NATO się sypie

NoahWatson

Well-Known Member
1 288
3 172
E, takie tam tandetne damage control poprzez bagatelizowanie sytuacji - ostatnio coraz bardziej trendy. Przynajmniej wiadomo, które serwisy sprzyjają MON i będą przyjmować korzystną narrację.

Jeśli w wycieku mają dane osobowe agentury i żołnierzy, to nie ma co śmieszkować z wyposażenia w whisky i Atari, bo to jest poważniejsza wpadka.
Dane osobowe wyciekły w 2020, a nie w tym wycieku. Wspomniane przeze mnie artykuły mówią tylko o bieżącym.

takim podajnikiem naboju do takiego typu broni dysponuje Inspektorat Rodzajów Wojsk, a z kolei taki rygiel zamka do takiego typu broni ma u siebie Dowództwo Komponentu Sił Specjalnych.
Ten indeks jest prawdziwą studnią wiedzy
Coś tam można się dowiedzieć, domyślać, ale nie jest to wiedza pewna. Według tego indeksu wojsko polskie jest w posiadaniu broni jądrowej....
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 538
Ten indeks zakłada raczej konwencji "listy rozwijalnej", gdzie najwyżej są ogólne kategorie tego, co wojsko może mieć na stanie. Łaskawie założono, że Polska może mieć kiedyś na stanie broń atomową. Istnieje więc dla niej kategoria, w jaką można byłoby ją wpisać.

A, że na stanie jej nie ma, to pewnie się wypełnia ją wpisując, "0 szt." i przechodzi do kolejnych kategorii.

Zresztą nawet jeśli nie wiadomo, ile dokładnie czego jest, to nie znaczy, że taka lista jest zupełnie nieużyteczna. Może wskazywać, kiedy ją ostatnio redagowano i jakich (nowoczesnych) broni Polska nie posiada, bo nie zostały w ogóle przewidziane w indeksie.

To trochę jak metadane - laikowi mogą mówić niewiele, ale specjaliście, który wie pod jakim kątem je analizować, mogą uzupełnić jakieś luki w wiedzy o przeciwniku.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 538

Echa polskie

„W Polsce nie było jeszcze wycieku danych na taką skalę. Wschodnia flanka NATO została skompromitowana. Eksperci mają niepokojące podejrzenie” – pisze Philipp Fritz w „Die Welt”.
Począwszy od śrubek i amunicji, a skończywszy na czołgach i samolotach bojowych: niemal 1,8 mln danych dotyczących armii znalazło się w internecie. Dostępne dla każdego dane zawierają szczegółowe informacje o uzbrojeniu polskiej armii, w tym o czołgach Leopard 2 i samolotach F-16.

„Polskie władze dotychczas nie opanowały sytuacji” – zaznacza niemiecki dziennikarz.

Kompromitacja polskiej armii


Philipp Fritz przewiduje, że afera z wyciekiem danych wywoła skutki w polskiej polityce wewnętrznej. Jak zaznacza, politycy opozycji domagają się ustąpienia ministra obrony Mariusza Błaszczaka.

Zdaniem dziennikarza „Die Welt” wzburzenie z powodu skandalu będzie wcale nie mniejsze za granicą. „Polska zabezpiecza wschodnią flankę NATO i jest jednym z kluczowych krajów Sojuszu. Polska armia jest teraz skompromitowana, widoczna, każdy może oszacować jej siłę i jej słabości” – czytamy w „Die Welt”.

Według Piotra Pytla, byłego szefa kontrwywiadu, dostępne w internecie dane mają „strategiczne znaczenie” i są przedmiotem zainteresowania ze strony służb rosyjskich.

Operacja szpiegowska czy zaniedbanie?


Philipp Fritz zastrzega, że okoliczności przecieku są niejasne. Nie wiadomo, czy chodzi o operację szpiegowską, czy ludzki błąd. Ministerstwo Obrony potwierdziło, że pracownik Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy udostępnił plik na nieautoryzowanym serwerze.

