Polityczna poprawność

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616


Najpierw wymyślają sobie "kierunek". Później dążą do tego, aby zajęcia z niego były obowiązkowe.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616
Watson odkrył Bezmienowa...

 
Ostatnia edycja:

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 729
8 026
Andrzej Pilipiuk: Agresywność „tęczy” i uległość świata


LGBT bezwzględnie uzurpuje sobie pozycję nie tylko dyktatora mód i trendów „artystycznych”, ale również cenzora uprawnionego do decydowania, co wolno, a czego nie wolno pisać, tworzyć, myśleć.

Przez bardzo długi czas polityczna poprawność spływała po nas jak woda po kaczce. Ne mamy wielu problemów, z którymi borykają się kraje zachodnie – przede wszystkim anglosaskie. Nie wleczemy za sobą „ogona” zbrodniczości naszych przodków. W XIX wieku to nas bito i niewolono. Nie braliśmy udziału w wyścigu o kolonie, nie tłumiliśmy buntów kolorowych ludów. Wręcz przeciwnie – Polacy zapisali chlubną kartę w walkach o wyzwolenie różnych narodów. Nie mamy w zasadzie mniejszości narodowych, nieliczni imigranci nie sprawiają większych problemów. Pedagogika wstydu za zbrodnie na Żydach też się u nas nie przyjęła. Moje pokolenie o tym, jak naprawdę wtedy było, usłyszało od swoich dziadków.

Zmiana dotyczy niestety ludzi młodszych. Mieli oni inne doświadczenia życiowe, inne doświadczenia pokoleniowe, a co gorsza, wyrastali w warunkach totalnego dyktatu zagranicznych mediów. Nasiąkli trucizną – dla nich słowo „Murzyn” brzmi rasistowsko, słowa „Żyd” też starają się unikać. Odbyłem swego czasu dłuższą rozmowę z osobą, która – wychowana na TVN-ie i „Gazecie Wyborczej” – zarzucała mi, że użycie w mojej prozie słowa „Żydóweczka” było aktem antysemityzmu

Mimo to nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu zidiocenia panującego w krajach starej UE – gdzie na przykład cenzura informacji, w celu ukrycia skali zbrodni popełnianych przez imigrantów, jest już czymś powszechnym.

Przywykliśmy do wolności słowa – do otwartego pisania o wszystkim, co nas uwiera. Jedynym problemem, z którym musieliśmy się mierzyć, było starcie między wolnością słowa a masowością informacji. Uwidocznił to doskonale przykład Jedwabnego – zespół profesora Koli z zasypiska grobowego wydobył kilkadziesiąt łusek z niemieckiej broni. To w sposób jednoznaczny i bezdyskusyjny pozwoliło zidentyfikować sprawców masakry. Sprawę opisały prawicowe bieda-pisemka, jednak główne media przeprowadziły nalot dywanowy, pomijając niewygodne relacje i fakty potwierdzone w wyniku prac archeologicznych – i dziś w powszechnej świadomości jest to polska zbrodnia. Pomimo że można bez problemu dotrzeć do wiarygodnych informacji burzących oficjalną narrację.

Fantastyka zawsze była oazą wolności i tolerancji

Polska fantastyka od zawsze była literaturą mocno niepokorną. Władza traktowała ją jako literaturę niepoważną – a przez to niegroźną. Polscy autorzy już w latach siedemdziesiątych nieraz pokazywali rogi. Powstał cały nurt fantastyki socjologicznej, ukazującej tragedie życia w zmyślonych reżimach totalitarnych lub patologie inżynierii społecznej zmyślonych społeczeństw. Cenzura przymykała na to oko, a ludzie czytali między wierszami…

Kto chciał wbić szpileczkę PRL-owi – siadał do pisania fantastyki. A jednak również wielu młodych ludzi, mimo ciągotek humanistycznych, szło w tamtych czasach na studia techniczne – aby uniknąć obróbki ideologicznej na kierunkach takich jak polonistyka czy historia. A dopiero potem sięgali za pióro. Fantastykę pisali w Polsce głównie ludzie, którzy ukończyli politechniki…

