Pomóż wydać Carsona!

OP
Trikster

Trikster

Active Member
361
26
Co Ty się taki bojowy zrobiłeś? Na Twoje pytanie odpowiedziałem. Jeśli uzależniasz zainteresowanie się projektem od zdania Carsona na temat broni, Twoja sprawa, w przepychanki z Tobą nie zamierzam się wdawać. Peace.
 
D

Deleted member 427

Guest
Na Twoje pytanie odpowiedziałem.

Ale musiałeś poprzedzić tę odpowiedź zbędnym akapitem o tym, że w książce Carsona nie ma nic o broni palnej i o potworze Spaghetti - jakbym pytał o to, czy w książce Carsona coś o broni palnej (i Potworze Spaghetti) jest. A wystarczyło po prostu wrzucić te trzy urle i po problemie.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 402
23 627
Sytuacja w Partii Libertariańskiej opisywana przez Macieja Dudka widocznie na kawiego tak wpłynęła. Degeneracja w jednym miejscu poskutkowała wzmożeniem ideologicznej czujności... w innym. :)

Trikster poprzedził informacją, że w książce nie ma nic o broni palnej, bo cała akcja, w którą jest zaangażowany, tej książki właśnie dotyczy, a nie reszty twórczości autora. Więc nie ma sensu zajmowanie się w tym kontekście poglądami Carsona, wykraczającymi poza to, co się w rzeczonej książce znajduje, ani uzależnianie od tego swojego poparcia czy braku tegoż. Gdyby dyskwalifikować wydawnictwo książek z powodu nieadekwatności poglądów ich autorów, to i całego Rothbarda z powodu jego apologii Związku Radzieckiego można byłoby wywalić do śmieci.

Ostateczny, miąsikowy test nie jest narzędziem uniwersalnym i nie widzę sensu używać go w każdej sytuacji. Nawet gdyby Carson miał negatywny stosunek do broni palnej, nie oznaczałoby to przecież, że myli się wszędzie i zawsze a jego książki na tematy nie dotyczące broni palnej są nic nie warte.
 
D

Deleted member 427

Guest
gdyby Carson miał negatywny stosunek do broni palnej...

... to nie zainteresowałbym się tym projektem, simple as that. A tak może się zainteresuje ;) Carson jest doktrynerem, ideologiem i osobnikiem zaangażowanym politycznie. Jego zdanie na temat broni palnej jest warunkiem mojego ewentualnego poparcia czegokolwiek, co ma z nim związek.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 402
23 627
Ej, ej, ej... teraz to już nie ma simple as that. Skoro postawiłeś takie kryterium, to teraz wyjaśnij, z jakich pobudek to zrobiłeś. Zaintrygowałeś mnie.

Chodzi Ci o wspieranie tylko tych ludzi, będących pod jakimiś względami role models, czyli w tym wypadku zwolennikami ułatwiania dostępu do broni? Coś jak z piłkarzami w Anglii, od których wymaga się nienagannego zachowania, bo są idolami dzieci i młodzieży i mają świecić przykładem?

Serio, wyjaśnij, bo wprowadziłeś w tym wątku zwrot akcji i ja teraz czekam na wyjaśnienie. :)
 
OP
Trikster

Trikster

Active Member
361
26
Tak czy inaczej, kawi, jak ktoś napisał w innym temacie - trochę kultury osobistej nie zaszkodzi. :)
No i zachęcam do polubiania na fejsie, tam będą wszystkie informacje podawane na bieżąco. Jeśli ktoś nie ma, to informuję, że po weekendzie będzie przetłumaczony jeden tekst Carsona, zmieniona treść strony carson.liberalis.pl, no i dalej uderzamy z promocją. :)
 
D

Deleted member 427

Guest
Serio, wyjaśnij, bo wprowadziłeś w tym wątku zwrot akcji i ja teraz czekam na wyjaśnienie. :)

Wyjaśniam. Przeciwnik broni palnej nie otrzyma ode mnie poparcia - nie będę dokładał cegiełki do akumulowania przez taką osobę kapitału symbolicznego/finansowego.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 402
23 627
A ja przejrzałem Beesfunda i nie podoba mi się pomysł nadawania książce swojego tytułu, co przywołuje na myśl haniebną praktykę dystrybutorów anglosaskich filmów, a z tłumaczeniem nie ma wiele wspólnego.

W zamian za wsparcie naszego projektu otrzymasz różnorodne nagrody, lecz - rzecz oczywista - główną z nich będzie sama książka "Studies..." w polskim tłumaczeniu jako "Historia kapitalizmu. Perspektywa wolnorynkowego socjalizmu". Uznaliśmy, że taki tytuł najlepiej oddaje treść książki. Dlaczego? O tym dowiesz się poniżej.

