1. Forum Libertarian ma swój regulamin.

NATO się sypie

Temat na forum 'Wiadomości' rozpoczęty przez kawador, 11 Czerwiec 2011.

  1. kawador

    kawador Merchant of Death Członek Załogi

    Posty:
    13 264
    Polubienia:
    19 795
    Amerykański min obrony Robert Gates oświadczył, że NATO grozi rozkład z powodu braku kasy. Państwa europejskie mają armie niezdolne do działania, a USA nie będą dalej finansowały większości sił NATO.

    http://www.telegraph.co.uk/news/worldne ... Gates.html

    Niech się rozpada. Najlepiej razem z ONZ.
     
    xawas lubi to.
  2. kr2y510

    kr2y510 konfederata targowicki

    Posty:
    12 123
    Polubienia:
    20 336
    Gates nie chce rozpadu NATO, on chce kasy.
    Obecna sytuacja to cisza przed burzą. Izrael szuka nowych sojuszników, a USA chcą wciągnąć cały świat w swoje bezsensowne wojenki. Ruskie wszędzie cichcem (agenturą) mieszają. Teraz należy obserwować Chiny. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta.
     
  3. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 363
    Polubienia:
    19 109
    Wielomski: O kryzysie polsko-amerykańskim. Czy Amerykanie broniliby naszego kraju?
    27 marca 2018
    Przez kilka dni mieliśmy przepychankę w związku z tajną czy poufną notatką ujawnioną przez jeden z niemieckich portali informacyjnych działających w Polsce, według której dyplomacja amerykańska ostrzegła, że prezydent Rzeczpospolitej Andrzej Duda i premier RP Mariusz Morawiecki nie są mile widziani w Białym Domu i nie mają szans na spotkania „na szczycie” ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami. Wszystko zaś z powodu nowelizacji ustawy o IPN, która – wedle strony amerykańskiej – miałaby penalizować badania nad Holokaustem i rzekomym udziałem w nich Państwa Polskiego i Narodu Polskiego.

    Ministerstwo Spraw Zagranicznych najpierw coś tam kręciło, lecz w końcu złożyło do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Spodziewałem się, że będzie to doniesienie na tenże niemiecki portal, iż spreparował notatkę. Jednak nie – poszło doniesienie w sprawie wycieku tajnego dokumentu, którego MSZ nie chce jednak odtajnić. Niestety, wszystko wskazuje, że polski prezydent i premier rzeczywiście są niemile widziani w Waszyngtonie. Dostali coś, co w sieciach społecznościowych określa się mianem „bana”. Gdy jednakże wszyscy w Polsce – politycy i dziennikarze – zaczęli skowyczeć, jakie stało się nieszczęście i czy oraz jak bardzo „ban” ten wpłynie na nasze bezpieczeństwo, więc czy należy bronić ustawy o IPN, czy się z niej wycofać, to ja proponuję zadać inne pytanie: ile jest dla nas wart sojusz ze Stanami Zjednoczonymi?

    Przez ostatnie ćwierćwiecze karmiono nas narracją, że od sojuszu z Waszyngtonem zależy bezpieczeństwo Polski. Od sojuszu nie z NATO, lecz konkretnie ze Stanami Zjednoczonymi. Od wielu lat kwitnie w Polsce propaganda mediów amerykańskich, niemieckich i autochtonicznych, wedle której Rosja Władimira Putina tylko czeka na dogodny moment do ataku na Ukrainę, Litwę, Łotwę, Estonię, a potem na Polskę. Media co rusz podają jakieś wyssane z palca daty, które rzekomo wyciekły z Rosji. W tej sytuacji sojusz z Waszyngtonem wyrósł do rangi iście katechonicznego, stanowiąc jedyną gwarancję bezpieczeństwa i suwerenności Polski. Wszystkich, którzy wyrażali sceptycyzm co do skuteczności lub sensowności tego sojuszu, wyzywano zaś od „endokomunistów”, „ruskich agentów” i „trolli Putina”.