Ten antysystemowy i prowolnościowy sznyt starsze pokolenie zaszczepiło młodszemu. Po obaleniu komuny polska fantastyka była niejako genetycznie wolnościowa, prawicowa i zdroworozsądkowa. W latach dziewięćdziesiątych powstał szereg tekstów wyrażających bunt przeciw ówczesnej rzeczywistości, ale też celnie punktujących komunistyczne uwikłania władz oraz przemycających liczne elementy chrześcijańskie. To my na gruncie literatury sprzeciwialiśmy się aborcji czy eugenice. Wiele z tych opowiadań ukazało się na łamach „Nowej Fantastyki” i nieistniejącego już miesięcznika „Fenix”. Kilka wywołało nawet oburzenie redaktorów „Wyborczej”, która zarzucała nam antysemityzm, paranoję, prawicowość, ksenofobię i kilka pomniejszych zbrodni. Ignorowaliśmy to. Pojawiały się także, rzecz jasna, teksty odmienne. Drukowano opowiadania z wątkami dziś zaliczanymi do ruchu LGBT, zamieszczano teksty wpisujące się w nurty antykapitalistyczne i radykalnie antyrasistowskie.

Autorzy krajowi i zagraniczni też byli różni. Polacy, przedstawiciele mniejszości narodowych, cudzoziemcy ze wschodu i zachodu. Katolicy i nie katolicy (a nawet jeden deklarujący się jako satanista). Heteroseksualni i niekoniecznie… Komu się opowiadanie nie podobało – przewracał kilka kartek. Byliśmy wolni. Jedyną granicą „cenzorską” był gust redaktorów, jedyną granicą autocenzorską było poczucie dobrego smaku i poglądy autora. Nowi twórcy debiutowali w czasopismach, po kilku latach wydawali książki. Czytelnicy znali już trochę ich i ich prozę, i „głosowali portfelami”. Na konwentach miłośników fantastyki panowały żelazne zasady: o polityce się nie gada. Idziecie na konwent – czerwone sztandary i brunatne koszule zostawcie w domu. Przy piwie spotykali się ludzie różnych poglądów i opcji politycznych.

Literatura „wysoka”, tak zwany nurt główny, raczyła nas nie dostrzegać, a gdy już czasem dostrzegła, to wylewała wiadra pomyj lub się z nas wyśmiewała. Fantastykę przez cały czas postrzegano jako niepoważną, bezwartościową, nieistotną. Miało to swoje dobre strony: nikt nie próbował nas korumpować, nikt się nie wtrącał w naszą enklawę. Pisaliśmy i wydawaliśmy książki, rosły nakłady, a imprezy naszego ruchu stawały się coraz ważniejszymi wydarzeniami kulturalnymi.

Kneblowanie ust innym to zawsze przejaw własnych kompleksów

W lipcu bieżącego roku nieoczekiwanie rzeczywistość załomotała do naszych drzwi podkutym buciorem. Zaczęło się niewinnie – „Nowa Fantastyka” zmieściła opowiadanie uznanego pisarza Jacka Komudy.

W świecie fantasy, trochę wzorowanym na średniowiecznej Polsce, grupa wojów ściga dwóch homoseksualistów. Jeden ma swoje za uszami – porywa dzieci, by je wywieźć do swojego kraju i sprzedać jako niewolników kapłanom-pedofilom. Tekst był delikatnie prowokacyjny – ale ostatecznie w czterdziestoletniej historii pisma nie takie prowokacje przechodziły.

Ale nagle okazało się, że chyba czasy się już za bardzo zmieniły. Atak przypuścił pisarz i publicysta Jacek Dehnel – deklarujący się jako gej i apostata. Za samozwańczym rzecznikiem „obrażonych” poszła fala (w zasadzie falka) oburzenia. Szereg zachodnich autorów otrzymał też donosy, jak strasznie „faszystowskie” pismo drukuje nad Wisłą ich teksty. Niektórzy od razu zerwali współpracę. Redakcja niestety ugięła się natychmiast. Zamiast pozwać donosicieli za oszczerstwa, zamieszczono błazeńskie oświadczenie, przeproszono, zadeklarowano uległość wobec zasad politycznej poprawności. I aby udobruchać tęczowe środowiska, zapowiedziano specjalny „tęczowy” numer…

