Księstwo Sealandu

tolep

ChNiNK! ChP!
7 825
13 842
Skalniak/wodospad/fontanna w ogrodzie mają taki sens, że w suche upały nawilżają powietrze.

Taka "wyspa" może mieć tylko jedną przewagę nad jachtem czy nawet statekiem wycieczkowym - być samowystarczalna energetycznie (kosztem mobilności)
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 589
11 235
Jacht też może być samowystarczalny energetycznie - wykładasz płaskie powierzchnie panelami FV albo montujesz małe turbiny i wsio. Niestety niezbyt się to opłaca, dodatkowo jeszcze ciężko wygospodarować na to miejsce.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 862
7 127
Morskie pirackie radia (lata 60. i 70. XX wieku)
Radiowi piraci przez lata omijali państwowe monopole radiowe nadając bez licencji z wód międzynarodowych - ze statków i opuszczonych platform.

Z byłej platformy przeciwlotniczej Shivering Sands Army Fort nadawało Radio City (grafika: Wikipedia (CC))

"Piraci" radiowi byli pomysłowi i działali często bez znacznych środków finansowych. Przykładowo nadajnik jednej z takich radiostacji został wymontowany z wojennego bombowca Halifax, zasilany był baterią akumulatorów samochodowych, rura od rusztowania stanowiła antenę nadawczą na szczycie której powiewała piracka flaga z czaszką i kośćmi.

Wyspy Brytyjskie otoczyła przybrzeżna flotylla "pirackich" rozgłośni

Pirackich stacji radiowych słuchały miliony na lądzie. W 1965 roku w 13 europejskich krajach istniał monopol państwowy na emisję radiową. Aby to obejść nadawano z krajów o liberalnej jurysdykcji (np. Radio Luxembourg) lub właśnie z wód międzynarodowych.
W latach 1958-1965 było 11 rozgłośni radiowych, które nadawały z morza regularnie. Apogeum ich rozwoju przypada na lata 60. XX wieku. Były to przerobione latarniowce, wojskowe okręty, statki rybackie, zbudowane podczas II wojny światowej do ochrony przeciwlotniczej opuszczone dziś wojskowe platformy oraz sztuczne wyspy.
Morskie pirackie radia jako jedne z pierwszych wprowadziły znaną dziś szybszą formę programu: hity, krótkie wiadomości i muzyczne dżingle.
DJe i prezenterzy przebywali najczęściej na morzu kilka tygodni. Udając się na statek lub z niego wracając musieli przejść kontrolę graniczną. Opuszczając statek przy złej pogodzie i wysokiej fali niejednokrotnie ryzykowali życie przeskakując na morzu między dowożącą ich małą łodzią a znacznie wyższym statkiem. Audycje były także nagrywane na lądzie i dostarczane mniejszą jednostką na statek na taśmach magnetycznych i potem kasetach.
Na statki władze urządzały zbrojne rajdy - jeden z nich na statek Radia Caroline był nawet transmitowany na żywo. Radiowcy podkreślali, że zajęcie statku przez władze i niszczenie sprzętu radiowego było aktem piractwa ponieważ działały one poza swoim terytorium.
Los ten spotkał także rozgłośnie nadające z platform. REM Island została także najechana przez władze. Zbudowana w Irlandii, przyholowana i umieszczona 6 mil od holenderskiego wybrzeża platforma w 1964 transmitowała program radiowy oraz program telewizyjny (w tym czasie Holandia nie pozwalała na prowadzenie komercyjnego radia i telewizji). W grudniu 1964 roku Holandia uchwaliła prawo, która rozdziela Morze Północne na kontynentalne sektory. Szelf na którym posadowiona była platforma została uznana za terytorium holenderskie. Kilka dni później komandosi zajęli platformę.

http://www.retronauta.pl/morskie-pirackie-radia
 

workingclass

Well-Known Member
1 875
3 678
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ladonia_(mikronacja)

"Ladonia – mikronacja znajdująca się w południowej Szwecji na półwyspie Kullahalvon, ogłoszona niepodległą w 1996 roku przez artystę Larsa Vilksa.

