Dylemat wagonika

Co byś wybrał

  • Ginie pięciu

    Votes: 11 61,1%
  • Ginie jeden

    Votes: 7 38,9%

  • Total voters
    18

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 484
19 903
Tak się toczy życie kolejowych metafor. Rozpoczyna się od dylematu wagonika a kończy na dylemacie rampy rozładunkowej. Utylitaryzm w praktyce.

Koronawirus z Chin

Wobec skali kryzysu epidemicznego w Hiszpanii lekarze będą musieli wybierać, kogo kierować na oddziały intensywnej terapii, a kogo nie. Kryteria to m.in. szansa na przeżycie pacjenta, oczekiwana długość życia oraz "wartość społeczna" osoby.

"Przyjęcie pacjenta mającego większe szanse na przeżycie może oznaczać odrzucenie innego, nawet jeżeli ten inny pacjent przyjechał do szpitala jako pierwszy" - stwierdza dokument rekomendacyjny, opracowany przez hiszpańskie organizacje lekarzy medycyny ratunkowej i internistycznej.
Selekcja pacjentów
Według lekarzy znajdujących się na pierwszej linii frontu walki z pandemią, ograniczenia w dostępie do sprzętu medycznego zmuszają do zastosowania kryterium opartego na "maksymalizacji dobra wspólnego".

"Wobec pacjentów w stanie krytycznym, z dodatkowymi innymi patologiami, powinno ratować się tego, który odniesie większe korzyści z terapii" - głosi dokument, do którego miał dostęp dziennik "El Mundo".
Gazeta zauważa, że to oznacza odrzucenie pacjentów, u których korzyść z intensywnej terapii będzie minimalna, a perspektywa życia nie przekroczy dwóch lat; takim pacjentom należy zaproponować "alternatywne rozwiązania".
Kogo ratować?
Zgodnie z instrukcją, priorytet powinny mieć osoby najlepiej rokujące, zgodnie ze wskaźnikiem QALY, wyrażającym długość życia skorygowaną o jego jakość. "Nie chodzi tylko o przeżycie, ale także o to, w jakich warunkach będzie żył pacjent" - czytamy.
W dokumencie podkreśla się, że wiek chorego nie może być jedynym elementem oceny stanu zdrowia, a pacjentów należy diagnozować "globalnie".
To oznacza, że należy wziąć pod uwagę osoby, które są od pacjenta zależne, maksymalizując korzyści dla jak największej liczby osób, a nawet brać pod uwagę "wartość społeczną ratowanych osób".
Lekarze odwołują się w dokumencie do "sytuacji wyjątkowej, która usprawiedliwia przedstawione propozycje".
Dokument rekomendacyjny w sprawie COVID-19 został opracowany przez Grupę Roboczą Bioetyki Hiszpańskiego Stowarzyszenia Medycyny Ratunkowej (Semicyuc) razem z Hiszpańskim Stowarzyszeniem Medycyny Internistycznej (SEMI).
 

inho

Well-Known Member
1 565
3 696
Tak się toczy życie kolejowych metafor. Rozpoczyna się od dylematu wagonika a kończy na dylemacie rampy rozładunkowej. Utylitaryzm w praktyce.

Koronawirus z Chin

Wobec skali kryzysu epidemicznego w Hiszpanii lekarze będą musieli wybierać, kogo kierować na oddziały intensywnej terapii, a kogo nie. Kryteria to m.in. szansa na przeżycie pacjenta, oczekiwana długość życia oraz "wartość społeczna" osoby.

"Przyjęcie pacjenta mającego większe szanse na przeżycie może oznaczać odrzucenie innego, nawet jeżeli ten inny pacjent przyjechał do szpitala jako pierwszy" - stwierdza dokument rekomendacyjny, opracowany przez hiszpańskie organizacje lekarzy medycyny ratunkowej i internistycznej.
Selekcja pacjentów
Według lekarzy znajdujących się na pierwszej linii frontu walki z pandemią, ograniczenia w dostępie do sprzętu medycznego zmuszają do zastosowania kryterium opartego na "maksymalizacji dobra wspólnego".