Komentator „Die Welt” wyjaśnia, że aferę wykryli dziennikarze Onetu, a potwierdziły ją źródła w wojsku. Platforma internetowa Onet należy do koncernu medialnego Ringier Axel Springer Media, będącego spółką dwóch podmiotów – szwajcarskiego Ringier AG i niemieckiego Axel Springer SE. Wykorzystują to prorządowi dziennikarze, atakujący redakcję Onetu jako „niemieckie” medium i zarzucający jej mieszanie się w sprawy polskie w celu zaszkodzenia Polsce.

Rząd bagatelizuje aferę


„Die Welt” zwraca uwagę, że polskie władze starają się bagatelizować problem zapewniając, że wyciek danych nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa.

Eksperci są odmiennego zdania. Dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał powiedział „Die Welt”: „Wystarczy przyjrzeć się danym, żeby zrozumieć, o co tutaj chodzi; że jest to skandal, który może potencjalnie zagrozić bezpieczeństwu Polski i NATO”.

Philipp Fritz zaznacza, że jeśli za wyciekiem danych stoi Rosja, nie był to pierwszy atak hakerski ze strony tego państwa. Obecna polska afera zbiegła się w czasie z napięciami między Ukrainą a Rosją – przypomina w konkluzji autor.
 

workingclass

Well-Known Member
2 094
4 122
Każdemu się w NATO sypie co innego, jednym dane innym biustonosze.
https://m.mojanorwegia.pl/zycie-w-n...skorzystaja-z-niej-kolejni-rekruci-19938.html


Po zakończeniu służby wojskowej poborowi w Norwegii będa teraz musieli zwrócić majtki, biustonosze i skarpetki, aby kolejna grupa rekrutów mogła z nich korzystać. Ma to pomóc rozwiązać problem malejących zapasów, z którym norweskie wojsko boryka się częściowo z powodu pandemii.




Norweski magazyn branżowy należący do NATO, Forsvarets Forum, poinformował, że z takim deficytem siły zbrojne zmagają się nie po raz pierwszy. Przykładowo w czerwcu 2020 roku brakowało jednej trzeciej odzieży i wyposażenia rekrutów, zaś minionej jesieni obuwia w najmniejszych i największych rozmiarach. Było to wynikiem nie tylko kłopotów finansowych norweskiego wojska, lecz także błędów w systemie związanym z zamawianiem i dostawą.

– Poważne niedobory sprzętu i odzieży mogą potencjalnie wpłynąć na gotowość operacyjną, a w najgorszym przypadku na bezpieczeństwo żołnierza – powiedział przedstawiciel poborowych Eirik Sjøhelle Eiksund

Siły zbrojne uznały więc, że braki pomoże uzupełnić nowa praktyka. Będzie ona polegała na zwrocie przez zdemobilizowanych poborowych nie tylko ubrań i sprzętu, lecz także bielizny. Wojsko zapewnia, że będzie ona w dobrym stanie i odpowiednio uprana, by mogli z niej skorzystać nowi rekruci.
 

NoahWatson

Well-Known Member
1 288
3 172
Ten indeks zakłada raczej konwencji "listy rozwijalnej", gdzie najwyżej są ogólne kategorie tego, co wojsko może mieć na stanie. Łaskawie założono, że Polska może mieć kiedyś na stanie broń atomową. Istnieje więc dla niej kategoria, w jaką można byłoby ją wpisać.

A, że na stanie jej nie ma, to pewnie się wypełnia ją wpisując, "0 szt." i przechodzi do kolejnych kategorii.

Zresztą nawet jeśli nie wiadomo, ile dokładnie czego jest, to nie znaczy, że taka lista jest zupełnie nieużyteczna. Może wskazywać, kiedy ją ostatnio redagowano i jakich (nowoczesnych) broni Polska nie posiada, bo nie zostały w ogóle przewidziane w indeksie.