Historia
W 1980 roku Lars Villks zbudował na tym terenie wieże z desek, zwane Nimis. Najwyższa z nich miała 15 metrów wysokości. Ponieważ jest to teren trudno dostępny, władze dowiedziały się o tym dopiero po dwóch latach. Okazało się, iż Villks postawił je bez zezwolenia, w dodatku na terenie rezerwatu. Zażądano usunięcia konstrukcji i wypłaty odszkodowania. Próbowano też zniszczyć konstrukcje, m.in. podpalono największą wieżę. Mimo to Villks postawił kolejną budowlę – Arx (łac. „forteca”), kamienny zamek w kształcie księgi. Zamek próbowano zniszczyć za pomocą młotów pneumatycznych.

Ostatecznie ogłoszono niepodległość Ladonii, obejmującej półwysep Kullahalvon. Jej władze uznały budowle za pomniki narodowe. Wybudowano też Omfalos, obelisk o wysokości 1,6 metra. Jednak słup zabrano (bez zgody Villksa) do Moderna Museet w Sztokholmie. Wtedy Ladonia wypowiedziała wojnę Szwecji, USA i San Marino.

Nimis i Arx stoją do dziś."

Na razie nie znalazłem więcej informacji na ten temat i nie wiem jak potoczyły się losy wypowiedzianej wojny.:)
 

simek

Well-Known Member
1 367
2 010
Wczoraj w Trójce gadali o Liberlandzie (nic ciekawego i niedokładne info) oraz o tej Ladonii, w takim kontekście, że właśnie zakończył się konflikt ze Szwecją, tylko, że nie mówili o co chodziło, wypowiedziała się za to królowa tego tworu i mówiła coś o tym, że mają tam tyle ministerstw, że ona sama nie wiem ile dokładnie, zajmują się jakimiś bekowymi sprawami, ogólnie to raczej wszystko dla żartu, w przeciwieństwie do Liberlandu, który próbuje wszystko na poważnie robić.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 862
7 127
Ludwik Stomma w "Polityce":
Zrób sobie państwo
Jeżeli KOD nie da rady, jeżeli sprzeciw społeczny zostanie stłumiony lub zglajchszaltowany, szkoły ostatecznie unarodowione i umaryjnione, historia zredukowana do sławienia żołnierzy wyklętych... Niechaj żywi nie tracą nadziei. Pozostaje zawsze jedna jeszcze możliwość: założyć dogadzające nam państwo. Jest ich w tej chwili na naszej kuli ziemskiej, jak podaje Bruno Fuligni w „Królestwo przygody: oni stworzyli swoje własne państwo”, ponad czterysta, czyli dwa razy więcej od 197 organizmów politycznych uznawanych przez społeczność międzynarodową. Nikt nie może nam odmówić prawa do posiadania udzielnej flagi, herbu i hymnu, bicia monety do wewnętrznego użytku czy przyjęcia w naszym gronie upragnionego ustroju.
...
Bruno Fuligni przypomina iż około 1930 r. było ich na świecie dwadzieścia. W końcu XX w. - 200, a dzisiaj 400. Jest to więc zjawisko społeczne, wobec którego nie można przejść bez zadumy. Jest tu i dziwactwo, i megalomania, ale jest także fakt, że coraz częściej ludzie zaczynają mieć dość, dowodem te 300 tys. marzących o o Liberlandzie na Dunaju.

Kiedy Macierewicz pomaszeruje na czele organizacji paramilitarnych narodowców i prawdziwych Polaków śladami Maryny Mniszchówny podbijać Moskwę, pamiętajmy o wysepkach na jeziorach mazurskich. Na Pojezierzu Kaszubskim też się ich parę znajdzie, może uda się coś zmajstrować w Bieszczadach lub na bagnach biebrzańskich. Jak widać nie ma sytuacji bez wyjścia.

p.s. Może zmieńmy tytuł wątku na "Mikro-państwa" lub coś w ten deseń.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 862
7 127
Na razie to puste hektary i królestwo komarów. Chyba nie za wielu chętnych..

