Unia Europejska: nieoficjalna kronika postępującego zamordyzmu

ckl78

Well-Known Member
319
316
Przecież to było wiadomo od początku, że trybunał wyda taki wyrok. Wyborcy już otwierają szampana xD
Najważniejsze - po ile benzyna w przyszłym tygodniu? Obstawiam 8zl.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 099
Na razie tylko federaliści szczekają.

Nie mam pojęcia, jakiego rozstrzygnięcia się spodziewali i co myśleli o statusie prawa obowiązującym do tej pory. Taki bitchslap się przyda i oby się okazał gestem otrzeźwienia oraz zmiany kursu UE w stronę modelu dawnego EWG.

Jeżeli Unii nie da się zrebootować reformami, to trzeba z niej wyjść. Bo korzyści handlowe korzyściami, ale zdrowie psychiczne jest jednak ważniejsze i nawet to Schengen nie jest warte ryzyka popadania w jakiejś progresywne zamordyzmy czy inne wariackie pomysły. Można niby udawać, że zamożny wujo jest tym Napoleonem za jakiego się uważa a w zamian przyjmować od niego pieniądze, ale kiedy zaczyna się widzieć w lustrze Fouché'a, wypada przestać, bo to niezdrowe.


Było fajnie, ale jeśli to ma dalej iść w tę stronę, to ja już wolę cła i kontrole na granicy. Dostatnie kiszenie się w klubie z jakimiś popaprańcami nie jest za bardzo przyszłościowe, gdyż profity w końcu przeminą, a te szkodliwe głupstwa pozostaną.

So long and thanks for all the fish.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 099
A nie, ci to są po prostu pożyteczni idioci ludzi, którzy za wszelką cenę chcą odzyskać utraconą lokalną władzę, nawet jeśli mieliby w tym celu podporządkować kraj Stanom Zjednoczonym Europy i rządzić już tylko jako namiestnicy swojego euroregionu.

Inna sprawa, że PiSowcy niczym się od nich nie różnią i mają podobne pomysły, na przykład wpisania do jego konstytucji stałej zależności od Brukseli.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 099
Powiem jak introś - Unia jest jak impreza: tym fajniejsza, im łatwiej z niej wyjść.
Także proszę nie psuć jej atrakcyjności i zostawić opcję wyjścia w takim kształcie, jak jest do tej pory.

Niestety, obawiam się, że te ostatnie cyrki spowodują, że nawet rząd, żeby ugłaskać opozycję zrobi coś, co kryteria wystąpienia z UE zaostrzy, utrudniając proces wyjścia. Ot, rządzący z opozycją wykorzystają metodę na dobrego i złego policjanta, żeby uzyskać zeznania, na jakich im zależy.

Nie potrzeba ani referendum, ani specjalnej większości w Sejmie, wymaganej choćby przy odrzucaniu weta prezydenta. Do podjęcia decyzji o opuszczeniu Unii Europejskiej wystarczy zwykła większość, czyli ta, którą osiąga się, kiedy więcej osób biorących udział w głosowaniu opowiada się za danym wnioskiem niż przeciw.
  • Zmiany w prawie dotyczące umów międzynarodowych wprowadzone zostały w 2010 r., gdy rządził obóz PO-PSL
  • Już trzy lata temu, na łamach portalu prawo.pl prof. Ewa Łętowska alarmowała, że prawo nie zabezpiecza wystarczająco naszej obecności w UE
  • Tyle że nic się w przepisach nie zmieniło - co oznacza, że do podjęcia decyzji o opuszczeniu Unii wystarczy zwykła większość w Sejmie i notyfikacja prezydenta
  • Oczywiście, zgodnie z unijnymi traktatami, po podjęciu takiej decyzji proces wychodzenia z Unii podlegałby dwuletniej karencji, jednak odwrócenie tego procesu byłoby de facto niemal niemożliwe
  • - Gdyby do tego doszło, odpukać, to na mapie Europy stalibyśmy się jakby samotną wyspą otoczoną prawną pustynią - mówi Onetowi sędzia Dariusz Mazur, karnista, specjalista od prawa międzynarodowego, rzecznik Stowarzyszenia Themis
  • Wskazuje, że pozycja przed sądem i prawa oraz wolności obywatelskie Polaków po wyjściu z Unii stałyby się niewiele warte
Zwykła większość w Sejmie i ratyfikacja takiej decyzji przez prezydenta - tyle wystarczy, by Polacy, a konkretnie posłowie, zdecydowali o opuszczeniu przez Polskę Unii Europejskiej.

Takie zmiany w prawie dotyczącym wypowiadania umów międzynarodowych - a taką umową jest nasze członkostwo w UE - wprowadził w 2010 r. rządzący wtedy obóz PO-PSL przy okazji zmieniania ustawy o koordynacji współpracy między Sejmem i Senatem, w związku z członkostwem w UE. W praktyce realne opuszczenie Unii wymagałoby wielu wyjątkowo skomplikowanych zabiegów, jednak samo podjęcie wiążącej decyzji byłoby - jak się okazuje - wyjątkowo łatwe i przy obecnych sejmowych obyczajach mogłoby zająć mniej niż jeden dzień.
Zgodnie z art. 22a ust. 2 ustawy o umowach międzynarodowych "przedłożenie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej projektu decyzji o wystąpieniu z Unii Europejskiej jest dokonywane po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie".
W tej sytuacji obowiązywałaby większość zwykła. Zostaje osiągnięta, gdy w głosowaniu oddanych jest więcej głosów "za" niż "przeciw". Głosy wstrzymujące nie są wliczane do wyniku, dlatego minimalną liczbą głosów potrzebną do osiągnięcia większości zwykłej jest jeden głos.
Należy jednak pamiętać, że zgodnie z konstytucją Sejm uchwala ustawy w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, która wynosi 230.

Jeden głos

- Wiele osób wyobraża sobie, że skoro przed przystąpieniem do Unii niezbędne było referendum w Polsce, oraz że kiedy z Unii wychodziła Wielka Brytania to także doszło do referendum, to w sytuacji, gdyby Polska chciała wyjść z Unii, także musiałby zabrać głos cały naród. Tymczasem wcale tak nie jest, żadne referendum nie jest konieczne - mówi Onetowi sędzia Dariusz Mazur, rzecznik Stowarzyszenia Themis, karnista i specjalista od prawa międzynarodowego. Wskazuje, że jako pierwsza w 2018 r. przed taką sytuacją ostrzegała prof. Ewa Łętowska na łamach portalu prawo.pl.
- To, co wtedy pisała pani profesor, dokładnie odpowiada dzisiejszej sytuacji prawnej. Nic się w tej kwestii nie zmieniło - mówi sędzia Mazur. - To jest po prostu przerażające, że wystarczy jeden głos "za", przy zwykłej większości i Polska może znaleźć się poza Unią - podkreśla.
Sędzia zaznacza, że w praktyce proces opuszczania Unii musiałby się wiązać z rozwiązywaniem całego mnóstwa skomplikowanych i wielopoziomowych zależności, co trwałoby długo i wprowadzałoby stan prawnego chaosu, jednak samo podjęcie decyzji o wyjściu z Unii to kwestia jednego głosowania w Sejmie.

Polska na prawnej pustyni

- Oczywiste jest, że gdyby Polska podjęła tak łatwo, jak się okazuje, decyzję o opuszczeniu Unii, to polski obywatel przed sądem zostałby pozbawiony wielu praw, które ma obecnie - mówi nam sędzia Mazur.
- To trochę tak, jakbyśmy się znaleźli na pustyni prawnej, zdani na łaskę bądź niełaskę aktualnego obozu władzy. A to dlatego, że wszelkie już obowiązujące umowy dotyczące sądownictwa, funkcjonujące w ramach UE, po naszym wyjściu z Unii zostałyby automatycznie anulowane, przestałyby obowiązywać. Dziś kraje Unii obowiązuje wspólna baza prawna, która opiera się na tysiącach aktów prawnych wspólnych dla wszystkich krajów członkowskich - wyjaśnia.
- Ich anulowanie poprzez nasze wyjście z Unii w praktyce oznaczałoby, że nie byłoby choćby szans na sprowadzenie przestępcy do Polski w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania. Dziś zajmuje to około kilkunastu, maksimum kilkudziesięciu dni. Nie można np. wykluczyć, że po wyjściu z Unii musielibyśmy od nowa podpisywać z krajami członkowskimi osobne z każdym umowy o ekstradycji - mówi prawnik.
- Realizacja tej procedury ekstradycji zajmowałaby co najmniej rok, przy "pomyślnych wiatrach - wskazuje. - Jeszcze gorsze dla obywateli jest to, że poziom przestrzegania praw i wolności obywatelskich w Polsce nie podlegałby kontroli przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, a nasz własny, wewnętrzny bezpiecznik demokracji i przestrzegania praw człowieka został już dawno "zawatowany" i przestał pełnić tę funkcję, stając się uległym narzędziem w rękach władzy - mówi prawnik.
- Kiedyś już, w rozmowie z państwem, przed tym scenariuszem ostrzegałem, jednak od tego czasu przyszłość pod tytułem: "Polska opuszcza Unię" stała się niestety o wiele bardziej prawdopodobna. Więcej, po czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego my tę Unię już częściowo opuściliśmy prawnie, czego konsekwencje odczujemy już niebawem - przestrzega Mazur. Jak mówi, poza problemami z realizacją ENA, niewyobrażalne kłopoty mieliby także zwykli obywatele stający przed polskimi sądami.

"Ochrona przed nadużyciami władzy? Możemy zapomnieć"

Sędzia podkreśla, że dziś każdy Polak stający przed sądem ma gwarancje, że jego podstawowe prawa będą honorowane. - Chodzi o domniemanie niewinności, prawo do adwokata, prawo do godności, do właściwego traktowania - wymienia.
- Także prawo nieletnich czy upośledzonych i niepełnosprawnych do tego, że ich potrzeby wynikające z ich stanu będą w odpowiedni sposób uwzględnione. Te gwarancje daje nam m.in. członkostwo w Unii, gdzie takie standardy są niekwestionowaną normą. Po opuszczeniu Wspólnoty nikt nie byłby w stanie zapewnić nas, że którekolwiek z naszych praw byłyby przestrzegane - ostrzega prawnik.
- Owszem, wciąż moglibyśmy powoływać się na Europejską Konwencję Praw Człowieka i skarżyć się do Trybunału w Strasburgu, jednak to zajmuje długie, bardzo długie lata, a poza tym wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka co do zasady obowiązuje tylko w konkretnej, indywidualnej sprawie - wyjaśnia. - Akurat ten Trybunał nie ma wystarczających narzędzi prawnych, żeby wymusić zmiany systemowe - wskazuje.
- No i nie zapominajmy, że Europejską Konwencję Praw Człowieka ratyfikowała także Rosja. Co dobrego dało to rosyjskim obywatelom? Cóż, niech każdy sobie sam odpowie - mówi sędzia Mazur. - Poza tym warto pamiętać, że pan Zbigniew Ziobro już zaskarżył do TK Europejską Konwencję Praw Człowieka, jako rzekomo niezgodną z polską konstytucją. A biorąc pod uwagę praktykę orzeczniczą TK pod wodzą pani Julii Przyłębskiej za chwilę możemy okazać się jedynym, poza Białorusią, krajem, który EKPCz nie uznaje - dodaje sędzia Mazur.
Jak dodaje, po wyjściu z Unii Polacy znaleźliby się poza władzą najważniejszego sądu w Europie, czyli Trybunału Sprawiedliwości UE. - A tylko ten Trybunał ma środki, by wymusić na państwach członkowskich natychmiastowe zastosowanie się do cywilizowanych reguł czy zasad, w tym również w dziedzinie ochrony praw człowieka. Jego podstawowy instrument prawny w tym zakresie to Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej, która zapewnia wyższy poziom ochrony praw podstawowych, niż Europejska Konwencja Praw Człowieka - wyjaśnia.
- Tylko ten Trybunał może za niestosowanie się do jego wytycznych karać, jak w przypadku kar dla Polski za niezaprzestanie wydobycia w kopalni w Turowie, czy za wycinkę Puszczy Białowieskiej. I tego właśnie zostalibyśmy pozbawieni, tego parasola ochronnego dla każdego obywatela - podkreśla.
- Mówiąc wprost, mielibyśmy "polski Dziki Wschód" w sądach. Przy skrajnie upolitycznionej prokuraturze, przy kontrolowanym przez władzę Trybunale Konstytucyjnym i częściowo kontrolowanym Sądzie Najwyższym, przy coraz większej ilości nominatów tej władzy w sądach powszechnych każdy Polak już chyba powinien zacząć się o siebie i o swoją przyszłość bać. Tym bardziej że wyjście z Unii formalnie okazuje się procedurą na, ot, "jeden sejmowy pstryk" - kwituje sędzia Mazur.
 
  • Like
Reactions: Alu

ckl78

Well-Known Member
319
316
TSUE: Polska zapłaci 1 mln euro kary za każdy dzień pracy Izby Dyscyplinarnej.

Polska, z uwagi na to, że nie zawiesiła stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, została zobowiązana do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 1 miliona dziennie - poinformował Trybunał Sprawiedliwości UE.

Przypomnijmy, iż 14 lipca wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości UE zobowiązała Polskę do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

W wydanym w środę postanowieniu obecny wiceprezes Trybunału - Lars Bay Larsen - zobowiązał Polskę do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 1 mln euro dziennie, licząc od dnia doręczenia Polsce tego postanowienia do dnia, w którym to państwo członkowskie wypełni zobowiązania wynikające z postanowienia z dnia 14 lipca 2021 r., lub – w braku zastosowania się do tego postanowienia – do dnia wydania ostatecznego wyroku.


Same wrogi dookoła na świecie.
 

Prozac

Active Member
77
202
Nie potrzeba ani referendum, ani specjalnej większości w Sejmie, wymaganej choćby przy odrzucaniu weta prezydenta. Do podjęcia decyzji o opuszczeniu Unii Europejskiej wystarczy zwykła większość, czyli ta, którą osiąga się, kiedy więcej osób biorących udział w głosowaniu opowiada się za danym wnioskiem niż przeciw.

Straszne, że w demokracji może się zdarzyć to co starszym i mądrzejszym się nie podoba. Wydłubać na podatkami ostatni grosz chociaż z kręgosłupa to git majonez. Odebrać prawo do samoobrony? No pewnie! Ale święta, namaszczona, tęczowa i EUROPEJSKA, podkreślam EUROPEJSKA? Bohaterów? Prądem?

Tyle że nic się w przepisach nie zmieniło - co oznacza, że do podjęcia decyzji o opuszczeniu Unii wystarczy zwykła większość w Sejmie i notyfikacja prezydenta

W sensie taka na telefon? Że na messendżerze odczytane to zaklepane?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 099

gospodarka
Najpierw pandemia, a teraz długotrwałe wyłączenia prądu - to scenariusze, które zdaniem ekspertów kilku europejskich rządów realnie zagrażają w najbliższych miesiącach Europie. Jak przygotować się przed blackoutem - kilkudniowym wyłączeniem prądu - uczy m.in. austriackie ministerstwo obrony, niemiecki rząd i służby cywilne Hiszpanii.
Wiedeń. Czteroosobowa rodzina je kolację przy kuchennym stole. Nagle w pomieszczeniu robi się ciemno. Nikt się nie denerwuje, rodzice spokojnie zapalają świeczki, kładą na środku stołu latarkę i wszyscy jedzą dalej. Tak zaczyna się ponad 4-minutowe wideo, którym austriacki rząd chce przygotować społeczeństwo do ewentualnych długotrwałych wyłączeń prądu zimą. Bo - jego zdaniem - są one "wysoce realne".


View: https://www.youtube.com/watch?v=mHWcOQ_7Y-U

Wskazówek, jak radzić sobie z ewentualnym "blackoutem" - przerwą w dostawie energii elektrycznej na dużą skalę - udzieliło kilka dni temu austriackie ministerstwo obrony. Zaleca aby mieć w domu świece, baterie, zapałki, tranzystorowe radio, apteczkę pierwszej pomocy, wodę pitną i żywność w puszkach.
- Podczas długotrwałego braku w dopływie prądu nie zalecamy używania samochodu. Nie będzie działała sygnalizacja świetlna, a drogi mogą blokować auta, którym zabrakło benzyny - czytamy we wskazówkach austriackiego MON-u.
Czy grożą nam zimowe wieczory bez prądu? /Wojtek Basalygo /SE/East News
Czy grożą nam zimowe wieczory bez prądu? /Wojtek Basalygo /SE/East News

Problem jest też analizowany w Niemczech. Dwa dni temu Wydział Ochrony Cywilnej Nadrenii Północnej-Westfalii zorganizował Dzień Wsparcia w Sytuacjach Kryzysowych. Odbyło się ono w centrum Bonn przy współpracy z Federalnym Ministerstwem Ochrony Cywilnej, a hasło wydarzenia brzmiało "Blackout: co robić, gdy nic nie działa".
Jednym z zaleceń niemieckich ekspertów było przygotowanie dla każdego członka rodziny plecaka z odzieżą na pięć dni, środkami pierwszej pomocy, artykułami higienicznymi i niepsująca się żywnością. Niemcy wciąż pamiętają wielką awarię w Münster, 15 lat temu, gdzie z powodu śniegu tysiące osób w środku zimy przez 6 dni pozostało bez prądu.
Ostrzeżenie do swoich mieszkańców wysłała też Szwajcaria. Tamtejszy rząd argumentuje, że obawy przed blackoutem związane są przede wszystkim z trudnościami kraju w aktualizacji umów handlowych i energetycznych z UE oraz zależnością od europejskiego rynku energetycznego. Szwajcarska prasa ujawniła kilka dni temu dokument rządowy ostrzegający przed możliwymi przerwami w dostawach prądu.
"Świat bez elektryczności może mieć o wiele gorsze konsekwencje niż pandemia" - czytamy w publikacji "Neue Zürcher Zeitung". W rządowym dokumencie poważny blackout został uznany za "najgorsze zagrożenie dla Szwajcarii" w ciągu najbliższych czterech lat - do 2025 roku.
Temat możliwości długotrwałych przerw w dostawach prądu jest też od tygodni analizowany w Hiszpanii. W imieniu rządu wypowiedziała się tam Teresa Ribera, trzecia wicepremier i minister ds. transformacji ekologicznej i wyzwań demograficznych. Uspokoiła, że w Hiszpanii możliwość blackoutu nie jest duża, bo kraj prawie nie jest połączony z Europą siecią przesyłową.
- W tym sensie jesteśmy swego rodzaju wyspą energetyczną - uspokajała wicepremier. Hiszpania jest jednak uzależniona od Północnej Afryki, a od poniedziałku gaz przestał płynąć jedną z dwóch głównych nitek gazociągu Maghreb-Europa (GME), który z Algierii zasila Madryt w około 42 proc. surowca. Nie wszystkich uspokoiły zobowiązania Algieru do kontynuowania przesyłu gazu drugą nitką i utrzymania dostaw zbiornikowcami.
Europa przygotowuje się do zimy bez prądu /Marcin Smulczyński /East News
Europa przygotowuje się do zimy bez prądu /Marcin Smulczyński /East News

Od miesięcy przed kryzysem energetycznym w Europie przestrzega tam m.in. Antonio Turiel - doktor fizyki teoretycznej, matematyk i badacz CSIC (Consejo Superior de Investigaciones Científicas) - największej w Hiszpanii publicznej instytucji naukowej. Jego zdaniem, na blackout realnie narażone są wszystkie kraje Starego Kontynentu.
- To może być przerwa w dostawie prądu nie na kilka godzin, ale na dni lub tygodni - ostrzegał dwa dni temu Turiel. Tłumaczył, że dotąd kraje kompensowały niestabilności przesyłowe za pomocą regulatorów mocy do włączania i wyłączania elektrowni cieplnych. - Odbywało się to przy użyciu gazu, a ponieważ teraz go brakuje, zaczynamy mieć problemy - argumentował naukowiec.
Hiszpan przypomniał, że od dawna wiadomo było, że Europa będzie miała problemy z dostawami gazu, ponieważ Algieria i Rosja osiągnęły maksimum jego produkcji a są głównymi dostawcami surowca do naszego kontynentu.
- Kryzys energetyczny już się rozpoczął, a sprzedajemy go jako fakt, który nagle spadł z nieba, o którym nie wiedzieliśmy. A to nieprawda, wiedzieliśmy o nim od lat - zapewniał doktor fizyki teoretycznej i badacz w CSIC. I ostrzegł, że dla Europejczyków gaz jest tylko jednym z problemów. - To zapowiadany od lat temu kryzys surowcowy na dużą skalę - obwieszcza Turiel.
Ewa Wysocka
Piękne, po prostu piękne. Gdyby to wykoleiło poparcie dla UE, to ja to propsuję... w ciemno. :)
 

noniewiem

Well-Known Member
388
666
TSUE: Polska zapłaci 1 mln euro kary za każdy dzień pracy Izby Dyscyplinarnej.

Polska, z uwagi na to, że nie zawiesiła stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, została zobowiązana do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 1 miliona dziennie - poinformował Trybunał Sprawiedliwości UE.

Przypomnijmy, iż 14 lipca wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości UE zobowiązała Polskę do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

W wydanym w środę postanowieniu obecny wiceprezes Trybunału - Lars Bay Larsen - zobowiązał Polskę do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 1 mln euro dziennie, licząc od dnia doręczenia Polsce tego postanowienia do dnia, w którym to państwo członkowskie wypełni zobowiązania wynikające z postanowienia z dnia 14 lipca 2021 r., lub – w braku zastosowania się do tego postanowienia – do dnia wydania ostatecznego wyroku.


Same wrogi dookoła na świecie.
I co dalej będzie? Polska zapłaci czy postara się o polexit?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 502
24 099
W ogóle, w telewizorni już nawet w tym bogatym Reichu, wiadomości okołoeuropejskie mają tematykę dziwnie biedystyczną, jak zza Żelaznej Kurtyny na wschodzie. No sami rzućcie okiem na ten materiał.

 
Do góry Bottom