jest też nieznany dotychczas polskim historykom list Kiszczaka do Lecha Wałęsy. Wynika z niego, że "Kiszczak w 1993 roku planował działania wywarcia wpływu na Lecha Wałęsę".

Były prezydent oświadcza w rozmowie z "Rz", że nie dostał takiego listu. "Może wysłał na Kancelarię Prezydenta, ale do mnie nie doszedł" - mówi.

"Myślę, że list został sfabrykowany już później przez obecnych podrabiaczy" - uważa Wałęsa.

Pytany o to, czy rozmawiał z Kiszczakiem o niszczeniu materiałów Departamentu IV, którego funkcjonariusze zajmowali się inwigilacją Kościoła, co wynika z listu, były prezydent odpowiada: "Nie wiedziałem o niszczeniu dokumentów i nigdy bym się na to nie zgodził. Tym bardziej nie zgodziłbym się na niszczenie dokumentów na mnie. Moja obrona była w dokumentacji. Spalona dokumentacja zawierała moją prawdziwą walkę i dokumenty z tej walki".

"Nigdy Kiszczak mnie nie szantażował. Ja jestem nie do szantażowania. Gdyby Kiszczak próbował mnie szantażować, to dopingowałby mnie tym do jeszcze większej walki. Z moim charakterem szantaż by się im nie udał" - mówi Wałęsa, pytany o to, czy Kiszczak próbował go szantażować dokumentami na temat jego przeszłości.

"Nigdy nikomu nie dałem się zaszantażować i nigdy nikomu nie dam się zaszantażować. Wałęsę można zabić, ale nie pokonać! Nie zapominajcie o tym" - podkreśla Wałęsa.

Więcej w "Rzeczpospolitej".
Coś mi się wydaje, że w przyszłości czeka nas jeszcze więcej interesujących, historycznych wycieków. Będą wałęsę wykańczać tysiącem pomniejszych cięć za pomocą odpowiednich papierów i patrzeć do końca, jak się wije. Spoko.
 

The Silence

Well-Known Member
335
1 903

Pytany o to, czy rozmawiał z Kiszczakiem o niszczeniu materiałów Departamentu IV, którego funkcjonariusze zajmowali się inwigilacją Kościoła, co wynika z listu, były prezydent odpowiada: "Nie wiedziałem o niszczeniu dokumentów i nigdy bym się na to nie zgodził. Tym bardziej nie zgodziłbym się na niszczenie dokumentów na mnie. Moja obrona była w dokumentacji. Spalona dokumentacja zawierała moją prawdziwą walkę i dokumenty z tej walki".

Wałęsa przeciwny niszczeniu dokumentów, a to dobre.

 

inho

Well-Known Member
1 573
3 730
Nigdy nikomu nie dałem się zaszantażować
Przypomniał mi się fragment jednej z książek Cenckiewicza, w której pisał, że w czasie, gdy bolek nader często "wygrywał na loterii", jego współpraca ze służbami nie opierała się na szantażu tylko woli samego bolka. Sam proponował osoby do rozpracowania, inicjował kontakty - robił to na tyle często, że w pewnym momencie był uznany przez służby za natręta.

Biorąc pod uwagę jego zdolności intelektualne jestem w stanie uwierzyć, że później, bardziej niż szantażem, opłacało się nim manipulować i wykorzystywać jak bezrozumne narzędzie, co w jego głowie wyglądało pewnie na równorzędną grę. ;)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 500
20 008
Aktualizacja: 19.12.2018, 07:35
Publikacja: 18.12.2018

Kiszczak chciał "odświeżyć pamięć" Lechowi Wałęsie
Generał Czesław Kiszczak w 2004 roku zamierzał „odświeżyć” pamięć Lechowi Wałęsie. Napisał do niego mocny list, w którym m.in. przypominał mu pewne spotkanie z oficerami bezpieki, do którego doszło w Gdańsku w połowie 1981 roku – tuż przed pierwszym zjazdem „Solidarności”. Nie zdecydował się jednak na jego wysłanie. Brudnopis pozostał w jego papierach, które w USA odnaleźli dziennikarze „Rzeczpospolitej” i Polskiego Radia.

Od stycznia 2003 roku gdański oddział TVP emitował program „Z Wałęsą na rybach”. W piętnastominutowej audycji były prezydent opowiadał o wędkowaniu, a w rozmowach pojawiały się liczne wątki polityczne. W grudniu 2004 roku, w przeddzień 23. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, były prezydent stwierdził, że tuż po jego zatrzymaniu 12 grudnia 1981 roku, ale jeszcze przed masakrą górników w kopalni „Wujek” (doszło do niej 16 grudnia) dzwonili do niego różni generałowie. Jeden z nich miał stwierdzić, że by zastraszyć naród musi zginąć kilka osób. „Ujawniam to po raz pierwszy…” – zapewniał w telewizji Wałęsa.

