Gupie gupoty Zbigniewa Stonogi...

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 345
4 248
Stonoga w swoim stylu zbiera sobie na kolejny proces

i4ltC0L.jpg
 

The Silence

Well-Known Member
400
2 486

Zbigniew Stonoga jest w Norwegii. "Poproszę o azyl"​

Zbigniew Stonoga wyjechał do Norwegii. Biznesmen twierdzi, że jest "bezdomnym bankrutem". Zamierza ubiegać się o azyl polityczny.

"W związku z fałszywymi oskarżeniami prokuratur na terenie całej Polski, które nie znajdowały elementarnych walorów dowodowych oskarżeń kierowanych wraz z wnioskami o kolejne aresztowania, postanowiłem zabezpieczyć swoje prawo do życia i wyjechałem do Norwegii, którą jutro rano poproszę o azyl polityczny" - napisał w poniedziałek na Facebooku Zbigniew Stonoga.

Biznesmen poprosił Polonię o znalezienie mu noclegu. "Potrzebuję Waszej pomocy - jestem bezdomny. Muszę gdzieś odbyć 10 dniową kwarantannę" - zaapelował. Wieczorem napisał, że otrzymał pomoc. "Nie wstydzę się powiedzieć Państwu, że jestem bankrutem i to bezdomnym bankrutem" - zaznaczył w innym wpisie.

Zbigniew Stonoga został zatrzymany w czwartek 15 października. Zarzucono mu przywłaszczenie ponad 200 tys. złotych z konta fundacji, którą sam prowadzi.

Prokuratura zwróciła się do Sądu Rejonowego w Lublinie z wnioskiem o tymczasowy areszt. Sąd oddalił wniosek i nakazał zwolnienie Stonogi.

 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 912
14 703
Biznesmen o wielu nogach

