System rezerw cząstkowych, banki

Czytelnik.

New Member
146
0
niedobry napisał:
Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale w systemie ze stałą podażą pieniądza deflacja >= wzrost?

Czyli co decyduje o wzroście gospodarczym ??? Ilość wydrukowanej kasy ???
W drugiej połowie XIX wieku deflacja cenowa była normą i jakoś USA czy GB doskonale się rozwijały.

niedobry napisał:
Ci ludzie wyobrażają sobie człowieka który myśli holistycznie wręcz, ogarniając całą gospodarkę; świadomość zbiorowa.

Przyganiał kocioł garnkowi , a monetaryści nie robią tego samego swoimi wzorami i krzywymi , które niby mają odzwierciedlać całą gospodarkę.


niedobry napisał:
'nie będę trzymał pieniędzy bo jeśli większość ludzi będzie tak robić produkcja spadnie i... [spirala deflacyjna]'.

A ludzie będą jeść monety :p

niedobry napisał:
W danej chwili ilość pieniądza jest stała, pan jan ma kredyt na sumę x, za rok musi spłacić go z procentami, a więc x + pewne y. Tylko skąd wziąć te pieniądze?

W inflacji to samo jest z udzielającymi kredyty , potrafią się jednak jakoś zabezpieczyć.

niedobry napisał:
Co tu komentować?... Bez tanich kredytów ogromna ilość inwestycji byłaby niemożliwa.

Bez kredytów pokrytych realnymi oszczędnościami to wszystko zawala się po kilku latach i tak w kółko.
 
OP
N

niedobry

New Member
39
0
qatryk napisał:
na jakiej podstawie to twierdzenie? Tu nie ma nic z mojego sakrkazmu, naprawdę nie wiem jak dochodzisz do tego twierdzenia w związku z czym nie wiem z czym polemizować.
Masz 100 dóbr w gospodarce, dla ułatwienia każde identyczne, i 100 sztuk pieniądza:
100/100 = 1
Przy 7% rozwoju gospodarczym, a więc pojawieniu się 7 nowych dóbr, poziom deflacji to
(1-100/107) * 100% = 6.5%
Jest to 6.5% zakładając brak jakichkolwiek kredytów i oszczędzania.
Skłonność do oszczędzania rośnie - nie wiadomo jak, ale możemy stwierdzić, że jest ona niemalejąca - wraz z wzrostem deflacji, nazwijmy to funkcją o(deflacja), jej wartość to ilość zachomikowanych pieniędzy.
Wraz z wzrostem deflacji, rośną trudności w spłacie kredytów - rzeczywiste oprocentowanie - co w połączeniu ze wzrastającą niechęcią klientów do wydawania zmusza do drastycznego obniżania cen produktów. Znowu można z pewnością powiedzieć, że jest to funkcja niemalejąca; nazwijmy ją funkcją c.
W końcu:
deflacja(t+1) = ilośćdóbr(0)/ilośćdóbr(t) + o(deflacja(t)) + c(deflacja(t));
(deflacja od stanu początkowego)

Czym są dokładnie te funkcje, nie powie nikt; nie da się tego określić. Możliwe jest tylko przybliżenie, jak ktoś chce niech sobie poszuka opracowań ekonomistów...
Trzeba by tu jeszcze uwzględnić deficyt handlu zagranicznego, obrót, itd.
Problemem z ekonomią austriacką jest wmawianie że te funkcje (zalezności w gospodarce) nie istnieją. Istnieć miałaby tylko część pierwsza, czyli neutralny 'sam w sobie' spadek cen.
qatryk napisał:
spadek cen jest tylko konsekwencją deflacji, tak jak wzorst cen jest konsekwencją inflacji. Błędem jest stawianie tych pojęć jako równoznacznych. Może się zdarzyć bowiem tak że podaż pieniądza będzie spadać a ceny mimo to rosnąć, albo tak jak mamy to dziś podaż pieniądza rośnie w ekspresowym tępie a mimo to mamy spadek cen. Kwestia oczywiscie nazewnictwa, zwracam jednak uwagę na to że zmiana podaży pieniądza nie musi się wiązać z zadanymi ruchami cen na rynku. Tu wchodzi mnóstwo innych czynników - skala produkcji, koninktura etc które w ostateczności dają na rynku dany ruch cenowy.
To co jednak jest pierwotne do tych zjawisk to własnie zmiany w podaży pieniądza.
Kontrakcja kredytu to jedna z przyczyn deflacji, czyli spadku cen.
Nie ma się jednak sensu oto kłócić - ekonomia austriacka, w opozycji do reszty świata, definiuje ją sobie tak, jak napisałeś. Co dużego sensu nie ma, konsekwencje ogólnego spadku cen będą generalnie takie same, niezależnie od przyczyny. Bytów nie mnoży się ponad miarę.
Dlatego chodzby stwierdziłem wracając po trosze do tematu że system rezerw cząstkowych o ile byłby swobodny może elastycznie reagować podażą pieniądza na bodźce rynkowe powodując bardziej elastyczne dostosowywanie się przepływów pieniądza do sytuacji rynkowej.
Jeżeli następowałby dynamiczny spadek cen to jednocześnie kredyt stawałby się coraz bardziej nieopłacalny to hamuje nietrafne decyzje i narastanie róznych baniek, z drugiej stry gdy następuje trend wzrostu cen kredyt staje się coraz bardziej opłacalny i jest to znak dla rynku że czas na inwestycje.
A z tym się zgadzam.

nie za bardzo zrozumiałem gdzie stawiasz zarzut - chyba tylko w tym że człowiek nie ma świadomości zbiorowej, ale z tego co się orientuje własnie na tym polega zaleta szkoły austriackiej że dużą wagę własnie do tego przykłada - żaden człowiek nie jest w stanie objąć ogółu rynku i jego mechanizmów.
Żeby deflacja była neutralna, praktycznie wszyscy musieliby świadomie współpracować rozumiejąc skutki. Z punktu widzenia jednostki chomikowanie pieniędzy byłoby opłacalne, ale z punktu widzenia zbiorowości (a więc i jednostki potem) nie.
Deflacja byłaby neutralna tylko gdyby każdy był w stanie rozumować w ten sposób. Jest to niemożliwe.
Ludzie zawsze chcą zarabiać - jeżeli teraz masz okazuje się że spada produkcja, spadek cen w pewnym momencie zostaje zatrzymany - to jest sygnał dla niektórych ludzi którzy lubią zaryzykować że będzie to dobry moment na wejście na rynek. Ogólnie wydaje mi się że patrzysz zbyt statycnie na człowieka - człowiek dostaje zbiór danych wejściowych przetwarza je i działa - tak nie jest, przynajmniej nie do końca, człowiek patrzy na trendy, reaguje na dynamikę zmian - te same zjawisko w jednych okolicznościach będzie dla niego bodźcem pozytywnym w innych negatywnym. Rynek jest samoregulującycm się organizmem. Człowiek nie musi miec pełnej informacji aby dokłądać cegiełke do tej samoregulacji - wręcz przeciwnie, samoregulacja nastepuje własnie na skutek niepełności informacji.
Tak, kryzys kiedyś się skończy, zaczynając nowy. Opisałem ten cykl w uproszczeniu w poprzednim poście.

a skąd dziś ci co spłacają kredyty biora pieniądze?
Kredyt się bierze dlatego że nie masz pieniędzy w danym momencie - potrzebujesz ich żeby rozkręcić interes. Co się dzieje w środowisku systematycznego spadku cen a co w znanym nam środowisku ciągłego wzorstu cen?
Systemowo patrząc, z innych kredytów.
W pierwszym przypadku bodzce do obniżki cen wysyła rynek, w drugim przypadku tylko pozornie rynek wysyła bodźce do podwyżki cen - bodźcem pierwotnym jest tylko i wyłącznie nierynkowe zabawy z podażą pieniądza. Co jest lepsze i co elastyczniej reaguje sam sobie odpowiedz.
Określenie rynkowej stopy procentowej jest właściwie niemożliwe, każde określenie albo zahamuje gospodarkę albo rozpocznie budowę bańki. Nie da się tego uniknąć.

