Discord - nowy komunikator

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 855
14 295
No powiedz, co ma użytkownik sobie pomyśleć gdy aplikacja mu się np. scrashuje? Oj tam, innym działa tylko nie mi, chociaż wiem że nic nie sknociłem?

No błagam, nigdy mi się nie scrashował. A używam codziennie równie długo. Może to wina tego wspaniałego Linuxa? Znaczy nie dziwię się, że klient na Linuxa jest niestabilny, bo to jest taka nisza, że szkoda się dla niej wysilać (odebrałem tę lekcję i nigdy nie zrobię żadnej gry na Linuxa - jedno doświadczenie wystarczy). I jak crashe mają się do backendu?

Wydaje mi się, że za wszelką cenę chcesz zracjonalizować swoje zjebane wybory, ale na to już nic nie poradzę. Szkoda mi czasu na dyskusje, jeśli są one na poziomie gimnazjalisty, który za wszelką cenę próbuje przekonać, że jego wybory są najzajebistsze, a wszyscy inni są idiotami. Wolę pobawić się tych chujowym softem i pogadać poprzez chujowe komunikatory, z kimś z kim taka rozmowa ma sens.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 984
1 870
Wydaje mi się, że za wszelką cenę chcesz zracjonalizować swoje zjebane wybory, ale na to już nic nie poradzę. Szkoda mi czasu na dyskusje, jeśli są one na poziomie gimnazjalisty, który za wszelką cenę próbuje przekonać, że jego wybory są najzajebistsze, a wszyscy inni są idiotami. Wolę pobawić się tych chujowym softem i pogadać poprzez chujowe komunikatory, z kimś z kim taka rozmowa ma sens.
Cóż, przykro mi że to tak odbierasz. To nie jest przecież mój wymysł że mi coś w jakiejś aplikacji nie działa i szukam problemów na siłę. One po prostu były. I nie można ich rozwiązać samemu (i to jest właśnie najgorsze). Nie wiem jak teraz, może jest lepiej ale wspomniałem o tym wcześniej.


No błagam, nigdy mi się nie scrashował. A używam codziennie równie długo. Może to wina tego wspaniałego Linuxa? Znaczy nie dziwię się, że klient na Linuxa jest niestabilny, bo to jest taka nisza, że szkoda się dla niej wysilać (odebrałem tę lekcję i nigdy nie zrobię żadnej gry na Linuxa - jedno doświadczenie wystarczy). I jak crashe mają się do backendu?
A tu mam wrażenie że jesteś ignorantem, dałem przecie przykład aplikacji która nie dość że działa na linuksie, to jeszcze lepiej niż na innych platformach. I co jeszcze zabawniejsze, klient skype również działa w electron, na którym bazuje discord. Jedyne co złego mógłbym powiedzieć o skype to co najwyżej to że żre baterie na telefonie mocno ale to naprawdę wszystko. Jest stabilny a to potrafię docenić bardziej niż wygodę. Jaki więc inny wniosek można wysnuć - twórcy discorda to partacze.

btw. fajnie się pisze programy których nie da się portować?
 
Ostatnia edycja:

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 855
14 295
btw. fajnie się pisze programy których nie da się portować?

A skąd takie przekonanie? Moja gra jest dostępna na 8 platformach - port był trudny na mobilki, ale ze względów designerskich a nie technicznych. Port Linuxowy nie był wart wysiłku w ogóle - sprzedaż minimalna, problemy duże.

A tu mam wrażenie że jesteś ignorantem,

A mam wrażenie, że wciąż jesteś na tej początkowej krzywej wznoszącej:

efekt-krugera-667x485.png
 

Claude mOnet

Well-Known Member
1 017
2 168
...A tu mam wrażenie że jesteś ignorantem...
Mówienie czegoś takiego o @tosiabunio ws. komputerów i informatyki albo świadczy o bezczelności albo kompletnym ignoranctwie. Jedno i drugie jest mega żenua. Ogarnij się chłopie! :D

Ps. Z tego co wiem to nawet FreeBSD (niektórzy mówią że nawet OpenBSD!) ma backdoory dla sss (super ss jak np. ONI, Aman). Więc podniecanie się archaicznymi technologiami jak np. IRC, które niby są super zabezpieczone, jest żenujące, a technologie te można włożyć między bajki. Powiem więcej nie zdziwił bym się, jakby część tych super-bezpiecznych technologii było tworzone przez super ss aby monitorować i wyszukiwać "elementów aspołecznych" w społeczeństwie... Jest kilka ciekawych rozwiązań o których opowiadał mi @kr2y510 ale są bardzo niszowe, a ich twórcy mają 10x większe problemy z ss niż moja nieskromna osoba.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 984
1 870
Mówienie czegoś takiego o @tosiabunio ws. komputerów i informatyki albo świadczy o bezczelności albo kompletnym ignoranctwie. Jedno i drugie jest mega żenua. Ogarnij się chłopie
Po puerwsze, jedyny argument jaki wysunął to SOA#1 i wincyj userów (tak jakby to coś miało zmienić)
Po drugie, ja rozumiem że osiągnął jakiś sukces ale autorytet nie zmieni magicznie go w krynice myśli, nie wiem czy zauważyłeś ale ja staram się zawsze walczyć na argumenty. Być może przeoczyłeś. Tak jak szanowny tosia który sobie chyba beke robi cytując najmniej ważne fragmenty.

Port Linuxowy nie był wart wysiłku w ogóle - sprzedaż minimalna, problemy duże.
Nie wątpię. Na linuksie żeby niektóre rzeczy działały, czasem w ogóle trzeba zrezygnować z zabezpieczeń - tak miałem np. Z formatem blu-ray, nie da się go odpalić bez pozbycia się DRM. Innymi słowy nie jest to najlepsza platforma do ukrywania kodu inb4 android, ściana to brak otwartych sterowników, gdyby nie ich brak już dawno możnaby było opdalić dowolny system natywnie na smartfonie.

