Permanentna inwigilacja w praktyce

kr2y510

konfederata targowicki
12 658
24 246
Chodzi o Żydów? Oni nie są obcy etnicznie dla terenów dzisiejszej Polski.
Nie wiem dokładnie o co chodzi autorowi, bo w jego łbie nie siedzę.
Ale domyślam się, że chodzi mu o nadreprezentację Żydów, Ukraińców oraz o gówno ludzkie ze wschodu nadesłane przez sowietów, by pełniło obowiązki Polaków. Była też w PRL nadreprezentacja Niemców. Np. całe oddziały Gestapo, których zadaniem było zwalczanie Gryfu Pomorskiego, przeszły w zwartych szeregach wpierw do NKWD, a potem do PRL-owskiej bezpieki.
 

noniewiem

Well-Known Member
439
743
Nie wiem dokładnie o co chodzi autorowi, bo w jego łbie nie siedzę.
Ale domyślam się, że chodzi mu o nadreprezentację Żydów, Ukraińców oraz o gówno ludzkie ze wschodu nadesłane przez sowietów, by pełniło obowiązki Polaków. Była też w PRL nadreprezentacja Niemców. Np. całe oddziały Gestapo, których zadaniem było zwalczanie Gryfu Pomorskiego, przeszły w zwartych szeregach wpierw do NKWD, a potem do PRL-owskiej bezpieki.
I w jaki sposób jest to niby obcy etnicznie element?
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 658
24 246
Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek byli inwigilowani przez ABW z wykorzystaniem Pegasusa.

Niestety, na dziś dzień do bezpiecznej komunikacji wideo/głos pozostaje zrootowany i zdegooglowany (a Apple po jailbreaku) tablet WiFi-only i punkt dostępowy do netu (np router + modem), wraz z softem do sieci Tox lub GNUring (Jami). Od biedy można użyć sieci Matrix, a do wyjścia do normalnej sieci telefonicznej użyć SIP.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469
Przynajmniej wyszło to momencie, gdy okaże się bardziej dotkliwe dla samej władzy, niż szpiegowanego Giertycha.

W połączeniu z aferą o praworządność, niewykonywaniem wyroków TSUE, opnią Bidena, że Polska lokuje się gdzieś na poziomie totalitaryzmu Białorusi, inwigilacja przez służby konia może potwierdzić ostatecznie w odbiorze społecznym, że rzeczywiście mamy do czynienia z totalniakami i ich wreszcie obalić.

Pytanie, czy użyli tego systemu za zgodą sądu? Jeśli nie, to łatwo będzie rozkręcić tę aferę dalej.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469
Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek byli inwigilowani przez ABW z wykorzystaniem Pegasusa.
Już wiadomo, że nie tylko oni. Ta afera może zostać ładną kulą śnieżną.


Telefon obecnego senatora KO Krzysztofa Brejzy miał zostać zhakowany 33 razy w 2019 r. — informuje AP. Doszło do tego w czasie gdy polityk prowadził kampanię przed wyborami parlamentarnymi i był szefem sztabu KO. Jest to trzecia osoba z Polski, u której potwierdzono włamanie za pomocą systemu Pegasus. Wcześniej AP informowało o zhakowaniu telefonów Romana Giertycha oraz prokurator Ewy Wrzosek.
Dzisiaj, 18:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
  • Jak przekazali badacze z kanadyjskiego Citizen Lab telefon Brejzy został cyfrowo zhakowany 33 razy od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r.
  • Krzysztof Brejza w rozmowie z agencją AP powiedział, że nie ma wątpliwości, iż dane skradzione z jego telefonu, gdy był szefem sztabu kampanii parlamentarnej KO, dostarczyły istotnych informacji na temat strategii partii
  • W rozmowie z Onetem obecny senator KO powiedział, że jest "to niebywały skandal"
  • Dostęp do systemu Pegasus nie jest sprzedawany prywatnym firmom, korzystać z niego go mogą jedynie agencje rządowe
Telefon Brejzy został cyfrowo zhakowany 33 razy od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r., przekazali badacze Citizen Lab, którzy od lat śledzą nadużycia rządu w zakresie złośliwego oprogramowania NSO, który jest właścicielem systemu Pegasus.

Zobacz również

Senator KO inwigilowany pegasusem. Brejza dla Onetu: czułem, że jest coś nie tak​

Brejza skomentował sprawę zhakowanego telefonu. "Trudno się dziwić, że PiS wygrał wybory"​

Jak zwraca uwagę Associated Press wiadomości tekstowe skradzione z telefonu Brejzy — a następnie spreparowane w kampanii oczerniania — zostały wyemitowane przez rządową telewizję.
Krzysztof Brejza w rozmowie z agencją AP powiedział, że nie ma wątpliwości, iż dane skradzione z jego telefonu, gdy był szefem sztabu kampanii parlamentarnej KO, dostarczyły istotnych informacji na temat strategii, które w połączeniu z oszczerstwami przeciwko niemu uniemożliwiły uczciwy proces wyborczy.
Polityk stwierdził, że teraz rozumie, skąd TVP wzięła wiadomości z jego telefonu. — Ta operacja zniszczyła pracę sztabu i zdestabilizowała moją kampanię — powiedział. — Nie wiem, ile głosów odebrała mi i całej koalicji — dodał.
W rozmowie z Onetem obecny senator KO powiedział, że jest "to niebywały skandal". — Byłem inwigilowany jako szef sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r. Już wtedy czułem, że jest coś nie tak. Potem nabrałem pewności, że padłem ofiarą prowokacji służb specjalnych, przy współudziale TVP — zauważył.