    Coś wiem na ten temat, gdyż jestem jednym z tychże sceptyków. Szaleństwo entuzjazmu dla sojuszu z Amerykanami doszło do jakiegoś paroksyzmu za rządów Prawa i Sprawiedliwości, gdy polska polityka zagraniczna polegała na pokłóceniu się dosłownie ze wszystkimi. Nie tylko z Rosją, Niemcami i z Francją, ale nawet z Ukrainą czy Litwą. Rząd, pod nieformalnym przywództwem Nieomylnego Prezesa, stał na stanowisku, że wszystko nam wolno powiedzieć i zrobić, drażnić wszystkie duże niedźwiedzie i lwy dookoła, ponieważ możemy sobie na to pozwolić jako najbliższy amerykański sojusznik, rodzaj „niezatapialnego lotniskowca” w strategicznym miejscu Europy. Politykę zagraniczną PiS uważałem za szaleńczą od samego początku, właśnie z racji sceptycyzmu co do wartości sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.

    Skąd mój sceptycyzm? Prawdę mówiąc, to wynikał on zawsze z faktu, że miałem wątpliwości, czy Amerykanie rzeczywiście, w razie wojny z Rosją, mieliby zamiar i ochotę bronić naszego kraju. Nigdy nie śpieszyli się nawet z założeniem nad Wisłą swoich baz i przerzuceniem do nas większych oddziałów. Gdy w końcu to zrobili, trudno nie zauważyć, że umiejscowili się bliziutko niemieckiej granicy, tak jakby chcieli w razie czego móc się wycofać.

    Amerykańskie oddziały powinny stać pod granicą z obwodem kaliningradzkim, a nie w Żaganiu na drugim końcu Polski! Co więcej, w sumie gorzej byłoby, gdyby do wojny amerykańsko-rosyjskiej doszło, bowiem toczyłaby się ona na terytorium polskim. Ktokolwiek by ją wygrał, z mojego domu albo pozostałaby sterta kamieni, albo byłby w tym miejscu lej po bombie. Mogę tylko liczyć, że nie po atomowej…

    Przez ćwierćwiecze zapewniano nas, że nie mamy się czego bać, bowiem Wuj Sam stoi za nami murem. W razie czego pomoże, wesprze, uratuje. Ustawa o IPN była niczym kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy. W Izraelu i pośród części żydowskiej diaspory zawrzało, co po części wynikło z nieznajomości tekstu ustawy, a po części ze skrajnie złej woli. Wpływowe lobby przykręciło śrubę w Departamencie Stanu, w otoczeniu Donalda Trumpa, być może, że z udziałem jego córki Ivanki.

    I z powodu prawnego szczegółu – chciałoby się wprost rzec: „dupereli” – stosunki Polski z USA zawisły na włosku, a prezydent i premier dostają „bana” w Białym Domu. Katechoniczny sojusz Warszawy z Waszyngtonem zachwiał się, ponieważ Państwo Polskie będzie ścigało tych, którzy używają określenia „polskie obozy śmierci”. Jeśli sojusz ten zachwiał się z tak błahego powodu, to trzeba spytać wprost: to ile ten sojusz jest wart? Czy wierzycie Państwo, że Amerykanie są gotowi setkami lub tysiącami umierać w obronie naszej ziemi przed rosyjską agresją, ale są bliscy zerwania z nami stosunków, ponieważ będziemy penalizować określenie „polskie obozy śmierci”?

    O sojuszu amerykańsko-polskim wielu powiadało, że tak naprawdę nie wiadomo, czy w razie zagrożenia naszego kraju Waszyngton przyjdzie nam z militarną odsieczą. Któryś z polityków wprost powiedział, że tego nie wie, ale „trzeba w to wierzyć”. Prawdę mówiąc, we mnie nigdy nie było tej wiary. Osobiście po kryzysie wokół ustawy o penalizacji „polskich” obozów śmierci zdanie na temat sojuszu amerykańsko-polskiego mam już ostatecznie wyrobione: Polska nie jest postrzegana przez Amerykanów jako strategiczny partner. Nawet nie jest widziana jako istotny sojusznik. Jest tylko polem ewentualnej bitwy pancernej z Rosjanami, rynkiem zbytu dla amerykańskiego uzbrojenia i dla amerykańskiego gazu (wcześniej kupionego w Rosji, a sprzedanego z amerykańskim zyskiem). Można wręcz zadać pytanie: czy amerykańskie wojska w Polsce mają bronić naszego kraju przed rosyjską agresją, czy pomóc w egzekucji ustawy S.447?

