Powstanie warszawskie

simek

Well-Known Member
1 372
1 952
spekuluję jak Davies, iż jest prawdopodobne, że Stalin zamierzał zaanektować całkowicie Polskę, że chciał ją zamienić w kolejną republikę ZSRR.
Nawet jeśli byłaby to prawda, że taki był plan Stalina, to dwie rzeczy:
-czy zwykłym ludziom byłoby gorzej, gdyby polskie miasta były częścią ZSRR, zamiast stanowić państwo, które i tak władze ZSRR traktowały jak swoje i robiły tam co chciały?
-domniemywanie, że Stalin zmienił plany na skutek powstania, bo jak rozumiem to chcecie powiedzieć Ty i Davies, jest bardzo naiwne. Usłyszał o powstaniu i pomyślał: "cholera, walczą o swoje ci Polacy, to może lepiej pozwolę im mieć swoją władzę, którą i tak będę sterował"?
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 775
Najprawdopodobniej Polska wraz z innymi państwami bloku wschodniego miała być w dalszej przyszłości włączona do ZSRR - tak samo zresztą jak w odległych planach również Francja czy całe Niemcy.
Stalin nie był idiotą i nie mógł połknąć pokarmu o nazwie Polska czy Węgry przed jego dokładnym przeżuciem. Nie jest ważna ilość elit wybita w czasie powstania. Bo może i elity były w dużej części wybite, ale Stalin i tak miał przeciw sobie większość społeczeństwa polskiego. Budowanie rodzimego komunizmu na iluzji niezależności można kupić, ale bycie częścią sąsiada kojarzonego z czymś złym od lat dziecięcych już nie. A właśnie tak zostały wychowane pokolenia Polaków - kto nie był wychowany na narodowym micie pewnego cudu nad Wisłą i złych Sowietów? Nawet u Gomułki widać było to wychowanie - jak i u wielu innych towarzyszy, bo ich poddaństwo miało swój rodowód ze strachu i głównie ten strach ich trzymał przy Wielkim Braciszku i nie tam żadne wielkie uczucia wobec niego. Wśród Polaków nadal powszechna była wrogość do komuchów i to w szczególności do tych obcych utożsamianych z dawnym zaborcą.
Stalinowi potrzebny był taki Bierut, który niby zachowywał niezależność. Oczywiście pomijając strasznych kretynów to większość znała Bieruta i nie dziwi ilość zamachów na jego życie. Gdyby Stalin oficjalnie i natychmiast włączył Polskę i inne państewka do Związku to efekt sraczki gwarantowany. Dlatego chciał to zrobić powoli i obarczyć winą kogoś innego. Wiecie o co chodzi... Oficjalnie to Bierut ma krew na rękach, a nie Stalin i tak dalej i tak dalej. Stalin nie był zbyt sentymentalny i mógł po kilku latach zrobić myk i jako ten wyzwoliciel wyswobodzić Polaków od tyrana Bieruta i znów udawać przygłupa. Odpowiednia propaganda i ludobójstwo na praktycznie całym narodzie, a więc taki myk jest prawdopodobny i do kupienia przez tych pozostałych na życiu i to nawet ze zwykłego strachu przed konsekwencją pomyślenia czegoś złego o Stalinie.
Przed oficjalną aneksją uchroniła nas śmierć Stalina i po części bomba atomowa oraz w konsekwencji brak trzeciej i decydującej wojny o losy Europy.
Zresztą w planach Stalina dotyczących ewentualnej wojny światowej było zachowanie tych kilku państewek jako tej obronnej tarczy Związku Sowieckiego i wykrwawienie Polaków, Węgrów, Czechów na pierwszej linii.
 