Liberstad
is a project which aims to establish Norway's first private city. In a private city all property is private and all services are performed by private actors. Liberstad will be a city built on the philosophy of anarchism, the non aggression principle and private property rights.
Liberstad will not have a central council that decides how the city should develop. Instead, each individual citizen will contribute in their own way to develop the city, and thus making Liberstad far more exciting and varied than other cities.
Liberstad will not be connected to public water and sewage networks, and connection to the electrical grid will be voluntary.
Liberstad will be free from mandatory taxes and fees and you do not need permission to start a business.
The only thing we ask in Liberstad is that you respect the non-aggression principle and private propert rights.

we hope that everyone who wants to take part in the project and who wants to buy land in Liberstad has the patience and understanding that the procedure and the process of concession, rezoning and building permits will take its time in the Norwegian bureaucracy.

Ha ha ha

http://www.liberstad.com/
http://www.startupsocieties.com/archives/594
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 862
7 127
Ciekawostki związane z jedną z wysp Normandzkich u wybrzeży Francji - Sark.
Ta jedyna w swoim rodzaju monarchia dziedziczna, pod władzą seniora, uznaje zwierzchność królowej Anglii, jednak formalnie nie jest częścią ani Zjednoczonego Królestwa, ani Unii Europejskiej.
Obowiązujące ciągle "prawo pierwszej nocy", dające seniorowi wyspy przywilej pozbawienia dziewictwa świeżo poślubionych żon zależnych mu mężczyzn. (Nieegzekwowane oficjalnie :))
#pięknewidoki

Przez długie lata obowiązywał tu system feudalny. Władca wyspy - Wielki Suwerenny Pan Sarku - dzierżawił ziemię 40 panom feudalnym i składał daninę w wysokości 1,79 funta szterlinga (równowartości 1/20 uposażenia rycerza w XVI wieku) królowi Anglii. Dopiero na początku XXI wieku doszło do ogromnych zmian. W 2008 roku wprowadzono tu demokrację i tym samym formalnie zlikwidowano ostatni system feudalny w Europie.
Bardzo długo na wyspie obowiązywało prawo męża do wychłostania żony, o ile kij nie był grubszy od jego najmniejszego palca.
Do 2003 roku na Sarku nie uznawano rozwodów, a do 2004 roku obowiązywała kara śmierci.
Na wyspie nie ma ruchu samochodowego - mieszkańcy poruszają się zaprzęgami konnymi i rowerami.


Sąsiednia w zasadzie oddzielna wyspa, która w całości jest prywatna.


Wszędzie ta demokracja :( I komu przeszkadzał feudalizm?
http://turystyka.wp.pl/gid,17313561,title,Sark-sekretna-wyspa-Europy,galeria.html
http://www.privateislandnews.com/europe-private-castle-island-of-brecqhou-now-open-to-public/
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 951
Jarał mnie kiedyś ten temat. Obczaiłem chyba wszystkie szelfy i płycizny na których dałoby się coś zbudować. Im bardziej na uboczu tym lepiej. Moim faworytem była https://pl.wikipedia.org/wiki/Ławica_Saya_de_Malha
Jak się okazało inni też wpadli na ten pomysł. Obstawiałem też jakieś państwa upadłe, zwłaszcza murzynowa u których można by wydzierżawić kawałek lądu i morza. Państwo upadłe nie policzy dużo (łapówka), a jak się rozmyśli, to nie ma siły zbrojnej by spacyfikować lokatora. :)

Gospodarka oparta na wiedzy, usługach, licencjach. Zero wchodzenia w politykę aby nikomu nie podpaść. Rozkminiałem nawet czy do obrony wystarczy jakaś OTO Melara czy coś większego. Doszedłem do wniosku, że wystarczy Melara + mocna piechota na atak przed najemnikami i terrorystami. W konflikt z dużym państwem nie ma co wchodzić, bo i tak pozamiata.