To trochę jak metadane - laikowi mogą mówić niewiele, ale specjaliście, który wie pod jakim kątem je analizować, mogą uzupełnić jakieś luki w wiedzy o przeciwniku.
TL;DR:

Baza zawiera indeks wyposażenia (same nazwy, bez najważniejszego: liczby i miejsca przechowywania). Baza wygląda jak scalona z wielu różnych źródeł. Są wątpliwości co do tego, czy spis jest w 100% dokładny.
MON oświadczył, że informacje w bazie są powszechnie dostępne …ale nam nie udało się ich nigdzie “powszechnie” namierzyć.
Przeanalizowaliśmy bazę pod kątem komponentów “cyber” i w naszej opinii, szczęśliwie dla MON, nie zawiera ona ani niespodzianek ani wartościowych “dla wroga” informacji.
Mimo to, baza w takiej formie nie powinna w ogóle powstać, a już na pewno nie powinna zostać “wyniesiona” poza mury armii. I to jest prawdziwy problem. A być może nawet skutek ataku/sabotażu.
https://niebezpiecznik.pl/post/jak-powazny-jest-gigantyczny-wyciek-z-wojska/
Informacja o tym ile sztuk czegoś faktycznie mamy albo gdzie to przechowujemy, to trzymamy w systemach, ale w sieci niejawnej
I to jest kluczowa informacja: upubliczniona baza nie zawiera takich informacji. Zawiera tylko indeks, czyli listę wszystkich możliwych rzeczy, które mogą — ale nie muszą — być na wyposażeniu armii.
Czy to faktycznie gigantyczny wyciek?

Nie jesteśmy specami od uzbrojenia, więc nie potrafimy ocenić czy pozycje wskazujące na konkretne typy uzbrojenia są z gatunku “szokujące, nikt się nie spodziewał, to naprawdę wiele zmienia!” czy raczej “od dawna wszyscy o tym wiedzą“.

Analizując to, na czym się znamy — czyli indeksy sprzętu IT — powiedzieć możemy, że nie ma tam niczego “szokującego” lub czegokolwiek, czego nie można by było się domyślić lub ustalić w inny sposób. Naszym zdaniem, pod kątem “cyberataków” na Wojsko Polskie (bo tylko ten aspekt jesteśmy w stanie ocenić), ta baza nie stanowi jakiejś specjalnej wartości.
Piotrek potrafi być krytyczny wobec władzy...
Piotr napisał:
Najpierw rząd napędza inflację. A teraz z nią "bohatersko" walczy kolejnymi "tarczami", napędzając ją jeszcze bardziej...
Niech mnie już ktoś obudzi. To się nie dzieje naprawdę.
facebook
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 538
To jest najważniejsza informacja, bo jeśli już przyjdzie dzień próby, to armia będzie się trzymała wyłącznie na pater noster oraz trytytki. :p
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 538

