W duchu buddyjskiego libertarianizmu

Agent_USA

Buddyjski libertarianin
28
10
Witam,

W tym wątku chciałbym zgromadzić ludzi zainteresowanych kwestią "buddyjskiego libertarianizmu".
Chodzi tutaj o libertarianizm w duchu etyki wypływającej z praktyki buddyjskiej.

PS. Tak wiem Dalajlama to marksista, ale Dalajlama nie reprezentuje całego buddyzmu.





Pozdrawiam,
 
Ostatnia edycja:
OP
Agent_USA

Agent_USA

Buddyjski libertarianin
28
10
Tzn?

Cejrowski powiedział że buddyzm to religia szatana - ja mu wierzę.
A może Cejrowski jest szatanem i chce zmylić wszystkich?

Do to kogo się modlą?
Myślę że słowo "modlić się" raczej traci sens w buddyźmie. Raczej można powiedzieć "na kogo medytują" czy coś takiego.

w Jaki sposób ? jak np. zaczynają przygodę z buddyzmem w czym są doskonalsi po 20 latach medytacji ?
W odporności na odleżyny na dupie?
To samo można zarzucić każdemu filozofowi który siedzi i myśli. Z boku wygląda jakby tylko trenował odleżyny na dupie. ;)
 

WnusioPinoczeta

Dawniej "Arturek"
666
1 482
A może Cejrowski jest szatanem i chce zmylić wszystkich?



Myślę że słowo "modlić się" raczej traci sens w buddyźmie. Raczej można powiedzieć "na kogo medytują" czy coś takiego.



To samo można zarzucić każdemu filozofowi który siedzi i myśli. Z boku wygląda jakby tylko trenował odleżyny na dupie. ;)
tyle że filozof wypracowuje coś - pytam się co daje im medytacja jak to matoły są nadal.

konkretnie.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 197
20 856
Buddyzm to taki "religijny ateizm", gdzie modlitwa skierowana w nirwanę idzie "przez" Buddę lub innego guru czy lamę. Buddyzm nie narzuca w zasadzie żadnego systemu politycznego. Jest on kompatybilny zarówno z marksizmem, feudalizmem, jak i libertarianizmem. Inne opcje polityczne są również dopuszczone.
Jak już brać jakąś religię z Azji, to taoizm lub zmodyfikowany hinduizm.
 

WnusioPinoczeta

Dawniej "Arturek"
666
1 482
Sprowadzanie czegokolwiek zza granicy to oznaka słabości w danej dziedzinie.
Nie uważam, aby dobytek filozoficzny cywilizacji łacińskiej był tak ubogi aby sprowadzać tu mistykę jakiś prymitywów.

Nadal nie dostałem odpowiedzi - co zyskuje się poprzez buddyzm.

Bo Nirwana to taka sama odpowiedź jak niebo i życie wieczne u katolików.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 197
20 856
Sprowadzanie czegokolwiek zza granicy to oznaka słabości w danej dziedzinie.
Też tak uważam. Dlatego jestem za przywróceniem wiary rodziemej.

Nie uważam, aby dobytek filozoficzny cywilizacji łacińskiej był tak ubogi...
Jedyną rzeczą dobrą z filozofii i religii cywilizacji łacińskiej był deizm. Wszystko inne i dobre jest zazwyczaj pośrednio lub bezpośrednio powiązane z deizmem.

...aby sprowadzać tu mistykę jakiś prymitywów.
Bez przesady - nie prymitywów. To są starsze cywilizacje, które też mają swoje osiągnięcia. Dla nich to my jesteśmy barbarzyńcami i wielu z tych "prymitywów" odbiera nas tak samo, jak wielu z nas odbiera muzułmanów.

Nadal nie dostałem odpowiedzi - co zyskuje się poprzez buddyzm.
- znika z dyskursu publicznego wykorzystywanie bezpieczeństwa, stabilności i gry na strachu
- znika z dyskursu publicznego humanitaryzm
W konsekwencji:
- hoplofobi będą tępieni ;) - tak, bo strach przed bronią palną trzeba zwalczać (ale to nie oznacza akceptacji zakazu posiadania broni z innych powodów)
- kulturowy marksizm nie będzie mógł rozwinąć skrzydeł
- publiczna kara śmierci łatwo wróci do łask
- .....
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 763
Nie uważam, aby dobytek filozoficzny cywilizacji łacińskiej był tak ubogi aby sprowadzać tu mistykę jakiś prymitywów.
Zabawne zdanie. A kto cywilizację łacińską niósł w świat? W dużej mierze Hiszpanie, którzy byli powszechnie uważani za prymitywów i to w samej Europie. Inna sprawa, że trudno mówić o jakiejkolwiek wspólnej cywilizacji w tamtych wiekach.
Cejrowski powiedział że buddyzm to religia szatana - ja mu wierzę.
Cejrowski kiedyś chwalił Wałęsę i mówił, że państwo musi się wchrzaniać w szkolnictwo - ja mu wierzę.
Inna sprawa, że bycie religią Szatana nie jest żadną obrazą dla tej religii. Na pewno nie jest większą niż bycie religią istotki, która zsyłała na ludzi nieszczęścia i to bez większego powodu. Co skurwysyńskie, zsyłała je również na swoich najwierniejszych wyznawców.
 

elilhrairrah

Member
33
5
Z tego co o buddyzmie wiem, to niczego nie narzuca. Nie jest też religią, nie wierzy się w żadnego boga. Są jednak różne odłamy, mniej i bardziej wypaczone. Ludzie pododawali od siebie wiele, dodali mistycznej otoczki. Dla mnie jest kompatybilny z libertarianizmem, do niczego nie zmusza. Różni mnisi uważają różne rzeczy, jedni wierzą w karmę, inni nie. Jest duża dowolność, głównie chodzi o poznanie siebie i rozwój. Nie jest też tak, że buddysta ma się zamykać w odosobnieniu, wręcz przeciwnie, powinien działać.
Co zyskuje się poprzez buddyzm? Podobno lepiej poznaje się siebie, poprzez zastanowienie czemu odczuwa się pewne emocje, a nie inne, co powinno się zmienić. To zależy od człowieka czy woli się zagłębiać w wędrówki dusz, opowieści o Buddzie, jakiś mistycyzm, czy w poznanie siebie. Np Matthieu Ricard, Ajan Brahm.
Podobno też lata medytacji zmieniają mózg, jest dłużej sprawny; i nie chodzi o modły, tylko o skupienie się na sobie, jak się reaguje, jak się czuje, mindfulness;)
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 197
20 856
Nie jest też religią, nie wierzy się w żadnego boga.
Do istnienia jakiejkolwiek religii żaden bóg (bogini) potrzebny nie jest.

Dla mnie jest kompatybilny z libertarianizmem, do niczego nie zmusza.
Kompatybilność to za bliskie słowo. Wszak buddyzm często akceptuje konserwatywny zamordyzm. Natomiast pewne jest, że buddyzm nie jest sprzeczny z libertarianizmem.
 

Imperator

Generalissimus
1 558
3 308
Buddyjski faszyzm w Birmie?
W powszechnym mniemaniu buddyzm – jak mało która religia – jest doktryną pacyfistyczną, która niemalże daje gwarancję pokoju, a jeśli już pojawią się konflikty, to są one rozwiązywane w duchu pokoju, bez przemocy i rozlewu krwi. Jednak buddyzm, jak wszystkie religie – jako ludzkie wytwory odzwierciedlające określoną sytuację społeczno-polityczną i ludzkie emocje – miewał w historii i ma nadal także swoje krwawe oblicze, niedające się pogodzić z zaleceniami etycznymi, w tym z nakazem niekrzywdzenia [ahiṁsā], jego założyciela, Gautamy Buddhy. Tak było np. w średniowiecznym Tybecie, gdzie mnisi jednej sekty buddyjskiej najeżdżali na klasztory innej sekty buddyjskiej i dokonywali całkowitego zniszczenia. Tak dzieje się od lat na Sri Lance podczas długotrwałego konfliktu między buddyjską większością Syngalezów a tamilską mniejszością wyznawców hinduizmu, gdzie buddyzm stał się ideologią wykorzystywaną w agitacji politycznej, a mnisi buddyjscy – działaczami politycznymi nawołującymi do przemocy lub ją usprawiedliwiający (np. mnich Walpola Rahula i jego często przytaczane stwierdzenie, że „w tym celu (tj. zachowania religii) niszczenie życia ludzkiego nie stanowi wielkiej przewiny”.



(fot. Michał Lubina)

Teraz, niestety, czas na Birmę (Mjanmę), gdzie buddyzm stał się motorem czystek etniczno-religijnych, a ofiarami – mniejszość muzułmańska. Wydaje się być regułą, że w sytuacji osłabienia autorytarnej władzy, czemu towarzyszą problemy gospodarcze, a zanim jeszcze wykształcą się silne mechanizmy demokratyczne, dochodzi do gwałtownego wzrostu napięć społecznych i walki politycznej rozmaitych ugrupowań o władzę i wpływy, które mają skłonność do odwoływania się do idei tożsamości narodowej lub religijnej, określającej większość. Szczególnie staje się to wyraźnie w kraju tak głęboko podzielonym etnicznie jak Birma, gdzie mamy ponad 130 grup etnicznych, ale gdzie zdecydowana większość, bo aż 89 procent, to wyznawcy buddyzmu.

