Socjalizm - dziedzictwo zbrodni

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 912
7 920
Tu jest sporo szokujących liczb.
http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_wars_and_anthropogenic_disasters_by_death_toll

A tu taki drobny przykład z czasów kolonializmu

Jak Brytyjczycy Kikujów cywilizowali
Były bydlęce wagony i numery. Tortury, przymusowa praca, epidemie – i być może nawet 300 tys. zabitych i zmarłych z wycieńczenia. Siedem lat po drugiej wojnie światowej Brytyjczycy urządzili na terenie dzisiejszej Kenii obozy koncentracyjne.
Ponad 70-letnia Jane Muthoni Mara zeznała przed brytyjskim sądem, że tłuczono ją pałkami i gwałcono za pomocą butelki z gorącą wodą. Innym kobietom miażdżono szczypcami piersi, wpychano do waginy lufy karabinów i kazano biegać nago z wiadrami odchodów na głowie. Ciała więźniów okładano boleśnie gryzącymi insektami, a człowiek, którego nazwano kenijskim Josephem Mengele, zasłynął z eksperymentów opalania więźniom skóry i kastracji.
W jednym z brytyjskich obozów przebywał przez pół roku dziadek Baracka Obamy, Onyango. Gdy wrócił do wioski, ledwo trzymał się na nogach.
Kilka miesięcy przed 50 rocznicą powstania Kenii – która przypada 12 grudnia – rząd Wielkiej Brytanii po raz pierwszy przyznał, że władze kolonialne poddawały mieszkańców tego kraju, członków ludu Kikuju, systematycznym torturom. Wyznaniu winy towarzyszyły wyrazy ubolewania i coś jeszcze. Brytyjczycy zapłacą odszkodowanie ok. 30 mln dol. 5228 żyjącym jeszcze ofiarom tortur i obozów koncentracyjnych. Pieniądze mają trafić bezpośrednio do poszkodowanych – po ok. 6 tys. dol. na głowę.
Podniosły się głosy, że to niebezpieczny precedens i co będzie, jeśli inne ofiary kolonializmu, a może i współczesnych wojen imperialnych, zaczną domagać się odszkodowań? Ileż ofiar zostawiło za sobą Imperium Brytyjskie, choćby w Indiach? Wieści o zbrodniach w krajach Południa wciąż wychodzą na jaw, lecz z trudem przebijają się do świadomości. Niezmiennie szokują…
http://www.polityka.pl/swiat/1564811,1,brytyjskie-obozy-koncentracyjne-w-kenii.read
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 912
7 920
Andrzej Fedorowicz - Przymusowy obóz pracy w Jaworznie. - polityka.pl
Dawna filia KL Auschwitz w Jaworznie służyła przez 10 lat po wojnie jako największy w Polsce obóz pracy przymusowej dla Niemców, Ślązaków, Łemków, Ukraińców i młodocianych więźniów politycznych. Zamknięto go dopiero po wielkim buncie w 1955 r.

W wydawanym przez Polską Partię Socjalistyczną łódzkim „Kurierze Popularnym” 2 sierpnia 1946 r. ukazał się reportaż pod tytułem „Odmieniły się role, ale tylko częściowo. Odwiedzamy obóz pracy dla »foksów« w Jaworznie” (foksami nazywano volksdeutschów). Chociaż tekst opisywał życie w obozie jako sielankę, jego ukazanie się było dużą sensacją: tworzenie w Polsce sieci łagrów podlegających Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego należało do tematów tabu. Dlaczego więc cenzura puściła reportaż w „Kurierze”?

Jedną z przyczyn była zapowiedziana na jesień wizyta szwajcarskiej delegacji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, która miała sprawdzić warunki życia w obozie. A były one tragiczne. Codziennie rano wywożono stamtąd kilkadziesiąt trupów ludzi zmarłych w powodu chorób, głodu, wypadków przy pracy i prześladowań. Grzebano je potajemnie w pobliskim lesie. Informacje o obozie śmierci szybko rozniosły się po okolicy, trafiając też do zagranicznej prasy i stacji radiowych. Komunistyczne władze w Warszawie musiały więc szybko zareagować i zrobiły to w typowy wówczas sposób.

„Z baraków wypędzono brud, ciasnotę i chorobę. Strażnik nie trzyma w ręku pałki czy rewolweru. Z pracy zaś uczyniono zamiast trudu krwawego ponad siły, jarzma łamiącego najsilniejszych, zajęcie starannie dobrane dla każdego według jego sił i umiejętności. Naczelnik obozu pokazuje z dumą dużą i pustą zupełnie salę szpitalną. Sala czeka na chorych zakaźnie, jak dotychczas – dzięki Bogu – bezskutecznie. Dalej mijamy wielkie obozowe kuchnie oraz pełne żywności magazyny” – donosił niepodpisany pod tekstem dziennikarz „Kuriera”.

Nocny rytuał mordowania

W Jaworznie już w kwietniu 1945 r. zaczęto zamykać śląskie rodziny, które w czasie okupacji podpisały volkslistę, podejrzanych politycznie Polaków, a także Cyganów, Łemków i Ukraińców. Komendantem obozu był kapitan NKWD Mordasow. „Kiedy się upił, lubił sobie postrzelać do ruchomych obiektów. Kazał biegać ludziom i celował w nich. Lubił też gwałcić” – wspominał jeden w więźniów obozu. W listopadzie 1945 r. Mordasow został zwolniony za próbę gwałtu na polskiej strażniczce. W 1949 r. komendantem w Jaworznie został 26-letni Salomon Morel, wcześniej zarządzający obozem Zgoda w Świętochłowicach. Towarzyszyła mu opinia wyjątkowego sadysty. Skazany za przynależność do Hitlerjugend Gerhard Gruschka miał 14 lat, kiedy pierwszy raz zobaczył Morela: „Był średniego wzrostu, o szerokich ramionach, wyglądał na bardzo silnego. Jego ulubionym zajęciem była tzw. obróbka. W nocy gromkie »baczność« wyrywało nas ze snu. Wszyscy przepychaliśmy się do wolnej przestrzeni między łóżkami. Przepychanka musiała trwać krótko, gdyż »podpadnięcie« mogło być śmiertelne. Pękały łamane od zeskakiwania deski prycz i zanim załomotały gumowe i drewniane pałki milicjantów i blokowych, byli już pierwsi ranni”.

Odbywającej się dwa razy w tygodniu nocnej obróbce za każdym razem podlegała inna grupa. Raz byli to członkowie NSDAP, innym razem SA lub Hitlerjugend, także jeńcy wojenni. „Morel bił pięściami i pałką, jednak najczęściej posługiwał się dwiema innymi metodami – wspomina Gruschka. – Jedną z nich była tzw. piramida. Wyciągał jednego więźnia z szeregu i rzucał go z impetem na środek izby, potem następnych. Na nich rzucano dalszych czterech więźniów, aż do momentu, gdy przy pomocy przybocznych Morela powstało pięć do sześciu warstw ludzi. Więźniowie pod spodem z ciężkimi obrażeniami byli transportowani do ambulatorium. Jeszcze straszliwsza okazywała się druga metoda. Gdy Morel wpadał w szał w czasie eskalacji tortur, wybierał sobie dowolnego więźnia, rzucał nim o podłogę, chwytał jeden z taboretów i bił leżącego ciężkim siedziskiem. Nie przypominam sobie, by którykolwiek z więźniów przeżył to bez ciężkich obrażeń. Wielu umierało”.

Inni więźniowie Jaworzna nie podlegali tak sadystycznej obróbce, jak Niemcy, Ślązacy czy później Ukraińcy, jednak również oni cierpieli z powodu wyniszczającej pracy, głodu i chorób. Włodzimierz Sak, skazany za „chwalenie sanacji”, tak wspominał obóz: „Na obiad była brukwiowa zupa, kromka czarnego chleba i gorzka kawa. Wieczorem czekał nas apel trwający do trzech godzin, niezależnie od tego, czy padał deszcz czy był mróz. Codziennie mieliśmy morderczą gimnastykę: pompki, padnij-powstań, przysiady, skakanie żabką. Wypadków śmiertelnych każdego dnia było kilkanaście. Dużo ludzi w starszym wieku nie wytrzymywało ciężkiej pracy, padali z wycieńczenia. Ginęli również ci, którzy pracowali przy wyładunku żywności. Kiedy przywożono surową brukiew, buraki, ziemniaki czy kapustę, ludzie rzucali się na nie bez opamiętania. Jedli je surowe i niebawem umierali”.

Targ niewolników

Co najmniej połowa więźniów Jaworzna znalazła się tam w jednym celu – przymusowej pracy w kopalniach. System terroru ściśle podporządkowano potrzebom produkcyjnym. Kopalnie były najmniej zniszczonymi zakładami przemysłowymi w powojennej Polsce, a węgiel – jedynym dostępnym źródłem dewiz. Produkcja była jednak o połowę niższa niż przed wojną – brakowało górników. Pracujący w kopalniach Niemcy zostali zmobilizowani do Wehrmachtu albo potem uciekli w głąb Rzeszy. Polscy robotnicy przymusowi wyjechali. Armia Czerwona zabrała do ZSRR 20 tys. pracujących pod ziemią radzieckich jeńców wojennych i Ślązaków. Brakowało 30–40 tys. górników. Próby dobrowolnego werbunku nie powiodły się. W rezultacie zaczęto zatrudniać nawet kobiety: w kopalniach Bytom, Centrum i Rozbark stanowiły aż jedną trzecią załogi.

W tej sytuacji postanowiono sięgnąć po sprawdzone w ZSRR metody pracy przymusowej. W lakonicznej, ośmiopunktowej umowie, zawartej w maju 1945 r. pomiędzy Centralnym Zarządem Przemysłu Węglowego a Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, MBP zobowiązało się do dostarczenia 5 tys. robotników przymusowych, a CZPW do przekazania określonej kwoty za każdy przepracowany przez nich dzień. Z kolei dwie umowy zawarte z Departamentem Więziennictwa i Obozów MBP przewidywały skierowanie do kopalń 20 tys. więźniów z Jaworzna.

Jednak mimo zwiększenia liczby aresztowań za działalność antypaństwową, a także łapanek urządzanych na foksów, więźniowie napływali do kopalń o wiele wolniej, niż planowano. Obóz w Jaworznie miał ich dostarczyć w maju 1945 r. 10 tys., dostarczył tylko 3,5 tys. Komendant tłumaczył to epidemią tyfusu, skarżąc się jednak do MBP, że „władze bezpieczeństwa kierują do niego głównie chorych i starców, a zdrowych zatrzymują dla swoich potrzeb” – najwyraźniej różne departamenty ministerstwa konkurowały między sobą w handlu żywym towarem. W tej sytuacji latem 1945 r. urzędnicy Centralnego Zarządu Przemysłu Węglowego zwrócili się do władz z wnioskiem o przydział 20–30 tys. niemieckich jeńców wojennych.

W obozach Armii Czerwonej na terenie Polski znajdowało się wówczas 158 tys. jeńców, pozyskano jednak tylko 3 tys. Jak pisał prof. Witold Stankowski, targi o Niemców były elementem nacisku na polski rząd podczas toczonych w Moskwie negocjacji w sprawie tzw. układu węglowego. Związek Radziecki żądał, by Polska sprzedawała mu, począwszy od 1946 r., 13 mln ton węgla rocznie po sztywnej cenie 1 dol. za tonę.
...
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 750
Międzynarodowy, narodowy socjalizm. :)

USA: Byli naziści dostawali świadczenia socjalne. Łącznie ponad 20 mln dolarów zapomogi [RAPORT]
ks, PAP, AP
31.05.2015 , aktualizacja: 31.05.2015 19:26
Około 130 osób podejrzanych o udział w nazistowskich zbrodniach w czasie drugiej wojny światowej otrzymywało świadczenia socjalne z Amerykańskiej Administracji Ubezpieczeń Społecznych (Social Security Administration). SSA wypłaciła im łącznie ponad 20,2 mln dolarów - podaje AP.

