"Cywilizacja mentalnych cweli, piździelców i biologicznych odpadów Homo Sapiens"

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 872
14 424
Przeciez nowelizacja przepisow na sezon 2014 tylko zwiekszyla koszty i roznice czasowe miedzy zespolami. Skad te problemy finansowe sie biora? Najpierw sa pojebane przepisy, dyrektywy, regulaminy, a dopiero pozniej problemy finansowe, co wlasnie swietnie ilustruje wspomniana nowelizacja. Naprawde musze to tutaj tlumaczyc?

Problemy finansowe biorą się stąd, że podział przychodów z komercyjnej eksploatacji jest wielce niesprawiedliwy, mocno wspierający Ferrari oraz zespoły z czołówki.

f1-payment-structures3.jpg


Jak widać, Ferrari otrzymuje 20 razy więcej niż taka Marussia (która zresztą niemalże zbankrutowała). Długość sezonu się wydłuża (do 20 wyścigów), koszty przemieszczania są ogromne, bo sporo wyścigów odbywa się poza Europą. Sama techniczna strona, czyli samochody i silniki to astronomiczne koszty - sam silnik może kosztować od kilku do kilkunastu milionów dolarów. Sam fakt, że wprowadzono ograniczenie liczby silników sprawił, że koszty znacząco zmalały, ale wciąż ponad możliwości zespołów prywatnych.

Kiedyś każdy samochód miał silnik kwalifikacyjny, który był maksymalnie wyżyłowany i miał za zadanie przetrwać zaledwie 12 okrążeń - potem szedł do kompletnej przebudowy, a kierowca startował z silnikiem wyścigowym, który z kolei miał przetrwać zaledwie 300 km, co zresztą niewielu się udawało. Łatwo zauważyć jak podnosiło to koszty zabawy. Teraz mamy jeden silnik na kilka kwalifikacji i wyścigów, co odbija się na jego osiągach, ale też w pewien sposób poprawia wizerunek dostawców silników - potrafią zrobić silnik, który jest w stanie przetrwać kilka wyścigów i się nie zepsuć.

Problemy finansowe nie mają głównego podłoża w zmianach przepisów, choć na pewno zmiany przepisów mają na te koszty spory wpływ, choćby konieczność projektowania nowych silników. Zmiany dokonuje się jednak głównie pod dyktando tych, których chce się do formuły ściągnąć, więc nikt się z małymi nie liczy. Dyskusje o zmianach, które faktycznie ograniczyłyby koszty znacząco upadają pod naciskiem wielkich, głównie Ferrari. Trochę nazw, które w formula widziałem, a których już dawno nie ma, bo upadły, albo zostały sprzedane i przekształcone w obecne zespoły:

Fondmetal
Jordan
Venturi
Simtek
Forti
Stewart
Prost
British American Racing
Midland
Super Aguri
Spyker
Brawn GP
Lotus
Virgin
HRT
Minardi
Arrows
Larrousse
Pacific
Ligier

Resztkami sił gonią:
Caterham
Marussia

Dla mnie liczy sie czas pokonania okrazenia. Reszta: dzwiek, technologia, wyglad samochodu, a nawet wyglad grid girls nie interesuje mnie w taki stopniu. Chcialbym widziec wyscigi, gdzie samochody z roku na rok sa coraz szybsze, zarowno na prostych, jak i w zakretach.

Mnie interesuje rywalizacja, czyli taka jazda, która sprawi, że dobry kierowca pokona innych na torze i wygra. Nie interesuje mnie, czy zrobi to szybciej niż rok wcześniej, czy nie. Akurat to jest problem, z którym F1 ma od lat kolosalne problemy, stąd dziwaczne pomysły w stylu KERS, DRS i zmiany techniczne. Niestety na nic się zdają, gdy jeden z zespołów technologicznie odstawia w tyle pozostałe na tyle, że nie ma takiego magika, który jest w stanie coś na to poradzić. Mieliśmy wieloletnie dominacje Ferrari, Red Bulla, a teraz Mercedesa.