Ostatnia edycja:

Till

Mud and Fire
1 073
2 225
Nawet u Gomułki widać było to wychowanie - jak i u wielu innych towarzyszy, bo ich poddaństwo miało swój rodowód ze strachu i głównie ten strach ich trzymał przy Wielkim Braciszku i nie tam żadne wielkie uczucia wobec niego.
"Towarzysze" kochali ZSRR i podziwiali je. "KPP za nadrzędny cel swojej działalności uważała zawsze wychowanie swoich członków w duchu bezgranicznej wierności i bezwzględnego zaufania do Związku Radzieckiego".
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 775
Oficjalnie to tak...Ale poszukaj informacji o pewnej znamiennej sytuacji z rządów Gomułki. Wkurwiony po jednej z wizyt powiedział kilka ostrych słów. Ktoś go tam stopował i pokazywał na podsłuchy, a Gomułka:
Przecież wiem, że jest podsłuch, ale niech to sowieckie bydło, ci skurwysyni, wiedzą, co o nich myślę! Z nimi tylko tak trzeba rozmawiać.
 
OP
kawador

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 239
19 969
Broń palna = przeżycie i najcenniejsze dobro

Dokument zrealizowany przy współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Tylko 1 na 10 powstańców/cywilów/AK-owców dysponował bronią palną. Reszta biegała po mieście z kilofami, łomami i siekierami jak średniowieczne łepki po polu bitwy w jakimś 886 roku n.e.

To jest obraz nędzy, który trwa to dzisiaj.

 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 748

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 748
http://powstanie.pl/

WEDŁUG NAS DALSZE DYSKUSJE NA TEMAT POWSTANIA SĄ JUŻ BEZCELOWE... i następne aktualizacje i podstrony

Od 70 lat toczyły się dywagacje jakie były motywy działania , nadzieje oraz kwalifikacje sprawców tej katastrofy narodowej, jaką było powstanie. W zamieszczonych poniżej publikacjach znani historycy zgodnie ustalili, że glówni sprawcy, czyli Okulicki, Bor-Komorowski, Pełczynski i Chuściel, byli ludżmi bez wyobrażni politycznej, bez poczucia opowiedzialności i byli też dyletantami w sprawach ówczesnych środków walki. Są też zgodni, że byli oni pod wpływem Okulickigo, który zdobywał sobie popleczników, głosząc hasła o potrzebie „wielkiego zrywu dla ratowania Rzeczpospolitej”. Jest też konsensus, że Okulicki nie mógł być autorem tak szaleńczego pomysłu, ale KTOŚ musiał za nim stać.

Od kilku lat mamy już materiały opublikowane dyskretnie przez nieznane szerzej wydawnictwo MSWiA (okładka obok), z których wyłania się przerażająca prawda:

Gen. Leopold OKULICKI – był prowokatorem, AGENTEM NKWD,
realizującym cele sowieckiej polityki


DOWODY:

We wrześniu 1940 r. gen. Stefan Rowecki, Komendant Główny ZWZ, mianował Okulickiego komendantem okupacji sowieckiej. Okulicki wyruszył z Warszawy 23 października i przybył do Lwowa 2 listopada. Jako przewodnik towarzyszył Okulickiemu ppor. Bolesław Zymon, jak się okazało – sowiecki prowokator. 21 stycznia 1941 r. Okulicki został zatrzymany przez NKWD. Najpierw w śledztwie obszernie poinformował jakie są plany i obsada jego Komendy Głównej ZWZ w Warszawie, łącznie z prawdziwymi nazwiskami i pseudonimami jej czołowych osobistości, wraz z jego opiniami o nich. Podawał też adresy kwater kontaktowych Komendy Głównej ZWZ w Warszawie. Zdradza, że wcześniej, celem organizacji ZWZ we Lwowie został wysłany gen. Tokarzewski, który przechodził granicę jako Fantiej Michajlowicz Mironow i zostal złapany. W ten sposób wydał gen. Tokarzewskiego, który nie rozpoznany, przebywał w gułagu w Kraju Komi. Po tej informacji, generał został sciągnięty na Łubiankę i torturowany, a życie mu uratowało podpisanie umowy Sikorski-Majski.

Składa również deklarację: „W przekonaniu, że zwycięstwo ZSRR da Narodowi polskiemu możność życia i rozwoju narodowego, kulturalnego, gospodarczego i politycznego, zeznanie swoje napisałem i deklaruję chęć dalszej pracy. Będzie Polska czerwona, dobrze, byle tylko była. Zrobi to jej zresztą dobrze, wyzwoli i odkryje nowe, nieznane dotąd siły Narodu”.