W idealnym systemie jednocześnie współistniałyby setki baniek, w róznych stadiach rozwoju. Same 'bańki' to integralna część wolnego rynku. Nie da się im zapobiec.
weż jednak pod uwagę że bez tanich kredytów inwestycje rentowne podejmują mniej ryzykownych decyzji. W środowisku taniego kredytu wszyscy muszą brac udział w wyścigu sterowego tanim kredytem a nie rynkowym zapotrzebowaniem.
Nie za bardzo rozumiem po co rynkowi "ogromna ilośc inwestycji" których ten rynek nie potrzebuje sam z siebie?
Co więcej tak jak mówię inwestycje które są same z siebie konkurencyjne w takim środowisku sa zmuszone do podejmowania znacznie wiekszego ryzyka co w przypadku peknięcia kredytowej bańki powoduje zwyczajnie w wiekszości ich upadek.
To jest jakies błędne koło.
Może szerzej. Wydawanie nowo stworzonych pieniędzy to tak naprawdę wydawanie przyszłych zysków w celu ich osiągniecia!
Co to znaczy? Bez stworzonych ('z powietrza') pieniędzy te zyski nigdy by nie zaistniały.
System bez nowego pieniądza (pomijam kryzysy deflacyjne, w szerszym ujęciu będzie to bardzo mały wzrost...) jest jak odwrócona piramidka. Mając x 'energii' w danej chwili, zużywasz część tej energii na poczet przyszłego wzrostu (inwestycje); taka dwuwymiarowa struktura, gdzie oś y oznacza ilość dóbr (gospodarkę) a oś x - czas.
Jest to system statyczny. Można go zatrzymać w obecnym stadium rozwoju i generalnie będzie działał.

Z kolei wizualizacja obecnego systemu byłaby trójwymiarowa. Oś y ciągle jest interpretowana jako ilość dóbr; z kolei każda para (x, z) oznacza potencjalny liniowy rozwój, z z rozumianą jako współrzedną (czas) w potencjalnym liniowym rozwoju o współrzędnej x.

Zagmatwane, nie umiem tego obrazu jakoś w słowa ująć... w skrócie chodzi po prostu o te zyski z przyszłości, tworzenie pieniądza umożliwia wydawanie zysków z przyszłości co dodatkowo tworzy nowe potencjalne zyski w przyszłości.
Trochę jak fizyka kwantowa, heh. Dodatkowy wymiar jest potrzebny do opisu tych 'operacji w czasie'.
Można by to sobie jeszcze spróbować wyobrazić jako spiralę.

Ten system do przetrwania wymaga stałego wzrostu; jest zbyt zapętlony we wzajemnych zależnościach aby zatrzymanie było możliwe.

Właśnie to wydawanie zysków z przyszłości jest w obecnym systemie wspaniałe.
tuż po wojnie w usa był równiez okres depresji i załamania. Początkowe symptomy były jeszcze gorsze niż w pierwszych tygodniach wielkiego kryzysu. Jednak wtedy rząd nie zrobił kompletnie nic poza jakimis tam ruchami pozornymi - w każdym razie FED nie miał takiej jeszcze władzy aby baiwć się tak swobodnie podażą pieniądza. I co się stało? ano po niecałym roku wszystko wróciło do normy - kto miał upaśc ten upadł a potem świat się kręcił dalej i wróciła stabilność. Zaraz potem FED rozpoczął akcje kredytową na niespotykana wcześniej skale - w ciągu niecałych 10 lat podaz kasiory wzrosła dwókrotnie. - i pięknie się wszystko rozwijało. No i jakoś nagle wszystko się zesrało. Podczas wielkiego kryzysu FED zwalczał to drukiem jeszcze wiekszej ilości kasiory... tak jak dzisiaj. To jest jakas idiotyczna propoaganda że przenoszenie kosztów wadliwych i nietrafnych inwestycji na całe społeczeństwo jest jakimś dobrem dla tego społeczeństwa.
Kryzys po I WŚ był głównie spowodowany samą wojną, nie był koniunkturalny.

tworzenie pieniądza, spłacanie długu to właśnie ucieczka w płynność. Tak naprawdę wszyscy teraz póki co zbierają te pieniądze i czekają na odpowiedni moment żeby zalac nimi rynek - taki wyscig kto sprytniejszy, kto szybcie zauważy realną wartość i ubiegnie innych zamieniając bezwartościowy pieniądz na inne aktywa które będą warte cokolwiek.
A zasadniczo sprowadza się to do tego że państwo pokrywa długi nie tylko swoje ale i prywatnych lobbystów jak AIG z wartosci wytworzonej przez społeczeństwo w przyszłości. Jak to nie jest oszustwo to ja jestem mongolskim pustelnikiem.
Nie ma innego wyjścia. Efekt domina. Obecny system jest praktycznym monopolem dolara i systemu finansowego USA.
A USA upaść obecnie nie może, to będzie katastrofa przede wszystkim polityczna i militarna.

tia i przy okazji oderwania pieniądza od jakiejkolwiek realnej wartości. I wtedy dzieje się to co po zerwaniu Breton Woods - każdy drukuje na potęge bo chce byc sprytniejszy od konkurencji. Jeżeli ustalamy między soba jakiś parytety wymiany na drodze samoregulacji to dzieje się tak że zawsze gdy zwiekszysz podaż pieniądza możesz przez pewien okres "kupic" taniej walute innego gracza.
Po tym epizodzie dopóki usa nie wylobbowało powstania opec które zagwarantowało że rope będzie rozliczało tylko w dolarach sytuacja powróciła do dobrze znanego gwarantowania pieniądza realną wartością - ropa stała się złotem.
Stwierdziłeś po prostu że za pieniądze da się coś kupić.

