Działanie, a niedziałanie, czyli wątpliwy podział.

A

Anonymous

Guest
Narveson napisał:
Actions and Inactions

An extremely important issue concerns the bearing of nonactions and omissions, by comparison with actions. Suppose that unless A does x, B will be unable to do y, which he wants to do. x is, we’ll suppose, an action that would cost A an appreciable amount of time and energy, money, or whatever. Should we say in this case that A’s inaction is an obstacle to B? This widely held view is surely wrong. It would, from the point of view of B, be very nice, certainly, if A did x. but the idea that the nondoing of x constitutes a deprivation or incursion on B’s liberty is absurd. The test here has been supplied by Gauthier. In A’s absence, B would also be unable to do y; so A’s presence cannot be what causes B’s inability. Therefore, A’s activities, including his selected inactivities, cannot be said to have caused B’s situation. We cause whatever happens in consequence of our actions that would not have happened anyway, had we not done as we do; we do not cause the lacks that we would be able to rectify if we chose. Sometimes, of course, people have specifically contracted for positive obligations, such as to control the flow of water over a certain dam. If they then neglect those obligations, they are at fault. But that is because of their prior undertaking of the obligation, and not because their inactions are, simply as such, obstacles to others. So the difference between imposing obstacles on others by our activities and failing to supply deficiencies, answer to needs, or in general make improvements in the situations of others that we possibly could make, remains absolute. Killing is conceptually different from letting-die.
This does not mean that there can be no case for requiring people to help others; it does mean that that case cannot rest sheerly on a right of liberty.

Stąd

Co jest nie tak z tym rozumowaniem? No więc działania charakteryzuje min. ich skutek. Przypisanie skutków jakiś działaniom to nie jest taki prosto-prosty zabieg. Narveson piszę - nie działasz, więc np. jakby Cię nie było, to byłoby tak samo. Tylko, że tego się tak łatwo nie da stwierdzić, czy byłoby tak samo, gdyby mnie nie było. Jeśli ktoś chce dysponować czymśtam, to sam fakt, że mu tego nie ukradnę nie gwarantuje tego, że będzie mógł tym dysponować na takiej samej zasadzie, na jakiej nie gwarantuje Ci to, że Ci nie dam pieniędzy, że ich nie dostaniesz, ale nie przekreśla też tego. Przecież możesz wtedy tez mnie okraść i dalej - sytuacja jakiegoś Ziutka nie może być całkiem zdeterminowana przez moje działania, więc nie można całkiem mi przypisać sprawstwa za nic, czy to sprawstwa z działania, czy to sprawstwa z zaniechachania. Oczywiście, jak najbardziej popieram uproszczenia i gdy czynniki zewnętrzne wydają się mi wpływać w sposób znikomy na układ dwóch ludzi, wtedy przypisuje każdej ze stron pełen wpływ na drugą. Ale zdaje sobie sprawę, że to jest uproszczenie. A Narveson nie.
 
OP
OP
A

Anonymous

Guest
Dobra, nie do końca zachwiałem ten podział. Bo jeśli jednak możemy wykluczyć, nawet umownie, że coś może być tylko skutkiem czyichś działań, to jednak można wyróżnić rzeczy, które spotkają kogoś nawet jeśli drugiej osoby by nie było. Czyli to jest sensowny podział, tylko że skutki niedziałania mogą być jednakie, jak niedziałania. Można go jednak wprowadzić, tak myślę, jeśli zignoruje się, że tutaj w przypadku niedziałania czyjegoś skutki tego niedziałania są wynikiem czyjejś decyzji.
EDITH: No bo przecież nie chodzi o tom, że ktoś nie może sprawić, że druga osoba zostanie przymuszona do pomocy. Tego Narveson nie widzi. Koleś nie chcący pomóc, o ile korzystał z dobrodziejstw życia we wspólnocie jakiejś tam, a miał możliwość sprzeciwu, nie działa tak jakby go nie było, bogdyby go nie było, nie można byłoby go zmusić do mnóstwa rzeczy, do których zmuszony nie został.

Ale to już zakłada istnienie ludzi połączonych relacjami, czyli wspólnoty. Czyli ma rację, zobowiązania do pomocy innym, działania mogą być tylko umowne. Ale to znaczy, że ja mam rację, bo zobowiązania do pomocy mogą być wzajemnie korzystne, więc mogą być usprawiedliwionie fikcyjnym kontraktem.
 
OP
OP
A

Anonymous

Guest
Mówiąc inaczej, Narveson twierdząc, że jest absurdalnym, że bez czyjegoś istnienia można być mniej wolnym nie bardzo kuma, że wolność jak najbardziej wzrasta, jeśli korzysta się na czyimś zachowaniu.
 

qatryk

Member
179
2
Żebym ja jeszcze wiedział o czym ty do mnie rozmawiasz... Swoją drogą jesteś klasą sam w sobie Jasiu - 3 posty wszystkie twoje... Tylko nie kłuć się za bardzo...
 
Do góry Bottom