Własność intelektualna

P

Przemysław Pintal

Guest
Nie każdemu wystarczy krótki i logiczny tekst by zmieść w proch "własność intelektualną". Niektórzy potrzebują badań albo walącego się świata, by w coś uwierzyć. Mamy kolejny dowód:

Do intellectual property (IP) rights on existing technologies hinder subsequent innovation? Using newly-collected data on the sequencing of the human genome by the public Human Genome Project and the private firm Celera, this paper estimates the impact of Celera's gene-level IP on subsequent scientific research and product development. Genes initially sequenced by Celera were held with IP for up to two years, but moved into the public domain once re-sequenced by the public effort. Across a range of empirical specifications, I find evidence that Celera's IP led to reductions in subsequent scientific research and product development on the order of 20 to 30 percent. Taken together, these results suggest that Celera's short-term IP had persistent negative effects on subsequent innovation relative to a counterfactual of Celera genes having always been in the public domain.
http://www.nber.org/papers/w16213
http://mercatus.org/sites/default/files/Dourado-IP-Jobs.pdf
 

NoahWatson

The Internet is serious business.
920
1 959
W dyskusjach z lemingami często na początku trzeba im w ogóle wskazać, że IP kłóci się z normalną instytucją własności prywatnej. Pamiętam, że rok albo dwa lata temu oglądałem jakiś filmik na youtube, chyba z Gwiazdowskim ale tego nawet nie jestem pewien, w którym były wypisane cechy obiektu, o którym można mówić że jest czyjąś własnością. Te cechy miały być spisane przez jakiegoś filozofa ze starożytności. Nie mogę tego znaleźć niestety teraz, a czasem by się przydała taka notatka. Wiecie może w którym filmiku to było, albo może macie spisane gdzieś te cechy?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Własność intelektualna w polskiej praktyce...

Właściciele "Damy z łasiczką" zabraniają przerabiania zdjęć obrazu. "Mamy arbitralną władzę"
AB
03.10.2014 , aktualizacja: 03.10.2014 23:17
- Fundacja Książąt Czartoryskich ma arbitralną władzę nad tym, czy i jak mogą być wykorzystywane reprodukcje obrazu "Dama z gronostajem" - uważają przedstawiciele instytucji, którzy zablokowali udział polskiego grafika w międzynarodowym konkursie. Innego zdania jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. - Prawa autorskie gasną z upływem 70 lat od śmierci twórcy - zaznaczają.

Sprawę polskiego grafika Łukasza Adamczyka opisuje portal "Dziennik Internautów". Mężczyzna wziął udział w międzynarodowym konkursie, organizowanym dla kampanii piwowarskiej. Praca Adamczyka zwyciężyła w głosowaniu internautów, ale wtedy pojawił się problem: o prawa do "Damy z gronostajem" upomnieli się właściciele obrazu, czyli Fundacja Książąt Czartoryskich.

Fundacja ta prowadzi muzeum, w którego zbiorach znajduje się obraz Leonarda da Vinci. Pod koniec sierpnia przedstawicielka instytucji Agnieszka Herman wysłała e-mail do organizatora konkursu (formy BO Paintings), informując o rzekomym naruszeniu praw - opisuje "Dziennik Internautów".

"Fundacja ma arbitralną władzę nad tym, czy i jak mogą być wykorzystywane reprodukcje obrazu. Fundacja może również kontrolować sposób, w jaki obraz jest używany i postrzegany przez społeczeństwo, jako że należy on do prywatnej kolekcji (...). Ze względu na cele statutowe i dobre imię Fundacji Książąt Czartoryskich użycie reprodukcji "Damy z gronostajem" w reklamowaniu napojów alkoholowych jest nie do przyjęcia" - napisano w wiadomości, której treść przytacza portal.

"Korzystanie z reprodukcji obrazu wymaga zgody jego właściciela"

Z Fundacją kontaktował się też Adamczyk, który sam chciał wyjaśnić sprawę; naruszania cudzej własności intelektualnej nie chciał jednak organizator konkursu, który zablokował wykorzystanie grafiki.

A co o całej sprawie sądzi Fundacja? W wiadomości przesłanej grafikowi wyjaśniła, że "korzystanie z reprodukcji wymaga zgody właściciela obrazu". "Bez względu na kwestię istnienia praw autorskich właścicielem tym jest Fundacja" - podkreślono.

