Polityczna poprawność jest ok

kr2y510

konfederata targowicki
12 244
21 139
No cóż, piesek medialny PiS, Sakiewicz walczy o narodowy i katolicki elektorat. Wybory się zbliżają, a PiS musi wygrać i przepchać 447. Naklejka będzie dostępna z Gazetą Polską, w której znajdzie się ładunek propagandowy.
Po wyborach taki wybryk się nie powtórzy. Mosbacher będzie mogła być spokojna. A na razie pomogła wypromować Gazetę Polską. Ja przypuszczam, że to była ustawka.
 

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 234
3 735
*Marks przenosi się w czasie do 2019*

"Ok, zobaczmy, czy już sobie poradzili z kapitalizmem"

*widzi to ^*

:D

Czy ten macbook, którego tam noszą za mównicą, nikogo nie striggerował?
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 049
1 590
Widzę, że temat poszedł na inne tory niż chciał zakładający go. A ja mam zamiar w jeszcze inną go obrócić. Wracając może do początku. Pisałem nie raz na forum, że uważam, że dla zaistnienia i dobrego funkcjonowania społeczeństwa wolnościowego jest korzystne występowanie wśród ludzi pewnych wzorców zachowań. Takim wzorcem może być poszanowanie dla wyborów dokonywanych przez innych ludzi, którzy nie uderzają w wolność i własność innych jednostek. Dla mnie dziwaczna jest postawa Hansa Hermanna Hoppego, który będąc libertarianinem chce wszystkimi dostępnymi metodami nie łamiącymi NAPu utrudnić i uprzykrzyć życie ludziom, którzy nie wyrządzają krzywdy innym a robią rzeczy, które nie podobają się Hoppemu tj. zażywają narkotyki lub trudnią się bądź korzystają z prostytucji. Choć formalnie nie ma tu sprzeczności to taka postawa jest dla mnie jakoś niekonsekwentna. Jeśli ktoś uważa, że ludzie mogą robić co chcą o ile nie krzywdzą innych to po co ma zwalczać (nawet w sposób nie łamiący NAPu) takie zachowania? Co więcej takie promowanie miękkiej agresji w stosunku do nierobiących krzywdy innym może podważać pewien wolnościowy fundament. A jedną z form takiej miękkiej agresji może być mowa nienawiści. I jeśli poprawność polityczna to taki sposób mówienia, w którym nie obraża się innych to jakimś rozwiązaniem jest właśnie stworzenie libertariańskiej poprawności politycznej. Będziemy mieć wtedy do czynienia z autocenzurą, tylko pojawi się nowy problem, ponieważ stworzy się kolejny wzorzec zachowania, który może być przeszkodą na drodze do wolności. Bo jeśli dla libertarian ma być wartością wolność wypowiedzi to wtedy będziemy hamować tę swobodę wypowiadania się. Czy jest to antagonizm, którego nie da się rozwiązać? Może większym problemem niż agresja słowna jest nadwrażliwość na słowa? Mówi się, że słowa nie bolą, ale chyba często jednak jest inaczej, bo takie zaszczepiono ludziom wzorce. Może problemem jest honor. Kawador w temacie o czarnej przestępczości pisze, że powodem agresji wśród afroamerykanów nie są koniecznie jakieś wojny pomiędzy narkotykowymi mafiami, a całkiem często jakieś błahostki. Ktoś się poczuł urażony i wpakował komuś innemu kulkę w głowę. W temacie o islamie były tam jakieś informacje o młodych muzułmanach w Europie co pobili jakąś staruszkę, bo nie okazywała im należnego szacunku. Choć bardzo mocno to widać wśród murzynów czy muzułmanów i tam skala tego bije po oczach to problem nie dotyczy tylko ich. Może jedną z tych rzeczy, którą warto byłoby promować to jest dystans do siebie, pobłażanie dla niemiłych słów i próba zmiany pejoratywnego odbioru niektórych z nich oraz jakieś sprowadzenie do parteru pojęć takich jak honor czy godność? I to co tu wymieniłem byłoby może wręcz konserwowane przez polityczną poprawność nawet w libertariańskim wykonaniu?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 738
Według mnie podejście Hoppego włącza do libertarianizmu pewien aspekt komunitariańskiej myśli o kosztach kultury [niezbędnej do utrzymania], bez której potencjalne społeczeństwo libertariańskie się załamie lub straci tożsamość w wyniku zupełnie swobodnie poczynających sobie ludzi przeprowadzających dywersję ideologiczną w ramach nieograniczonej wolności słowa czy tym bardziej - stylu bycia.

Klasyczny thin libertarianism nie bierze pod uwagę takich kwestii jak wrogie idee czy próby demoralizacji - zajmuje się jedynie precyzyjnym i formalnym określaniem granic wpływów jednostek. Milcząco zakłada, że wszyscy chcą żyć w społeczeństwie opartym na tych zasadach. Problem w tym, że burzyć normy społeczne można stopniowo, również za pośrednictwem środków nieformalnych, w zgodzie z aksjomatami, omijając ich zakres działania, poruszając się poniekąd w ich martwej strefie, której nie sposób obronić przed erozją. I co wtedy?

Zawsze będzie potrzeba wyciszania czy pozbywania się ludzi brużdżących preferowanemu przez nas ustrojowi społecznemu i od tego się nie ucieknie. W myśl zasady "kto nie pracuje, niech też nie je", można powiedzieć: "kto nie chce utrzymywać libertariańskiego stylu życia, niech też wynosi się poza margines libertariańskiego społeczeństwa, bo jest w nim zbędny".

Z jednej strony może być przykre, że nie jesteśmy w stanie być na tyle tolerancyjni, by nawet swoim przeciwnikom zagwarantować nieformalnie tyle samo wolności co sobie, ale ostatecznie dbać należy o swoich, czyli tych, którzy mają jakiś pozytywny wkład i podtrzymują nasz prefereowany ład, a nie kontestujących go. Kontestatorom należy wtedy utrudniać życie wszelkimi dostępnymi środkami, by zniwelować ich wpływ.

Inną sprawą są natomiast na sztywno i z góry wyznaczane przez Hoppego grupy nieformalnych wrogów publicznych. Moim zdaniem należy to traktować jako potencjalne kandydatury, które zawsze mogą się zmienić. Myślę, że Hoppe włącza część tych grup z powodu ich dzisiejszej postawy i przejawianej aprobaty wobec rozwiazań antywolnościowych. Tyle, że ta aprobata zawsze może zostać wycofana i w praktyce moglibyśmy się zdziwić, gdybyśmy przyjrzeli się, kto chciałby bronić akapu i swoich interesów w nim, a kto nie, gdyby jakiś akap powstał.

Z całą pewnością realne społeczeństwo libertarianskie zyskałoby jakichś wrogów, zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych, którym należałoby zatruwać życie, by nie byli w stanie niczego zepsuć. Ale czy miałoby to dokładne pokrycie w rozpisce usual suspects Hoppego? Tu zalecana byłaby już większa ostrożność.
 
Ostatnia edycja:

tolep

ChNiNK! ChP!
7 761
13 170
Wednesday, 13 November 2019
I was a liberal NY prof, but when I said the left was going too far, colleagues called me a NAZI & treated me like a RUSSIAN SPY
by Michael Rectenwald

(...)

Much like Jordan Peterson, my tipping point involved the pronoun wars, although, as you’ll see, I enjoyed a more satirical approach. When the University of Michigan instituted a policy that offered students a carte blanche pronoun preference opportunity, a clever student offered “His Majesty” as his chosen pronoun, and his blasphemous pronoun choice made the news. The satirical trope hilariously underscored the absurdity of gender and pronoun proliferation, and the institutional lunacy that has attempted to keep pace with it. I posted a link to an article about the spoof on Facebook, without comment. I then proceeded to teach for the rest of the afternoon.

By the time I noticed the pandemonium, it was too late to manage it.

(...)

https://www.newenglishreview.org/blog_direct_link.cfm?blog_id=68854
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 738
Netflix Turning Too Blue? Republicans’ Perception of the Brand Has Dropped, Data Shows
By Todd Spangler
NY Digital Editor
Hollywood’s left-leaning politics has made the industry a bête noire among conservatives for decades. But Netflix has made some recent moves that have especially rankled Republicans.

In March, the streamer named Susan Rice — former national security adviser to President Obama, and a conservative target in the Bengazi scandal — to its board of directors. Last month, Netflix officially announced an exclusive multiyear deal with the Obamas’ Higher Ground Productions for original programming. And last week, it premiered “The Break with Michelle Wolf” — a late-night-style show from the comedian who delivered a blistering takedown of the Trump administration and other conservative politicos at the White House Correspondents Association dinner.

Thousands of right-wingers have taken to social media to express their unhappiness with Netflix’s left turns. They’ve condemned Netflix, announced they have dropped the streaming service, and urged like-minded folks to also cancel.

How much has Netflix alienated the right? New data from YouGov, a brand-perception research firm, indicates that Netflix’s positive-impression rating among Republicans in the U.S. has drifted down 16% from the beginning of 2018 through May 31, according to data from YouGov’s BrandIndex. At the same time, Netflix’s approval rating with Democrats has risen 15% over the same time period (see chart, below).

That said, Netflix maintains a relatively high favorability rating — even among Americans who identify as Republicans. YouGov BrandIndex’s Impression survey measures overall perception on a scale of -100 to 100, and Netflix is in firm positive territory across the political spectrum.

Indeed, Netflix is the No. 2 most popular TV network overall tracked by YouGov (based data from Nov. 10, 2017-May 28, 2018), ranking behind only Discovery. For 2017, Netflix had the second-highest average “buzz” score after Amazon, per YouGov’s measurement of week-to-week consumer reactions brands — ahead of Nike, Apple and M&M’s. Netflix also is No. 7 among brands people say they’d be “proud” to work for on YouGov’s 2018 workforce ranking.

All the same, the 21-point differential in Netflix’s brand perception scores as of May 31 between Dems (62.8) and GOP-ers (41.8) on YouGov’s Impression survey is telling.

Netflix declined to comment on the YouGov results. (The company typically does not weigh in on third-party data.)

For now, it’s difficult to definitively gauge the scope of the #CancelNetflix conservative backlash, and whether that will put any kind of dent in its subscriber momentum. Ted Sarandos, Netflix’s chief content officer — who has personal ties to Democratic figures — has suggested critics wait for the actual content that emerges from the Obamas’ production company before passing judgment.

“This is not The Obama Network,” said Sarandos, speaking at the Paley Center for Media in New York on May 29. “There’s no political slant to the programming.”


The disavowal by Sarandos that the Obamas will not produce content with a political agenda has not gone over well with conservatives who harbor an intractable enmity toward the 44th U.S. president.

And Sarandos’ statements are fairly disingenuous. While Higher Ground probably won’t produce a documentary, say, exploring the FBI’s probe of the Trump campaign’s potential ties to Russia, the content is expected to have a progressive worldview. One idea that’s brewing is for a Netflix show hosted by Barack Obama discussing health care, voting rights, immigration, foreign policy, and climate change, per a New York Times report.

Meanwhile, “The Break with Michelle Wolf,” the weekly half-hour variety/sketch series with new episodes streaming every Sunday, certainly isn’t helping Netflix win over any conservative fans. In her June 3 segment, Wolf delivers this zinger: “Don’t compare Trump to an ape — because that’s rude to apes! Compared to Trump, apes are quite accomplished!”

To put this into perspective, Netflix’s politically charged content is just a tiny fraction of the stuff it pumps out. I’m guessing most customers probably don’t care about the board appointment of Susan Rice — or even know who she is. And through its relationship with the Obamas, Netflix is calculating that the appeal of the ex-First Couple will outweigh upsetting any haters.

Then there’s this important point: Netflix is a global service, operating in more than 190 countries. Barack Obama left office last year with very high worldwide approval ratings: an average of 76% of respondents in 24 countries said he was a good president, according to research firm Ipsos. Asked about Trump, 66% said they believed he would be a bad president.
 
Do góry Bottom