Sroga orka

Norden

Well-Known Member
722
878


"Dlaczego w przeciągu ledwo pięciu lat środowisko Polskich libertarian przekształciło się z akademickich introwertyków prowadzących wielogodzinne dysputy w hordę degeneratów?
Kontynuując ciąg rozważań o psycho-patologicznych źródłach poglądów politycznych rozważymy więc osoby o poglądach liberalno-lewicowych i lewicowych libertarian.
Pragnę wysnuć tezę iż osoby "letnie" politycznie wywodzą swoje poglądy z skrzywień swojej psychiki i własnych kompleksów. Jak wykazywałem w wielu poprzednich wpisach/audycjach ta teoretyczna zależność niejednokrotnie pokrywa się z rzeczywistością: Od Korwinistów będących buntem młodzieży przeciwko rodzicom, przez anarcho-indywidualistów będących li tylko jednostkami aspołecznymi podświadomie dorabiającymi sobie ideologię do własnego odrzucenia, po nacjonalistycznych sebonów których przemoc i agresja skrywa podświadomą potrzebę ciepła, miłości i sukcesu.

Osobną kategorią są lewicowi libertarianie. Jak udowadniałem nie są to jednostki które osiągnęły swoje poglądy przez racjonalny konflikt wewnętrzny na poziomie myśli. Podobnie nie są to też jednostki rozwijające się wewnątrz tej ideologii (vide wspominane spierdoliny śpiewające barkę po spotkaniu KASE). Nie, społeczność "libertariańską" nie można analizować przez pryzmat samej ideologii. Otóż ideologia nie jest pierwotnym spoiwem społeczności, a właśnie jedynie wtórną przykrywką ukrywającą coś dużo gorszego - moralną degrengoladę.
Ideologia wolnościowa nie jest najważniejsza, jest ona zupełnie na boku, traktowana raczej jako mem, symbol niż jak poważna idea. Jako dowód alegoryczny poddam następującą zagadkę: Czy Jebawka tak bardzo by się różniła gdyby jej osią przewodnią był Marksizm, a zamiast Żółto-czarnych flag na memach z papieżem był sierp i młot?

Nie. Spoiwem nie jest ideologia, jest ona wtórna dla tej społeczności. Spoiwem jest zdegenerowanie.
Oto społeczność w której nie chodzi o wzrost i rozwój a o ucieczkę przed sumieniem i wzajemne usprawiedliwienie swego karygodnego zachowania pryncypiami wolności.
Oto świat Upadku Okcydentu. Świat Ostatniego człowieka. Świat odrzucenia moralności Chrześcijańskiej na rzecz moralnej anarchii (chaosu). Świat bez świętości i moralności to świat powolnie ropiejącej zgnilizny. Świat w którym gnicie ducha przeradza się w gnicie ciała. Od nieumiarkowania, przez brak dbania o własne ciało, po choroby weneryczne.

Jak wskazują wielcy teoretycy libertarianizmu, bez sprawnych instytucji nie może być wolności. Bez silnej instytucji rodziny nie może być przyzwolenia na sprzedaż narkotyków. Bez silnych społeczności lokalnych, nie może być mowy o deregulacji prawa związków zawodowych. Bez silnego ducha, nie może być mowy o wpuszczaniu imigrantów. Instytucje te nie są tylko instytucjami państwowymi. Mogą być, ale nie muszą. Najlepiej gdy są to instytucje oddolne, kształtujące społeczeństwo w sposób dynamiczny i sprawny, korygując odstępstwa i przyswajając pozytywne nowinki.
Wolność u wielkich libertarian jest systemem w którym moralność nie jest ułomnie narzucana przez państwo, a jest wytwarzana oddolnie przez prywatne instytucje. Wolność ta jest lepsza od państwowego przymusu, gdyż jej kontrola nad człowiekiem jest dużo bardziej spersonalizowana (np. młodzieniec nałogowo palący marihuanę nie pójdzie do więzienia co zniszczyłoby mu życie, ale mogą go czekać społeczne sankcje wymuszające na nim umiarkowanie, co może być dlań zbawienne).

