Etatyzm w II RP

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 233
W sumie wszyscy wiemy o COPach, Gdyniach, reformach rolnych i magistrali węglowej, nad którymi spuszczają się prawdziwi patrioci. Ale znalazłem artykuł, który wrzuca prawdziwy kwiatek w postaci interwencjonizmu w dziedzinie motoryzacji.

http://motoryzacja.interia.pl/hity_dnia/news/oto-pierwsze-polskie-auto-bylo-tak-dobre-jak-rolls,1938907

Cud techniki lat dwudziestych
Tak właśnie narodził się pierwszy, całkowicie polski, samochód w historii - CWS T-1. Głównym konstruktorem pojazdu był inżynier Tadeusz Tański (w 1941 roku zginął w Oświęcimiu). W 1924 roku udało się stworzyć prototypowy silnik, który - po zamontowaniu na podwoziu samochodu marki Dodge - przeszedł szereg testów (samochody w takiej konfiguracji startowały w rajdach). Rok później - dzięki wysiłkom inżyniera Władysława Mrajskiego - udało się stworzyć pierwszy jeżdżący prototyp z opracowanymi w Polsce ramą i karoserią.​
Chociaż w kraju nigdy wcześniej nie produkowano własnych samochodów, CWS T-1 szybko zyskał uznanie w oczach zagranicznych konstruktorów. Pojazd był nie tylko okazały i komfortowy ale też niezwykle łatwy w naprawach. Ponieważ auto powstało głównie z myślą o wojsku, zaprojektowano je w taki sposób, by jego obsługa wymagała minimum wykwalifikowanego personelu. CWS T-1 można było rozłożyć i złożyć korzystając wyłącznie z jednego klucza! Wszystkie śruby i nakrętki (za wyjątkiem świec zapłonowych) miały rozmiar M10. W układzie rozrządu i w skrzyni biegów zastosowano identyczne koła zębate.​
Samochód miał nieco ponad 4,8 m długości i rozstaw osi przekraczający 3,4 m. Skonstruowany przez inżyniera Tańskiego czterocylindrowy silnik o pojemności niespełna trzech litrów rozwijał moc maksymalną 61 KM. Jednostka miała niezwykle nowoczesną konstrukcje. Zastosowano górnozaworową (!) głowicę i aluminiowy blok. Moc przenoszona była na tylne koła za pośrednictwem ręcznej, czterostopniowej skrzyni biegów.​
Niskoseryjna produkcja CWS T-1 - zarządzeniem Departamentu Samochodowego Ministerstwa Spraw Wojskowych - ruszyła w 1927 roku. Łącznie powstało około 800 egzemplarzy w różnych wersjach nadwoziowych, m.in. torpedo (otwarty, czteromiejscowy kabriolet), berlina (dwudrzwiowe zamknięte nadwozie) czy kareta (czterodrzwiowe nadwozie zamknięte).​
Ostatnie CWS T-1 wyjechały na drogi w 1931, produkcję zakończono oficjalnie w 1932 roku. Co ciekawe, ich budowę wstrzymano na wyraźne polecenie rządu - Polska podpisała wówczas umowę licencyjną z Włochami na produkcję Fiata 508. Warunki umowy zakładały, że w naszym kraju nie może być produkowany żaden konkurencyjny dla Fiata pojazd.
Wszystko wskazuje na to, że w Polsce - z ogólnej liczby około 800 wyprodukowanych egzemplarzy - nie zachował się ani jeden CWS T-1. Wg niepotwierdzonych informacji kilka aut przetrwało do dziś na terenie państw byłego ZSRR - jeden najprawdopodobniej zachował się we Francji.​
Przydałoby się gdzieś zweryfikować tę informację, ale jeśli jest prawdziwa, to mam dodatkową bekę. Nie dziwota, że Polska tak wolno się pod tym względem rozwijała i uchodziła za kraj furmanek. No ale rząd wie najlepiej, jakie samochody powinno się tu produkować, a jakie nie. Temat można rozszerzyć na całość idealizowanych przez niektórych czasy międzywojnia - interwencjonizmu było dużo, więc może być sporo podobnie groteskowych motywów.
 