Na nadzwyczajnym szczycie NATO w Brukseli w najbliższy czwartek przywódcy państw sojuszniczych spotkają się, aby skoordynować krótkoterminowe działania w odpowiedzi na brutalną wojnę Rosji z Ukrainą, ale w porządku obrad powinno być o wiele więcej. Doświadczeni amerykańscy praktycy i analitycy polityki wojskowej proponują w POLITICO zasadniczą zmianę strategii na wypadek starcia wojennego z Rosją.
Hans Binnendijk, Daniel S. Hamilton
Dzisiaj, 11:13
  • Hans Binnendijk i Daniel S. Hamilton, byli wysocy urzędnicy resortu obrony USA, twierdzą, że w obliczu wojny samo reagowanie na wydarzenia – choć bardzo ważne – to za mało
  • Według nich, doświadczenia z wojny w Ukrainie powinny zmienić sposób przygotowań NATO do walki, jak i samo jej prowadzenie
  • NATO polega obecnie na siłach szybkiego reagowania, rozmieszczonych na wschodniej flance i na znacznych siłach rozmieszczonych na tyłach i pozostających w gotowości
  • Oznacza to oddanie terenu w momencie ataku, a następnie ponowne jego zajęcie po dostarczeniu posiłków
  • Straszliwe zniszczenia ukraińskich miast jasno pokazują, że takie odstraszanie przez wzmacnianie zaplecza nie jest już wiarygodne ani pożądane, piszą autorzy
  • NATO musi przejść do odstraszania przez niedopuszczanie, co operacyjnie oznacza, że sojuszniczy przywódcy powiedzą, że będą "bronić każdego centymetra" terytorium NATO
  • Taka zmiana będzie wymagała zwiększenia liczby oddziałów rozmieszczonych na wschodniej flance NATO, a także zrewidowania koncepcji operacji wojskowych
Głównym tematem czwartkowego szczytu będzie oczywiście – i słusznie – bezpośrednia reakcja NATO na wojnę. Przywódcy będą zastanawiać się, jak zwiększyć przepływ broni defensywnej do Kijowa, zastosować dodatkowe sankcje gospodarcze, jeszcze bardziej odizolować Moskwę i wzmocnić pozycję Sojuszu w zakresie natychmiastowego odstraszania, unikając jednocześnie przeistoczenia się konfliktu w szerszą wojnę.
W ciągu ostatniego roku NATO pracowało jednak nad nową koncepcją strategiczną, która ma określić misję Sojuszu na najbliższą dekadę. Plany te, które mają zostać opublikowane latem tego roku, wymagają teraz gruntownej rewizji.
Planowanie przyszłości jest trudnym przedsięwzięciem w dzisiejszym niestabilnym i niepewnym środowisku bezpieczeństwa. W perspektywie średnioterminowej wojna prezydenta Rosji Władimira Putina może przynieść jeden z kilku rezultatów: może dojść do zmiany władzy w Moskwie, gdy skala błędnych kalkulacji Putina stanie się jasna, choć wydaje się to mało prawdopodobne; może dojść do eskalacji konfliktu, który przypadkowo lub na skutek błędnych ocen obejmie NATO; może zakończyć się nieoczekiwanym zawieszeniem broni lub przekształcić w długotrwały konflikt partyzancki.

Konfrontacja z Rosją nasili się

We wszystkich przypadkach, z wyjątkiem pierwszego i najmniej prawdopodobnego, NATO stoi w obliczu przyszłej ustawicznej konfrontacji z Rosją. Wygrana, przegrana czy remis – wojna Putina oznacza, że sytuacja na rozległych obszarach na wschodzie Europy będzie w dającej się przewidzieć przyszłości burzliwa, niepewna i od czasu do czasu pełna przemocy.
Najważniejszym wnioskiem, jaki należy wyciągnąć, jest to, że NATO musi dostosować swoje podstawowe zadanie, jakim jest kolektywna obrona.
Obecnie w terenie Sojusz polega na siłach szybkiego reagowania rozmieszczonych we wschodnich państwach sojuszniczych, a także na wzmacnianiu sił pozostających w gotowości, które są obecnie rozmieszczone na tyłach. Zasadniczo oznacza to oddanie terenu w momencie ataku, a następnie ponowne jego zajęcie po dostarczeniu posiłków.
Jednak straszliwe zniszczenia ukraińskich miast jasno pokazują, że takie odstraszanie przez wzmacnianie sił ("deterrence by reinforcement") nie jest już wiarygodne ani pożądane.
Zamiast tego NATO musi przejść do odstraszania przez niedopuszczanie ("deterrence by denial"), co operacyjnie oznacza, że sojuszniczy przywódcy mówią, że będą "bronić każdego centymetra" terytorium NATO.
Taka zmiana będzie wymagała zwiększenia liczby amerykańskich i europejskich oddziałów rozmieszczonych na wschodniej flance NATO, a także zrewidowania koncepcji operacji wojskowych.

Europa musi mieć siłę, by się obronić

Inwazja Putina podkreśla również potrzebę wzięcia przez Europę większej odpowiedzialności strategicznej za własną obronę. Wielu europejskich sojuszników mądrze zwiększa obecnie swoje budżety obronne, ale to nowe zaangażowanie musi być trwałe i ukierunkowane na konkretne cele strategiczne.
Na przykład Europa powinna być w stanie zapewnić połowę sił i zdolności niezbędnych do odstraszania i obrony zbiorowej przed agresją Rosji.
Europejczycy powinni być pierwszymi reagującymi na kryzysy na swoich wschodnich i południowych peryferiach i wokół nich. Oznacza to rozwijanie zdolności, które zmniejszą dużą zależność od Stanów Zjednoczonych.
Wojna uwypukliła również znaczenie odporności, czyli zdolności do przewidywania, zapobiegania, a w razie potrzeby ochrony przed zakłóceniami krytycznych funkcji społecznych i szybkiego przywracania ich do normalnego stanu.
Do tej pory NATO w dużej mierze definiowało odporność w odniesieniu do poszczególnych krajów, ale odporność zademonstrowana przez naród ukraiński zarówno wzmacnia, jak i rozszerza tę koncepcję.
Wsparcie Sojuszu dla Ukrainy podkreśla, że NATO musi być w stanie rozciągnąć swoją odporność poza terytorium Sojuszu, na słabszych partnerów.

Zewnętrzni partnerzy NATO, broń nuklearna i Chiny

Inwazja Putina na kraj partnerski oraz zjednoczona odpowiedź NATO to także okazja do wzmocnienia wartości wielu partnerstw Sojuszu. W przypadku partnerów takich jak Finlandia i Szwecja, którzy mogą teraz starać się o członkostwo, nowa koncepcja powinna przyspieszyć proces członkostwa, być może z tymczasowymi zobowiązaniami w zakresie bezpieczeństwa, aby uniknąć połowicznego rozwiązania, jakie spotkało Kijów.
Biorąc pod uwagę konsekwentne pobrzękiwanie nuklearną szabelką przez Putina, konieczna będzie także reorganizacja postawy NATO w zakresie odstraszania nuklearnego. Sojusz nie posiada doktryny nuklearnej, która mogłaby przeciwdziałać moskiewskiej strategii "od eskalacji do deeskalacji", ponieważ jego siły nuklearne pola walki są niewielkie.
Kolejnym ważnym czynnikiem, który wpłynie na nową koncepcję NATO, jest sposób, w jaki Chiny zareagują na agresję Rosji. Prezydent Xi Jinping ma do wyboru: zdystansować się od Putina i pomóc zakończyć wojnę albo stanąć po stronie Moskwy i zaostrzyć konfrontację z sojusznikami NATO i wieloma innymi narodami.
Wybór Xi w znacznym stopniu określi poglądy NATO na wzajemnie powiązane wyzwania strategiczne na Północnym Atlantyku i w regionie Indo-Pacyfiku. Sojusz powinien co najmniej wzmocnić ochronę łańcuchów dostaw związanych z obronnością oraz infrastruktury krytycznej, a także zacieśnić partnerstwo z podobnie myślącymi demokracjami, takimi jak Australia, Japonia i Korea Południowa.
U podstaw wszystkich tych rozważań na temat przyszłości leży potrzeba utrzymania spójności i koordynacji w tych trudnych czasach, w obliczu trwającej agresji Rosji na Ukrainę. Do tej pory sojusznicy NATO dali imponujący pokaz jedności w odpowiedzi na inwazję Putina. Niemniej jednak jedność ta będzie nadal poddawana presji, a Sojusz musi zadbać o to, by być w stanie ją wytrzymać.
Hans Binnendijk jest współpracownikiem Rady Atlantyckiej i byłym dyrektorem ds. polityki obronnej w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Daniel S. Hamilton jest współpracownikiem Brookings Institution, wykładowcą w Johns Hopkins SAIS i byłym zastępcą asystenta sekretarza stanu USA ds. bezpieczeństwa europejskiego.
Redakcja: Michał Broniatowski
 

NoahWatson

Well-Known Member
1 288
3 172
To jest najważniejsza informacja, bo jeśli już przyjdzie dzień próby, to armia będzie się trzymała wyłącznie na pater noster oraz trytytki. :p
Ruska armia trzyma się na rzepy
The camera is mounted to a board with a hook-and-loop fastener strip (commonly referred to as Velcro).