Ps. Z tego co wiem to nawet FreeBSD (niektórzy mówią że nawet OpenBSD!) ma backdoory dla sss (super ss jak np. ONI, Aman). Więc podniecanie się archaicznymi technologiami jak np. IRC, które niby są super zabezpieczone, jest żenujące, a technologie te można włożyć między bajki.
Zapomniałeś dodać że quobes OS jest honeypotem bo tworzy go joanna rutkowska (tak, to jest sarkazm)

Seems legit:

https://www.bleepingcomputer.com/ne...nto-an-info-stealing-backdoor-by-new-malware/
 
Ostatnia edycja:

tolep

five miles out
8 097
14 394
Kompowiec jest cyborgiem więc tak to jest. Argument o liczbie userów JEST najważniejszy gdy w grę wchodzi masowa komunilacja, kropka. Ryneg zdecydował.

Osobiście nie wierzyłem że przenoszenie shouta na discorda wypali, skoro do tego potrzeba osobnej appki i założenia konta. Ale wypaliło.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 855
14 295
Innymi słowy nie jest to najlepsza platforma do ukrywania kodu inb4 android, ściana to brak otwartych sterowników, gdyby nie ich brak już dawno możnaby było opdalić dowolny system natywnie na smartfonie.

I ponownie, zupełnie nie o to chodziło. Ja rozumiem, że masz problemy komunikacyjne (sterowniki zmień czy co), ale poruszałem kwestii technicznych (a już zupełnie nie zabezpieczeń), ale czysto ekonomiczne - port był nieopłacalny. Spędziłem nad nim zbyt dużo czasu (choć wciąż niewiele) w stosunku do materialnych korzyści - a co więcej, użytkownicy Linuxa okazali się niewdzięcznymi bucami, ciągle na coś marudząc (zauważam pewne podobieństwa z niektórymi osobnikami). Ten zmarnowany czas mógłbym przeznaczyć choćby na takie bezsensowne dyskusje, jak powyższa, i byłoby to w sumie ciekawsze i bardziej opłacalne.

Problem w tym, że oprogramowanie to jest wyłącznie kwestie techniczne, czego może nie zauważają piwniczaki, ale mnóstwo innych elementów. W oprogramowaniu komunikacyjnym nie jest najważniejsze jego techniczna jakość, stabilność, czy chuj wie co tam technicznego, ale skuteczność w komunikacji. Możesz mieć najlepszy protokół i implementacje w swoim sofcie, ale do niczego on się nie nada, jeśli jedynym użytkownikiem będziesz sam. Możliwość komunikacji jest dla wielu ważniejszym ficzerem niż stabilność czy techniczna doskonałość.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 984
1 870
Kompowiec jest cyborgiem więc tak to jest. Argument o liczbie userów JEST najważniejszy gdy w grę wchodzi masowa komunilacja, kropka. Ryneg zdecydował.
"Zjedz gówno, bo 10 miliardów się nie pomyliło" - libnet 2019

Jest najgłupszy, ponieważ nie sądzę żebyś wybierał na podstawie tabelek w excelu bycia trendy. Nawet zakładając żeby tak było to wybór byłby nietrafiony, gdyż taki np. WhatsApp był i chyba wciąż jest popularniejszy a mimo to na niego nie padło. Także ten argument już z góry można sobie odpuścić.

Po pierwsze
dokonując wyboru komunikatora bez otwartego standardu już sprawiłeś że odgradzasz się od jednych użytkowników kosztem drugich, np. krzysiu go nie użyje.

Osobiście nie wierzyłem że przenoszenie shouta na discorda wypali, skoro do tego potrzeba osobnej appki i założenia konta. Ale wypaliło.

Po drugie
koniec końców ci bardziej ugodowi (np. Ja się odważyłem) i tak by założyli dowolny komunikator, jaki by nie był. Sam nigdy wcześniej nie miałem discorda i pewnie nigdy bym go nie miał gdyby wasze forum na niego nie postawiło. Co więcej, w trakcie mojego, nazwijmy to "urzędowania" stali bywalcy to również były tego typu osobami które używały go tylko do forum i niczego innego, nie siedzieli albo wcale albo aktywnie na innych serwerach i paradoksalnie było ich najwięcej.
 
Ostatnia edycja:

Frosty2

Member
44
27
Może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego Discord, zamiast Shoutbox?
To wygląda jak jakie gówno, w ogóle dlaczego to się stało popularne, skoro tak beznadziejnie działa i tak beznadziejnie wygląda?
 

Maksymiliana

Everyday Hero
308
168
@Frosty2 Discord (a raczej jego podgląd) na stronie libnetu to żal.pl.
Administracja chyba chciała abyś kliknął w link i przyjął zaproszenie i otworzył discorda w dedykowanym oknie, gdzie byłby cały czat. Tak mi się wydaje
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 855
14 295
To wygląda jak jakie gówno, w ogóle dlaczego to się stało popularne, skoro tak beznadziejnie działa i tak beznadziejnie wygląda?

Bo ludzie, którzy mają minimum ogarnięcia, wiedzą, że Discorda używa się aplikacji lub ostatecznie w przeglądarce. To, co jest osadzone na stronie to jedynie taki podgląd i łącznik z serwerem discordowym.

A shoutbox to dopiero gówno było. Na szczęście, mamy z już z głowy.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 984
1 870
Nie ale serio, muszę się wyjątkowo zgodzić z tosią - shoutbox to naprawdę było ciężkie gówno. Bardzo żarło zasoby serwera, wspominali że 100 kb na sekunde czy kilka sekund żarło, dokładnie już nie pamiętam.
 
D

Deleted member 6960

Guest
Może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego Discord, zamiast Shoutbox?