Dwa i pół roku póżniej, Okulicki został zrzucony do Polski, formalnie jako emisariusz Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego, ale nigdy nie powoływał się na jego rozkazy czy sugestie, lecz uparcie dążył do wywołania powstania. Mówił: “potrzebny jest czyn, tylko przez walkę można wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości”. Członków Komendy Głównej AK, którzy wyrażali obawy, posądzał o defetyzm i tchórzostwo. Borowi-Komorowskiemu groził, że jeśli nie wyda rozkazu do powstania, to stanie się drugim Skrzyneckim. Cały czas parł do walki, namawiał członków KG, aby Borowi-Komorowskiemu przedstawiali fałszywy obraz sytuacji, aby przyśpieszyć wydanie rozkazu.(Jan Ciechanowski) Na naradach KG AK mówił: "W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami aż opinia publiczna wymusi na rządach zmianę decyzji z Teheranu"(zachowały się stenogramy z narad KG AK).

31 lipca na naradzie porannej Komendy Głównej w komplecie, stwierdzono, że nie ma przesłanek, aby wydać już rozkaz do walki. Kolejna narada została wyznaczona na godzinę 18.00. W godzinach popołudniowych Okulicki w okolicznościach bliżej nieznanych narzucił wydanie rozkazu.

Wszelkie poszlaki pozwalają postawić uzasadnioną hipotezę, że w ostatnich godzinach poprzedzających wydanie rozkazu Bór-Komorowski był szantażowany przez obu generałów, że jeśli nie wyda rozkazu – rozkaz wydadzą oni sami. Bór i wezwany chwilę później Delegat Rządu Jankowski, (który też znał ustalenia z godzin rannych i południowych) woleli wybrać rozwiązanie zalegalizowane niż oddać całkowicie stery w ręce zbuntowanej junty (J.Matłachowski, publikacja nr 5).

Tylko tym można wytłumaczyć następujące zachowanie się Bora-Komorowskiego. Po wydaniu rozkazu (o godz.17.45) gdy przybył szef wywiadu KG, Iranek Osmecki z informacją, że sowiecki zagon pancerny pod Wołominem został rozbity i Niemcy przejęli inicjatywę. Miał jeszcze czas na odwołanie rozkazu, ale tego nie zrobił. Świadkowie zgodnie stwierdzają, że był kompletnie załamany i powtarzał tylko: ”Nic się już nie da zrobić” – wiedząc, że odwołanie rozkazu było jeszcze mozliwe.

Po Powstaniu Okulicki, mianowany Komendantem AK, wysłał depeszę do Prezydenta RP Raczkiewicza, że Powstanie spełniło swoje zadanie, co świadczy, że wynik tej tragedii był zgodny z jego planem.

W dniu 28 marca 1945 szesnastu przedstawicieli Rządu RP oraz głównych stronnictw politycznych zostało podstępnie aresztowanych przez NKWD i wywiezionych do Moskwy. Rola Okulickiego w tym jest nie jasna, bo to wicepremier Jankowski pierwszy spotykał się z gen. Sierowem – generałem NKWD. 27 marca Jankowski poszedł na kolejne spotkanie wraz z Okulickim i nie powrócili. Nazajutrz dołączyła reszta i wszyscy zostali aresztowani.

Dziś dysponujemy częscią dokumentów, udostępnionych za prezydentury Borysa Jelcyna. Gdy prezydent Wałęsa poprosił Jelcyna o udostępnienie całości dokumentów, ten odpowiedział, że nie może tego uczynić, "bo byśmy się rozpłakali i musieli przepisać całą swoją historię".

Z opublikowanych dokumentów wynika (patrz okladka), że Okulicki, przed pokazowym procesem, składał zeznania jak agent, który wykonał zadanie (rozpętanie powstania w Warszawie), ale chce być nadal sowietom przydatny, oczekując nagrody, w postaci zaoferowania mu ważnej funkcji w komunistycznych władzach. Tu się przeliczył, bo sowieci stosowali inny system nagradzania wykorzystanych już agentów – poprostu likwidowali ich.