View: https://youtu.be/EIkoR4OtOEs
 

ckl78

Well-Known Member
1 576
1 753
Premier Finlandii Sanna Marin doprowadzi Finlandię do NATO?


"Finlandia podejmie decyzję w sprawie swojego członkostwa w NATO w ciągu kilku tygodni" - powiedziała Sanna Marin na konferencji prasowej w Sztokholmie.

Jej stanowczość w dążeniu do dołączenia przez Finlandię do NATO może wyprowadzić Władimira Putina z równowagi i krok ten prócz ważności politycznej odbierze on jako osobistą porażkę, a nawet upokorzenie przez kobietę.


Fińskiej polityk przyszło pracować w niezwykle trudnych czasach - czasach, w których Rosja i władający nią Władimir Putin napadli z całą mocą na Ukrainę. Nie da się ukryć, że ta wojna zmieniła wiele w światowej polityce i pokazała, że pokój to niezwykle kruche zjawisko, nawet w rozwiniętych i cywilizowanych krajach. Żeby lepiej zrozumieć decyzje władz Finlandii, należy wiedzieć, że Finlandia w swojej historii miała trudne relacje z Rosją. Od średniowiecza do 1809 Finlandia znajdowała się pod panowaniem Szwecji, jednak w wyniku przegranej wojny przez Szwecję, Finlandia stała się częścią Rosji.

Od 1995 roku Finlandia jest członkiem Unii Europejskiej, a w 2002 roku przyjęto w tym kraju walutę euro. Jednak do tej pory o wstąpieniu do NATO nie było nawet mowy. Wojna, którą Rosja wywołała w Ukrainie, zmieniła jednak wszystko i to właśnie za rządów premiera Sanny Marin.

Jeżeli Sanna Marin faktycznie poprowadzi Finlandię do NATO i nie okaże strachu wobec gróźb Putina, z pewnością przejdzie ona do historii. Cały świat śledzi poczynania młodej polityczki. Czym jeszcze zaskoczy społeczeństwo Sanna Marin?

Czytaj więcej na https://www.styl.pl/magazyn/news-ki...e=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Węgrzy nie zablokują?
 

kran

Well-Known Member
576
606

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 538

dzisiaj 15:15

Sojusz Północnoatlantycki potrzebuje czegoś więcej niż tylko przemyślenia jego struktury. Musi się narodzić na nowo — pisze Matthew Karnitschnig.
  • Gdy spojrzeć poza wyreżyserowane poklepywanie po plecach, życzliwość i samozadowolenie podczas szczytu NATO w Madrycie, a można dostrzec, że chociaż jedność NATO jest szeroka na kilometry, jej głębokość można liczyć w centymetrach
  • Czy ktoś naprawdę wierzy, że można liczyć na tureckiego prezydenta, że wyśle wojska na pomoc krajom bałtyckim w przypadku rosyjskiej inwazji?
  • Wraz ze wzrostem zagrożenia dla USA ze strony Chin czasy rozpieszczania europejskich sojuszników będą musiały się skończyć
  • W kręgach wojskowych taktyka "zniszczenia miasta w celu jego ratowania" jest kontrowersyjna. W przypadku NATO nie ma innej opcji
Pod koniec szczytu w Madrycie, ochrzczonego przez przywódców na całym Zachodzie jako "historyczny", który obejmował kolacje we wspaniałym pałacu królewskim w hiszpańskiej stolicy i spektakularnym muzeum Prado, superlatywy leciały szybko i wściekle.

Nazywając szczyt "transformacyjnym" i "dalekosiężnym", sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg przewidział na zakończenie trzydniowego spotkania, że podjęte tam decyzje "zagwarantują, że nasz Sojusz będzie nadal utrzymywał pokój, zapobiegał konfliktom i chronił naszych ludzie i nasze wartości".

Gdy jednak spojrzeć poza wyreżyserowane poklepywanie po plecach, życzliwość i samozadowolenie w Madrycie, a można dostrzec, że chociaż jedność NATO jest szeroka na kilometry, jej głębokość można liczyć w centymetrach; zbiorowe poczucie celu sojuszu jest tak zróżnicowane, jak jego 30 członków.

