Polityczna poprawność

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 858
22 003


Najpierw wymyślają sobie "kierunek". Później dążą do tego, aby zajęcia z niego były obowiązkowe.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 858
22 003
Watson odkrył Bezmienowa...

 
Ostatnia edycja:

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 725
7 906
Andrzej Pilipiuk: Agresywność „tęczy” i uległość świata


LGBT bezwzględnie uzurpuje sobie pozycję nie tylko dyktatora mód i trendów „artystycznych”, ale również cenzora uprawnionego do decydowania, co wolno, a czego nie wolno pisać, tworzyć, myśleć.

Przez bardzo długi czas polityczna poprawność spływała po nas jak woda po kaczce. Ne mamy wielu problemów, z którymi borykają się kraje zachodnie – przede wszystkim anglosaskie. Nie wleczemy za sobą „ogona” zbrodniczości naszych przodków. W XIX wieku to nas bito i niewolono. Nie braliśmy udziału w wyścigu o kolonie, nie tłumiliśmy buntów kolorowych ludów. Wręcz przeciwnie – Polacy zapisali chlubną kartę w walkach o wyzwolenie różnych narodów. Nie mamy w zasadzie mniejszości narodowych, nieliczni imigranci nie sprawiają większych problemów. Pedagogika wstydu za zbrodnie na Żydach też się u nas nie przyjęła. Moje pokolenie o tym, jak naprawdę wtedy było, usłyszało od swoich dziadków.

Zmiana dotyczy niestety ludzi młodszych. Mieli oni inne doświadczenia życiowe, inne doświadczenia pokoleniowe, a co gorsza, wyrastali w warunkach totalnego dyktatu zagranicznych mediów. Nasiąkli trucizną – dla nich słowo „Murzyn” brzmi rasistowsko, słowa „Żyd” też starają się unikać. Odbyłem swego czasu dłuższą rozmowę z osobą, która – wychowana na TVN-ie i „Gazecie Wyborczej” – zarzucała mi, że użycie w mojej prozie słowa „Żydóweczka” było aktem antysemityzmu

Mimo to nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu zidiocenia panującego w krajach starej UE – gdzie na przykład cenzura informacji, w celu ukrycia skali zbrodni popełnianych przez imigrantów, jest już czymś powszechnym.

Przywykliśmy do wolności słowa – do otwartego pisania o wszystkim, co nas uwiera. Jedynym problemem, z którym musieliśmy się mierzyć, było starcie między wolnością słowa a masowością informacji. Uwidocznił to doskonale przykład Jedwabnego – zespół profesora Koli z zasypiska grobowego wydobył kilkadziesiąt łusek z niemieckiej broni. To w sposób jednoznaczny i bezdyskusyjny pozwoliło zidentyfikować sprawców masakry. Sprawę opisały prawicowe bieda-pisemka, jednak główne media przeprowadziły nalot dywanowy, pomijając niewygodne relacje i fakty potwierdzone w wyniku prac archeologicznych – i dziś w powszechnej świadomości jest to polska zbrodnia. Pomimo że można bez problemu dotrzeć do wiarygodnych informacji burzących oficjalną narrację.

Fantastyka zawsze była oazą wolności i tolerancji

Polska fantastyka od zawsze była literaturą mocno niepokorną. Władza traktowała ją jako literaturę niepoważną – a przez to niegroźną. Polscy autorzy już w latach siedemdziesiątych nieraz pokazywali rogi. Powstał cały nurt fantastyki socjologicznej, ukazującej tragedie życia w zmyślonych reżimach totalitarnych lub patologie inżynierii społecznej zmyślonych społeczeństw. Cenzura przymykała na to oko, a ludzie czytali między wierszami…

Kto chciał wbić szpileczkę PRL-owi – siadał do pisania fantastyki. A jednak również wielu młodych ludzi, mimo ciągotek humanistycznych, szło w tamtych czasach na studia techniczne – aby uniknąć obróbki ideologicznej na kierunkach takich jak polonistyka czy historia. A dopiero potem sięgali za pióro. Fantastykę pisali w Polsce głównie ludzie, którzy ukończyli politechniki…

Ten antysystemowy i prowolnościowy sznyt starsze pokolenie zaszczepiło młodszemu. Po obaleniu komuny polska fantastyka była niejako genetycznie wolnościowa, prawicowa i zdroworozsądkowa. W latach dziewięćdziesiątych powstał szereg tekstów wyrażających bunt przeciw ówczesnej rzeczywistości, ale też celnie punktujących komunistyczne uwikłania władz oraz przemycających liczne elementy chrześcijańskie. To my na gruncie literatury sprzeciwialiśmy się aborcji czy eugenice. Wiele z tych opowiadań ukazało się na łamach „Nowej Fantastyki” i nieistniejącego już miesięcznika „Fenix”. Kilka wywołało nawet oburzenie redaktorów „Wyborczej”, która zarzucała nam antysemityzm, paranoję, prawicowość, ksenofobię i kilka pomniejszych zbrodni. Ignorowaliśmy to. Pojawiały się także, rzecz jasna, teksty odmienne. Drukowano opowiadania z wątkami dziś zaliczanymi do ruchu LGBT, zamieszczano teksty wpisujące się w nurty antykapitalistyczne i radykalnie antyrasistowskie.

Autorzy krajowi i zagraniczni też byli różni. Polacy, przedstawiciele mniejszości narodowych, cudzoziemcy ze wschodu i zachodu. Katolicy i nie katolicy (a nawet jeden deklarujący się jako satanista). Heteroseksualni i niekoniecznie… Komu się opowiadanie nie podobało – przewracał kilka kartek. Byliśmy wolni. Jedyną granicą „cenzorską” był gust redaktorów, jedyną granicą autocenzorską było poczucie dobrego smaku i poglądy autora. Nowi twórcy debiutowali w czasopismach, po kilku latach wydawali książki. Czytelnicy znali już trochę ich i ich prozę, i „głosowali portfelami”. Na konwentach miłośników fantastyki panowały żelazne zasady: o polityce się nie gada. Idziecie na konwent – czerwone sztandary i brunatne koszule zostawcie w domu. Przy piwie spotykali się ludzie różnych poglądów i opcji politycznych.

Literatura „wysoka”, tak zwany nurt główny, raczyła nas nie dostrzegać, a gdy już czasem dostrzegła, to wylewała wiadra pomyj lub się z nas wyśmiewała. Fantastykę przez cały czas postrzegano jako niepoważną, bezwartościową, nieistotną. Miało to swoje dobre strony: nikt nie próbował nas korumpować, nikt się nie wtrącał w naszą enklawę. Pisaliśmy i wydawaliśmy książki, rosły nakłady, a imprezy naszego ruchu stawały się coraz ważniejszymi wydarzeniami kulturalnymi.

Kneblowanie ust innym to zawsze przejaw własnych kompleksów

W lipcu bieżącego roku nieoczekiwanie rzeczywistość załomotała do naszych drzwi podkutym buciorem. Zaczęło się niewinnie – „Nowa Fantastyka” zmieściła opowiadanie uznanego pisarza Jacka Komudy.

W świecie fantasy, trochę wzorowanym na średniowiecznej Polsce, grupa wojów ściga dwóch homoseksualistów. Jeden ma swoje za uszami – porywa dzieci, by je wywieźć do swojego kraju i sprzedać jako niewolników kapłanom-pedofilom. Tekst był delikatnie prowokacyjny – ale ostatecznie w czterdziestoletniej historii pisma nie takie prowokacje przechodziły.

Ale nagle okazało się, że chyba czasy się już za bardzo zmieniły. Atak przypuścił pisarz i publicysta Jacek Dehnel – deklarujący się jako gej i apostata. Za samozwańczym rzecznikiem „obrażonych” poszła fala (w zasadzie falka) oburzenia. Szereg zachodnich autorów otrzymał też donosy, jak strasznie „faszystowskie” pismo drukuje nad Wisłą ich teksty. Niektórzy od razu zerwali współpracę. Redakcja niestety ugięła się natychmiast. Zamiast pozwać donosicieli za oszczerstwa, zamieszczono błazeńskie oświadczenie, przeproszono, zadeklarowano uległość wobec zasad politycznej poprawności. I aby udobruchać tęczowe środowiska, zapowiedziano specjalny „tęczowy” numer…

W odpowiedzi kilkunastu autorów, redaktorów i wydawców fantastyki wystosowało ostry protest – przeciw cenzurze. Większość sygnatariuszy świetnie pamięta PRL i nie chce powrotu do tamtych uwarunkowań. Nikt z nich już raczej niczego do „Nowej Fantastyki” nie napisze…

Do tej pory w naszym środowisku orientacja seksualna nie miała żadnego znaczenia. To pewnie też się skończy. Do tej pory nasze środowisko było niemal wzorcowo tolerancyjne. Co więcej, była to tolerancja naturalna, a nie sztucznie narzucona przez speców od inżynierii społecznej. To pewnie też się zmieni… Do tej pory na naszych imprezach każda odmienność była – w granicach zdrowego rozsądku i smaku – tolerowana. Z tym pewnie też będzie gorzej. Zaatakowani – zaczniemy się bronić. Zaczniemy się izolować. Usztywnimy zasady.