Przemyślałem jednak temat i doszedłem do wniosku, że to sztuka dla sztuki. Koszt godziwej platformy jest znaczny, znacznie większy niż inwestowanie na lądzie. Tam mieszkaliby praktycznie sami fanatycy, wątpię by specjaliści walili drzwiami i oknami. W obliczu coraz bardziej zuchwałych prób budowy rządu światowego i tak pewnie przyszedłby jakiś skurwiel i zakomunikował, że mamy się dostosować. Lepiej kibicować by ten rząd nie powstał niż zaszywać się na oceanie. No chyba, że zastosować taktykę kapitana Nemo: super broń i wyjebane na potęgi. :D

Tym niemniej kibicuję inicjatywie. Gdyby miał na zbyciu 2 miliardy dolarów, to coś bym postawił. Choć w mojej opinii porządne miasteczko to koszt z 50 miliardów i to raczej na płytkiej wodzie.
i raczej bez sensu.
To takie wolnościowe porno. :)

W sztuce tego porno apogeum osiągnąłem po lektorze Czasu Marsa Zubrina. Na Marsie jest jeszcze sporo miejsca i nikt tam łachy nie robi.
 
Ostatnia edycja:

Doman

Well-Known Member
1 221
3 951
No ale liczne? ta wysepka jest taka mała, ze liczne baseny to cholerna strata miejsca które mogłoby być przeznaczone na bardziej urozmaicające pobyt rzeczy.

W ogóle ten projekt widzi mi się zajebiście niepraktycznym już na pierwszy rzut oka.

bo to projekt dla skurwieli którzy nakradli się jako oligarchowie rządzący zamordystycznymi państwami i nie mają już co zrobić z "drobnymi wydatkami", więc budują złote kible, złote mercedesy i baseny na wyspach, które leżą w basenach a te baseny z kolei są na wyspach.
Nie ma to dużego związku z ideą. tzn. fundatorem mikropaństwa morskiego muszą być ludzie bogaci, ale nie o mentalności celebryty albo ruskiego oligarchy. Tacy myślą tylko o zrobieniu sobie luksusowego kurwidołka z palmami, a interes mają na lądzie.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 951
W najnowszym Focusie jest kilka słów o mikropaństwach, o seasteading, a także kilka zdań na temat libertarianizmu (raczej pozytywny odbiór).
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 951
Zrobiłem zdjęcia, poprawiłem w gimpie i wrzuciłem na pokazywarkę. Nie robię takich rzeczy na co dzień, więc jeśli coś nie działa to dajcie znać.



i na wszelki wypadek linki:
Kod:
http://static.pokazywarka.pl/2/a/2/262edabf6c9a2f7715ffec0170051b8d_orig.jpg
http://static.pokazywarka.pl/1/w/0/6d44905d82b30fbf00e1813ba0e513dc_orig.jpg
http://static.pokazywarka.pl/f/n/f/3383c34a06588d7704f8fafe36d06a72_orig.jpg
http://static.pokazywarka.pl/0/v/x/d84345c3c8cfc90704abb3d57c58d43d_orig.jpg
http://static.pokazywarka.pl/h/4/y/a1288e3ede11e39d220143430675634c_orig.jpg
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 951
ale to chyba nie był zakup jak z Alaską. Jeśli przyjdzie co do czego to przypłynie francuska flota i przypomni komu płacisz podatki. marność.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 862
7 127
Ciekawostka z zatoki Miami.

Stiltsville to grupa drewnianych domów na palach położonych jedną milę na południe od Cape Florida, na piaszczystych brzegach na skraju zatoki Biscayne w hrabstwie Miami-Dade na Florydzie. Konstrukcje stoją na drewnianych lub żelbetowych palach, na ogół dziesięć stóp nad płytką wodą, która podczas odpływu waha się od jednej do trzech stóp na głębokości.