Na dniach ma ukazać się raport inspektora generalnego SSA. Nie ma w nim nazwisk podejrzanych, twierdzi agencja Associated Press, która przeprowadziła własne śledztwo w tej sprawie. W zeszłym roku SSA odmówiła AP dostępu do danych na temat wypłacania świadczeń socjalnych podejrzanym o związki z nazizmem.

Z najnowszych ustaleń AP dotyczących raportu wynika, że 38 byłym nazistom wypłacono 5,6 miliona dolarów, zanim zostali deportowani. Dziewięćdziesięciu pięciu podejrzanym o związki z nazizmem, którzy nie zostali deportowani, ale wobec których utrzymały się, bądź potwierdziły podejrzenia, otrzymało świadczenia łącznej wysokości 14,5 mln dol.

Sprawa dotyczy okresu od lutego 1962 do stycznia 2015 roku. Wówczas weszła w życie nowa ustawa: Żadnych świadczeń socjalnych dla nazistów. Na jej podstawie wstrzymano wypłacanie świadczeń czterem osobom.

Zapomogi za deportację?

Agencja twierdzi jednak, że świadczenia wypłacone podejrzanym są znacznie większe niż pierwotnie przypuszczano. Zaraz po wojnie wiele osób zatajało swą nazistowską przeszłość, żeby dostać się do Stanów Zjednoczonych i zdobyć obywatelstwo. Ich liczbę szacuje się nawet na 10 tysięcy. Okres i wielkość świadczeń wypłacanych osobom podejrzanym o udział w zbrodniach nazistowskich pokazuje, że amerykańska opinia publiczna była nieświadoma napływu byłych nazistów do USA.

Władze USA na to zjawisko zareagowały dopiero w 1979 roku. Wówczas w resorcie sprawiedliwości utworzono specjalną komórkę, której zadaniem było wykrywanie byłych nazistów. AP twierdzi, że ministerstwo sprawiedliwości wykorzystywało lukę prawną, by nakłaniać podejrzanych o związki z nazizmem do opuszczenia USA w zamian za dalsze wypłacanie im świadczeń socjalnych. Jeśli zgadzali się wyjechać dobrowolnie lub po prostu uciekli z USA, mogli zatrzymać świadczenia. Resort sprawiedliwości zaprzeczył jednak, jakoby wykorzystywał świadczenia socjalne do pozbywania się byłych nazistów.
Oj tam, oj tam. To przecież normalne, że naziści pomagają nazistom.
 

inho

Well-Known Member
1 635
4 512
130 osób i 20 mln $ wywołało szum? ;D Widocznie hamburgery zapomniały już o operacji 'spinacz'. O naturalizowaniu nazistowskich naukowców, o wybielaniu i pisaniu im nowych życiorysów w celu przejęcia ichniego militarnego i medycznego know-how.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 736
4 704
Trochę prywaty. Odgrzebuje temat, bo chyba odpowiedni. Dostałem info o tej oto książce i że na liście jest mój pradziadek (wiedzialem tylko, że zginął wywieziony przez komuchów na wschód, że był w jakimś obozie gdzie wg pogłosek zmarł na dur brzuszny po wypiciu masy slonej wody). Jak sie okazuje dość dokładne info.
W artykule niżej jest tylko część osób z miasta Orzesza, ale w calej monumentalnej książce jest kilkadziesią tys nazwisk ze Sląska. Może ktoś też szuka i może mu sie to przyda. Jest podane nazwisko, miejsce wywózki, data oraz okolicznosci smierci
Dla mnie szczególnie ważny jest ten łagier 516 w Krasnowodsku czy tam Turkmenbaszy - jak sie okazuje jest o nim troche w necie, albowiem więzili tam akowskie gwiazdy, czyli np Witolda Kieżuna więc to sie liczy, (przy okazji wspomina on że uratował go felczer ze Sląska).
Szerzej
Wzruszyłem sie, serio. A ten gość z IPNu który to ustalił i napisał ma moje szczere i pełne podziwu podziękowania. Choc z drugiej strony uważam, że te i podobne pozycje powinny publicznie wisieć w necie, z powodu wagi jaką mają dla wielu osób i przez to że IPN jest instytucją państwową.
 
Do góry Bottom