Księstwo Sealandu

D

Deleted member 427

Guest
Na Morzu Północnym, dziesięć kilometrów od wybrzeży hrabstwa Essex w Wielkiej Brytanii znajduje się dziwna konstrukcja. Metalowa platforma z pomieszczeniami i lądowiskiem dla helikopterów stoi na dwóch dużych cylindrycznych słupach. Całkowita powierzchnia platformy to zaledwie 550 m2. Na maszcie nie powiewa Union Jack, lecz czerwono-biało-czarna tajemnicza flaga. To Księstwo Sealandu, najmniejsze państwo na świecie i najbardziej znane spośród tzw. mikropaństw. Sealand powstał 2 września 1967, ma mniej niż pięciu obywateli, a na jego czele stoi założyciel Książę Roy I, od 1999 dzielący władzę z synem, Księciem Regentem Michaelem.

Księstwo Sealandu jako dyskusyjny przykład mikropaństwa powstałego na morzu
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Trigger, obadaj to:

W1990 tajemniczym księstwem zainteresowały się Stany Zjednoczone Ameryki. Przyczyną tego zainteresowania był obywatel amerykański, Allan Weiner, który ze swojego statku MV Sarah, pod koniec lat osiemdziesiątych nadawał nielegalnie audycje radiowe u wybrzeży Jones Beach na wyspie Long Island w stanie Nowy Jork. Ścigały go za to: Amerykański Urząd Celny, Straż Przybrzeżna i Federalna Komisja Komunikacyjna. Sprawą zajął się ostatecznie Sąd Administracyjny Federalnej Komisji Komunikacyjnej. Po zasięgnięciu opinii brytyjskiego Ministerstwa Handlu i Przemysłu, amerykański sąd uznał, że takie państwo nie istnieje.
(...)
W 2000 obywatel amerykański Ryan Lackey podpisał z Royem Batesem kontrakt na prowadzenie na platformie biznesu internetowego pod nazwą HavenCo. Lackey nie słyszał wcześniej o sprawie toczącej się przed amerykańskim sądem, a Bates nie uprzedził go o tym. Później Lackey zarzucał mu, że ukrycie tak istotnej informacji, jak odrzucenie możliwości istnienia tego państwa przez amerykański sąd, zmniejsza szanse na powodzenie jego działalności. Opiera się ona bowiem na przechowywaniu na serwerach umieszczonych na platformie treści, które są zabronione prawem brytyjskim.
 

zygfryd

Active Member
241
48
Niestety niepodległość terenu polega na uznaniu przez pobliskie państwa oraz mocarstwa.
Taka dygresja mnie naszła, ciekawe czy w obliczu kryzysu dałoby się kupić od Grecji jakąś wyspę wraz z uznaniem niepodległości przez wszystkie państwa UE. Osobiście myślę, że to kwestia dojścia do osób decyzyjnych oraz kasy.
 

Alu

Well-Known Member
4 254
8 343
Formalna niepodległość, de facto można być niepodległym nawet jeśli sąsiedzi tego nie uznają.
Oczywiście jeden wystrzał z okrętu marynarki brytyjskiej i Sealandia znika więc trudno mówić o prawdziwej niepodległości.
Ich jedyną bronią jest sympatia opinii publicznej.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Oczywiście jeden wystrzał z okrętu marynarki brytyjskiej i Sealandia znika więc trudno mówić o prawdziwej niepodległości.

Mieszkańcom Sealandu przydałoby się pole siłowe:

 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Kolejna "dziwna konstrukcja" na mapie politycznej współczesnej Europy - wyspa Sark. Wyspa położona jest na Kanale La Manche 32 kilometry od wybrzeża Normandii. Więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sark



Na Sarku obowiązuje system feudalny oparty na dzierżawie ziemi przez 40 panów feudalnych (Tenants) od właściciela wyspy, którym jest dziedziczny władca noszący oficjalny tytuł Wielkiego Suwerennego Pana Sarku (Seigneur). (...) Na Sarku obowiązuje system walutowy Baliwatu Guernsey. Nie ma jednak systemu fiskalnego Baliwatu Guernsey, gdyż na wyspie obowiązuje system danin feudalnych. Nie istnieje podatek od dochodu, ale od kapitału, który pobierany jest raz do roku i służy celom socjalnym.

Na Sarku obowiązuje zakaz poruszania się samochodami, nie można również używać helikopterów (oba zakazy są łamane na wyspie Brecqhou). Jako powszechny środek transportu wykorzystywane są zaprzęgi konne i rowery, a jedynymi pojazdami mechanicznymi z silnikiem dopuszczonymi do ruchu są ciągniki rolnicze wykorzystywane w pracach polowych. Największe dochody mieszkańcy wyspy czerpią z turystyki i operacji finansowych.

