Kwestia Ziemkiewicza

kr2y510

konfederata targowicki
12 285
21 310
Ziemkiewicz zabrał głos w kwestii żydowskiej. Pretekstem był produkt sezonu ogórkowego, ukryty pociąg SS, w domyśle pełen skarbów lub jak kto woli z grubej rury - Złoty Pociąg.
Najgorszy z gangów Nowego Jorku

Oświadczenie kierującego kongresem Roberta Singera trudno jednak potraktować jako roszczenie tylko śmieszne, zawiera ono bowiem fragment arcypodły: Żydom należy się "złoty pociąg" nie dlatego, że zawiera dobra im zrabowane (bo skoro nie wiadomo, czy skarb w ogóle jest, tym bardziej nie wiadomo, skąd się wziął) ale dlatego, że "Polska nigdy w żaden sposób nie zadośćuczyniła ofiarom holocaustu za zbrodnie i straszliwe straty materialne".
Idąc ta logiką - cokolwiek wartościowego znajduje się w Polsce, należy się Światowemu Kongresowi Żydów na poczet odszkodowań za holocaust.
WJC i powiązana z nim Światowa Żydowska Rada Restytucji Mienia swe idące w miliardy wymuszenia oparły na przedziwnej, plemiennej - należałoby mądrze, po prawniczemu, powiedzieć "trybalistycznej" - zasadzie dziedziczenia "po narodowości", czyli po Żydach przez innych Żydów, choćby zupełnie skądinąd i w żaden sposób ze spadkodawcą nie powiązanych. Gdyby ta zasada miała być traktowana poważnie, my z kolei powinniśmy zażądać od Światowego Kongresu Żydów odszkodowań za zbrodnie dokonane na narodzie polskim przez Fejginów, Bermanów, Różańskich i innych - a Rosja na przykład za spustoszenia rewolucji bolszewickiej,
A tekst kończy konkluzją i ostrzeżeniem:
Rozumiem historyczne uwarunkowania, które tę niezdrową solidarność zrodziły, ale przestrzegam, że może ona mieć dla Żydów bardzo złe skutki.

Warto przeczytać cały tekst. Dzięki @tomky za podlinkowanie tego tekstu w wątku o "złotym pociągu".
 
OP
Król Julian

Król Julian

Well-Known Member
904
1 824
Ziemkiewicz wreszcie napisał coś mądrego. O muslimach i IV Rzeszy:

Zważywszy, że dyrygują tą kampanią ci, którzy winni są kryzysu - a winni są głównie Niemcy, ze swymi 1000 euro na każdą imigrancką głowę - sądzę, i taką tezę tu postawię, że jeśli nawet kryzys nie został wywołany celowo, to brukselska eurokracja i Berlin cynicznie wykorzystują go, metodą "doktryny szoku", do przeforsowania tego, czego po dobroci, lege artis, w drodze traktatów i referendów, już kilka razy się wobec oporu europejskich społeczeństw przeforsować nie dało. Czyli: bezpośredniego sterowania całą Europą przez nie poddaną demokratycznej kontroli unijną oligarchię, z pominięciem rządów państw narodowych.

Proszę się przyjrzeć - to, co się dzieje, nie ma żadnego oparcia w prawie wspólnotowym i unijnych traktatach. Przeciwnie, Węgry atakowane są bez pardonu właśnie za to, że się ustaleń z Schengen i protokołu z Dublina wiernie trzymają, podczas gdy kanclerz Niemiec orzekła publicznie - co za horrendalna sytuacja - że "nie wytrzymały one" wyzwań czasu i należy je odrzucić.

Nie mając żadnych podstaw prawnych do wmuszania imigrantów państwom narodowym, przywódcy unijni posługują się dokładnie tą samą metodą, co żydowscy gangsterzy z Nowego Jorku, o których pisałem tydzień temu. Polska, Węgry i inne krnąbrne kraje są "publicznie atakowane i upokarzane na arenie międzynarodowej".

Słowem - mamy do czynienia, pod pozorem wybuchu miłości do imigrantów, ze swoistym europejskim zamachem stanu: oligarchia unijna usiłuje postawić się ponad rządami państw.