pampalini

krzewiciel słuszności, Rousseaufob
Członek Załogi
3 576
6 209
Świetna sprawa! Wciąż słyszę - "wy liberały chcecie, żeby ludzie umierali na ulicach jak za drugiej erpe"!
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 535
10 618
Wygląda na to, że to standardowa zagrywka dobrotliwych i wrażliwych społecznie rządów II RP. Nowopowstałemu państwu brakowało kasy, a było ono jeszcze zbyt słabe by zwyczajnie zrabować ją w biały dzień swoim niewolnikom, więc stosowało ono bardzo ciekawy zabieg, polegający na tym, że w zamian za kasę zza granicy, przyznawało ono pożyczkodawcy uprawnienie do rżnięcia ludności w dupę bez poślizgu. Nie jest to w sumie nic odkrywczego i w IIIRP też ten model ochoczo wcielano w życie, choćby w przypadku sprzedaży Telekomunizacji Polskiej żabojadom, gdzie do pakietu udziałów dorzucono też wieloletni monopol i gwarancje utrzymania skostnienia rynku, czyli właściwie sprzedano nas jak murzynów na plantację bawełny.

Inne tego typu akcje tamtego czasu, o których mi wiadomo, to:
- „pożyczka tytoniowa” – wyciągnięcie kasy od Włochów w zamian za dzierżawę polskiego monopolu tytoniowego i zmuszenie polskiego przemysłu tytoniowego do kupowania wyłącznie tytoniu włoskiego.
„pożyczka zapałczana” taka sama akcja, tylko od Szwedów, w zamian za wydzierżawienie polskiego monopolu zapałczanego.

Osobiście kiedyś robiłem rozeznanie historii ... zapałek :) Bardzo ciekawa tematyka. Nie ma sensu się powtarzać, wiec tylko wklejam co znalazłem sensownego w sieci:

http://ciekawostkihistoryczne.pl/2012/10/14/wyzysk-pelna-geba-monopole-skarbowe-w-miedzywojennej-polsce/2/
Ciekawsza historia wiąże zPaństwowym Monopolem Zapałczanym. Nie istniał on w okresie zaborów i powstał w związku z rozmowami dotyczącymi tak zwanej pożyczki „zapałczanej”. Miał jej udzielić Polsce szwedzki potentat w produkcji zapałek Ivar Kreuger, który chciał utworzyć światowy monopol zapałczany.
W nie do końca wyjaśnionych okolicznościach nasz rząd zgodził na warunki Szweda w zamian za pożyczkę w wysokości jedynie sześciu milionów dolarów. Chociaż sam Kreuger liczył, że będzie to nawet 30 milionów. Pozornie umowa była korzystna, oprocentowanie wynosiło 7%, a czas spłaty rozciągnięto na 20 lat. Diabeł jednak jak zawsze tkwił w szczegółach. Bowiem jak piszą J. Tomaszewski i L. Landau w książce „Polska w Europie i Świecie 1918-1939”: Prawie każdy punkt umowy zawierał niedopowiedzenia, które Szwedzi wykorzystywali z korzyścią dla siebie.
W efekcie Kreuger rok rocznie uzyskiwał dochód w granicach 30% w stosunku do zainwestowanego kapitału. Pożyczka i utworzenie monopolu miały jeszcze jeden efekt. Mianowicie w okresie współpracy ze Skandynawami produkcja zapałek w Polsce spadła ze 170 tysięcy skrzyń w 1923 r. do zaledwie 77 tysięcy w 1938 r. Eksport zaś zmalał z 21,5 tysiąca skrzyń do niespełna dwóch tysięcy, zaś liczba czynnych fabryk z dziewiętnastu do czterech. Pociągnęło to za sobą oczywiście drastyczną redukcję miejsc pracy. Zatrudnienie zmalało z 4851 do 805 osób. Czy trzeba lepszego dowodu na to, że wszelkie monopole są szkodliwe dla gospodarki?