Podobnie jak w roku 1941, aby zlikwidować resztki Podziemia Niepodgłościowego, Okulicki ujawnia wszystko, co mogło jeszcze interesować bolszewików. Podaje liczebność istniejących jeszcze oddziałów, dziesiątki nazwisk i pseudonimów, informuje o radiostacjach i lokalach konspiracyjnych. Ujawnił też, że na czele nowej organizacji „NIE” stoi gen.Emil Fieldorf. Zdradził też gdzie organizowane są kursy dla żolnierzy II Korpusu Andersa, wysyłanych potem z misją do Polski. Obciążał w zeznaniach współoskarżonych.

Pisał listy kolejno do szefa Bezpieki Mierkułowa, potem do ministra Berii, po raz kolejny oferując współpracę. Pisze m.in.: „Poważna część broni (AK) rozeszła się razem z ludzmi po terenie. Broń tą dla spacyfikowania kraju należałoby możliwie szybko odebrać. Z początku należałoby stworzyć dobrze działający aparat administracyjny, a potem go oczyscić z elementów nieodpowiednich i wprowadzić na ich miejsce ludzi pewnych. Konieczne jest zlikwidowanie wszystkich organizacji tajnych i jawnych, które nie są w dyspozycji tymczasowego rządu polskiego (t.zn. PKWN) i przez to mogłyby przejawiać działalność zakłócającą spokój i bezpieczeństwo publiczne”. To wszystko znajdziemy w 12 protokółach ze śledztwa. Jego zeznania złożone w Moskwie kosztowały tysiące ludzi utratę wolności lub życia.

Na pokazowym procesie grał rolę polskiego patrioty, który jakoby zrozumiał, że tylko przyjażń ze Związkiem Radzieckim i td... Skąd my znamy tą retorykę?

We wrześniu z wieziennej celi pisze jeszcze list do samego Stalina, oczwiście bez echa, bo był już zbędnym świadkiem wielkiej prowokacji.

Wystarczy? Sceptycy powiedza: ale brak dokumentu nakazujacego Okulickiemu rozpętania w Warszawie powstania. Tylko, że takie polecenia, wydaje agentowi oficer prowadzacy - ustnie, który być może przebywał w Warszawie. Niemniej jednak wszystkie dokumenty i poszlaki składają się w logiczną całość jak puzzle.

To zapłaczcie teraz razem ze mną...

Zdrada Okulickiego pozostawia tez odium hańby na pozostałych osobnikach procesu decyzyjnego, prowadzacego do wybuchu powstania. Rząd premiera Mikołajczyka odsunął Naczelnego Wodza PSZ, gen. Sosnowskiego, od prawa decydowania, podejmując uchwałę, że jest to decyzja polityczna, należąca do Rządu. Nastepnie Mikołajczyk scedował prawo podjęcia ostatecznej decyzji na wicepremiera Jankowskiego i Komendanta A.K. gen.Bora-Komorowskiego. Gen.Pelczynski i płk Chruściel dali się zmanipulować przez Okulickiego i w dniu 21 lipca podjęto decyzję o wywołaniu powstania w Warszawie, co nie było przewidywane w planach operacji „Burza”i Warszawa nie była przygotowana na taki scenariusz. Chruściel („Monter”) będący pod wplywem Okulickiego, dopuścił się wydania 27 lipca rozkazu mobilizacji odziałów AK na pozycjach wyjściowych do ataków, bez uzgodnienia z Borem-Komorowskim. ( J.Kurdwanowski, poz nr 2). 28 lipca tysiące młodych ludzi albo nie zgłosiło się do pracy, albo wyszło z niej przedwcześnie, aby stawić się na punkty zborne. Po południu 28 lipca, gen Bór, odwołał rozkaz mobilizacji, a żołnierze AK rozeszli się do domów następnego dnia. Była to masowa dekonspiracja żołnierzy AK i tajnych lokali, grozilo to falą masowych aresztowań. Wywarło to też deprymujący efekt na morale żołnierzy, bo zapoznali się z żałosnym stanem uzbrojenia i wielu nie stawiło się już na drugą mobilizcję. Za samowolne wydanie tego rozkazu, płk Chruściel powinien stanąć przed sądem polowym jeszcze przed wybuchem powstania.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 748
Skompromitował się również kontrwywiad Polskich Sił Zbrojnych, dopuszczając do wysłania z tak ważną misją Okulickiego, człowieka ktory wyszedł żywy z Łubianki! Mogło ich zainteresować też to, że Okulicki przyjażnił się z Berlingiem, któty pierwszy poszedł na współpracę z sowietami. W czasie studiów w Wyższej Szkole Wojennej (1925-27) mieszkali w tym samym pokoju. Również to, powinno zaniepokoić, że Okulicki próbował przeciwstawić się decyzji o wyprowadzeniu formowanej przez Andersa Armii Polskiej do Persji. Nawoływał, aby tych wygłodzonych i nie przeszkolonych ludzi wysłać już na front przy boku Armii Czerwonej.

Jeszcze przed śmiercią Okulickiego, został on 8 października 1945 roku, rozkazem Szefa Sztabu Głównego PSZ gen. Stanisława Kopańskiego, skreślony ze stanu Polskich Sił Zbrojnych, przestając być formalnie żołnierzem i generałem Rzeczypospolitej. Jest to fakt bez precedensu, bo żołnierz pozostaje w ewidencji armii nawet po śmierci, gdyż należy się jemu godny pochówek.

Należy wyciqgnać wnioski z tej tragedii.

Muzeum Pawstania Warszawskiego ma nie tylko epatowac bohaterstwo i poświęcenie Powstańców, ale ujawniać całą prawdę o powstaniu: zdradę, brak wiedzy, brak wyobrażni i odpowiedzialności naczelnych dowodców, co przyniosło w efekcie śmierć miasta i 200 tysięcy mieszkanców. Wpajanie młodym ludziom cnoty bohaterstwa już nie jest najważniejsze. Kolejna wojna nie będzie na bagnety, a od operatora drona nie będzie się wymagać bohaterstwa, tylko kompetencji.

Dlatego słowa: wiedza, wyobrażnia i odpowiedzialność winny zastąpić dotychczsową dewizę BÓG, HONOR I OJCZYZNA.

Uzasadnienie:

Mieszanie BOGA do ludzkich konfliktów powoduje tragiczne skutki. Kapelani często tego samego wyznania, stoją po obu stronach frontu, poświecają sztandary i armaty, zagrzewając żołnierzy do wzajemnego zabijania się, oczywiście walcząc za „słuszną sprawę”. Żołnierzom towarzyszy przeświadczenie, że Bóg jest po ich stronie, i ma ich w opiece, więc podejmują najwyższe ryzyko i ku zadowoleniu dowódców robią kwawą jatkę. Nota bene Niemcy mordując bezbronną ludność nosili na pasach napis „Gott mit uns” (Bóg z nami). Jeszcze dziś wiele konflktów zbrojnych wybucha z powodu różnic religijnych. Np. aktualny konflikt w Irlandi Północnej. W czasie II Wojny Światowej katoliccy Chorwaci zabijali prawosławnych Serbów lub wydłubywali im oczy, jeśli nie ci nie przeszli na katolicyzm A błogosławieni byli przez samego błg.Alojzego Stepinaca (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alojzy_Wiktor_Stepinac).

Słowo HONOR uległo dewaluacji i nie fukcjonuje już ani w walce ani w dyplomacji. Minęły czasy rycerstwa, pojedynków, kodeksu Boziewicza, a nawet „oficerskie słowo honoru” jest dziś bezwartościowe. Gdy minister Beck, w słynnym przemówieniu 5 maja 1939 powiedział, że dla Polaków najważniejszy jest honor, wywołało to kosternację na salonach dyplomatycznych.

