Imperialistyczny rasizm zdemaskowany

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
Friday, August 14, 2015

What is a "trained Marxist"?

This is going to hurt me more than it will hurt you. I feel your pain. In fact, I feel your pain more than you do, you anaesthetized leftist zombies. So sit down, shut up and listen.

Patrisse Cullors, Black Lives Matters co-founder, in an interview with Jared Ball of the Real News Network said:

The first thing, I think, is that we actually do have an ideological frame. Myself and Alicia in particular are trained organizers. We are trained Marxists. We are super-versed on, sort of, ideological theories. And I think that what we really tried to do is build a movement that could be utilized by many, many black folk. We don't necessarily want to be the vanguard of this movement. I think we've tried to put out a political frame that's about centering who we think are the most vulnerable amongst the black community, to really fight for all of our lives.
And I do think that we have some clear direction around where we want to take this movement. I don't believe it's going to fizzle out. It just gets stronger, and we see it, right. We've seen after Sandra Bland. We're seeing it now with the interruption of the Netroots Nation presidential forum.
What I do think, though, is folks -- especially folks who have been trained in a particular way want to hear certain things from us, that we're not sort of framing it in the same ways that maybe another generation have, has. But I think it's important that people know that we are, the Black Lives Matter movement doesn't just live online, although there's many people who utilize it online. We're in a different set of circumstances, a different generation that -- social media may feel like it's diluting the larger ideological frame. But I argue that it's not.
This certainly throws a new light on Alicia Garza's comment that "no candidate who is really about this werk would break a sweat in response to a question in the form of 'Do Black Lives Matter?' The simple answer should be 'Yes' not some weirdo populist economic determinism." Those untrained populist weirdos must be made to bow down to the ideologically super-versed Marxist vanguard! What Adolph Reed Jr. described as "visceral and vitriolic anti-Marxism" could conceivably be visceral and vitriolic "trained Marxist" sectarianism.

In all fairness, the comrades "don't necessarily want to be the vanguard of this movement." Indeed, humility and reluctance are admirable qualities in self-appointed leaders. But seeing as how they "actually do have an ideological frame" and "some clear direction around where we want to take this movement," they really have no choice but to accept the mantle of leadership, do they?

"We are not reasonable!"
There's one thing that puzzles me though. Is it customary for trained Marxist cadre to publically announce that they are trained Marxists?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
Segregacjonizm rasowy w wirtualu.

31.07.2020 20:06
Google wprowadza kolejną nowość do wyszukiwarki i Map, tym razem związaną z identyfikacją firm. Jak podaje The Verge, czarnoskórzy właściciele mogą już korzystać z nowej ikony, aby zaznaczyć, że to właśnie oni są odpowiedzialni za dany biznes.
Nowa ikona "Black-owned" – czarne serce wycięte w okrągłym logo – to kolejny piktogram po "Women-Led" oraz "LGBTQ-friendly", które pojawiły się tutaj wcześniej. Tym razem Google chce wywiązać się ze swojej deklaracji z początku czerwca, która powstała w konsekwencji brutalnego morderstwa George'a Floyda w USA i jest związana z równym traktowaniem Czarnych.
The Verge informuje, że aby móc wyświetlić nowy piktogram na karcie z informacjami o firmie, konieczne jest jej wcześniejsze zweryfikowanie przez telefon, listownie lub pocztą elektroniczną. Na razie nie jest jednak jasne, w jaki sposób Google zamierza weryfikować kolor skóry właściciela.
Opisywana nowość to już trzecia zmiana związana z Mapami Google w ostatnich dniach. Wcześniej informowaliśmy o nowych ikonach zabytków w niektórych miastach oraz rozpoczętym wdrażaniu funkcji społecznościowych.
Czekać tylko, aż moda na opaski i nakaz chodzenia rynsztokami dla ludzi drugiej kategorii powróci...
 

mikioli

Well-Known Member
2 737
5 270
Segregacjonizm rasowy w wirtualu.

31.07.2020 20:06
Google wprowadza kolejną nowość do wyszukiwarki i Map, tym razem związaną z identyfikacją firm. Jak podaje The Verge, czarnoskórzy właściciele mogą już korzystać z nowej ikony, aby zaznaczyć, że to właśnie oni są odpowiedzialni za dany biznes.
Nowa ikona "Black-owned" – czarne serce wycięte w okrągłym logo – to kolejny piktogram po "Women-Led" oraz "LGBTQ-friendly", które pojawiły się tutaj wcześniej. Tym razem Google chce wywiązać się ze swojej deklaracji z początku czerwca, która powstała w konsekwencji brutalnego morderstwa George'a Floyda w USA i jest związana z równym traktowaniem Czarnych.
The Verge informuje, że aby móc wyświetlić nowy piktogram na karcie z informacjami o firmie, konieczne jest jej wcześniejsze zweryfikowanie przez telefon, listownie lub pocztą elektroniczną. Na razie nie jest jednak jasne, w jaki sposób Google zamierza weryfikować kolor skóry właściciela.
Opisywana nowość to już trzecia zmiana związana z Mapami Google w ostatnich dniach. Wcześniej informowaliśmy o nowych ikonach zabytków w niektórych miastach oraz rozpoczętym wdrażaniu funkcji społecznościowych.
Czekać tylko, aż moda na opaski i nakaz chodzenia rynsztokami dla ludzi drugiej kategorii powróci...
Ciekawe czy efekt nie będzie odwrotny. Wielu ludzi nie będzie chciało kobiety hydraulika czy coś w tym stylu. W normalnokapitalizmie zamówili by przyszła kobieta, zrobiła dobrze i tym sposobem przekonała jednego szowinistę.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
No i gdzie jest ten wielki lincz, o którym narracje usilnie rozkręcał mainstream?

Media mają krew na rękach. Władza zresztą też, bo mogli dokonać tego wycieku znacznie wcześniej i od razu stonować nastroje, a tego nie zrobili.

Mikrodozowanie się nie udało i oto przyczyna śmierci. Prochy i stres w wyniku aresztowania wystarczyły, aby gościa wykończyć, żaden ekstraordynaryjny rasizm nie był już potrzebny do dokończenia dzieła zniszczenia.

Facet mógł sobie posiedzieć w radiowozie i tam nikt by go kolanem nie dociskał, ale wolał nawiewać drugą stroną, co też było niezłym nigga moment.

U nas w podobnej, medialnej sytuacji - przy aresztowaniu Margota, policja od razu opublikowała swoje nagrania, aby każdy sobie sam mógł wyrobić zdanie na temat i zinterpretować całe zajście. A to znacząco ograniczyło możliwość nakręcania narracyjnych gównoburz o wielkich męczennikach za sprawę przez media.
 

kompowiec

freetard
2 210
2 143
Margot to zupełnie inny kaliber, gdyby u nas się wydarzyło coś podobnego, byłoby całkiem podobnie, oh wait... Fragment od TVN gdzie był zamach na adamowicza też musiał wyciec i co najlepsze, nigdy nie został oficjalnie wydany. Nawet nie wiem czy ten leak nadal istnieje ale udało mi się go raz znaleźć.

EDIT: nadal jest



widzę jednak ze dźwięk jest stłumiony, generalnie nic ciekawego tj. na nagraniu samym nie ma jakiejkolwiek sensownej kwestii dialogowej, jest tylko pouczenie nagrywajacego zeby nie wrzucal tego do neta.

No i od razu nie polecam czytać komentarzy, spiskowy wysryw.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
Speaking on MNF, Gary Neville believes players should be subject to regular diversity inclusion training to avoid incidents like Edinson Cavani's shared Instagram post this week.


Obozy reedukacyjne lepiej otwórzcie...
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
I mamy już pierwszą aferę po powrocie kibiców na angielskie stadiony. Nastał właśnie czas ogólnonarodowej, medialnej progresywnej żałoby, albowiem durny plebs nie potrafił uszanować tej pięknej akcji antyrasistowskiej, jaką jest klękanie zawodników przed pierwszym gwizdkiem. Wyłamali się niesławni kibice Millwall, wygwizdując cały rytuał. Było też słychać krzyki "Wstawać!", a pewnie będzie prowadzone śledztwo, kto śmiał naruszyć ustaloną świętość.

Sobotni mecz Millwall z Derby, który zakończył się wynikiem 0:1, był dla gospodarzy pierwszym spotkaniem od wybuchu pandemii, na którym mogli pojawić się kibice. Ci nie zdali jednak egzaminu. Nie chodzi tym razem o przestrzeganie obostrzeń, a gwizdy wobec swoich piłkarzy.
Dzisiaj, 13:16
Od wznowienia rozgrywek w czerwcu, gracze czołowych angielskich lig klękają na początku meczów, by wesprzeć w ten sposób światowe protesty przeciwko niesprawiedliwości rasowej. Wśród drużyn zaangażowanych w akcję znalazło się również Millwall, co spotkało się z dezaprobatą miejscowych kibiców.
Gdy piłkarze obu drużyn upadli na kolana, grupa osób zaczęła gwizdać. Napastnik Derby, Colin Kazim-Richards, który zdecydował się wstać, unosząc przy tym pięść, nazwał na Twitterze incydent „absolutną hańbą”.
- Klub wykonuje ogromną pracę na rzecz walki z rasizmem, więc oczywiście jestem rozczarowany. Gracze wyszli i powiedzieli, że nie popierają aspektu politycznego, ale popierają aspekt antydyskryminacyjny i oczywiście wszyscy to robimy - powiedział szef klubu, Gary Rowett.
- Nie chcę o tym wiele mówić. Wszyscy w Derby uklęknęliśmy i nikt nie akceptuje takiego zachowania - dodał Wayne Rooney.
Angielska Liga Piłkarska, Związek Piłki Nożnej i organizacja charytatywna Kick It Out wydały oświadczenia potępiające incydent. - To pokazuje, że gracze mają rację, nadal sprzeciwiając się dyskryminacji, czy to poprzez uklęknięcie, czy poruszanie tej kwestii w przestrzeni publicznej - czytamy w publikacji Kick It Out.
Piłkarze Millwall wydali w piątek oświadczenie, sygnalizując zamiar kontynuowania akcji aż do Nowego Roku, kiedy to klub ma ogłosić „nową i kompleksową strategię antydyskryminacyjną".
- Kibice, którzy zostali dzisiaj wpuszczeni na trybuny, nie szanowali nie tylko mnie, ale i klubu. I tego, co reprezentują klub oraz społeczność. Zwalczać i powstrzymywać wszelkie zachowania dyskryminacyjne i rasizm - to wszystko, czym jest ten gest - mówił po meczu Mahlon Romeo, obrońca Millwall.
Piłkarze, podobnie jak inne środowiska zaczęli klękać przed meczami, by pokazać swoje poparcie dla ruchu antyrasistowskiego, który stał się bardziej widoczny po śmierci George'a Floyda. Zawodnicy Premier League mają na swoich koszulkach opaski z hasłem "Nie ma miejsca na rasizm".


Tymczasem BLM doczekało się już nawet oficjalnej kategorii newsów na takim SkySports.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
Polsat też chce nas już umoralniać i perorować na temat tego, co komu wypada. Kij z tym, co zrobią władze piłkarskie i czy będą wyciągać konsekwencje wobec swojego pracownika, bo zwolnienie chama, który źle reprezentuje firmę, godząc jakoś w jej wizerunek to jedno, ale kiedy ktoś korpostandardy chce eksportować również na odbiorców usługi, aby nauczyli je akceptować i sami je przyjęli, to można już protestować.

dzisiaj, 14:48
Bez znaczenia pozostaje, co w języku rumuńskim oznacza słowo „negru”. Zwracanie się do kogoś bądź identyfikowanie go po kolorze skóry jest po prostu niedopuszczalne. Zwłaszcza przez sędziów, którzy niezależnie od okoliczności powinni sprostać swojej roli, środowiska najwyższych standardów i zaufania. Skandal w Paryżu ma jednak wiele więcej wątków, bo jak się okazuje, obrażać mieli nie tylko arbitrzy, ale również ci, którzy poczuli się w tej sprawie dotknięci.

Niezależnie od ustaleń, mamy do czynienia z jednym z największych skandali w historii piłki klubowej, a na pewno największym w Lidze Mistrzów, w której po raz pierwszy przerwano mecz z powodu rasizmu arbitrów. Nie byłoby usprawiedliwieniem, gdyby zarzewiem awantury było zachowanie kibiców lub też członków któregoś z klubów, jednak powód tego skandalu, jakim stali się sędziowie, jest tym bardziej przejmujący.
Opuszczający boisko piłkarze PSG i Basaksehir po niespełna kwadransie gry to pierwsza tego typu demonstracja sportowców przeciwko rasizmowi. Ponieważ solidarnie zrobiły to oba zespoły, niezależnie od pochodzenia, koloru skóry i stopnia wrażliwości wszystkich 22 piłkarzy, należy wykluczyć, że mamy do czynienia z prowokacją, manipulacją lub najzwyklejszą sportową kalkulacją. Nawet nie trzeba specjalnego śledztwa, skoro dowody są podane jak na tacy. Rozmowy między arbitrami są nagrywane i padają tam słowa: „Jeden z czarnych tam. Idź i sprawdź, kim on jest. Czarny tam, nie można się tak zachowywać”… Są skandaliczne, nie mieszczą się w kanonie zachowań i nie usprawiedliwiają ich nawet różnice kulturowe i językowe. W przyjętych cywilizacyjnych normach nie mieści się bowiem zwracanie się do kogoś bądź identyfikowanie go po kolorze skóry, jest to po prostu niedopuszczalne. Zwłaszcza przez sędziów, którzy niezależnie od okoliczności powinni sprostać swojej roli, środowiska najwyższych standardów i zaufania.
Oczywiście sprawa nie jest jednoznaczna, poznane w niej fakty z pewnością rzucą cień nie tylko na arbitrów, także na innych uczestników tego meczu niesionych emocjami. Już teraz nie ma pewności, czy skandaliczny dialog prowadzili arbiter techniczny Sebastian Coltescu (został skreślony z listy FIFA, miał to być jego ostatnio sezon) z sędzią głównym Ovidiu Hateganem, czy jednak była to rozmowa między Hateganem i asystentem Octavianem Sovre. Rumuńscy sędziowie, choć nic nie usprawiedliwia ich zachowania, wskazują, że dotknięty rasistowską uwagą kameruński trener Pierre Webo miał wcześniej nazywać sędziów „Cyganami”. I jeśli to prawda, mamy do czynienia z kolejnym skandalem, w którym ofiara staje się również sprawcą.
Kolejną odsłoną wydarzeń w Paryżu będą z pewnością wypowiedzi, jakie padają w komentarzach. Szef Rumuńskiej Rady Antydyskryminacyjnej o słowach swoich rodaków mówi: „To rasizm bez możliwości interpretacji. Sędzia mógł zidentyfikować piłkarza lub trenera na podstawie tylu innych szczegółów i zignorować jego kolor skóry”. Ion Craciunescu, były rumuński arbiter prowadzący finał Ligi Mistrzów w 1994 roku, mówi z kolei, że to co wydarzyło się we wtorek wieczorem jest wyjątkowe. – To czarna plama na Lidze Mistrzów. Czy kiedykolwiek widziałeś coś takiego? Nie. Echo tych wydarzeń będzie wybrzmiewać na pierwszych stronach gazet – mówi Craciunescu wzbudzając kolejne kontrowersje. Nawet nie tym, że zdecydowanie nie potępia swoich kolegów po fachu, ale tym, że używa sformułowania „czarna plama”, co można interpretować na różne sposoby…
Niezależnie od tego, jakie konsekwencje poniosą winni, wydarzenia z Paryża mogą zmienić sport, na dobre rugując z niego słowa, które mogą dotykać innych i noszą znamiona rasizmu. Generalnie standardy komunikacyjne na świecie się zmieniają, język również, pewnych słów się po prostu nie używa. Wydawało się, że tego typu wydarzeń będzie coraz mniej, wszystko jest dość klarowne, zwłaszcza w futbolu, gdzie organizacje za nim stojące w sposób bardzo rygorystyczny piętnują zachowania rasistowskie. Weźmy choćby ostatnią, mocno dyskusyjną sprawę napastnika Manchesteru United Edinsona Cavaniego, którego słowa w mediach społecznościowych w odpowiedzi na gratulacje „gracias negrito” stały się przyczynkiem do wszczęcia śledztwa.
Żyjemy w czasach, gdy krzywda innych ze względu na kolor skóry i pochodzenie jest wyraźnie piętnowana. Dowodem tego jest ruch „Black Lives Matter”, który zawiązał się po śmierci George’a Floyda w USA i przystąpili do niego sportowcy na całym świecie. Wydarzenia z Paryża wpisują się w tę zmianę braku akceptacji dla rasizmu. Nie można bezkarnie pleść trzy po trzy, a uczestnicy widowisk sportowych będą ważyć słowa nawet w chwilach, gdy emocje buzują do granic.
Transmisja meczu Paris Saint-Germain - Istanbul Basaksehir w środę o godz. 18:55 w Polsacie Sport Premium 3.
Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106

/Film / autor: Michał Walkiewicz / 20-01-2021 23:16
Najnowsza animacja studia Pixar, "Co w duszy gra", zbiera świetne recenzje i cieszy się estymą widzów. Niestety, jej premiera nie okazała się wolna od kontrowersji. Chodzi o dubbing na europejskich rynkach, gdzie w czarnych bohaterów wcielają się biali aktorzy.
Zarzuty dotyczą takich krajów jak Dania i Portugalia oraz odtwórców postaci głównego bohatera, Joego, w oryginale zagranego przez Jamiego Foxxa. W Danii aktor Nikolaj Lie Kaas odpiera na Facebooku zarzuty wściekłych fanów: "Moje podejście jest proste. Dostaje zadanie, a widz powinien pozwolić mi je wykonać najlepiej, jak potrafię". W Portugalii pod petycją o re-casting podpisało się już 17 tysięcy widzów. Jako przykład właściwego podejścia do tematu podawana jest Francja, gdzie pierwszym wyborem ekipy odpowiedzialnej za przekład był aktor Omar Sy.

New York Times zwraca uwagę, że animacja Pixara jest pod tym względem filmem wyjątkowo delikatnym i istotnym - jako że portretuje środowisko czarnych jazzmanów oraz zogniskowaną wokół niego kulturę, powinien stać się przykładem. Z drugiej strony, nie brakuje głosów, że zarzuty są absurdalne i nie każdy kraj może pochwalić się całym wachlarzem zróżnicowanych rasowo aktorów, w dodatku na najwyższym poziomie dubbingowego rzemiosła.

Przypomnijmy: W "Co w duszy gra" śledzimy losy Joe Gardnera, który prowadzi zespół muzyczny w gimnazjum. Jego prawdziwą pasją jest jednak jazz. Joe przeżywa kryzys, jaki jest udziałem wszystkich artystów. Coraz wyraźniej dostrzega, że marzenie o wielkim jazzie nie spełni się i coraz częściej pyta o sens życia. Przez jedno nieoczekiwane zdarzenie trafia do fantastycznego miejsca, gdzie zostaje zmuszony, by ponownie zastanowić się nad istotą egzystencji, definicją duszy i oczywiście - jazzem.

Film zadebiutował na platformie streamingowej Disney+ 25 grudnia.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 106
No może nie imperialistyczny, ale przynajmniej szwejkowy!

Czesi nie zdecydowali się na to, by przed meczem eliminacji mistrzostw świata z Walią uklęknąć, wyrażając w ten sposób poparcie dla akcji "Black Lives Matter". Takie zachowanie spotkało się z oburzeniem mediów na Wyspach, które przypomniały niedawny, rasistowski skandal z udziałem jednego z reprezentantów naszych południowych sąsiadów.
Anglia - Polska. Były reprezentant Anglii, Brian Talbot przed meczem na Wembley. Wideo INTERIA.TV
W ramach akcji "Black Lives Matter", walczącej z przemocą i rasizmem wyspiarskie reprezentacje przed spotkaniami el. MŚ klękają na murawie. Podobne gesty stosowane są również m.in. w meczach Premier League. Przed wtorkowym starciem eliminacji zdecydowali się na niego również reprezentanci Walii. W ślad za nimi nie poszli Czesi, którzy spokojnie stali, czekając, aż rywale będą gotowi, by przystąpić do gry.
Takie zachowanie bardzo nie spodobało się brytyjskim mediom, które błyskawicznie przypomniały, że występujący w meczu Ondrej Kudela brał udział w niedawnym skandalu podczas meczu Ligi Europy, nazywając gracza Rangers FC Glena Kamarę "małpą". Kwestia tego, że Czesi nie zdecydowali się uklęknąć stała się tak żywa, że na publikację oficjalnego komunikatu zdecydowała się tamtejsza federacja.
"Mając na uwadze wydarzenia ostatnich dni, tygodni i miesięcy pragniemy poinformować, że Czechy zachowują polityczną neutralność w kwestiach, które w środowisku sportowym odbiły się szerokim echem" - czytamy. Jednocześnie, w momencie, gdy Walijczycy klęczeli, nasi sąsiedzi wskazywali na swoich koszulkach napis "Respect", wyrażając w ten sposób poparcie dla walki z dyskryminacją w świecie piłki.
Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 1-0.
TC
 
Do góry Bottom