Niestety, z moich doświadczeń wynika, że najwięcej rywalizacji jest w tych formułach, w których sztucznie ograniczono właśnie postęp technologiczny. Formuły amerykańskie, czyli NASCAR, Indycar, Champcar i inne warianty, a obecnie Formula E, to są wyścigi pełne emocji, gdzie prowadzenie zmienia się kilkanaście razy w wyścigu (czasem nawet kilkadziesiąt). Do tego wszystkie mechanizmy, które okazjonalnie zacieśniają stawkę (czyli safety/pace car i neutralizacje ścigania), sprawiają, że widowisko jest ciekawsze.

Jako ciekawostka, zestawienie najszybszych okrążeń z Monzy z czasów, gdy ten wyścig oglądałem:

Monza 5800m
1993 1'23''575 3,5L V10, V12
1994 1'25''930 3,5L V10, V12
Monza 5790m
1995 1'26''419 3L V10, V12
1996 1'26''110 3L V10, V12
1997 1'24''808 3L V10, V12
1998 1'25''139 3L V10
1999 1'25''579 3L V10
Monza 5793m
2000 1'25''595 3L V10
2001 1'25''073 3L V10
2002 1'23''657 3L V10
2003 1'21''832 3L V10
2004 1'21''046 3L V10
2005 1'21''504 2,4L V8
2006 1'22''559 2,4L V8
2007 1'22''871 2,4L V8
2008 1'28''047 2,4L V8
2009 1'24''739 2,4L V8
2010 1'24''139 2,4L V8
2011 1'26''187 2,4L V8
2012 1'27''239 2,4L V8
2013 1'25''849 2,4L V8
2014 1'28''004 1,6L Turbo, V6 hybryda

Oczywiście, trudno orzec, co wpływało na konkretne wyniki w danych latach. Bardzo dużo się zmieniało - długość i układ toru, opony (dostawcy, bieżniki), moce silnika, aerodynamika (docisk w szybkich zakrętach), pogoda itp.

Sprawa jest złożona. Sprowadzenie jej do Krzysiowego bonmotu, choć pozornie efektowne, jest po prostu nieprawdziwe. I, rzecz jasna, na obecny kształt regulacji tego sportu miały wpływ rozmaite mentalne pipeczki, ale także mnóstwo innych czynników, bardzo często czysto kapitalistycznych.
 
Ostatnia edycja:

kr2y510

konfederata targowicki
12 509
23 588
Sprowadzenie jej do Krzysiowego bonmotu, choć pozornie efektowne, jest po prostu nieprawdziwe.
To dlaczego w motocyklach się udało?
Mniej regulacji i więcej rywalizacji. Koszty wejścia są dość niskie, w zasadzie liczą się jedynie umiejętności i zdolność do podejmowania ryzyka.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 872
14 424
Nie znam się na motocyklach - nie mam pojęcia jak tam wygląda sytuacja i regulacje. Mam pewne pojęcie o F1, trochę o formułach amerykańskich, ale motocykle to jest mi zupełnie nieznana dziedzina i mało mnie zresztą interesująca.

Co to też znaczy "udało się"? F1 jest olbrzymią maszyną zarabiają wciąż tony kasy (miliardy) - w tym sensie trudno zarzucać jej, że nie daje rady. Na pewno jest wciąż popularniejsza od dowolnych wyścigów motocyklowych.
 

Grzechotnik

Well-Known Member
988
2 149
Problemy finansowe biorą się stąd, że podział przychodów z komercyjnej eksploatacji jest wielce niesprawiedliwy, mocno wspierający Ferrari oraz zespoły z czołówki.
Ja to wiem. Tylko, jak juz mowilem, obecne silniki (a raczej agregaty) sa duzo drozsze od tych z 2013, wycofal sie Crosworth, a do tego zmniejszyly sie przychody z ogladalnosci, co tez bedzie mialo swoj wplyw.

Problemy finansowe nie mają głównego podłoża w zmianach przepisów, choć na pewno zmiany przepisów mają na te koszty spory wpływ, choćby konieczność projektowania nowych silników.
Glownego nie, ale jest to niewatpliwie dolewanie oliwy do ognia.

Zmiany dokonuje się jednak głównie pod dyktando tych, których chce się do formuły ściągnąć, więc nikt się z małymi nie liczy.
Dyskusje o zmianach, które faktycznie ograniczyłyby koszty znacząco upadają pod naciskiem wielkich, głównie Ferrari.
Nie mieszaj dwoch kwestii: dyskusji o zmianach w podzialach zyskow i redukcji kosztow, od dyskusjii o przepisach dotyczacych bolidow.

Mnie interesuje rywalizacja, czyli taka jazda, która sprawi, że dobry kierowca pokona innych na torze i wygra. Nie interesuje mnie, czy zrobi to szybciej niż rok wcześniej, czy nie. Akurat to jest problem, z którym F1 ma od lat kolosalne problemy, stąd dziwaczne pomysły w stylu KERS, DRS i zmiany techniczne. Niestety na nic się zdają, gdy jeden z zespołów technologicznie odstawia w tyle pozostałe na tyle, że nie ma takiego magika, który jest w stanie coś na to poradzić. Mieliśmy wieloletnie dominacje Ferrari, Red Bulla, a teraz Mercedesa.
To jest problem nie do wyeliminowania przy takich roznicach w budzetach, o ktorych sam wspomniales. To jest problem wpisany w konwencje serii. Jesli ktos chce ogladac 3/4 stawki wjezdzajaca na mete w przeciagu 10 sekund od zwyciezcy, to F1 nie jest dla niego.
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 337
6 206
Dobra, o ile w przypadku Formuły 1 Tosia przedstawił mocne argumenty, to w przypadku np. żużla trudno wyjaśnić powstały cyrk inaczej niż małym wypełnieniem majtek u niektórych ( działaczy PZM ):

http://www.sport.pl/zuzel/1,89220,9187209,Wyscigi_odkurzaczy_zamiast_zuzla.html

Nowe tłumiki mogą sprawić, że żużel będzie złośliwie nazywany "wyścigami kosiarek" albo "wyścigami odkurzaczy". - Obawiam się, że może być tylko gorzej. Kto wie, może ktoś wkrótce zlikwiduje zapach palonego castrolu, bo dla kogoś będzie zbyt nieprzyjemny? - zastanawia się Krzysztof Cugowski, lider Budki Suflera i kibic żużla.
Zbigniew Boniek, najsłynniejszy polski piłkarz i wielki fan żużla, powiedział kiedyś, że to jedyna dyscyplina, która działa na wszystkie zmysły. Coś w tym jest. Wzrok to oczywiste. Węch, bo wielu ludzi wraca na stadion dla zapachu palonego castrolu, choć mówi się potocznie o palonym metanolu. I wreszcie słuch. Warkot, ryk czy hałas motocykli kojarzony jest z każdym sportem motorowym, ale z żużlem przede wszystkim.

Teraz władze światowego żużla chcą, aby przynajmniej jeden z naszych zmysłów nie rozpoznał swojej ukochanej dyscypliny. Chodzi o słuch.

Zaczęło się od decyzji Polskiego Związku Motorowego, która nakłada na żużlowców stosowanie nowych tłumików. PZM powołuje się przy tym na Dyrektywę Unii Europejskiej 2002/49/WE. Zakłada ona, że mieszkańcy wspólnoty nie mogą być narażeni na więcej niż 85 decybeli, a nocą na 65 decybeli. Tłumiki, których w ostatnich latach używali żużlowcy, nie spełniają tych norm, wyciszają bowiem warkot motocykla tylko do 98 decybeli. Stąd decyzja o nowych tłumikach.

I choć w ostatnich miesiącach okazało się, że dyrektywa wcale nie dotyczy żużla (sprawdzili to europosłowie PO), jedynie infrastruktury kolejowej, drogowej i lotniczej, to jednak PZM pozostał nieugięty. Teraz używa argumentu, że "proces wyciszania" obejmuje także inne sporty motorowe, więc żużel nie może być traktowany wyjątkowo.

Czy wyobrażacie sobie jednak speedway bez charakterystycznego huku? O wrażenia dotyczące nowych tłumików zapytaliśmy znanych muzyków, którzy równocześnie są też fanami żużla.