Zaczynając od aktualnej kwestii: to, że przywódcom udało się ogłosić Rosję — która zagraża bezpieczeństwu europejskiemu od co najmniej 2007 r. — "najbardziej znaczącym i bezpośrednim zagrożeniem" dla bezpieczeństwa, pokoju i stabilności w obszarze euroatlantyckim jest bardziej znakiem tego, że są mistrzami w stwierdzaniu oczywistości niż wielkiej strategii.

Innym osiągnięciem, o którym wspominał Stoltenberg, była szeroko zapowiadana umowa dotycząca członkostwa Szwecji i Finlandii. Ale jej przyjęcie to nie tyle wynik wysokiej dyplomacji i wzajemnej obrony, ile raczej wymuszenie ze strony Recepa Tayyipa Erdogana. Turecki prezydent wziął te dwa kraje na zakładników, by spełnić pragnienie zakupu nowych myśliwców F-16 od USA. I dostał to, czego chciał.
Takie zakulisowe machinacje sprawiają, że NATO wygląda, jakby chodziło bardziej o wymuszanie haraczu niż wspólnotę wartości. I w jakim celu? Wojownicze traktowanie sojuszników przez Erdogana skłoniło Stany Zjednoczone do rozważenia rezygnacji ze strategicznej bazy lotniczej Incirlik w południowej Turcji niecałe dwa lata temu. Czy ktoś naprawdę wierzy, że można liczyć na tureckiego prezydenta, że wyśle wojska na pomoc krajom bałtyckim w przypadku rosyjskiej inwazji? Wątpliwe.

Członkostwo w sojuszu aspirującego sułtana i czekającego na swoją okazję węgierskiego strongmena Viktora Orbána nie tylko podważa roszczenia NATO do bycia wspólnotą wartości liberalnych; robi z tego pośmiewisko.

A nie tylko oni podważają legitymację NATO.
Aż do rosyjskiego ataku 24 lutego na Ukrainę, Francja i Niemcy wciąż fantazjowały o "strategicznej autonomii" – według tego poglądu Europa powinna uwolnić się od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, które pozwoliły kontynentowi rozkwitnąć w epoce powojennej, a zamiast tego państwa te same powinny przejąć zarządzanie bezpieczeństwem europejskim.

Zaledwie kilka tygodni przed rosyjską inwazją prominentni politycy niemieccy, w tym Annalena Baerbock, obecnie minister spraw zagranicznych, domagali się, aby USA wycofały wszystkie głowice nuklearne z ziemi niemieckiej.

Jak zawsze, Rosja ostatecznie miała większy wpływ na myślenie Niemiec niż Waszyngton. Co by nie mówić o rosyjskim prezydencie Władimirze Putinie, to on przekonał Niemcy do zmiany kursu. Z dnia na dzień ci sami niemieccy przywódcy, którzy przez lata ignorowali apele USA o to, by zaprzestali "głodzić" niemiecką armię i zwiększyli wkład w obronę NATO, zamienili się w prawdziwych jastrzębi.

NATO spaja strach. To za mało

Jednak, jak zawsze przy nagłych nawróceniach w okopach, ten moment w przypadku Niemiec pachnie bardziej strachem niż przekonaniem. Podczas gdy wszystkie sojusze wojskowe są w różnym stopniu wykuwane ze strachu, NATO zostało przez strach pochłonięte. Tym, co spaja sojusz, nie jest jedność wizji, ale instynkt kulenia się pod parasolem nuklearnym Ameryki.

To nie wystarczy, aby utrzymać NATO w całości – zwłaszcza jeśli Waszyngton zaczyna podejrzewać, że reszta zamierza zostawić mu do wykonania całą czarną robotę.

Spójrzmy na patchworkową odpowiedź na wojnę Rosji z Ukrainą. Można by pomyśleć, że sojusz oparty na obietnicy "ochrony wolności, wspólnego dziedzictwa i cywilizacji swoich narodów" nie będzie miał problemów z wypracowaniem wspólnego podejścia do największego zagrożenia dla tego ideału od czasów II wojny światowej.

Zamiast tego znaczna część europejskiej opinii publicznej pozostaje podzielona co do tego, jak daleko można posunąć się w konfrontacji z Putinem, po części dlatego, że ich własne rządy wzbraniają się przed uznaniem stopnia, w jakim zagrożony jest cały kontynent.

Podczas gdy niektóre kraje – w szczególności Polska, kraje bałtyckie, USA i Wielka Brytania – byli szczególnie hojni, inni nie dostarczyli nawet w przybliżeniu tego, co mogli, zwłaszcza jeśli chodzi o czołgi i inną broń ciężką. Jeśli Ukraina nadal będzie tracić terytorium i ludzi, ponieważ nie jest w stanie właściwie się bronić, odpowiedzialność za porażkę spadnie bezpośrednio na NATO.

Taki wynik nie wróżyłby dobrze przyszłości sojuszu – zwłaszcza w Waszyngtonie, gdzie poza Białym Domem frustracja z powodu nadmiernego polegania sojuszników z NATO na gwarancjach bezpieczeństwa USA pozostaje mocno wyczuwalna.

Co po Bidenie? NATO potrzebuje radykalnych reform

Po czterech latach życia w cichym terrorze za czasów Donalda Trumpa Europejczycy ukołysali się w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa pod rządami Joe Bidena. Zwolennik integracji transatlantyckiej, prezydent USA objął urząd z zamiarem odwrócenia bardziej wojowniczego podejścia do sojuszników, które naznaczyło kadencję jego poprzednika.

Istnieje ryzyko, że Biden, którego perspektywy na drugą kadencję są coraz bardziej niepewne, może okazać się bardziej odstający od Europy niż Trump.

Stany Zjednoczone wydają około 3,5 proc. swojego PKB na obronę, ponad dwukrotnie więcej niż większość członków NATO. Gdy USA zobowiąże się do zaangażowania jeszcze większej liczby żołnierzy i zasobów w Europie, amerykańscy przywódcy będą pod ogromną presją uzasadnienia wydatków przed społeczeństwem, zwłaszcza jeśli, jak wielu się spodziewa, kraj pogrąży się w recesji. Niezależnie od tego, kto zastąpi Bidena na stanowisku amerykańskiego prezydenta, można śmiało założyć, że osoba ta raczej nie podzieli jego słabości do Europy.

Nie oznacza to, że Waszyngton wycofa się z NATO, jak groził Trump. Ale wraz ze wzrostem zagrożenia dla USA ze strony Chin czasy rozpieszczania europejskich sojuszników będą musiały się skończyć. Dlatego NATO potrzebuje nie tylko ponownego przemyślenia, o którym mówią tacy ludzie jak Jens Stoltenberg. Musi się całkowicie odrodzić.

Zamiast składać niejasne obietnice, jak miało to miejsce w tym tygodniu, dotyczące "sprawiedliwego podziału odpowiedzialności i ryzyka dla naszej obrony i bezpieczeństwa", byłoby mądrze przeprowadzić bardziej radykalne reformy NATO. Oznacza to nie tylko mniejsze opieranie się na Stanach Zjednoczonych, ale także redefiniowanie tego, czym NATO jest, a czym nie jest, oraz praktykowanie tego, co głosi.
Mówiąc prościej, jeśli członkowie nie przestrzegają podstawowych norm demokratycznych, powinni zostać wyrzuceni. Podobnie ci, którzy nie chcą przyczyniać się do własnej obrony, powinny być zachęcani do szukania gwarancji bezpieczeństwa gdzie indziej.

W kręgach wojskowych taktyka "zniszczenia miasta w celu jego ratowania" jest kontrowersyjna. W przypadku NATO nie ma innej opcji.
(kba)
 

hrab

Well-Known Member
240
380
Po szczycie nastąpiła patriotyczna euforia rodaków. A w co będziemy uzbrojeni? W kije bambusowe?
 
Do góry Bottom