Ta, mit too big to fail jest najwiekszym kurestwem jaki rynki finansowe zrobiły ludziom. Ale to prosta pochodna socjalizmu - nieudacznikom trzeba dawać kase bo przecież to nie ich wina że są nieudacznikami a jak im się nie da to będzie sodoma i gomora.
A może jednak okazałoby się że znacznie szybciej powócilibysmy do jako takiej korelacji między realną wartością a pieniądzem?
Finansowanie kolosów to nic innego jak jeszcze wieksze odrywanie jednego od drugiego i nakładanie na niewinnych i uczciwych ludzi podatku inflacyjnego za to tylko że nie są oszustami, ryzykantami i kombinatorami. Co więcej to ograniczanie mechanizmów konkurencji - ci którzy sobie na rynku radzą muszą opłacać cwaniaków i oszustów zamist zwyczajnie wykupić ich mase upadłościową.
Im szybciej pieniądz koreluje z realną własnościa tym szybciej uczciwy człowiek nie ma się czego obawiać, nawet jeżeli utopił częśc swojego majątku w wątpliwych biznesach hohsztaplerów z rynków finansowych.
Wg ciebie rząd nie powinien gwarantować np takich wkładów bankowych? Zwykli, uczciwi ludzie ciułali przez całe życie, nagle bank pada i tracą wszystko.
Dotacje dla sektora finansowego mają ten sam cel.
Jest coś takiego jak mniejsze zło i większe zło. Jasne, że w 'idealnym wolnym rynku' trzebaby pozwolić upaść takiemu Citi, Bearstearns i setkom innych banków. Tylko że w obecnej sytuacji oznaczałoby to rozwalenie całą gospodarki, zniszczenie życia tysiącom niewinnych ludzi i przede wszystkim bardzo poważnym osłabieniu pozycji USA na świecie.
Upadek takiego światowego hegemona oznacza w praktyce 3 WŚ.
Inflacja jest naprawdę o wiele lepszym wyjściem.
Czytelnik napisał:
W drugiej połowie XIX wieku deflacja cenowa była normą i jakoś USA czy GB doskonale się rozwijały.
Nie nie była, nawet Rothbard, chyba w tajemnicy bankowości (albo w depresji) o tym pisał. 'Paniki' XIX w. wiązały się właśnie z okresami szybkiej, dużej deflacji (i bankructw).
Czytelnik napisał:
Przyganiał kocioł garnkowi , a monetaryści nie robią tego samego swoimi wzorami i krzywymi , które niby mają odzwierciedlać całą gospodarkę.
To samo można powiedzieć praktycznie o wszystkich naukach empirycznych. Czyli wszystko oprócz matematyki.
 

SzabloZębny

New Member
329
4
Kryzys po I WŚ był głównie spowodowany samą wojną, nie był koniunkturalny.

A żeby sfinansować wojnę, państwa nie drukowały pustaków, nie było ekspansji kredytowej? :>

Nie nie była, nawet Rothbard, chyba w tajemnicy bankowości (albo w depresji) o tym pisał. 'Paniki' XIX w. wiązały się właśnie z okresami szybkiej, dużej deflacji (i bankructw).

Nie przypominam sobie, ale czy to przeczy rozwojowi, który towarzyszył deflacji? Rothbard temu nie przeczy.

To samo można powiedzieć praktycznie o wszystkich naukach empirycznych. Czyli wszystko oprócz matematyki.

Jest to jeden z wielu problemów filozofii nauki. Z tymże jedne teorie obrazowują świat lepiej a inne gorzej. Akurat monetarystyczne funkcje gorzej.

Określenie rynkowej stopy procentowej jest właściwie niemożliwe, każde określenie albo zahamuje gospodarkę albo rozpocznie budowę bańki.

Co? niby w jaki sposób? Panie, wiesz pan co to jest rynkowa stopa procentowa w ogóle? :D

W idealnym systemie jednocześnie współistniałyby setki baniek, w róznych stadiach rozwoju. Same 'bańki' to integralna część wolnego rynku. Nie da się im zapobiec.

Dlaczego? JaK?

A co do tych biednych ludzi... gdzieś padł taki argument, który jest żadnym argumentem, bo w ten sposób można by uzasadniać wszystko. Na wolnym rynku jedno tracą, inni zyskują. Zawsze i wszędzie. Nie odpowiednie decyzje i inwestycje zostają pokarane bankructwem. Sęk w tym, że w przypadku pojedynczego banku przeciętny człowieka ma większe szanse dostać, co mu się należy aniżeli w bezdusznym systemie centralnej bankowości, gdzie za każdą instytucją finansową stoi Lewiatan. Zresztą jak bank bankrutuje, to można wejść na jego hipotekę - jest mnóstwo sposobów, by odzyskać stracone w nieuczciwy sposób pieniądze. I nawet jeśli nie wszystkie z nich są w pełni satysfakcjonujące dla klienta, to z pewnością są lepsze aniżeli zapożyczanie się u samego siebie za pomocą rządu (nacjonalizacja, dawanie kasy upadającym instytucjom).
 
OP
N

niedobry

New Member
39
0
SzabloZębny napisał:
A żeby sfinansować wojnę, państwa nie drukowały pustaków, nie było ekspansji kredytowej? :>
Nie tak bezpośrednio, drukuje to się obligacje/bony...
"Kryzys" na początku lat 20 XX wieku miał związek głównie z zniszczoną Europą i utraconymi rynkami zbytu.

http://www.nber.org/cycles/cyclesmain.html
Od stworzenia fedu okres kontrakcji jest krótszy, okres wzrostu dłuższy, a samych cykli jest mniej. Wniosek - istnienie fedu ma pozytywne skutki dla gospodarki.

Aha, jeszcze jedno ad. deflacji. Takie futures/forwardy. Jak to sobie wyobrażacie z deflacją?...
Co? niby w jaki sposób? Panie, wiesz pan co to jest rynkowa stopa procentowa w ogóle? :D
Zdajesz sobie sprawę że stopy procentowe są w rzeczywistości zawsze ustalane sztucznie, przez automat albo ręcznie? Wyobraziłeś sobie system który nie może istnieć.
W systemie z dużą ilością konkurujących, w miarę równych walut, rynkowa stopa procentowa będzie wypadkową kursów i stóp. Inaczej się po prostu *nie da*. Nawet w systemie ze złotem...

Dlaczego? JaK?
Zakład X przesadził z produkcją i nie jest w stanie sprzedać towaru powyżej kosztów. Zapewne będzie zmuszony zwolnić część pracowników, itd. To jest właśnie pękniecie lokalnej bańki. "Kryzys nadprodukcji" jak kto woli.
W szerszej wersji - kilka zakładów, albo nawet cały przemysł.
Im rynek jest bardziej zmonopolizowany tym poważniejsze skutki.
A co do tych biednych ludzi... gdzieś padł taki argument, który jest żadnym argumentem, bo w ten sposób można by uzasadniać wszystko. Na wolnym rynku jedno tracą, inni zyskują. Zawsze i wszędzie. Nie odpowiednie decyzje i inwestycje zostają pokarane bankructwem.
Nie rozumiesz w ogóle efektu domina. Pożar lasu gasi się w zarodku, tylko głupiec czeka 'aż się samo wypali'.
"Zwykłe" bankructwo można by z kolei porównać do upadku spróchniałego drzewa.
Sęk w tym, że w przypadku pojedynczego banku przeciętny człowieka ma większe szanse dostać, co mu się należy aniżeli w bezdusznym systemie centralnej bankowości, gdzie za każdą instytucją finansową stoi Lewiatan. Zresztą jak bank bankrutuje, to można wejść na jego hipotekę - jest mnóstwo sposobów, by odzyskać stracone w nieuczciwy sposób pieniądze. I nawet jeśli nie wszystkie z nich są w pełni satysfakcjonujące dla klienta, to z pewnością są lepsze aniżeli zapożyczanie się u samego siebie za pomocą rządu (nacjonalizacja, dawanie kasy upadającym instytucjom).
Nie na hipotekę (hipoteka to zabezpieczenie długu nieruchomością), tylko na majątek ew. masę upadłościową.
Za dużo w ten sposób nie odzyskasz, w przypadku likwidacji długi idą dużo poniżej face value. Wkłady są ubezpieczane; nawet takie SKOKi mają swój własny system ubezpieczeń.

Właśnie w systemie bankowości centralnej, dodatkowo z wkładami gwarantowanymi rządowo (w niektórych krajach 100%, w innych do ustalonej sumy 100% później 50% itd...), każdy dostanie wkład gwarantowany - w skrajnych sytuacjach bank cenralny może nawet monetyzować dług.
 