"Wobec pacjentów w stanie krytycznym, z dodatkowymi innymi patologiami, powinno ratować się tego, który odniesie większe korzyści z terapii" - głosi dokument, do którego miał dostęp dziennik "El Mundo".
Gazeta zauważa, że to oznacza odrzucenie pacjentów, u których korzyść z intensywnej terapii będzie minimalna, a perspektywa życia nie przekroczy dwóch lat; takim pacjentom należy zaproponować "alternatywne rozwiązania".
Kogo ratować?
Zgodnie z instrukcją, priorytet powinny mieć osoby najlepiej rokujące, zgodnie ze wskaźnikiem QALY, wyrażającym długość życia skorygowaną o jego jakość. "Nie chodzi tylko o przeżycie, ale także o to, w jakich warunkach będzie żył pacjent" - czytamy.
W dokumencie podkreśla się, że wiek chorego nie może być jedynym elementem oceny stanu zdrowia, a pacjentów należy diagnozować "globalnie".
To oznacza, że należy wziąć pod uwagę osoby, które są od pacjenta zależne, maksymalizując korzyści dla jak największej liczby osób, a nawet brać pod uwagę "wartość społeczną ratowanych osób".
Lekarze odwołują się w dokumencie do "sytuacji wyjątkowej, która usprawiedliwia przedstawione propozycje".
Dokument rekomendacyjny w sprawie COVID-19 został opracowany przez Grupę Roboczą Bioetyki Hiszpańskiego Stowarzyszenia Medycyny Ratunkowej (Semicyuc) razem z Hiszpańskim Stowarzyszeniem Medycyny Internistycznej (SEMI).
Taki wybór ludzi, którym lekarz lub ratownik zdecyduje się pomóc nie jest czymś niespotykanym. W sytuacjach z dużą ilością ofiar (jak wypadki, zamachy itp.) ratownicy najpierw oceniają osoby wedle możliwości udzielenia im pomocy, oznaczając ich kolorowymi znacznikami, opaskami albo kartonikami z cyferkami... Przykładowo, jeśli ktoś dostanie czarny znacznik, a jakimś cudem jest jeszcze przytomny, to oznacza, że jest "walking dead" - uznano, że udzielając mu pomocy i tak nie ma szans na przeżycie więc lepiej poświęcić czas na kogoś, kogo jeszcze można uratować.

Więcej: TRIAGE
 

Boomer

Member
12
30
Przykładowo, jeśli ktoś dostanie czarny znacznik, a jakimś cudem jest jeszcze przytomny, to oznacza, że jest "walking dead" - uznano, że udzielając mu pomocy i tak nie ma szans na przeżycie więc lepiej poświęcić czas na kogoś, kogo jeszcze można uratować.

Więcej: TRIAGE
Dobrze wiedzieć. O ile jeszcze jesteś przytomny to niezwłocznie zapierdol komuś czerwomy znacznik.

Ciekawe czy taki znacznik można gdzieś kupić
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 484
19 903
Taki wybór ludzi, którym lekarz lub ratownik zdecyduje się pomóc nie jest czymś niespotykanym. W sytuacjach z dużą ilością ofiar (jak wypadki, zamachy itp.) ratownicy najpierw oceniają osoby wedle możliwości udzielenia im pomocy, oznaczając ich kolorowymi znacznikami, opaskami albo kartonikami z cyferkami... Przykładowo, jeśli ktoś dostanie czarny znacznik, a jakimś cudem jest jeszcze przytomny, to oznacza, że jest "walking dead" - uznano, że udzielając mu pomocy i tak nie ma szans na przeżycie więc lepiej poświęcić czas na kogoś, kogo jeszcze można uratować.

Więcej: TRIAGE
Owszem, ale to wcale nie jest taki wybór ludzi, bo w TRIAGE nie ocenia się "większego dobra", społecznej użyteczności wg czyjegoś mniemania, nie stosuje się utylitarnych kanonów oceniania cudzego statusu, chodzi po prostu o wybór priorytetu przy kolejności udzielania pomocy, w sytuacji w której różni ludzie ponoszą różnego stopnia obrażenia.

Aby stosować TRIAGE, nie musisz znać biograficznych szczegółów i kompetencji ofiar, którym chcesz udzielić pomocy.

Oburzająca moralnie nie jest przecież selekcja sama w sobie, a raczej jej utylitarne kryteria w tamtym omawianym przypadku.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 484
19 903
Wracając do tematu...