Taki film znalazłem :



Wiele się mówi, pisze o traceniu danych w necie, ale nigdy nie spotkałem nikogo kto by potrafił powiedzieć, co tak naprawdę stracił.
Jakie dane : login, email, hasło, profil? Nie wiem o co ten cały zgiełk?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 227
23 131
Na życzenie @mikioli tekst z Discorda o moim zmęczeniu płynącym z kopania się z koniem.

"Czasem jak jest niemiło to daje do myślenia" napisał @workingclass. Zatem będzie niemiło, ale skoro mam zacząć odzyskiwać dawną sprawność parezjastowania, to mogę zacząć od was, już teraz, tu, bo w zasadzie, czemu nie? Okazja to okazja.

Ten kanał discordowy libnetu został niestety pierdolnikiem pozbawionych ambicji sfrustrowanych niskostatusowców zamkniętych w zaklętym kręgu własnego towarzystwa. Miejscem, w którym nie ma szansy narodzić się już nic nowego czy twórczego, ponieważ w ramach "luzu", nieuświadomionym naturalnym modelem funkcjonowania okazał się być ten charakteryzujący folwarki. Folwarczność znajduje też odbicie w mentalności i objawia się nawet w tym sporze między nami oraz tym jak wzajemnie się widzimy.

A powiem wam, czym się tak naprawdę różnimy: otóż stosunkiem do własnych poglądów.

Dla mnie wyrobienie poglądów antypaństwowych i leseferystycznych wiąże się z pewnym poczuciem misji. Uznaję, że posiadając takie poglady, zdobywszy wiedzę o tym, jak naprawdę działa świat gospodarczy i polityczny, jestem zobowiązany w ramach swojego sumienia działać na rzecz jego zmiany. Wiąże się to z przyjęciem postawy zbliżonej do tej charakteryzującej kolonizatorów, misjonarzy czy kogokolwiek innego przejawiającego ideę historycznego posłannictwa czy wybraństwa. Tacy ludzie nieustannie będą szukać najlepszego, najbardziej obiecującego sposobu, aby wcielać w życie przejawiające się im wartości a nie pozwolić, by zostały zamknięte i zmarnowane jako prywatne, zachowywane wyłącznie dla siebie nieistotne opinie bez szerszego oddźwięku. Kiedy będą zarobkowo zajmować się czymś innym, wybraństwo pozostawią sobie jako hobby. A gdy uznają, że robią za mało na rzecz swojej misji, zaczną szukać sposobu, aby z tego posłannictwa wyżyć i móc zajmować nim w pełnym wymiarze, niejako, aby stało się ono ogólnym świadectwem oraz dziedzictwem ich całego życia. Co więcej, innych ludzi o podobnych poglądach będą traktować podobnie, oczekując od nich mniej więcej tej samej postawy. Misjonarz może się nie zgadzać z innym misjonarzem co do metod, ale zgodzi się z konstatacją, iż nawracać jednak trzeba. Może wymieniać się wiedzą, strategiami, punktami widzenia na proces nawracania, gdy te okażą się niedostatecznie dobre, ale uzna się za władnego by nawracać i skłaniać innych do nawracania lub wspierania jego akcji, jeśli ktoś nawracać nie potrafi.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda z folwarcznego punktu widzenia. W folwarku nie realizuje się bowiem żadnej własnej wizji ani nie pracuje na siebie, a jedynie wykonuje wolę pana na jego korzyść, w postaci odbębnianej zleconej pracy. I jeszcze pół biedy, kiedy mamy do czynienia z folwarkiem z prawdziwego zdarzenia, ponieważ one jednak coś produkowały. Ten nasz, wirtualny jest o tyle specjalny, że wyzwolony. Oznacza to, że nie mamy nad sobą żadnego pana feudalnego jako tej zewnętrznej siły decyzyjnej komu jaką pracę przydzielić i jakie cele realizować, co uznajemy zresztą za wspaniałe cywilizacyjne osiągnięcie godne obrony, ale mentalność folwarczna pozostaje i tak. Przejawia sie właśnie w tym, że z niechęcią spoglądamy na kogokolwiek, kto chciałby rzucić jakikolwiek nowy pomysł do realizacji, bo przecież to by oznaczało, że stawia się w roli nowego pana. A nic tak nie irytuje parobków jak inny cham wychodzący przed szereg. W folwarku wyzwolonym żaden nowy pomysł nie ma szansy się przyjąć, ponieważ mógłby on niebezpiecznie podbudować pozycję pomysłodawcy. Dlatego najlepiej każdą próbę znalezienia sobie celu do realizacji zabijać w zarodku, zdyskwalifikować, odrzucić pod jakimkolwiek pretekstem, bez podejmowania jakiejkowlwiek refleksji i otwierania dyskusji o tym, co można byłoby na tym ugrać. Dla parobka folwarcznego wiadomo, że nic, tylko bat nad głową.

Powiem wam zupełnie otwarcie, że ja się długo zastanawiałem, czy nie mam jakiegoś antytalentu do przedstawiania celów, jakie libertarianie mogliby wspólnym sumptem, niskokosztowo zrealizować, wykorzystując do tego internety i wolny czas. Może rzeczywiście moje pomysły są dla was nieatrakcyjne (ale w takim razie pokażcie mi w naszej historii dowolny przykład pomysłu, który kiedykolwiek spotkał się z ciepłym przyjęciem, bez oporu i został zrealizowany), niedookreślone i pospiesznie nakreślone. Ale ludzie nierzadko pracują się nawet nad mniej przemyślanymi pomysłami, doprowadzając je do funkcjonalnej postaci, a gdy są one złe, to na ogół zgubnej. Tak naprawdę nie ma żadnego innego wytłumaczenia dla faktu, że nie przyjęliśmy kultury debaty wspierającej postawy zachęcania do wytwarzania, dzielenia się pomysłami, ulepszania ich, ociosywania do kształtu zdatnej do użytku a dopiero na końcu wyszukiwania chętnych wykonawców. Ile ja się tutaj nasłuchałem o oderwaniu od życia akademików! O tym, że tworzą materiały, które do nikogo z ulicy nie przemawiają! O tym, jak ci intelektualiści zadzierają nosa, nie chcą przyjeżdżać na imprezy jak lebiediew, a nie są w niczym lepsi! No to może porównajmy dorobek tego znającego życie, wielce zadowolonego z siebie ludu folwarcznego, stojącego w opozycji?