    Adam Wielomski
    za: “Najwyższy Czas!” i www.nczas.com
     
  4. Antoni Wiech

    Antoni Wiech paranacjonalista Członek Załogi

    Posty:
    3 626
    Polubienia:
    4 810
    Wielomski to konserwatywny oszołom i podchodzilbym z dystansem do jego analiz. Nie można tez zapominać, że ambasada amerykańska oficjalnie zakomunikowała, że współpraca dyplomatyczna będzie trwała, aczkolwiek dziennikarze podzieleni są w ocenie czy to wyklucza blokadę Dudy w Białym domu.

    Co nie zmienia faktu, że wg mnie jeśli chodzi o ogólny przekaz gość może mieć dużo racji. Mnie od jakiegoś czasu zastanawiało, że politycy polscy bez względu na frakcję zawsze są tak pro-amerykańscy (oprócz Korwiniątka oczywiście)., bo NATO traktuję jako projekt głównie amerykański (np. nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale Naczelni Dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie to są od powstania tej organizacji TYLKO Amerykanie. Co jest dość w sumie zabawno-ciekawą sytuacją biorąc pod uwagę nawet tylko nazwę tego stanowiska). Takie "alternatywy" jak partia RAZEM również raczej przychylnie mówią o NATO.

    Krytyka sojuszu z Amerykanami idzie albo ze środowisk mocno alternatywno-prawicowych (nierzadko oszołomskich), albo alternatywno-lewicowych (nierzadko oszołomskich). Mainstream polityczny jest pro i mówi jednym głosem. Co oczywiście jest w teorii możliwe, ale to budzi moje podejrzenia.

    I piszę to bez jakiejś oceny słuszności sojuszu z Amerykanami i NATO ogólnie, a Rosję uważam, że agrosora ale z przetrąconymi łapkami.
     
  5. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 363
    Polubienia:
    19 109
    Ucz się, Adolf! Tak się to robi...

    Niemcy gotowe bronić Polski

    dzisiaj 00:36
    Jeśli Trump obieca Putinowi wyjście wojsk USA z Europy Środkowej, Niemcy mogą zająć ich miejsce - pisze na łamach "Rzeczpospolitej" Jędrzej Bielecki. Nową strategię niemieckiego rządu kanclerz ujawniła w cotygodniowym, radiowym przesłaniu do narodu. Wykorzystała ostatnią taką okazję przed rozpoczynającym się w jutro szczytem sojuszu atlantyckiego w Brukseli.

    • Nikt nie wie co może zdarzyć się na szczycie Trump-Putin w Helsinkach. Czy Trump obieca Putinowi wyprowadzenie wojsk z Europy?
    • Angela Merkel jest gotowa, by wysłać dodatkowe wojska na Litwę i do Polski. Ekspert cytowany przez "Rzeczpospolitą" uważa, że Warszawa byłaby z takiego ruchu zadowolona
    • Co prawda taka inicjatywa byłaby wsparta przez inne europejskie kraje NATO, jednak rola Niemiec byłaby w takim przypadku zasadnicza - mówi
    – Wyzwania dla NATO zmieniły się w ostatnich latach radykalnie – powiedziała Angela Merkel, wskazując na aneksję Krymu i zajęcie części Donbasu przez Rosjan. – Dlatego musimy podjąć niezbędne kroki, w tym zapewnić zwiększoną obecność w krajach Europy Środkowej i Wschodniej – dodała szefowa niemieckiego rządu, cytowana na łamach "Rzeczpospolitej".

    Warszawa byłaby zadowolna
    Na razie Niemcy mają jakieś pół tysiąca żołnierzy na Litwie. Kierują batalionem ramowym, w skład którego wchodzi ok. 1,2 tys. żołnierzy z różnych krajów sojuszu, wylicza Bielecki. – Kanclerz nie ma precyzyjnych informacji, co może się zdarzyć na szczycie Putin – Trump w Helsinkach 16 lipca, także z uwagi na nieprzewidywalność prezydenta USA. Jest jednak gotowa wysłać dodatkowe wojska nie tylko na Litwę, ale także do Polski. Rząd w Warszawie z pewnością przyjąłby to z zadowoleniem. Polsko-niemiecka współpraca wojskowa, m.in. wojsk pancernych oraz wielonarodowego dowództwa w Szczecinie, układa się znakomicie – mówi "Rzeczpospolitej" Gustav Gressel, znawca problematyki wojskowej w European Council on Foreign Relations w Berlinie.