Sfałszowane SMS-y Brejzy w TVP

27 października ujawniliśmy w Onecie, że Brejza zebrał dowody na to, iż w 2019 r., gdy kierował sztabem wyborczym Koalicji Obywatelskiej – jak przekonuje – był szpiegowany przez służby specjalne. Według niego zdobyte w ten sposób m.in. SMS-y z telefonu zostały dodatkowo sfałszowane. W takiej formie opublikowała je TVP.
Materiały stacji Jacka Kurskiego miały pokazywać, jak Brejza rzekomo tworzył w inowrocławskim urzędzie miasta grupę internetowych hejterów (ojciec polityka, Ryszard Brejza, jest prezydentem Inowrocławia).
25 sierpnia 2019 r. na portalu tvp.info pojawił się artykuł "»Nie wdawać się w dyskusję, klepać [komentarze]«. Instrukcje Brejzy dla wydziału nienawiści". Autorem materiału był pracownik TVP Samuel Pereira. Tekst miał ujawniać, "jak dokładnie wyglądał osobisty udział posła Brejzy w całym procederze".
W tekście opublikowano SMS-y, które Brejza miał wysyłać do swoich współpracowników. W rzeczywistości jednak pokazane wiadomości były skompilowane z kilku osobnych, wysyłanych w różnym czasie i do różnych osób.
W innym przypadku zamieniono nadawcę z odbiorcą – w swoim tekście Samuel Pereira przekonywał, że polityk Koalicji Obywatelskiej wysłał do kogoś SMS, tymczasem był jego adresatem.
Dalsza część tekstu znajduje się pod wideo

TVP przegrywa z Brejzą w sądzie

Sąd nakazał, by pod tekstem pojawił się następujący komunikat: "W związku z treścią tego artykułu toczy się postępowanie sądowe o naruszenie dóbr osobistych Krzysztofa Brejzy w postaci czci, dobrego imienia, prawa do prywatności i tajemnicy korespondencji".
– Sąd uznał wysokie prawdopodobieństwo zasadności roszczenia. Sprawa przeszła kontrolę instancyjną, a zatem podzielił ten pogląd także sąd odwoławczy. Dla nas istnienie tego postanowienia ma ogromne znaczenie, bowiem każdy, kto natknie się w internecie na pomawiające treści wynikające z artykułu Samuela Pereiry, będzie informowany o tym, że toczy się proces – mówi Onetowi mec. Dorota Brejza, pełnomocniczka senatora Krzysztofa Brejza, prywatnie jego żona.
TVP powinna wykonać postanowienie niezwłocznie.

Zhakowane telefony Romana Giertycha i Ewy Wrzosek

Jak informowali 20 grudnia amerykańscy dziennikarze z AP, Roman Giertych i Ewa Wrzosek dołączyli do listy krytyków rządów na całym świecie, których telefony zostały zhakowane przy użyciu systemu Pegasus. To oprogramowanie szpiegujące, które zamienia telefon w urządzenie do podsłuchiwania i pozwala ściągnąć z niego wszelkie dane. Dostęp do niego nie jest sprzedawany prywatnym firmom, korzystać z niego go mogą jedynie agencje rządowe.
Zdaniem AP telefon adwokata miał być kontrolowany 18 razy, m.in. w trakcie ostatnich wyborów parlamentarnych w 2019 r. Natomiast telefon prokurator miał zostać zhakowany dwa lata później, gdy krytykowała rząd Zjednoczonej Prawicy za zmiany realizowane w wymiarze sądowniczym. Na jej urządzenie, według Citizen Lab, w ciągu dwóch miesięcy włamano się sześć razy.
Źródło: Media
 

Blobfish

Member
39
66
Ta afera może zostać ładną kulą śnieżną.

Afera niewątpliwie ma potencjał ale wątpię, żeby wiązały się z nią jakieś praktyczne konsekwencje w rodzaju spadku poparcia dla rządu. Elektorat PIS nawet jeśli się o niej dowie to z reżimowych mediów i z odpowiednim komentarzem. W dodatku obawiam się, że wyborcy PIS zasadniczo mogą nie dostrzegać niczego złego w szpiegownaiu opozycji lub dziennikarzy. Wydaje mi się, ze jedyne co może odspawać tych socjalistów od koryta to jakiś potężny kryzys gospodarczy.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469