W odpowiedzi kilkunastu autorów, redaktorów i wydawców fantastyki wystosowało ostry protest – przeciw cenzurze. Większość sygnatariuszy świetnie pamięta PRL i nie chce powrotu do tamtych uwarunkowań. Nikt z nich już raczej niczego do „Nowej Fantastyki” nie napisze…

Do tej pory w naszym środowisku orientacja seksualna nie miała żadnego znaczenia. To pewnie też się skończy. Do tej pory nasze środowisko było niemal wzorcowo tolerancyjne. Co więcej, była to tolerancja naturalna, a nie sztucznie narzucona przez speców od inżynierii społecznej. To pewnie też się zmieni… Do tej pory na naszych imprezach każda odmienność była – w granicach zdrowego rozsądku i smaku – tolerowana. Z tym pewnie też będzie gorzej. Zaatakowani – zaczniemy się bronić. Zaczniemy się izolować. Usztywnimy zasady.

Szczególnie smutny i obrzydliwy jest dla mnie fakt, że ten cały Dehnel nie jest członkiem naszego ruchu. Z tego co wiem, nigdy nie pisał fantastyki. Nigdy niczego nie opublikował w naszych periodykach. Z punktu widzenia większości ludzi czytających fantastykę ten człowiek w ogóle nie istnieje. Jego dorobek prozatorski też nie jest przesadnie duży. Powiem więcej: patrząc na dorobek, pozycję i nakłady Jacka Komudy – Dehnel może mieć uzasadnione kompleksy…

Nie kojarzę też, by posiadał jakikolwiek mandat na prowadzenie rozmów w imieniu środowisk LGBT. Przyszedł człowiek znikąd, oburzony opowiadaniem starszego, uznanego autora, o większym dorobku niż jego własny, wysunął idiotyczne żądania. A redakcja zamiast go zignorować, potulnie spełniła zachciankę. Pytam więc: dlaczego ktoś taki ma decydować o naszych sprawach, o kształcie i tematyce prozy, której nie uprawia i prawdopodobnie nawet nie czyta? Dlaczego w ogóle mamy z kimś takim rozmawiać?

I z innej strony: dlaczego bliżej nieokreślona grupa depcze nasze pismo, zamiast założyć własne? Dlaczego mamy im wydawać „tęczowy” numer? Czemu nie zrobią tego sami – choćby po to, by nam pokazać, że też potrafią (no chyba, że nie…). Dlaczego Dehnel, skoro poczuł konieczność „dania odporu”, nie odpowiedział honorowo i zgodnie z tradycją – kontropowiadaniem polemicznym? Zapewne po prostu nie przyszło mu to do głowy. Widocznie i jemu łatwiej niszczyć niż tworzyć

Straciliśmy coś własnego. Straciliśmy kawałek naszego świata. Do tej pory było czasopismo, do którego mógł pisać każdy. Teraz będzie czasopismo takie jak wszystkie inne. Pewna epoka dobiegła końca. Patrząc szerzej – polska fantastyka to tylko niewielki okop na skraju pola bitwy. Dla nas fantastów jednak szczególnie ważny – bo nasz. Dla ludzi, którzy fantastyki nie czytają, niestety też ważny (choć są oczywiście ważniejsze). Nowotwór myśli ludzkiej, jakim jest polityczna poprawność, przełamał kolejną rubież obronną… Jednym ruchem przekreślono niemal czterdziestoletnią tradycję czołowego pisma naszego ruchu. Od dziś fantastom nie wolno już pisać o złych gejach. O czym zabronią nam pisać jutro?

Andrzej Pilipiuk
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616
Robią wszystko, aby ludzie przestali oglądać "filmy oscarowe" i sprowadzić rangę tej nagrody już zupełnie na bruk. Nawet kodeks Haysa, dyktujący co można wprost pokazać, a czego nie, nie ograniczał tematyki w podobnym stopniu. Oczywiście można argumentować, że jedno ma się nijak wobec drugiego, bo formalnie nie są to wymagania bezpośrednio dotykające produkcji i dopuszczenia do rynku, a warunków wstępnych do wystąpienia w pewnym konkursie, ale tak się składa, że amerykański przemysł filmowy z tego konkursu zrobił swój standard złota.

