Amerykańska służba zdrowia

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 147
4 751
Przecież, żeby zrobić taki ranking, trzeba jakoś poustawiać tzw. wagi i różnie je ustawiając, otrzyma się różne rezultaty.
 
Ostatnia edycja:

pikol

Od humanitarystów nie biorę.
1 004
1 607
Dysponuje ktoś jakimiś ciekawymi źródłami nt. kosztów służby zdrowia w USA zanim wprowadzono medicare i medicaid? Peter Schiff ponoć kiedyś powiedział, że zanim rząd zainterweniował ubezpieczenie kosztowało 2$ miesięcznie (na dzisiejsze 20 $). Czyżby rzeczywistość wolnorynkowa była aż tak korzystna? Przydałoby się także coś ciekawego na temat okoliczności wprowadzenia medicare. Czy rzeczywiście w Ameryce sytuacja staruszków była tak zła, czy to kolejny lewicowy mit?
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 861
7 111
Gośc robił sobie selfie z grzechotnikiem w US no i oczywiście został ukąszony. Nie byłoby warto o tym pisać gdyby nie rachunek jaki dostał ze szpitala (katolickiego zresztą). Rachunek wyniósł 150 tys$.
W komentarzach na GW oczywiście to przez dziki kapitalizm, horror braku NFZu, umieranie na ulicy itd.
(Możnaby podywagować czy NFZ ma odpowiednie leki grzechotnika, ile pacjent by czekał, ile w Polsce jest nieubezpieczonych osób itp.)
Nikt oczywiście nie sprawdził, że facet był ubezpieczony.
Okazuje się, że główną przyczyną takiego wysokiego rachunku jest po pierwsze niewielki rynek (10 tys ofiar rocznie) i drogie lekarstwa, a po drugie to, że przy każdym rachunku szpital spiera się z ubezpieczycielem o wysokość rachunku więc z góry dokłada sporo kwotę żeby mieć z czego spuścić.
http://www.washingtonpost.com/blogs...s-everything-wrong-with-american-health-care/
 
D

Deleted member 427

Guest
To jest pojebane. $150 tysi? Nie walnęli się w rachunkach przypadkiem?
 

ernestbugaj

kresiarz umysłów
837
2 739
A firmy ubezpieczeniowe biorą pod uwagę okoliczności w jakich doszło do wypadku? Że koleś świadomie podjął ryzyko ukąszenia, bo chciał sobie pyknąć fotkę z wężem? Głupota powinna kosztować.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 820
13 804


Socjalista broni zasad kapitalizmu w USA

Mariusz Zawadzki, Waszyngton 2015-10-19, ostatnia aktualizacja 2015-10-19 14:55:55

Lewicowy kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych Bernie Sanders nie chce pieniędzy od Martina Shkreliego, młodego biznesmena, który w pogoni za szybkim i łatwym zyskiem pobił wszelkie rekordy bezczelności.

32-letni Shkreli zdobył rozgłos po artykule w "New York Timesie", gdzie opisano, jak jego firma Turing Pharmaceuticals kupiła w sierpniu prawa do daraprimu, leku na toksoplazmozę, czyli zakażenie pierwotniakami Toxoplasma gondii. Dla większości ludzi jest ono zupełnie niegroźne, ale dla pacjentów z obniżonym poziomem odporności - niemowląt albo chorych na AIDS czy raka - może być śmiertelne. Dlatego daraprim może być lekiem ratującym życie.

Następnego dnia po zakupie praw do daraprimu Shkreli podniósł jego cenę z 13 dolarów i 50 centów do 750 dolarów, czyli ponad pięćdziesięciokrotnie. - Musieliśmy to zrobić, żeby lek zaczął przynosić zyski - wyjaśniał szef Turing Pharmaceuticals w telewizji Bloomberg. - Poprzedni producenci oddawali go za półdarmo. Leczenie toksoplazmozy wymaga przyjęcia około stu tabletek, więc przy poprzedniej cenie koszt ratowania życia wynosił zaledwie 1350 dolarów. Tymczasem kuracje niektórymi lekami na raka, czy inne rzadkie choroby, kosztują setki tysięcy dolarów...

Shkreli mówił z uśmiechem i pewnością siebie menadżera funduszu inwestycyjnego z Wall Street, którym był, zanim skupił się na biznesie farmaceutycznym. Ale jego argumentacja, jak ocenili eksperci po artykule "New York Timesa", jest totalnym bullshitem, lub mówiąc po polsku, kłamliwą bzdurą.

Jeśli trzymać się logiki Shkrelego, to antybiotyki, które ratują życie - na masową skalę przecież! - powinny kosztować majątek. W porównaniu z nimi drogie leki na raka ratują znacznie mniej ludzi. Ale powstały dzięki najnowszym badaniom, które pochłaniają ogromne pieniądze. Muszą kosztować dużo, żeby firmom farmaceutycznym opłaciło się prowadzić te badania.

Tymczasem daraprim jest lekiem starym, niemal tak starym jak antybiotyki. Prawa patentowe na niego wygasły w 1953 roku. W jego wytwarzanie niemal w ogóle nie trzeba inwestować. Koszt produkcji pojedynczej tabletki, jak szacują eksperci, wynosi około jednego dolara!

Kiedy wybuchła afera, Shkreli obiecał, że "trochę" obniży cenę leku, ale nie powiedział kiedy ani o ile. Od dwóch miesięcy obowiązuje stawka 750 dolarów, co oznacza, że po dodaniu marży apteki można daraprim kupić za ok. 800-900 dolarów za pigułkę. Kto za to płaci? Większość pacjentów w USA jest ubezpieczona przez prywatne firmy, więc płacą one albo państwo - jeśli chory ma ponad 65 lat albo jest na tyle biedny, że załapuje się na darmową opiekę zdrowotną w ramach programu Medicaid. Co do nieszczęśników, którzy nie są ubezpieczeni (a takich jest w Ameryce wciąż ok. 30 mln), to jeśli zachorują na toksoplazmozę, dostaną pięciocyfrowy rachunek w dolarach, który albo zapłacą sami, albo będzie go próbował ściągać komornik.

Shkrelego to wszystko naturalnie mało obchodzi. - Póki co, w Ameryce obowiązuje zasada, że producent leku sam ustala jego cenę wedle własnego życzenia! - wesoło wyjaśniał w telewizji CBS. I jakby rozgłosu było mu mało, dokonał kilka dni temu prowokacji - żeby jeszcze dobitniej pokazać wszystkim swoim krytykom wysunięty w górę środkowy palec.

Cóż to za prowokacja? Otóż szef Turing Pharmaceuticals wpłacił 2700 dolarów na kampanię wyborczą senatora Berniego Sandersa, który sam siebie nazywa "socjalistą" i piętnuje nadużycia w przemyśle farmaceutycznym (2700 dolarów to najwyższa dopuszczalna kwota, jaką prywatna osoba może przekazać kandydatowi na prezydenta; Sanders jest sensacją kampanii wyborczej, jak wskazują sondaże w wyścigu po nominację Partii Demokratycznej zajmuje drugie miejsce po Hillary Clinton, ale w niektórych stanach ją wyprzedza).

Sztab Sandersa początkowo nie zdawał sobie sprawy, że ma takiego nieoczekiwanego darczyńcę, bo w sumie już ponad 650 tys. Amerykanów przelało mu jakieś pieniądze (zwykle po kilkadziesiąt dolarów). Ale we wtorek Shkreli pochwalił się na twitterze, że zasponsorował senatora. W piątek rzecznik kandydata Michael Briggs ogłosił, że 2700 dolarów przekazane zostanie na szpital Whitman-Walker w Waszyngtonie. - Nie bierzemy pieniędzy od chłopca, który stał się symbolem pazerności firm farmaceutycznych - wyjaśniał.

Sanders od lat wskazuje na przyczyny, dla których koncerny farmaceutyczne robią, co chcą. Pierwsza to zakaz sprowadzania leków z zagranicy. Obowiązuje on nie tylko importerów, ale nawet osoby prywatne. W USA można zażywać jedynie rodzime leki zatwierdzone przez federalny urząd ds. żywności i leków. Za granicą jest wiele tanich odpowiedników (również daraprimu), ale szpitale i lekarze w USA nie mogą ich aplikować pacjentom, bo nie mają one certyfikatu.

W 1999 roku Sanders, który wtedy był deputowanym niższej izby w Kongresie, zorganizował wycieczkę emerytów do Kanady. Wsadził ich w autobusy i pojechał z nimi kupić leki po drugiej stronie granicy - dokładnie takie same jak amerykańskie, tylko kilka razy tańsze. Niestety happening nie przyniósł rezultatów.

Zniesienie zakazu importu początkowo planował Barack Obama w swojej reformie służby zdrowia, ale musiał się z tego wycofać pod naciskiem lobby farmaceutycznego ("postępowi" Demokraci tacy jak Sanders mówili wtedy, że prezydent "zdradził", ale bez tego ustępstwa ustawa o reformie nie miała szans przejść w Kongresie).

Skoro nie można sprowadzać leków z zagranicy, to czemu, zapyta ktoś, żadna amerykańska firma (inna niż Turing Pharmaceuticals) nie zacznie produkować odpowiednika daraprimu w USA? Przecież nie jest chroniony patentem od ponad 60 lat. Gdyby była konkurencja, to cena niechybnie by spadła.

Niby prawda, ale najpierw nowy producent musiałby zdobyć w urzędzie ds. żywności i leków w Waszyngtonie certyfikat na nowy lek. Oczekiwanie na taki certyfikat trwa średnio około trzech lat. Przez ten czas Shkreli, korzystając z pozycji monopolisty, zainkasuje setki milionów dolarów.