  • Przyszedł do mnie technik łączności i powiedział: "Panie generale, byli u nas ludzie z firmy [Służby Kontrwywiadu Wojskowego] i grzebali przy drucikach". Wówczas to zbagatelizowałem — mówi w rozmowie z Onetem były szef sztabu
  • Przed szczytem NATO w Warszawie z gen. Gocułem za pomocą szyfrowanej łączności chciał rozmawiać szef Komitetu Wojskowego Sojuszu gen. Petr Pavel. – Dwa dni nasi technicy próbowali uruchomić połączenie. Niestety się nie udało – opowiada gen. Gocuł
  • — Nie mogąc się do mnie dodzwonić, gen. Pavel już otwarcie powiedział: "Słuchaj Mieczysław, coś u ciebie nie gra na telefonie. Ewidentnie macie nieszczelność na telefonach" – opowiada były szef sztabu
  • "Mówimy o szyfrowanym telefonie. O jawnych nic nie wiem. Nawet jeśli był założony na nich podsłuch, to nikt tego nie sprawdził. A tajny telefon, okazało się, że jest nieszczelny"
  • Kiedy szef Sztabu Generalnego upewnił się, że jego telefon jest na podsłuchu, zaczął być ostrożny. – Musiałem prawie do zera ograniczyć moją działalność ściśle tajną i niejawną. Przez attaché obrony rozmawiałem z Niemcami, Amerykanami czy dowództwem NATO – mówi
Edyta Żemła: Panie generale, był pan podsłuchiwany pełniąc funkcję szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego?
Gen. Mieczysław Gocuł: Tak. To się zdarzyło na początku 2016 r., przed szczytem NATO w Warszawie. Było wówczas kilka zdarzeń, które następowały po sobie, a wskazywały na to, że mój telefon może być na podsłuchu.
Jakie to sytuacje?
Zacznę od tego, że na terenie Sztabu Generalnego jest element łączności. Tam codziennie powstaje poufne sprawozdanie dobowe na temat tego, co się działo w siłach zbrojnych. Ma ono szeroki rozdzielnik – jest kierowane do prezydenta, premiera, ministrów, dowódców rodzajów sił zbrojnych. W okresie, o którym mówię, przyszedł do mnie technik łączności i wręczając mi takie właśnie sprawozdanie, mimochodem powiedział: "Panie generale, byli u nas ludzie z firmy [Służby Kontrwywiadu Wojskowego SKW] i grzebali przy drucikach".
Zbagatelizowałem to wówczas, przyjmując, że w węźle łączności zjawili się ludzie z SKW, ponieważ być może coś naprawiali lub sprawdzali. Ale był to pierwszy sygnał, że coś niedobrego wokół mnie może się dziać. Potem były kolejne.
Jakie?
Tuż przed samym szczytem NATO w Warszawie pojawiły się problemy z uzgodnieniem wysuniętej obecności wojsk Sojuszu w naszym kraju. Wyjaśnię, że chodzi o to, iż na poziomie Komitetu Wojskowego NATO [najważniejszej struktury wojskowej w Kwaterze Głównej NATO] do 20 maja 2016 r., przed szczytem zaplanowanym na lipiec, nie było zgody członków Sojuszu na wysuniętą obecność wojskową w Polsce.
Znaczyło to, że jeżeli nie ma takiej rekomendacji wojskowej, to politycy, uznając, że nie ma zagrożenia, również rekomendują, iż wzmocniona, sojusznicza obecność wojskowa w naszym kraju nie jest konieczna. Powszechna zgoda NATO na taką obecność była tylko w państwach bałtyckich.
Pan w tym zakresie prowadził z wojskowymi negocjacje, które tuż przed szczytem NATO w Warszawie zakończyły się jednak sukcesem.
Tak, ale to nie było proste. Szefem Komitetu Wojskowego NATO był wówczas czeski generał Petr Pavel. Wiedział, że walczymy o wysuniętą obecność wojskową Sojuszu w naszym kraju. Gen. Pavel zaproponował własne rozwiązanie, które chciał ze mną uzgodnić. W skrócie chodziło o to, że nie byłaby to ciągła czy rotacyjna obecność wojskowa, lecz doraźna, pojawiająca się co pewien czas (ang. semi-presence).
Uzgadniał to rozwiązanie z państwami bałtyckimi. Chciał też w tej sprawie zadzwonić do mnie. Dwa dni nasi technicy próbowali uruchomić połączenie. Niestety się nie udało. To tajne, szyfrowane łącze. Jeden klucz do szyfrowania jest u mnie, a drugi w Brukseli. W ten sposób gen. Pavel rozmawiał zresztą z Bałtami.
Nie mogąc się do mnie dodzwonić, już otwarcie powiedział: "Słuchaj Mieczysław, coś u ciebie nie gra na telefonie. Wczoraj dzwoniłem do Bałtów i była dobra łączność, a wy ewidentnie macie nieszczelność na telefonach. Postaraj się przyjechać na Komitet Wojskowy wcześniej. Spotkamy się w cztery oczy i porozmawiamy".
Wówczas, podczas rozmów z gen. Pavlem, przypominałem sobie słowa technika, który już wcześniej mówił mi, że "byli ludzie z firmy i grzebali przy drucikach".
Tak "grzebali", że popsuli tajne łącze w Sztabie Generalnym?
Prawdopodobnie panowie z SKW założyli, że z telefonu, którego używam, można korzystać jak z każdego innego i niekoniecznie moja rozmowa musi być szyfrowana. Gdyby nie była, to nikt nigdy by się nie dowiedział, że ten telefon był na podsłuchu. Dopiero, jak się włączy szyfrowanie i nie ma szczelności połączenia, to to wszystko wychodzi.
Były jeszcze jakieś inne sygnały, że był pan na podsłuchu?
Następna taka sytuacja była, kiedy rozmawiałem z szefem niemieckiego Sztabu Generalnego gen. Volkerem Wiekerem. Niemcy mieli bardzo pragmatyczne podejście do szczytu NATO w Warszawie. Jeszcze przed jego rozpoczęciem Wieker w rozmowie ze mną przyznał, że ma wytyczne polityczne, ale od razu dodał: — Jeżeli nie będę cię mógł wspierać, to na pewno nie będę przeszkadzał. Będę neutralny i nie zabiorę głosu.
Niemcy mieli również własną inicjatywę w tym zakresie. Chodziło o stworzenie większych, międzynarodowych formacji wojskowych w naszym regionie. Razem z Wiekerem tę inicjatywę przerabialiśmy, długo o niej dyskutowaliśmy.
Pewnego razu wezwał mnie do siebie ówczesny minister obrony Antoni Macierewicz. Chciał porozmawiać przed posiedzeniem Komitetu Wojskowego NATO. W trakcie rozmowy okazało się, że ma do mnie pretensje, ponieważ przed wyznaczeniem na drugą kadencję na stanowisko szefa sztabu, będąc w Pałacu Prezydenckim, rozmawiałem z prezydentem Andrzejem Dudą i ówczesną premier Beatą Szydło. Ministra obrony tam wówczas nie było.
Prezydent zapytał, jak się sprawy mają przed szczytem NATO. Powiedziałem, że nadal nie ma zgody Komitetu Wojskowego na wysuniętą obecność wojsk Sojuszu w Polsce, ale nie wszystko jeszcze stracone, ponieważ niebawem komitet zbiera się na poziomie szefów sztabów, na którym będę.
Były duże szanse na sukces?
Tak, spore. W tym czasie zmieniał się amerykański dowódca sił NATO w Europie. Został nim Curtis M. Scaparrotti, który przyszedł z dowódcy armii w Korei. Załapaliśmy dobry kontakt, ponieważ kiedyś byłem szefem komisji rozjemczej państw neutralnych w Korei, gościłem w Seulu i spotykałem się z generałami amerykańskimi.
Miałem też bardzo dobre, przyjacielskie relacje z Josephem F. Dunfordem, szefem połączonych sztabów USA. Spędziliśmy kiedyś razem trzy miesiące w bazie Babilon w Iraku. Zapewniłem więc pana prezydenta, że jeszcze nic straconego. Zresztą finalnie udało mi się przekonać moich amerykańskich i NATO-wskich kolegów do poparcia naszego stanowiska. Efektem czego jest wysunięta obecność wojsk NATO w Polsce.
O co minister Macierewicz miał do pana pretensje?
Chodziło o to, że o stanie negocjacji przed szczytem NATO poinformowałem premier Szydło i prezydenta Dudę. Przy okazji tej rozmowy minister powiedział jeszcze, iż wie, że mam dobre kontakty z Niemcami. Problem w tym, że nigdy z nim na ten temat nie rozmawiałem. W głowie znowu zaświeciła mi się czerwona lampka ostrzegawcza.
Dlaczego?
Minister Macierewicz powiedział wówczas, że gdyby był telefon z Niemiec, to mam natychmiast, niezależnie od godziny i pory dnia lub nocy, do niego zadzwonić. To było dziwne. Rozumiem, że gdyby w Rosji coś się działo, to taka prośba byłaby uzasadniona, ale w Niemczech?
Najbardziej jednak zastanowiło mnie, że minister Macierewicz wie, gdzie dzwonię. Skontaktowałem się więc z attaché wojskowym Niemiec i poprosiłem go do siebie. Poinformowałem, że mam podstawy, by sądzić, iż nie do końca mój telefon jest bezpieczny. Krótko mówiąc — że może być na podsłuchu.
Rozumiem, że przez attaché wojskowego przekazał pan tę informację swojemu niemieckiemu odpowiednikowi?
Żeby była sprawa jasna, nic nie knuję z Niemcami. Jednak jeśli Volker jest moim przyjacielem, a jest, to chcę, żeby wiedział, że mój telefon może być na podsłuchu. Jeżeli nie chciałby rozmawiać, to ja to rozumiem. Wówczas zresztą rozmawialiśmy przez attaché. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że wiedząc, iż mój telefon jest na podsłuchu, nie poinformuję o tym przyjaciela i narażę go na szwank.
Mówimy cały czas o telefonie szyfrowanym?
Tak, cały czas mówimy o szyfrowanym telefonie szefa Sztabu Generalnego. O jawnych telefonach nie wiem nic. Nawet jeśli był założony na nich podsłuch, to nikt tego nie sprawdził. A tajny telefon, okazało się, że jest nieszczelny i to po mojej stronie. Od tego momentu moje rozmowy były prowadzone przez attaché wojskowych.
W jakiś inny sposób pan się jeszcze zabezpieczał przed podsłuchem?
Siłą rzeczy musiałem prawie do zera ograniczyć moją działalność ściśle tajną i niejawną. Przez attaché obrony rozmawiałem nie tylko z Niemcami, lecz również z Amerykanami, czy dowództwem NATO. Nie mogąc dzwonić do Brukseli przed szczytem NATO, po prostu tam pojechałem.
Spotkałem się ze wszystkimi generałami z Naczelnego Dowództwa Sił NATO w Europie. Powiedziałem im jaką mam koncepcję na wysuniętą obecność NATO w Polsce. Musiałem te rozmowy powadzić osobiście, ponieważ miały one ogromną wagę dla bezpieczeństwa państwa, a nie miałem pojęcia, kto może inwigilować moją niejawną sieć.
Ktoś powinien to sprawdzić?
Oczywiście, SKW. Jednak trudno było do nich zadzwonić, kiedy technik z węzła łączności powiedział mi, że to oni "grzebali przy drucikach". Sytuacja była więc patowa.
Funkcjonowaliśmy tak przez kilka miesięcy. Nie dałoby się jednak działać w ten sposób na dłuższą metę. Minister Macierewicz, który postawił mi zadanie wynegocjowanie obecności wojsk NATO w Polsce, jednocześnie rzucał mi kłody pod nogi. Dlatego po szczycie NATO w Warszawie zaniosłem mu wniosek o odejście do cywila i powiedziałem, że formuła naszej współpracy się wyczerpała.
Podsłuch na telefonie szefa Sztabu Generalnego jednego z państw NATO — jak to można skomentować?
To się nie mieści w żadnych kanonach ani standardach. NATO jest poważną instytucją, opartą na zaufaniu. Gdyby podobna sytuacja zdarzyła się jednemu z moich kolegów z Sojuszu, to po prostu bym w nią nie uwierzył. To wszystko wymknęło się spod jakiejkolwiek kontroli nie tylko tej wynikającej z zasad funkcjonowania demokratycznego państwa i cywilnej kontroli nad armią.
 

NoahWatson

vaxinista
1 196
2 958
Najpierw PO zostało odsunięte po udostępnieniu nagrań podsłuchów. Teraz znów ktoś podsłuchuje ludzi z KO i prawdopodobnie PiS dostaje stosowne reporty z podsłuchów... W pewien sposób ciekawe, że tylko PiS wygląda na beneficjenta podsłuchów (oczywiście pomijając aferę ich ujawnienia).
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469

Oprac.: Norbert Amlicki
Polska
Dzisiaj, 30 grudnia (16:02) Aktualizacja: 1 godz. 22 minuty temu
Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś wypowiedział się na temat inwigilacji polityków i obywateli. - To jeden z najpoważniejszych kryzysów demokracji - stwierdził. Przypomniał, że NIK już w 2019 roku, przy okazji kontroli budżetowej, znalazła fakturę dotyczącą zakupu systemu Pegasus.

- Afera związana z Pegasusem stanowi poważne zagrożenie dla demokracji i wymaga szczegółowego wyjaśnienia, bo dotyczy podejrzenia nielegalnej inwigilacji polityków i obywateli - powiedział Polsat News Banaś.
- Najwyższa Izba Kontroli już w 2019 roku, przy okazji kontroli budżetowej, zwracała na to uwagę, kiedy znaleziono fakturę dotyczącą zakupu systemu Pegasus - dodał szef NIK.
- W tej chwili do NIK wpłynęło kilka wniosków o podjęcie kontroli w tym temacie. Analizujemy wnikliwie każdy wniosek i po ich przeanalizowaniu podejmiemy decyzje, co do podjęcia kontroli doraźnej - wyjaśnił Banaś.

Pegasus. "Najpoważniejszy kryzys demokracji"

Szef NIK do sprawy odniósł się również na Twitterze.
"Podejrzenia dotyczące inwigilacji polityków i obywateli to jeden z najpoważniejszych kryzysów demokracji. NIK już po kontroli wykonania budżetu za 2019 rok sygnalizowała poważne wątpliwości w tej kwestii. Czas wrócić do tej sprawy" - napisał.



Amerykańska agencja prasowa Associated Press podała w ubiegłym tygodniu, powołując się na ustalenia działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, że za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.

Brejza skierował do NIK wniosek o kontrolę w CBA

Wniosek o kontrolę NIK w sprawie wykorzystywania oprogramowania Pegasus skierowała w środę do Izby Lewica. Posłowie Lewicy w tej sprawie spotkali się z prezesem NIK Marianem Banasiem. Poseł tej formacji Wiesław Szczepański po tym spotkaniu przekazał, że prezes NIK zapewnił parlamentarzystów o tym, że Izba będzie analizowała możliwość kontroli, szczególnie, że nie jest to pierwszy skierowany do niej wniosek w sprawie wykorzystania Pegasusa.
W poniedziałek senator Brejza skierował do NIK wniosek o przeprowadzenie pilnej kontroli w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Żaryn: kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych przypadkach

Według Citizen Lab do telefonu Krzysztofa Brejzy włamano się 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi. Kanadyjscy badacze nie byli jednak w stanie wskazać, kto dokładnie stoi za szpiegowaniem, ale podkreślono, że jedynymi klientami izraelskiej firmy są rządowe agencje.
Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, odnosząc się do doniesień w sprawie Pegasusa, przypomniał, że "w Polsce kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych i opisanych prawem przypadkach, po uzyskaniu zgody prokuratora generalnego i wydaniu postanowienia przez sąd". Jak dodał, "sugestie, że polskie służby wykorzystują metody pracy operacyjnej do walki politycznej, są nieuprawnione".
Lider PO Donald Tusk zapowiedział, że jego ugrupowanie będzie wnosić o powołanie sejmowej komisji śledczej, która zbada wykorzystywanie systemu Pegasus przeciwko opozycji, a także zapowiedział powołanie analogicznej nadzwyczajnej komisji w Senacie.
 

ckl78

Well-Known Member
533
634
"Dobrze, że są takie narzędzia". Poseł Kowalski chwali system Pegasus.

– Nie ma zgody na to, żeby politycy byli bezkarni. Za czasów Zjednoczonej Prawicy nie ma na to zgody, czy ktoś ma metkę PiS-u, Platformy, czy PSL-u – podsumował polityk Solidarnej Polski.


- System, który powinien być wykorzystywany do walki z terroryzmem, jest wykorzystywany przeciwko obywatelom tego kraju. (…) Bardzo możliwe, że Pegasusa używają wasi koledzy do podsłuchiwania rządu, do podsłuchiwania siebie nawzajem. (…) I teraz, drodzy panowie, zastanówcie się, czy ten system nie będzie bronią użytą przeciwko wam - zaznaczała posłanka PSL-u.

Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Pols...i-System-Pegasus-Dobrze-ze-sa-takie-narzedzia

A mógł siedzieć cicho.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469

Oprac.: Wiktor Kazanecki
POLSKA
Dzisiaj, 3 stycznia (07:15) Aktualizacja: Dzisiaj, 3 stycznia (09:57)
O tym, w jaki sposób polskie władze weszły w posiadanie licencji na Pegasusa pisze poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza". Według dziennikarzy "PiS oszukało posłów" z komisji finansów publicznych, bo ci mieli nie wiedzieć, że zmiana w budżecie Funduszu Sprawiedliwości pozwoli CBA na zakup izraelskiego systemu do inwigilacji za 25 mln zł. Jak dodali, główne role w tym planie odgrywali Zbigniew Ziobro oraz jego współpracownicy. - Zachowuję dalece idącą wstrzemięźliwość wobec rewelacji "Gazety Wyborczej" - skomentował doniesienia Radosław Fogiel.
Zdaniem "GW", zakup systemu Pegasus zrealizowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, nad którym pieczę sprawują Zbigniew Ziobro i jego ludzie. W ocenie gazety, CBA i resort sprawiedliwości przeprowadziły "precyzyjnie zaplanowaną operację", a na jej każdym etapie "zadbano o kamuflaż".
Dziennikarze "Wyborczej" przypomnieli o posiedzeniu sejmowej komisji finansów z 15 września 2017 roku. Zaakceptowała ona wtedy wniosek ministra sprawiedliwości ws. "zmian w planie finansowym Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej". Przedstawił go współpracownik Ziobry Michał Woś.

"Wyborcza": 25 mln zł miało trafić na "inne działania" zapobiegające przestępczości

Woś wyjaśniał wówczas, że miesiąc wcześniej zmieniono zasady wypłacania pieniędzy z Funduszu, dodając "katalog instytucji z sektora finansów publicznych". Według dziennika, ten ruch mógł pozwolić CBA na zakup Pegasusa, chociaż na zebraniu komisji "nie pada o tym ani jedno słowo". Tymczasem CBA może być finansowane tylko bezpośrednio z budżetu państwa.
"Posłowie nie wiedzą, że dzień wcześniej Woś wystąpił do Ministerstwa Finansów o zgodę na przeznaczenie 25 mln zł z Funduszu na 'inne działania", które mają 'służyć zapobieganiu przestępczości" - dodała "GW".
W artykule czytamy też m.in. że ówczesna premier Beata Szydło spotkała się w lipcu 2017 r. ze swoimi odpowiednikami z krajów Grupy Wyszehradzkiej i premierem Izraela Beniaminem Netanjahu. To wówczas miała zapaść decyzja o sprzedaży licencji na Pegasusa rządom Polski i Węgier.
"Wyborcza" przekazała, iż CBA otrzymało 25 mln zł z Ministerstwa Sprawiedliwości w dwóch transzach. Resort finansów, który badał legalność zakupu, potwierdził, że "dyscyplinę finansów" naruszono wtedy "w stopniu nie wyższym niż znikomy", dzięki czemu - jak pisze dziennik - nikt nie poniesie konsekwencji.

Fogiel: Nie ma afery wokół Pegasusa

Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel pytany w Radiu Zet o te doniesienia podkreślił, że PiS nikogo nie oszukiwał w tej sprawie. - Zachowuję dalece idącą wstrzemięźliwość wobec rewelacji "Gazety Wyborczej". To jest gazeta, która kilka tygodni temu pomyliła ministra (nauki, Przemysława) Czarnka z Leszkiem Czarneckim. Napisali artykuł o tym drugim, a używali nazwiska tego pierwszego - przypomniał wicerzecznik PiS. - Wiarygodność żadna. Skąd ja mogę mieć pewność, że któryś z autorów (artykułu - red.) nie odnalazł gdzieś na strychu starej konsoli Pegasus z komunii i mu się nie pomyliło - ironizował polityk.
Zwracał też uwagę, że na wskazanym posiedzeniu komisji finansów nic nie mówiono o zakupie systemu Pegasus. Na uwagę prowadzącej, że posłowie nie wiedzieli co akceptują, Fogiel podkreślił, że posłowie - jak zawsze - dostali informację na komisji, był obecny przedstawiciel resortu i mogli zadawać pytania.
- Nie chcę wdawać się w spekulacje na temat tego czym dysponują, jakimi działaniami się posługują polskie służby, bo nie jest to moją rolą, nie mam takiej wiedzy, nie jestem członkiem komisji służb specjalnych; nawet gdybym mógł i miał, to nie byłbym upoważniony do dzielenia się tym na antenie - zaznaczył polityk PiS. - Wszystkie działania operacyjne jakiekolwiek, jeśli mają miejsce w Polsce - niezależnie od tego wobec kogo są podejmowane - muszą być podejmowane za zgodą sądu - podkreślił.
Fogiel był też pytany dlaczego jego ugrupowanie jest przeciwne powołaniu komisji śledczej ws. Pegasusa zaznaczył, że "nie ma afery wokół Pegasusa".
Dopytywany, że skoro PiS nie ma sobie nic do zarzucenia, to dlaczego nie chce powołania komisji, Fogiel żartował, że "nie ma też dowodów na to, że Reptilianie rządzą światem. Czy to jest powód do tego żeby powoływać komisję śledczą".
Zwrócił też uwagę, że komisje śledcze powołuje się w sytuacji, kiedy standardowe działania organów państwa nie przynoszą efektu. - Tutaj nic takiego nie mamy - zapewnił.
- Równocześnie chce się by opinia publiczna uwierzyła, że polskie służby dysponują super, hiper tajnym, wyrafinowanym sprzętem szpiegowskim najwyższej klasy. Kupionym po tajniacku za grube miliony. Z drugiej strony chce się nas przekonać, że jakiś NGO-s z Kanady odkrył, że to supertajne, wyrafinowane oprogramowanie było w telefonie Romana Giertycha, czy pani prokurator - powiedział Fogiel.

AP pisała o inwigilacji Giertycha, Brejzy i Wrzosek

Przypomnijmy, że według amerykańskiej agencji AP za pomocą oprogramowania Pegasus inwigilowani w Polsce byli: mecenas Roman Giertych, prokurator Ewa Wrzosek i senator Krzysztof Brejza w czasie, gdy był szefem sztabu wyborczego KO. Podkreśla się przy tym, że klientami stojącej za Pegasusem izraelskiej NSO Group są jednostki rządowe.
W poniedziałek Bogdan Rymanowski zapytał prezydenta Andrzeja Dudę w internetowej dogrywce "Gościa Wydarzeń" w Interii o doniesienia w sprawie użycia systemu Pegasus w Polsce. - Od tego są parlamentarzyści, żeby te sprawy były wyjaśnione w parlamencie - powiedział prezydent.
Na pytanie, czy należy powołać komisję śledczą, odpowiedział: Nie wykluczam, jeśli będzie taka decyzja posłów.
- Uważam, że jeżeli takie pojawiają się twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia. Zwłaszcza, jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były te informacje dla mnie, bo tak jak mówię, ja nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić, w związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro takie twierdzenia są - zaznaczył Andrzej Duda.
- Powtarzam jeszcze raz. Jest chociażby w Sejmie komisja do spraw służb specjalnych, która - jeżeli są wątpliwości - w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć - dodał.

Jarosław Kaczyński: Nie mam w tej sprawie dowodu

- Nie wiem, co z tym Pegasusem. Dostałem pismo od dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej, by wyjaśnić wątpliwości wokół rzekomego podsłuchu wobec Romana Giertycha. To się miało dziać w roku 2019, nie byłem wówczas wicepremierem do spraw bezpieczeństwa, nie mam o tym większego pojęcia - mówił prezes PiS.
Dodał: - Nie mam w tej sprawie dowodu. Będzie posiedzenie komitetu do spraw bezpieczeństwa, to ta sprawa wtedy stanie i poproszę o wyjaśnienia.

Po poniedziałkowym artykule "Operacja Pegasus. Jak PiS oszukał posłów", który ukazał się w "Gazecie Wyborczej", politycy Prawa i Sprawiedliwości dostali na swoje skrzynki mailowe partyjny przekaz dnia, czyli wytyczne, jak powinni odpowiadać na wszystkie pytania związane ze sprawą zakupu systemu Pegasus. Takie wiadomości regularnie trafiają do parlamentarzystów, kiedy partie chcą ujednolicić medialny przekaz i uniknąć kłopotliwych wypowiedzi swoich przedstawicieli. To rodzaj ściągi, która sprawia, że dziesiątki polityków w różnych mediach powtarzają bardzo podobne zdania.
Partyjne wytyczne są szczególnie ważne przy okazji niewygodnych i budzących kontrowersje tematów. Wówczas władze partii oczekują, że wypowiedzi polityków nie będą zbytnio wychodziły poza zawarte sugestie. Jednym z takich trudnych tematów dla Prawa i Sprawiedliwości jest sprawa zakupu systemu do inwigilacji Pegasus oraz – jak poinformowali kanadyjscy naukowcy – jego użycia wobec polityka PO Krzysztofa Brejzy, adwokata Romana Giertycha oraz prokurator Ewy Wrzosek.
Wirtualna Polska dotarła do najnowszego przekazu dla polityków Prawa i Sprawiedliwości. Przed politykami PiS postawiono trzy zadania. Mają uderzać w wiarygodność "Gazety Wyborczej" i podważać ustalenia dziennika, powinni odsyłać dziennikarzy do oświadczenia rzecznika prasowego ministra koordynatora służb specjalnych, przy okazji mogą też dodać, że nie będą wpisywali się w linię obrony Romana Giertycha. Dla partyjnej centrali to jedyne pożądane odpowiedzi polityków PiS w sprawie kulisów zakupu Pegasusa i przekazania na ten cel środków z Funduszu Sprawiedliwości, którym zarządza minister sprawiedliwości.

"Starannie zaplanowana operacja"

Według "Gazety Wyborczej" zakup systemu Pegasus z Funduszu Sprawiedliwości miał być "precyzyjnie zaplanowaną operacją resortu sprawiedliwości i CBA". Przekazanie środków miało być możliwe dzięki inicjatywie wiceministra sprawiedliwości. Michał Woś 15 września 2017 r. podczas posiedzenia sejmowej komisji finansów publicznych złożył wniosek o zmianę planu finansowego Funduszu Sprawiedliwości. Posłowie zatwierdzili tę zmianę, ale - czytamy w dzienniku - nie mieli pojęcia, że chodzi o zakupy dla CBA, bo "w czasie posiedzenia komisji nie padło o tym ani jedno słowo".
Gazeta jednocześnie informuje, że to Michał Woś wystąpił do Ministerstwa Finansów o zgodę na przekazanie 25 milionów złotych z Funduszu na "inne działania", mające "służyć zapobieganiu przestępczości". Wiceminister był też podpisany pod przelewami z Funduszu Sprawiedliwości do CBA. Według autorów zakup systemu Pegasus z Funduszu Sprawiedliwości był precyzyjnie zaplanowaną operacją resortu sprawiedliwości i CBA, i "na każdym kroku zadbano o kamuflaż".
W publikacji podkreślono, że zakup oprogramowania z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości był niezgodny z prawem, ponieważ CBA może być finansowane wyłącznie z budżetu państwa. Gazeta powołuje się również na dokument, do którego dotarł poseł PO Michał Szczerba. Chodzi o postanowienie Głównego Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych, który w Ministerstwie Finansów badał zażalenie Najwyższej Izby Kontroli. Dotyczyło ono odmowy wszczęcia postępowania w sprawie złamania przepisów o dyscyplinie finansów publicznych przy kupnie systemu. "Ministerstwo Finansów uznało, że choć doszło do złamania przepisów, to stopień szkodliwości czynu był znikomy", co w efekcie kończy możliwość szczegółowego wyjaśnienia sprawy. Pod pismem w tej sprawie podpisał się wiceminister finansów Piotr Patkowski.

Woś: "Odgrzewany kotlet"

Wiceminister sprawiedliwości Michał Woś do czasu publikacji artykułu wyłącznie zdawkowo odniósł się do sprawy. "Odgrzewany kotlet. Opisana dotacja była omawiana w Sejmie i mediach 4 lata temu. Fundusz Sprawiedliwości ma ustawowy obowiązek finansować zwalczanie przestępczości - by łamiący prawo nie spali spokojnie" – napisał na Twitterze. Polityk Solidarnej Polski nie odebrał od nas telefonu i nie odpowiedział na prośbę o kontakt.


W swoim oświadczeniu poseł nie odniósł się ani do kwestii podpisu pod przelewem, który miał umożliwić zakup Pegasusa, ani tego, w jakim celu złożył wniosek o zmiany w planie finansowym Funduszu Sprawiedliwości. Co ciekawe Michał Woś 29 grudnia, w rozmowie z TVN24, pytany, czy ma wiedzę o wykorzystywaniu systemu Pegasus w Polsce, stwierdził, że "nie wie, co to jest". Do zarzutów nie odniósł się także minister sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro jedynie podał dalej wpis swojego zastępcy.
O szczegółach nie mówi też Michał Wójcik, minister w Kancelarii Premiera, który reprezentuje Solidarną Polską. "'Rewelacje' opozycji dotyczące przekazania środków z Funduszu Sprawiedliwości do CBA, okazały się niewypałem. Temat był omawiany w świetle kamer w parlamencie przed czterema laty. Nie ma nic nowego" – stwierdził w swoim wpisie na Twitterze.
Z kolei wicerzecznik PiS Radosław Fogiel w Radiu Zet stwierdził, że "nie ma afery wokół Pegasusa". Polityk – zgodnie z ujawnionymi przez nas wytycznymi partii – podważał wiarygodność autorów poniedziałkowej publikacji. - Ja zachowuję dalece idącą wstrzemięźliwość wobec rewelacji "Gazety Wyborczej". To jest gazeta, która kilka tygodni temu pomyliła ministra [Przemysława – red.] Czarnka z Leszkiem Czarneckim. Napisali artykuł o tym drugim, a używali nazwiska tego pierwszego – mówił. - Wiarygodność jest żadna. Skąd ja mam mieć pewność, że któryś z autorów nie znalazł na strychu starej konsoli Pegasus z komunii i mu się nie pomyliło? - pytał Fogiel.
 
Ostatnia edycja:

kr2y510

konfederata targowicki
12 658
24 246
A tu ADAC sprawdziło co zbierają komputery pokładowe 4 wybranych modeli samochodów i co wysyłają. Oczywiście w artykule to nie jest Pegasus (jest on tam w cudzysłowie), ale skutki użycia Pegasusa lub podobnego softu tailor-made przeciwko autom mogą skończyć się tragicznie. Ktoś rzuci, że dopóki się nie włoży karty SIM, to wszystko to nie dotyczy ale zapomina, że z telefonu bez karty SIM można dzwonić na 112 i telefon bez kart SIM może odbierać SMS-y skierowane na numer IMEI. Do tego niektóre samochody mają BT i WiFi.
IMO wypadek Jörga Haidera w 2008r. był najprawdopodobniej zaaranżowany w ten sposób. Jego VW miało już modem z miejscem na kartę SIM, choć nie wiem czy była ona włożona.
 
Do góry Bottom