Pod Sark podlega de iure kilka skalistych bezludnych wysepek oraz wyspa Brecqhou, której statut prawny jest od 1993 nieuregulowany, gdyż posiadacze terytorium, bracia Barclay, nie chcą uznawać zwierzchności seniora Sarku i nie przestrzegają prawa obowiązującego na Sarku. Wyspa ta została nabyta przez nowych właścicieli za 2,33 miliona funtów.

Ci nowi właściciele to bliźniacy Barclay (David i Frederick), główni zarządzający The Daily Telegraph. Od tamtego czasu wyspa zaczęła się demokratyzować:

10 grudnia 2008 roku odbyły się pierwsze demokratyczne wybory, a nowy parlament ma zebrać się 21 stycznia 2009 roku[10]. Wybory wygrała frakcja konserwatywna, związana z seniorem wyspy. Reformy zniosły również trybut, wprowadzając zamiast niego roczny podatek płacony seniorowi. W związku z procesem demokratyzacji wyspy bracia Barclay zapowiedzieli wzrost swoich (i tak obecnie dużych) inwestycji na wyspie do poziomu 5 mln. funtów rocznie, jeśli proces demokratyzacji będzie postępował

A teraz najlepsze :)

W roku 1991 bezrobotny francuski fizyk nuklearny André Gardes przeprowadził jednoosobową inwazję na wyspę Sark uzbrojony w broń samopowtarzalną. Próba przejęcia wyspy zakończyła się dla agresora aresztowaniem, gdy ten siedział na ławce zmieniając magazynek.

:) :) :)
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 148
4 752
Hm, czyli breivikiada (tak, ten post to tylko pretekst, żeby użyć tego słowa XD) udaje się tylko gdy na wyspie są lewaki.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Libertariańska sztuczna wyspa

Blueseed, pływająca Dolina Krzemowa, o której głośno było w minionym roku, może okazać się ogromnym sukcesem – o ile rozeźlone jego istnieniem władze USA nie wyślą kiedyś oddziału Navy SEALs do zatopienia tego klastra naukowo-technologicznego.

Już ponad sto międzynarodowych firm działających w dziedzinie zaawansowanych technologii wyraziło zainteresowanie obecnością na pływającym obiekcie, który już w 2013 roku ma zostać zacumowany na wodach międzynarodowych, 25 km od wybrzeża San Francisco, i który stać się ma schronieniem dla przedsiębiorców z całego świata, mogących tam żyć i pracować bez konieczności ubiegania się o amerykańskie wizy i zezwolenia na pracę.

Blueseed będzie najprawdopodobniej przerobionym luksusowym pasażerskim liniowcem, na którego pokładzie obowiązywać będzie wyłącznie prawo morskie. Jego mieszkańcy (pasażerowie?) będą mogli od czasu do czasu pojawiać się na lądzie, korzystając ze zwykłych wiz turystycznych. Pozwolić to ma amerykańskim firmom na współpracę z zagranicznymi startupami i bezproblemowe zatrudnianie talentów spoza USA.

https://webhosting.pl/Blueseed.libertar ... ego.swiata

Rozumiem, że skoro libertariańska, to reżim IP tam nie obowiązuje?
 

Avx

Active Member
823
156
Ah, seasteading & Blueseed !

Ja jestem ekspertem od tego tematu (na tyle, na ile osoba nie będąca pracownikiem Blueseed'u może nim być); czytam regularnie wszystkie dostępne publicznie informacje na ten temat.

Będzie pod flagą jakiegoś Barbadosu (jeszcze nie zdecydowano dokładnie) i zasady IP będą według tego.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 348
4 059
Jest na wiki ciekawy art o taikch państewkach nazywa sie to ponoć micronation:
https://en.wikipedia.org/wiki/Micronation
Lista micronations też jest:
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_micronations
No i blueseed
https://en.wikipedia.org/wiki/Blueseed (by mieć aktualne info o nich polecam czytać bloga seastading)
Mają nawet swoją własną wiki (nie licząc portalu na wikipedii):
http://micronations.wikia.com/wiki/Main_Page

Ciekawe w którą stronę to wszystko pójdzie i jak się skończy...
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 986
kawador napisał:
Rozumiem, że skoro libertariańska, to reżim IP tam nie obowiązuje?

:p Dobre pytanie.