Warto zwrócić uwagę, że Sanders, najsłynniejszy socjalista Ameryki, w tej sprawie domaga się jedynie... przywrócenia reguł kapitalizmu. Czyli - wolnego rynku leków w USA. Tymczasem Shkreli, choć uchodzi za dzikiego, bezwzględnego kapitalistę, tak naprawdę jest tylko cwaniaczkiem korzystającym z tego, że w Ameryce - przynajmniej na rynku lekarstw - nie ma wolnego rynku. Tzn. nie ma kapitalizmu.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA
 

inho

Well-Known Member
1 633
4 203
Szkoda, że gazownia i tak na dłuższą metę nie skuma zasady z ostatniego akapitu i następnym razem gdy jakiś megakoncern ("kapitalista") zrobi podobny zabieg, to będzie winien kapitalizm, a nie np. brak konkurencji z powodu głupich antykapitalistycznych regulacji rynku.
 

inho

Well-Known Member
1 633
4 203
Sędzia federalny orzekł, że "Obamacare" jest niekonstytucyjne.

Obama z socjalistami wprowadzili "obamacare", które wymuszało na wszystkich posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego. Ponieważ kongres amerykański nie ma konstytucyjnego prawa przymuszania obywateli do zakupu konkretnych dóbr lub usług, ale ma prawo nakładania podatków, to socjaliści wprowadzili przepisy "Affordable Care Act" (obamacare) w formie zagmatwanego prawa podatkowego.

w 2012 roku Sąd Najwyższy orzekł, że przymus zakupu ubezpieczenia jest niekonstytucyjny, ale podatek karny jest konstytucyjny. W wyniku tego miękki, socjaldemokratyczny terror "nie zmuszał" już do zakupu ubezpieczenia, ale karał za jego nieposiadanie.

W zeszłym roku Republikańskie zmiany prawa podatkowego zlikwidowały karne opłaty za nieposiadanie ubezpieczenia, w związku z czym teksański sędzia federalny O’Connor orzekł wczoraj, że obamacare straciło charakter prawa podatkowego i w związku z tym jest niekonstytucyjne.

https://www.reuters.com/article/us-usa-healthcare-court-idUSKBN1OE01Y
 

inho

Well-Known Member
1 633
4 203
Zniesienie zakazu importu początkowo planował Barack Obama w swojej reformie służby zdrowia, ale musiał się z tego wycofać pod naciskiem lobby farmaceutycznego ("postępowi" Demokraci tacy jak Sanders mówili wtedy, że prezydent "zdradził", ale bez tego ustępstwa ustawa o reformie nie miała szans przejść w Kongresie).

Skoro nie można sprowadzać leków z zagranicy, to czemu, zapyta ktoś, żadna amerykańska firma (inna niż Turing Pharmaceuticals) nie zacznie produkować odpowiednika daraprimu w USA? Przecież nie jest chroniony patentem od ponad 60 lat. Gdyby była konkurencja, to cena niechybnie by spadła.

Ciekawostka w powyższej kwestii: Często wysokie ceny leków w USA są przedstawiane przez lewicę, jako przykład źle działającego rynku. Z materiałów ujawnionych przez wikileaks wynika, że jest to efekt konspiracji socjaldemokratów z koncernami farmaceutycznymi przeciwko obywatelom USA. Lewicowa administracja USA zawiera umowy z koncernami farmaceutycznymi, w ramach których gwarantuje im blokadę wejścia na rynek USA leków generycznych i swobodne windowanie cen w warunkach sztucznego monopolu utrzymywanego m.in przez prawo patentowe. W ramach tych umów koncerny mają dostarczać tańsze leki w biednych krajach afrykańskich itp.

Most are of course with generic companies, but more recently we have done a number of agreements with big US and European pharmaceutical companies. I can get you exact number if you need it. But particularly for second and third line drugs and for new drugs in the pipeline that are coming forward, our agreements with the big pharmaceutical companies are important. We are also doing agreements with the large pharmaceutical companies for vaccines and for TB and malaria drugs.

***

Thanks Ira, we'll pass this on to the President. Of the pricing agreements that CHAI has negotiated, what proportion reflect agreements with big pharma companies in the US/Europe vs. the international generic companies?

***

As you will see when you read this memo, we think that publicly pressuring the US and European AIDS drug companies to lower prices and bringing pressure to allow generic AIDS drugs into the United States will have limited if any success and could seriously jeopardize our negotiations to continually lower prices in poor countries.

We have always told the drug companies that we would not pressure them and create a slippery slope where prices they negotiate with us for poor countries would inevitably lead to similar prices in rich countries.

Since President Clinton’s comments were made, we have been contacted by a number of advocacy groups who are now intending to wage a public campaign to bring in generics and lower drug prices. We do not feel we can participate in this without jeopardizing our work around the world.

For a variety of reasons, the companies will likely favor a donation approach rather than one that erodes prices across the board. I would guess that they would also likely favor a solution that involved their drugs rather than an approach that allowed generic drugs from India to flood the US market at low prices or one that set a precedent of waiving patent laws on drugs.
***

Zastanawiam się, za co tak na prawdę obywatele państw rozwiniętych zapłacili poprzez masowe zakupy szczepionek z okazji "pandemii" ptasiej grypy... ;/
 
Do góry Bottom