Drony mordulce będą latać nad USA

D

Deleted member 4683

Guest
Chuj z takim lataniem bez sensu ( wiecie co mam na myśli )
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 584
11 211
Drony są zajebiste, jak u nas zapanuje akap, to będziemy nimi robić zrzuty amfetaminy na byłe DDRowo. Proste "samolotowe" drony widziałem w sprzedaży już za $250, a ich ceny lecą na łeb, na szyję. Coś takiego potrafi udźwignąć kilogram ładunku i przelecieć do 30-40 km, przy czym parametry techniczne się polepszają z miesiąca na miesiąc. Służby graniczne na dzień dzisiejszy nie dysponują sprzętem pozwalającym z takim zjawiskiem walczyć w sposób inny niż śledzenie miejsca lądowania, co wcale nie jest proste.

http://www.sadistic.pl/dron-przemycal-papierosy-z-obwodu-kaliningradzkiego-vt294673,15.htm :) Przeliczcie sobie ile to jest 10kg fajek i jaka jest na tym przebitka :) Metodę dałoby się ulepszyć, choćby przez zastosowanie mechanizmu zrzutu ładunku bez lądowania. Modelarstwo to fajne hobby, nie? :)
 
P

Przemysław Pintal

Guest
W Pakistanie zorganizowano płachtę przedstawiającą portret dziecka, w miejscu w którym często latają drony:



http://thefreethoughtproject.com/giant-art-installation-targets-predator-drone-operators/
 
P

Przemysław Pintal

Guest
http://3dprint.com/11288/robird-3d-printed-birds/

Wydrukowane na drukarce 3D, mechaniczne ptasie drapieżniki. Zadaniem jest odstraszanie innych ptaków w celu ochrony upraw.


Niestety leci muzyka i nie wiadomo jak to jest głośne. Drony są głośne. Jeżeli usuną w jakiś sposób dźwięki, to nawet człowiek nie rozpozna, że coś lata i go nagrywa! Pomimo tego fajny wynalazek.

Pomyślcie o zastosowaniach. W środku można umieścić ładunek wybuchowy.
 
OP
kr2y510

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 943
Drony są zajebiste, jak u nas zapanuje akap, to będziemy nimi robić zrzuty amfetaminy na byłe DDRowo. Proste "samolotowe" drony widziałem w sprzedaży już za $250, a ich ceny lecą na łeb, na szyję. Coś takiego potrafi udźwignąć kilogram ładunku i przelecieć do 30-40 km, przy czym parametry techniczne się polepszają z miesiąca na miesiąc.
Nawet dalej, do Danii, Szwecji, a nawet Norwegii. Polak potrafi.

Służby graniczne na dzień dzisiejszy nie dysponują sprzętem pozwalającym z takim zjawiskiem walczyć w sposób inny niż śledzenie miejsca lądowania, co wcale nie jest proste.
Automat do kontrolowanego zrzutu, to nie problem. A jeśli chodzi o drony, to mogą latać nocą. Przy dobrym zamaskowaniu, pogarnicznik nie zorientuje się czy to przelatuje dron, czy jakieś ptaszysko. Problemem jest jedynie wytłumienie dźwięku drona. Dron może np. emitować dźwięki jakiegoś ptaszyska, dla lepszego uwiarygodnienia.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 347
4 052
To, że Twój pan Ci coś każe to nie znaczy, że pan ci coś zrobi złego jak nie będziesz mu posłuszny...
Nie wiem nie dotyczy mnie ta sytuacja, ale wyobrażam se że w przypadku zastosowań komercyjnych jak nie będziesz miał certyfikatu grozi Ci pewnie jakaś solidna grzywna, a może też i klientowi, kto wie. Poza tym na bank będzie od chuja życzliwych - tak jak teraz z Uberem - i donosy sie posypią bo oni muszą mieć papier a ty nie i to jest "nieuczciwa konkurencja". Poza tym wkurwia może nawet nie sama ta procedura, tylko fakt, że do każdej nowinki sie wpierdalają, regulują i zaraz ciągną z tego forse. Aż dziw że nie wydają jeszcze "uprawnień" do używania netu - jakby to zaraz miło, pzryjemnie i bezpiecznie sie tu zrobiło.
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 725
7 905
Facet został aresztowany za zestrzelenie drona na swoim terenie. Podejrzewał, że dron podglądał jego córkę, która leżała obok basenu.