Praca nad cudzymi pomysłami jest kwestią zupełnie naturalną - scenarzyści nierzadko dostają do przeróbek scenariusze swoich poprzedników w jakich świeżym okiem oceniają, co wymaga poprawki a z czego należy zrezygnować czy uprościć, producenci muzyczni muszą babrać się z materiałem rozgrzebanym przez artystów, nadając mu ostateczny szlif, aby z kilku zalążków dobrze zapowiadających się idei przerobić je tak, by zaczęły przypominać skończoną piosenkę, zmianiając czasem pierwotne zamysły, które się w praktyce nie sprawdzają. Ten mindset można zaadaptować i u nas. Uważacie mój pomysł za przestrzelony? Fajnie, to pokażcie, co można w nim zmienić, by trafiał waszym zdaniem w sedno. Uznajecie, że jest niewydajny? No i dobrze, to pokażcie jak można to samo zrobić z większą oszczędnością środków. Myślicie, że realizacja danego celu nie jest jednak godna uwagi? Super, to wskażcie mi ten, który waszym zdaniem na takową zasługuje. Powiedzmy sobie to wprost - w mentalności folwarcznej żaden nie będzie nigdy pasował, bo ideałem jest niezaangażowanie a świętym graalem - czas wolny, a nie realizacja jakichkolwiek celów. A normalizacja folwarku zabije ostatecznie jakąkolwiek inicjatywę własną.

Przyjąłem do wiadomości, że mój pomysł pisania mało precyzyjnej, bo nieograniczonej tematycznie propagandy wolnościowej rodem z ruskich farm trolli, mógł do was nie trafić, że okazał się mało ekscytujący i @Antoni Wiech uznał, że jego coś takiego by nudziło. No to dostaliście właśnie jego bardziej ekcytującą wersję, już sprecyzowaną, wymierzoną w bardzo konkretną grupę ludzi, zakładającą konkretny cel do osiągnięcia, pozostawiającą swobodny dobór środków, nad którymi moglibyście sobie debatować, by je określić, bo nie byłyby już narzucone z góry. Wykorzystalibyście swoje edgelordowe talenty do prowokacji ludzi, aby podburzyć ich przeciw komuchom w korpo, mających aktualnie pełen komfort prania wszystkim mózgów, spożytkowalibyście sprawność swojego google-fu do typowania celów, opracowania jakichś metod weryfikacji i odróżnienia winnych od niewinnych. W niektórych co agresywniejszych wariantach prawodpodobnie taka działalność niebezpiecznie ocierałaby się się o różne paragrafy, więc warto byłoby najpierw pomyśleć o bezpiecznej, anonimowej komunikacji a później uzgodnić, kto wysiada na konkretnych przystankach i dla kogo jakiś stopień ryzyka staje się już zbyt wielki.

Zupełnie jak w anegdocie o ołówku Friedmana, którego nie może wyprodukować pojedynczy człowiek, aby zrealizować taki cel, musielibyście się nauczyć polegać na różnych osobach, uzgodnić podział pracy, by podzielić też etapy zaplanowanej akcji, siąść ze sobą, przeprowadzić przynajmniej kilka wieczornych burz mózgów, by rozpoznać kto się za czym skłania, co popiera, a co już nie. Lepiej? A gdzie tam! Wcześniej było zbyt nudno, teraz jest zbyt cringe'owo. A największy cringe to tak naprawdę ten folwark i uwiąd jakiejkolwiek motywacji, by ze swojej społeczności zrobić gracza wpływającego chociażby nawet w jakimś najdrobniejszym stopniu na niekorzystny bieg dziejów. Tak naprawdę ta folwarczna indolencja i niemoc stanowi przejaw ostatecznej demoralizacji. Bo nawet gdybyście chcieli coś razem zdziałać, przez funkcjonowanie w takiej kulturze miejscówki z automatu jesteście wewnętrznie rozłożeni. Każdy będzie neutralizował swoją krytyką wysiłki innego, aby ostatecznie ugrzęznąć w gnuśności akceptowanej drogą utartego komprimisu przez wszystkich.

Muszę przyznać, że dosyć długo - zbyt długo - zajęło mi dojście do oczywistego wniosku, że skoro niemal cała polska kultura pracy opiera się na relacjach folwarcznych, na co zresztą kiedyś narzekali takie lewaki jak Leder czy Santorski, to libnet - tylko dlatego, że deklaratywnie ściąga ludzi zainteresowanych ASE, Misesem i wolnym rynkiem, jakoś się temu oprze. No więc to złudzenie ostatecznie prysło - jesteśmy folwarkiem aż do porzygu, z wszelkimi charakterystycznymi dla tego felerami. O ironio, mamy nawet swojego Żyda, chociaż ten nie rozpija chłopstwa, tylko samego siebie. Spróbujcie handlować z tym!