Przy okazji jest tam też wzmianka innych monopoli, np. monopolu solnego. Jakby na sprawę nie patrzeć, to ciężko określić miłościwie nam panujące wtedy (i nie tylko wtedy) władze inaczej niż mianem pospolitych rabusiów.

Od siebie mogę dodać, że zgodnie z wyszperanymi przeze mnie informacjami zapałki dawały złodziejskiemu państwu w latach 36-39 do 0,5% całości wpływów skarbowych, a więc były dla państwa bardzo istotne.

Wrzucam też ciekawą historyjkę, którą już wcześniej opowiadałem:
W dwudziestoleciu międzywojennym wynaleziono w Polsce szalenie ciekawe urządzenie – wieczną zapałkę. Rozpoczęła się licytacja ofert dla wynalazcy na kupno patentu. Najwyższą cenę zaoferował Państwowy Monopol Zapałczany. Można byłoby pomyśleć, że w chwilę po zastrzeżeniu patentu pełną parą ruszyła produkcja tego ciekawego wynalazku. Błąd. Wieczna zapałka nie tylko nigdy nie opuściła żadnej fabryki, ale nawet nie dostała się na żadną linię produkcyjną. PMZ zastrzegł patent tylko po to by nikt tego urządzenia nie produkował. Wszak zwykła zapałka to dobry wynalazek, robi się ją łatwo, szybko i tanio, zużywa się błyskawicznie i sprzedaje z zyskiem, tym większym jeśli rynek jest monopolistyczny. Wprowadzenie wiecznej zapałki dla PZM oznaczałoby śmierć. Zastanawialiście się kiedyś nad genezą powiedzenia „dzielić zapałkę na czworo”? To już chyba wiecie, hehe.
Tak na marginesie, odnośnie dwudziestolecia:
http://www.mf.gov.pl/kontrola-skarbowa/kontrola-skarbowa/historia-kontroli-skarbowej;jsessionid=EBA0707B9D27FF8FD4A959CD0B68C3CC
Historia kontroli skarbowej: Ustawa z dnia 28 września 1991 roku powołała do życia kontrolę skarbową, jednak początki tej instytucji w Polsce sięgają dwudziestolecia międzywojennego.

wyczerpuje chyba temat. Czy może być lepszy dowód na to, że było to jedno wielkie gówno?
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 535
10 618
W ogóle myślę, że warto się zapoznać z sylwetką niejakiego pana Grabskiego, którego mieliśmy pecha mieć swego czasu za ministra skarbu, a od czasu do czasu nawet premiera, a który bezpośrednio odpowiada za wiele "dobrodziejstw" tamtego okresu. Nie trzeba nawet sięgać daleko, sam wpis na wiki jest kopalnią etatystycznego lolcontentu:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Grabski

"Polityk postulował wprowadzenie podatku majątkowego, z którego chciał pozyskać fundusze na pokrycie deficytu budżetowego (na ten cel miały spływać także pieniądze z niewielkiej inflacyjnej emisji pieniądza i pożyczek zagranicznych). Swe plany Grabski chciał zrealizować przez 3 lata. Po tym okresie miała wejść w życie reforma walutowa (...) Jego następcy na stanowisku ministra skarbu (Hubert Linde i Władysław Kucharski) próbowali kontynuować linię swego poprzednika, jednak czynili to nieudolnie. Efektem tego była inflacja na poziomie 360 proc. miesięcznie, niepokoje społeczne i upadek rządu".