Większość źródeł twierdzi, że pierwsza chałupa na palach została zbudowana na początku lat trzydziestych XX wieku, ale niektórzy historycy z hrabstwa Dade twierdzą, że już w 1922 roku w „mieszkaniach” znajdowało się tuzin szałasów [1].

Crawfish Eddie
„Laki” Eddie Walker zbudował szałas na palach nad wodą [2] w 1933 r., Pod koniec ery prohibicji, rzekomo w celu ułatwienia hazardu, który był legalny w odległości jednej mili od brzegu. Langusta Eddie sprzedawał przynętę i piwo ze swojej chaty i był znany z dania, które nazwał chilau, zupy z raków przygotowanej z raków, które złowił pod swoją chatą. Thomas Grady i Leo Edward, dwaj kumple Eddiego wędkarze, zbudowali własną chatę w 1937 r. Wrak statków i pogłębianie kanałów przyciągnęło wielu ludzi do tego obszaru i zbudowano więcej szałasów, niektóre z łodzi i klubów wędkarskich. Lokalne gazety nazwały ten obszar „szopami” i „kolonią szałasów”. Oryginalna chata Crawfish Eddie została zniszczona przez huragan Kinga pod koniec sezonu 1950. [1]

Quarterdeck Club
W 1940 roku komandor Edward Turner zbudował duży dom na barce i palach w pobliżu Crawfish Eddie's i nazwał go Quarterdeck Club. Kiedy został otwarty w listopadzie, członkostwo kosztowało 150 dolarów za zaproszenie, a klub stał się jednym z najpopularniejszych miejsc w Miami. Popularność klubu wzrosła po tym, jak 10 lutego 1941 r. W magazynie Life ukazał się artykuł o klubie. W artykule zauważono, że jest to „niezwykła amerykańska społeczność poświęcona wyłącznie słońcu, słonej wodzie i dobru ludzkiego ducha”. Klub został opisany jako „plac zabaw za 100 000 dolarów wyposażony w bar, salon, pomost, jadalnię i przystanie dla jachtów” [4].

Lokalne gazety zaczęły publikować historie i zdjęcia z imprez z celebrytami. Quarterdeck Club był postrzegany przez turystów jako atrakcja „obowiązkowa” w Miami Beach na Florydzie. [1]

Plotki o hazardzie nie ustały, a klub został napadnięty w 1949 roku, ale nie znaleziono żadnych dowodów hazardu. Hotelarz Warren Freeman kupił klub w 1950 roku i wyobraził sobie, że będzie to działalność na wysokim poziomie. Konstrukcja została odnowiona i rozbudowana, ale pod koniec sezonu została poważnie uszkodzona przez Hurricane King. Przygnębiony i spłukany Freeman sprzedał to, co zostało. [5]

Klub został odbudowany, ale nigdy nie odzyskał popularności ze swoich wczesnych lat. Huragan Donna w 1960 roku uszkodził większość konstrukcji w Stiltsville, w tym Quarterdeck Club, a następnie budynek został całkowicie zniszczony przez pożar w 1961 roku, który spłonął aż do pali. Plotka głosiła, że żona właściciela podpaliła klub po ataku zazdrości. Karl Mongelluzzo, ostatni właściciel Quarterdeck Club, nie otrzymał pozwolenia na budowę w 1967 roku. [6]

Party Central
Być może Stiltsville nie wyglądało zbyt dobrze, ale w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku było to popularne miejsce, gdzie prawnicy, bankierzy, politycy i inni zamożni mieszkańcy Miami z dobrymi kontaktami przychodzili pić, odpoczywać i odpoczywać. Organy ścigania okresowo odwiedzały ten obszar w poszukiwaniu przestępców[7].

Od lat pięćdziesiątych do sześćdziesiątych XX wieku, styl Stiltsville dojrzewał od zrujnowanego do schroniska, niektóre ze stylami architektonicznymi, w tym dom w kształcie litery A; Leshaw House z charakterystycznym mansardowym dachem; oraz Baldwin, Sessions & Shaw House o wyjątkowym kształcie, który został zaprezentowany w krajowej kampanii reklamowej Pittsburgh Paints. Te trzy domy, podobnie jak dom w Ellenburgu, były jednymi z siedmiu budynków objętych funduszem Stiltsville Trust w 2003 roku. Prawie wszystkie konstrukcje obejmowały całkowicie zawijane ganki. W szczytowym okresie w 1960 roku Stiltsville składało się z 27 budynków.