Słowo OJCZYZNA ma dziś wielorakie znaczenie. Zależy z jaką grupą społeczna czy regionem geograficznym człowiek się utożsamia. Może czuć się Polakiem, ale może przede wszystkim Slązakiem lub Europejczykiem, albo wszyskim naraz. Słowo to napędza takie pojęcia jak patriotyzm, a to z kolei nacjonalizm i dalej szowinizm i ksenofobię - zarzewie większości wojen. W 1914 panujące monarchie, nota bene ze soba skoligacone, poklócily się i miliony ludzi, poddane indoktrynacji rzuciło się na siebie z patriotycznymi hasłami na ustach – aby się pozabijać. Patriotyzm może być cenny w czasach pokoju do budowania społeczeństwa obywatelskiego. W czasach wojny zalecałbym pragmatyzm, a nawet oportunizm na wzór czeski, od tego się przynajmiej nie umiera. Bo patriotyzm może okazać się autodestrukcyjny, jak podczas Powstania Warszawskigo.

We współczesnym świecie, aby godnie żyć, potrzebna jest WIEDZA. Ale nabytej wiedzy, aby była spożytkowana, musi towarzyszyć WYOBRAŻNIA I KREATYWNOŚĆ. A nad tym musi czuwac poczucie ODPOWIEDZIALNOŚCI za swoje działania. Tych cech zabrakło przywódcom powstania. I dlatego dewiza:

WIEDZA, WYOBRAŻNIA, KREATYWNOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ – winna być wpajana młodzieży nie tylko w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale we wszystkich szkołach i uczelniach, aby nie popełniać tragicznych w skutkach błędów Naszych Przodków. Zwłaszcza, że kultura polityczna społeczeństwa jest nadal niska, uprawiamy nadal kult przywódcy który został bohaterem za „ułańską szarżę” i wyznawanie dewizy , że „jakoś to będzie”. Stają nowe pomniki i szuka sie winnych.

Jan Matlachowski (publikacja nr 5) napisal:

Powstanie Warszawskie żyje i żyć powinno w naszej narodowej świadomości całą głębią szacunku dla szczytów bohaterstwa i zadumą nad jego historyczną prawdą.

Powstanie to nie tylko wielka epopeja bezgranicznego bohaterstwa milionowej stolicy i jej powstańców. Szczytów tego bohaterstwa nic nie zdoła przesłonić ani przewyższyć. Powstanie Warszawskie to patos 63 dni walki, prowadzonej w warunkach istnego piekła, w czasie której miasto legło w gruzy, spopieleniu uległy bezcenne skarby kultury, życie straciło setki tysięcy ludzi a reszta mieszkańców milionowej stolicy poszła na tułaczkę i poniewierkę. Była to katastrofa narodowa.

Powstanie Warszawskie to synonim polskiego heroizmu i niemieckiego barbarzyństwa. Tym niemniej powszechny heroizm i jego kult nie może przesłaniać problemu odpowiedzialności. Na tych, co szafują życiem ludzi, ich dorobkiem i zasobami kultury narodowej, ciąży wyjątkowa odpowiedzialność.

Powstanie to wielkie historyczne wydarzenie, którego prawda powinna być należycie znana, aby kłamstwa o nim nie rodziły zatrutych owoców.

Powstanie Warszawskie rodzi nakaz podejmowania wzmożonych wysiłków nad właściwą i powszechną poprawą kultury politycznej narodu. Prawda o Powstaniu unaocznia skutki niewłaściwego mechanizmu selekcji i doboru właściwego człowieka na właściwe stanowisko. Te wady naszego organizmu narodowego są schorzeniami zadawnionymi, powstałymi przez zaniedbania (na przestrzeni wieków i do dziś), zasad umiejętnego rządzenia się.

Pamięć o Powstaniu winna uczyć kultu wielkości człowieka oraz kultu kompetencji i odpowiedzialności za życie i wartości Narodu. Czas na polską szkołę realizmu i kult rzetelnej kompetencji. O to wołają gruzy Warszawy i tysiące poległych, a wołają na miarę wielkości i powszechności bohaterstwa ujawnionego w Powstaniu.

Jan Sidorowicz
jan.sidorowicz@gmail.com

Autor w Warszawie w 1944 roku




GLORIA VICTIS ! Londyn 1946,

Tadeusz hr Komorowski z żoną, hrabianka Ireną Lamezan-Salins i dziećmi
 
Do góry Bottom