Wolność ta nie oznacza jednak anarchii. Ład bezpaństwowy nie oznacza bezładu, nie oznacza braku prawa i braku moralności.

Lewicowi libertarianie w wolności upatrują wyzwolenia z moralności, wypatrują ucieczki. Jednak tak naprawdę nie dążą do wolności. Dążą do wolności do bycia zniewolonym, przez własne kompleksy, przez własne złe decyzje, przez własną chuć.
To moralni nihiliści którzy wiedzą iż niszczą sobie życia, jednak chcą być jedynie wolni od krytyki. Chcą własnym brakiem moralności zagłuszać krzyczące sumienie.

Chrystus będący podstawą Okcydentu jest zaprzeczeniem Jebawki. Chrystus rozbija nasze kompleksy wskazując, że każdy jest ułomny, ale też pociesza nas mówiąc iż każdy, nawet najgorszy zbrodniarz zasługuje na przebaczenie i drugą szansę. Chrystus krzyczy w swych naukach do nas by przez samokrytycyzm, refleksję, samokontrolę i umiarkowanie każdy z nas mógł zyskać wolność. Prawdziwą wolność. Wolność Nietzcheańskiego Nadczłowieka, który jest świadom swych wad charakteru i swej biologii, a jednak nad nimi góruje. Nauczanie Chrystusa nie neguje świata i potrzeb. Jednak wskazuje że można potrzeby spełniać pięknie, alegorycznie na wspaniałej uczcie gdzie małe porcje podawane są z doskonałym winem, bo potrzeby można też wypełniać obrzydliwie, bez kontroli nad sobą zapychając do oporu swoją plugawą mordę tonami mrożonych burgerów z makdonalda i zapijając hektolitrami koli.

Można spędzić upojną noc z ukochaną kobietą wzajemnie z nią skupiając się na tej drugiej osobie, gdzie przyjemność nie wynika z samej biologii a z przywiązania i uczuć jakie właśnie do tej drugiej osoby się żywi. Jednak można także bez kontroli nad sobą obrzydliwie kopulować w krzakach/toalecie z przygodnie poznaną/zmanipulowaną/ućpaną dziewczyną skupiając się wyłącznie na opróżnieniu własnych jąder z przechowywanej tam wydzieliny.

To właśnie moralność jest tym co odróżnia nas od zwierząt. Bydle mając paszę i samice będzie jadło do momentu zwymiotowania i kopulowało do utraty przytomności. My ludzie jako jedyny gatunek mamy rozum i moralność, która pozwala nam ograniczać naszą zwierzęcą naturę.
Jeśli zanegujemy ją, zanegujemy również własne człowieczeństwo, a przez to zanegujemy własne prawo do wolności.

Drogi czytelniku/słuchaczu, oni nas nienawidzą. Nienawidzą nas nie dlatego że są źli. To zawiść. To zawiść za to, że pokazujemy im prawdę. To nienawiść za ból, jaki sprawiamy im starając się im pomóc.

Oni muszą uciekać. Muszą uciekać bo są zbyt słabi by stanąć w prawdzie. Są zbyt słabi by nawrócić się z złej drogi. Są zbyt słabi by uznać swoje błędy.

Chrystus nie musiał istnieć. Mógł równie dobrze być oszustem a nie Bogiem. Teologiczne odrzucenie go nie musi prowadzić do zła. Jednak odrzucenie własnego ducha. Odrzucenie moralności Chrześcijańskiej i własnej przyrodzonej godności o którą trzeba dbać - Oto co prowadzi do zła. Oto co prowadzi do niszczenia osoby ludzkiej.

Oto co doprowadza to zjebawczenia idei wolności."
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 460
23 872
Też nie mam pojęcia, dlaczego @LachickieLibstwoPodziemne to tu wrzucił.

Sroga orka to raczej najbardziej przemyślany szczyt piramidy argumentacji a nie bezmyślne rzucanie mięsem na lewo i prawo w trywialnej sprawie.

how-to-argue-PG-hierarhy-of-disagrement-infographic.png
 

Alu

Jedziem do Paragwaju!
4 484
8 945
Przecież to jest kwestia umowna jakie człowiek ma prawa, jak je nabywa i jak je traci. Propertarianie nie są w błędzie, po prostu mają inne preferencje. Jeśli najsilniejsi będą ci co uznają dobrowolne niewolnictwo, to będzie istnieć dobrowolne niewolnictwo.

Mogą być w błędzie w tym sensie, że społeczeństwo działające zgodnie z ich preferencjami będzie gorzej funkcjonować. Ale ciężko to ocenić.

W ogóle fetyszyzowanie spójności i elegancji ideologicznej też mnie bawi. Robi się przez to jakieś wygibasy typu posiadanie dużej bomby o jakimś tam zasięgu rażenia to agresja. Po prostu przyznajcie, że nie chcecie dużych bomb w swoim otoczeniu.

Ja mogę napisać, że podmiotowość i godność osobista polega na tym, że mogę się sprzedać w niewolę i ją dobrowolnie stracić.
I co mi zrobisz komuchu?
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 460
23 872
Libertarianin srogo masakruje lib.net i propertarianizm!! (komentarz o lib.necie i propie został usunięty)
Masakruje raczej kiepsko, bo unosząc się godnością, bez przechodzenia do rzeczy i sensownej refutacji z dowodami i wyjaśnieniami problematyki.

Jeśli ktoś nie jest w stanie wskazać wątpliwych rozstrzygnięć, jakie dana teoria czy filozofia polityczna musi rodzić już w swoich założeniach, na przykład wprowadzając paradoks wzajemnie obalający ważność przyjętych aksjomatów, to powinien spory ideologiczne obserwować z tylnego siedzenia, zamiast coś tam po dyletancku o nich szczekać.

j.1467-9760.2007.00288.x.fp.png


Czy się to komuś podoba, czy nie - propertarianizm klarownie rozwiązuje problem wspomnianego paradoksu, rezygnując z bardziej podejrzanego elementu przy uznaniu, że samoposiadanie może być co najwyżej przygodne i nie powinno mieć rangi aksjomatu.

Zresztą, samoposiadanie w libertarianizmie to taki sam niezbywalny, godnościowy kwiatek do kożucha jak wspomniany personalizm chrześcijański. Jeżeli ktoś potrzebuje podbudowy moralnej, niech sobie znajdzie autorytet moralny, zamiast szukać go w ideologiach czy projektach ustrojowych.

Bo równie dobrze, mógłby rozpocząć dyskusję o niedoborach godności w ramach metody d'Hondta lub innych metodach reprezentacji proporcjonalnej w państwach demokratycznych. Miałoby to mniej więcej tyle samo sensu. Tak jak demokracje mogą się różnić między sobą kształtem wyboru przedstawicieli różnymi dostępnymi metodami, tak samo rynkowe anarchizmy mogą się różnić wewnętrzną budową i założeniami, tylko że wciąż od tego poziomu wciąż bardzo daleko do ostatecznego kształtu obowiązującego prawa i społecznej praktyki.

Możecie mieć w demokracji konstytucję, która nie przewiduje żadnego zabezpieczenia przed aborcją czy eutanazją, a mimo to w kraju są one zakazane, bo taki jest Zeitgeist, rozkład sił w parlamencie i tak mówi przyjęte ustawodawstwo. Natomiast w kraju, w którym nawet macie w konstytucji nadzwyczajnie wprowadzoną ochronę jakichś wartości, uniemożliwiającą stanowienia prawa sprzecznego z nimi, może powstać opozycja, która żeby przeprowadzić zmiany, zmieni też samą konstytucję.

I co, czy tylko z takiego powodu, podniesie się raban, że demokracja jest inherentnie pro-aborcyjna i prowadząca do legalizacji eutanazji, albo pozostawia taką możliwość, dlatego jest złym ustrojem?

To nie ma dobrych ustrojów, bo w każdym logicznie możliwe jest stanowienie prawa z jakiegoś powodu wątpliwego moralnie. Ustrój bowiem ma nam mówić, w jaki sposób się legitymizuje kreację prawodawstwa i w czyich kompetencjach ono leży. Nie ma mówić, jakie ma być stanowione samo prawo, bo nie jest to kwestia ustroju.
 
Do góry Bottom