Wiadomość o tym szybko dotarła do generała Kiszczaka, który kilka miesięcy wcześniej – w marcu 2004 roku – został skazany na dwa lata w zawieszeniu za „przyczynienie się do śmierci robotników z kopalni Wujek”. Były szef MSW złapał za pióro i 14 grudnia napisał do Wałęsy list, w którym wyraził zaskoczenie jego słowami i prosił o ujawnienie nazwisk generałów, którzy rozmawiali z nim o tym, że „musi kilku zginąć”.

Nie poprzestał jednak na uprzejmej prośbie. lecz postanowił byłemu prezydentowi odświeżyć pamięć. Wypomniał mu, że pierwsze dni stanu wojennego spędzał „w dobrze urządzonej i zaopatrzonej wilii MSW”, w której przyjmował licznych gości i podejmował ich obiadami. Wśród gości nie było jednak żadnych generałów. Wspominał, że osobiście rozmawiał z nim po raz pierwszy dopiero w listopadzie 1982 roku w Arłamowie, a efektem tej rozmowy było zwolnienie Wałęsy z internowania. Przypominał mu też, że kolejne spotkanie odbyło się w sierpniu 1988 roku, a potem wiele razy rozmawiali w Magdalence oraz przy Okrągłym Stole. I choć wiele razy mówili o stanie wojennym Wałęsa nigdy nie wspomniał o jakiś generałach, którzy rozmawiali z nim między 12 a 16 grudnia 1981 roku.

„Znana mi jest tylko jedna Pana »rozmowa z generałem«. Miała ona miejsce w sierpniu-wrześniu 1981 r. (datę można precyzyjnie odtworzyć), a więc na długo przed stanem wojennym – pisał generał. – Pamiętam ją dobrze gdyż doszło do niej w czasie i miejscu przeze mnie wskazanym, które Pan zaakceptował. Tematykę z całą pewnością Pan pamięta” – podkreślił.

W 1981 roku Wałęsa dwukrotnie spotykał się z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Ale pierwsze z ich spotkań odbyło się w marcu, a drugie w listopadzie. Latem 1981 roku – w przededniu I Krajowego Zjazdu NSZZ Solidarność – Wałęsa (wówczas kandydat na szefa związku) spotkał się w Gdańsku z gen. Adamem Krzysztoporskim, wiceszefem MSW. O czym rozmawiano? Niektórzy badacze biografii Lecha Wałęsy (np. Sławomir Cenckiewicz) twierdzą, że o wyborach szefa związku i ewentualnej neutralizacji przeciwników Wałęsy. Niewykluczone, że na tym spotkaniu gen. Krzysztoporski miał zaproponować Wałęsie ochronę oraz „pomoc w wydaniu pozwolenia na broń” do osobistej obrony. Inni historycy (np. Andrzej Friszke) uważają, że Wałęsa spotykał się gen. Krzysztoporskim, bo jako przywódca Solidarności „musiał mieć jakieś kontakty z MSW”.

- Spotkania Wałęsy z generałem Krzysztoporskim to bardzo tajemnicza sprawa – mówi dr Grzegorz Majchrzak, historyk IPN, który badał ten wątek w biografii b. prezydenta. – Właściwie nie wiadomo ile ich było. Sam generał przyznawał się tylko do jednej rozmowy, choć ja za bardzo w to nie wierzyłem. Ten list Kiszczaka do Wałęsy byłby pośrednim potwierdzeniem, że rozmawiali tylko jeden raz – mówi i dodaje, że generał Krzysztoporski miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego został odwołany ze swojej funkcji. – To był swego rodzaju liberał i do końca mu nie ufano – stwierdza.

Dlaczego zatem w 2004 roku generał Kiszczak chciał Wałęsie przypominać rozmowę z Krzysztoporskim i podkreślać, że na pewno pamięta jej treść? Nie wiadomo. Wiadomo jedynie, że po konsultacji z generałami Florianem Siwickim i Wojciechem Jaruzelskim zrezygnował z „odświeżania” Wałęsie pamięci. Na gdański adres byłego prezydenta wysłał jedynie lakoniczny list z prośbą o ujawnienie nazwisk tajemniczych generałów. List datowany na 16 grudnia 2004 roku podpisał także gen. Siwicki.

Więcej o tej korespondencji gen. Czesława Kiszczaka do Lecha Wałęsy w środę na rp.pl.
Tekst powstał we współpracy „Rzeczpospolitej” i Polskiego Radia
Nie trzeba było długo czekać. Kolejny sezon serialu o Bolku trwa...
 
Do góry Bottom