Tak też widzę tę waszą krytykę, która jest po prostu obroną tego zaaprobowanego folwarcznego status quo. Bo ona nawet nie jest wymierzona w sam pomysł ani nie ma najmniejszej nawet intencji jego ewentualnej korekty, jeśli uznajecie, że w danej postaci jest nie do przyjęcia i wymaga on poprawki, tylko tak się składa - we mnie, bo mam czelność robić wam wyrzuty, że sami nie macie ambicji niczego kreować a jakąkolwiek sugestię na znalezienie grupowej aktywności traktujecie na zasadzie unsolicited dick picsów wysyłanych na priva. Zresztą nawet poprzednie wprowadzane zmiany w samej strukturze kanału jak zepchnięcie pogaduch do offtopu i wyniesienie na front wątku ideowego, czyli coś zupełnie niewymagającego specjalnych zmian w mindsetcie użytkowników budziło opór. W folwarku przecież wszystko powinno zostać po staremu, aby nikt nie czuł się zagrożony. A bezpieczeństwa akurat w folwarcznych relacjach nie brakuje, mimo że są patologiczne.


Skoro więc kwestię folwarczności mamy z grubsza omówioną, to teraz wypadałoby się pochylić nad toksycznymi niskostatusowcami bez ambicji, chociaż oczywiście pierwsze może być blisko powiązane z drugim.

Od dłuższego czasu dziwimy się, czemu przyciągamy zjebów, inceli i generalnie ciągnie do nas jakaś patologia a rzadko udaje się ściągnąć wartościowe osoby, które wnosiłyby coś pozytywnego. Pomińmy już kwestię folwarku, od którego sensowni ludzie zazwyczaj wolą trzymać z daleka, by nie stać się jego zakładnikami i nie dać ograniczyć swojej perspektywy czy ambicji do tej wyznawanych w jego ciasnych ramach. Jeżeli przejrzy się ogół poruszanych tematów, to będą one wskazywać głównie na towarzystwo niskostatusowych odrzutków bez rozwijanych pasji, wzdychających do jakiegoś bliżej niesprecyzowanego wygrywu, wybierających wątpliwej jakości rozrywki jak oglądanie kolejnych inkarnacji szurii i okazjonalnie wyżywających się na sobie w ramach powetowania strat na ego, zapewne powodowanych różnymi upokorzeniami w realu.

Żebym nie został źle zrozumiany - w niskostatusowości nie ma niczego złego. Z reguły to właśnie ludzie o niskim statusie, którym on doskwiera, znajdują motywację, aby coś zmienić w sobie i w świecie. Niskostatusowość całkiem nieźle potrafi przenosić ideologie; zarówno te uzasadniające, dlaczego nie wiedzie się nam z winy jakichś onych jak i te składające obietnice poprawy naszego dobrostanu. Niskostatusowość można też wykorzystać do utworzenia nowej, alternatywnej hierarchii społecznej, opartej właśnie o działalność na rzecz danej ideologicznej grupy, oferując ludziom szacunek, którego nie mogą doczekać się w codziennym życiu. Rzecz w tym, że należy mieć wypracowany jakiś model nagradzania zasług i zaangażowania, który ma ręce i nogi, i na starcie w ogóle określić, co jest zasługą. Jeżeli tego zabraknie, powstaną getta, w których niskostatusowcy będą rozporządzać sobą według swoich, na ogół patologicznych, norm, jakie częstokroć są zresztą przyczyną ich niskostatusowości.

Problem polega na tym, że ludzie zbierający srogo po dupie od życia, koncentrują się raczej na przetrwaniu. A jeżeli ponieśli jakieś porażki i ciągle im się coś nie udaje, raczej przestaną stawiać jakiekolwiek ambitne cele, uznając, że przecież i tak są poza ich zasięgiem. I taki zapanuje konsensus w grupie a do niego dostosuje się poziom przejawianych ambicji. Myślę, że tak też się stało z libnetem i trudno będzie to naprawić.

Cóż, w ostateczności jeśli od środka nie można zmienić folwarku, nie ma sensu się dalej miotać, tylko należy po prostu z niego wyjść, zanim pochłonie duszę na dobre.
 

mikioli

Well-Known Member
2 724
5 180
Na życzenie @mikioli tekst z Discorda o moim zmęczeniu płynącym z kopania się z koniem.

"Czasem jak jest niemiło to daje do myślenia" napisał @workingclass. Zatem będzie niemiło, ale skoro mam zacząć odzyskiwać dawną sprawność parezjastowania, to mogę zacząć od was, już teraz, tu, bo w zasadzie, czemu nie? Okazja to okazja.

Ten kanał discordowy libnetu został niestety pierdolnikiem pozbawionych ambicji sfrustrowanych niskostatusowców zamkniętych w zaklętym kręgu własnego towarzystwa. Miejscem, w którym nie ma szansy narodzić się już nic nowego czy twórczego, ponieważ w ramach "luzu", nieuświadomionym naturalnym modelem funkcjonowania okazał się być ten charakteryzujący folwarki. Folwarczność znajduje też odbicie w mentalności i objawia się nawet w tym sporze między nami oraz tym jak wzajemnie się widzimy.

A powiem wam, czym się tak naprawdę różnimy: otóż stosunkiem do własnych poglądów.

Dla mnie wyrobienie poglądów antypaństwowych i leseferystycznych wiąże się z pewnym poczuciem misji. Uznaję, że posiadając takie poglady, zdobywszy wiedzę o tym, jak naprawdę działa świat gospodarczy i polityczny, jestem zobowiązany w ramach swojego sumienia działać na rzecz jego zmiany. Wiąże się to z przyjęciem postawy zbliżonej do tej charakteryzującej kolonizatorów, misjonarzy czy kogokolwiek innego przejawiającego ideę historycznego posłannictwa czy wybraństwa. Tacy ludzie nieustannie będą szukać najlepszego, najbardziej obiecującego sposobu, aby wcielać w życie przejawiające się im wartości a nie pozwolić, by zostały zamknięte i zmarnowane jako prywatne, zachowywane wyłącznie dla siebie nieistotne opinie bez szerszego oddźwięku. Kiedy będą zarobkowo zajmować się czymś innym, wybraństwo pozostawią sobie jako hobby. A gdy uznają, że robią za mało na rzecz swojej misji, zaczną szukać sposobu, aby z tego posłannictwa wyżyć i móc zajmować nim w pełnym wymiarze, niejako, aby stało się ono ogólnym świadectwem oraz dziedzictwem ich całego życia. Co więcej, innych ludzi o podobnych poglądach będą traktować podobnie, oczekując od nich mniej więcej tej samej postawy. Misjonarz może się nie zgadzać z innym misjonarzem co do metod, ale zgodzi się z konstatacją, iż nawracać jednak trzeba. Może wymieniać się wiedzą, strategiami, punktami widzenia na proces nawracania, gdy te okażą się niedostatecznie dobre, ale uzna się za władnego by nawracać i skłaniać innych do nawracania lub wspierania jego akcji, jeśli ktoś nawracać nie potrafi.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda z folwarcznego punktu widzenia. W folwarku nie realizuje się bowiem żadnej własnej wizji ani nie pracuje na siebie, a jedynie wykonuje wolę pana na jego korzyść, w postaci odbębnianej zleconej pracy. I jeszcze pół biedy, kiedy mamy do czynienia z folwarkiem z prawdziwego zdarzenia, ponieważ one jednak coś produkowały. Ten nasz, wirtualny jest o tyle specjalny, że wyzwolony. Oznacza to, że nie mamy nad sobą żadnego pana feudalnego jako tej zewnętrznej siły decyzyjnej komu jaką pracę przydzielić i jakie cele realizować, co uznajemy zresztą za wspaniałe cywilizacyjne osiągnięcie godne obrony, ale mentalność folwarczna pozostaje i tak. Przejawia sie właśnie w tym, że z niechęcią spoglądamy na kogokolwiek, kto chciałby rzucić jakikolwiek nowy pomysł do realizacji, bo przecież to by oznaczało, że stawia się w roli nowego pana. A nic tak nie irytuje parobków jak inny cham wychodzący przed szereg. W folwarku wyzwolonym żaden nowy pomysł nie ma szansy się przyjąć, ponieważ mógłby on niebezpiecznie podbudować pozycję pomysłodawcy. Dlatego najlepiej każdą próbę znalezienia sobie celu do realizacji zabijać w zarodku, zdyskwalifikować, odrzucić pod jakimkolwiek pretekstem, bez podejmowania jakiejkowlwiek refleksji i otwierania dyskusji o tym, co można byłoby na tym ugrać. Dla parobka folwarcznego wiadomo, że nic, tylko bat nad głową.

Powiem wam zupełnie otwarcie, że ja się długo zastanawiałem, czy nie mam jakiegoś antytalentu do przedstawiania celów, jakie libertarianie mogliby wspólnym sumptem, niskokosztowo zrealizować, wykorzystując do tego internety i wolny czas. Może rzeczywiście moje pomysły są dla was nieatrakcyjne (ale w takim razie pokażcie mi w naszej historii dowolny przykład pomysłu, który kiedykolwiek spotkał się z ciepłym przyjęciem, bez oporu i został zrealizowany), niedookreślone i pospiesznie nakreślone. Ale ludzie nierzadko pracują się nawet nad mniej przemyślanymi pomysłami, doprowadzając je do funkcjonalnej postaci, a gdy są one złe, to na ogół zgubnej. Tak naprawdę nie ma żadnego innego wytłumaczenia dla faktu, że nie przyjęliśmy kultury debaty wspierającej postawy zachęcania do wytwarzania, dzielenia się pomysłami, ulepszania ich, ociosywania do kształtu zdatnej do użytku a dopiero na końcu wyszukiwania chętnych wykonawców. Ile ja się tutaj nasłuchałem o oderwaniu od życia akademików! O tym, że tworzą materiały, które do nikogo z ulicy nie przemawiają! O tym, jak ci intelektualiści zadzierają nosa, nie chcą przyjeżdżać na imprezy jak lebiediew, a nie są w niczym lepsi! No to może porównajmy dorobek tego znającego życie, wielce zadowolonego z siebie ludu folwarcznego, stojącego w opozycji?


Praca nad cudzymi pomysłami jest kwestią zupełnie naturalną - scenarzyści nierzadko dostają do przeróbek scenariusze swoich poprzedników w jakich świeżym okiem oceniają, co wymaga poprawki a z czego należy zrezygnować czy uprościć, producenci muzyczni muszą babrać się z materiałem rozgrzebanym przez artystów, nadając mu ostateczny szlif, aby z kilku zalążków dobrze zapowiadających się idei przerobić je tak, by zaczęły przypominać skończoną piosenkę, zmianiając czasem pierwotne zamysły, które się w praktyce nie sprawdzają. Ten mindset można zaadaptować i u nas. Uważacie mój pomysł za przestrzelony? Fajnie, to pokażcie, co można w nim zmienić, by trafiał waszym zdaniem w sedno. Uznajecie, że jest niewydajny? No i dobrze, to pokażcie jak można to samo zrobić z większą oszczędnością środków. Myślicie, że realizacja danego celu nie jest jednak godna uwagi? Super, to wskażcie mi ten, który waszym zdaniem na takową zasługuje. Powiedzmy sobie to wprost - w mentalności folwarcznej żaden nie będzie nigdy pasował, bo ideałem jest niezaangażowanie a świętym graalem - czas wolny, a nie realizacja jakichkolwiek celów. A normalizacja folwarku zabije ostatecznie jakąkolwiek inicjatywę własną.

Przyjąłem do wiadomości, że mój pomysł pisania mało precyzyjnej, bo nieograniczonej tematycznie propagandy wolnościowej rodem z ruskich farm trolli, mógł do was nie trafić, że okazał się mało ekscytujący i @Antoni Wiech uznał, że jego coś takiego by nudziło. No to dostaliście właśnie jego bardziej ekcytującą wersję, już sprecyzowaną, wymierzoną w bardzo konkretną grupę ludzi, zakładającą konkretny cel do osiągnięcia, pozostawiającą swobodny dobór środków, nad którymi moglibyście sobie debatować, by je określić, bo nie byłyby już narzucone z góry. Wykorzystalibyście swoje edgelordowe talenty do prowokacji ludzi, aby podburzyć ich przeciw komuchom w korpo, mających aktualnie pełen komfort prania wszystkim mózgów, spożytkowalibyście sprawność swojego google-fu do typowania celów, opracowania jakichś metod weryfikacji i odróżnienia winnych od niewinnych. W niektórych co agresywniejszych wariantach prawodpodobnie taka działalność niebezpiecznie ocierałaby się się o różne paragrafy, więc warto byłoby najpierw pomyśleć o bezpiecznej, anonimowej komunikacji a później uzgodnić, kto wysiada na konkretnych przystankach i dla kogo jakiś stopień ryzyka staje się już zbyt wielki.

Zupełnie jak w anegdocie o ołówku Friedmana, którego nie może wyprodukować pojedynczy człowiek, aby zrealizować taki cel, musielibyście się nauczyć polegać na różnych osobach, uzgodnić podział pracy, by podzielić też etapy zaplanowanej akcji, siąść ze sobą, przeprowadzić przynajmniej kilka wieczornych burz mózgów, by rozpoznać kto się za czym skłania, co popiera, a co już nie. Lepiej? A gdzie tam! Wcześniej było zbyt nudno, teraz jest zbyt cringe'owo. A największy cringe to tak naprawdę ten folwark i uwiąd jakiejkolwiek motywacji, by ze swojej społeczności zrobić gracza wpływającego chociażby nawet w jakimś najdrobniejszym stopniu na niekorzystny bieg dziejów. Tak naprawdę ta folwarczna indolencja i niemoc stanowi przejaw ostatecznej demoralizacji. Bo nawet gdybyście chcieli coś razem zdziałać, przez funkcjonowanie w takiej kulturze miejscówki z automatu jesteście wewnętrznie rozłożeni. Każdy będzie neutralizował swoją krytyką wysiłki innego, aby ostatecznie ugrzęznąć w gnuśności akceptowanej drogą utartego komprimisu przez wszystkich.

Muszę przyznać, że dosyć długo - zbyt długo - zajęło mi dojście do oczywistego wniosku, że skoro niemal cała polska kultura pracy opiera się na relacjach folwarcznych, na co zresztą kiedyś narzekali takie lewaki jak Leder czy Santorski, to libnet - tylko dlatego, że deklaratywnie ściąga ludzi zainteresowanych ASE, Misesem i wolnym rynkiem, jakoś się temu oprze. No więc to złudzenie ostatecznie prysło - jesteśmy folwarkiem aż do porzygu, z wszelkimi charakterystycznymi dla tego felerami. O ironio, mamy nawet swojego Żyda, chociaż ten nie rozpija chłopstwa, tylko samego siebie. Spróbujcie handlować z tym!

Tak też widzę tę waszą krytykę, która jest po prostu obroną tego zaaprobowanego folwarcznego status quo. Bo ona nawet nie jest wymierzona w sam pomysł ani nie ma najmniejszej nawet intencji jego ewentualnej korekty, jeśli uznajecie, że w danej postaci jest nie do przyjęcia i wymaga on poprawki, tylko tak się składa - we mnie, bo mam czelność robić wam wyrzuty, że sami nie macie ambicji niczego kreować a jakąkolwiek sugestię na znalezienie grupowej aktywności traktujecie na zasadzie unsolicited dick picsów wysyłanych na priva. Zresztą nawet poprzednie wprowadzane zmiany w samej strukturze kanału jak zepchnięcie pogaduch do offtopu i wyniesienie na front wątku ideowego, czyli coś zupełnie niewymagającego specjalnych zmian w mindsetcie użytkowników budziło opór. W folwarku przecież wszystko powinno zostać po staremu, aby nikt nie czuł się zagrożony. A bezpieczeństwa akurat w folwarcznych relacjach nie brakuje, mimo że są patologiczne.


Skoro więc kwestię folwarczności mamy z grubsza omówioną, to teraz wypadałoby się pochylić nad toksycznymi niskostatusowcami bez ambicji, chociaż oczywiście pierwsze może być blisko powiązane z drugim.

Od dłuższego czasu dziwimy się, czemu przyciągamy zjebów, inceli i generalnie ciągnie do nas jakaś patologia a rzadko udaje się ściągnąć wartościowe osoby, które wnosiłyby coś pozytywnego. Pomińmy już kwestię folwarku, od którego sensowni ludzie zazwyczaj wolą trzymać z daleka, by nie stać się jego zakładnikami i nie dać ograniczyć swojej perspektywy czy ambicji do tej wyznawanych w jego ciasnych ramach. Jeżeli przejrzy się ogół poruszanych tematów, to będą one wskazywać głównie na towarzystwo niskostatusowych odrzutków bez rozwijanych pasji, wzdychających do jakiegoś bliżej niesprecyzowanego wygrywu, wybierających wątpliwej jakości rozrywki jak oglądanie kolejnych inkarnacji szurii i okazjonalnie wyżywających się na sobie w ramach powetowania strat na ego, zapewne powodowanych różnymi upokorzeniami w realu.

Żebym nie został źle zrozumiany - w niskostatusowości nie ma niczego złego. Z reguły to właśnie ludzie o niskim statusie, którym on doskwiera, znajdują motywację, aby coś zmienić w sobie i w świecie. Niskostatusowość całkiem nieźle potrafi przenosić ideologie; zarówno te uzasadniające, dlaczego nie wiedzie się nam z winy jakichś onych jak i te składające obietnice poprawy naszego dobrostanu. Niskostatusowość można też wykorzystać do utworzenia nowej, alternatywnej hierarchii społecznej, opartej właśnie o działalność na rzecz danej ideologicznej grupy, oferując ludziom szacunek, którego nie mogą doczekać się w codziennym życiu. Rzecz w tym, że należy mieć wypracowany jakiś model nagradzania zasług i zaangażowania, który ma ręce i nogi, i na starcie w ogóle określić, co jest zasługą. Jeżeli tego zabraknie, powstaną getta, w których niskostatusowcy będą rozporządzać sobą według swoich, na ogół patologicznych, norm, jakie częstokroć są zresztą przyczyną ich niskostatusowości.

Problem polega na tym, że ludzie zbierający srogo po dupie od życia, koncentrują się raczej na przetrwaniu. A jeżeli ponieśli jakieś porażki i ciągle im się coś nie udaje, raczej przestaną stawiać jakiekolwiek ambitne cele, uznając, że przecież i tak są poza ich zasięgiem. I taki zapanuje konsensus w grupie a do niego dostosuje się poziom przejawianych ambicji. Myślę, że tak też się stało z libnetem i trudno będzie to naprawić.

Cóż, w ostateczności jeśli od środka nie można zmienić folwarku, nie ma sensu się dalej miotać, tylko należy po prostu z niego wyjść, zanim pochłonie duszę na dobre.
Dzięki za wklejkę. Poniżej parę błędów twojego postrzegania rzeczywistości.

1. Nie widzę przesłanek by stwierdzić, że discordowicze są sfrustrowani. Bo jakie?

2. Kwestie ambicjonalne itd. To że discordowicze nie realizują Twoich ambicji nie oznaczają, że nie mają własnych. Poglądy libertariańskie nie ustawiają prostej gradacji wartości gdzie krzewienie "akapu" jest najważniejsze. Osobiście bardziej istotna może być realizacja fajnych projektów w innych dziedzinach, czy nawet kariera zawodowa. Do działalności pro-libowej może brakować chęci, czasu, siły, albo jest ona daleko na indywidualnej drabinie potrzeb. Połajanki za to są nie tylko dziwne, ale bezpodstawne i do niczego nie prowadzą. To sytuacja z piaskownicy gdzie dzieci z mało wyrobioną empatią mają do innych pretensje, że nie chcą się z nimi bawić.

3. Nikt nie broni żadnego statusu Quo a przynajmniej ja tego nie widzę. Nikt nie zabrania Ci działać i wprowadzać własnych pomysłów. Wygląda mi to raczej na twoją frustrację, bo do wprowadzania Twoich ideii potrzebujesz innych, a oni nie chcą się bawić. Pisałeś o akademikach i w sumie przedstawiasz problem który i u nich był, tzn brak peanów w stosunku do tego co robią, ale czy to wina publiki czy show, że nie ma oklasków? Zawstydzanie to jest taktyka, ale nie wróżę zupełnie jej sukcesu.

4. Ciężko mówić, że tutaj koncentrujemy się na przetrwaniu. Jest całkiem sporo osób o wysokiej pozycji materialnej. Poza tym jakie to działania były, że można mówić o porażkach. Po prostu trzeba zaakceptować, że rewolucjonistów jest mało, a ludzie cenią ułożone spokojne życie, możesz gardzić, ale obrażanie się na rzeczywistość zamiast przyjęcie tego do wiadomości prowadzi na manowce.

5. Jak najbardziej działaj z swoimi pomysłami w innych grupach. Może twoje sukcesy zainspirują innych tutaj. Powiedzą sobie "Hej Fat miał rację, zobaczcie to fajnie trybi". Zobacz na @Hanki -ego. Działa zupełnie gdzie indziej, wpadając tu tylko czasem wrzucając, jakąś ciekawostkę z swojej "bańki" zyskując czytelników, rozpoznawalność itd. Robi swoje nie narzeka i chwała mu za to. Nie mówi zły libnet. Traktuje to jako jezioro gdzie może nie złowi wielu, ale zawsze wędkę zarzuci.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 855
14 295
Jeszcze dodam od siebie - obserwuję działania polskich libertarian od ponad 20 lat i naoglądałem się różnych połajanek oraz nawoływań do działania. I jakoś tak się składa, że tych, którzy krzyczeli oraz działali, dawno już nie ma tu, ani też gdzie indziej, o rezultatach nie wspominając.

Nie mówię, że @FatBantha też odejdzie, tylko że chyba nie tutaj tkwi problem. A raczej, może tutaj tkwi, ale nie rozwiązuje się go taką metodą. A jaką? Nie mam pojęcia.

Ale właśnie te ponad dwie dekady doświadczenia czynią mnie sceptykiem wobec wielu inicjatyw, szczególnie inicjatyw opartych jedynie o koncepty, a nie posiadających planów realizacyjnych oraz niezbędnych zasobów.
 

erte

Well-Known Member
782
2 968
Ten kanał discordowy libnetu został niestety pierdolnikiem pozbawionych ambicji sfrustrowanych niskostatusowców zamkniętych w zaklętym kręgu własnego towarzystwa. Miejscem, w którym nie ma szansy narodzić się już nic nowego czy twórczego, ponieważ w ramach "luzu", nieuświadomionym naturalnym modelem funkcjonowania okazał się być ten charakteryzujący folwarki.
Z moich obserwacji innego forum z komunikatorem (mało się udzielałem) wynika, że był nieco elitarny, aktywnie spędzali czas w nim głównie stali bywalcy. W związku z uruchomieniem discorda (miał być miejscem integrującym użytkowników ) bez wątpienia forum traciło na ilości dyskusji - potrafiło być martwe nawet dwa miesiące (kiedyś żyło i miało swój klimat). Po około półtora roku komunikator został usunięty. Niestety forum już nie wróciło do swojej dawnej świetności. Przynajmniej w mojej ocenie tak to wygląda.
 
Do góry Bottom