- Ktoś ewidentnie chce zabić tę dyscyplinę - denerwuje się Olek Klepacz, lider poprockowej Formacji Nieżywych Schabuff. - Jestem typem słuchowca, chodzę na stadion, by poczuć tę jedyną w swoim rodzaju częstotliwość drgań w powietrzu. Bez tego dźwięku nie wyobrażam sobie zwolnienia taśmy. Nie chcę wyścigów motorynek, bo to mogę zobaczyć pod blokiem. Jeszcze jak byłem małym chłopakiem, to pamiętam, że w niedzielę wszyscy waliliśmy na stadion w Częstochowie. Przyciągał nas ryk motocykli - opowiada.

Co ciekawe, niektórzy żużlowcy startowali już na nowych tłumikach. Pojawiają się różne nazwy, które mają zastąpić słowo speedway. Jedna z nich to "wyścigi kosiarek", ale najoryginalniejsza pochodzi z Torunia, gdzie tamtejsi żużlowcy testowali sprzęt i słysząc wyciszony silnik, stwierdzili, że to "wyścigi odkurzaczy".

- Ale jaja! - denerwuje się Krzysztof Cugowski, wokalista legendarnej Budki Suflera, gdy słyszy te ironiczne określenia żużla. - Myślę, że te tłumiki są takimi "ulepszaczami rzeczywistości", które oczywiście się nie sprawdzą. To jakaś niezdrowa sytuacja, tym bardziej że pamiętam, jak jeszcze w latach 60. chodziłem na mecze, to obowiązywał tzw. wolny wydech. Nie było żadnych tłumików. I to był prawdziwy żużel. Teraz będą jakieś żarty. Żarty z ludzi - konstatuje.

Cugowski i Klepacz nie mają wątpliwości, że żużel sam zadaje sobie potężny cios mogący doprowadzić do unicestwienia tej dyscypliny sportu.

- Nie oszukujmy się, żużel to sport niszowy, rozpoznawalny w kilku krajach europejskich - tłumaczy Cugowski. - Takie zmiany na pewno nie pomogą mu w zdobyciu kolejnych rynków. Obawiam się, że może być tylko gorzej. Kto wie, może ktoś wkrótce wymyśli, by zawodnicy startowali z katalizatorami? Albo zlikwiduje zapach palonego castrolu, bo dla kogoś będzie zbyt nieprzyjemny?

W podobnym tonie wypowiada się Klepacz. - Czy ktoś wprowadza tłumiki w Formule1? - pyta retorycznie. - Poza tym ja czuję się z tymi tłumikami, jakby ktoś pozbawił mnie słuchu. Mam tylko nadzieję, że środowisko żużlowców nieco różni się od naszego i będzie potrafiło się zjednoczyć. Artyści tego nie potrafią, ale żużlowcom powinno się udać - dodaje.

Niestety, niewiele na to wskazuje. Pod petycją przeciwko nowym tłumikom, którą wystosował szef stowarzyszenia żużlowców Metanol Krzysztof Cegielski, podpisało się tylko czterdziestu zawodników.

A dwa lata temu o mały włos nie zabroniono by korzystania z metanolu jako paliwa o_O

http://www.sportowefakty.pl/zuzel/4...aca-obrot-metanolu-nie-bedzie-dotyczyla-zuzla
4 stycznia zmieni się rozporządzenie w sprawie ograniczeń produkcji, obrotu lub stosowania niebezpiecznych substancji. Do takich zaliczyć można używany w sporcie żużlowym metanol.

Nowe rozporządzenie ma zabraniać sprzedaży metanolu lub mieszanin zawierających tę substancję w stężeniach większych niż 3 procent. Rozporządzenie zagrażałoby więc żużlowi. W czarnym sporcie używa się bowiem paliwa, które zawiera metanol w stężeniu większym niż 3 procent. W tej sprawie jako pierwszy stosowne oświadczenie do ministra gospodarki przesłał poseł Łukasz Borowiak. Po kilku dniach podobnie postąpił Robert Dowhan. Senator RP apelował do Janusza Piechocińskiego, o rozszerzenie rozporządzenia dla żużla.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 872
14 424
To jest problem nie do wyeliminowania przy takich roznicach w budzetach, o ktorych sam wspomniales. To jest problem wpisany w konwencje serii. Jesli ktos chce ogladac 3/4 stawki wjezdzajaca na mete w przeciagu 10 sekund od zwyciezcy, to F1 nie jest dla niego.

Problem w tym, że coraz mniej ludzi chce oglądać wyścigi F1, w których wszystko rozstrzyga się albo na starcie, albo w boksach. To jest marne widowisko i przyczyna kryzysu choćby oglądalności wyścigów na żywo. Od lat widowisko jest słabe i opinia o F1 jest taka, "że to nuda, nie wyprzedzają się i wygrywa zawsze Schumacher (czy inny Vettel, czy Hamilton)".

Organizatorzy wyścigów nie są w stanie unieść kosztów organizacji imprezy, drożeją bilety, ludzie nie przychodzą, bo po co tyle płacić, skoro nic ciekawego się nie dzieje. Imprezy upadają (Grand Prix Niemiec RIP), jeśli nie dostają wsparcia od państwa, wyścigi przenoszą się do jakichś chujowych krajów w chujowych godzinach. Ludzie zaczynają wzruszać ramionami. Sponsorzy też się orientują w sytuacji i szybko rezygnują ze wsparcia zespołów, które dostają widoczność, tylko gdy dubluje ich lider. No i kółko się zamyka.

Teraz w stawce jest 18 samochodów i należy się spodziewać, że będzie ich mniej. Od lat dyskutuje się możliwość przymuszenia pozostałych graczy do wystawienia 3 samochodów, bo wyścig kilkunastu wygląda po prostu biednie.

Co więcej, kryzys widowiska będzie się pogłębiał, bo transmisje przenoszą się do PPV, co skutkuje olbrzymim spadkiem zainteresowania sportem. Nie dość, że wyścigi mało ciekawe, to jeszcze trzeba płacić jak za zboże (o biletach na samą imprezę nie wspominając).

A mniejsze zainteresowanie to problem ze sponsorami, więc problem z kasą. I tak w kółko.

Nie mieszaj dwoch kwestii: dyskusji o zmianach w podzialach zyskow i redukcji kosztow, od dyskusjii o przepisach dotyczacych bolidow.

Ale te rzeczy są powiązane - ekonomia imprezy od dłuższego czasu ma wpływ na zmiany przepisów technicznych. Przepisy nie są zmieniane, aby dokuczyć "prawdziwym ludziom", a przypodobać się "mentalnym cipkom" (choć trochę też), ale są efektem rozmaitych okoliczności, bardzo często związanych z kwestiami ekonomii.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 334
23 521
Ale ten temat można dość krótko podsumować. Od czasu upadku Imperium Rzymskiego sport nieustannie znajduje się w kryzysie, jest na równi pochyłej, tępiony przez cywilizację m.c.p. i b.o.H.s - bo gdzie się podziały szkoły gladiatorów i walka na śmierć i życie na obiektach bez odpowiednich certyfikatów bezpieczeństwa? Albo rozpieprzanie się rydwanami jak na jakimś Ben Hurze?

Krzysiu ma rację, twierdząc że tam gdzie pada trup, tam pozostali uczestnicy zachowują się poważnie. W tym sensie cały dzisiejszy sport, w cywilizacji zdominowanej przez religię miłosierdzia i łagodności, musi stać się siłą rzeczy niepoważny. Stanowi własną autoparodię i zaledwie erzac - próbę bezpiecznego rozładowania bez naruszania narzuconych mu ram cywilizacyjnych. Skoro masz kochać bliźniego swego jak siebie samego i przeciwnika albo wroga tym bardziej, to wiadomo, że będą kastrowane dyscypliny, jakie z trudem będzie można podciągnąć pod taką interpretację zdarzeń.

Na waszym miejscu poszukałbym w historii raczej zakazów kościelnych względem określonych dyscyplin albo innych przykładów oficjalnego lub nieoficjalnego potępiania zawodów, w których można stracić zdrowie i życie albo gdzie ryzyko jest zbyt duże [hazard].

A szukać daleko nie trzeba - wystarczy sięgnąć do krynicy katolickiej mądrości - Mirosława Salwowskiego:
http://www.fronda.pl/blogi/miroslaw-salwowski/dlaczego-boks-zawodowy-i-mma-sa-niemoralne,35778.html

Sprzeciw wobec technologii i rozwojowi w sporcie - motywowany na przykład ekologicznie wywodzi się i tak z tego samego pnia, co reszta "cipkowatości" tej cywilizacji. W zasadzie całe lewackie pierdololo to są rozcieńczone popłuczyny po chrześcijaństwie - ideologiczna homeopatia ukierunkowana już nie tyle na tego czy owego bliźniego, ale nawet faunę i florę. Powiedziałbym, że to jest konkretyzacja tej miłości (caritas) względem całej planety w praktyce.
 

Imperator

Generalissimus
1 565
3 483
Na waszym miejscu poszukałbym w historii raczej zakazów kościelnych względem określonych dyscyplin albo innych przykładów oficjalnego lub nieoficjalnego potępiania zawodów, w których można stracić zdrowie i życie albo gdzie ryzyko jest zbyt duże [hazard].

A szukać daleko nie trzeba - wystarczy sięgnąć do krynicy katolickiej mądrości - Mirosława Salwowskiego:
http://www.fronda.pl/blogi/miroslaw-salwowski/dlaczego-boks-zawodowy-i-mma-sa-niemoralne,35778.html
.

Owszem, Kościół zakazał igrzysk olimpijskich, ale nie z asekuranctwa, tylko dlatego, że były urządzane na cześć pogańskich bogów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 334
23 521
No to sam odpowiem, bo widzę, że będziesz zaprzeczał oczywistościom:

Despite this huge interest and wide distribution, royal and ecclesiastical authority was deployed to prohibit the event. In 1130 Pope Innocent II at a church council at Clermont denounced the tournament and forbade Christian burial for those killed in them. The usual ecclesiastical justification for prohibiting them was that it distracted the aristocracy from more acceptable warfare in defence of Christianity. However, the reason for the ban imposed on them in England by Henry II had to have lain in its persistent threat to public order. Knights going to tournaments were accused of theft and violence against the unarmed. Henry II was keen to re-establish public order in England after the disruption of the reign of King Stephen (1135–1154). He did not prohibit tournaments in his continental domains, and indeed three of his sons were avid pursuers of the sport.

Tournaments were allowed in England once again after 1192, when Richard I identified six sites where they would be permitted and gave a scale of fees by which patrons could pay for a license. But both King John and his son, Henry III, introduced fitful and capricious prohibitions which much annoyed the aristocracy and eroded the popularity of the events. In France Louis IX prohibited tourneying within his domains in 1260, and his successors for the most part maintained the ban.

i po polsku:

Turnieje a Kościół
Kościół stanowczo potępiał turnieje. Duchowni dowodzili, że wojownicy biorący udział w walkach na pokaz popełniają wszystkie siedem grzechów głównych. Rycerz, który zginął w turnieju nie mógł być pochowany na poświęconej ziemi i skazywany zostawał na wieczne potępienie. W sumie do początku XIV wieku Kościół wydał 9 zakazów generalnych z całą surowością potępiających praktyki turniejowe. Sytuację zmieniło postanowienie papieża Jana XXII, który w 1316 roku zniósł zakazy dotyczące turniejów.

No więc nie, wcale religia nie była represyjna wobec tych, co lubili męskie, krwawe rozrywki. Zadatki do zamordystycznego zniewieściania kultury tu są widoczne jak na dłoni.

Jestem ciekawy co też skłoniło Jana XXII do zniesienia banów... czyżby tłumiki na odgłos paszczą koni? Albo wprowadzenie certyfikowanych, bezpiecznych kopii / zbroi? :)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 334
23 521
Czy ekskomunikowali Adamka za boks zawodowy?
Pytanie jest raczej takie: czy powinni ekskomunikować Adamka za boks zawodowy?

Według Salwiego - tak. http://www.fronda.pl/blogi/miroslaw-salwowski/czy-adamek-jest-ekskomunikowany,3460.html?page=2&

To, że tego nie robią świadczy o ich obecnej słabości albo dekadencji. W swoich najlepszych czasach pewnie by to zrobili. Salwowski dzisiaj jest oryginałem, ale w średniowieczu wpisywałby się w ten nurt idealnie. A cytaty podaje znakomite...

Ojcowie tego soboru nazwali pojedynki mianem "wprowadzonych przez diabła"; "przynoszących zgubę duszom", które powinny być "wyplenione ze świata chrześcijańskiego". Prócz tych dobitnych określeń, Sobór Trydencki zagroził karą ekskomuniki uczestnikom pojedynków, tym którzy je organizują, a także ich widzom. Zagrożeni tą sankcją zostali również wszyscy władcy tolerujący pojedynki w swych granicach (tamże: sesja 25, rozdz. 19). Co warte podkreślenia, nauka katolicka potępiła pojedynki, również w wypadku, gdy ich zamiarem lub skutkiem nie była śmierć jednego z walczących, a tylko zadanie sobie ran (tzw. starcie "do pierwszej krwi"). Katechizm św. Piusa X deklarował:

"Pojedynkowanie się jest również zakazane w takim przypadku, gdy nie ma ryzyka utraty życia, ponieważ zakazane jest nie tylko zabijanie, ale również dobrowolne zadawanie ran samemu sobie, albo innym" (tamże: cz. III, V Przykazanie, pyt. 9).
Główne źródło cipkowatości cywilizacji odnalezione? Jak dla mnie tak, ale jak kto głupi, niech sobie szuka dalej. Mądrej głowie dość dwie słowie...
 
OP
D

Deleted member 4683

Guest
Główne źródło cipkowatości cywilizacji odnalezione? Jak dla mnie tak, ale jak kto głupi, niech sobie szuka dalej. Mądrej głowie dość dwie słowie...

Czy ja wiem ? W takim razie to ateiści i sataniści ( jako wolni od tej trucizny ) powinni żyć pełną piersią. Czerpać z życia garściami. Być królami życia albo przynajmniej próbować. Już nawet nie chodzi mi o napierdalanie się mieczami na śmierć i życie albo napady na banki ale przynajmniej dobry koks, dupy i zabawę. Przecież żyje się raz. A nawet tutaj na forum widać jaka nędza w tej materii. Bierność wobec życia ( może poza Gazdą, ale to świr :) ). Serio czasem mi się wydaje, że połowa z nich nawet porządnie w życiu nie poruchała. Chciałbym być dobrze zrozumiany - ktoś może być szczęśliwy spędzając pół życia w pracy a pół przed kompem i nic mi do tego. Jednak z drugiej strony wątpię, żeby oni faktycznie uwielbiali poważne ryzyko ( inne niż w grach). Krótko mówiąc - skoro wolni od tego szkodliwego wpływu ludzie też są smutnymi cipami to przyczyny szukałbym gdzie indziej. Osobiście stawiałbym na brak obcowania ze śmiercią, obycia z nią.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

simek

Well-Known Member
1 367
2 064
W takim razie to ateiści i sataniści ( jako wolni od tej trucizny ) powinni żyć pełną piersią. Czerpać z życia garściami. Być królami życia albo przynajmniej próbować.
Weź pod uwagę, że większość polskich ateistów (przynajmniej wszystkich co ja znam, no ale 30 lat temu to chyba mniej więcej cały naród był naprawdę wierzący) została wychowana w katolickich, bogobojnych rodzinach - to ma spory wpływ wg mnie.
 
OP
D

Deleted member 4683

Guest
Weź pod uwagę, że większość polskich ateistów (przynajmniej wszystkich co ja znam, no ale 30 lat temu to chyba mniej więcej cały naród był naprawdę wierzący) została wychowana w katolickich, bogobojnych rodzinach - to ma spory wpływ wg mnie.

No, to całkiem prawdopodobne. Być może dzisiejsi ateiści zużyli cały swój potencjał właśnie na to żeby zostać ateistami. Ten akt odwagi i samodzielności myślenia tak ich wyczerpał, że wykorzystanie tej nowej świadomości w życiu zupełnie ich przerasta. Tak jakby człowiek zdał sobie sprawę, że klatka jest otwarta ale dalej w niej mieszkał bo to jego klatka i ja zna. Z tego punktu widzenia dobrze by było się przyjrzeć poczynaniom dzieci wychowanych w ateiźmie.
 
Do góry Bottom