"Po upływie 70 lat od śmierci twórcy dzieło przechodzi do domeny publicznej"

Innego zdania jest "Dziennik Internautów", który zauważa, że "Dama z gronostajem" nie tylko nie jest znakiem graficznym Fundacji, ale również nie jest z nią utożsamiana. Ten pogląd podziela także Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z którym kontaktował się Adamczyk.

"Zgodnie z ogólną zasadą wynikającą z art. 36 pkt. 1) ustawy (...) o prawie autorskim (...) autorskie prawa majątkowe gasną z upływem 70 lat (siedemdziesięciu) od śmierci twórcy. Po upływie tego czasu przechodzą one do tzw. domeny publicznej. Oznacza to, że można więc zatem czynić użytek z cudzej twórczości bez ograniczeń wynikających z uprawnień, które mają posiadacze autorskich praw majątkowych (...). Okoliczność, że obraz znajduje się w zbiorach prywatnych nie ma tutaj znaczenia, gdyż osobom tym przysługuje jedynie prawo własności rzeczy, nie zaś do twórczości utrwalonej na takiej rzeczy" - napisał główny specjalista MKiDN Krzysztof Guzowski.
Coś mi się wydaje, że osobna własność intelektualna dla kopii, imitacji, reprodukcji oryginalnych dzieł również objętych własnością intelektualną, może prowadzić do całkiem ciekawych paradoksów. Być może z gatunku tych niszczących czasoprzestrzeń. Ale jeszcze żadnego nie wymyśliłem. :(
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 149
4 595
Już nie chodzi o nieznajomość prawa przez tych czartoryskich, ale o to co w ich łbach potrafi się wytworzyć:

"Fundacja może również kontrolować sposób, w jaki obraz jest używany i postrzegany przez społeczeństwo, jako że należy on do prywatnej kolekcji (...)."

WAT!?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Już nie chodzi o nieznajomość prawa przez tych czartoryskich, ale o to co w ich łbach potrafi się wytworzyć:

"Fundacja może również kontrolować sposób, w jaki obraz jest używany i postrzegany przez społeczeństwo, jako że należy on do prywatnej kolekcji (...)."

WAT!?
Hehe, może społeczeństwo też należy do ich prywatnej kolekcji? Wtedy wszystko się zgadza. :)

A teraz coś z innej beczki. Zna ktoś tego rewizjonistycznego sequela?

Lord of the Rings reworking a hit with fans, but not Tolkien estate

An English translation of The Last Ring-Bearer has taken off among Middle-Earth lovers but incurred the disapproval of Tolkien's publisher

JRR Tolkien ... 'The estate's view is that it's best to say no to everything'. Photograph: AP
Tuesday 8 February 2011 13.54 GMT

A Russian reworking of JRR Tolkien's The Lord of the Rings has been made available as a free download after being translated into English as a labour of love by a fellow Tolkien fan. But Society of Authors general secretary Mark Le Fanu warned that even non-commercially distributed titles must be licensed by the copyright owner, in this case the Tolkien estate.

The Last Ring-Bearer, by palaeontologist Kirill Yeskov, retells Tolkien's epic story from the perspective of the region of Mordor, from where Sauron, the Dark Lord, waged war on the free peoples of Middle Earth in the War of the Rings, eventually to be defeated by Gandalf. The 140,000-word novel, published in Russia in 1999, takes as its hook the idea that Tolkien's own text is the romantic legend of the winning party in the War of the Rings, and that a closer examination of it as a historical document reveals an alternate version of the story.

The Last Ring-Bearer is well-known among Russian fantasy fans, but according to translator Yisroel Markov, publishing houses have not been prepared to publish an English translation because of legal concerns. He himself had been "impressed enough by this work to spend a few dozen lunch hours translating it to English", and the novel has now been downloaded from file hosting sites thousands of times, he said.

David Brawn, estates publisher at HarperCollins, Tolkien's exclusive publisher, said: "To my knowledge, none of us have ever been approached to publish this book." Russia has operated outside copyright "for years", Brawn added, though the situation is now changing. "Online there are lots of infringements which it is extremely difficult to do anything about," he said. "When you get something as popular as Tolkien, fans want to create new stories. Most are pretty amateurish. Tolkien himself isn't around so it's the estate's view that it's best to say no to everything. If you let one in, you'd open the floodgates."

Mark Le Fanu, general secretary of the Society of Authors, warned that fan fiction made available non-commercially was not exempt from copyright. "If the book's available in English without a licence from the copyright owner, that's copyright infringement," he said.

Gdyby nie państwo, każdy mógłby sprzedawać swoje fanfiki! Jeden napisałby Biblię 2, a inny postmodernistyczną wersję podręczników medycznych. Najgorsze jednak byłoby to, że wielu napisałoby nieautoryzowane przez Dorotę Masłowską kontynuację Wojny polsko-ruskiej... Nie wolno!
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 149
20 468
Gdyby nie państwo, każdy mógłby sprzedawać swoje fanfiki! Jeden napisałby Biblię 2, a inny postmodernistyczną wersję podręczników medycznych. Najgorsze jednak byłoby to, że wielu napisałoby nieautoryzowane przez Dorotę Masłowską kontynuację Wojny polsko-ruskiej... Nie wolno!
I pomyśleć, że onegdaj wydano 13 Księgę Pana Tadeusza, w kilku całkiem różnych wersjach. Jakoś wtedy nikt się nie czepiał.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Tak, własność intelektualna w pełnej krasie... Taka piękna!

Autor hasła "Jestem Charlie" domaga się praw autorskich
27 minut temu
Autor hasła "Jestem Charlie", pod którym odbywały się manifestacje antyterrorystyczne po zeszłotygodniowych zamachach, chce zastrzec do niego prawa autorskie, by zapobiec jego komercjalizacji - oświadczyła w czwartek adwokatka projektanta Joachima Roncina.

"Joachim Roncin na podstawie praw autorskich będzie starał się kontrolować rozpowszechnianie (tego hasła) i zachować jego przesłanie" - powiedziała Myriam Witukiewicz-Sebban.

Zdanie "Je suis Charlie" ("Jestem Charlie") jest od zeszłego tygodnia wyrazem solidarności z zamordowanymi w zamachu w Paryżu rysownikami satyrycznego tygodnika "Charlie Hebdo".

W Paryżu w niedzielnym marszu przeciwko terroryzmowi uczestniczyło ok. 50 zagranicznych przywódców. Niemal każdy z uczestników marszu miał ze sobą czarną tabliczkę z białym napisem "Je suis Charlie".

Poza Paryżem podobne demonstracje miały miejsce w innych miastach Francji i zgromadziły łącznie ponad milion uczestników, liczbę większą, niż przewidywały lokalne władze. Zgromadzeni skandowali także podobne hasło: "Charlie - Liberte", czyli "Charlie - wolność", bo atak na redakcję uznano za zamach na wolność słowa.

Oczywiście, że każdy Charlie przedstawiając się powinien płacić mu tantiemy. Czekam jeszcze na własność intelektualną tagujących swymi bazgrołami na cudzych ścianach hip-hopowców.
 

gelerth

Atlas Zbuntowany
109
224

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Heh, Watersowi odjebało...

Pink Floyd’s Roger Waters Sues Donald Trump Over Use of Term “The Wall,” Says National Report
Posted about 4 months ago | 5 comments
SOUTHAMPTON, N.Y. — Pink Floyd co-founder Roger Waters is suing Donald Trump over the real estate mogul’s use of the term “The Wall,” citing brand damage, intellectual property copyright infringement, and future loss of earnings, sources say.

Trump reportedly received a cease and desist order, legally prohibiting him from “uttering the words ‘The Wall’ within range of any public or publicly accessible form of media.”

“When people hear “The Wall,” they now think of Donald Trump, and that’s something Waters was not comfortable with,” said litigation expert Althea Thoone. “Remember, he did refer to Trump as ‘pig-ignorant‘ some time ago,” she added.

Waters’ suit alleges that Trump’s use of “The Wall” misleads consumers, which could “cause potential negative impacts on [Waters’] future creative ventures, and potential earnings.”

Thoone said the suit further accuses Trump of confusing potential music consumers —and potential customers— by associating “The Wall” with Trump’s controversial past and recent comments about Mexicans, thereby causing damage to Pink Floyd’s iconic work.

Trump’s plan to protect the U.S./Mexican border has divided many of the GOP’s top ranking members, and many of its core voters.

This is not Waters’ first involvement with high-profile litigation. After his departure from Pink Floyd and the release of his first solo album, The Pros and Cons of Hitch Hiking, he famously sued remaining band members. Waters petitioned the High Court to officially dissolve the group, and to halt the use of the Pink Floyd name and the use of the flying pig —which Waters originally designed— a legal action Waters later regretted.

Waters, who is in the midst of a world tour, ruled out future Pink Floyd reunions after appearing at the 2015 Newport Folk Festival. The group reunited in 2005 for a performance at Live 8, a series of global awareness charity concerts.

Sources say Trump plans to counter sue, adding to his long history of litigation. By some estimates, the 70-year-old GOP standard-bearer and reality television star has initiated, or been the defendant of, over 1,300 lawsuits.

“Donald Trump’s statements about immigration and the Wall wall have ignited an important discussion about protecting the border,” said an unnamed Trump campaign staffer. “The use of the term ‘The Wall’ does not infringe on anyone’s rights. Waters’ case has absolutely no merit, no merit at all, and the plaintiffs are big, big losers,” said the unnamed staffer.

Może Facebooka też powinien zaskarżyć, bo wiadomo - teraz wszystkich interesuje to, co ludzie mają na wallu...
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
O problemie iluzoryczności Fair use w dobie algorytmów i automatyzacji...
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Wiecie, że biały szum może naruszać czyjeś prawa autorskie? Spieszcie się z umieszczaniem szumu szarego, różowego, czerwonego - może jeszcze się załapiecie na jego właścicieli... ;)

YouTube kpi sobie z praw autorskich? 5 firm mogło zarobić na cudzym filmie
28.08.2018 19:09
Anna Rymsza
@Xyrcon
Wiele razy pisaliśmy o tym, jak automatyczne systemy rozpoznawania naruszeń praw autorskich reagują na materiały zupełnie bezpodstawnie. Podobny przypadek spotkał film zawierający 10 godzin białego szumu na YouTube. Do autora filmu wpłynął nie jeden, ale 5 zaskakujących wniosków od rzekomych właścicieli praw autorskich.

Film, o którym mowa, pojawił się na kanale littlescale, należącym do blogera zajmującego się techniką i dźwiękiem. W 2015 roku umieścił na kanale film długości 10 godzin, przedstawiający biały szum akustyczny. Ten rodzaj szumu, złożony z różnych częstotliwości o równomiernej intensywności, pozwala wielu osobom odciąć się od innych dźwięków, uspokoić się i zasnąć. Na YouTube znajdziemy sporo filmów tego typu, rodzicom nieobce są też różne urządzenia generujące biały szum koło dziecięcego łóżeczka. 10-godzinny film został przygotowany od podstaw przez blogera prowadzącego kanał.

Jednak na początku 2018 roku system Content ID, identyfikujący naruszenia praw autorskich na YouTube, oznaczył film jako naruszenie. Autor otrzymał w efekcie nie jedno, ale pięć powiadomień o naruszeniu praw autorskich od różnych podmiotów, dotyczących różnych fragmentów filmu.

Co ciekawe, żaden z podmiotów nie domagał się, by film został usunięty z kanału littlescale. Przeciwnie – rzekomi właściciele praw autorskich proponowali, by film został opatrzony reklamami. W ten sposób praca blogera byłaby źródłem dochodu dla podmiotów, które w zasadzie nie mają do niego żadnych praw, a dowiedziały się o istnieniu tego klipu prawdopodobnie dzięki pomyłce Content ID. Możliwe, że było ich więcej, ale tylko tych 5 twórców postanowiło zaryzykować.

Zwykle w takich przypadkach prowadzący littlescale musiałby przejść przez długą procedurę udowadniania, że swój biały szum wygenerował sam, ale na szczęście Google odrzucił wnioski rzekomych właścicieli praw autorskich do 10-godzinnego filmu z białym szumem. Prawdopodobnie pomogło opisanie historii w internecie, dzięki czemu ponownie zainteresowała się nią Electronic Frontier Foundation, walcząca o prawa internautów. Na pewno są inni twórcy, którzy nie mieli tyle szczęścia. W końcu nie każdy przypadek opisany w sieci może liczyć na „wirusową” sławę.

Content ID jest tylko narzędziem, którego można używać na różne sposoby. System porównuje materiały opublikowane na YouTube z już istniejącą bazą i jeśli algorytm uzna je za identyczne, właściciel „oryginału” zostanie powiadomiony. Wtedy może wnioskować o usunięcie materiału, czego doświadczyła niedawno Fundacja Blendera, albo domagać się rekompensaty w postaci zarobków z reklam emitowanych razem z filmem. System ten jednak nie jest w stanie rozpoznać, czy podobieństwo materiałów to rzeczywiście naruszenie praw autorskich, czy prawo cytatu, wykorzystanie materiału dostępnego na wolnej licencji czy muzyka grająca w tle filmu z imprezy.