SzabloZębny

New Member
329
4
niedobry szalony fizyk cierpiący na ukąszenie Comtowskie napisał:
Nie tak bezpośrednio, drukuje to się obligacje/bony...

Szczegół..

"Kryzys" na początku lat 20 XX wieku miał związek głównie z zniszczoną Europą i utraconymi rynkami zbytu.

A to miało z kolei wiele wspólnego z wojną, a wojna z bankowością centralną i ekspansją kredytową.. cykl się zamyka. ;)

Poza tym, co było podczas wojny? Gospodarka Stanów Zj. nie przeżywała, aby boomu? Przemysł hutniczy, zbrojeniowy, lotniczy i cholera wie jeszcze jaki miał ogromne wzięcie.

Od stworzenia fedu okres kontrakcji jest krótszy, okres wzrostu dłuższy, a samych cykli jest mniej.

Mniej w porównaniu z? Co nie zmienia faktu, że w ogóle występują, choć nie powinny ze względu na swoją szkodliwość dla gospodarki.

Wniosek - istnienie fedu ma pozytywne skutki dla gospodarki.

To pokraczne wnioskowanie nazywasz indukcją?

Aha, jeszcze jedno ad. deflacji. Takie futures/forwardy. Jak to sobie wyobrażacie z deflacją?...

A cóż to?

Zdajesz sobie sprawę że stopy procentowe są w rzeczywistości zawsze ustalane sztucznie, przez automat albo ręcznie?

Hę?

Wyobraziłeś sobie system który nie może istnieć.
W systemie z dużą ilością konkurujących, w miarę równych walut, rynkowa stopa procentowa będzie wypadkową kursów i stóp. Inaczej się po prostu *nie da*. Nawet w systemie ze złotem...

A jak to ma się do
każde określenie albo zahamuje gospodarkę albo rozpocznie budowę bańki.
? Bo pytałem o to stwierdzenie.

Zakład X przesadził z produkcją i nie jest w stanie sprzedać towaru powyżej kosztów. Zapewne będzie zmuszony zwolnić część pracowników, itd. To jest właśnie pękniecie lokalnej bańki. "Kryzys nadprodukcji" jak kto woli.

Ale wciąż nie wiem, jaki to ma związek z wolnym rynkiem. Omawiasz problemy, które są skutkiem interwencjonizmu państwowego w daną dziedzinę gospodarki.

W szerszej wersji - kilka zakładów, albo nawet cały przemysł.
Im rynek jest bardziej zmonopolizowany tym poważniejsze skutki.

Akurat między jednym i drugim twierdzeniem nie występuje żadne logiczne powiązanie, bo bańki mogą występować także tam, gdzie monopolizacji nie ma. Przecież kwestia jest taka, że bc wspomaga kilka zakładów lub cały przemysł za pośrednictwem banków prywatnych, ale między tymi zakładami może występować zdrowa rynkowa konkurencja.

Nie rozumiesz w ogóle efektu domina. Pożar lasu gasi się w zarodku, tylko głupiec czeka 'aż się samo wypali'.

Rozumiem lepiej niż Ty dlatego uważam, że trzeba ugasić pożar w zarodku, czyli zlikwidować bankowość centralną, poddać wiele spraw rynkowi, by w przyszłości ludziom żyło się lepiej. :>

Nie na hipotekę (hipoteka to zabezpieczenie długu nieruchomością), tylko na majątek ew. masę upadłościową.

Jak zwał, tak zwał.

Za dużo w ten sposób nie odzyskasz, w przypadku likwidacji długi idą dużo poniżej face value.

A kto mówił wyłącznie o licytacji???

Właśnie w systemie bankowości centralnej, dodatkowo z wkładami gwarantowanymi rządowo (w niektórych krajach 100%, w innych do ustalonej sumy 100% później 50% itd...), każdy dostanie wkład gwarantowany - w skrajnych sytuacjach bank cenralny może nawet monetyzować dług.

Ty chyba nie rozumiesz, skąd te pieniądze się biorą. Jakiekolwiek zapożyczanie się u siebie samego (czy to poprzez gwarancje z podatków czy z inflacji) jedynie uszczuplają to, co znajduje się na koncie każdego człowieka.
Nie ma zysków przyszłych, lecz tylko teraźniejsze.

Może szerzej. Wydawanie nowo stworzonych pieniędzy to tak naprawdę wydawanie przyszłych zysków w celu ich osiągniecia!

Majaczenie pijanego wariata :)

Co to znaczy? Bez stworzonych ('z powietrza') pieniędzy te zyski nigdy by nie zaistniały.

A czy o zyskach nie można mówić dopiero po obliczeniu tego, co przypłynęło oraz odpłynęło? :>

Jest to system statyczny. Można go zatrzymać w obecnym stadium rozwoju i generalnie będzie działał.

Twoja choroba jest już chyba na tak zaawansowanym etapie, że nawet lektura Hayeka Nadużycie rozumu niewiele zdziała. Trza będzie uśpić albo co... :p
 
OP
N

niedobry

New Member
39
0
SzabloZębny napisał:
Mniej w porównaniu z? Co nie zmienia faktu, że w ogóle występują, choć nie powinny ze względu na swoją szkodliwość dla gospodarki.
Umiesz czytać? Co może oznaczać 'od stworzenia fedu' w połączeniu z danymi statystycznymi? :|

Aha, jeszcze jedno ad. deflacji. Takie futures/forwardy. Jak to sobie wyobrażacie z deflacją?...
A cóż to?
Twoja stara.

Zakład X przesadził z produkcją i nie jest w stanie sprzedać towaru powyżej kosztów. Zapewne będzie zmuszony zwolnić część pracowników, itd. To jest właśnie pękniecie lokalnej bańki. "Kryzys nadprodukcji" jak kto woli.

Ale wciąż nie wiem, jaki to ma związek z wolnym rynkiem. Omawiasz problemy, które są skutkiem interwencjonizmu państwowego w daną dziedzinę gospodarki.
W szerszej wersji - kilka zakładów, albo nawet cały przemysł.
Im rynek jest bardziej zmonopolizowany tym poważniejsze skutki.

Akurat między jednym i drugim twierdzeniem nie występuje żadne logiczne powiązanie, bo bańki mogą występować także tam, gdzie monopolizacji nie ma. Przecież kwestia jest taka, że bc wspomaga kilka zakładów lub cały przemysł za pośrednictwem banków prywatnych, ale między tymi zakładami może występować zdrowa rynkowa konkurencja.
-
Nie na hipotekę (hipoteka to zabezpieczenie długu nieruchomością), tylko na majątek ew. masę upadłościową.

Jak zwał, tak zwał.

Za dużo w ten sposób nie odzyskasz, w przypadku likwidacji długi idą dużo poniżej face value.

A kto mówił wyłącznie o licytacji???

Właśnie w systemie bankowości centralnej, dodatkowo z wkładami gwarantowanymi rządowo (w niektórych krajach 100%, w innych do ustalonej sumy 100% później 50% itd...), każdy dostanie wkład gwarantowany - w skrajnych sytuacjach bank cenralny może nawet monetyzować dług.

Ty chyba nie rozumiesz, skąd te pieniądze się biorą. Jakiekolwiek zapożyczanie się u siebie samego (czy to poprzez gwarancje z podatków czy z inflacji) jedynie uszczuplają to, co znajduje się na koncie każdego człowieka.
Nie ma zysków przyszłych, lecz tylko teraźniejsze.

Może szerzej. Wydawanie nowo stworzonych pieniędzy to tak naprawdę wydawanie przyszłych zysków w celu ich osiągniecia!

Majaczenie pijanego wariata :)

Co to znaczy? Bez stworzonych ('z powietrza') pieniędzy te zyski nigdy by nie zaistniały.

A czy o zyskach nie można mówić dopiero po obliczeniu tego, co przypłynęło oraz odpłynęło? :>

Jest to system statyczny. Można go zatrzymać w obecnym stadium rozwoju i generalnie będzie działał.

Twoja choroba jest już chyba na tak zaawansowanym etapie, że nawet lektura Hayeka Nadużycie rozumu niewiele zdziała. Trza będzie uśpić albo co... :p
Co inteligentniejszy pies jest w stanie zrozumieć wyższy poziom abstrakcji niż ty. O ekonomii wiesz tyle ile usłyszałeś przypadkiem w wiadomościach (chyba stąd to słowo 'hipoteka'?), obejrzałeś jeszcze bzdurny 'money as debt', przeczytałeś ze dwa artykuły i już jesteś świetny ekonomista i możesz wyrywać laski na takie trudne słowa jak inflacja. Jak nie wyjdzie, masz jeszcze w Arsenale Mądrych i Trudnych Słów dwa pozostałe - hipoteka i deflacja, przy drugim to już nawet begerowa ma kisiel w majtkach. Nieważne, że nie rozumiesz znaczenia żadnego. One też nie.

Szukaj dalej spisków syjonistów z fedu, najlepiej w lodówce, może to ci jakoś wyjdzie.
 

SzabloZębny

New Member
329
4
O, nareszcie wyszło prawdziwe szydło z wora!

System pada pod racjonalną krytyką i nerwy puszczają, bo teorie były podparte na wątłych fundamentach. Bywa, nie przejmuj się. ;)

Co inteligentniejszy pies jest w stanie zrozumieć wyższy poziom abstrakcji niż ty.

Dokładnie, Ty żyjesz w świecie abstrakcji, idei i systemów maksymalistycznych, zaś ja przechadzam się twardo po ziemi.
 
OP
N

niedobry

New Member
39
0
Kierunek -> wikipedia, potem zacznij czytać coś większego (książka nie gryzie, naprawdę!), potem zacznij myśleć (to jest ta trudniejsza część) i potem możesz ewentualnie wrócić do dyskusji.
Żeby coś skrytykować warto by też nauczyć się czytania ze zrozumieniem. Wymagane jest także chociaż *minimalne* obycie w temacie, ty nie posiadasz *żadnego*. To nie jest opinia, to jest fakt, do którego zresztą zdążyłeś się przyznać.

Za takie pytania i stwierdzenia wyleciałbyś z *każdej* uczelni ekonomicznej, może oprócz 'wyższej szkoły integracji europejskiej i pierdolenia w bambus', gdzie magistrem zostaje każdy.
 

SzabloZębny

New Member
329
4
niedobry napisał:
Kierunek -> wikipedia, potem zacznij czytać coś większego (książka nie gryzie, naprawdę!), potem zacznij myśleć (to jest ta trudniejsza część) i potem możesz ewentualnie wrócić do dyskusji.

Tylko wiesz, że to twoje pitolenie nie jest warte nawet złamanego grosza, gdy spojrzeć na twoją niekompetencje i możliwość odpowiedzi na moje zarzuty powyżej, to udowadniasz co najwyżej swój brak obycia z innymi ludźmi?

Żeby coś skrytykować warto by też nauczyć się czytania ze zrozumieniem.

Czego nie zrozumiałem skarbnico erudycji?

Wymagane jest także chociaż *minimalne* obycie w temacie, ty nie posiadasz *żadnego*.

Posiadam większe niż Ty, szalony fizyku, który nie potrafi uprawiać ekonomii.

To nie jest opinia, to jest fakt, do którego zresztą zdążyłeś się przyznać.[/quote]

Do czego? O czym Ty bredzisz?

Za takie pytania i stwierdzenia wyleciałbyś z *każdej* uczelni ekonomicznej, może oprócz 'wyższej szkoły integracji europejskiej i pierdolenia w bambus', gdzie magistrem zostaje każdy.

Wiesz to z doświadczenia własnego?
 

qatryk

Member
179
2
sie przemogę i kilka moich uwag:
niedobry napisał:
deflacja(t+1) = ilośćdóbr(0)/ilośćdóbr(t) + o(deflacja(t)) + c(deflacja(t));
(deflacja od stanu początkowego)

Czym są dokładnie te funkcje, nie powie nikt; nie da się tego określić. Możliwe jest tylko przybliżenie, jak ktoś chce niech sobie poszuka opracowań ekonomistów...
Trzeba by tu jeszcze uwzględnić deficyt handlu zagranicznego, obrót, itd.
Problemem z ekonomią austriacką jest wmawianie że te funkcje (zalezności w gospodarce) nie istnieją. Istnieć miałaby tylko część pierwsza, czyli neutralny 'sam w sobie' spadek cen.
nie wiem jak jest to z ASE ale na mój rozumek wcale nikt tak nie twierdzi. Jestem jednak gotów stwierdzić że błędne jest twierdzenie że te "dodatkowe" funkcje to funkcjie niemalejące. W skrócie - gdyby to była prawda w obecnej sytuacji nie pojawiałyby się ekefty deflacyjne, bo system nastawiony na ciągły wzorst cen jest nijako lustrzanym odbicie systemu ciągłego spadku cen. Rzecz rozchodzi sie tu raczej nie o matematykę a kwestie ideologiczne, sposób redystrybucji i podziału dóbr. Rozumiem jednak że nie na ten temat chcesz dyskutować, więc to pozostawmy obok.

niedobry napisał:
Kontrakcja kredytu to jedna z przyczyn deflacji, czyli spadku cen.
Nie ma się jednak sensu oto kłócić - ekonomia austriacka, w opozycji do reszty świata, definiuje ją sobie tak, jak napisałeś. Co dużego sensu nie ma, konsekwencje ogólnego spadku cen będą generalnie takie same, niezależnie od przyczyny. Bytów nie mnoży się ponad miarę.
No własnie widzisz ja patrzę na to odwrotnie deflacja to jedna z przyczyn spadku cen.
Sam spadek cen może miec rózne pochodzenie pozytywne - pochodzace z rynku i negatywne pochodzące z sztucznego sterowania pieniądzem - deflacji.
Inne pytanie - w dzisiejszych czasach mamy inflacje czy deflacje? Czy to że spadają ceny a banki centralne monetaryzują dług jak to ładnie nazywa sie drukowanie świadczy o deflacji czy inflacji? Po mojemu to raczej system mocno inflacyjny, choc ceny póki co spadają.
Co do tych bytów - racja jak cżłowiek idzie do sklepu i wydaje wiecej albo mniej na te same zakupy co robił tydzień temu to nie mówi że jest deflacja czy inflacja tylko że ceny spadły/wzrosły :D

niedobry napisał:
Żeby deflacja była neutralna, praktycznie wszyscy musieliby świadomie współpracować rozumiejąc skutki. Z punktu widzenia jednostki chomikowanie pieniędzy byłoby opłacalne, ale z punktu widzenia zbiorowości (a więc i jednostki potem) nie.
Deflacja byłaby neutralna tylko gdyby każdy był w stanie rozumować w ten sposób. Jest to niemożliwe.
Ale własnie w tym jest siła wolnego rynku że całka po czasie takich decyzji jednostkowych daje najbardziej efektywny stan. To nie jest tak że nagle wszyscy zaczną chomikować - zgoda, oszczędzanie w takim systemie jest większe niz obecnie ale nie oznacza ono zbiorowego szału chomikowania. Człowiek odbiera pewne bodźce i jedni ryzykują aby miec więcej inni ograniczaja ryzyko żeby... tez miec wiecej. Nie da rady aby wszyscy postepowali jednakowo. Własnie to jest błąd obecnego systemu - takie centralne planowanie - chce sie wymusić na wszystkich wzmozona konsumpcje, a to nie działa własnie z tych powodów z jakich czynisz zarzut "systemowi deflacyjnemu".