"Reformę Skarbu Państwa rząd Grabskiego rozpoczął w oparciu o dwie ustawy – dotyczącą podatku majątkowego (sierpień 1923) i regulującą waloryzację podatków (grudzień 1924). Gabinet zadecydował o konieczności podwyższenia części podatków bezpośrednich i ustanowienia nowego podatku od nieruchomości. Planowano również przeprowadzić sprzedaż części majątku państwowego, ale także stworzenie nowych monopoli – spirytusowego, solnego i zapałczanego (...) rządowi udało się przekonać Sejm do przyjęcia ustawy budżetowej na 1924 (uchwalona 29 lipca 1924). Zakładała ona dochody państwa na poziomie 1432,8 mln zł i wydatki wynoszące 1592,2 mln zł. Grabski nie ujawnił, że zaplanował deficyt, chciał go jednak pokryć m.in. środkami pozabudżetowymi, emisją bilonu, pożyczkami wewnętrznymi i zagranicznymi (w 1925 prowadzono rozmowy na temat kredytu z Banca Comerciale Italiana). Informacje o brakach finansowych premier zachował dla siebie, obawiając się negatywnych nastrojów społecznych, które mogłyby uniemożliwić realizację jego zamierzeń"

"Jak sam twierdził Podstawą zdrowego rozwoju życia gospodarczego oraz siły finansowania państwa jest zdrowa i silna waluta. W celu jej stworzenia i zachowania całe społeczeństwo musi ponosić znaczne ofiary"

Wicie - rozumicie "no pain - no gain". W sumie jak się to czyta to wydaje się, że wystarczyłoby zmienić "Grabski" na "Tuskoszenko" albo "Vincent" i już mamy newsy aktualne na dzień dzisiejszy.

To jest genialne:

"Grabski opowiadał się za ograniczaniem obecności państwa w gospodarce, ale jednocześnie wspierał rozwój państwowej bankowości" No i oczywiście rozwój państwowych monopoli, rozwój deficytu i w ogóle klimat do "ponoszenia znacznych ofiar" hehe. Ogólnie jednak to chyba był liberał, czyli możemy to podsumować, że "zawinił liberalizm" :)
 

GAZDA

EL GAZDA
7 709
9 722
zus tez powstał za 2rp...
to gówno powstało ino bo polskie komuchy w instytucjach państw zaborczych za mało mogły sie nakraść...
borykająca sie z problemami finansowymi ck monarchia próbowała wprowadzić liberalne reformy szkoły austriackiej, lecz szprzeciwiały sie temu katolickie stronnictwa z galicji... czyli polacy... dlatego z chęcią odrzucili galicje a polacy myślą że se niepodległe państwo wywalczyli hehehe śmiech na sali...
2 rp powstała ino bo niemcy i austriacy mieli w tym interes, austriacy z powodów już wspomnianych wyżej, niemcy z podobnych, plus po wysłaniu lenina do rosji by tam zadyme zrobić i ulżyć niemieckiej armii ktore niecy wyrwało sie spod kontroli zaszła potrzeba stworzenia pastwa buforowego...
gdyby nie było to niemcom na ręke to by walczyli, a na wschód od polski było komando ober ost zdaje sie półtora miliona żołnierzy, którzy byli dobrze zaopatrzeni i wypoczęci, bo bolszewicy zawarli zawieszenie broni...
spacyfikowali by w mig polskie państwo... ba zrównali by z ziemią...
 
OP
FatBantha

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 233
Propaganda doczekała się pastiszu wykorzystywanego w celach propagandy.

Mózg roooooooooooOOOOOOOOOOOOOooooozjebany.
Nie przesadzaj. Przecież masz wprawkę w #takbędziewakapie. Zresztą to najlepsza metoda - żartując mówić serio, mówiąc serio - żartować. Zachowywać dystans do pewnych spraw w celu zakamuflowania faktycznego braku dystansu doń. Część ludzi podchwyci co miałeś do przekazania na serio, część która i tak by nie podchwyciła, pochwali Cię przynajmniej za poczucie humoru oraz zdrowy sceptycyzm no i sobie jej nie zrazisz. Możemy sobie pożartować i się pośmiać, ale jak przyjdzie co do czego, to wiadomo jak będzie w akapie...