To postać, która wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Od kilku lat informacje o biznesmenie nie znikają z portali, gazet i tygodników. Okazuje się, że równie dobrze znany jest wśród polskich escortów, czyli męskich dziwek. W tym towarzystwie słynie z nadużywania alkoholu, snucia historii o swoim majątku oraz obiecywania młodym chłopcom karier telewizyjnych w różnego rodzaju projektach reality show, które będzie produkować. Według moich rozmówców ostatnio obiecywał im udział w programie podobnym do The Voice of Poland. Europejski nakaz aresztowania doprowadził do jego zatrzymania w Holandii.
Długo zastanawiałem się, czy powinienem dać jednoznacznie do zrozumienia, o kogo chodzi. Nie mam wątpliwości, że właśnie tak należy zrobić. Dlaczego?
W 2016 roku Zbigniew S. opublikował na Facebooku film pokazujący mężczyznę uprawiającego seks oralny z księdzem. Poinformował, że ksiądz zmusił do tego nieletniego, i nazwał go pedofilem. Kapłan został odsunięty od obowiązków, a nieletni okazał się dorosłym mężczyzną, który od dłuższego czasu był w związku z księdzem. Po publikacji filmu przez biznesmena mężczyzna popełnił samobójstwo.
– Naprawdę chcesz o nim słuchać? To nasz najgorszy klient.
(...)
Podczas jednego z wyjazdów biznesmen, który odpalał papierosa od papierosa i nigdy nie stosował się do zakazów palenia w pokoju, wywołał alarm pożarowy w Kempinskim.
– Oczywiście Zbigniew S. miał w dupie zakazy, a w tym hotelu alarmy były dość wrażliwe na dym. Nawet nie pamiętam, w którym momencie w całym hotelu zaczęły wyć syreny, przez głośniki mówili coś po niemiecku, a przed budynek zaczęły zjeżdżać wozy strażackie i policja. Jeszcze zanim przyjechali, do pokoju biznesmena przyszedł recepcjonista, który chciał wyjaśnić sytuację i poprosić o niepalenie papierosów. Drzwi otworzył mu pijany w sztok biznesmen, zbluzgał recepcjonistę z góry na dół, a na koniec walnął go jeszcze z główki, z pozdrowieniami od gościa z Polski, i stłukł mu okulary. Mało nie wyrzucili nas z hotelu – opowiada Robert. – Siedzieliśmy z szefem w naszym pokoju, na innym piętrze. Zamawiałem akurat taxi, żeby pojechać do klubu, kiedy przybiegli escorci i zrelacjonowali, co się stało. Nie zdążyłem wyjść, kiedy zadzwonił jeden z chłopaków, którzy nadal byli z biznesmenem. „Nawet nie wiesz, co ten chuj odpierdolił!” – usłyszałem w słuchawce. Poprosił, bym ich nie zostawiał. Powiedziałem, żeby zabrał chłopaków i żeby bocznym wyjściem z hotelu obok restauracji uciekli na zewnątrz. W ten sposób wszyscy się ewakuowaliśmy. Na szczęście nawet nie zdążyliśmy się rozpakować, więc wystarczyło tylko zabrać torby – mówi.
– A co zrobił Zbigniew S.?
– Zostawiliśmy go samego. Nie wiem, co zrobił, ale po kilku tygodniach znowu się odezwał, więc wiedzieliśmy, że nic wielkiego mu się nie stało.
– Nie przepadałeś za nim…
– Widziałem go wcześniej w telewizji, ale nie sądziłem, że ten facet może być aż tak zdegenerowanym alkoholikiem.
(...)
Nasz biznesmen, stary i dobry klient szefa, się nie pierdolił – wspomina Robert. – Jeden z chłopaków, który był wtedy w Niemczech, powiedział mi później, że najtrudniej szło się z nim do wanny. Nie dość, że był jak zawsze brudny, nachlany i śmierdziało od niego na kilometr, to w dodatku smukły nie jest i kąpiel z nim była po prostu obrzydliwa. A kiedy wrócili z wanny do łóżka i inny chłopak chciał skorzystać z łazienki, to usłyszał, żeby się nie trudził – w końcu może się odlać na podłogę, bo skoro on płaci, to ktoś posprząta.
(...)
Z czasem Zbigniew S. nabrał zaufania do Roberta. Ten odkrył, że biznesmen najbardziej zainteresowany jest najmłodziej wyglądającymi chłopcami. Choć nie mówił nigdy, że chciałby się spotkać z kimś poniżej piętnastego roku życia.
– On miał skłonności do młodych chłopców, właściwie młodocianych. Pamiętasz, była taka sprawa, że przytulał jakiegoś małego chłopca i oferował mu pomoc? Widziałem to w internecie czy w telewizji. Przypomniałem to sobie, kiedy mi mówił, jakich chłopaków by chciał. Ale wiedział, że ode mnie i od mojego szefa nie dostanie nieletnich. Powiedziałem mu wprost, że muszę zawsze sprawdzić dowód, bo sam na siebie wyroku dożywocia nie podpiszę! – zapewnia Robert.
(...)
– A słyszałeś o tym, że ten biznesmen miał postawiony zarzut pedofilii w słynnej aferze z Dworca Centralnego? – pytam.
– Wiem, że był podejrzany, ale nie wiem, czy ta afera nie została w pewnym sensie wykreowana przez media. Dowodów nie mam. Jednak jestem pewny, że nigdy nie chciał chłopaków starszych niż dwadzieścia jeden lat, a w zamówieniu zawsze przypominał, że będzie ekstra, jeśli będą wyglądali na góra osiemnaście – podkreśla.
(...)
– Przepraszam, że tak długo to trwało, ale musiałem się spotkać z kolegą, który prowadził tę sprawę. Powiem ci, jak to było według nas – tłumaczy mój informator. – Jeden z dzieciaków wsypał Zbigniewa S. Potem rozpoznał go podczas okazania. Ten dzieciak zeznał na protokół, że miał kontakty seksualne ze Zbigniewem S. i że ten upolował go na Centralnym. Problem w tym, że według mojego informatora Zbigniew S. dotarł do tego chłopca i zapłacił mu za zmianę zeznań. Ten dzieciak w pierwszym zeznaniu wskazał dokładną datę i miejsce, gdzie doszło do stosunku. Problem polegał na tym, że kalendarzowo ten chłopiec miał piętnaście lat, ale kiedy poznał Zbigniewa S., był jeszcze czternastolatkiem. Podczas przesłuchania w sądzie zapytano go, czy do spotkania ze Zbigniewem S. doszło w kwietniu – jak mówił podczas przesłuchania przez policjantów – czy w październiku, jak twierdził Zbigniew S. Chłopiec wtedy powiedział, że nie pamięta. Ponieważ w październiku miał już ukończone piętnaście lat, sąd rozstrzygnął ten spór na korzyść oskarżonego. Tylko dlatego Zbigniew S. uniknął skazania – zdradza mój informator.

 

Claude mOnet

Well-Known Member
1 020
2 266
Opowieści curew, tym bardziej męskich trzeba brać przez bułkę, przez bibułkę. Zbysiu miał ochronę ss (WSW/WSI) dlatego mógł więcej bezkarnie robić różne zdrożne rzeczy (w tym przestępcze). Najgorzej że siedzi w pierdlu nie za te realne przestępstwa a za trolowanie, obrażanie PiSowców i mówienie o nich prawdy.

Ps. Ziobro podobno też jest ciepły.
 
Do góry Bottom