Nie mam zaufania do ludzi ignorujących po postmoderniczemu intencje autora, ingerujących w treść jego pracy, nawet jeśli sprowadza się to do gmerania wyłącznie w tytule. Innymi słowy, mam w głębokim poważaniu Wasze zdanie na temat, jaki tytuł najlepiej oddaje treść książki, bo ta książka ma już tytuł - nadany przez Carsona. "Historią kapitalizmu. Perspektywą wolnorynkowego socjalizmu" możecie sobie co najwyżej otagować jego pracę, bądź dodać taki komentarz do niej w bibliotece, żeby po słowach kluczowych zainteresowanym ułatwić jej znalezienie, jeśli jesteście do tego władni. Wypadałoby uznać, że nieprzypadkowo nazywa się ona Studies in Mutualist Political Economy, bo jej autor nie jest jedną spośród nieskończonej liczby małp stukających przez nieskończoną liczbę czasu na jednej z nieskończenie wielu maszyn do pisania i raczej miał jakiś zamysł, gdy nadał taki, a nie inny tytuł. Zamysł jak na przykład, heloł, promocja terminu "mutualizm"?

I jaką ja mam mieć teraz gwarancję, że z resztą książki nie obejdziecie się podobnie, czyli napiszecie ją od nowa, po swojemu, nie przywiązując żadnej uwagi do wierności tłumaczenia, uznając w pewnych miejscach jakieś własne cele za nadrzędne, traktując autora zarówno protekcjonalnie jak i przedmiotowo?
 
OP
Trikster

Trikster

Active Member
361
26
Jesteśmy tłumaczami, a tłumacz - jak to tłumacz - może wykazywać się pewną inwencją: z dwóch zdań podrzędnie złożonych zrobić dwa odrębne zdania oddzielone kropką; napisać małą literą to, co jest napisane wielką; przeformułować szyk, zmieniając kolejność słów w zdaniu; zastąpić jeden wyraz innym, itd. Gdzie jest granica między tłumaczeniem a inwencją własną? Nie chce wchodzić w ten temat; stwierdzę jedynie, że tytuł "Badania nad ekonomią polityczną mutualizmu" jest:
1) straszny (brzydko wygląda);
2) niezgodny z tematyką książki;
3) nic nie powie zainteresowanym spoza libertarian i anarchistów;
4) zawiera dwa terminy niejasne ("ekonomia polityczna" i "mutualizm").
Z tych powodów zdecydowaliśmy się tytuł zmienić, ale zapewniam, że zmianie ulegnie tylko tytuł, bo decyzja podyktowana była powyższymi względami, a nie powodami natury ideologicznej. Sama treść poddana będzie redakcji/korekcie (jeśli projekt odniesie sukces), wszelka terminologia stosowana wewnątrz książki i tematyka poruszana nie będą modyfikowane.
Rzecz jasna, jesteśmy otwarci na zmiany tytułu ("Historia kapitalizmu" zdecydowanie nie jest ostateczna), ale pod żadnym pozorem nie powrócimy do pierwotnego (no chyba, że...). :)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 402
23 627
Jesteśmy tłumaczami, a tłumacz - jak to tłumacz - może wykazywać się pewną inwencją: z dwóch zdań podrzędnie złożonych zrobić dwa odrębne zdania oddzielone kropką; napisać małą literą to, co jest napisane wielką; przeformułować szyk, zmieniając kolejność słów w zdaniu; zastąpić jeden wyraz innym, itd.
Przecież musisz sobie doskonale zdawać sprawę z tego, że zdecydowanie wykroczyłeś poza tak wyznaczone granice.
Gdzie jest granica między tłumaczeniem a inwencją własną?
Rozmowa na ten temat byłaby na miejscu, gdybyś tłumaczył poezję albo prozę nafaszerowaną grami słownymi. Twórczość, w której tym bardziej oddać trzeba sensy i estetyczne oddziaływanie na czytelnika, niekoniecznie słowa. Z niczym takim w tekście Carsona do czynienia nie mamy - poza ewentualnym zachowaniem czujności wobec bełkotliwej kalkomanii, wystarczy robić swoje.
Nie chce wchodzić w ten temat; stwierdzę jedynie, że tytuł "Badania nad ekonomią polityczną mutualizmu" jest:
1) straszny (brzydko wygląda);
2) niezgodny z tematyką książki;
3) nic nie powie zainteresowanym spoza libertarian i anarchistów;
4) zawiera dwa terminy niejasne ("ekonomia polityczna" i "mutualizm").
Ale dokładnie te same zarzuty można postawić tytułowi oryginalnemu. Tłumacz nie powinien bawić się w korektora ani cenzora, przekracza wtedy swoje kompetencje. Domyślam się, że chcecie po prostu przyciągnąć czytelnika użyciem nośnych terminów: "kapitalizm" i "socjalizm" i w ten sposób Carsona rozpowszechnić, ale nie pochwalam tego, bo niszczycie to, co sobie uwidziałem jako etos tłumacza.
 
OP
Trikster

Trikster

Active Member
361
26
Widzę, że masz już z góry ustalone to, co tłumacz może, a czego nie może. Nie sądzę jednak, żebyś dokładnie porównywał jakikolwiek tekst w języku oryginału z tekstem w języku tłumaczonym - ja porównywałem i wielokrotnie napotykałem jeszcze większe ingerencje. I nie było to w poezji. Mój klu jest taki: przedsięwzięcie tłumaczenia jest w dużej mierze przedsięwzięciem anarchicznym, a tłumacz jest w jakimś stopniu autorem dzieł, które tłumaczy. Zaś granice, jeśli istnieją, są cokolwiek niejasne i nie zgadzam się z Tobą, że posłużyliśmy się tutaj inwencją twórczą, bo inwencją twórczą tłumacz posługuje się zawsze wtedy, gdy tłumaczy. Zgadzam się zaś, że przekroczyliśmy jakieś granice, które ustaliłeś sobie w głowie, ale nie sądzę, że powinniśmy kierować się bardziej Twoimi granicami niż naszymi.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 402
23 627
Trudno powiedzieć, że z góry, ale zdążyłem sobie przez lata wyrobić zdanie na temat tłumaczeń, zatem wiem jakie podobają mi się bardziej, a jakie mniej i dlaczego tak jest. Można znaleźć większe ingerencje, jasne - ale im one większe, tym ingerujący powinien mieć lepszy powód, by ich dokonywać, na przykład: jeśli takie akurat poświęcenie konieczne jest w jego opinii, aby zachować charakter oryginalnego tekstu, nie zatracając jednocześnie jego sensu. Jeśli takich powodów nie ma, to kończy tłumaczyć a zaczyna tworzyć, w zależności od stopnia ingerencji, wariacje na temat bądź obok tematu. I niewątpliwie jest to jakiś rodzaj twórczości, tyle tylko, że niepożądany przeze mnie, jako odbiorcę spodziewającego się tłumaczenia.

Ideał natomiast stanowi tekst, który poza najbardziej oczywistą sprawą - sensami, potrafi oddać nawet takie smaczki jak: niedoskonałości warsztatu pisarskiego oryginalnego autora, stylistyczne niedomagania, jego manierę, wszelką efemeryczność formy jaką się posługuje. Jak odległe od tego ideału i tym samym aroganckie wydaje mi się podejście "jestem tak zajebisty, że lepiej od autora wiem, jak powinien nazwać to, co napisał", możesz sobie dośpiewać już sam.

Ponieważ nie zaprzeczyłeś moim domysłom, uznaję w dalszym ciągu, że u Was za ingerencją w tytuł przemówiły głównie względy marketingowo-promocyjne. Nie muszę chyba wyjaśniać, dlaczego uznaję taki powód za niewystarczający. Albo wyjaśnię: bo jest pozamerytoryczny, leżący zupełnie obok tekstu. Odnosi się wyłącznie do Waszych zamierzeń względem niego.

Co się tyczy porównań tekstów, owszem zdarzały mi się, chociaż nie nałogowo. Nie ukrywam też wcale, iż bywało tak, że bardziej przypadły mi do gustu (lub uznałem za bardziej przystępne) teksty, ocenione przeze mnie jako gorsze tłumaczenia, gdy ludzie dokonujący przekładu "pomogli" autorom wyrazić to, co przychodziło im dość siermiężnie w oryginale. Co nie zmienia faktu, że uznawałem je za gorsze pod względem bycia tłumaczeniami. Natomiast nie jestem na co dzień prokuratorem wobec tłumaczy, lubię im zawierzyć. Jeśli coś mi nie pasuje, lubię sprawdzić oryginał, żeby zobaczyć do kogo powinienem mieć pretensje. Jeżeli nie znam języka, to na tłumaczy siłą rzeczy jestem zdany - jeśli jest parę tłumaczeń, mogę co najwyżej oceniać je jako autonomiczne teksty, a nie jako tłumaczenia.

Zastanówcie się jeszcze nad tym tytułem. Nie tyle pod kątem zgodności z moimi widzimisiami, ale chociażby ewentualnymi następstwami w praktyce. Jak sądzę, ludzie interesujący się myślą wolnościową zazwyczaj i tak swój research prowadzą po angielsku, bo te źródła są po prostu najbogatsze. Później ewentualnie szukają wytypowanych przez siebie uprzednio pozycji po polsku, gdy czytanie czegoś dłuższego i bardziej złożonego w języku oryginału nie wchodzi w grę. No i w tym momencie prostsza do znalezienia jest pozycja, której tytuł ma coś wspólnego z oryginalnym tytułem. Wasza propozycja nań jest całkowicie myląca i można pomyśleć, że to zupełnie osobna publikacja, nie mająca nic wspólnego ze Studies in Mutualist Political Economy.
 
OP
Trikster

Trikster

Active Member
361
26
Jak napisałem (krótko i zwięźle :p ), tytuł pod żadnym pozorem nie jest ostateczny. Został jednak wybrany taki, a nie inny z tego powodu, że 1) tamten jest mało zrozumiały, więc marketingowo kiepski oraz 2) nie oddaje tematu książki. Ale tak - daleki jestem od absolutyzowania intencji autora, nie mam też powodu, żeby ją absolutyzować, jak - zdaje się - Ty czynisz. Jest ona dla mnie punktem odniesienia, ale nigdy ostatecznym sprawdzianem jakości tłumaczenia: takiego bowiem nie ma poza odczuciem czytelnika czy jakiejś wspólnoty. Z tego powodu, Twoje odczucia są istotne dla mnie o tyle, że odzwierciedlają również moje wątpliwości. Jeśli zaś chcesz się jakoś przysłużyć, zapodaj inny tytuł; jeśli będzie sensowny, obiecuję, że rozważę.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 402
23 627
No więc, skoro nie chcecie wiernego tłumaczenia tytułu, którego niezrozumiałość można byłoby wyjaśnić w przedmowie, objaśniając co to była "ekonomia polityczna" i dlaczego Carson się na nią powołuje, proponowałbym zabawę sensami przy pozostawieniu słów, tak by chociaż fonetycznie tytuły były zbieżne i wywoływały wzajemne skojarzenia.

Na chwilę obecną przychodzi mi na myśl takie rozwiązanie: Upolityczniona ekonomia. Studium mutualistyczne.
  • z punktu widzenia marketingu jest ciekawe, bo w tytule mamy sensacyjny zarzut nieczystości nauki i skażenia ją interesem politycznym
  • Carson opisuje jak to różni ekonomiści formułowali swoje teorie będąc motywowani bodźcami ze sfery polityki i jest to spora część jego książki, więc można powiedzieć, że głównie o tym ona jest. Tytuł więc jest zgodny z zawartością. Tytuł oryginalny zawiera w sobie taką dwuznaczność - political economy możemy odebrać nie tylko jako dawną nazwę dziedziny nauki, ale też jako oskarżenie o to, że ekonomia działa w służbie polityki.
  • "Badania" kojarzą mi się z pracami zbiorczymi, różnych autorów, bądź jednego, ale z różnych okresów - w każdym razie, z czymś dość luźnym, łączącym wiele dyscyplin, etc. Książka Carsona jest w miarę spójna, zastąpiłbym więc liczbę mnoga, pojedynczą, nieco kalkując łaciną, żeby pozostawić skojarzenie z oryginalnym tytułem.
  • zostaje dzięki temu mutualizm, który należało jakoś zachować, chociaż w innej formie. Studium mutualistyczne, bo chociaż niekoniecznie Carson pisze sporo o mutualizmie, patrzy na ekonomię i jej upolitycznienie z jego punktu widzenia.
 

Claude mOnet

Well-Known Member
1 018
2 204
@Trikster

A może lepiej dać na PolakPotrafi? Portal jest dużo bardziej popularny, bardziej przejrzysty tzw. user-friendly. Dodatkowo w Beesfund nie korzystają bezpośrednio z sytemu płatniczego on-line, tylko od pośrednika - trochę to "krzakowo" wygląda (mało powiedziane, "trochę" ;)).

No i jak mam coś radzić to zmniejszyć wymaganą kwotę zebrania pieniędzy (jak będzie nawet o 1zł mniej od 4000zł to nic dostaniecie!), trochę dołożyć ze swoich, a potem sobie pokryć koszty ze sprzedaży książki.

Ps. Ja niestety nie mogłem wpłacić pieniędzy w Beesfund (na ten projekt!), gdyż w Polsce do przelewów mam konto w SKOKu i Paypal (oba nieobsługiwane!). Tragedia...
 
Do góry Bottom