Tymczasem w temacie II RP znalazłem recenzje dwóch książek z cyklu fikcji historycznej i innej gdybologii. Wiadomo, że za Hitlera były niższe podatki, lepsze przemówienia, a mogły być też lepsze sojusze, dzięki którym nie zburzonoby Warszawy, ale prawdopodobnie dalej dzieciaczki musiałyby się uczyć o tej demokratycznej chujni z PPSami.

http://facet.interia.pl/obyczaje/historia/news-a-gdyby-cud-nad-wisla-zdarzyl-sie-we-wrzesniu-1939-roku,nId,1013475

Śmiesznie się to czyta. Ale tym bardziej beka z Becka.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 838
6 573
Jerzy Matusiak nie jest zbyt wiarygodnym źródłem, ale warto przeczytać jego przegląd "sukcesów" gospodarczych Polski od XVIIIw.
Na początek, żeby było jasne jakie autor ma poglądy:
To nie duch protestantyzmu ale sprawne absolutystyczne państwo i merkantylizm były źródłem sukcesu. Nie chodzi o zalety
katolicyzmu czy protestantyzmu ale o sprężysty rząd, władze i wielkie pieniądze
Marszałek Piłsudski mówiąc do przedstawicieli stronnictw sejmowych 29 maja 1926 roku:
„…Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – były złodziejstwa, pozostające bezkarne. Ponad wszystkimi w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie. W odrodzony państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu”
Apostołowie sanacji, która na sztandarach moralnych wymalowała sobie uzdrowienie państwa, faktycznie korumpowali si ę coraz bardziej. Obóz sanacyjny był pozbawiony jakiejkolwiek my śli politycznej i gospodarczej. Spajał go kult jednostki Marszałka. W ciągu 10 lat od zamachu było w Polsce 15 gabinetów. Trwały wyścigi o posady w urzędach.
Sanacyjni ministrowie uchwalili sobie w swoim Sejmie pełną emeryturę po jednorocznym urzędowaniu !

W 1913 roku w więzieniach na terenach zaborów trzymano około 17 tysięcy więźniów.
Polska już w 1928 roku ma 29.8 tysiąca więźniów, w 1932 - 39,99, w 1936 – 55.34, w 1937 – 88.1 a w 1939 roku ma 70.5 tysiąca więźniów.

W latach przedwojennych wydatki militarne stanowią aż 30% budżetu Polski, jest to unikalna wielkość w świecie w okresie pokoju. Pieniądze podatników były defraudowane i marnotrawione. Polska zamawia w zachodnich stoczniach kosztowne okręty podwodne, które
nie mają żadnej roli w strategii obronnej kraju. Ma przy tym dojmujące braki w ilości i jakości najprostszej broni strzeleckiej. W Polskim arsenale są karabiny z francuskiego demobilu po I Wojnie Światowej wyprodukowane w ko ńcu XIX wieku.
http://fortyy.w.interia.pl/Narodziny.pdf
 

Gość niedzielny

Well-Known Member
972
2 014

Pierwsza strona opracowania i takie kwiatki:
jest od dawna oczywiste, że wielki biznes, na przykład handel międzynarodowy, jest w istocie tym samym co wojna tyle że realizowana innymi środkami. W interesach strona silniejsza stara się narzucić swoją wolę, swoje warunki i swój interes stronie słabszej
Na wschodzie dochodzi do upowszechnienia niewolniczego systemu folwarczno – pańszczyźnianego tak naprawdę będącego również systemem kapitalistycznym tyle że peryferyjnym.
Gdzieś dalej w tekście autor stwierdza, że osiemnastowieczna Polska to był akap...
 
OP
FatBantha

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 233
Dzisiaj na Interii pojawił się temat prób wprowadzania prohibicji w II RP. http://facet.interia.pl/obyczaje/historia/news-polska-bezalkoholowa-jak-wprowadzano-prohibicje-w-ii-rp,nId,1037029

  • Polska bezalkoholowa. Jak wprowadzano prohibicję w II RP
Słowo prohibicja kojarzy się głównie z amerykańskimi gangsterami lat 20. XX wieku, ze strzelaninami, pościgami i pistoletami maszynowymi Thompsona. Niewiele osób wie, że mało brakowało, by w Polsce również zapanował zakaz spożywania alkoholu...

Dla wielu osób może to wydawać się dziwne, ale w okresie międzywojennym miłośnicy alkoholi mieli jeszcze trudniej niż w okresie PRL. Nie dość, że alkohol był bardzo drogi i nie każdego było na niego stać, to jeszcze wszelkiego rodzaju ograniczenia prawne powodowały, że nie można było go właściwie legalnie wypić, o zakupie nie wspominając. A bimbrownicy byli szczególnie poszukiwani przez policję.

Na pomysł wprowadzenia prohibicji w ledwie odrodzonej Polsce wpadła znana w owym okresie działaczka ruchu kobiecego i prezes Towarzystwa "Trzeźwość"- Maria Moczydłowska. W czasie, kiedy młoda Rzeczpospolita broniła się przed hordami bolszewików, Sejm debatował nad projektem Moczydłowskiej dotyczącym całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu.

Sufrażystka grzmiała z trybuny sejmowej, że alkohol jest "trucizną społeczeństwa", a wprowadzenie prohibicji nie zaszkodzi budżetowi, natomiast poprawi się zdrowie, a kręgosłup moralny społeczeństwa umocni się.

Prawo Moczydłowskiej
Co prawda polskim bojowniczkom o trzeźwość nie udało się wprowadzić całkowitego zakazu sprzedaży i spożycia alkoholu, jednak ustawa z kwietnia 1920 roku skutecznie ograniczyła możliwość jego zakupu. Ograniczenia sprzedaży nałożono na wszystkie napoje o zawartości alkoholu powyżej 2,5 procenta, czyli mniej niż ma przeciętne piwo.

W dodatku, na wniosek społeczeństwa, wójta lub policji, minister zdrowia publicznego mógł na danym obszarze zakazać sprzedaży także słabszych napitków.

Ustawa znana jako "Lex Moczydłowska" całkowicie zakazywała sprzedaży napojów o zawartości powyżej 45 procent. Dodatkowo jeden punkt sklepowy mógł przypadać na 2500 osób. Licząc gęstość zaludnienia Polesia czy południowej Galicji, jeden sklep monopolowy przypadać mógł na całą gminę.

Do tego prawo dokładnie określało (podobnie jak to jest dzisiaj) miejsca, w których można było otworzyć sklep monopolowy lub karczmę. Przybytek taki nie mógł się mieścić bliżej niż 300 metrów od: szkół, kościołów, więzień i sądów, a także przystanków autobusowych i dworców kolejowych, przystani i obok zakładów pracy zatrudniających powyżej 100 osób.

Ustawa spowodowała, że w pierwszej dekadzie niepodległości całkowitym zakazem sprzedaży alkoholu objęte było 10 procent terytorium Rzeczypospolitej. A tam, gdzie można było pić, trudno było zakupić alkohol, ponieważ zakaz handlu obowiązywał od godziny 15 w sobotnie popołudnie, aż do 10 rano w poniedziałek, czyli przez cały okres wolny od pracy.

Ponadto zakazem spożycia alkoholu objęto wszystkie święta kościelne i państwowe, dni wyborów, jarmarków, odpustów, pielgrzymek, a nawet dzień poboru do wojska. Krótko mówiąc, nie można było znaleźć dnia, w którym można było się napić.

Polska bezalkoholowa
Jak już wcześniej wspomniano, w Polsce okresu międzywojennego alkohol był stosunkowo drogi. W czasie Wielkiego Kryzysu obłożono go sporą akcyzą, a nielegalną produkcję skutecznie tępiono. Nie tylko ustawa Moczydłowskiej utrudniała "rozrywkę".