Zbyt blisko USA. Lub...... gdyby miał status uczelni zarejestrowanej na terenie USA to...???
Gdyby dogadali się z jakimś uniwersytetem w USA, który byłby właścicielem statku, to IP by tam nie obowiązywało tak jak w USA a tak jak na kampusach czy na terenach uczelni. Filia morska uniwersytetu, czemu nie? Tego chyba nikt nie próbował.
 

Avx

Active Member
823
156
Widzę, że kolesie od seasteadingu chcą się na razie skupić na jednej rzeczy na raz (imigracja, prawo pracy). Na IP (albo prochy :D ) jak na razie nikt się nie planuje porywać. Co przy takim dystansie od USA jest bardzo mądre.

Żałuję, że się nie zainteresowali betonowymi łodziami podwodnymi od ellmera :/
Choć ellmer ma kłopoty.
Jego 200-tonowa łódź podwodna od 4 lat stoi w stoczni (która w międzyczasie przekwalifikowała się na terminal naftowy :D ) i czeka na łaskawe pozwolenie rządowe na jej wodowanie ;)
Trzeba było wybrać inne miejsce niż tą Kolumbię. ;)

http://concretesubmarine.activeboard.co ... ine-yacht/

As you know the project has experienced phases of work stop due to all kind of third party interference factors.

The shipyard went down, was sold and then rented to other firms. What was a shipyard when we started the project, is a crude oil load terminal now.

Officials familiar with the project went out of office and where replaced by new people not familiar with the project and taking hostile action against it.

The political situation changed (interdiction act).

All in all the how and intensity of "Media cover" has become a critical part of the project.

Until now we had maybe 1 out of 7 days where we could work in peace on the project.

So the time shedule for building went from initially planned 7 months to 4 years.

Things are in flow and i find myself frequently stepping out of the project and doing something else ( like organizing the repair of a container ship ) while i keep cooking the sub project on low level until third party interference allows me to go back and retake the project.

The important thing is that we made it inspite of all trouble and we kept it in the original budget after all.

For reasons you can imagine it is not smart to "publish anything that happens in detail in real time on internet".

The mere fact of "going public" can convert into "part of the problem very quickly".

So i will not give further details for now other than third party interference ambient has changed to a point where we can retake some works on the boat during november.

Basicly the hull is finished in raw building - and raw building of the hull was the contract for us.

What happens from there does not depend on me - it depends on the owner who is taking over the project now that raw building is finished.

And while the boat is on land it depends on third parties like the management of the oil terminal who is in charge of the terrain what can be done.

We have all the necessary permits, for the project, and we have done our part already.

So the question what is next - is like reading a cristal ball...it depends on circumstances i do not really have under control.

Więc. Jak ktoś zamawia prywatną betonową łódź podwodną od ellmera, to ja myślę, że ellmer mu ją skończy. Wydaje się szczerym facetem.
Niestety trzeba się liczyć z powyższym ryzykiem: łódź skończona w 7 miesięcy, następne 5 lat stoi w porcie, bo nie ma jej jak zwodować ;)


Od Kolumbii chyba jednak trzeba się trzymać z dala, tak myślę ;)
(co nie zmienia faktu, że sam pomysł na betonową łódź podwodną w niskiej cenie jest zajebisty !)

Natomiast szczerość kolesia to plus. Otwarcie mówi, jak sytuacja z jego "flagowym projektem" wygląda ;)
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 589
11 235
Kolumbia zawsze była najbardziej pro - usa republiką bananową w Am. Pd. to i nie dziwota, że biurokracja stara się tam wojować niczym u Wielkiego Brata. Widać geniusz techniczny nie zawsze idzie w parze z pomyślunkiem organizacyjnym.

Sam pomysł betonowej łodzi podwodnej zajebisty, czego to ludzie nie wymyślą. I to faktycznie pływa? :) Kurcze odkąd płynąłem omegą napędzaną żaglem z prześcieradła na gumce to myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy :)

Wymyśliłem już nawet dobry slogan reklamowy: "Betonowa łódź podwodna - jednostka pływająca i grobowiec w jednym" :)
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 148
4 752
Testowali je już? Bez porządnego przetestowania mało kto to kupi. I ma jedną wielką wadę: bez silnika i paliwa nie płynie. Nawet jeśli teoretycznie wymaga mniej mocy ze względu na brak wiatru i mniejszego silnika, bo nie trzeba nigdy uciekać przed sztormem, to nie można też tego wiatru wykorzystać, gdy jest korzystny. Gdyby można było wystawić żagle, to taka łódź miałaby same zalety.
 

Avx

Active Member
823
156
No 200 tonówka wygląda jak na zdjęciu. Przez ostatnie 4 lata zmieniło się tyle, że udało ją się przeciągnąć bliżej wody ;) Wcześniej stała głębiej w lądzie :D

20 tonówkę testował jeszcze w latach '90.



Ciek napisał:
Sam pomysł betonowej łodzi podwodnej zajebisty, czego to ludzie nie wymyślą

Różnica pomiędzy kosztami utrzymania stalowej łodzi a betonowej jest ponoć na duży plus w stosunku do betonowych. Beton nie koroduje, między innymi.
Laikowi się może wydawać ciężka, ale pomyśl, ile stal waży.

Koszty budowy też są niezwykle niskie, takie bydełko jak ze zdjęcia kosztuje "tylko" tyle, co średniej klasy dom w Europie zachodniej.
Tylko tak jak mówię, są małe problemy ze zwodowaniem tego ;) do których to problemów twórca się szczerze przyznaje ;)


(betonowa łódź podwodna w miejscu budowy, parę lat temu)


(betonowa lodź podwodna w trakcie przesuwania)
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 589
11 235
Madlock, "Czerwony Październik" też przy pomocy samego wiatru by zbyt daleko nie popłynął ;)

Same kadłuby do łodzi (tych nawodnych) to nie jest droga zabawa. Wylewka z laminatu na kilkumetrowy jacht to koszt kilku tysięcy złotych, to wykończenie i marża sprawiają, że podskakuje czasem i 100 - 200 razy.

Siatkobeton w szkutnictwie to żadna nowość, stosuje się go już ze 100 lat. W googlach wpiszcie sobie "jacht Zozol" i zerknijcie - laik nie wyczai, że z nim jest coś nie tak, choć ten beton to ponoć lepszy materiał do większych jednostek.Ba, to wręcz powszechny materiał (zdaje się w połączeniu z pianką) do budowy barek rzecznych. Ja się dziwiłem, że ktoś zrobił z tego łódź podwodną. Wśród wodniaków krążył taki żart, że jednostki z siatkobetonu mają taką zaletę, że żaden wiatr ich nie obali i taką wadę, że żaden dźwig nie udźwignie.
 
OP
A

Anonymous

Guest
Nie pamiętam już jak to jest, ale chyba okręt\statek podwodny - bo łódź jest wiosłowa ;) - musi mieć silnik cały czas na chodzie inaczej tonie. Nie wiem czy się to nie tyczy tylko zanurzenia? 10 metrów zanurzenia to i tak spoko. Da się do tego podpiąć internet satelitarny? A działał by spod wody taki net, czy koszt takiego silnego odbioru neta byłby gigantyczny?

Beton kruszeje i pęka. Robili jakieś crush testy?

A nie można tego po cichu w nocy zwodować i nie pokazywać się potem w Kolumbii?
 

Avx

Active Member
823
156
Premislaus napisał:
Beton kruszeje i pęka.

lol, chudziak wylany przed garaż tak, natomiast, dobry beton wysokiej klasy nie kruszeje i nie pęka. Betonowe filary i ustroje nośne mostów (dla przykładu) nie mają prawa "kruszeć i pękać". Takie rzeczy to zupełnie inna "recepta" niż chudziak C8/10 spod drzwi (zresztą poprawnie wylany nawet on nie powinien "kruszeć i pękać").

Premislaus napisał:
musi mieć silnik cały czas na chodzie inaczej tonie.

Nieprawda. Po wyłączeniu silnika, przy innych czynnikach niezmienionych, utrzymuje się na aktualnej głębokości lub na wynurzeniu.

To jest konstrukcja oparta na maksymalnym cięciu kosztów (w granicach elementarnego rozsądku), nie militarna.
Nie jest przeznaczona do operowania pod wodą przez miesiące bez wynurzania.

Premislaus napisał:
Da się do tego podpiąć internet satelitarny? A działał by spod wody taki net, czy koszt takiego silnego odbioru neta byłby gigantyczny?

Nie mam pojęcia, na pewno nie ma żadnych specjalnych ofert dla łodzi podwodnych; czyli tak, jak na normalnych jachtach. ;) Nie wiem też, na ile woda izoluje od sygnału.

Premislaus napisał:
10 metrów zanurzenia to i tak spoko

10 metrów pewnie wziąłeś z jednego z moich dawnych postów, a to ja wtedy coś źle przeczytałem ;)

W rzeczywistości teoretyczne możliwości (z matematycznych obliczeń wytrzymałości) są o wiele większe.
 
Do góry Bottom