niedobry napisał:
Systemowo patrząc, z innych kredytów.

no właśnie. Pieniądz to dług w dzisiejszych czasach. I uważasz że jest to oki? Że pieniądz nie ma odzwierciedlac realnych wartosci a jedynie zobowiązania do pokrycia długu z wytworzonej w przyszłości wartości? I co najwazniejsze nawet jeżeli tak to ma sie to opierać na zaufaniu do państwa a nie do ludzi? Bo ten system opiera sie na zaufaniu do tego że państwo zagwarantuje ten dług. Tylko to jest niczym innym jak zobowiazaniem tego że aparat państowowy w ten czy inny sposób w sytuacji która samo wywoła zwyczajnie za pomoca siły którą dysponuje okradnie swoich obywateli. I tu znów dochodzimy do punktu pt. ideologia, moralność. itd.

niedobry napisał:
Określenie rynkowej stopy procentowej jest właściwie niemożliwe, każde określenie albo zahamuje gospodarkę albo rozpocznie budowę bańki. Nie da się tego uniknąć.

W idealnym systemie jednocześnie współistniałyby setki baniek, w róznych stadiach rozwoju. Same 'bańki' to integralna część wolnego rynku. Nie da się im zapobiec.
Porównanie do baniek jest fantastyczne - zobacz co jest bardziej efektywne i stabilne: piana składając z milionów małych banieczek które sobie pekają i jednocześnie w tym samym momencie wyzwalają energie która tworzy kolejne banieczki czy jedna wielka państwowa bania?

Rynkowa stopa procentowa to średnia stóp procentowych obecnych na rynku wszystkich podmiotów gospodarczych - banków, przedsiebiorców, sklepikarzy dających na krechę etc. ona istnieje, choć określic sie jej nie da. I własnie dzieki temu że zmienia sie bardzo dynamicznie jest znacznie lepsza od zadekretowanej przez bank centralny. Bo to własnie okreslanie jej przez BC powoduje zahomowanie gospodarki bądź budowe bani.

niedobry napisał:
Może szerzej. Wydawanie nowo stworzonych pieniędzy to tak naprawdę wydawanie przyszłych zysków w celu ich osiągniecia!
Co to znaczy? Bez stworzonych ('z powietrza') pieniędzy te zyski nigdy by nie zaistniały.
oki. tylko nie widzę jak jedno ma się do drugiego. Jasne że wydawanie przyszłych zysków, ale dlaczego niby bez stworzenia z powietrza pieniedzy te zyski by nie zaistniały. Łączysz dwa zupełnie niezalezne elementy. Przecież wartość można pożyczyć a nie kreować. I to chyba jest bardziej rozsądne. Nie naraża to napewno osób trecich na straty tak jak w systemie w którym pieniądz tworzy się z powietrza.

niedobry napisał:
Ten system do przetrwania wymaga stałego wzrostu; jest zbyt zapętlony we wzajemnych zależnościach aby zatrzymanie było możliwe.
Właśnie to wydawanie zysków z przyszłości jest w obecnym systemie wspaniałe.
Ten system wymaga spirali długu. Jeszcze wszystko by było może i oki gdyby ten dług był nieoprocetowany, ale jest inaczej (i trudno mi sobie wyobrazic aby inaczej nie było w takim systemie). W ten sposób baza monetarna musi sie powiększac w sposób ekspotencjalny, a to prowadzi do tego że skoro mamy wzorst powiedzmy zblizony do liniowego to predzej czy póxniej przychodzi moment gdy ktos mówi sprawdzam i okazuje sie że jedno i drugie diamteralnie sie rozjechało. I te róznice kto pokrywa? Czyżby całe społeczeństwo?

niedobry napisał:
Kryzys po I WŚ był głównie spowodowany samą wojną, nie był koniunkturalny.

ale że co ludzie byli w depresji psychicznej powojennej czy że jak? Właśnie o to chodzi że ten kryzys był tak samo koniunkturalny - pańśtwo nadrukowało kasy i zbudowało bańke zbrojeniową i okołozbrojeniową.

niedobry napisał:
Nie ma innego wyjścia. Efekt domina. Obecny system jest praktycznym monopolem dolara i systemu finansowego USA.
A USA upaść obecnie nie może, to będzie katastrofa przede wszystkim polityczna i militarna.
Acha czyli lepiej żeby klasa średnia zbiedniała, tysiace ludzi poszło na bruk bo lepiej wziąc od kazdego po troszeczku niz pozwolić upaśc komus kto upaść nie może.
To jest własnie chorę po zamiast pozamiatac po trupach i ich pochować to próbuje się je reanimować wysysając z zdrowych podmiotów wiekszośc witalności. To jest tak jakbys miał szklarnie która czerpie wodę tylko z tego co z nieba kapieie i to co z nieba kapie kierował tylko do wybranych roslinek, które umierają twierdząc że reszta sobie nie poradzi bez tych roslinek.
To jest zwykły nieefektywny socjalizm który powoduje to że wszystkich poza wybrańcami którzy przysporzyli kłopotów wdeptujesz w ziemie. No ale to znów ideologia.

niedobry napisał:
Stwierdziłeś po prostu że za pieniądze da się coś kupić.
tak. z tym że to cos kupic nie powinno się opierac na autorytarnym stwierdzeniu co i za ile a na zwykłej zalezności popytowo podazowej. W żadnym wypadku wartosci czegokolwiek nie powinien okreslac nikt przymusowo i autorytarnie bo do czego to prowadzi wiadomo z ogladania obrazków z mięsnych w komunie.

niedobry napisał:
Wg ciebie rząd nie powinien gwarantować np takich wkładów bankowych? Zwykli, uczciwi ludzie ciułali przez całe życie, nagle bank pada i tracą wszystko.
Dotacje dla sektora finansowego mają ten sam cel.
Czyli uważasz że masz prawo mówic komu człowiek ma ufać i co więcej masz prawo do prowadzenia ludzi za rączkę i traktowania ich jak dzieci?
Normalnym jest to że kazdy człowiek powinien samodzielnie decydować o sobie. Jezeli na skutek błędnych decyzji, oszustwa pozostaje na lodzie napewno znajda sie ludzie którzy mu pomoga ale najwiekszym kurestwem moim zdnaiem jest zmuszanie ludzi do pomagania sobie nawzajem. To zawsze stwarza sytuacje w której stracą zarówno jedni i drudzy a zyska ktoś kto ten system kontroluje.

niedobry napisał:
Jest coś takiego jak mniejsze zło i większe zło. Jasne, że w 'idealnym wolnym rynku' trzebaby pozwolić upaść takiemu Citi, Bearstearns i setkom innych banków. Tylko że w obecnej sytuacji oznaczałoby to rozwalenie całą gospodarki, zniszczenie życia tysiącom niewinnych ludzi i przede wszystkim bardzo poważnym osłabieniu pozycji USA na świecie.
Upadek takiego światowego hegemona oznacza w praktyce 3 WŚ.
Inflacja jest naprawdę o wiele lepszym wyjściem.
powiem tak, idąc za trystero - to jest zwykły teroryzm w białych rekawiczkach. Terroryzm dlatego że nie podbudowany żadnymi argumentami a jedynie strachem i ludzkimi obawami.
Jeżeli nie istnieje realna wartość to nie ma co czarować i odprawiac chocholich tańców. Znacznie szybciej sytuacja wróci do normy gdy rynek sam z siebie, swoimi doskonałymi meotdami odnajdzie ta realna wartość i wypluje z systemu wszystko to co jest zwykłym papierem toaletowym. To własnie starania które maja swoja kulminacje własnie teraz, starania zmierzające do jak najwiekszego zaciemnienia rynkowi gdzie ta realna wartośc sie znajduje prowadzić będą do rozwalenia całej gospodarki i niepokojów społecznych. Raka leczy się dziś HIVem. Trup to trup, trzeba go jak najprędzej zakopac żeby nie gnił i nie roznosił wiecej choróbsk.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 858
22 003

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF) w skali globalnej wsparcie fiskalne w odpowiedzi na kryzys wyniesie ponad 9 bilionów dolarów, czyli około 12% światowego PKB. Te przedwczesne, wyraźnie pośpiesznie opracowane i prawdopodobnie nadmierne serie tak zwanych planów stymulacyjnych pogrążą finanse publiczne w takim stopniu, jakiego nie widzieliśmy od czasów II wojny światowej. Gigantyczny wzrost wydatków publicznych i spadek produkcji doprowadzi do globalnego wzrostu zadłużenia rządów do poziomu 105 procent PKB.
Jeśli dodamy do siebie dług rządowy i prywatny, to wyniesie on już 200 bilionów, wzrost w skali globalnej o 35 procent PKB, czyli znacznie więcej od wzrostu o 20 procent po kryzysie z 2008 roku — i to tylko w ciągu jednego roku.
Ten drastyczny wzrost zadłużenia nie zapobiegnie zapaści gospodarczej. Główny problem z tymi programami jest taki, że są one całkowicie zorientowane na wsparcie rozdętych wydatków rządowych i utrzymanie niskiego oprocentowania obligacji. Dlatego też gigantyczny globalny impuls monetarny i fiskalny nie pomagają w walce z zapaścią rynku pracy, inwestycji oraz wzrostu gospodarczego. Większość firm – małych, które nie mają długu czy aktywów, zostaje zmiecionych.
Większość tego nowego długu utworzono w celu podtrzymania na niezmienionym poziomie wydatków publicznych, które z kolei zostały wprowadzone jako metodę podtrzymania boomu, a nie walki z kryzysem, oraz by pomóc wielkim firmom, które już w 2018 i 2019 roku miały kłopoty — tak zwanym firmom zombie.
Według Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) odsetek firm zombie — czyli tych, które nie są w stanie pokryć swoich zobowiązań odsetkowych ze swoich zysków operacyjnych — wzrósł gwałtownie w okresie ogromnych pakietów stymulacyjnych oraz negatywnych stóp procentowych i odsetek ten wzrośnie ponownie.
Dług nigdy nie jest darmowy, ani nieistotny, jak przekonują nas interwencjoniści, nawet jeśli stopy procentowe są niskie. Większe zadłużenie oznacza niższy wzrost gospodarczy i wolniejsze ożywienie po kryzysie, słabszy wzrost produktywności i marną poprawę sytuacji na rynku pracy. Często powtarzany argument, że „byłoby gorzej” bez tych programów ratunkowych i fiskalnych oraz, że „nic innego nie dało się zrobić” można łatwo obalić: kraje, których gospodarki najmniej ucierpią w 2020 roku, jako pierwsze odbudują się i odnotują najniższe bezrobocie, to te, które rozważnie wydawały pieniądze, zadbały o strukturę gospodarczą i sporządziły solidne plany w celu zadbania o zdrowie publiczne. Korea Południowa, Taiwan, Singapur, Austria, Szwajcaria, Szwecja, Irlandia, Luksemburg, Holandia… Wiele krajów nie wpadło w pułapkę ogromnych wydatków rządowych, cieszy się lepszą kondycją gospodarczą niż większość nacji, a jednocześnie osiągnęły to, prowadząc znacznie mniej interwencyjną politykę.
Wiele krajów pokazało, że nie jest konieczne ratowanie całej gospodarki za pomocą ogromnych niezrównoważonych budżetów.
Ważne jest, by pamiętać, że to gigantyczne zadłużenie spowodowane oderwaniem od siebie rynków finansowych i realnej gospodarki osiągnęło niemal rekordowy poziom i wykazuje cechy bańki finansowej. Po pierwsze, te programy stymulacyjne są zbyt duże, zbyt szybko wprowadzone i mają na celu podtrzymanie przy życiu mało produktywny sektorów gospodarki. Wszystko to jest wspierane polityką monetarną, która przestała dbać o zapewnianie płynności, a zaczęła być działaniem wspomagającym tworzenie baniek finansowych.
Bilans Europejskiego Banku Centralnego wzrósł o niemal dwa biliony euro w tym roku i wynosi już ponad 52 procent PKB strefy euro. Jest znacznie większy od bilansu Rezerwy Federalnej, którego wartość wynosi 32,6 procent PKB Stanów Zjednoczonych, czy Banku Anglii, którego wartość bilansu wynosi 31,1 procent (PKB Wielkiej Brytanii). Bilans Banku Japonii osiągnął wartość 117 procent PKB (Japonii), a konsekwencje tego powinny być ostrzeżeniem dla wszystkich państw. Konsumpcja załamała się w maju, a kraj ten stracił już dwie dekady, jego zadłużenie wynosi ponad 260 procent PKB. Kopiowanie działań Japonii jest receptą na stagnację sekularną.
Według JP Morgan i Bank of America, gigantyczny wzrost bilansów banków centralnych, mający na celu utrzymanie sztucznie niskich rentowności obligacji pchnął rynki finansowe w górę, pomimo obniżenia przez 80 procent firm swoich docelowych zysków.
Te kolosalne działania banków centralnych prowadzi do bezprecedensowego odłączenia się rynków finansowych od realnej gospodarki. Ten wzrost wskaźników finansowych przyspieszył w tym samym momencie, gdy prognozy pokazują zapaść zysków.
Ponieważ doprowadzono do wyjątkowo wysokich cen obligacji, mamy do czynienia z dwoma niebezpiecznymi sytuacjami: rządy wierzą, że niska rentowność obligacji wynika z ich działań, a inwestorzy przyjmują znacznie większe ryzyko, niż zdają sobie sprawę.
Wszystko to wygląda nieszkodliwie, póki bańka rośnie i działa efekt placebo, ale gdy tylko zyski w skali makro oraz dane o bezrobociu okażą się rozczarowujące, wtedy następny kryzys może być poważniejszy od rządowych ograniczeń (lockdown), ponieważ w już osłabioną gospodarkę uderzy kryzys finansowy. Niestety, gdy tylko rozpocznie się następny kryzys, rządy i banki centralne ponownie stwierdzą, że potrzebujemy jeszcze większych wydatków i stymulacji.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 858
22 003
Monika Krześniak-Sajewicz

Jednym z największych zagrożeń dla sektora bankowego są zbyt niskie stopy procentowe, które na razie nie przyniosły spodziewanych korzyści dla gospodarki, ale niosą ze sobą wiele ryzyk. Nie chodzi tylko o rentowność sektora, ale o możliwość wystąpienia baniek rynkowych - ostrzegają eksperci w debacie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
- Mamy jeden z najbardziej nowoczesnych sektorów bankowych w Europie, a może nawet na świecie, czego potwierdzeniem była ogromna rola banków przy dystrybucji pomocy z tarczy finansowej PFR, która trafiła do 345 tys. firm. Chciałbym przy tej okazji bankom podziękować za bardzo dobrą współpracę - mówił Paweł Borys, prezes PFR.
Dodaje, że mamy kryzys i szereg wyzwań stoi również przed bankami. - To między innymi trudniejsza sytuacja firm, niski poziom stóp procentowych, słabszy popyt na kredyt. Natomiast biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach, to można założyć, że najczarniejsze scenariusze się raczej nie zmaterializują, wydaje się, że jakość aktywów powinna być pod kontrolą, sektor jest płynny, a klienci czują się bezpiecznie - dodaje Paweł Borys.
Zwraca jednocześnie uwagę, że mamy jeden z najwyższych w Europie poziomów gotówki w obiegu, blisko 300 mld zł, a w czasie kryzysu wzrósł on o 50 mld zł i powstaje pytanie co zrobić, żeby ta gotówka pracowała w systemie i żeby wszyscy "wyjęli ją spod materaca" i żeby te środki trafiły do obiegu gospodarczego.
Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP uważa, że ta sytuacja, w której jesteśmy nie jest rzeczą nadzwyczajną, bo zmiana koniunktury jest naturalna. - Już w 2019 roku nastąpił spadek tempa wzrostu PKB, więc było wiadomo, że 2020 rok będzie gorszy, ale oczywiście nikt nie przewidywał, że zmiana nastąpi skokowo, w momencie ogłoszenia lockdownu. Skutki są bardzo zróżnicowane w zależności od branż, bo niektóre mają ogromne problemy jak branża turystyczna, a niektóre na tym skorzystały jak branża technologiczna.
- W przypadku banków ten proces liczenia zysków i strat jest odłożony w czasie. Te, które miały lepszą kondycję przed kryzysem, wylądują lepiej niż ci, którzy mieli się gorzej i nie umieli w czasie prosperity przygotować się na gorsze czasy. Branża bankowa jest liderem zmian technologicznych, w ostatnim czasie wiele dobrego zrobiła dla cyfryzacji i polskiej administracji. Doskonale sobie poradziła z dystrybucją pomocy w ramach tarczy PFR pokazując technologiczną siłę - dodaje.
Emil Ślązak, p.o. prezesa BOŚ zauważa, że COVD jest też katalizatorem pozytywnych zmian, w tym technologicznych, a banki w Polsce super sobie poradziły ze skokiem technologicznym w obsłudze klienta, to teraz był dodatkowy impuls do zmian w back office, co zadziała na obniżenie kosztów działalności operacyjnej.
Adam Pers, wiceprezes mBank zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt, bo w pandemii okazało się, że projekty, który normalnie wdraża się w ciągu kilku miesięcy czy kwartałów, udało się wprowadzić w czasie nieprzekraczającym miesiąca, przykładem jest system do obsługi tarczy finansowej.
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego uważa, że tym z czym w pandemii przyjdzie się uporać, to normalny element recesyjny, ale w powiązaniu z zupełnie inną strukturą przepływów w gospodarce m.in. dlatego, że środki płyną do przedsiębiorstw od państwa.
- Na to nakłada się środowisko niskich stóp procentowych, a zgadzam się z opiniami, że są one zbyt niskie, a nie dały spodziewanych pozytywnych reakcji w gospodarce. W ciągu 6-9 miesięcy będzie widać, na które części gospodarki się to przełoży i czy nie wywoła to jakiegoś bąbla giełdowego. Będą też wyzwania związane ze zwiększeniem zadłużenia budżetu państwa i musimy to uwzględniać w naszych strategiach - mówi Bartkiewicz.
- Biorąc pod uwagę duże obciążenia sektora bankowego będziemy mieć sytuację, w której silni, sprawni i przygotowani sobie poradzą, ale inni sobie nie poradzą. Reasumując, Polska nie jest krajem dla wszystkich instytucji bankowych, które funkcjonują na tym rynku i tu będzie korekta - podsumowuje prezes ING banku Śląskiego.
Jerzy Śledziewski, wiceprezes BNP Paribas potwierdza, że polskie banki od strony technologicznej są doskonale przygotowane, ale również zwraca uwagę na kilka zagrożeń.
- Kluczowe pytanie dotyczy tego, na ile gospodarka jest w stanie się odbudować w średnim terminie, czy będzie impuls inwestycyjny, na ile gotówka, którą mają przedsiębiorstwa zostanie wykorzystana do rozwoju gospodarki i utrzymania miejsc pracy. Drugi element to wysokie obciążenia sektora, bo nakładają się dotychczasowe - jak podatek bankowy, konsekwencje udzielanych wcześniej kredytów hipotecznych i niskie stopy plus obniżenie aktywności klientów i wyższe rezerwy- wylicza.
Radosław Kwiecień, członek zarządu BGK podkreśla, że na razie portfele kredytowe nie wykazują znacznego pogorszenia, ale przyznaje, że zagrożenia są w mechaniźmie monetarnym, a dotyczy to zarówno polskiego rynku jak i globalnego.
Kluczem jest szybkie wyjście z kryzysu, bo skala luzowania fiskalnego jest na niespotykaną skalę. Spadek będzie w 2020, ale liczę, że odbicie przyjmie kształt litery V - mówi.
- Zagrożenia, to sytuacja ze stopami procentowymi i w efekcie naturalne pogorszenie rentowności banków, bo zanika chęć do zwiększenia akcji kredytowej. Luzowanie musi mieć swój koniec, niewycofanie się z tych mechanizmów będzie tworzyło coraz więcej negatywnych efektów dla sektora- dodaje. Banki w dobie kryzysu są nie tylko potrzebne, ale konieczne- podkreśla.
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich największych zagrożeń upatruje w nieskoordynowanej polityce regulacyjnej wobec sektora i obciążeniach, które są dużo wyższe niż w przypadku banków w Europie Zachodniej.
- Trzeba zawrzeć porozumienie z regulatorami i politykami odnośnie zmiany polityki fiskalnej i monetarnej, tak, by zmniejszyć te obciążenia. Jest to konieczne, jeżeli chcemy, by banki brały aktywny udział w realizacji programów antykryzysowych, ale również związane z Zielonym Ładem i czystym powietrzem - dodał Krzysztof Pietraszkiewicz.
Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło zwraca uwagę jeszcze na inny ważny element regulacji.
- To co ja podnoszę od wielu lat dotyczy obecnego systemu nadzorowania banków i pobierania różnych opłat, które niesie ze sobą "moral hazard". Banki, które są agresywniejsze, przekraczają ramy dobrego funkcjonowania płacą taką samą składkę na Bankowy Fundusz Gwarancyjny jak te banki, które zachowują się prawidłowo. Czyli to bankowe "OC", które każdy płaci ma taką samą cenę. Uważam, że jest to niesprawiedliwe, a w ciągu ostatnich 10 lat niewiele w tej materii się zmieniło. Pewnie będzie podobnie w tym i w przyszłym roku i jeśli będą perturbacje na rynku bankowym, to ci, którzy nabroją zapłacą taką cenę, że nie będą już istnieli na rynku, a ci którzy zachowują się poprawnie będą płacić za ich błędy - mówi prezes PKO BP.
Monika Krześniak-Sajewicz
 
Do góry Bottom