Z drugiej strony, od pewnego czasu zdaje się, że nieformalnie takie zasady i tak już obowiązywały, więc teraz mamy do czynienia z aktem ich znormalizowania i ujęcia wprost w regulaminie.
Nowe zasady Akademii. OSCARY tylko dla filmów z MNIEJSZOŚCIAMI
Autor: Filip Pęziński

opublikowano 09.09.20
Właśnie ogłoszono nowe zasady dotyczące kryteriów, które film będzie musiał spełnić, aby walczyć o Oscara w kategorii najlepszy film. Zasady te będą stopniowo wprowadzane już od 2022 roku, a całkowicie wejdą w życie przy okazji 96. Ceremonii Oscarowej w 2024 roku. Właśnie na tej gali zabraknąć ma już tytułów, które nie spełnią poniżej opisywanych zasad. Dotyczą one oczywiście roli i reprezentacji kobiet oraz mniejszości rasowych, etnicznych, seksualnych w przemyśle filmowym.
Aby móc otrzymać nominację do Oscara w kategorii najlepszy film, tytuł będzie musiał spełnić dwa z czterech poniższych standardów:
STANDARD A – REPREZENTACJA NA EKRANIE, TEMATY I MOTYWY NARRACYJNE
Żeby spełnić Standard A musi być spełnione jedno z poniższych kryteriów.
A1. Aktorzy pierwszoplanowi lub istotni aktorzy drugoplanowi
  • Przynajmniej jeden z aktorów pierwszoplanowych lub istotnych aktorów drugoplanowych reprezentuje mniejszość rasową lub etniczną (Azjaci, Latynosi, Czarnoskórzy, Rdzenni Amerykanie, Afrykańczycy, Arabowie i inne grupy mniejszościowe).
A2. Ogólna obsada
  • przynajmniej 30% aktorów w drugoplanowych i epizodycznych rolach musi reprezentować co najmniej dwie spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
A3. Główny wątek fabularny
  • główny wątek fabularny musi być związany z co najmniej jedną spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
STANDARD B – EKIPY FILMOWE I ZESPOŁY TWÓRCZE
Żeby spełnić Standard B musi być spełnione jedno z poniższych kryteriów.
B1. Ekipa filmowa
  • Casting, zdjęcia, muzyka, kostiumy, reżyseria, montaż, fryzury, charakteryzacja, produkcja, scenografia, dźwięk, efekty specjalne, scenariusz – co najmniej dwa z powyższych działów powinny być kierowane przez osoby z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
    • Casting, zdjęcia, muzyka, kostiumy, reżyseria, montaż, fryzury, charakteryzacja, produkcja, scenografia, dźwięk, efekty specjalne, scenariusz – co najmniej jeden z powyższych działów powinien być kierowany przez osoby reprezentujące mniejszość rasową lub etniczną (Azjaci, Latynosi, Czarnoskórzy, Rdzenni Amerykanie, Afrykańczycy, Arabowie i inne grupy mniejszościowe).
B2. Inne istotne role
  • Co najmniej sześć osób niższego szczebla ekipy powinny reprezentować mniejszość rasową lub etniczną.
B3. Ogólny skład ekipy filmowej
  • Co najmniej 30% całej ekipy filmowej powinny stanowić osoby z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
STANDARD C – DOSTĘP DO PRZEMYSŁU I MOŻLIWOŚCI
Żeby spełnić Standard C musi być spełnione jedno z poniższych kryteriów.
C1. Płatne praktyki i staże
  • Duże studia i dystrybutorzy muszą mieć stały program płatnych staży w różnych działach skierowane do osób z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, głuchonieme.
    • Małe studia i niezależni dystrybutorzy muszą mieć co najmniej dwie osoby na płatnych stażach reprezentujące którąś z grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, głuchonieme.
C2. Możliwości szkoleniowe i rozwój umiejętności (ekipa filmowa)
  • studia, dystrybutorzy, firmy finansujące produkcję filmów muszą oferować programy szkoleń i rozwoju umiejętności osobom reprezentującym te grupy: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
STANDARD D – KOMUNIKACJA Z WIDOWNIĄ
  • Studio lub firma producencka muszą mieć w zespołach zajmujących się reklamą, dystrybucją, PR-em osoby na kierowniczych stanowiskach, które reprezentują poniższe grupy: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
Przypominamy, że zasady te dotyczą jedynie głównej kategorii nagród – Oscara za najlepszy film. W życie wejdą dopiero w 2024 roku, a na dwóch wcześniejszych galach Akademia będzie rozważać nominacje pod kątem nowych zasad, ale nie dyskwalifikować filmy za ich nieprzestrzeganie.
Aktualizacja: Zapomnieli wyłaczyć komentarze. :)


Zrzut ekranu z 2020-09-09 15-46-39.pngZrzut ekranu z 2020-09-09 15-47-01.png
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616

Nieźle, teraz zaczęli już sekować centrystów.

Her resignation letter said 'the lessons that ought to have followed the (2016) election...have not been learned'

By Brian Flood | Fox News

New York Times opinion columnist and editor Bari Weiss announced Tuesday she is leaving the Gray Lady, saying she was bullied by colleagues in an "illiberal environment," weeks after declaring there was a “civil war” inside the paper.
Weiss published a scathing resignation letter that she sent to Times publisher A.G. Sulzberger on her personal website, noting she doesn’t understand how toxic behavior is allowed inside the newsroom and "showing up for work as a centrist at an American newspaper should not require bravery."
New York Times opinion columnist and editor Bari Weiss announced Tuesday she is leaving the Gray Lady, saying she was bullied by colleagues.
“It is with sadness that I write to tell you that I am resigning from The New York Times,” Weiss wrote.
Weiss then explained that she joined the paper in 2017 to help offer a different perspective, as the Times’ “failure to anticipate the outcome of the 2016 election meant that it didn’t have a firm grasp of the country it covers,” and fixing that issue was critical.
“But the lessons that ought to have followed the election—lessons about the importance of understanding other Americans, the necessity of resisting tribalism, and the centrality of the free exchange of ideas to a democratic society—have not been learned,” Weiss wrote. “Instead, a new consensus has emerged in the press, but perhaps especially at this paper: that truth isn’t a process of collective discovery, but an orthodoxy already known to an enlightened few whose job is to inform everyone else.”
Weiss then wrote that “Twitter is not on the masthead of The New York Times,” but social media acts as the ultimate editor.
“As the ethics and mores of that platform have become those of the paper, the paper itself has increasingly become a kind of performance space. Stories are chosen and told in a way to satisfy the narrowest of audiences, rather than to allow a curious public to read about the world and then draw their own conclusions. I was always taught that journalists were charged with writing the first rough draft of history,” she wrote. “Now, history itself is one more ephemeral thing molded to fit the needs of a predetermined narrative.”
Last month, Weiss offered insight about the internal battle among her colleagues following the publishing of an op-ed written by Sen. Tom Cotton, R-Ark. that sparked a major backlash from its own staff.
Hours before the Times offered a mea culpa for running Cotton's piece -- which called for troops to be sent in to quell the George Floyd riots -- Weiss claimed that a "civil war" was brewing within the paper.
In her resignation letter, Weiss noted that her own “forays into Wrongthink” have made her the subject of “constant bullying by colleagues” who disagree with her views.
“They have called me a Nazi and a racist,” she wrote.
“I have learned to brush off comments about how I’m ‘writing about the Jews again.’ Several colleagues perceived to be friendly with me were badgered by coworkers,” Weiss added. “My work and my character are openly demeaned on company-wide Slack channels where masthead editors regularly weigh in.”
Weiss then said she doesn’t understand how Sulzberger has allowed such behavior inside the newsroom “in full view of the paper’s entire staff and the public.”
“I certainly can’t square how you and other Times leaders have stood by while simultaneously praising me in private for my courage. Showing up for work as a centrist at an American newspaper should not require bravery,” Weiss wrote. “Part of me wishes I could say that my experience was unique. But the truth is that intellectual curiosity—let alone risk-taking—is now a liability at The Times.”
She continued: “Why edit something challenging to our readers, or write something bold only to go through the numbing process of making it ideologically kosher, when we can assure ourselves of job security (and clicks) by publishing our 4000th op-ed arguing that Donald Trump is a unique danger to the country and the world? And so self-censorship has become the norm.”
Acting editorial page editor Kathleen Kingsbury provided a statement to Fox News.
“We appreciate the many contributions that Bari made to Times Opinion. I’m personally committed to ensuring that The Times continues to publish voices, experiences and viewpoints from across the political spectrum in the Opinion report,” Kingsbury said. “We see every day how impactful and important that approach is, especially through the outsized influence The Times’s opinion journalism has on the national conversation.”
The now-former Times columnist wrote in the scathing letter that rules at the paper “are applied with extreme selectivity” and work goes unscrutinized if it aligns with the new orthodoxy.
“Everyone else lives in fear of the digital thunderdome. Online venom is excused so long as it is directed at the proper targets,” she wrote. “Op-eds that would have easily been published just two years ago would now get an editor or a writer in serious trouble, if not fired.”
She then bashed the process that unfolded over Cotton’s op-ed, noting that nobody cared to amend other editorials, such as “Cheryl Strayed’s fawning interview with the writer Alice Walker, a proud anti-Semite who believes in lizard Illuminati."
“The paper of record is, more and more, the record of those living in a distant galaxy, one whose concerns are profoundly removed from the lives of most people,” Weiss wrote. “This is a galaxy in which, to choose just a few recent examples, the Soviet space program is lauded for its “diversity”; the doxxing of teenagers in the name of justice is condoned; and the worst caste systems in human history includes the United States alongside Nazi Germany.”
Weiss said that despite her struggles to be accepted by colleagues, she believes they don’t all hold these views. She speculated that Times employees are playing along and possibly "believe the ultimate goal is righteous,” “believe that they will be granted protection if they nod along,” “feel lucky to have a job in a contracting industry” or know that “standing up for principle at the paper does not win plaudits.”
Weiss wrote that the Times’ culture hurts “independent-minded young writers and editors paying close attention to what they’ll have to do to advance in their careers” and explained how it will be seen by the next generation of journalists.
“Rule One: Speak your mind at your own peril. Rule Two: Never risk commissioning a story that goes against the narrative. Rule Three: Never believe an editor or publisher who urges you to go against the grain. Eventually, the publisher will cave to the mob, the editor will get fired or reassigned, and you’ll be hung out to dry,” she wrote.
Weiss added that “America is a great country that deserves a great newspaper,” but doesn’t feel the Gray Lady is currently providing that. She complimented some former colleagues, noting that “some of the most talented journalists in the world" still work for the paper she is walking away from.
“Which is what makes the illiberal environment especially heartbreaking,” Weiss wrote. "I can no longer do the work that you brought me here to do—the work that Adolph Ochs described in that famous 1896 statement: ‘to make of the columns of The New York Times a forum for the consideration of all questions of public importance, and to that end to invite intelligent discussion from all shades of opinion.’”
Her last column was published on May 25, making the case that comedian and podcast host Joe Rogan represents the “new mainstream media.”
Fox News’ Joseph A. Wulfsohn contributed to this report.
 

tolep

five miles out
7 986
14 173
Mieńszewików.

I was hired with the goal of bringing in voices that would not otherwise appear in your pages: first-time writers, centrists, conservatives and others who would not naturally think of The Times as their home. The reason for this effort was clear: The paper’s failure to anticipate the outcome of the 2016 election meant that it didn’t have a firm grasp of the country it covers. Dean Baquet and others have admitted as much on various occasions. The priority in Opinion was to help redress that critical shortcoming.

I was honored to be part of that effort, led by James Bennet (...)



Zrobiła swoje, może odejść. A Jamesa Benetta wyjebali już w czerwcu. Zresztą po chuj im mieńszewicy? Polaryzacja i tylko polaryzacja się sprzedaje. Ryneg zadecydował. Symetryzm wyszedł z mody.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616
Można tak rzecz ująć, ale jeśli ryneg koniec końców zadecyduje o wojnie domowej, bo centryści wymrą i nikt nie powstrzyma zwaśnionych polaryzacją stron, to już głupio będzie się zasłaniać modą.

Moda na czystki etniczne to już raczej nie ryneg.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616

Patrzcie, robią lewicowe "Miasteczko Pleasantville" w Birmingham. ;)

  • England's biggest council called two of roads Diversity Grove and Equality Road
  • The others were Destiny Road, Inspire Avenue, Respect Way and Humanity Close
  • The titles were decided by panel of judges after locals were asked to send ideas
  • Louise Kilbride of Handsworth Wood won with a 'cohesion/shared values' theme
Published: 17:40 GMT, 8 December 2020 | Updated: 20:20 GMT, 9 December 2020
Birmingham City Council has been accused of virtue signalling after it gave six new streets 'woke' names.
England's biggest council called the roads in Perry Barr: Diversity Grove, Equality Road, Destiny Road, Inspire Avenue, Respect Way and Humanity Close.
The titles were decided by a panel of judges after locals were asked to submit suggestions for the 1,400 addresses.
The winner was Louise Kilbride from Handsworth Wood, whose theme was based on 'cohesion and shared values for Perry Barr and surrounding areas'.
But the Labour-run council has been slammed for virtue signalling, with Brummies taking to social media to air their 'embarrassment' at the 'woke' names.
Birmingham City Council ran a competition for locals to name six streets on a 1,400-home development - but the winning choice has been criticised

Birmingham City Council ran a competition for locals to name six streets on a 1,400-home development - but the winning choice has been criticised
Birmingham City Council has been accused of virtue signalling after it gave six new streets 'woke' names

Birmingham City Council has been accused of virtue signalling after it gave six new streets 'woke' names
England's biggest council called the roads in Perry Barr: Diversity Grove, Equality Road, Destiny Road, Inspire Avenue, Respect Way and Humanity Close

England's biggest council called the roads in Perry Barr: Diversity Grove, Equality Road, Destiny Road, Inspire Avenue, Respect Way and Humanity Close
The new road names were decided by a panel of seven made up of councillors, businessmen and a local resident.

Corbynista who named Wokeville

Louise Kilbride, from Handsworth Wood, who won the competition to rename the roads in the Labour-run council is a Jeremy Corbyn supporter.
Ms Kilbride, who works for the homelessness charity SIFA Fireside, has recently criticised Sir Keir Starmer for 'failing to bring unity to the Labour party,' writing on Facebook: 'Reinstate Jeremy Corbyn.'
She was previously the co-director of Kilbride Smith Partnership, which offered research and consultancy in equality and diversity, and community development.
They included: Cllr Waseem Zaffar, Cllr Morriam Jan, CEO of Great Health Care for the Community Zulfigar Khan, Chair of Holford Drive Community Sports Hub Ltd Lincoln Moses, local resident Aisha Masood, Lendlease Project Director for the Perry Barr Residential Scheme Anna Evans and Birmingham City Council Development Planning Manager Rebecca Farr.
The criteria for the names were that they should have a local connection, could not be a person's name, not already in use and not serving any commercial interest.
Ms Kilbride, who lives a mile away from the new streets, said: 'I came across the street naming competition in the council's e-newsletter.
'It got me thinking about street names that could in some way reflect the diversity of the Perry Barr area – names that would have a positive meaning for local people and echo my belief that everyone deserves decent housing.
'That's when I thought of these names and I feel honoured that these have been picked.'
Cllr Waseem Zaffar said: 'The names put forward by Louise struck a chord with everyone on the panel and the chosen values captured the essence of Perry Barr and indeed the city of Birmingham as a whole.'
But the names were slammed online within hours of the announcement, with one man writing: 'You've missed, 'Virtual Signalling Traffic Lights.'
One man posted: 'Seriously!?! You could have chosen to mark some of the great people from across Birmingham's multi-cultural community.
'Instead THIS is what you came up with?! A series of banal buzz words for a series of roads that won't even play host to the commonwealth athletes. WHAT A JOKE!'
Another wrote: 'Patronising beyond belief. So out of touch. The whole set up as been at total embarrassment to the good folk of Perry Barr and Birmingham!'
Criteria for the names were that they should have a local connection, could not be a person's name, not already in use and not serving any commercial interest
The names, which include 'Respect Way,' were described as 'patronising beyond belief' and out of touch,' with locals living on or near the housing scheme

The names, which include 'Respect Way,' were described as 'patronising beyond belief' and out of touch,' with locals living on or near the housing scheme
Equality Road, not to be mistaken for 'Equality Street,' the title of a song released by Ricky Gervais' character David Brent, was one of the names to be chosen

Equality Road, not to be mistaken for 'Equality Street,' the title of a song released by Ricky Gervais' character David Brent, was one of the names to be chosen

More than 1,000 homes are being built on the former Birmingham City University campus, after approval was given by the city council in August 2019
Names for the Perry Bar development's streets have been criticised, as one Twitter user pointed out 'you could have chosen to mark some of the great people from across Birmingham's multi-cultural community'
Competition winner Louise Kilbride said she picked the street names 'that would have a positive meaning for local people and echo my belief that everyone deserves decent housing'
Judges said they were impressed by the 'creativity' of the street names, but locals are less than impressed with the winning entries

Judges said they were impressed by the 'creativity' of the street names, but locals are less than impressed with the winning entries
One man commented: 'Good Lord how embarrassing. Could they have not called them after our local sporting greats Denise Lewis, Tessa Sanderson, Nick Gillingham etc.'

Cllr Waseem Zaffar was on the panel which decided the name
Another put: 'I'm calling it now. Someone's going to put a D at the end of HUMANITY CLOSE.'
One person branded it 'utter woke nonsense', while another asked: 'Where's 'Woke Lane' or 'Womxn Street'?'
A woman said: 'Presumably, the list of options gave little choice.... I wonder how many actually participated in the 'competition'.
'Pity the people who have to live in those places (speaking as a resident of Birmingham)!'
And one social media user added: 'Is that the best you could come up with? Embarrassing.'
Titles like Humanity Close have been described as a 'series of banal buzz words' for the development

Titles like Humanity Close have been described as a 'series of banal buzz words' for the development
The 1,400 houses are set to be complete by 2023 - a year after the Commonwealth Games are held in Birmingham

The 1,400 houses are set to be complete by 2023 - a year after the Commonwealth Games are held in Birmingham
The 1,400 houses are being built on the former Birmingham City University Campus and are expected to be finished by 2023.
Lendlease, the principal contractor, came up with the idea of a street naming contest.
Project Director Anna Evans said: 'These are wonderful street names for the vibrant new neighbourhood we are creating.
'Congratulations to Louise, who has helped play an important role in the future history of Perry Barr.'
 

ernestbugaj

kresiarz umysłów
847
2 835
Jestem ignorantem i nie chce mi się tego czytać, ale jak będzie wyglądał ruch na tych ulicach? Równość będzie miała pierwszeństwo przed Solidarnością?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 025
22 616
Jakie pierwszeństwo? Pierwszeństwo to już jakiś burżujski przywilej, towarzyszu... Wyłącznie skrzyżowania komunistyczne, czyli równorzędne albo ronda!

15.01.2021 15:17

Inicjatywy te mają na celu przeciwdziałanie rasizmowi systemowemu oraz zwiększenie równości rasowej w USA. Obejmują one warte 100 mln dolarów inwestycje. Należą do nich m.in.: uruchomienie Apple Developer Academy w Detroit, wsparcie finansowe dla techowych hubów na historycznie czarnych uniwersytetach w Atlancie oraz nowe granty, stypendia i inwestycje dla czarnych studentów i przedsiębiorców.
Jak pisze portal "The Verge", według amerykańskiego giganta Apple Developer Academy w Detroit będzie "pierwszą tego typu akademią w USA".
Akademia skupia się na "młodych czarnych przedsiębiorcach, twórcach i programistach" i będzie oferować szkolenia w zakresie rozwoju aplikacji na iOS.
Firma planuje zaoferowanie 30-dniowego programu, który wprowadza studentów w temat programowania, a następnie "intensywnego", 10-miesięcznego lub rocznego programu, który ma pomóc aspirującym programistom zdobyć odpowiednie umiejętności i w konsekwencji tego pracę w branży technologicznej lub założyć własną działalność gospodarczą.
W Atlancie firma Apple współpracuje przy uruchomieniu Propel Center, technologicznego hubu przy historycznie czarnych uniwersytetach. Centrum będzie oferować osobiste i internetowe kursy poświęcone technologii, rozrywce i biznesowi. Będzie się ono znajdować w centrum uniwersyteckim w Atlancie, które łączy cztery uczelnie – Clark Atlanta University, Spelman College, Morehouse College i Morehouse School of Medicine. Podobne wsparcie w przeszłości zapewniało IBM oraz Michael Bloomberg.
 
Do góry Bottom