1. Forum Libertarian ma swój regulamin.

Etatyzm w II RP

Temat na forum 'Historia' rozpoczęty przez FatBantha, 31 Lipiec 2013.

  1. bombardier

    bombardier Well-Known Member

    Posty:
    1 305
    Polubienia:
    5 188
  2. pawel-l

    pawel-l Ⓐ hultaj

    Posty:
    1 779
    Polubienia:
    6 108
    Kilka zachomikowanych artykułów o II RP.
    Tak rozwijała się Polska w ostatnich 100 latach
    druga dekada II RP okazała się okresem bezpośredniej interwencji państwa i stagnacji gospodarczej. Jak wskazuje, błędy w polityce pieniężnej sprawiły, że pomimo niskiego poziomu uprzemysłowienia Wielki Kryzys dotknął Polskę równie silnie co USA. - Państwo nieudolnie próbowało zastępować kapitał zagraniczny w roli silnika wzrostu, co ostatecznie przerwał wybuch II wojny światowej - twierdzi.
    [​IMG]

    Piłsudczycy cofnęli nas w rozwoju. To wtedy wyprzedziła nas Japonia
    Symptomatyczny dla stosunku sanacji do gospodarki, a szczególnie małego biznesu, jest przypadek łódzkiego przemysłu bawełnianego. Działania państwa doprowadziły do zapaści sektora i zejścia do podziemia. Ale może od początku.

    Państwo według sanacji miało po samarytańsku ratować duże firmy prywatne, żeby nie wysyłać na bruk na raz wielu pracowników. Dlatego jedna z największych fabryk włókienniczych w Europie - Zjednoczone Zakłady Włókiennicze K. Schreibera i L. Grohmana SA - gdy Wielki Kryzys zagroził jej istnieniu, mogła liczyć na pomocną rządową dłoń.

    Zakłady zatrudniały około 10 tys. pracowników i władza nie chciała pozwolić, żeby trafili na bezrobocie. Banki prywatne nie chciały już kredytować działalności, więc w maju 1930 roku podjęto decyzję, że kredyt da BGK.

    Kredyt w wysokości 22,3 mln zł (dzisiejsze - 223 mln zł) trafił do firmy, co jednak na długo nie pomogło i w połowie 1931 roku firma miała deficyt 22,1 mln zł. „Karol Szrajber junior i Henryk Grohman załamują ręce i proszą rząd o pomoc” - opisuje Suchodolski.

    Władze udzielają gwarancji, tolerują zaległości podatkowe... i wszystko na nic. W końcu BGK przejmuje za długi 55 proc. akcji firmy w 1933 roku. Tym samym upaństwawia prywatną firmę. Ale w ciągu trzech lat „pomagania” prywatny jeszcze zakład wykończył prawie całą branżę w Łodzi. Jak to zrobił?

    Szrajber i Grohman wymyślili sobie, że pomoc państwa wykorzystają do wybicia konkurencji, bo przez nią marże były za niskie. Gdyby się udało, to działaliby na większą skalę i udałoby się zarobić. Korzystając z kredytów państwowych banków i łagodnego podejścia państwa, sprzedawali swój produkt poniżej kosztów wytwarzania. Mniejsi producenci, już bez pomocy państwa, które nie rekompensowało im sztucznie zaniżonych cen, po prostu padali.

    Szacuje się, że po fali upadłości pracę w mniejszych firmach straciło łącznie 20 tys. ludzi. Wszystko po to, żeby uratować miejsca pracy dla 10 tys. zatrudnionych w źle zarządzanej firmie. Innymi słowy z 30 tys. pracujących legalnie, zostało 10 tys., choć gdyby sztucznie nie utrzymywano nierentownej firmy, mogłoby nadal pracować dwa razy więcej. Miasto liczyło wówczas ponad 600 tys. mieszkańców.

    Przez Łódź przez dwa lata przetaczały się strajki z powodu nacisku fabrykantów na obniżkę pensji. Mniejszy przemysł włókienniczy przeniósł się w dużej mierze do podziemia. Przedsiębiorcy nie płacili podatków, nie inwestowali w maszyny - kupowali od hurtownika bawełnę, oddawali do wyprzędzenia i sprzedawali pokątnie. Wyzyskując przy tym robotnika do maksimum. Skoro straciło pracę 20 tys. osób, to na czarnym rynku można było nimi pomiatać. W ten sposób przyjazna podobnież ludowi władza, wprowadziła ten lud w kłopoty.

    Czego nas uczą gospodarcze klęski II RP, czyli niebezpieczeństwa polexitu i mit interwencjonizmu

    Dążności etatystyczne w Polsce - ADAM HEYDEL
    Etatyzm, jako system nadmiernego wtrącania się władzy w życie gospodarcze w drodze przymusu ma w Polsce stare tradycje.
     
    sabat, wah, tomky oraz 6 uzytkowników lubi to.
  3. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    6 874
    Polubienia:
    17 314
    Jak wyglądała polska energetyka w 1918 roku?
    11 listopada 2018
    Z czego produkowaliśmy energię elektryczną sto lat temu? Kto mógł sobie pozwolić na elektryczność w domu? Z jakich urządzeń elektrycznych można było skorzystać i ile to kosztowało? Jak polska energetyka wypadała na tle Europy w chwili odzyskana niepodległości?

    Gdy na początku 1917 roku czuć było już, że wojna dobiega końca, a Polska odzyska niepodległość, Alfons Kühn, późniejszy minister w kilku rządach II RP i dyrektor Elektrowni Warszawskiej dał się porwać takim marzeniom:

    „Wyobraźmy sobie, że cud zamienił Polskę w kraj urządzony na modłę zachodnio-europejską, lub amerykańską. Mamy więc do dyspozycyi w każdej miejscowości energię elektryczną, która umożliwia najskromniejszemu rzemieślnikowi zastosować silnik elektryczny i kilkakrotnie powiększyć wytwórczość jego pracy; mamy wielki przemysł, stosujący urządzenia elektryczne i konkurujący skutecznie z zagranicą; ulice miast i miasteczek są oświetlone, przez co zyskaliśmy bezpieczeństwo i wygodę; mamy oświetlenie pałaców, domów i chat wieśniaczych, przez co ulepszyły się hygienicznie warunki naszego życia domowego i zmniejszyliśmy liczbę pożarów, wypadków z ogniem i t.p.; miasta, miasteczka i wsie połączone są siecią kolei i tramwajów elektrycznych, mamy połączenie telefoniczne wszystkich mieszkań całej Polski.”

    „Ale cud, był snem. Obudziliśmy się w Polsce i ujrzeliśmy się skupieni grupkami, dalekiemi od siebie, dowiadującemi się z gazet po kilku lub kilkunastu dniach o tem, że gdzieś w Warszawie życie bije nocnem tętnem, że dobrodziejstwa o których śniliśmy, są dobytkiem garstki wybranych, zamkniętych na terenie miasta. I oto zapragnęliśmy, by cud stał się rzeczywistością, by obywatel Lublina, Przasnysza, Kozienic, Małej Wólki korzystał z dobrodziejstw obywatela Warszawy, by stał się mu blizki, rozmawiał z braćmi z Warszawy, Lwowa, Poznania i Wilna” – pisał jeden z najwybitniejszych polskich energetyków epoki zaborów i dwudziestolecia międzywojennego, cytowany w przygotowywanej przez dziennikarzy WysokieNapiecie.pl książce „Wiek energetyków. Opowieść o ludziach, którzy zmieniali Polskę”, której mecenasem są Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

    Rzeczpospolita wkraczała w niepodległość wyniszczona wojną, okradziona przez niemieckiego okupanta nawet z przewodów elektrycznych, a przez bolszewików ze zdeponowanych w Rosji majątków przemysłowców. Byliśmy wyraźnie lepiej rozwinięci od Rosji, ale znacznie gorzej od Niemiec.

    [​IMG]

    W kraju istniało kilkadziesiąt większych elektrowni. Po zniszczeniach wojennych i spadku produkcji z pierwszych lat wojny, dzięki poświęceniu pracowników, zdążyły się już na szczęście odbudować. Rok 1918 zamknął się krajową produkcją elektryczności na przedwojennym poziomie 0,6 TWh (w 2018 roku będzie to ok. 167 TWh). Moc działających elektrowni wciąż nie była jeszcze pełna, ale wracała już do przedwojennego poziomu ok. 400 MW (dziś to ponad 44 tys. MW).

    Energię niemal w 100% pozyskiwaliśmy ze spalania węgla (dziś w ok. 80%), choć jeszcze w czasach zaborów zrodziły się plany budowy elektrowni wodnych, jak działo się to na Zachodzie.

    Choć pierwsze elektrownie przemysłowe powstały w Polsce w latach 80. XIX wieku, a miejskie dekadę później, to w 1918 roku elektryczność wciąż docierała zaledwie do garstki mieszkańców większych miast. Białą plamą na mapie elektryfikacji były Kresy Wschodnie.

    [​IMG]

    Większość z nich wybudowały i zarządzały prywatne koncerny – głównie z Niemiec, Francji i Belgii. Powstawały na podstawie kilkudziesięcioletnich koncesji na elektryfikację miast. W umowach ustalono także ceny.

    Ich poziom był na tyle wysoki, że za nauczycielską pensję można było w 2018 roku kupić ok. 300 kWh energii elektrycznej (dziś można ok. 3600 kWh). Jednak dysproporcje w wynagrodzeniach były dużo większe, niż obecnie, więc pracownik fizyczny mógł sobie 100 lat temu pozwolić na zaledwie 50 kWh, a minister niewiele mniej, niż dzisiejszy nauczyciel – 3200 kWh.

    Dużo niższe niż obecnie, było oczywiście zużycie. Przeciętna rodzina, o ile była podłączona do elektryczności, korzystała z dwóch żarówek i… tyle. Przeciętne miesięczne zużycie u prywatnego odbiorcy wynosiło w 1918 roku ok. 5 kWh (dziś to ok. 160 kWh).

    Całkowite roczne zużycie energii elektrycznej per capita w chwili odzyskania niepodległości wynosiło w Polsce ok. 38 kWh. Dla porównania w Niemczech jeszcze przed wojną przekroczyło 200, a w USA zbliżało się do 400 kWh.

    [​IMG]
    Fasada Elektrowni Powiśle, największej elektrowni miejskiej w listopadzie 1918 roku
    Polscy energetycy, wykształceni zwykle na Zachodzie i z doświadczeniem wyniesionym z takich koncernów jak Siemens i AEG, mieli w końcu okazję budować podstawy gospodarcze niepodległej Polski. Do pracy zabrali się wyjątkowo szybko. Pierwszą spółką akcyjną zarejestrowaną w Polsce, zaledwie trzy tygodnie po odzyskaniu niepodległości, była „Siła i Światło”.

    Jak wspominał Janusz Regulski, który objął w niej funkcję dyrektora finansowego: „z perspektywy kilku dziesiątków lat, wprost trudno zrozumieć, w jaki sposób zdołano zebrać początkowy kapitał akcyjny w sumie 10 milionów marek [polskich – przyp. aut.]. Złożyło się na to wiele czynników natury bardziej emocjonalnej niż materialnej. A więc przede wszystkim chęć włączenia się do budowy własnego państwa […]. Posiadanie akcji polskich stanowiło w pierwszym okresie swego rodzaju dowód spełnienia obowiązku obywatelskiego i uzasadniony powód do dumy”.

    Czytaj także: Ile prądu oszczędzamy na zmianie czasu

    Tak zaczynała się budowa polskiej energetyki. O jej dalszych losach będziemy pisać w kolejnych artykułach powstających na kanwie książki „Wiek energetyków. Opowieść o ludziach, którzy zmieniali Polskę”.
     
    sabat, Doman i wah lubią to.
  4. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    6 874
    Polubienia:
    17 314
    Można jeszcze przypomnieć rolowanie ludzi inflacją na marce polskiej.

     
    sabat i mikioli lubią to.
  5. mikioli

    mikioli Well-Known Member

    Posty:
    2 571
    Polubienia:
    4 205
    Najśmieszniejsze to jak o tym się uczy w szkole... była hiperinflacja, przyszedł Grabski i zlikwidował :D Zupełnie nie mówiąc, że to państwo drukowało na potęgę i bez tych działań, żadnej inflacji by nie było.
     
    sabat, T.M. i FatBantha lubią to.

Poleć forum

  1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.