Jest to, nie przesadzę, wyzwanie dla naszej suwerenności i woli istnienia jako narodu. Od tego, czy się przeciwstawimy jako Polska i jako Grupa Wyszehradzka niemiecko-brukselskiemu dyktatowi i rodzimym "pożytecznym idiotom" zależy więcej, niż to - a i to byłoby niebagatelne - czy statystyki gwałtów, innego rodzaju przestępstw i aktów terroru zaczną u nas niebawem przypominać kraje, w których już żyją liczne i nie poddające się asymilacji społeczności muzułmańskie. Zależy od tego przyszłość Polski i Europy narodów.


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/felietony/z...e=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
 
Ostatnia edycja:

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 847
6 755
Dość ciekawe opinie o dziennikarstwie. (trochę kłopotów z dźwiękiem na początku)
Dziennikarstwo w Polsce według Rafała Ziemkiewicza i Jacka Żakowskiego
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 690
7 543
Europa, której się nie chce

Nie mogę sobie przypomnieć, w którym z zachodnich miast sobie to uświadomiłem po raz pierwszy. Może Paryż, może Londyn, a może nie żadna ze stolic, tylko jeden z mniejszych ośrodków? W każdym razie w którymś z nich, wracając tam ładnych parę, a może nawet paręnaście lat po pierwszym pobycie, uświadomiłem sobie, co się zmieniło.

Od tego czasu baczniej zwracam uwagę na oznaki tej zmiany - i dostrzegam je coraz wyraźniej, praktycznie wszędzie i za każdym razem. Właściwie, nabrałem pewności na tyle, że mogę się z Państwem podzielić.

Zachodnie miasta zaczynają wyglądać tak, jak za czasów mojego dzieciństwa i młodości wyglądały miasta w PRL. Są oczywiście bogatsze. W porównaniu ze stanem sprzed kilkunastu lat są jednak o wiele brudniejsze, o wiele bardziej zaniedbane. W różnym stopniu w różnych miejscach, ale ogólna tendencja wszędzie jest taka sama. Ślepnące od brudu, nieumyte od miesięcy okna, zaskorupiałe odpadki po kątach, wydeptane klepiska w miejscach trawników. Obłażące tynki, nie usuwane zacieki nawet w najbardziej widocznym miejscu ściany. Już nie tylko w socjalnych gettach - przy głównych ulicach.

Kilkanaście lat temu nie do pomyślenia. Kilkanaście lat temu mogły tak wyglądać Kielce, Szydłowiec czy nawet mniej reprezentacyjne dzielnice Warszawy. Jeden z dziennikarzy odwiedzających wtedy Polskę dziwił się, że w naszym kraju idzie się brudną ulicą, wchodzi przez brudną bramę na zaśmiecone podwórko, wspina niesprzątaną, zdewastowaną klatką schodową, po schodach oczywiście, bo winna zawsze popsuta - a potem nagle wchodzi się do zadbanego, przytulnego i czystego mieszkania. Tu był klucz do peerelowskiej szarości i brudu: to, co za progiem, było niczyje, było i tak skazane na dewastację, więc nikomu się o to dbać nie chciało. Własne mieszkanie - co innego.

Zachód zaś wtedy rwał oczy świeżością i kolorami. Na pierwszy rzut oka widać było, że ludziom, którzy tam mieszkają, się chce, że są u siebie gospodarzami, że cieszą się swoim życiem. A dzisiaj jest odwrotnie. Po takim na przykład Glasgow, w którym, jak w piosence Kazika, jest tak brzydko i brudno, że pękają oczy, polskie miasteczka cieszą swym widokiem.

Ktoś powie - drobiazg. Moim skromnym zdaniem nie. W jakichś wspomnieniach, w których centralną rolę grał szpital (bodaj czy nie było to "Na marginesie życia" Grzesiuka, ale nie mam akurat pod ręką swojej biblioteki) występował lekarz, profesor, który dostawał furii, jeśli widział, że któryś z pacjentów jest nieogolony czy nawet tylko niepodopinany. Dosłownie terroryzował pod tym kątem podopiecznych, zwłaszcza, jeśli chodziło o codzienne golenie się i zadbane fryzury. Jeśli pacjentowi nie chce się codziennie o siebie zadbać, jeśli się, mówiąc potocznie, "zapuszcza", twierdził ów lekarz, to od tego się właśnie zaczyna jego umieranie.