Zwolennicy ścisłej kontroli nad platformami, na których użytkownicy mogą publikować własne materiały, starają się wymuszać implementację podobnych systemów wszędzie, gdzie to możliwe. Z drugiej strony wprowadzanie identyfikacji treści bywa uważana za zagrożenie wolności słowa. Jest to też jeden z argumentów przeciwko filtrowaniu platform, proponowanemu przez Unię Europejską.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Cory Doctorow / 1:44 pm Wed Sep 5, 2018
The future is here today: you can't play Bach on Facebook because Sony says they own his compositions


James Rhodes, a pianist, performed a Bach composition for his Facebook account, but it didn't go up -- Facebook's copyright filtering system pulled it down and accused him of copyright infringement because Sony Music Global had claimed that they owned 47 seconds' worth of his personal performance of a song whose composer has been dead for 300 years.

This is a glimpse of the near future. In one week, the European Parliament will vote on a proposal to force all online services to implement Content ID-style censorship, but not just for videos -- for audio, text, stills, code, everything.

Just last week, German music professor Ulrich Kaiser posted his research on automated censorship of classical music, in which he found that it was nearly impossible to post anything by composers like Bartok, Schubert, Puccini and Wagner, because companies large and small have fraudulently laid claim to their whole catalogs.

Europeans have one week to contact their MEPs to head off this catastrophe.

Stop what you're doing and contact two friends in the EU right now and send them to Save Your Internet -- before it's too late.
Tak to działa w praktyce.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
3 875
Spodobał mi się komentarz satyryczny. Pod tekstem:

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chanel-zada-wycofania-perfum-Majdana-7625251.html

niedługo każde słowo w słowniku będzie opatentowane dzięki postępującemu kuriozum praw autorskich

wyobraźcie sobie wielkie licytacje słów i wyrażeń, w których bogacze na bankietach przebijają się sumami i powiększają swoje zasoby praw autorskich za którymi płyną roszczenia do opłat za korzystanie z nich

dzięki postępowi w inwigilacji każdy wpis w internecie oraz odczyt treści internetowych będzie identyfikowany z twoim numerem pesel a ty będziesz dostawał rachunek za pisanie i czytanie słów i wyrażeń, jedne słowa będą tańsze inne droższe, jednych będą używać biedacy, droższe wypowiedzi będą świadczyć o zamożności

nieważne czy będziesz bogatszy czy biedniejszy, będziesz płacił haracz dla potentatów praw autorskich i pasł nową kastę oligarchów szlachciców, zachodnie lewackie regulacje prawne jakie forsuje się obecnie, wraz z postępem technologicznym sprawią że wytransferowanie 99% kapitału do 1% szlachciców będzie łątwiejsze niż kiedykolwiek
 

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 218
3 648
Radu Uszkai steps into the debate on intellectual property with a new twist on Hayek's classic paper "The Use of Knowledge in Society."

Abstract: This paper explores whether the case against intellectual property can be strengthened by appealing to the work of F.A. Hayek. It strives first to establish a Hayekian research agenda on copyright by providing a unified reading of Hayek’s scattered remarks and positioning them within a broader picture of the contemporary philosophy, politics, and economics of IP. Secondly, exploring peer-to-peer (P2P) file sharing and copyright infringement through a Hayekian lens suggests what might be a useful analogy between the ability of torrent downloads and prices to convey information. Last but not least, the paper ends on a skeptical note concerning the moral and economic foundations of copyright by presenting what I consider a more Hayekian alternative: crowdfunding platforms.

http://libertarianpapers.org/the-use-of-torrents-in-society/
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Krzysztof Piątek zastrzegł swoje "pistolety". Wideo
WIDEO | Dzisiaj, 12 listopada (08:19)

Krzysztof Piątek postanowił zastrzec swoją "cieszynkę". Od teraz słynny gest, który wykonuje Polak po strzeleniu bramki, jest ruchomym znakiem towarowym.

INTERIA.TV

Kiedy do tej pory myślałeś, że własność intelektualna nie może być już głupsza... i osiągasz nowe poziomy duchowego facepalma...
 
Do góry Bottom