Kozłem ofiarnym – grupą, którą obarcza się odpowiedzialnością za wszelkie zło – stali się w tym wypadku muzułmanie. W zeszłym roku doszło do krwawych pogromów, których ofiarami padli muzułmanie ośmiuset tysięcznej grupy Rohingya, zamieszkującej południowo-zachodni stan Arakan (Rakhine). Grupa ta należy do najbardziej prześladowanych społeczności na świecie. W marcu 2013 r. doszło z kolei do czystek religjnych w strategicznie położonym mieście Meikhtila w środkowej Birmie – celem byli znowu muzułmanie. Kilkudziesięciu ludzi zginęło, 12 tysięcy zostało zmuszonych do porzucenia domostw, a ponad tysiąc domów zostało spalonych. Zamieszki przeniosły się także do innych okręgów: Okpho i Gyobingauk.

Hasłem przewodnim tych zamieszek jest dbałość o czystość religijną Birmy, tj. zachowanie buddyjskiego charakteru państwa. Samo to hasło wydaje się mało zrozumiałe w kraju, gdzie muzułmanie stanowią ok. 4 procent ludności. Wśród aktywistów nawołujących do działania na rzecz zachowania czystości religijnej i wyzbycia się niewiernych, tj. muzułmanów, są m.in. osoby z buddyjskiego ruchu narodowego „969”, w tym mnisi buddyjscy. Ruch, którego symbolika „969” bezpośrednio odwołuje się do elementów doktryny buddyjskiej (9 atrybutów Buddhy, 6 atrybutów Dhammy/Dharmy, 9 atrybutów Sanghy, tj. zgromadzenia), został określony w prasie regionalnej ruchem neonazistowskim (The Straits Times; The Irrawaddy; Asia Times).

Podobnym argumentem, którym w latach 70-tych szermował Walpola Rahula, a który doprowadził do otwartej wojny domowej i poważnych naruszeń praw człowieka i zbrodnii, posługują się obecnie mnisi z ruchu „969”, wskazując, że walczą jedynie z zagrożeniami, przed jakimi staje nauka Buddhy - sāsana / śāsana. Kontrowersyjny ruch „969” staje się coraz popularniejszy, szczególnie wśród etnicznych Birmańczyków (Bamar), a hasła polityczne utożsamiają spójność państwa Mjanmy (Birmy) i tożsamość narodową z buddyzmem. Aktywiści spod znaku „969” nawołują nie tylko do dbałościo czystość państwa, ale także do bojkotu produktów i firm niebuddyjskich, czego wyrazem jest kampania „Kupuj to, co buddyjskie”. Jeden z liderów tego ekstremistycznego ruchu, mnichU Wirathu, miał się określić swego czasu „birmańskim Osamą bin Ladenem”.

Wiele do myślenia daje już samo to, że do antymuzułmańskich pogromów doszło w Meikhtili, gdzie znajduje się m.in. kwatera główna Birmańskich Sił Powietrznych, położonej na głównej drodze łączącej dwa największe birmańskie miasta Rangun i Madalaj i ok. 150 km od stolicy Naypyidaw. Okazuje się, że ideologia, którą rozwija ruch „969”, a także sam ruch „969” od dłuższego czasu otrzymuje nieformalne wsparcie władz birmańskich, do niedawna generałów junty (więcej na temat styku buddyzmu, ruchu „969” i przemocy w Asia Times). Rozwój tego i podobnych ruchów narodowo-religijnych nie wróży dobrze przyszłości Birmy.

Nawoływania do czystek etnicznych i religijnych i faszystowskie hasła w wydaniu buddyjskim nie dają się – tak by się nam przynajmniej wydawało – żadną miarą pogodzić z wartościami miłosierdzia [mettā / maitrī] i współczucia - [karuṇā], podstawowymi wartościami, na których buddyzm bazował od samego początku. A jednak. Praktyka pokazuje, że każda religia może zostać użyta do usprawiedliwienia przemocy, gwałtów i mordów, nawet ta najbardziej pacyfistyczna.
Źródło rakliwe bo tokfm, ale widać, że nawet buddyzm nie jest taki pokojowy jak niektórzy twierdzą.
 

Kompowiec2

Satatnistyczny libertarianin
459
154
może nieudolna próba kompatybilności jak z ordoliberalizmem? czy "libertariański marksizm" czy jak to to się nazywało...
 
Do góry Bottom