    – Co prawda taka inicjatywa byłaby wsparta przez inne europejskie kraje NATO, jednak rola Niemiec byłaby w takim przypadku zasadnicza. Francja, której wojska są mocno zaangażowane w Afryce i na Bliskim Wschodzie, nie ma na razie możliwości wysłania dodatkowych sił do Europy Środkowej – dodaje.

    Trump ostro do Merkel
    W przesłanym kilka dni temu do Merkel liście Trump w mocnych słowach skrytykował zbyt niskie jego zdaniem wydatki Niemiec na obronę. I rzeczywiście, choć Berlin z innymi sojusznikami obiecał na szczycie NATO w Walii w 2014 r., że zwiększy wydatki na obronę do 2 proc. PKB w ciągu dziesięciu lat, aktualny plan rządu zakłada, że w 2025 r. budżet na wojsko będzie pochłaniał 1,5 proc. PKB. Dziś jest to 1,24 proc.

    Mimo wszystko przyjęty przez Bundestag budżet na 2019 r. zakłada zwiększenie wydatków na ten cel z 38,5 do 42 mld euro. Po raz pierwszy od lat Niemcy będą miały wtedy większe fundusze na obronę niż Francja. W Europie będą wówczas ustępowały pod tym względem tylko Wielkiej Brytanii.

    – Te środki są pilnie potrzebne, aby nadrobić luki z wielu ostatnich lat, w tym gdy idzie o tak podstawowe wyposażenie jak amunicja i ubrania na zimę. O ile Francja przewyższa Niemcy pod względem mobilności sił zbrojnych, marynarki i lotnictwa, a poza tym ma uzbrojenie jądrowe, o tyle Niemcy już teraz mają bardziej rozbudowane siły lądowe, w tym wojska pancerne – wskazuje Gressel.

    Bundeswehra w katastrofalnym stanie?
    Niemieckie media regularnie donoszą o katastrofalnym stanie wyposażenia Bundeswehry. Deutsche Welle podało np., że jedynie 38 na 114 myśliwców Eurofighter i 7 na 43 helikopterów bojowych Tiger jest w pełni operacyjnych. Jeszcze gorzej miałoby być z czołgami.

    – Normy biurokratyczne Bundeswehry są wyjątkowo wyśrubowane. Wystarczy, że czołg Leopard nie ma najnowszego filtra spalin i już uznaje się, że nie jest w pełni operacyjny. A przecież mimo to zachowuje zdolności bojowe. Dlatego Niemcy mogłyby wnieść bardzo wymierne wsparcie bojowe dla krajów znajdujących się na flance wschodniej NATO – mówi Gressel. Przyznaje jednak, że dla wprowadzenia w życie uzgodnionych już z Francją projektów budowy myśliwców czy czołgów najnowszej generacji potrzeba będzie znacznie większych środków.

    W czerwcu minister obrony Ursula von der Leyen ogłosiła plan zasadniczej przebudowy struktury niemieckich sił zbrojnych. Ma on odwrócić plan z 2011 r., który stawia jako priorytet dla Bundeswehry misje zamorskie. Teraz równie ważna ma być obrona terytorialna – w domyśle przed frontalnym atakiem ze Wschodu. Wojsko rekrutuje także żołnierzy zawodowych do trzeciej dywizji oraz m.in. walki w cyberprzestrzeni.

    Gdyby Niemcy osiągnęły próg 2 proc. wydatków na obronę, miałyby na ten cel gigantyczny budżet 80 mld euro rocznie, jakieś osiem razy więcej niż Polska i dwa razy więcej niż Francja.
    Ech, nie wiem, kto jest tu głupszy; Niemcy z i ich eko-czołgami, czy zwasalizowani Polacy, cieszący się, że niemiecka szlachta będzie bronić ich wsi...
     
    tomky i Cngelx lubią to.
  6. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 363
    Polubienia:
    19 109
    Raport Bundestagu krytycznie ocenia stan sił zbrojnych
    Świat
    1 godz. 9 minut temu
    Ogłoszony we wtorek doroczny raport pełnomocnika Bundestagu ds. sił zbrojnych prezentuje krytyczny obraz Bundeswehry z głównymi problemami w postaci niedostatków wyposażenia, niesprawnego zarządzania i rekordowo niskiej liczby nowego personelu.

