Taktyka ekspansji ideowej

Rattlesnake

Don't tread on me
Członek Załogi
3 590
1 446
Rothbard iluś-tam ludzi do anarchokapitalizmu przekonał na świecie. To jest dowód, że doktryna ma potencjał do ekspansji.

Odrzucamy próby wprowadzanie idei poprzez działania sprzeczne z ideą, bo nie chcemy zastępować jednego syfu drugim.

Stolik jest dobrym miejscem, żeby porozmawiać o tym co jest skuteczne bez konieczności dyskutowania o bombach i napalmie ;)
 
OP
Rattlesnake

Rattlesnake

Don't tread on me
Członek Załogi
3 590
1 446
Ron Paul to firma, marka; ktoś, kto ma tożsamość.

To jest pierwszy warunek - musi ktoś, lub coś oznaczone co do tożsamości istnieć. Marka, klub i jego barwy, osoba fizyczna albo jakaś zorganizowana struktura.

Nie będzie wygranej, jeśli nie będzie zawodnika. Kogoś, lub czegoś, co może działać.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 573
11 062
Maciej Dudek napisał:
Ron Paul to firma, marka; ktoś, kto ma tożsamość.

To jest pierwszy warunek - musi ktoś, lub coś oznaczone co do tożsamości istnieć. Marka, klub i jego barwy, osoba fizyczna albo jakaś zorganizowana struktura.

Nie będzie wygranej, jeśli nie będzie zawodnika. Kogoś, lub czegoś, co może działać.
Piszesz o rothbardyzmie czy ruchu wolnościowym w ogóle?

Istnieje idea, wstępnie zarysowane są cele (tu trzeba byłoby przeprowadzić "dyskurs w celu osiągnięcia konsensusu" czy chcemy od razu czy stopniowo, ja jestem zwolennikiem stopniowości), brakuje natomiast organizacji. Lider jest kwestią wtórną i nawet lepiej, że go nie ma. Jeśli zgromadzić iluś ludzi razem i powierzyć im zadanie do wykonania to lider sam się pojawi po jakimś czasie, to naturalne zjawisko. Zaczynanie od lidera, który dopiero miałby tworzyć organizację jest moim zdaniem niebezpieczne bo to będzie "jego" organizacja. W ten sposób się zaczynają zazwyczaj wszelkie ruchy totalitarne. Dlatego to lider powinien "należeć" do organizacji, a nie na odwrót. Tak samo jak w stosunkach pomiędzy ludnością tubylczą z aparatem państwowym, w stosunkach pomiędzy szeregowymi członkami organizacji a jej kierownictwem gwarantem wolności powinno być zapewnienie możliwości pozbycia się kierownictwa.

Warto byłoby się zastanowić, biorąc pod uwagę fakt, że ruch wolnościowy nie jest chyba ruchem stawiającym sobie za cel centralizm, czy lider jest w ogóle potrzebny i nie da się go zastąpić w zakresie podejmowania decyzji np. czymś w rodzaju mini referendów. Analogicznie, zamiast jednolitej organizacji warto byłoby przemyśleć coś w rodzaju konfederacji niezależnych ruchów mających zbliżone cele. Jeśli coś takiego nie dałoby rady działać na mniejszą skalę to tym bardziej nie zadziała na większą :)
 

inho

Well-Known Member
1 616
4 038
Analogicznie, zamiast jednolitej organizacji warto byłoby przemyśleć coś w rodzaju konfederacji niezależnych ruchów mających zbliżone cele. Jeśli coś takiego nie dałoby rady działać na mniejszą skalę to tym bardziej nie zadziała na większą :)
Wszyscy kradną libnetowe pomysły: ;)
Zjednoczona Prawica
Koalicja Obywatelska
Konfederacja
Koalicja Polska
Lewica Razem
 

inho

Well-Known Member
1 616
4 038
Nawiązanie do dyskusji o szerzeniu libertarianizmu z wątku o LGBT:

Chociażby z tego powodu, to właśnie konserwatyści są znacznie lepszym wyborem do ideowego hijackingu. Zwyczajnie będą łatwiejsi do sterowania.
Konserwatysta z powodu swojego martwego punktu ideowego, bezgranicznego poszanowania władzy "pochodzącej od Boga", długoterminowo nie ma szans z lewakami, którzy to państwo zawłaszczają dla siebie i pod siebie. Konserwa uznając autorytet aparatu państwowego, de facto płaszczy się przed lewicą, która prędzej czy później znajduje sposób, by to państwo wraz z jego instytucjami przejąć czy nawet dalej rozbudować, dewastując dalej pozostałe nieformalne instytucje ważne dla konserwatysty.
Aby pokonać lewicę, konserwatysta musiałby ją zagłodzić, własnoręcznie niszcząc te części państwa, które są dla niej najatrakcyjniejsze. Rozwiązywać urzędy, utrącić kontrolę nad kolejnymi aspektami społecznego życia, co w jego mniemaniu oznaczałoby również częściowe naruszenie samego autorytetu władzy, która dziś chce tym wszystkim sterować.
W ostateczności, jeżeli sami nie mamy dostatecznych sił, by zwalczyć czy umniejszyć rolę państwa w życiu społecznym, powinniśmy się posłużyć innymi, odwoławszy się do ich tradycji, przekonując, że jest to również w ich interesie ideowym. A dla konserw tradycja jest ważna.

Konserwatyści również ulegli progresywnym wpływom - w niektórych kwestiach na lepsze, w wielu niestety na gorsze. Uważam, że progresywiści w ramach "marszu przez instytucje" zinfiltrowali również instytucje religijne, co można zaobserwować w zmieniającej się interpretacji źródeł i wynikającej z niej narracji kościoła. To pozwoliło na "historyczne porozumienie" i postępującą do teraz asymilację progresywnych zasad przez konserwatystów. Jednak fundamentalny system wartości - mimo oczywistych różnic ale jednak bliski libertariańskim - wciąż gdzieś tam jest.

Przejawem tego są przebijające się w dyskursie publicznym wolnościowe argumenty wśród konserwatystów w ważnych dla libertarian kwestiach jak własność, wolny rynek czy choćby broń palna. Progresywiści też mają takie akcenty, ale raczej w sprawach mimo wszystko dalszego rzędu, a w tych najważniejszych kwestiach mają postulaty dokładnie przeciwne.

Przykład pierwszy z brzegu - polski konserwatysta przywołuje amerykańskiego konserwatystę, który krytykuje państwowy system edukacji. System, który progresywiści uważają za swoje osiągnięcie dziejowe i dążą do jego dalszego wzmocnienia:


W ostatnich miesiącach, przy okazji pseudopandemii w USA, doszło również do zderzenia tych koncepcji. Z powodu zdalnej edukacji progresywiści podnosili kwestię utraty kontroli systemowej nad dziećmi, co może zniweczyć lata ich pracy nad kształtowaniem postaw "liberalnych" (czyli socjalistyczno-etatystycznych).

Moim zdaniem potrzebny jest powrót do stanu wcześniejszego, w pewnym sensie polityczny regres. Ten stan byłby dużo bliższy libertariańskiemu minimalizmowi. Gdyby np. przekonać konserwatystów do praktycznego powrotu do prostego systemu wartości, jakim jest chrześcijański dekalog, to w ogromnej mierze różnica pomiędzy konserwatystami a libertarianami polegałaby głównie na źródłach zasad moralnych. Ten cywilizacyjny fundament etyczny obrósł etatystycznym rakiem, który można by ostrożnie, precyzyjnie potraktować libertariańskim skalpelem w celu odsłonięcia zdrowej tkanki. Obawiam się, że progresywistom, z racji całkowicie odmiennej podstawy etycznej, najprawdopodobniej trzeba by dodatkowo przeszczepić mózg z kręgosłupem.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 450
22 371
Na razie jesteśmy atakowani przez Karonia i to z pomocą manipulacji. Karoń jak zwykle robi prostytutkę z logiki, a motłoch to łyka.
Obejrzałem.

I nawet nie ma żadnego libka, by mu odpowiedzieć punkt po punkcie.
 

gordonfree

Well-Known Member
112
260
Obejrzałem około 20 minut tej pogadanki z Karoniem. Nie dałbym rady słuchać go dłużej, bo musiałbym mieć pod ręką coś na uspokojenie. Karoń jawnie manipuluje nieświadomym widzem. Sugeruje, że libertarianie nie mają żadnej moralności, a w filozofii libertariańskiej nie ma odwołania do żadnego źródła moralności - o ile nie wierzę, iż pan Karoń nie przeczytał źródeł, o których sam wspomina (Mises, Rothbard, Hoppe) to prawdopodobnie zwyczajnie kłamie. Sugeruje, że libertarianizm to jakiś relatywizm.
Aha i ta jego śpiewka o kradzieży, że libertarianizm to zawoalowana kradzież.

To, że tam na czacie nie było libów nic nie zmienia, albowiem oni tego czatu nie czytają, a nawet jeśli czytają to wybór wypowiedzi z czatu jest tendencyjny.

Na kanale wrealu24 była debata Karoń vs Woziński o libertarianizmie (głownie o Hoppem), ale niestety Woziński nie dał rady przegadać starego gawędziarza wygi.
 

noniewiem

Member
25
33
Uważam, że progresywiści w ramach "marszu przez instytucje" zinfiltrowali również instytucje religijne, co można zaobserwować w zmieniającej się interpretacji źródeł i wynikającej z niej narracji kościoła.
Myślę że po prostu jest to klimat epoki i wodzowie kościoła sami się podpasowują do mainstreamu tworząc interpretacje taką która będzie chodliwa.
 

Hanki

Secessionist
1 312
3 909
Na kanale wrealu24 była debata Karoń vs Woziński o libertarianizmie (głownie o Hoppem), ale niestety Woziński nie dał rady przegadać starego gawędziarza wygi.
Po części wynika to z tego, że Kuba od jakiegoś czasu już nawet nie określa się mianem libertarianina, a prawicowca o libertariańskich inklinacjach. Widać było w tej rozmowie, że nie chce do siebie zrazić ani redakcji, ani oglądających (głównie fanów Karonia i prawicowców). Poza tym Kuba jest zdecydowanie lepszy w pisemnych polemikach aniżeli w takich wystąpieniach na żywo (vide chociażby debata z Mateuszem Benedykiem podczas Weekendu Kapitalizmu, gdzie wypadł podobnie słabo).

A wystarczyło odwołać się tam do ekonomii Crusoe i budowania twierdzeń etycznych od społeczności Crusoe i Piętaszka na wyspie...
 

gordonfree

Well-Known Member
112
260
Widać było w tej rozmowie, że nie chce do siebie zrazić ani redakcji, ani oglądających (głównie fanów Karonia i prawicowców).
Było to widać jak na dłoni. Miałem wrażenie, że on jakby chciał coś powiedzieć... lecz nie powie.

Nie mam o to do niego żadnych pretensji, nie naśmiewam się, nie krytykuję. Karonia trudno jest przegadać. Może to zabrzmi co najmniej dziwnie, ale już klikając na miniaturkę z tej debaty wiedziałem jak to się skończy... nie wysłuchawszy nawet minuty. Cóż, z K.K trzeba umieć rozmawiać, ma bardzo specyficzny styl. Bo ja doskonale zdaję sobie sprawę, że Woziński ma o wiele większą wiedzę i horyzonty od Karonia.
K.K po prostu jest krokodylem w dyskusjach, ale na pocieszenie trzeba dodać, iż słabym publicystą.
 
Do góry Bottom