Teoria wyboru publicznego

tolep

ChNiNK! ChP!
7 716
12 782
...zakłada, że ludzie dokonują wyborów politycznych kierując się nie jakimiś ideami, a własnymi interesami. Oraz wyjaśnia, do czego to prowadzi, na przykład dlaczego zachodnia demokracja wygląda tak jak wygląda. W tym - to już moja konkluzja - dlaczego w demokracji szariat ma dużo większe szanse niż akap.

Zajawka artykułu Shughart: Teoria wyboru publicznego z mises.pl - wyróżnienia moje:

Teoria wyboru publicznego (Public Choice) stosuje teorie i metody ekonomii do analizy zachowań politycznych ― przestrzeni niegdyś będącej wyłączną dziedziną politologów i socjologów. Wybór publiczny jako odrębna dziedzina specjalizacji ma swoje źródła w pracach twórców tej szkoły sprzed pół wieku:Kennetha Arrowa, Duncana Blacka, Jamesa Buchanana, Gordona Tullocka, Anthonego Downsa, Williama Niskanena, Mancura Olsona iWilliama Rikera. Dziedzina ta zrewolucjonizowała badania nad demokratycznym procesem podejmowania decyzji.

Fundamentalne zasady
Jak zręcznie podsumował to James Buchanan: teoria wyboru publicznego to „polityka pozbawiona romantyczności” (politics without romance). Doprowadzono w niej do wyrugowania myślenia życzeniowego, które zakłada, że uczestnicy sfery politycznej dążą do popierania dobra wspólnego. W konwencjonalnym poglądzie dotyczącym „interesu publicznego” urzędnicy przedstawiani są jako życzliwa „służba publiczna”, która sumiennie wykonuje „wolę ludu”. Zmierzając do realizacji interesu publicznego wyborcy, politycy i urzędnicy mają jakoś wznosić się ponad swój wąski indywidualny interes.

W modelowaniu zachowania jednostek, które napędzane jest celem maksymalizacji użyteczności ― w żargonie ekonomicznym tak nazywa się osobiste poczucie dobrobytu ― ekonomiści nie negują faktu, że ludzie troszczą się o swoje rodziny, przyjaciół czy społeczność. Ale wybór publiczny, tak jak ekonomiczny model racjonalnego zachowania, na którym się opiera, zakłada, że ludzie kierują się głównie swoim własnym interesem i ― co ważniejsze ― że w procesie politycznym zachowują się nie inaczej niż ludzie na rynku kiełbasy, domów czy samochodów. Są to te same istoty ludzkie. Dlatego wyborcy „głosują na swój portfel”, wybierając kandydatów i głosując na propozycje, które według nich polepszą ich sytuację finansową; biurokraci chcą rozwijać swoją karierę; a politycy dążą do tego, żeby zostać ponownie wybranymi. Wybór publiczny, innymi słowy, po prostu przenosi model racjonalnego aktora z teorii ekonomii do sfery polityki.

Z badań ekonomistów nad procesem wyboru kolektywnego wynikają bezpośrednio dwa spostrzeżenia. Po pierwsze, jednostka staje się podstawowym elementem analizy. Wybór publiczny odrzuca budowę organów decyzyjnych takich jak „lud”, „wspólnota” czy „społeczeństwo”. Grupy nie podejmują decyzji, robią to jedynie jednostki. Istotą problemu staje się wtedy kwestia zamodelowania sposobów wyrażania i konfrontowania przez jednostki kierujące się swoim interesem różnorodnych i często sprzecznych preferencji, kiedy decyzje podejmowane są kolektywnie. (...)​

A do zapoznania się z ww. zainspirował mnie artykuł z Obserwatora Finansowego "Dobry rząd i inne legendy"
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom