Sumliński: wypadek czy próba morderstwa?

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106


View: https://www.youtube.com/watch?v=wnRn1yFjKnA


Sumliński zabrał się za kolejny temat. Tym razem chce się upomnieć o prawdę o Jedwabnem. Dla kwestii wywarcia nacisków na władze, by dokonały w końcu tych ekshumacji i dopuściły archeologów raczej niezbyt fortunnym zbiegiem okoliczności jest to, że spiritus movens całego przedsięwzięcia będzie niewiarygodny plagiator, zmyślający sobie historie, którego niesłychanie łatwo zdyskredytować.

Z drugiej strony, skoro nikomu innemu się nie chciało podjąć inicjatywy, to mamy, to co mamy. Może przynajmniej nie zmanipulował zeznań świadków w swoim dokumencie. :)

– Serbska część Bośni pełna jest takich Sumlińskich, zdolnych bezczelnie kłamać prosto w oczy ofiar zbrodni – komentuje dla Onetu Antoni Komasa-Łazarkiewicz, który przed tygodniem publikował w swoich mediach społecznościowych apel o bojkot filmu "Powrót do Jedwabnego" w Kinie Wisła. Redakcja Onet Kultura poprosiła o komentarz ws. planowanego pokazu także przedstawicieli kina. Do emisji filmu ostatecznie nie doszło.
Amelia Sarnowska, Dawid Dudko
Wczoraj, 14:40
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
  • Premierowy pokaz filmu "Powrót do Jedwabnego" Wojciecha Smulińskiego został odwołany. Pokaz bojkotowało wcześniej wielu artystów, w tym Antoni Komasa-Łazarkiewicz
  • – Mój apel był jednym z wielu ogniw długiego łańcucha – komentuje artysta w rozmowie z Onet Kultura
  • O komentarz poprosiliśmy także Kino Wisła, gdzie miał odbyć się pokaz. Od jego przedstawicieli otrzymaliśmy krótką informację o tym, że kino "nie było organizatorem" wydarzenia
  • Reżyser filmu reklamowanego hasłem "Żydowski rozbiór Polski" od kilku dni na Twitterze komentuje zamieszanie wokół filmu. Zwrócił się do mediów publicznych z apelem o jego wyemitowanie
  • Zdaniem Sumlińskiego, "nie możemy się zgodzić na to, by na życzenie środowisk żydowskich uciszany był każdy głos sprzeciwu wobec kłamliwych i podłych praktyk"
Najnowszy obraz Wojciecha Sumlińskiego "Powrót do Jedwabnego" wzbudzał kontrowersje jeszcze przed premierowymi pokazami. Za reżyserię filmu odpowiadają Wojciech Sumliński i Violetta Kardynał, lektorem został Jerzy Zelnik.

Projekt, który powstał przy współfinansowaniu drogą zbiórki, był zapowiadany jako film "odkłamujący prawdę":
"Dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński, przy współpracy z polską dziennikarką, mieszkającą od lat w kanadyjskim Toronto – Violettą Kardynał, majorem ABW Tomaszem Budzyńskim oraz specjalistką w dziedzinie stosunków polsko-żydowskich, dr Ewą Kurek, odkłamują prawdę na temat bezprzykładnej nagonki na nasz kraj w wydaniu »przedsiębiorstwa Holokaust«. Filmem tym pokażemy jej źródła, cele oraz mechanizmy kłamstw, dla których fundamentem stała się zbrodnia w Jedwabnem" – zapowiadali twórcy.
O planowanym projekcie informował już wcześniej m.in. portal jewish.pl w artykule pt. "Antyżydowski film z premierą w Kinie Wisła w Warszawie".
Film, reklamowany hasłem "Żydowski rozbiór Polski", miał mieć swoją premierę 15 września. Pokaz w Kinie Wisła został jednak odwołany. Projekcję przeniesiono do Domu Dziennikarza przy ul. Foksal. Samo Kino odwołanie premierowego pokazu tłumaczyło awarią techniczną. Pod postem, w którym przekazano tę informację, ograniczono możliwość komentowania.

Antoni Komasa-Łazarkiewicz: serbska część Bośni pełna jest takich Sumlińskich

Kilka dni przed premierą część polskiego środowiska artystycznego publikowała w mediach społecznościowych apel o bojkot pokazu. Jednym z artystów, który pisał w tej sprawie, był kompozytor i aktor Antoni Komasa-Łazarkiewicz. "Jutro rano wykonam telefon do Kina Wisła z informacją, że jeśli do tego pokazu dojdzie, moja noga w nim więcej nie postanie" – przekazał w mediach społecznościowych.
Redakcja Onet Kultura poprosiła artystę o komentarz w tej sprawie.
– Mój apel był jednym z wielu ogniw długiego łańcucha. Alarm wszczęły osoby, które już od lat obserwują działania tego człowieka i organizowaną przez niego antysemicką kampanię. Niestety, według informacji od tych osób, udało mu się przenieść projekcję do sali w budynku należącym do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trudno o bardziej wymowny dowód na to, jakim poparciem w kręgach bliskich władzy cieszą się idee przez niego propagowane – przekazał Komasa-Łazarkiewicz w nadesłanej na nasze pytania odpowiedzi.
– W dniu planowanej projekcji starałem się wielokrotnie dodzwonić do kina Wisła, niestety bez rezultatu. Chciałem zwrócić ich uwagę, że projekcja w tej samej sali filmu "Aida", opowiadającego o ludobójstwie popełnionym ledwie 25 lat temu w Bośni, i filmu negującego ludobójstwo dokonane na naszej ziemi, jest podwójnie obraźliwie. Serbska część Bośni pełna jest takich Sumlińskich, zdolnych bezczelnie kłamać prosto w oczy ofiar zbrodni – dodał, odnosząc się do masakry w Srebrenicy w 1995 r.

Kino Wisła: kino miało jedynie wynająć salę

Z pytaniami o planowany pokaz zwróciliśmy się także do przedstawicieli Kina Wisła. W mailu z prośbą o komentarz w tej sprawie redakcja Onet Kultura załączyła następujące pytania:
  • Czy znali Państwo treść filmu przed organizacją pokazu?
  • Czy zgadzacie się Państwo z prezentowanymi w nim treściami?
  • Dlaczego pokaz został odwołany?
  • Czy powyższy sprzeciw Komasy-Łazarkiewicza był jednym z powodów odwołania pokazu?
  • Czy umowa z Kinem Wisła, jak przekonuje autor filmu, nadal obowiązuje, a pokaz odbędzie się w innym terminie?
W odpowiedzi otrzymaliśmy krótką informację o tym, że kino nie było organizatorem wydarzenia. Publikujemy jej treść w całości:
"Szanowni Państwo, pokaz się nie odbył. Jednocześnie informujemy, iż Wisła nie była organizatorem, a jedynie miała wynająć salę".
Kinowa premiera filmu "Powrót do Jedwabnego" miała być dostępna dla tych, którzy wsparli internetową zbiórkę na powstanie projektu kwotą w wysokości min. 500 zł. Twórcom udało się w tej sposób zgromadzić blisko 450 tys. zł.
Reżyser obrazu, Wojciech Sumliński, jest też autorem kilku książek o Jedwabnem. W zwiastunie filmu pojawiały się informacje o "przekręcie tysiąclecia". Po odwołaniu premierowego pokazu w warszawskim kinie Sumliński poinformował na Twitterze, że umowa z Wisłą wciąż obowiązuje.
"Umowa z Kinem Wisła wciąż obowiązuje. Nie możemy się zgodzić na to, by na życzenie środowisk żydowskich uciszany był każdy głos sprzeciwu wobec kłamliwych i podłych praktyk – a to właśnie ujawnia film »Powrót do Jedwabnego«" – przekazał.
Reżyser zaapelował także o emisję filmu w telewizji publicznej. "Nie chcemy za to złamanego grosza. Kopię w dowolnym formacie dostarczymy choćby dziś – choćby na księżyc" – deklarował w opublikowanym dziś wpisie.
Internetowa premiera filmu odbyła się 17 września. Film w całości jest dostępny w sieci.

Mord w Jedwabnem. Informacje

10 lipca 2021 r. minęło 80 lat od dnia, w którym polscy sąsiedzi zamordowali swoich żydowskich sąsiadów w miasteczku Jedwabne.
– Kiedy pisałam "My z Jedwabnego", ludzi, którzy negowali, było dużo, ale trend był taki, że ich ubywało. Ale teraz, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, ten trend się odwrócił. Negacji jest dużo więcej, niż było wtedy. Zachowujemy się, jakbyśmy byli potomkami morderców. Mam jakąś nadzieję, że to jest napędzane przez obecne władze i się zmieni – mówiła w rozmowie z Onetem Anna Bikont, dziennikarka, autorka jednej z najważniejszych polskich książek XXI w. – "My z Jedwabnego".

– Mord w Jedwabnem jest jednym z najlepiej zbadanych epizodów w historii Polski. Śledztwo IPN trwało kilka lat i miało dwa filary: śledczy i naukowy. Powstała publikacja licząca około 1 tys. stron tekstu i około 1 tys. stron dokumentów. Mało jest tak dobrze i wnikliwie opisanych fragmentów naszej historii, gdzie wszystkie manipulacje i wątpliwości zostały rozwiane – uważa dziennikarka.
Temat mordu w Jedwabnem był już w przeszłości podejmowany przez polskie kino. W 2012 r. premierę miał głośny film "Pokłosie" w reż. Władysława Pasikowskiego, autora takich filmów jak: "Psy", "Operacja Samum" czy "Demony wojny wg Goi", który porusza temat relacji polsko-żydowskich po zakończeniu II wojny światowej i nawiązuje do głośnego pogromu Żydów z 1941 r. Film wywołał sporo kontrowersji, a prawicowe media określiły go mianem "antypolskiego".
Do zbrodni w Jedwabnem ma też nawiązywać najnowszy obraz Wojciecha Smarzowskiego. Jak sam zapowiada, jego najnowszy obraz ma być "opowieścią o manipulowaniu emocjami i ostrzeżeniem przed mową nienawiści". "Wesele" wejdzie na ekrany kin już 8 października.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
Na plus jednak można zaliczyć, że film wywołał reakcje w stylu poplucia się Jana Hartmana i reszty postępackiego półświatka.

18 WRZEŚNIA 2021
JAN HARTMAN
Jom Kipur to największe żydowskie święto, Sądny Dzień, gdy wszyscy wierni rozpamiętują swoje grzechy i wybaczają bliźnim krzywdy. To jakby wielka, całoroczna spowiedź, mająca na nowo pojednać każdego z Bogiem i ludźmi, aby dalej żyć w szacunku i pokoju. Tylko ktoś powodowany nienawiścią może w ten akurat dzień, święty dla wierzących i w jakiś sposób ważny nawet dla zupełnie niereligijnych Żydów i osób żydowskiego pochodzenia, uprawiać swe antysemickie rzemiosło.
Lecz dla środowiska antysemickich maniaków, którzy karmią się nienawiścią i wstrętem do Żydów, to był właśnie najlepszy moment na publiczną prezentację najnowszego swojego wytworu – filmu „Powrót do Jedwabnego”, mającego dowodzić, że mord w Jedwabnem był wyłącznym dziełem Niemców, a Żydzi, pomimo tak wielkiego poświęcenia Polaków starających się ich ratować, uparcie lżą i pomawiają gościnny polski naród o zbrodnie, aby oszczerstwami i kłamstwami utorować sobie drogę do zawłaszczenia kraju.
Reklamowany jako opowieść o „żydowskim rozbiorze Polski” film wpisuje się w narrację zrównującą stalinizm z żydostwem i prezentującą napaść ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. jako część żydowskiego spisku przeciwko naszemu krajowi. Film zrealizował znany z długoletniej działalności antysemickiej Wojciech Sumliński wraz z Wiolettą Kardynał i Tomaszem Budzyńskim, z pomocą i życzliwym wsparciem takich instytucji jak Klub Ronina, Ordo Iuris i Marsz Niepodległości. Lektorem filmu jest Jerzy Zelnik. Jak podłe i załgane jest to dzieło, może się przekonać każdy, bo film został udostępniony w serwisie YouTube. Dotyka ono również mnie osobiście, gdyż wykorzystuje bez mojej zgody mój wizerunek (nie jestem osobą publiczną), i to w sposób niedwuznacznie sugerujący, że pobieram wynagrodzenie za świadome szerzenie kłamstw na temat relacji polsko-żydowskich.
Początkowo premiera filmu miała się odbyć w kinie Wisła na Żoliborzu, którego właścicielem jest Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego. Na szczęście tuż przed projekcją kino wycofało się z umowy najmu sali – szkoda tylko, że pod pretekstem awarii projektora, zamiast wyjawić prawdziwe powody. Tak czy inaczej, projekcję przeniesiono do sali Domu Dziennikarzy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ulicy Foksal w Warszawie. Jest ona już od kilku lat udostępniana na spotkania skrajnie prawicowej organizacji Klub Ronina.
Tym razem miarka się przebrała. Jeśli SDP pozwala, aby w jego murach odprawiano rytuały antysemickiej nienawiści, to oznacza, że organizacja ta przekroczyła granicę oddzielającą zwykły serwilizm i kolaborację z autorytarnym reżimem od zaangażowania w praktyki o charakterze dyskryminacyjnym i kampanie nienawiści wymierzone w mniejszości. Nic w tym zresztą dziwnego, bo granica ta jest cienka i trudno ją zauważyć, gdy czerpie się tak wielkie korzyści z zaprzedania się władzy.
Nie ma w środowisku dziennikarskim dyskusji odnośnie do tego, czy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest organizacją reżimową. Panuje co do tego zgoda. Przynależność do tej organizacji jest po prostu kolaboracją. Pół biedy, gdy motywowana jest lękiem albo pragnieniem korzyści i przywilejów związanych z posiadaniem legitymacji SDP – gorzej, gdy towarzyszy temu przekonanie, iż działalność rządów PiS można moralnie usprawiedliwiać, a przeto udział w reżimowej korporacji nie jest powodem do wstydu.
Otóż jest powodem do wstydu. Jedyną wolną i niezależną od władzy organizacją dziennikarską jest Towarzystwo Dziennikarskie. I jeśli prezes SDP Krzysztof Skowroński uważa inaczej, to bardzo proszę – niech wykaże, że się mylę bądź kłamię. Tak czy inaczej, faktem jest, że jak dotąd w kwestii tej nie ma sporu. Spór dotyczy czegoś innego, a mianowicie czy dziennikarz niepłacący składek na SDP może uważać, że uczynił wystarczająco dużo, aby uwolnić się od zarzutu kolaboracji z reżimem, a obecnie również z maniakalnymi antysemitami.
Otóż moim zdanie nie. Nie wystarczy nie opłacać składek, gdyż SDP – pomimo rekomendacji zawartej w statucie – nie usuwa ze swoich szeregów takich osób. Ba, znane są wypadki gdy nie usuwa ich nawet wtedy, gdy o to proszą mailem. Czyni tak dlatego, żeby wciąż chwalić się – w Polsce, a przede wszystkim na forum międzynarodowych organizacji dziennikarskich – że ma tysiące członków.
Zważywszy na te okoliczności, zwracam się z gorącym apelem do tych Koleżanek i Kolegów, którzy nie płacąc składek na SDP, formalnie pozostają członkami tej organizacji, aby pofatygowali się napisać listy do Zarządu z jasno zadeklarowaną rezygnacją z członkostwa. Jestem przekonany, że gest taki – jakkolwiek wymagający odwagi – jest minimum moralnym, które obowiązuje każdą osobę, która chciałaby nazywać się dziennikarzem. Przynależność do kontrolowanej przez reżim korporacji, a w szczególności korzystanie z rabatów i zniżek, jakie z tym się wiążą, stoi w jaskrawej sprzeczności z zasadami etyki dziennikarskiej. I to zupełnie niezależnie od poglądów politycznych danej osoby. Nawet żywa miłość do PiS i Jarosława Kaczyńskiego nie usprawiedliwia samoograniczania własnej dziennikarskiej niezależności.
Zdaję sobie sprawę, że jestem dziennikarzem jedynie połowicznie i nie mam w środowisku dziennikarskim autorytetu. Mimo to chciałbym prosić Koleżanki i Kolegów, aby pominęli tę drugorzędną okoliczność i zechcieli upowszechniać wyrażony tutaj postulat. Powinien on wyjść od kogoś ze znacznie poważniejszym niż mój dorobkiem dziennikarskim, jednakże lepsze może to niż nic.
A więc raz jeszcze: Koleżanki i Koledzy „siłą inercji” należący do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – wypiszcie się! Dokonajcie tej „apostazji” dla własnej godności, z uwagi na własny honor i z poczucia obowiązku względem kodeksu moralnego swego zawodu. A jeśli nadal macie wątpliwości, to wyobraźcie sobie, w jakim położeniu zawodowym znajdziecie się wówczas, gdy Polska stanie się państwem prawa, a media publiczne będą wolne.
Czy ktoś będzie wtedy wierzył w Waszą ni z tego, ni z owego odzyskaną rzetelność i niezależność, czy może będziecie już na zawsze zamknięci w reducie „weteranów rządów PiS” – towarzystwie wzajemnych usprawiedliwień i wzajemnej adoracji, wspominającym „złote czasy” przy gorzkim piwie w kilku lokalach skrzętnie omijanych przez pozostałych dziennikarzy? Widziałem to w latach 90. i nie życzę nikomu takiego końca kariery. Koleżanki i Koledzy – nie da się być trochę w ciąży i nie da się być trochę w SDP. Albo w tę, albo we w tę!
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
W wolnej chwili zobaczyłem ten film. Później starałem się odnaleźć w komentarzach pod nim, jakiś głos rozsądku, który byłby zgodny z moimi odczuciami, ale się nie dało. Po przejrzeniu kilkudziesięciu ekranów z gratulacjami dla Sumlińskiego za odkrycie żydowskiego spisku, wreszcie coś znalazłem, to wkleję.

Capture11.PNG

W pełni się zgadzam z powyższą oceną. Aby wyjaśnić o co chodzi, pokażę gwóźdź programu, jakiego oczekiwałem, a z którego wyszło wielkie nic, jak zresztą można podsumować "dziennikarstwo" "śledzcze" Sumlińskiego.

Przypomnę: film nam sprzedawano jako mający zdemaskować kolejny rozbiór Polski:
jedwabne.jpg


Zatem oczekiwałem, że Sumliński jako śledczy spryciarz nam tu zajrzy za jego kulisy, wyjdzie z jakimiś skopiowanymi mikrofilmami albo ukradkiem fotografowanymi dokumentami, mającymi zdradzać nam przebieg i podział Polin między konkretne organizacje żydowskie, a tu figa z makiem. Całe to mozolne budowanie historycznej narracji, wyjaśnianie czemu Żydom potrzebna jest kłamliwa narracja jedwabieńska, jak zamierzają przepychać kwestię restytucji mienia bezspadkowego kanałami mniej sformalizowanego prawa międzynarodowego, opierając się na politycznej sile zwyczaju, ostatecznie kończy się tym, że słoń rodzi mysz.

Kiedy przychodzi wyłożyć karty na stół, Sumliński z offu puszcza taki tekst:

"Obwarowane klauzulą tajności i najwyższej tajemnicy dokumenty, do których ze współpracownikami dotarliśmy dotyczyły negocjacji pomiędzy Światową Organizacją do Spraw Restytucji Mienia Żydowskiego, World Jewish Restitution Organisation a Związkiem Gmin Wyznaniowych w Polsce. Wywarły na mnie wstrząsające wrażenie. Ni mniej, ni więcej, tylko organizacje żydowskie w Polsce i Ameryce dzieliły między siebie Polskę zupełnie tak jak państwo podbite."
Jednak poza "wstrząsającym wrażeniem" Sumlińskiego nie otrzymujemy w zasadzie żadnego wglądu w papiery, do których rzekomo dotarł. Nawet najbardziej prozaicznie prowadzone filmy dokumentalne, pokazują kwerendę, to znaczy ilustrują sam proces zdobywania przez dziennikarza lub historyka informacji. Mamy na przykład scenę, w której facio wchodzi do jakiegoś budynku, a z offu nam mówią, lub w napisach na ekranie wyświetlają informacje co to za budynek, w którym można znaleźć te dokumenty, po jakie się fatyguje. W tych staranniej realizowanych, czasowo dookreślona jest nawet sama kwerenda, to znaczy, możemy zorientować się nie tylko kiedy dane dokumenty powstały, ale też kiedy ktoś ruszył dupsko, żeby do nich dotrzeć. A później, na ogół jesteśmy zaznajomieni z ich treścią i konkretami w nimi zawartymi.

Spróbujcie z "dokumentu" Sumlińskiego wywnioskować:
  • kiedy Światowa Organizacja d/s Restytucji Mienia Żydowskiego negocjowała ze Związkiem Gmin Wyznaniowych w Polsce?
  • kiedy Sumliński dotarł do dokumentów powstałych w ramach powyższych negocjacji?
  • gdzie je znalazł, jakim sposobem wszedł w ich posiadanie lub zaznajomił się z ich treścią?
  • co konkretnie było treścią dokumentu, o jakim mowa i w jaki sposób miał przebiegać podział łupów; która organizacja żydowska co dla siebie ugrała w ramach tych negocjacji?
  • kto utajnił dokumenty i gdzie one się teraz znajdują?

Już nawet pisarze fantasy bywają bardziej konkretni. Czytając Tolkiena możemy się dowiedzieć jak wyglądał podział Pierścieni Władzy i kto ile z nich otrzymał i co się z nimi działo. Słuchając Sumlińskiego, który rzekomo jest dziennikarzem śledczym znającym rewelacje o nowym rozbiorze 38-mio milionowego kraju w środku dzisiejszej Europy, nie możemy. Przecież to jest kpina!

Ja też mogę pokazać w filmie na youtubie fakturę z pieczątką za nóż kuchenny i puścić z offu narrację, o moich straszliwych, zbrodniczych zamiarach, o których lepiej nie mówić, ograniczając się do "wstrząsającego wrażenia", że zaraz dojdzie do wielkiego nieszczęścia. Boicie się już? I jaką to będzie miało wartość dokumentalną? Mniej więcej podobną.

Sumliński buduje podbudowę pod swoją tezę, wożąc się przez cały film na cudzym autorytecie - począwszy od działaczy polonijnych starających zawiązać swój lobbing przeciw ustawie 447, zabity w zarodku przez Macierewicza, historyków jak dr Kurek i źródłach w rodzaju pamiętników z czasu II WŚ, archeologów przeprowadzających niepełną ekshumację, żyjących świadków zdarzeń, ale kiedy przychodzi wyłożyć karty na stół, dokładając ostateczną cegiełkę od siebie - dziennikarza demaskatora - wykręca się sianem. Musimy mu uwierzyć na słowo, że jakiś rozbiór Polski jest w planach, bo ponoć on zaznajomił się z danymi dokumentami, co w zasadzie czyni go jeszcze jednym świadkiem, jednakże nie mającym żadnego potwierdzenia dla swoich tez, bo nie publikuje treści dokumentów z jakimi się zaznajomił.

No Sumliński nam tak powiedział i już. Problem polega na tym, że Sumliński jako świadek jest niewiarygodny z założenia, z powodu swojej reputacji nałogowego zmyślacza. Jeśli więc nie przynosi żadnych konkretów do stołu, jakie można byłoby potwierdzić, a zasłania się wyłącznie swoimi subiektywnymi wrażeniami, wiadomo, że to jest gówno warte.


"Powrót do Jedwabnego", co widać zresztą w komentarzach pod filmem, przemówi tylko do dwóch grup ludzi:
- ograniczonych intelektualnie patriotów, którym wystarczy krzyknąć: "Ojczyzna w niebezpieczeństwie!", żeby bez jakiejkolwiek próby weryfikowania prawdziwości czy fałszywości wysłuchanych tez, w odruchu psa Pawłowa dostali wzmożenia patriotycznego,
- patologicznych antysemitów, których ucieszy rzucanie jakichkolwiek podejrzeń na żydostwo, bez względu na to, czy w danym wypadku znajdują one potwierdzenie w faktach, czy nie.

Ostatecznie, z tego filmu wypływa obraz absolutnie nieudolnej polityki historycznej III RP wynikłej z kompleksów i chęci doszusowania do Zachodu, niż jakiegoś żydowskiego spisku.
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom