Patenty

  • Thread starter Deleted member 427
  • Rozpoczęty
OP
L

lebiediew

Guest
Jakoś nie zagłębiałem się nigdy w kwestię patentów, bo sprawa wydawała mi się zawsze oczywista. Dla mnie cała ta sprawa wynika z typowego (dla myślenia propaństwowego) zaczynania od niewłaściwej strony. Ludzie zastanawiają się, jak wyglądać będzie rozwój technologiczny, jeśli zlikwidujemy prawo patentowe. Innymi słowy - naszym celem jest zwiększenie subiektywnie pojmowanej produktywności i dopasowujemy wszystkie pozostałe elementy układu tak, by produktywność była jak największa. Ale moją wartością nie jest produktywność, ani rozwój technologiczny, ale wolność. Co mnie obchodzi, że wprowadzenie jakiegoś prawa zwiększa jakieś wskaźniki, skoro regulacje z nim związane zabraniają mi robienia rzeczy, do których mam prawo? Wielu libertarian myśli, że wolny rynek jest najlepszy ekonomicznie w każdej sytuacji, co jest oczywistą nieprawdą. Z łatwością można sobie wyobrazić sytuację, w której odebranie praw jakiejś grupie, powoduje wzrost ogólnej produktywności (najprostszy przykład - wyłapanie pijaczków spod żabek, jeżyków i biedronek i zapędzenie ich do niewolniczej pracy spowoduje wzrost wskaźników ekonomicznych). Ale nam chodzi o wolność, a nie o wskaźniki. Oczywiście większość z nas wierzy, że w dużej skali i w długim trwaniu wolny rynek jest nieporównanie lepszy od rynku kontrolowanego, ale istnieć mogą jakieś obszary, na których - lokalnie i czasowo - tak nie jest. Wiele osób chce udowodnić za wszelką cenę, że zniesienie patentów spowoduje nie wiadomo jak wielki wzrost innowacyjności. Bardzo prawdopodobne, ale można by też dowodzić, że wprowadzenie podatku na innowacyjność, z którego opłacalibyśmy wynalazców, byłoby skuteczniejszym rozwiązaniem. Ale to nie jest istotne. Istotne jest to, że patenty ograniczają wolność człowieka do wdrażania nowych technologii. I ten argument jest wystarczający. Nikt nie ma prawa zabraniać innym ludziom produkowania jakichś technologii, leków, algorytmów itd. Nikt nie ma prawa rościć sobie prawa własności do swoich pomysłów, a jeśli nie chce, by ludzie go naśladowali (emulacja to podstawa rozwoju każdej kultury), to niech ich nie ogłasza i zabierze je ze sobą do grobu.
Na koniec bardzo ważna myśl Rothbarda

It so happens that the free-market economy, and the specialization and division of labor it implies, is by far the most productive form of economy known to man, and has been responsible for industrialization and for the modern economy on which civilization has been built. This is a fortunate utilitarian result of the free market, but it is not, to the libertarian, the prime reason for his support of this system. That prime reason is moral and is rooted in the natural-rights defense of private property we have developed above. Even if a society of despotism and systematic invasion of rights could be shown to be more productive than what Adam Smith called "the system of natural liberty," the libertarian would support this system. Fortunately, as in so many other areas, the utilitarian and the moral, natural rights and general prosperity, go hand in hand.

W momencie, gdy wejdziemy na ścieżkę myślenia o ekonomicznych efektach jakichś regulacji jako argumentach na rzecz ich wdrożenia lub odrzucenia, jesteśmy już jedną nogą poza obrębem myśli libertariańskiej. Wyobrażam sobie, że gdyby w wolnym społeczeństwie pojawił się problem spadku innowacyjności, społeczeństwo takie potrafiłoby sobie z tym poradzić. W tej całej dyskusji odciska się zresztą jeden z najbardziej typowych argumentów przeciwko wolności, a mianowicie przekonanie, że wolne społeczeństwo nie jest w stanie podejmować żadnych wspólnotowych działań.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
(najprostszy przykład - wyłapanie pijaczków spod żabek, jeżyków i biedronek i zapędzenie ich do niewolniczej pracy spowoduje wzrost wskaźników ekonomicznych)
A czy nie jest tak, że koszty administracyjne takiego wyłapywania i potem nadzorowania przewyższą w pewnym momencie zyski (wzrost wskaźników ekonomicznych) i zacznie się "zwój"?
 
OP
L

lebiediew

Guest
to już kwestia techniczna. mogłoby tak być, ale nie musiałoby. nie istnieje żaden ekonomiczny dowód na to, że praca niewolnicza jest mniej produktywna niż praca dobrowolna. dobrze sformatowni i pilnowani robotnicy mogą być dużo bardziej wydajni. mi chodzi o to, że nie ma potrzeby na siłę udowadniać, że wolny rynek w każdej nawet najmniejszej sytuacji jest lepszy dla produktywności niż regulacje. wiemy, że tak jest w szerszej perspektywie i w długim trwaniu, ale jakieś lokalne fluktuacje mogą temu przeczyć i nie ma się tym co przejmować.

załóżmy, że A, B i C dostali odprawy po zamknięciu kopalni w wysokości 50 tys zł. C proponuje pozostałym otwarcie sklepu, ale A i B odmawiają - bo wolą przepić swoje pieniądze. C włamuje się do ich mieszkań i kradnie im po 40 tys. posiadając kapitał 130 tys., zakłada sklep, który świetnie prosperuje. po pół roku wykazuje zysk 20 tys. na miesiąc i oddaje A i B miesięcznie po 10 tysięcy. po roku wszyscy są do przodu. był wolny rynek? nie było. był zysk? był.

Oczywiście gdyby A i B sami zadecydowali, że składają się z C na sklep byłoby jeszcze lepiej, ale sęk w tym, że ludzie nie zawsze podejmują właściwe decyzje. Idea, by z tego powodu zabierać im ich wolność i pieniądze jest obrzydliwa, ale nie zmienia faktu, że nie wszyscy zawsze robią to, co jest dla nich najbardziej korzystne (nawet wedle ich systemu wartości).

A co do patentów - nie sądzę, by ich uwolnienie miało przynieść spadek innowacyjności, myślę, że zmieniłaby się przede wszystkim metoda finansowania różnych badań i projektów.
 

Lukasevic

Member
145
4
Czytając twój przykład na myśl przyszedł mi Bastiat i jego "Co widać i czego nie widać". Nie wiem czemu. Po pierwsze nie jest powiedziane, że sklep przyniesie zysk. Po drugie to, że ktoś nie chce swoich dóbr inwestować tylko je konsumuje to nie znaczy, że to jest strata dla gospodarki, ktoś inny dzięki temu może zainwestować pieniądze w inne bardziej dochodową rzecz. Niech mnie ktoś poprawi jak coś pomieszałem.

A co do patentów to sądzę podobnie.
 
OP
L

lebiediew

Guest
Oczywiście, że nie jest powiedziane, że przyniesie zysk, ale mógłby przynieść i w moim hipotetycznym przykładzie przynosi (zaś A i B konsumują pomału swoje 10 tysięcy, a 40 tysięcy leży i czeka) . Mój przykład (można ich wymyślić tysiące, a jakąś ilość wziąć z historii) ma obrazować, że zasada wolny rynek > rynek regulowany działa w skali makro i w dłuższym trwaniu, a w skali mikro może dochodzić do różnych fluktuacji jej przeczących. Nie ma żadnego metafizycznego prawa mówiącego, że interwencja państwowa musi zaowocować stratą. Nie musi, ale w 99% tak się dzieje. A ponieważ nie ma takiego bezwyjątkowego prawa, to sugeruję, by libertarianie nie wpadali w panikę, gdy napotkają jakiś "dowód na skuteczność" polityki socjalistycznej. Zasadnicza różnica między libertarianami a socjalistami polega na tym, że w państwie libertariańskim socjaliści mogą realizować swoje programy (na zasadzie dobrowolnej zgody), ale libertarianie nie mogą tego robić w państwie socjalistycznym. Jeśli więc jakieś działanie państwa jest korzystne, to równie dobrze mogłoby być realizowane poprzez wspólnotową zgodę.
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 147
4 697
Zasadnicza różnica między libertarianami a socjalistami polega na tym, że w państwie libertariańskim socjaliści mogą realizować swoje programy (na zasadzie dobrowolnej zgody)
Na zasadzie dobrowolnej zgody to już nie jest socjalizm a libertarianizm.
 
OP
L

lebiediew

Guest
Moja teza wyraża w innej formie to, co znajduje się w Twojej sygnaturze, więc czemu oponujesz?
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 147
4 697
Chodzi mi o to, że socjalista nie jest zainteresowany socjalizmem bez przymusu (czyli libertarianizmem) tylko właśnie przymusem. Więc w libertarianizmie socjaliści nie mogą wprowadzić socjalizmu.
 

papuv

Member
196
5
A czy nie jest tak, że koszty administracyjne takiego wyłapywania i potem nadzorowania przewyższą w pewnym momencie zyski (wzrost wskaźników ekonomicznych) i zacznie się "zwój"?
Znaleźli na to prosty sposób : wręczają im mandaty na konkretne kwoty - co jest analogiczne, ale nie trzeba specjalnego nadzoru, by to odpracowali.
Mało tego - sami muszą kombinować jak.
Czyli to samo niższym kosztem dla państwa.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Apple zaczyna się rządzić nawet w RP:

Apple wystąpił do Urzędu Patentowego RP o unieważnienie znaku towarowego A.PL należącego do firmy Internet S.A. 29 sierpnia odbyło się posiedzenie Kolegium ds. Spornych Urzędu Patentowego RP, które rozpatrywało wniosek Apple o unieważnienie znaku towarowego. Główne zarzuty to konfuzyjne podobieństwo oraz wykorzystanie renomy znaków Apple.

http://telepolis.pl/news.php?id=26273&limit=1000
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 573
11 062
Czerwone podeszwy szpilek nie oznaczają tutaj barwy socjalizmu, tylko są znakiem rozpoznawczym firmy Christian Louboutin. ( nawiasem mówiąc, opantentowali to - kumacie kurwa? patent na kolor podeszw! :mad:) . Tak że niby zniszczmy kapitalistyczny patriarchat, ale zróbmy to w obuwiu zaprojektowanym przez mężczyznę i zrobionym przez międzynarodowy koncern "wykorzystujący" w swoich sweat-shopach biedne kobiety w Bangladzeszu.

Samozaorane. Następna!
Autorem jest facet ;).

A z tym patentem to nie wiedziałem. Bulwersujące!
Wygląda na to, że to niestety prawda:

Christian Louboutin zarejestrował w 2008 r. swój znak rozpoznawczy – czerwoną podeszwę buta – w United States Patent and Trademarks Office (Urząd Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych), jako znak towarowy. Zgłosił również „czerwona podeszwę” do Międzynarodowej Bazy Znaków Towarowych w Alicante. Tym samym zagwarantował sobie wyłączność na posługiwanie się czerwoną podeszwą na całym świecie. Jak się okazuje również kolor podeszwy może być znakiem towarowym. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak!
http://www.blog.ksplegal.pl/?p=430

Czerwona podeszwa brzmi równie debilnie co prostokąt o zaokrąglonych krawędziach. To tak absurdalne, że aż wierzyć się nie chce, a jednak to prawda. W sieci można nawet zapoznać się z wzorem tego zastrzeżonego "dobra" (?):

 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 660
21 040
News w temacie:

Dolby Digital wolne od patentów. Właśnie wygasł ostatni
20.03.2017 12:11

Na ten moment czekało wielu deweloperów. O północy 20 marca wygasł ostatni z patentów na format zapisu dźwięku AC-3 (standard Dolby Digital), często wykorzystywanego w filmach i programach telewizyjnych. AC-3, opracowany przez Dolby, debiutował w 1992 roku i wyróżniał się możliwością zapisu dźwięku 5.1. Od tamtej pory trafił między innymi do telewizji cyfrowej (DVB, amerykański ATCS), na płyty DVD i Blu-ray i do wielu strumieni internetowych. Patenty na kluczowe rozwiązania, stosowane w kodeku, po kolei wygasały od 2008 roku.

Jak to się stało, że tak ważny standard był objęty patentami ponad 20 lat? Firma Dolby znana jest z niezbyt przyjaznych zagrań, które pozwoliły jej przedłużyć monopol. W wielu przypadkach odmawiała podania listy patentów chroniących niezbędne dla AC-3 rozwiązania. Składała też nowe wnioski patentowe na rozwiązania obejmujące rzekomo części standardu i skupowała patenty od innych firm, potem twierdząc, że są istotne dla sprawy. Nikogo nie powinno dziwić, jeśli nawet mimo wygaśnięciu patentów Dolby będzie starać się uzyskać opłaty licencyjne za swój standard. Prawdopodobnie lepiej nie używać nazwy „Dolby Digital” w interfejsie aplikacji i jej opisie.

Istotne jest jednak to, co wygaśnięcie patentów oznacza dla wszystkich użytkowników. Prawdopodobnie w cenie sprzętu, który kupujemy, znajdowała się opłata licencyjna za korzystanie z kodeku. Dotyczy to przede wszystkim telewizorów, odtwarzaczy i konsol, które były na rynku w ciągu ostatnich 25 lat. Koniec monopolu to też większa dostępność materiałów z dźwiękiem zakodowanym AC-3, także 5.1. Deweloperzy mają wolność implementowania odtwarzania DVD, Blu-rayów, materiałów z telewizji cyfrowej i wielu kamer ręcznych bez konieczności płacenia za licencję. To powinno przełożyć się na szersze możliwości darmowych programów multimedialnych. Skończą się problemy z odtwarzaniem różnych filmów na naszych urządzeniach. Trzeba bowiem wiedzieć, że od 2012 roku Dolby zwalczało odtwarzacze, które obsługiwały AC-3. Firma podniosła ceny licencji i aplikacje miały zniknąć ze sklepów, jeśli deweloperzy nie płacili. Tym sposobem obsługa Dolby Digital znikła między innymi z MX playera.

Oczywiście AC-3 nie jest dziś jedynym dobrym wyjściem dla dźwięku filmowego. W zasadzie 25-letni standard w ogóle nie jest dobrym wyjściem dla dźwięku 5.1, gdyż jest nieefektywny. Nowoczesne urządzenia obsługują wielokanałowy dźwięk kodowany przez AAC, DTS lub Opus i można przesyłać go przez HDMI, więc nie trzeba ograniczać się do Dolby Digital, by mieć dźwięk przestrzenny.

Na koniec warto przypomnieć, że wciąż obowiązują patenty na E-AC-3 (Dolby Digital Plus), MLP i TrueHD. Jeśli ktoś chce korzystać z otwartej implementacji AC-3, znajdzie ją w bibliotekach ffmpeg i libav. Te implementacje nie naruszają patentów Dolby, gdyż nie używają zastrzeżonych metod optymalizacji alokacji bitów.
 
Do góry Bottom