Tuż po odzyskaniu niepodległości Polacy pili około jednego litra czystego spirytusu na głowę rocznie, dziś każdy statystyczny Polak pije rocznie średnio 9,25 litra czystego spirytusu. W okresie międzywojennym na alkohol w większych ilościach stać było jedynie stan średni: nauczycieli, kolejarzy, urzędników, a przede wszystkim zawodowych żołnierzy i posiadaczy ziemskich. Bogacze nawet się tym nie kłopotali.

O to, by Polska została bezalkoholowa, dbały nie tylko sufrażystki, ale także cała masa innych organizacji, z Polską Ligą Przeciwalkoholową na czele, która zasłynęła z walki z eteryzmem, szczególnie popularnym wśród Łemków i Ślązaków. Za trzeźwością opowiadali się licznie księża i lekarze, którzy to - pierwsi z ambony, drudzy na łamach gazet - nawoływali do zachowania trzeźwości.

Alkoholowa wolność
Prohibicja w Polsce skończyła się w 1931 roku, kiedy zliberalizowano ustawę Moczydłowskiej. Sufrażystka dość znacząco myliła się w kwestii wpływów do budżetu. Ten przez cały okres międzywojenny był skromny i szukano każdego sposobu, aby go zwiększyć. Sięgnięto więc po monopol alkoholowy.

W projekcie budżetu na 1938 rok zaplanowano już wpływ ze sprzedaży alkoholu na poziomie 10,9 procenta dochodów. Od tej chwili Polacy mogli pić do woli i w przededniu wojny statystyczny Polak wypijał już niecałe 2 litry spirytusu rocznie.
Sławek Zagórski
Heh, II erpe - etatystyczna megachujnia z nawiedzonymi pojebami.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 838
6 573
Jakoś im się to nie bilansowało:
wydatki strefy rządowej w 1928 roku:
W sumie to 2214 miliona złotych, w tym między innymi:
- Koleje i Telegrafy - 6 miliony
- Aparat sprawiedliwości - 102 miliony, co stanowi 4,6% budżetu.
- Na szkolnictwo wszystkich szczebli - 342 miliony, co stanowi 15,4% budżetu.
- Na armię - 689 miliony, co stanowi 31,1% budżetu.
- Na urzędy skarbowe - 111 milionów, co stanowi 4,6% budżetu.
- Na odsetki od długu - 205 milionów, co stanowi 9,2% budżetu.
- Na emerytury i renty - 200 milionów, co stanowi 9,0% budżetu.
Podaje również wpływy, w tym między innymi:
- Podatki pośrednie i bezpośrednie: ok.800 milionów
- Opłaty skarbowe ok. 150 milionów
- Opłaty celne ok. 320 milionów
- Przychody z monopoli państwowych (tytoń i alkohol) - ok.360 milionów
Długi wylicza na ok. 4 mld złotych (1928).
http://historiamysliekonomicznej.blogspot.com/2013/10/potega-gospodarcza-potega-polityczna.html
 

simek

Well-Known Member
1 372
1 943
Fajny artykuł w Forsalu o historii linii lotniczych. Oczywiście miażdży fragment o II RP:
A jak wyglądał rozwój linii pasażerskich w przedwojennej Polsce? W 1921 r. Poznańskie Towarzystwo Lotnicze Aerotarg uruchomiło pierwsze regularne połączenie na linii Warszawa – Poznań. Piątego września następnego roku świeżo utworzona Polska Linja Lotnicza Aerolloyd otworzyła połączenie z Gdańska przez Warszawę do wówczas będącego w granicach II Rzeczpospolitej Lwowa. Poważniejsze zmiany przyszły sześć lat później, gdy do gry wkroczyło państwo, a dokładniej Ministerstwo Komunikacji, które zlikwidowało wszystkie prywatne linie lotnicze, a dwa dni przed końcem 1928 r. powołało do życia państwowo-samorządowe przedsiębiorstwo Linje Lotnicze LOT Sp. z o.o.
 
Do góry Bottom