Klub bikini
W 1962 roku biznesmen / artysta oszust Harry Churchville, znany również jako „Pierre”, uziemił 150-metrowy jacht imieniem Jeff na błotnistych terenach Stiltsville i przekształcił łódź w klub towarzyski. W sprzedaży oferowano napoje alkoholowe, a kobiety w bikini miały drinki za darmo. Był tam taras do opalania się nago, a kabiny można było wynająć na dowolny cel.

Klub bikini został zaatakowany przez Florida Beverage Commission latem 1965 roku i zamknięty za sprzedaż alkoholu bez licencji. 8 września 1965 r. Huragan Betsy zniszczył większość Stiltsville i poważnie uszkodził łodzie, na których opierał się Klub Bikini. W 1966 roku to, co pozostało z Klubu Bikini spłonęło do linii wody. [10]

W wydaniu Argosy z maja 1967 roku ukazała się historia obrazkowa zatytułowana „BIKINI NA PŁUCZKACH” napisana przez Warda Kennedy'ego. We wstępnym cytacie czytamy: „Off Key Biscayne to wioska renegatów na palach, w której mieszkańcy weekendu żyją według własnego prawa. Ich ratusz to pływający klub bikini, który huśta się zarówno w dzień, jak iw nocy”. , Klub Bikini nie było już od ponad roku.

Wieża radiowa
Stacja radiowa AM WRIZ zbudowała wieże radiowe w Stiltsville w 1967 roku, po południowej stronie kanału Biscayne. [12] Stało się stacją radiową WRHC w 1985 roku i wykorzystywało wieże Stiltsville do nadawania w ciągu dnia z mocą 10 000 watów przy 1550 kHz, aż do wycofania z eksploatacji około 1990 r. [13] Ponieważ słona woda jest silnie przewodząca, stanowi doskonałą płaszczyznę uziemienia dla sygnałów w średnim paśmie radiowym, co pozwoliło stacji na większy zasięg nadawania przy tej samej mocy.

Rozporządzenie
Era pogranicza Stiltsville zakończyła się wraz z huraganem Betsy w 1965 roku. Od sierpnia 1965 roku stan Floryda wymagał od właścicieli budynków płacenia 100 dolarów rocznie za dzierżawę okrągłych pól kempingowych o powierzchni ćwierćakra. Nie wydano pozwoleń na nową budowę, a budowli, które doznały ponad 50-procentowych zniszczeń, nie można było odbudować. Przepisy budowlane zostały wdrożone, a państwo zakazało działalności komercyjnej po 1969 roku. [7]

Odnowienie dzierżawy
W 1976 r. Państwo przedłużało dzierżawę za 300 USD rocznie, ale obejmowało datę wygaśnięcia 1 lipca 1999 r. Klauzula w umowie dzierżawy stanowiła, że struktury pozostałe po tej dacie zostaną usunięte na koszt właściciela.

Kongres rozszerzył granice Parku Narodowego Biscayne w czerwcu 1980 roku, wprowadzając obszar zawierający Stiltsville do parku. Stan Floryda przekazał zatopione ziemie w obszarze ekspansji do Stanów Zjednoczonych w 1985 roku. [14] Park Service zgodził się dotrzymać warunków istniejących umów najmu, więc tak naprawdę nic się nie zmieniło.

Na początku 1992 roku w Stiltsville było 14 „kempingów” z konstrukcjami. Po huraganie Andrew w dniu 24 sierpnia 1992 r. Przetrwało tylko siedem budynków, które nadal stały do 1 lipca 1999 r.
org: https://en.wikipedia.org/wiki/Stiltsville
 
Do góry Bottom