Szczególnie smutny i obrzydliwy jest dla mnie fakt, że ten cały Dehnel nie jest członkiem naszego ruchu. Z tego co wiem, nigdy nie pisał fantastyki. Nigdy niczego nie opublikował w naszych periodykach. Z punktu widzenia większości ludzi czytających fantastykę ten człowiek w ogóle nie istnieje. Jego dorobek prozatorski też nie jest przesadnie duży. Powiem więcej: patrząc na dorobek, pozycję i nakłady Jacka Komudy – Dehnel może mieć uzasadnione kompleksy…

Nie kojarzę też, by posiadał jakikolwiek mandat na prowadzenie rozmów w imieniu środowisk LGBT. Przyszedł człowiek znikąd, oburzony opowiadaniem starszego, uznanego autora, o większym dorobku niż jego własny, wysunął idiotyczne żądania. A redakcja zamiast go zignorować, potulnie spełniła zachciankę. Pytam więc: dlaczego ktoś taki ma decydować o naszych sprawach, o kształcie i tematyce prozy, której nie uprawia i prawdopodobnie nawet nie czyta? Dlaczego w ogóle mamy z kimś takim rozmawiać?

I z innej strony: dlaczego bliżej nieokreślona grupa depcze nasze pismo, zamiast założyć własne? Dlaczego mamy im wydawać „tęczowy” numer? Czemu nie zrobią tego sami – choćby po to, by nam pokazać, że też potrafią (no chyba, że nie…). Dlaczego Dehnel, skoro poczuł konieczność „dania odporu”, nie odpowiedział honorowo i zgodnie z tradycją – kontropowiadaniem polemicznym? Zapewne po prostu nie przyszło mu to do głowy. Widocznie i jemu łatwiej niszczyć niż tworzyć

Straciliśmy coś własnego. Straciliśmy kawałek naszego świata. Do tej pory było czasopismo, do którego mógł pisać każdy. Teraz będzie czasopismo takie jak wszystkie inne. Pewna epoka dobiegła końca. Patrząc szerzej – polska fantastyka to tylko niewielki okop na skraju pola bitwy. Dla nas fantastów jednak szczególnie ważny – bo nasz. Dla ludzi, którzy fantastyki nie czytają, niestety też ważny (choć są oczywiście ważniejsze). Nowotwór myśli ludzkiej, jakim jest polityczna poprawność, przełamał kolejną rubież obronną… Jednym ruchem przekreślono niemal czterdziestoletnią tradycję czołowego pisma naszego ruchu. Od dziś fantastom nie wolno już pisać o złych gejach. O czym zabronią nam pisać jutro?

Andrzej Pilipiuk
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 858
22 003
Robią wszystko, aby ludzie przestali oglądać "filmy oscarowe" i sprowadzić rangę tej nagrody już zupełnie na bruk. Nawet kodeks Haysa, dyktujący co można wprost pokazać, a czego nie, nie ograniczał tematyki w podobnym stopniu. Oczywiście można argumentować, że jedno ma się nijak wobec drugiego, bo formalnie nie są to wymagania bezpośrednio dotykające produkcji i dopuszczenia do rynku, a warunków wstępnych do wystąpienia w pewnym konkursie, ale tak się składa, że amerykański przemysł filmowy z tego konkursu zrobił swój standard złota.