"I went and got my shotgun and I said, ‘I’m not going to do anything unless it’s directly over my property.’"

That moment soon arrived, he said.

"Within a minute or so, here it came," he said. "It was hovering over top of my property, and I shot it out of the sky."

"I didn't shoot across the road, I didn't shoot across my neighbor's fences, I shot directly into the air," he added.

It wasn't long before the drone's owners appeared.

"Four guys came over to confront me about it, and I happened to be armed, so that changed their minds," Merideth said.

"They asked me, 'Are you the S-O-B that shot my drone?' and I said, 'Yes I am,'" he said. "I had my 40 mm Glock on me and they started toward me and I told them, 'If you cross my sidewalk, there's gonna be another shooting.'"


http://www.wdrb.com/story/29650818/...or-shooting-down-drone-cites-right-to-privacy
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 725
7 905
Co tam bezzałogowe drony. Autonomiczne latające samochody - na to czekam.

Latające samochody. Rewolucja wisi w powietrzu

Jeszcze w tym roku, w 100-lecie opatentowania latającego samochodu, Airbus pokaże jego działający prototyp

"Mamy XXI wiek. I gdzie, do diabła, są wszystkie te latające auta? Patrzę w niebo, nic nie widzę. Dlaczego?” – pyta bohater jednej z reklam IBM z 2001 r.

Żadna z wizji nie okazała się tak chybiona. – Latające samochody to kwestia najwyżej 20 lat – wróżył „Eddie” Rickenbacker, as amerykańskiego lotnictwa. w 1924 r.

Bardzo twarde lądowanie
Niewiele brakowało, a miałby rację. Gdy Henry Ford zmotoryzował Amerykę modelem T (15 mln sztuk), oprócz samochodu dla każdego postanowił dać rodakom samolot dla każdego – tani, mały, mieszczący się w garażu i zajmujący niewiele miejsca na drodze. Pewnie dopiąłby swego, gdyby nie tragedia. W 1927 r. jego jednoosobowy ford flivver wzbił się w powietrze. Charles Lindbergh, który siedział za sterami, miał wiele uwag. Samolocik poprawiano, loty wznawiano. Rok później, podczas próby nad Atlantykiem, silnik zgasł i flivver spadł. Nie znaleziono ciała pilota. Zgubiła go... wykałaczka, którą zaślepił na noc otwór odpowietrzający korek paliwa (by para wodna nie skropliła się w baku). W trakcie lotu paliwa ubywało, aż podciśnienie odcięło jego dopływ do silnika.

Załamany Henry Ford stracił serce do „latającego samochodu dla każdego”. Osiem lat później próbował go wskrzesić dział awiacji Forda. Tym razem zginęły dwie osoby. Wiele latających aut kończyło podobnie. Ich historia to splot marzeń, geniuszu i brawury. Ostatni rozdział zwykle pisała grawitacja. Tak było z Ave Mizar, czyli latającym Fordem Pinto (połączenie samochodu z awionetką zakończone katastrofą, gdy obie składowe zaczęły się rozdzielać w powietrzu), czy z Aeroplane-MotorCarem (miał dwa silniki – samochodowy i samolotowy – i dwa wskaźniki poziomu paliwa, które pomyliły się pilotowi). Kolejnym śmiałkom brakowało talentu i pieniędzy Forda. Szczęścia nie miały też doświadczone firmy, jak Curtiss Aeroplane czy Piasecki Helicopter.

Ale ten rok może być przełomowy. Do gry wchodzi bowiem Airbus, drugi największy producent samolotów i pierwszy producent helikopterów na świecie.

Henry Ford. W poszukiwaniu samochodu dla każdego

Po co drogi, mosty i tunele?
– Pod koniec tego roku pokażemy prototyp pierwszego na świecie autonomicznego samochodu latającego. Traktujemy go bardzo serio jako sposób na ograniczenie w metropoliach smogu i korków. Sto lat po tym, jak liniami metra wpuściliśmy transport pod ziemię, będziemy wynosić go nad nią, tworząc flotę powietrznych taksówek. To konieczność w miastach, które do 2030 r. skupią 60 proc. ludzi – mówił Tom Enders, dyrektor generalny Airbus Group, na styczniowej konferencji w Monachium.

Testy wypadną dokładnie w 100-lecie opatentowania latającego auta przez pioniera awiacji i przemysłu lotniczego Glenna Curtissa. Airbus zacznie od jednoosobowej wersji o napędzie elektrycznym. Koncern, a ściślej stworzony rok temu oddział Urban Air Mobility, pracuje też nad transportowym dronem oraz latającym autobusem CityAirbus – z początku obsługiwanym przez pilota („ze względów psychologicznych”), a potem w pełni autonomicznym. Tego lata Airbus Helicopters przeprowadzi próby z autonomicznymi dronami nad uniwersytetem w Singapurze (Skyways Project).

– Chcemy być pionierami. Pierwsi pokazać korzyści z cichego, bezemisyjnego, napowietrznego i niedrogiego transportu. To będzie zwiastun przyszłego, potężnego biznesu, którego nie możemy zignorować. I miliardowych oszczędności na rozbudowie dróg, wiaduktów i skrzyżowań niepotrzebnych latającym autom – zapewnia Enders.

Dlaczego przez 100 lat się nie udawało? I dlaczego teraz ma być inaczej?
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 725
7 905
Siedem przeszkód głównych
To, że latające auta zamiast na niebie widzimy tylko w filmach (np. „Piąty element”) i kreskówkach („Jetsonowie”), ma wiele przyczyn.

Po pierwsze – niezawodność. Samoloty pasażerskie są bezpieczne dzięki surowemu reżimowi technicznemu, np. silniki regularnie sprawdza się boroskopami wyposażonymi w kamery, a całość co 10 lat rozbiera się do pojedynczych śrubek, ogląda i składa, co trwa nawet pięć tygodni. Perspektywa, że np. co 400 motogodzin musielibyśmy oddawać nasze latające auto na tydzień do przeglądu, jest zniechęcająca. A każde zaniedbanie – niebezpieczne. Na przykład w 1996 r. katastrofę boeinga 757 i śmierć 70 osób spowodował kawałek plastra, którym pracownik obsługi naziemnej zalepił rurkę Pitota – niepozorny przyrząd do pomiaru prędkości samolotu – przed myciem kadłuba. By ograniczyć ryzyko, niektóre prototypy latających aut mają nadmiar silników – rekordzista, niemiecki Lilium Jet, aż 36.

Po drugie – napęd. Latające prototypy przypominają samochody z rozkładanymi skrzydłami – by wystartować, muszą się rozpędzić. To oznaczałoby konieczność zbudowania sieci małych pasów startowych (do 25 m) np. przy parkingach.

Wygodniejsze są pojazdy typu VTOL (vertical take-off and landing), czyli pionowego startu i lądowania, mogące startować i lądować gdziekolwiek, np. na dachu wieżowca. Wymaga to jednak ogromnego nakładu energii. Brak skrzydeł drastycznie zmniejsza udźwig i zasięg, za to pod niebiosa winduje cenę (dlatego helikopter jest trzy-pięć razy droższy od awionetki na tyle samo osób). Nic dziwnego, że auta typu VTOL najlepiej wypadają w filmikach obliczonych na zwabienie inwestorów. Jak Moller Skycar, który nie może porządnie oderwać się od ziemi mimo licznych obietnic swego twórcy, 40 lat badań i 100 mln dol. nakładów.

Po trzecie – hałas. Każdy, kto widział z bliska startujący samolot i helikopter, przyzna, że chmary hałaśliwych taksówek nad miastami to ostatnie, czego pragnęliby ich mieszkańcy. Problem łagodzi napęd elektryczny. Ten jednak nawet na ziemi z trudem zapewnia przyzwoity zasięg.

Po czwarte – sterowanie. Jeśli odpowiadałby za nie człowiek, musiałby mieć licencję pilota. Patrząc na to, co się dzieje na drogach, kolizje i tak byłyby nieuniknione, skutki zaś – choćby banalnej stłuczki – znacznie gorsze. Zatem komputery – one musiałyby przejąć stery. A raczej sztuczna inteligencja analizująca otoczenie i reagująca adekwatnie do sytuacji.

Po piąte – bezpieczeństwo. Ze względu na skutki ewentualnych awarii lub kolizji latające samochody, a zwłaszcza autobusy, byłyby łakomym kąskiem dla terrorystów uzbrojonych w broń palną lub cyfrową. Już dziś istnieją cyfrowe strzelby zdolne uziemić każdego cywilnego drona z odległości 300 metrów. Katastrofa jednego latającego autobusu odstraszyłaby potencjalnych pasażerów na długie miesiące.

Po szóste – cena. Niezawodne, oszczędne i pojemne latające auta na pewno nie będą tanie. Ale muszą startować z niższej półki cenowej niż helikoptery (najtańszy Sikorsky S-300C kosztuje 270 tys. dol.), by miały ekonomiczny sens.

I w końcu prawo. Nie ma takich aut, nie ma przepisów. Legislacyjną ścieżkę przetrą im pewnie samochody autonomiczne i drony. Można oczekiwać, że ustawodawcy będą bardzo ostrożni i obwarują latające samochody licznymi restrykcjami.

Zabić pieszego czy pasażera? Dylematy autonomicznych samochodów

Postęp uskrzydla
Na co więc liczy Airbus? Na efekt synergii i rozwój kluczowych technologii. – Akumulatory i napęd elektryczny, uczenie maszynowe i pojazdy autonomiczne, kamery, lasery i karty graficzne – to wszystko staje się coraz lepsze dzięki coraz większym pieniądzom i tęższym umysłom – mówi Rodin Lyasoff, szef A³. – Postęp odsunie techniczne bariery. Widać to po ewolucji dronów – z roku na rok większych, sprawniejszych, bezpieczniejszych. W 2020 r. chcemy rozpocząć masową produkcję latających aut. W 2021 r. – także w wersji VTOL. Jeśli spojrzymy na nie jak na powiększone drony, cel wydaje się łatwiejszy.

Rok temu drony nauczyły się omijać przeszkody, nawet te ruchome (technologia Obstacle Sensing System). Od listopada w Nowej Zelandii drony dostarczają klientom pizzę Domino’s. W tym roku holenderskie miasto Delft otworzy pierwszą w pełni autonomiczną sieć sterowania dronami, obejmującą też wypożyczalnie i stacje dokujące. Te ostatnie będą monitorować pogodę i diagnozować urządzenia nawet podczas lotu. Lecące drony mają się kontaktować z mijanymi stacjami tak jak telefony komórkowe z BTS-ami. Podobnie ma być z latającymi samochodami.

Drony. Uwaga, leci robot!

– Chcemy, by przywoływało się je aplikacją, jak pojazdy Ubera. Możliwość szybowania nad korkami i skrócenia podróży do kilku minut da poczucie niespotykanej wolności, z której trudno będzie zrezygnować – mówi Tom Enders.

Taksówki powietrzne co nieco rozładują korki, które – jak wyliczono w USA – zabierają kierowcom i pasażerom 6,9 mld godzin życia rocznie, a dojeżdżającym do pracy londyńczykom – po 35 dni roboczych w roku.

Odmienią turystykę, bo zwiedzanie z góry nawet odległych i trudno dostępnych miejsc (kaniony, wulkany) stanie się o wiele prostsze i przyjemniejsze.

Powietrzne karetki ułatwią niesienie pomocy. Od chwili zatrzymania akcji serca jest tylko sześć minut na ratunek. W Nowym Jorku średni czas dotarcia ambulansu na miejsce to ponad 12 minut.

Czas, postęp i statystyki sprzyjają latającym autom i przybliżają ich debiut. Nic dziwnego, że przyciągają inwestorów. Od indywidualnych, jak współtwórca Google’a Larry Page (według niektórych źródeł zainwestował w nie 100 mln dol.), po wielkie firmy, jak Lyft czy Uber, które już mówią o usłudze Elevate, czyli świadczeniu powietrznych kursów.
 
Do góry Bottom