Gdyby Putin przekroczył granicę..

Oreł

Well-Known Member
574
465
Oreł to idiota w sensie patriota? Tylko pytam.

Amel to cwel w sensie moskiewski agent? Tylko pytam.

Książki są różne. On wyczytał w nich o złej Rosji

Knyf w tym, że pisali je Rosjanie. Na czym jak na czym, ale na Rosji chyba się znają.

Jeżeli nawet spojrzymy przez pryzmat przeszłości to Europa w przeszłości nie srała przed Rosją.

Bo i nie ma przed czym. Rosja nie jest żadnym zagrożeniem dla tych, którzy są gotowi z nią walczyć.

Utożsamianie ZSRR i carskiej Rosji i jarzma mongolskiego to pomieszanie z poplątaniem. Do części tradycji mongolskich to oni powrócili za rewolucji październikowej. Porównywanie rozbiorów do okupacji radzieckiej to kolejna farsa.

Otóż nie. To jedna z najciekawszych cech specyficznych tego kraju - co by się tam nie działo, poglądy na stosunek władzy i człowieka w długiej perspektywie pozostają identyczne.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
11 171
Przedstaw ten sondaż bo co prawda nie jesteśmy największym wrogiem Rosjan, ale z tego co ja znalazłem to Polska trzyma się co najmniej w 10 wrogów, a ostatnio awansowała do piątki.
ja ten sondaż czytałem rok temu jakoś tak kiedy czytałem o kamczatce...
ten podany przez ciebie jakiś troche dziwny jest poza brakiem sojusznika w serbii, to azerbajdżan? przecei azerbajdżan i rosja są wrogo nastawione do siebie...
no i japonia nie jest już nagle wrogiem???
 

Karmazynowy Mściciel

To ja będę budował drogi w akapie
421
522
Teza:
Nie ma żadnej wojny między Ukrainą a Rosją. W Donbasie walczą socjopaci kijowscy wespół z socjopatami kremlowskimi przeciw ludziom, którzy już urządziliby Dzień Sznura, gdyby nie zostali wysłani na front. I jest to bezpośredni odwet za wydarzenia sprzed roku, kiedy prawie że do tego nie doszło. Obie te grupy, wraz z otaczającymi ich cronies zostały bowiem wtedy zaatakowane.

Wobec tego nie ma sensu analizowanie scenariusza, który zakładałby, że konflikt przeniesie się na ziemie okupowane przez reżim warszawski na podstawie kłamliwych doniesień medialnych.

Tło:
1. Botoksnyj Kriemlowskij Pidoras (czy, kto tam naprawdę w Moskwie rządzi) musiał zdemonizować wydarzenia na Ukrainie. Inaczej groziłoby, ze lud zbuntuje się także na ziemiach okupowanych przez reżim kremlowski. Bez wątpienia istnieje tzw. russkij mir - ci ludzie tworzą jedną wspólnotę kulturową, istnieje niezmierzona sieć połączeń między nimi. Korzystają także na przykład z jednego facebooka, który to podczas wydarzeń ubiegłorocznych stał się celem wrogiego przejęcia.
2. Zajęcie Krymu i próba wywołania wojny domowej były konieczne, jako naturalne dopełnienie linii propagandowej. Jeśli plany były dostępne, a wszystko wskazuje na to, że były, nieroztropnym byłoby zaniechnie ich wdrożenia.
3. To musiał być „natomajdan”. Logicznie, nie było innej możliwości. Każdy rząd ma legendę. Legenda dzisiejszych kremlowskich watażków mówi, że kiedyś było prozachodnio i było źle, a teraz nie dajemy sobie w kaszę dmuchać i dlatego jest dobrze.
4. Trudno podejrzewać, że ci ludzie nie byliby do tego zdolni:
Argumenty:
1. Apele o broń z Zachodu ze strony kijowskich watażków to teatrzyk. Na froncie mówi się, iż najnowsza jej generacja i tak zalega w magazynach.
2. Trudno nazwać wojną sytuację, gdzie ludzie chleją wodę, siedząc w tych samych okopach niemal od roku. To jest zorganizowana maszynka do mięsa. O ile reżim warszawski ludzi, którzy mogliby się zbuntować, zmusza do emigracji, tam ich się po prostu zabija.
3. Byli oczywiście tacy, którzy nie wiedzieli, o co tak naprawdę chodzi. I którym wydawało się, że mogą na przykład szturmować miasto. Bezceremonialnie wystawiono ich na śmierć.

Odpowiedź na kontrargumenty:
1. Mam świadomość, że wielu uważa, iż za obaleniem kijowskiego reżimu stał inny reżim. Co jest też zdumiewające, jeśli myślą tak osoby, które skądinąd żadnego reżimu nie podejrzewałyby na przykład o to, że potrafi porządnie wybudować drogę. Albo prowadzić szpital. I nawet jeśli, to nie ma tu sprzeczności. Wszyscy uczestnicy wydarzeń sprzed roku mają bowiem świadomość, iż dokonali tego samodzielnie.

Uwagi końcowe:
Konflikt w Donbasie świetnie pokazuje, że pogadanki o geopolityce to dziecinna reżimowa propaganda. Rzecz nie rozbija się bowiem nigdy ani o „interes narodowy”, ani nie są to potyczki animizowanych i spersonalizowanych reżimów (to dopiero haluny lmao), ino o doraźny interes różnych socjopatycznych chujków, którzy na ludziach żerują.

Dlatego od początku pytałem o te scenariusze wojny z polskim państwem. Po prostu ich tu nie widzę.
 
Ostatnia edycja:

Karmazynowy Mściciel

To ja będę budował drogi w akapie
421
522
@Mance,
Piszesz jak ludzie, którzy nigdy na Ukrainie nie byli, nigdy z nikim nie rozmawiali, a swoją wiedzę o wschodniej Europie czerpią z forum Alexa Jonesa. Nie twierdzę przy tym, że przeciętni śmiertelnicy, nawet ci, którzy byli na froncie walcząc po którejkolwiek ze stron, są w stanie przekazać ci jakąś tajemną wiedzę. Ale jeśli porozmawiasz, to być może będziesz miał jakieś wyobrażenie co do motywów, które, ulegając nieustannym zmianom (a to ci niespodzianka), siedziały w ich głowach w przestrzeni czasowej tych wszystkich wydarzeń.

Z teoriami spiskowymi co do Majdanu jest trochę jak ze Smoleńskiem. Ani jednego, ani drugiego oczywiście nie wykluczam. Ale o ile w drugim przypadku, ktokolwiek za tym stał, musiałby prawie na pewno wywołać sztuczną mgłę, to w Kijowie musiałby stać za rozkazami dla sił porządkowych. Popełniono wszystkie błędy, jakie można było popełnić i to one w percepcji uczestników tego wydarzenia stały się źródłem ich frustracji.

Z takich zupełnych podstaw. Popełniasz błąd polegający na tym, że postrzegasz tych ludzi z perspektywy Polski czy Europy. Najpopularniejszy pogląd polityczny na wschodzie to mamtowdupizm. Fajnie się czyta, że 50 czy 60 % „Białorusinów” chciałoby przyłączenia do Rosji, ale w rzeczywistości, odwrotnie niż na przykład w Polsce czy w Danii, taki problem znajduje się na szarym końcu zagadnień istotnych dla tych ludzi. Poparcia dla powstańców by nie było, gdyby propaganda nie mogła się oprzeć o realną Odessę (2 maja, miesiąc po po zajęciu budynków rządowych w Ługańsku, Doniecku i Charkowie) i przede wszystkim o jebanie w sowieckim stylu z ciężkich dział w miasta w lipcu tamtego roku. Poczytaj sobie o początkach rebelii. Jakieś grupki zajmowały budynki, a mieszkańcy mieli to w dupie. I w Charkowie natychmiast następnego dnia siły specjalne działające w ramach ramienia zbrojnego kijowskiego reżimu ten budynek odbiły. Dziś już się o tym nie mówi. W Ługańsku i Doniecku tego zaniechano. Mowi się, że celowo. A, i tak, mieszkańcy nadal mieli to w dupie. Rebelia rozgorzała znacznie później.

Nie napisałem, że na froncie walczą socjopaci (to inny wątek). Socjopaci walczą frontem przeciw ludziom. W wielu miejscach widzę też, że po prostu nie zrozumiałeś, co miałem na myśli. Demokratyczne państwa to też właśnie rzeczone socjopatycznie chujki. Przecież to wynika jednoznacznie z mojego postu.

Każda interwencja państwa inna niż ekstremalna przynosi skutki odwrotne do zamierzonego. Walka z bezrobociem powoduje wzrost bezrobocia, chyba że wdrożony zostaje jakiś społeczny model ekstremum (np. obóz koncentracyjny, w takim modelu bezrobocia nie ma). Podobnie pacyfikowanie demonstracji na przemian z niepacyfikowaniem powoduje jej wzmocnienie. I paradoksalnie, jeśli już przy tym jesteśmy, interwencja siłowa reżimu moskiewskiego na terenach okupowanych przez reżim kijowski pod hasłami obrony przed banderowcami spowodowała spadek poparcia dla banderowców. Oczywoście oni nie wyparowali. Ale patrząc na wyniki wyborów z wiosny zeszłego roku ludzie znacznie mniej chętnie głosowali może nie tyle na samych banderowców, co na tych, promujących się neobanderowską symboliką i hasłami.

Czy państwo jest w stanie zabić w obronie tajemnicy państwowej? Niewątpliwie. Jaka jest największa ze wszystkich tajemnic państwowych? Taka, ze można to państwo obalić. A więc zabijają.

Te bazy Usraela w kontekście wojny w Donbasie są tak głupie, że aż śmieszne. Pozwól, że zdradzę Ci pewną tajemnicę. Z Doniecka czy Ługańska do Moskwy jest dalej niż np. z Charkowa (ba, bliżej jest nawet z Kijowa). Reżim kijowski w Charkowie cieszy się dziś bezsprzecznym poparciem, co nie było takie oczywiste chociażby rok temu. Już dawno pozamiatane.

Nigdy nie kibicowałem żadnej ze stron i to się nie zmieniło. Nie życzę nikomu życia obok banderowców, ani życia pod okupacją reżimu, gdzie banderowców nie ma kto przegłosować. Logicznie rzecz biorąc, nie ma tu dobrych rozwiązań. Przekonują mnie za to argumenty, że o ile to stanowi tło dla konfliktu, to zupełnie nie o to w nim chodzi. I też nie widzę tutaj za wiele punktów stycznych z państwem polskim.
 
Ostatnia edycja:

Karmazynowy Mściciel

To ja będę budował drogi w akapie
421
522
Z tymi snajperami to jest trochę jak z religią. Wychodzimy od tego, że nie wiemy, a kończymy na historii o jakichś ludach wędrujących przez pustynię...

To nie jest konflikt etniczny. Zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy walczą po obu jego stronach (w różnych proporcjach, co oczywiste). Cała rosyjska opozycja jest programowo „proukraińska” (czyt. prokijowska). Ogóle, na obszarach sowieckich od przedwojny rzesza ludzi ma ten temat po prostu w dupie (słusznie skądinąd). Nie taka mała grupa deklaruje nawet narodowość sowiecką (źródło). A, Ukraińcy na Krymie propsowali anschluß.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 817
Zabawne.

Premier Bułgarii: Nie uważamy Rosji za wroga
Dzisiaj, 1 lipca (18:18)
Bułgarski premier i lider rządzącej w koalicji centroprawicowej partii GERB Bojko Borysow oświadczył w środę w parlamencie, że nie widzi żadnych powodów, by uważać Rosję za wroga, a Bułgarię - za państwo frontowe.

Frontowym państwem, obok Polski, państw bałtyckich i Rumunii, kilka miesięcy temu Bułgarię nazwała przedstawicielka Departamentu Stanu USA Victoria Nuland. Na pytanie niezależnego posła Welizara Enczewa, czy obecność amerykańskiego uzbrojenia w Bułgarii oznacza uznanie Rosji za wrogie państwo, premier odpowiedział: "Nie widzę w tej chwili w stosunkach z Rosją niczego, co miałoby nas niepokoić (...). Jesteśmy narodami, które zawsze szanowały się wzajemnie i lubiły. Pamiętamy, co oni dla nas zrobili".

Borysow spotkał się ostatnio z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Baku, a ministrowie gospodarki, budownictwa i energetyki Bułgarii uczestniczyli w różnych konferencjach w Moskwie i Petersburgu. "Oni pracują doskonale. Co skłania was do myśli, że uważamy Rosjan za wrogów? Z nikim się nie kłóciliśmy i nikomu nie zamierzamy wypowiadać wojny" - podkreślił szef bułgarskiego rządu.

Borysow zaakcentował zarazem, że Bułgaria jest lojalnym członkiem UE i NATO i - jako przewidywalny kraj - wypełnia swoje obowiązki członkowskie. "Nie jesteśmy koniem trojańskim, prowadzimy zrównoważoną politykę" - dodał premier, który w odróżnieniu od prezydenta Rosena Plewnelijewa oraz ministrów obrony i spraw zagranicznych unika antyrosyjskiej retoryki.

Powodem pytania poselskiego stała się obecność amerykańskiego sprzętu wojskowego na ćwiczeniach wojskowych w wydzierżawionym USA na 10 lat poligonie Nowo Seło we wschodniej części kraju.

Dwa tygodnie temu minister obrony USA Ashton Carter poinformował, że Stany Zjednoczone rozmieszczą czołgi, pojazdy opancerzone i inny sprzęt wojskowy w sześciu państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Ujawnił, że skierowane do poszczególnych państw zestawy uzbrojenia pozwolą na wyposażenie kompanii lub batalionu i znajdą się przynajmniej na pewien czas w sześciu krajach: Bułgarii, Estonii, Polsce, Rumunii oraz na Litwie i Łotwie.

Wypowiedź Cartera spowodowała zamieszanie w Bułgarii. Władze najpierw podały, że nie były poinformowane o planach USA, a potem wyjaśniły, że amerykański sprzęt przysłano na ćwiczenia. Obecnie w Bułgarii znajdują się m.in. dwa czołgi Abrams. Według ministra obrony Nikołaja Nenczewa w ramach wspólnych bułgarsko-amerykańskich manewrów, których w 2015 roku będzie ponad 70, do Bułgarii ma przybyć 16 czołgów.

Z Sofii Ewgenia Manołowa

Oj, Bojko, Bojko... Kiedy lepiej poinformowany sojusznik (w osobie pani Nuland) mówi, że jesteście państwem frontowym, to przecież nie wypada się kłócić.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 817
Niemieckie media: Putin był także agentem Stasi
Świat
Wczoraj, 11 grudnia (11:04)
Dziennik "Bild Zeitung" ujawnia, że rosyjski prezydent Władimir Putin aż do upadku "muru berlińskiego" w 1989 r. był nie tylko oficerem KGB, ale także agentem enerdowskiej komunistycznej tajnej policji Stasi. Dziennik ujawnia świadczące o tym dokumenty.

"Bild Zeitung" publikuje dokumenty, dotyczące działalności Władimira Putina w byłej komunistycznej Niemieckiej Republice Demokratycznej.

W archiwum akt dawnej tajnej policji komunistycznej Stasi w Dreźnie odnaleziono legitymację wydaną w 1985 r. przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego w NRD na nazwisko majora Władimira Putina. Legitymacja była co kwartał przedłużana. Oznacza to, że obecny prezydent Rosji Władimir Putin był najprawdopodobniej czynnym agentem Stasi.


Szef Urzędu do spraw Materiałów Państwowej Służby Bezpieczeństwa NRD w Dreźnie, Kondar Felber, przyznał, że do tej pory nikt nie wiedział, że agent KGB Putin posiadał także legitymację Stasi.

Oficer KGB Władimir Putin w 1985 r. został oddelegowały na placówkę do Drezna w Niemieckiej Republice Demokratycznej.

Może dajcie mu jeszcze trabanta w podzięce, Niemiaszki... za dawne zagługi.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 817


Niezależnie od tego, czy Władimir Putin rzeczywiście rozpocznie inwazję na Ukrainę, już odrzucił on europejską architekturę bezpieczeństwa czasów po zimnej wojnie. Zrobił to, co zapowiedział dokładnie 15 lat temu w Monachium. Mało kto mu jednak wtedy uwierzył — piszą Daniel Fried i Kurt Volker*.
  • Dokładnie 15 lat temu Władimir Putin wygłosił w Monachium przemówienie, w którym zapowiedział odrzucenie europejskiego systemu bezpieczeństwa i powrót do polityki imperialnej
  • Tamto przemówienie było szokiem dla wielu. Ale bardziej szokujące jest, że dziś USA i Europa nadal trzymają się koncepcji, że możemy współpracować z Rosją Putina na poziomie strategicznym
  • Musimy traktować Rosję Putina jako zagrożenie dla pokoju i jako przeciwnika. I musimy podtrzymywać to podejście tak długo, jak długo Putin pozostanie u władzy
Piękne i zamożne Monachium ma wiele powodów do sławy i niesławy. Było wylęgarnią wczesnego nazizmu, miejscem słynnego spotkania Neville'a Chamberlaina w celu ugłaskania Hitlera, a później ośrodkiem niemieckiego oporu przeciwko Hitlerowi. Teraz jest to miejsce jednej z najważniejszych konferencji na temat bezpieczeństwa na świecie. W ostatni piątek, podobnie jak przez ostatnie 58 lat, liderzy polityki zagranicznej spotkali się na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, by stawić czoła wyzwaniom stojącym przed wspólnotą transatlantycką.
Człowiek, który był najważniejszym tematem rozmów na tegorocznej konferencji, nie przyjechał do Monachium. Ale 15 lat temu prezydent Rosji Władimir Putin wykorzystał to spotkanie do wygłoszenia mowy, która definitywnie odrzuciła europejski porządek bezpieczeństwa. W lutym 2007 r. Putin przez pół godziny stał w monachijskim hotelu Bayerischer Hof i oskarżał Stany Zjednoczone o tworzenie jednobiegunowego świata, "w którym jest jeden pan, jeden suweren". Twierdził, że "na koniec dnia jest to zgubne".
Nie było nic spektakularnego w oskarżeniu przez Putina Stanów Zjednoczonych o hipokryzję po ich inwazji na Irak; było to już wówczas dość powszechne myślenie niemieckie, francuskie i w dużej mierze amerykańskie. Prawdziwym momentem objawienia był jego szerszy wniosek, że kierowany przez USA porządek liberalny, znany jako Wolny Świat, nie ma dla Rosji żadnego znaczenia ani wartości.

Szok wtedy i szok dzisiaj

Przemówienie Putina było szokiem dla tych, którzy włożyli wiele wysiłku we współpracę z Rosją w celu włączenia jej do postzimnowojennego globalnego systemu stabilności — i wtedy jeszcze wierzyli, że jest to możliwe. Półtorej dekady później potężna rosyjska armia zgromadzona na Ukrainie i wokół niej może uderzyć w każdej chwili. Nie powinniśmy być teraz zaskoczeni ani zdezorientowani — już w 2007 r. Rosja jasno wyraziła swoje zamiary.
Bardziej zaskakujące jest to, jak Stany Zjednoczone i Europa, pomimo oczywistego ostrzeżenia Putina w Monachium i wielu działań Rosji w ciągu ostatnich 15 lat, nadal trzymają się koncepcji, że możemy współpracować z Rosją Putina na poziomie strategicznym. Nadszedł wreszcie czas, aby Zachód stawił czoła faktom. Niezależnie od tego, czy Putin rzeczywiście rozpocznie inwazję na Ukrainę, już odrzucił on europejską architekturę bezpieczeństwa po zimnej wojnie. Jest na jasnej drodze do zbudowania rosyjskiego imperium w miejscu, gdzie kiedyś stał Związek Radziecki.
W ten weekend, podczas kolejnej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, wyzwaniem nie było zrozumienie Putina. Chodzi raczej o zrozumienie — jakkolwiek spóźnione — jak przeorientować myślenie społeczności transatlantyckiej, odchodząc od zrozumiałych, lecz zawiedzionych nadziei na szerszą współpracę z Rosją, w kierunku budowania długoterminowej pozycji siły, która pozwoli odeprzeć Putina.
Gdy 15 lat temu Putin przemawiał w Monachium, atmosfera w hotelowej sali balowej wyraźnie się zmieniła. Po początkowym uprzejmym powitaniu Putina, słuchacze — nawet ci, którzy podzielali jego krytykę wojny w Iraku — zareagowali szokiem, obawą, a nawet obrazą. W przeciwieństwie do kwalifikowanego optymizmu, który wciąż dominował w stosunku do Rosji, brzmiało to tak, jakby Putin zmierzał w kierunku nowej zimnej wojny.
Ówczesny sekretarz obrony USA Robert Gates był na sali, przewodząc amerykańskiej delegacji (w której znalazł się jeden z autorów tego tekstu, Kurt Volker). Na sali była też liczna delegacja Kongresu USA pod przewodnictwem senatora Johna McCaina, uczestnika Monachium od jego pierwszych dni, kiedy McCain był łącznikiem marynarki wojennej USA z Senatem USA.
Ówczesny sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Władimir Putin i prezydent Rosji Borys Jelcyn, rok 1999. Za kilka miesięcy Putin zastąpi Jelcyna

Mimo wszystko warto było z Rosją współpracować

Być może łatwo dziś zapomnieć, że po tym, jak Rosja powstała z ruin Związku Radzieckiego, Stany Zjednoczone i Europa spędziły lata, pracując nad włączeniem jej do nowego porządku po zimnej wojnie. Daleki od triumfalistycznej zemsty (choć Kreml twierdzi inaczej) Zachód zapewnił Rosji znaczącą pomoc finansową i techniczną.
Wszystkie państwa europejskie, w tym Rosja, a także Stany Zjednoczone i Kanada podpisały liczne porozumienia, w których zobowiązały się do przestrzegania kluczowych zasad, w tym powstrzymania się od gróźb lub użycia siły, wyrzeczenia się jakiejkolwiek zmiany granic przy użyciu siły oraz potwierdzenia prawa wszystkich państw do wyboru własnego systemu politycznego i gospodarczego, oraz sojuszy bezpieczeństwa.
Rosja podpisała Memorandum Budapesztańskie z 1994 r., które gwarantowało Ukrainie suwerenność i integralność terytorialną z obowiązującymi wówczas granicami międzynarodowymi, w zamian za rezygnację przez Ukrainę z trzeciego co do wielkości arsenału broni nuklearnej na świecie. W 1997 r. NATO i Rosja podpisały Akt Założycielski ustanawiający Radę Rosja-NATO i określający szereg obszarów, w których Sojusz i Rosja będą współpracować w celu wzmocnienia bezpieczeństwa.
Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec lat 90. i na początku XXI w. Rosja nie była zadowolona z prowadzonej przez NATO wojny w Kosowie ani z decyzji prezydenta George'a W. Busha o inwazji na Irak w 2003 r.
Putin został prezydentem Rosji w 2000 r. i zadeklarował chęć przywrócenia rosyjskiej potęgi. W tamtym czasie wielu Rosjan i międzynarodowych obserwatorów, w tym niektórzy w administracji prezydenta Busha, przyjęli to z zadowoleniem. Po dekadzie tego, co wielu postrzegało jako kapitalizm rodem z Dzikiego Zachodu, Putin wydawał się gotowy do dokonania niezbędnej korekty, która wzmocniłaby rosyjską stabilność i modernizację bez wyrządzania większych szkód demokracji.
Z perspektywy czasu widzimy jednak, że to, co Putin miał na myśli, mówiąc o rosyjskiej wielkości, nie było wzmacnianiem rządów prawa i budowaniem gospodarki Rosji oraz jej międzynarodowej pozycji w świecie.
Po objęciu władzy metodycznie zabrał się za odbudowę rosyjskiej armii, modernizację i rozbudowę rosyjskiego arsenału jądrowego, ożywienie i rozwój rosyjskich służb wywiadowczych i ich działalności. To samo w sobie nie musiało być problemem, z wyjątkiem tego, że Putin rozpoczął również demontaż rodzącej się rosyjskiej demokracji: przejmując kontrolę nad mediami, konsolidując przemysł państwowy i niszcząc opozycję wobec swojej partii Jedna Rosja, w tym poprzez zabójstwa przeciwników politycznych.
Putin poskromił oligarchów z lat 90., ale potem zastąpił ich swoimi. Tworzył coś na kształt sowieckiego systemu kontroli partii komunistycznej, tyle że bez sowieckiej ideologii i z prywatną strukturą rządów w miejsce starej partyjnej nomenklatury.

Powrót wielkiej Rosji

Wskazówka co do jego myślenia pojawiła się w 2005 r., kiedy opisał upadek Związku Radzieckiego jako największą tragedię XX w. W 2007 r. w Monachium zmiana retoryki była już po prostu oczywistością.
Po tym wystąpieniu Putin połączył słowa z czynami, demontując struktury mające zapewnić pokój w postzimnowojennej Europie. W lipcu 2007 r. Rosja oficjalnie ogłosiła, że nie będzie dłużej przestrzegać Traktatu o Siłach Konwencjonalnych w Europie. Nadal odrzucała zasadę zgody państwa gospodarza na obecność swoich wojsk w Gruzji i Mołdawii, a także zaczęła ignorować ograniczenia Konwencji Wiedeńskiej dotyczące przejrzystości informacji o koncentracji wojsk i planach manewrów.
W 2008 r. Rosja dokonała inwazji na Gruzję, wymieniając swoje siły pokojowe w Abchazji i Osetii Południowej na regularny personel wojskowy i kierując czołgi w stronę stolicy, Tbilisi. Sześć lat później, rosyjskie siły zajęły Krym i szybko zaaranżowały jego nielegalną aneksję przez Rosję. Rosja kontynuowała ataki we wschodniej Ukrainie i do dziś prowadzi tam działania o niskiej intensywności oraz okupuje część Donbasu. Później Rosja naruszyła traktat o zakazie sił nuklearnych średniego zasięgu i zaczęła odmawiać przelotów nad terytorium Ukrainy na mocy traktatu o otwartym niebie.
Kiedy Putin wygłaszał swoje przemówienie w Monachium, administracja Busha wciąż próbowała utrzymać produktywne relacje z Rosją. W związku z tym Robert Gates postanowił odpowiedzieć Putinowi z humorem, starając się rozładować nastrój na sali i uniknąć publicznej konfrontacji. Żartował, że zarówno on, jak i Putin wyszli z organizacji wywiadowczych czasów zimnej wojny (Putin był wówczas oficerem KGB, a Gates oficerem CIA), dodając, że jedna zimna wojna w zupełności wystarczy.
Optymizm tamtej epoki może się dziś wydawać czystą naiwnością i z pewnością jest w tym dużo prawdy. Ale poczucie, że Rosja może zostać zintegrowana z Zachodem, było zakorzenione w latach pracy z Rosją po 1991 r., którą większość liderów politycznych w Stanach Zjednoczonych i Europie uważała za owocną. I z pewnością warto było podjąć ten wysiłek.
Jednak po odejściu Busha z urzędu nadal panował optymizm, którego nie dało się już uzasadnić. Prezydent Barack Obama rozpoczął swoją prezydenturę od tzw. resetu polityki wobec Rosji, tak jakby to USA i Zachód były winne rosyjskich przewinień. Prezydent Donald Trump stanowczo odmawiał krytykowania Putina, nawet gdy jego administracja zaostrzyła niektóre działania wobec Rosji.
Prezydent Joe Biden dążył do "stabilnych i przewidywalnych" relacji z Rosją i zorganizował wcześnie w swej prezydenturze spotkanie z Putinem, ale usłyszał tam kolejne rosyjskie groźby wobec Ukrainy i europejskiego porządku bezpieczeństwa.
W międzyczasie Putin nabrał jeszcze większej wprawy w kształtowaniu korzystnej narracji w debacie publicznej. Choć przemawiając w 2007 r. stracił poparcie publiczności w hotelowej sali w Monachium, jego przemówienie było skierowane do słuchaczy gdzie indziej — do europejskiej opinii publicznej, którą chciał skłonić do współczucia dla jego skarg i do obwiniania ich własnych rządów oraz Ameryki za rzekome stwarzanie zagrożenia ze strony Rosji. Był to schemat, który Związek Radziecki wykorzystał w latach 80. do przeciwdziałania rozmieszczeniu rakiet Pershing w RFN.
Putin i jego machina propagandowa stosują teraz tę samą taktykę: podkreślanie żalu w celu wsparcia rewizjonizmu historycznego i zapewnienia przykrywki dla ponownego przejęcia kontroli przez Kreml nad terytoriami, które Putin uważa za prawowicie jego. A teraz, nawet bardziej niż w 2007 r., niektórzy w Europie i USA akceptują linię Kremla, że rozszerzenie NATO, instrument zaprojektowany w celu wspierania zjednoczonej Europy, jest prawdziwym źródłem dzisiejszych gróźb Rosji wobec Ukrainy — a nie pragnienie Putina odbudowania większej Rosji, autorytarnej w domu i agresywnej za granicą.

Rosja jest znowu naszym przeciwnikiem

Na tegorocznej konferencji w Monachium nie było rosyjskiej delegacji. Uczestnicy stali w obliczu realnego zagrożenia, że Putin może w każdej chwili rozpocząć wielką wojnę napastniczą. Gdyby Putin napadł na Ukrainę w trakcie trwania konferencji, byłoby to wręcz logiczne zwieńczenie jego retoryki z Monachium z 2007 r.
Rozwiązanie tego problemu będzie wymagało od Stanów Zjednoczonych i NATO większego skupienia, determinacji i zasobów niż te, które byliśmy skłonni przeznaczyć w ciągu ostatnich 15 lat. Dyplomacja, taka jak kontrola zbrojeń i inne praktyczne środki oferowane przez administrację Bidena i NATO, może złagodzić niektóre napięcia, ale nie rozwiąże problemu leżącego u podstaw kryzysu.
Stany Zjednoczone i Europa muszą wyciągnąć długoterminowe wnioski i wypracować bardziej zdecydowane podejście wobec Rosji. Musimy być bardziej zaangażowani dyplomatycznie i wspierać militarnie te kraje na wschodzie Europy, które są najbardziej narażone na rosyjską agresję.
Musimy zmniejszyć zależność finansową i energetyczną od Rosji, a tym samym ograniczyć słabe punkty, które wykorzystuje Rosja. Musimy lepiej bronić się przed agresją Kremla, korzystając z dostępnych nam narzędzi cybernetycznych i propagandowych. Musimy spróbować położyć kres przepływowi skorumpowanych rosyjskich pieniędzy; Putin i jego otoczenie nie powinni czerpać korzyści z naszego systemu, jednocześnie próbując go podważyć. Musimy traktować putinowską Rosję jako autorytarnego przeciwnika, a jednocześnie docierać do rosyjskiego społeczeństwa.
Przede wszystkim musimy zrozumieć, co Putin otwarcie nam mówi. Wymaga to od nas uznania, że zasady gry stworzone w latach 90. muszą zostać zastąpione nowym podejściem, które traktuje Rosję Putina jako zagrożenie dla pokoju i jako przeciwnika. I musimy podtrzymywać to nowe podejście tak długo, jak długo Putin pozostanie u władzy.
Daniel Fried jest współpracownikiem Atlantic Council, byłym asystentem sekretarza stanu ds. Europy i byłym ambasadorem USA w Polsce. Kurt Volker jest współpracownikiem Center for European Policy Analysis, byłym ambasadorem USA przy NATO i byłym specjalnym przedstawicielem USA ds. negocjacji ukraińskich.
 

hrab

Well-Known Member
246
443
Byłoby lepiej gdyby Rosja się rozpadła na drobne kawałki. Cały świat odetchnąłby z ulgą.
 

NoahWatson

Well-Known Member
1 297
3 212
Dla przypomnienia - po klęsce Francji administracja prezydenta Franklina D. Roosvelta uznała, że Niemcy pod rządami Adolfa Hitlera stały się zagrożeniem dla świata. Demokraci starali się jednak uniknąć bezpośredniego przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny. Jednocześnie chcieli wesprzeć w walce osamotnioną Wielką Brytanię oraz wszelkie inne państwa stawiające opór III Rzeszy i jej sojusznikom. Sprzedaż uzbrojenia nawet na preferencyjnych warunkach szybko stała się niemożliwa, bo Londynowi kończyły się zasoby finansowe. Rozwiązaniem okazał się Lend-Lease Act, podpisany przez prezydenta Roosvelta 11 marca 1941 r. Pozwalał on rządzącej w Waszyngtonie administracji: „sprzedawać, przenosić własność, wymieniać, wydzierżawiać, pożyczać i w jakikolwiek inny sposób udostępniać innym rządom dowolne produkty ze sfery obronności”.

W następnych latach największym beneficjantem Lend-Lease Act stał się zaatakowany przez III Rzeszę Związek Radziecki (co radziecka, a następnie rosyjska historiografia starannie przemilczała i przemilcza). Jednak gdyby Amerykanie nie dostarczyli: 427 tys. samochodów terenowych i ciężarówek, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, a przede wszystkim 15 mln par butów dla żołnierzy, żadna wielka ofensywa Armii Czerwonej po 1941 r. nie byłaby możliwa.

Na Twitterze i Facebooku Ukraina już wygrała wojnę, choć przecież to rosyjskie rakiety i pociski dewastują ukraińskie miasta i niosą śmierć tysiącom cywili. To rosyjska armia rabuje i pustoszy zajęte tereny oraz szykuje się do nowej ofensywy w rejonie Donbasu. Ukraińcy walczą bohatersko, lecz zachodnie kraje nie dostarczają im sprzętu niezbędnego do działań ofensywnych: samolotów, czołgów, zestawów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu. Przekazywana broń pozwala skutecznie stawiać opór, ale też powoli wykrwawiać się. Natomiast nie pomoże wyprzeć najeźdźcę poza granice ojczyzny. Nadal więc nic nie jest ostatecznie rozstrzygnięte.

Czego dokładnie potrzebuje na już polska armia bardzo obrazowo ujął Maciej Miłosz w artykule: „Miliardy na wojsko. Jak powinna dozbroić się Polska”. CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ. Acz nasze potrzeby da się ująć dwoma słowami – potrzebujemy wszystkiego. To oznacza wydatek minimum 150 mld złotych.

„Podczas II wojny światowej prekursorska ustawa Roosevelta Lend-Lease Act pomogła uratować wolny świat. Jest to dokładnie ten rodzaj przedsięwzięcia, który jest potrzebny do wypełnienia luk w bezpieczeństwie Polski i wschodniej flanki NATO” – zauważa Ray Wójcik, utrafiając w sedno. Polska zaś musi zdobyć się na jak najdalej idącą postawę roszczeniową wobec sojuszników i być w tym konsekwentna. Bez oglądania się na niesmak, jaki tym wzbudzi. Przejmujących się konwenansami należy uświadamiać, iż na przestrzeganie zasad savoir-vivre przez rosyjskich żołnierzy raczej nie mogą liczyć.
 
Do góry Bottom