Coś mi się wydaje, że dziś utylitaryzm jest popularny przede wszystkim dlatego, że został wybrany do pełnienia roli podstawowej etyki technokratów. Właśnie dlatego się go wszędzie wykłada czy promuje wśród pozauniwersyteckich mas przez memy z dylematami wagonika: by oswajać z tego rodzaju wartościowaniami ludzi, aby łatwiej im się poddawali, będąc potulnymi wobec rządzących.

Rozwiązujesz sobie tego rodzaju etyczne zagadki, stawiając się w roli abstrakcyjnego decydenta bawiącego się w Boga, podczas gdy tak naprawdę to specjaliści w krytycznej sytuacji będą się bawić w ten sam sposób tobą, gdy przyjdzie odpowiedni czas. A ty, jako utylitarysta nawet się im nie sprzeciwisz, bo przecież formalnie przyznasz im rację.

W ten oto sposób eksploatowane masy, oficjalnie składające się na budżet służby zdrowia, zostaną z góry wykolegowane z jakichś tam usług medycznych, bo zostaną uznane za niegodne w świetle swej niskiej użyteczności społecznej.

A niepokorni będą pierwsi, bo jaka jest ich użyteczność społeczna dla władzy?
 
Ostatnia edycja:

NoahWatson

The Internet is serious business.
943
2 054
Owszem, ale to wcale nie jest taki wybór ludzi, bo w TRIAGE nie ocenia się "większego dobra", społecznej użyteczności wg czyjegoś mniemania, nie stosuje się utylitarnych kanonów oceniania cudzego statusu, chodzi po prostu o wybór priorytetu przy kolejności udzielania pomocy, w sytuacji w której różni ludzie ponoszą różnego stopnia obrażenia.

Aby stosować TRIAGE, nie musisz znać biograficznych szczegółów i kompetencji ofiar, którym chcesz udzielić pomocy.

Oburzająca moralnie nie jest przecież selekcja sama w sobie, a raczej jej utylitarne kryteria w tamtym omawianym przypadku.
Tak sobie myślę, że dzięki temu można zrobić furtkę, by pomóc ludziom u władzy przed kolejką innych osób. Obiektywny wskaźnik pod tytułem wiek byłby dla wielu wyrokiem śmierci, a tak mogą wyprzedzić innych w kolejce mówiąc, że ich wartość społeczna jest większa.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 484
19 903
Nie wiem, czy taka spiskowa.

Warto zauważyć, że wraz z nowoczesnością pojawiły się różne teorie zarządzania "zasobami ludzkimi". Jednostki utraciły jakąś przyrodzoną godność, a stały się materią w rękach tych czy innych inżynierów społecznych.

Wydaje się wręcz oczywiste, że wraz z pojawieniem się technik manipulacji masami, propagandą, czyli public relations i indoktrynacją, wymianą autorytetów moralnych i ośrodków wychowawczych, pejzaż etyczny też należało zmienić, marginalizując te stanowiska etyczne, które przynależały do wzorców poprzednich epok.

Dziwnym trafem etyki zakładające większą subiektywność, niezależność osądu moralnego jednostki czy jej autonomiczność (na przykład w oparciu o korzystanie przede wszystkim z własnego sumienia), zostały zmarginalizowane na rzecz rachunku użyteczności [w praktyce niemożliwego do przeprowadzenia].

Etyka cnót zakładająca największą niezależność, popularna w czasach kultury honoru, kiedy państwo nie miało ostatecznego słowa w kontroli społecznej została też w największym stopniu zmarginalizowana.

Zostało trochę deontologii, która jakoś się trzyma, bo jest bardziej zgodna z popularnym mniemaniem o kodeksowości moralności, ale to nie kto inny jak utylitaryści tresują swoimi kategoriami ludzi władzy, podejmujących decyzję, jak tam golić stado.

Przypadeg? Nie sądzę.

Zdziwiłbym się, gdyby ktoś, kto chce kierować społeczeństwami nie starał się wpływać na to, jaką szkołę etyki będzie się wykładało w placówkach formatujących masy. Wydaje się, że to powinien być pierwszy krok - opanować dziedzinę zajmującą się opisem powinności i kanonów słusznego postępowania.

Z jakiego innego powodu utylitaryzm jest dziś popularny?
 
Do góry Bottom