Z drugiej strony, od pewnego czasu zdaje się, że nieformalnie takie zasady i tak już obowiązywały, więc teraz mamy do czynienia z aktem ich znormalizowania i ujęcia wprost w regulaminie.
Nowe zasady Akademii. OSCARY tylko dla filmów z MNIEJSZOŚCIAMI
Autor: Filip Pęziński

opublikowano 09.09.20
Właśnie ogłoszono nowe zasady dotyczące kryteriów, które film będzie musiał spełnić, aby walczyć o Oscara w kategorii najlepszy film. Zasady te będą stopniowo wprowadzane już od 2022 roku, a całkowicie wejdą w życie przy okazji 96. Ceremonii Oscarowej w 2024 roku. Właśnie na tej gali zabraknąć ma już tytułów, które nie spełnią poniżej opisywanych zasad. Dotyczą one oczywiście roli i reprezentacji kobiet oraz mniejszości rasowych, etnicznych, seksualnych w przemyśle filmowym.
Aby móc otrzymać nominację do Oscara w kategorii najlepszy film, tytuł będzie musiał spełnić dwa z czterech poniższych standardów:
STANDARD A – REPREZENTACJA NA EKRANIE, TEMATY I MOTYWY NARRACYJNE
Żeby spełnić Standard A musi być spełnione jedno z poniższych kryteriów.
A1. Aktorzy pierwszoplanowi lub istotni aktorzy drugoplanowi
  • Przynajmniej jeden z aktorów pierwszoplanowych lub istotnych aktorów drugoplanowych reprezentuje mniejszość rasową lub etniczną (Azjaci, Latynosi, Czarnoskórzy, Rdzenni Amerykanie, Afrykańczycy, Arabowie i inne grupy mniejszościowe).
A2. Ogólna obsada
  • przynajmniej 30% aktorów w drugoplanowych i epizodycznych rolach musi reprezentować co najmniej dwie spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
A3. Główny wątek fabularny
  • główny wątek fabularny musi być związany z co najmniej jedną spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
STANDARD B – EKIPY FILMOWE I ZESPOŁY TWÓRCZE
Żeby spełnić Standard B musi być spełnione jedno z poniższych kryteriów.
B1. Ekipa filmowa
  • Casting, zdjęcia, muzyka, kostiumy, reżyseria, montaż, fryzury, charakteryzacja, produkcja, scenografia, dźwięk, efekty specjalne, scenariusz – co najmniej dwa z powyższych działów powinny być kierowane przez osoby z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
    • Casting, zdjęcia, muzyka, kostiumy, reżyseria, montaż, fryzury, charakteryzacja, produkcja, scenografia, dźwięk, efekty specjalne, scenariusz – co najmniej jeden z powyższych działów powinien być kierowany przez osoby reprezentujące mniejszość rasową lub etniczną (Azjaci, Latynosi, Czarnoskórzy, Rdzenni Amerykanie, Afrykańczycy, Arabowie i inne grupy mniejszościowe).
B2. Inne istotne role
  • Co najmniej sześć osób niższego szczebla ekipy powinny reprezentować mniejszość rasową lub etniczną.
B3. Ogólny skład ekipy filmowej
  • Co najmniej 30% całej ekipy filmowej powinny stanowić osoby z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
STANDARD C – DOSTĘP DO PRZEMYSŁU I MOŻLIWOŚCI
Żeby spełnić Standard C musi być spełnione jedno z poniższych kryteriów.
C1. Płatne praktyki i staże
  • Duże studia i dystrybutorzy muszą mieć stały program płatnych staży w różnych działach skierowane do osób z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, głuchonieme.
    • Małe studia i niezależni dystrybutorzy muszą mieć co najmniej dwie osoby na płatnych stażach reprezentujące którąś z grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, głuchonieme.
C2. Możliwości szkoleniowe i rozwój umiejętności (ekipa filmowa)
  • studia, dystrybutorzy, firmy finansujące produkcję filmów muszą oferować programy szkoleń i rozwoju umiejętności osobom reprezentującym te grupy: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
STANDARD D – KOMUNIKACJA Z WIDOWNIĄ
  • Studio lub firma producencka muszą mieć w zespołach zajmujących się reklamą, dystrybucją, PR-em osoby na kierowniczych stanowiskach, które reprezentują poniższe grupy: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.
Przypominamy, że zasady te dotyczą jedynie głównej kategorii nagród – Oscara za najlepszy film. W życie wejdą dopiero w 2024 roku, a na dwóch wcześniejszych galach Akademia będzie rozważać nominacje pod kątem nowych zasad, ale nie dyskwalifikować filmy za ich nieprzestrzeganie.
Aktualizacja: Zapomnieli wyłaczyć komentarze. :)


Zrzut ekranu z 2020-09-09 15-46-39.pngZrzut ekranu z 2020-09-09 15-47-01.png
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom