Akap, i co wtedy?

Brehon

Well-Known Member
555
1 424
T

Tralalala

Guest
Najlepiej to zebrać się do jakiegoś kraju z tanim prądem np Bułgaria każdy postawiłby sobie po 20 gpu do kopania crypto, poczekać na skok i haj lajf :D
Okolicznym ludziom pokazać btc i niech wprowadzają w barach/sklepach wtedy w ich przybytkach wydawać kasę coby zachęcić innych do wprowadzania btc. Dać ogłoszenie na bitcointalk i ściągnąć innych w rok byśmy przejeli całe osiedle i zdobyli poparcie ludności okolicznej jako ci od których mają kasę :D
 
T

Tralalala

Guest
Szukam Szukam i coś ceny nie mogę znaleźć ale jak będzie taniej niż w Bułgarii to możemy jechać byle mi się kurwa gpu nie zagrzało :D a potem ładnie się zrealizuje zysk w Danii co by nie oddawać swojego ciężko wykopanego urobku :D
http://www.theoildrum.com/node/7215 wg tego Paragwaj nie wygląda źle :D dzięki Gazda :D
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
OP
OP
GAZDA

GAZDA

EL GAZDA
7 687
10 689
kilowatogodzina poniżej 10 groszy przy obecnym kursie... ale ino poza miastami, w mieście to trza 20 groszy zapłącić...
a kilo dobrej wołowiny kosztuje 9 zeta...
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 418
23 652
Od czasu do czasu przeglądam różne tematy na tym forum. Ten wydaje się najbardziej utopijny. Nie ma organizacji państwowej, która prędzej, czy później nie dobrałaby się do takiego lokalnego dominium. Poza tym taka komuna nie przetrwałaby ekonomicznie, z powodu zwykłego braku wiedzy i umiejętności przetrwania (patrz przykład Myflower).
Co do stosunków międzyludzkich to podam przykład z wyspy Pitcairn. 11 facetów (Angole) i 11 kobiet (Tahitanki), którzy dopłynęli tam i zatopili Bounty, żeby uciec przed długą ręką Królowej Angli.
Idylla na wyspie trwała do momentu, gdy któraś z kobiet zginęła spadając z urwiska i jeden z facetów nie miał odtąd kogo ciupciać. Po pewnym czasie poprosił lub zażądał od któregoś z kolegów możliwości przelecenia jego pani. No i zaczęło się. Po roku na wyspie było 10 kobiet i jeden facet, niejaki Adams. Pozostali się nawzajem wybili. Co ciekawe, facet na skutek traumy popadł w religijny amok i nie korzystał odtąd z wdzięków pań. Pitcairn zaludniają do dzisiaj potomkowie tamtych uciekinierów.
Jak widać tutaj poszło o dupę, a przecież poważniejszą sprawą jest głód. Ten zdemoluje każdą taką wspólnotę, narzuci humanitarną interwencję i po akapie.

Jedynym miejscem, gdzie można sobie wprowadzić akap to morze i własny jacht. Trzeba rzecz jasna posiąść umiejętności żeglowania i jacht posiadać. Trudno też znaleźć towarzyszkę takiego życia na 4m2 (zależy od wielkości jachtu), ale zdarza się.
Są tez miejsca na Ziemi, które mogą być przystanią dla takich żeglarzy, w których mogą osiąść na dłużej, żeby np podchować dzieci i nieco zarobić na dalsze życie, które nie musi być drogie , jeśli zrezygnujesz z wielu sztucznych potrzeb. Jeśli ktoś umie zarabiać przez internet to sobie poradzi. Na Pacyfiku i nie tylko jest pełno bezludnych atoli. Ciężko tam o słodką wodę, ale od czego elektryczne odsalarki i baterie słoneczne.
Na Ziemi jest klika tysięcy ludzi tak żyjących. I tylko oni są wolni na miarę możliwości człowieka co nie oznacza, że są niezależni od wspólnoty ludzkiej (pomocy lekarskiej, źródeł finansowania, żywności, paliwa itp)
Zatem jeśli ktoś chce zakosztować w życiu takiej wolności (która bywa cholernie trudna), to wydaje się to jedynym wyjściem.
Oczywiście jest pytanie, czy można stworzyć flotyllę zorganizowaną w społeczność nomadów morza, która nie potrzebuje terytoriów, a co najwyżej dzierżawiłaby gdzieniegdzie przystanie remontowe i magazyny lub stworzyłaby pływające wyspy bazy i miałaby jednocześnie status państwa, ale to już inna bajka na film SF. :D

Tutaj zbliżona historia do tej z Pitcairn.

PODRÓŻE
Wyspa Tromelin znajduje się 450 km na wschód od Madagaskaru, 553 km od wyspy Mauritius i 556 km od Reunion. Liczy zaledwie 0,8 km², pokrywa ją głównie piasek i kamienie, roślinność jest niska i uboga. Dziś znajduje się tam pas startowy dla samolotów i stacja meteorologiczna. Otacza ją rafa koralowa, wyspa jest siedliskiem ptactwa i żółwi morskich. Z pewnością jednak nie jest dogodnym miejscem do zamieszkania przez człowieka. Tymczasem w 1761 roku utknęło na niej 60 rozbitków - malgaskich niewolników przewożonych nielegalnie z Madagaskaru na wyspę Mauritius.
Na mikroskopijnej wyspie żyło i umarło wiele osób /instagram.com/archaeologymagazine /Instagram
Na mikroskopijnej wyspie żyło i umarło wiele osób /instagram.com/archaeologymagazine /Instagram

Wyspa niewolników

31 lipca 1761 roku należący do Francuskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej żaglowiec L'Utile w wyniku błędu nawigacyjnego rozbił się na rafie koralowej u wybrzeży wysypy nazywanej dziś Tromelin. Na pokładzie znajdowało się 160 niewolników. Mimo że handel ludźmi był w XVIII wieku legalny, gubernator Madagaskaru zakazał tego procederu, niewolników więc przemycano. Statek nie był zatem wyposażony w kajdany i łańcuchy, a więc ci, którym udało się ocaleć podczas katastrofy, dotarli do brzegu.
Załoga zebrała żywność, narzędzia i drewno z wraku. Rozbito obóz, wykopano studnię, postawiono piec. Po dwóch miesiącach ze szczątków L'Utile udało się zbudować prowizoryczny statek, którym marynarze odpłynęli na Madagaskar, obiecując, że wkrótce wrócą po malgaskich niewolników. Nikt się jednak nie zjawił.

Próby ocalenia rozbitków

Dowódca statku rzeczywiście poinformował gubernatora o zajściu, ale ten był wściekły z powodu złamania zakazu, odmówił więc sprowadzenia niewolników. Wieść o rozbitkach, którzy utknęli na niewielkiej wyspie na Oceanie Indyjskim, dotarła nawet do Paryża, ale w wyniku toczącej się wojny siedmioletniej oraz nieuchronnej groźby bankructwa Francuskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, nie zaprzątano sobie nimi głowy.
Oficer dowodzący wyprawą uparcie jednak dążył do ocalenia rozbitków, trzykrotnie próbowano ich stamtąd wydostać, ale łodzie, które wysyłano, były zbyt małe, by przebić się przez rafę koralową. W jednej z tych ekspedycji ratunkowych brała udział dwuosobowa załoga, jeden z marynarzy zginął, a drugi utknął na wyspie razem z rozbitkami.

15 lat później

W końcu po 15 latach, 29 listopada 1776 roku do brzegów wyspy dotarł francuski okręt "La Dauphine". Dowodził nim kapitan Tromelin i to właśnie na jego cześć nazwano wyspę. Załoga z daleka ujrzała ognisko. Na lądzie odnaleziono siedem kobiet i ośmiomiesięcznego chłopca. Okazało się, że większość rozbitków zmarła w ciągu pierwszych kilku lat od katastrofy statku. Kolejni próbowali opuścić wyspę na własną rękę, ale ślad po nich zaginął. Około 15 osób ocalało przez następne 10 lat, ale kilka miesięcy przed ostatnią ekspedycją ratunkową sześcioro niewolników i francuski marynarz, który przypłynął, by ich ratować, próbowali opuścić wyspę na tratwie z żaglem utkanym z ptasich piór. Nie udało im się dopłynąć do lądu.

Odkrycia archeologów

Zespół archeologów pod przewodnictwem Maxa Guérout na początku XXI wieku przebadał wyspę. Udało się znaleźć miedziane talerze, miski i łyżki stworzone z przedmiotów ocalałych z wraku. Odnaleziono również miejsce, w którym obozowali rozbitkowie, odkryto budynki i piec.
Niewolnicy korzystali również z ołowianych naczyń, co mogło doprowadzić do zatruć i śmierci niektórych z nich. Archeologom udało się znaleźć również kawałek krzemienia i metalu, którymi prawdopodobnie rozpalano ogień.
Ustalono także, że mieszkańcy wyspy żywili się głównie ptakami, znaleziono aż 18 000 kości, większość z nich należała do rybitw czarnych. Jedzono również ich jaja, a także ryby i żółwie.

Pogodzeni z losem

Na wyspie odnaleziono miedzianą biżuterię: pierścionki, bransoletki, wisiory, a nawet tradycyjny grzebień, który według malgaskiej tradycji mężczyzna wręcza kobiecie, którą kocha. Oznacza to, że rozbitkowie pogodzili się ze swoim losem i stworzyli na wyspie społeczność.
Co ciekawe, budynki, w których zamieszkali, wzniesione były z kamienia. Społeczność malgaska mieszka na ogół w drewnianych domach, a z kamienia buduje się wyłącznie groby. Rozbitkowie musieli więc przezwyciężyć własne tabu kulturowe i zamieszkać w budynkach, które z ich perspektywy przeznaczone były dla zmarłych. Ocaleni rozbitkowie zostali przetransportowani na Mauritius, gdzie zamieszkali jako ludzie wolni.
 
Do góry Bottom