Zachodowi, jestem coraz bardziej o tym przekonany, z każdą podróżą po "starej" Europie bardziej - przestaje się chcieć. Po prostu. "Przewróciło się, niech leży". Można ominąć. Ulice zaplute, place zasyfione? Można nie patrzeć. Schylić się, zrobić coś, odmalować, postawić płotek, zadzwonić z awanturą do administracji? A po co?

Tak jak u nas było za "prylu" - tyle, że u nas pejzaż dopełniały rodzime obszczymury, a nie imigranci zajmujący skrawek po skrawku na swe dzikie koczowiska i latryny. A u nas tymczasem właśnie odwrotnie, u nas się teraz ludziom zaczęło chcieć. Dorabiać się, urządzać, upiększać, mieć lepiej. Za komuny żartowało się - wskoczyć za ladę Peweksu (taki sklep, w którym było to wszystko, czego w socjalizmie nie było, tylko za dolary) i poprosić o azyl. Bo naprawdę, jedynie za tą ladą świat był kolorowy świat, jak w bajce Disneya; markowe papierosy, alkohole czy kosmetyki w kolorowych opakowaniach wydawały się cząstką dalekiego i nieosiągalnego raju. A dzisiaj wracając do siebie oddycham z ulgą - jak tu u nas pięknie! I jak bezpiecznie!

Wszystko się odwróciło - dziwne doświadczenie dla kogoś, kogo młodzieńcze opowiadania sprzed trzydziestu lat pełne były obszczanych bram, obłażących tynków i stert śmieci, straszących przez całe "dzieciństwo sielskie, anielskie".

Nie tak dawno, jak wtedy, gdy pisałem wspomniane opowiadania - jakieś piętnaście, dwadzieścia lat temu, w szczycie mego zaangażowania w głoszenie Korwinizmu - zafundowałem sobie we Francji śmierć cywilną, zachwalając w pewnej redakcji tamtejszy socjal i całą w ogóle politykę gospodarczą. Widać, powiedziałem, że wy tu we Francji patrzycie dalekowzrocznie, widzicie przenikliwie przyszłość i wiecie dobrze, iż następnego pokolenia Francuzów już nie będzie, to znaczy będzie, ale złożone z Arabów i Murzynów, i słusznie robicie wszystko, żeby przejeść, przehulać i przepuścić wszystkie swoje narodowe zasoby co do grosza, a im zostawić tylko długi i ruiny. Do końca życia nie zapomnę tych min, z których powoli spływały uśmiechy, ustępując miejsca najpierw zastanowieniu, czy to może bariera językowa albo jakiś nieudany żart, a potem złości. Szczerze mówiąc - tak sobie tylko prowokowałem. Dopiero dziś widzę, że trafiłem swym szyderstwem w sedno. Tak, kluczem do tego, że Europie się przestało chcieć, jest jej starość i bezdzietność. Nie chce im się starać - bo dla kogo?

Mało kto jest w stanie otwarcie powiedzieć samemu sobie, nie mówiąc już o rozmowach w gronie znajomych, a co dopiero publicznych, że sprawy idą w złą stronę, mało kto jest zdolny zakwestionować, nawet na własny użytek, dogmaty politycznej poprawności, przeciwstawić osaczającej zewsząd propagandzie i jej autorytetom swoje zdecydowane, uświadomione "nie". Dokładnie tak samo było z socjalizmem. Świadomego buntu nie ma, ale rodzi się podświadomy, pozakorowy odruch, za moich młodych lat zwany "tumiwisizmem". Można go nazwać najniższą formą oporu. A niech się walą, jak są tacy mądrzy, to... co mnie to wszystko. "Nam znośnie, nam znośnie", jak to śpiewał Kaczmarski w balladzie o Władymirze Wysockim, a z całą resztą niech mnie całują w de.

Odwiedzajcie Europę, póki jest co odwiedzać, bo nic nie wskazuje, żeby miała jeszcze wypięknieć, żeby jej mieszkańcom się zachciało i nabrali energii. Mogę się oczywiście mylić. Ale nie sądzę.
 
Do góry Bottom