    Jak twierdzi pełnomocnik Hans-Peter Bartels, którego urząd rozpatruje skargi i zażalenia osób wojskowych w sprawach związanych z ich służbą, w obronności "we wszystkich dziedzinach wciąż utrzymuje się system gospodarki niedoborów". Ponadto w opinii wielu żołnierzy wiele problemów powstaje z winy "biurokratycznego potwora - Bundeswehry".

    "To, że w roku sprawozdawczym Bundeswehra zdołała w jakiś sposób sprostać niemal wszystkim postawionym jej zadaniom, zawdzięczać należy przede wszystkim lojalnemu profesjonalizmowi, zamiłowaniu do swego zawodu, dzięki którym żołnierze wciąż na nowo znajdują sposoby wyjścia tam, gdzie +droga służbowa+ niejednokrotnie mogłaby ich doprowadzić do desperacji. Mówią: +Administrujemy się na śmierć+ i mówią o +biurokratycznym potworze Bundeswehra+" - zaznaczył Bartels.

    "Gotowość bojowa głównego wyposażenia także w roku sprawozdawczym pozostawała przeważnie niezadowalająca. Ponieważ w przypadku czołgów, okrętów i samolotów sprawnych do użytku była często mniej niż połowa, nie można mówić o odczuwalnej zmianie trendu" - czytamy w raporcie.

    W drugiej połowie 2018 roku niemiecka marynarka wojenna nie dysponowała żadnym własnym tankowcem, gdyż obie jej jednostki tej klasy były unieruchomione wskutek awarii systemu napędowego. Wydaje się, że nadal żaden z sześciu niemieckich okrętów podwodnych nie jest w pełni zdolny do służby, czego przyczynami są poważne defekty techniczne, braki części zamiennych i przedłużające się remonty stoczniowe - wskazuje przedstawiony przez Bartelsa dokument.

    Krytykuje również to, że transport powietrzny niemieckiego kontyngentu wojskowego w Afganistanie realizowany jest w znacznym stopniu wynajętymi śmigłowcami cywilnymi.

    Dotkliwym problemem całych sił zbrojnych są także niedobory kadrowe. "Choć w roku sprawozdawczym Bundeswehra odnotowała wzrost liczby żołnierzy służby okresowej i żołnierzy zawodowych o łącznie 4 tys., to liczba żołnierzy rozpoczynających służbę zmniejszyła się w porównaniu z rokiem 2017 o 3 tys., do 20 tys. czyli do poziomu najniższego w jej historii" - zaznaczył Bartels. Nie wiadomo, czy sytuacja demograficzna Niemiec i wywołany nią systematyczny spadek liczebności kolejnych roczników absolwentów szkół pozwoli na planowane zwiększenie stanu osobowego Bundeswehry z obecnych 180 tys. do 203 tys. w roku 2025.
     
    sabat lubi to.
  7. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 363
    Polubienia:
    19 109
    Potężna niegdyś Bundeswehra zaczyna przypominać Gang Olsena

    dzisiaj 11:39
    Potężna niegdyś niemiecka armia wygląda na coraz bardziej bezbronną: myśliwce i helikoptery, które nie latają; okręty i łodzie podwodne, które nie są w stanie pływać, a na dodatek dotkliwe braki wszystkiego, od amunicji po kalesony, pisze Matthew Karnitschnig z POLITICO.

    • O niemieckiej machinie wojskowej wiadomo, że niszczeje już od jakiegoś czasu, jednak stan sił zbrojnych może być gorszy, niż przypuszczali nawet najwięksi pesymiści
    • Biorąc pod uwagę wielkość Niemiec i ich potęgę gospodarczą, zainteresowanie Berlina sprawami bezpieczeństwa jest zaskakująco płytkie
    • Doniesienia, że stan wyekwipowania żołnierzy zagraża ich życiu i zdrowiu stają się raczej tematem czarnych dowcipów, a nie budzą oburzenie
    • Większość mediów przedstawia obecnie USA jako zagrożenie dla bezpieczeństwa porównywalne z Rosją
    • Wzbranianie się Niemców przed jakimkolwiek zaangażowaniem w działania militarne ma korzenie w ich XX-wiecznej historii, ale dekady amerykańskiej ochrony uśpiły kraj i wpędziły w fałszywe poczucie bezpieczeństwa
    Jeżeli Państwo sądzą, że porównanie Bundeswehry do “Gangu Olsena” jest nadużyciem, to spójrzcie na znajdujący się na standardowym wyposażeniu niemieckiej armii karabinek HK G36. Rząd postanowił zezłomować całą tę broń po odkryciu, że przy zbyt wysokiej temperaturze broń ta nie jest w stanie trafić w cel.

    “Brakuje zarówno ludzi jak i sprzętu, często jeden niedobór goni drugi”, napisał socjaldemokratyczny deputowany Hans-Peter Bartels zasiadający w komisji obrony, w raporcie opublikowanym pod koniec stycznia. "Żołnierze są dalece nie w pełni wyekwipowani”.

    Niemiecka armia, niegdyś jedna z najgroźniejszych (i najbardziej brutalnych) na świecie, coraz bardziej zaczyna przypominać ochotniczą straż pożarną, a nie nowoczesną machinę wojenną. W ubiegłym miesiącu strzelcy alpejscy zostali wysłani do usuwania śniegu z dachów domów w Bawarii.

    Podczas niedawnej wyprawy na Litwę, gdzie około 450 niemieckich żołnierzy stacjonuje w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, amerykańscy oficerowie z przerażeniem odkryli, że personel Bundeswehry komunikuje się przy pomocy niezabezpieczonych telefonów komórkowych, ponieważ brakuje im profesjonalnych radiostacji.

    Pod koniec 2018 roku mniej niż 20 procent z 68 niemieckich helikopterów bojowych Tiger i niespełna 30 procent ze 136 myśliwców Eurofighter było zdolnych do lotu. Sfrustrowani tą sytuacją piloci odchodzą ze służby.

    – Gdzie nie spojrzeć, coś nie funkcjonuje – mówi wysoki rangą niemiecki oficer, stacjonujący w kwaterze głównej Bundeswehry w Berlinie.

    Jest gorzej niż mogłoby się wydawać

    Niemiecka machina wojskowa niszczeje już od jakiegoś czasu. Jednak raport Bartelsa i seria niedawnych rewelacji ujawniających błędy w zarządzaniu na najwyższym szczeblu resortu obrony pokazuje, że stan sił zbrojnych może być gorszy, niż przypuszczali nawet najwięksi pesymiści.

    Amerykański prezydent, Donald Trump, wywiera na Berlin coraz większą presję, by wydawał więcej na obronność i wypełniał zobowiązania wynikające z członkostwa w NATO. Opłakany stan niemieckiej armii może być zatem jednym z głównych tematów dorocznej międzynarodowej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa, która odbywa się właśnie w Monachium.

    To, czy rząd Angeli Merkel jest gotowy, czy nawet zdolny, do poradzenia sobie z tym problemem, to inna kwestia. Centroprawicowa koalicja pani kanclerz nadzoruje ministerstwo obrony od prawie 15 lat i krytycy uważają, że problemy Bundeswehry w całości obciążają partię rządzącą.

    – To walka na wielu frontach – powiedziała w ubiegłym miesiącu minister obrony, Ursula von der Leyen, próbując odpierać krytykę. – Ja także chciałabym, żeby sprawy szły do przodu szybciej, ale 25 lat cięć i zaniechań nie na da się odwrócić w kilka lat.


    W ostatnich tygodniach von der Leyen znalazła się w centrum skandalu związanego z zewnętrznymi konsultantami, w tym firmami doradczymi McKinsey i Accenture, którym płaci się setki milionów euro, by zrobiły porządki w armii. Jak na razie konsultanci nie mogą się pochwalić specjalnymi sukcesami.

    Obawy dotyczące roli podmiotów zewnętrznych skłoniły w ubiegłym miesiącu parlament do powołania specjalnej komisji śledczej, która ma zbadać nieprawidłowości związane z zamówieniami i oskarżenia, że konsultanci dostali zbyt wysokie kontrakty i uzyskali nadmierne wpływy.

    Presja na von der Leyen, która jest ministrem obrony od 2013 roku, rośnie ze wszystkich stron. Marie-Agnes Strack-Zimmermann, zastępczyni przewodniczącego opozycyjnego FDP, ostrzegła, że jeżeli pani minister szybko nie oczyści atmosfery, to być może nadejdzie czas by zapytać, “czy ministerstwem kierują właściwi ludzie”.

    Nie ma klaru na pokładzie

    Większość Niemców niespecjalnie interesują permanentne problemy Bundeswehry. Jednak afera związana z trójmasztowym żaglowcem szkoleniowym “Gorch Fock”, przykuła uwagę opinii publicznej.

    Zbudowany w 1956 roku, by szkolić nowe pokolenie zachodnioniemieckich marynarzy, imponujący, 81-metrowy statek, który wziął swoją nazwę od nazwiska popularnego niemieckiego marynisty, to coś więcej niż tylko jednostka szkoleniowa. Dla wielu "Gorch Fock” – którego podobizna znajdowała się na niektórych banknotach marki zachodnioniemieckiej – to symbol powojennego odrodzenia Niemiec.

    Kultowy status statku to jeden z powodów, dla których mało kto protestował, gdy w 2015 roku Bundeswehra ogłosiła, że potrzebuje on całościowej modernizacji. Od tego czasu jednak koszty wzrosły z pierwotnie zakładanych 10 milionów euro do 135 milionów według ostatnich szacunków.
     
  8. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 363
    Polubienia:
    19 109
    Urzędnicy Bundeswehry twierdzą, że opłakany stan statku stał się jasny dopiero wtedy, gdy znalazł się on w suchym doku, ale mało kto kupuje te tłumaczenia. – Kiedy koszty naprawy przekraczają cenę nowego statku, to coś jest w oczywisty sposób nie w porządku – powiedział wspomniany poseł Bartels z komisji obrony w jednym z wywiadów.

    “Gorch Fock” to “symptom szerszych problemów Bundeswehry”, dodał Bartels. – Wszystko zajmuje zbyt wiele czasu i kosztuje za dużo pieniędzy. Tak jakby czas i pieniądze były niewyczerpanymi zasobami, a na koniec nikt nie bierze za nic odpowiedzialności.

    Niemal z dnia na dzień statek z symbolu dumy i radości stał się przedmiotem dowcipów. W ubiegłym tygodniu niemiecki tygodnik Der Spiegel umieścił żaglowiec na okładce z podpisem "Statek głupców".

    To także trafna metafora dla całej niemieckiej polityki państwowej. Biorąc pod uwagę wielkość Niemiec i ich potęgę gospodarczą, zainteresowanie Berlina sprawami bezpieczeństwa jest zaskakująco płytkie; zarówno obywatele jak i politycy wydają się być nieświadomi wyzwań, przed którymi stoi ich kraj. Choć Niemcy w coraz większym stopniu muszą liczyć się z zagrożeniami w sferze bezpieczeństwa ze strony Rosji i Chin, w stolicy Niemiec mało kto się tym przejmuje.

    Straszą Ameryką, lekceważąc zagrożenie ze strony Rosji

    Większość mediów przedstawia obecnie USA jako zagrożenie dla bezpieczeństwa porównywalne z Rosją. Nastawienie opinii publicznej idzie w podobnym kierunku. Ton dyskusjom na temat bezpieczeństwa nadaje kilku podobnie myślących analityków z think-tanków, którzy większość czasu zdają się spędzać na Twitterze, zastanawiając się, czy Trump rozbije NATO.

    Większość Niemców uważa, że Chiny byłyby lepszym partnerem dla ich kraju niż Stany Zjednoczone, wynika z sondażu opublikowanego w ubiegłym tygodniu przez Atlantik Brücke, transatlantycką grupę lobbingową z siedzibą w Berlinie. Około 80 procent ankietowanych ocenia relacje amerykańsko-niemieckie jako "złe" lub "bardzo złe".

    W takiej atmosferze łatwo zapomnieć, że w Niemczech stacjonuje 33 tysiące amerykańskich żołnierzy i że od końca II wojny światowej to Waszyngton jest gwarantem bezpieczeństwa Niemiec.

    A jednak to właśnie historia może być kluczowym problemem, jeżeli chodzi o niemieckie nastawienie do obronności. Wielu Niemców wydaje się być pogrążonych w błogiej nieświadomości, że ich bezpieczeństwo, a w konsekwencji także dobrobyt, w dużej mierze opiera się na obecności amerykańskiej tarczy nuklearnej.

    Wkrótce może ich czekać niemiłe przebudzenie. Starzejące się niemieckie myśliwce Tornado, jedyne samoloty które ten kraj posiada, zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych, zostaną w najbliższych latach zezłomowane. Berlin musi znaleźć ich następców, by wypełnić zobowiązania wynikające z wieloletniej wspólnej strategii nuklearnej z USA.

    To zadanie może nie być proste, przynajmniej z politycznego punktu widzenia. Po zerwaniu w tym miesiącu zimnowojennych traktatów rozbrojeniowych pomiędzy USA a Rosją, niektórzy politycy SPD, mniejszego partnera koalicyjnego w rządzie Merkel, zaczęli kwestionować, czy Berlin powinien utrzymywać swoje nuklearne zobowiązania wobec USA.

    SPD, które dołuje w sondażach, prawdopodobnie na razie tylko testuje grunt. Chadecy Angeli Merkel konsekwentnie popierają nuklearny sojusz z USA i wszelkie próby jego zerwania prawdopodobnie przyspieszyłyby upadek rządu.

    Tym niemniej, retoryka SPD odzwierciedla generalny sceptycyzm panujący w Niemczech wobec wszelkich kwestii związanych z obronnością. Pokazuje to, że odnowienie Bundeswehry wymaga w równej mierze wydawania więcej pieniędzy, co zmiany nastawienia społecznego.

    Żołnierze boją się chodzić w mundurach po ulicy

    Gwałtowne wzbranianie się Niemców przed jakimkolwiek zaangażowaniem w działania militarne może mieć korzenie w ich XX-wiecznej historii, ale wydaje się również, że dekady amerykańskiej ochrony uśpiły ten kraj i wpędziły go w fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

    Biorąc pod uwagę powyższe, politycy niewiele mają do ugrania na wspieraniu armii jako czysto demokratycznej instytucji. Dla przykładu mało kto zwraca uwagę, że Bundeswehra uczestniczy w niebezpiecznych misjach zagranicznych w takich krajach jak Mali czy Afganistan.

    Doniesienia, że stan wyekwipowania żołnierzy zagraża ich życiu i zdrowiu stają się raczej tematem czarnych dowcipów, a nie budzą oburzenie. W kraju, w którym służba wojskowa zazwyczaj nie jest powodem do dumy, mało kto przejmuje się losem żołnierzy.

    W Berlinie i innych niemieckich miastach niektórzy pracownicy Bundeswehry mówią, że drogę do i z pracy wolą pokonywać w cywilnych ubraniach, by nie narażać się na agresywne spojrzenia i nieprzyjemne komentarze. W podberlińskim Poczdamie lokalni politycy zastanawiają się, czy właściwe jest, by w miejskich tramwajach umieszczać ogłoszenia namawiające do zaciągnięcia się do Bundeswehry.

    Nawet Merkel niespecjalnie dopieszcza Bundeswehrę. Pani kanclerz nie odwiedziła żołnierzy w Niemczech od 2016 roku. "Czy kanclerz w ogóle dba o Bundeswehrę?", pytał w ubiegłym tygodniu na okładce tabloid Bild.

    Odpowiedź na to pytanie może być już w tej chwili bezprzedmiotowa. Merkel odchodzi, więc zadanie naprawy Bundeswehry spadnie prawdopodobnie na jej następcę. Do tego czasu plany "Europejskiej Armii", której częścią miałyby być Niemcy, mają mniej więcej takie szanse powodzenia jak poderwanie do lotu niemieckich sił powietrznych.

    Redakcja: Michał Broniatowski


    Autor: Matthew Karnitschnig
    Data utworzenia: 15 lutego 2019 11:39
     
    Mad.lock lubi to.

Poleć forum

  1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.