System edukacji jest analny

akapek

Member
31
88
Dlaczego wg. mnie polska szkoła to gówno - najważniejsze argumenty.
1. Do szkoły uczęszczają dzieci z różnych środowisk często patologicznych więc przemoc słowna i fizyczna w szkole jest czymś na porządku dziennym.
2. Szkoła nie bierze pod uwagę tego że dzieci są różne w różnym tempie przyswajają wiedzę mają różne zainteresowania
weźmy dla przykładu klasę 30osobową np. matematyką interesuje się 10ciu z nich 10ciu innych coś tam z matematyki kuma ale nie jest to ich priorytet a pozostałe 10... ma matematykę w dupie i teraz pytanie za 100 punktów.
Jak nauczyciel ma prowadzić lekcje aby dostosować poziom do każdego z nich??Przecież to jest kurwa nierealne.
3. Efektywność nauczania na lekcji jest tak żałosna że przez te 10 godzin dziennie co teraz dzieci siedzą w szkole w godzinę na korepetycjach można dużo więcej się nauczyć.
4.Marnowanie pieniędzy podatników nie wiem ile pieniędzy na ta gównianą polską edukację idzie z kasy podatników ale jestem przekonany że bardzo dużo.
5. Komunistyczna mentalność nauczycieli którzy co chwilę wyciągają rękę do państwa i proszą o jeszcze więcej pieniędzy dej dej... często swoje komunistyczne poglądy próbują przekazać dzieciom na lekcji.
6.Archaiczny program nauczania kompletnie niedostosowany do dzisiejszej rzeczywistości , zmuszanie dzieci do uczenia się durnych patriotycznych wierszyków na pamieć typu "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz" masa dennych lektur jak np. "Krzyżacy".
7.Zajęcia prowadzone są po łebkach ponieważ materiał jest za duży i w 45 minut nie da się wszystkiego wyjaśnić.

Dobra... pozostańmy na razie przy tej 7demce jestem pewny że tych argumentów zalazłoby się dużo więcej
a teraz gorący temat edukacji seksualnej w szkołach czyli w jaki sposób mają się masturbować 5cio latki według wytycznych WHO xD.Myślę że już niektórzy inteligentni tutaj domyślają się jaki model rodziny serwuje nam lewica i do czego to wszystko zmierza. Dzieciak siedzi w szkole a tatuś z mamusią zapierdalają na jego utrzymanie na etacie (maja dojebany zus i dochodowy żeby utrzymać przy okazji bandę nierobów na socjalu i urzędników) i wspaniali seks edukatorzy będą teraz wyręczać rodziców którzy nie mają czasu dla swoich dzieci... bardzo fajna polska nam się szykuje
 

kompowiec

freetard
2 215
2 158
Zapewne wielu z was powie "Nuuu, chciałbym wrócić do szkouy".
A moja reakcja jest prosta:

CZY WAS KURWA POJEBAŁO?!

Wstajesz rano, skoro świt, zapierdalasz czy deszcz, czy śnieg, czy mróz, czy ślizgawica, czy zalane ulice czy żar lejący się z nieba do pierdolonego więzienia intelektualnego, nieraz na zerówki, czyli godzina 7.10, ledwo żyjesz, nieraz nie było czasu na śniadanie, o herbacie nawet nie wspomnę.

Jak szkoła jest daleko, to tłuczesz się jebanymi autobusami do niej godzinę lub półtorej, wśród pierdolonych moherów które niby takie stare niby niedołężne, ale nakurwiają jak Ruscy na Berlin jeśli chodzi o wchodzenie, wychodzenie z busa lub lecenie na puste krzesło.
Dodatkowo oczywiście te same parszywe ryje sapią "HURR DURR SKONT TU TYLE GUNWAŻERII NI MA JAK TOREP POUOSZYĆ, WSZYNDZIE TE PLECOKI", mimo że codziennie z uśmiechem nr 5 ustępujesz miejsca.
Well no shit Sherlock, na linii przejeżdżającej koło 3 szkół są uczniowie. No kurwa, naprawdę, skąd się tam wzięli nie wiem.

Wleczesz się do szkoły, dostajesz opierdol od woźnej, bo przecież wszedłeś w mokrych butach. A ona sprzątała już raz i nie zamierza przez najbliższe 5 godzin. Mimo iż jej płacą, aby robiła to za każdym jebanym razem jak będzie brudno. Jak jej wspomnisz o tym? UUUUUUUUUUUUUUUUUU. HURR DURR NA CAŁY ŚWIAT I WYPAD DO DYREKTORKI, gdzie grube babsko z obdrapanym lakierem na paluchach zacznie pierdolić o szacunku do innych, jednocześnie układając pasjansa na ekranie kompa, który był jednym z pierwszych ze stajni Optimusa. "No a z takimi ocenami to ty najwyżej też gdzieś podłogi będziesz sprzątać"-kończy wywód. No po chuju szacunek xD
Zostawiasz w szatni kurtkę, wcześniej ograbiając ją ze wszystkich możliwych rzeczy, bo przecież kartka "rzeczy zostawiane na własną odpowiedzialność" zwalnia szkołę z jakiejkolwiek akcji względem tego, że zajebano ci bilet miesięczny, dychę i czapkę, a innym nieraz telefony i iPody.
Nie chcesz? Pozdro kurwa 600, jebany nauczyciel kurwa śmieć zacznie piłować ryło w klasie że "kurtkę do szatni albo jedynke ci dam!". Ale odpowiedzialności nie weźmie.

Idziesz wreszcie do swojej grupy, zamieniasz parę słów z równie zaspanymi. Każda klasa dzieli się tak samo-grupka normików, grupka animu, grupka tzw. złotych dzieci, grupka "szlachty"(bogatej bananowej młodzieży, nie wiem jak dziś się na to mówi) no i grupka spierdolin.
Wszystkie nienawidzą szlachty, a pomiędzy nimi panuje chłodna neutralność.
Zgrana klasa? Heh, tak jak na polskiej scenie politycznej-tylko jak sytuacja jest naprawdę chujowa lub naprawdę potrzebna do wspólnego profitu. Myślisz nad tym, siadając do ławki.

Meanwhile do klasy wbija popierdalający sobie 15 minut samochodzikiem z klimą i ogrzewaniem, z kawusią cieplutką/zimniutkim soczkiem i dziennikiem w łapie "nauczyciel" i niszczy ci dzień, tłucząc do głowy niepotrzebne nikomu pierdy, wyżywając się ze swoim jebanym kompleksem niższości na uczniach, ponieważ jego/jej kolega/koleżanka złapał Pane Boge za nogi i robi w zawodzie, a jemu zostało siedzenie na dupie i uczenie dzieciaków, przez co jest obrażony na całe życie, mimo jebanych dodatków do pensji i statusu urzędnika.
I te pierdolone teksty, które nie zmieniają się latami-"Nie umiesz? Spokojnie Kowalski, ktoś zamiatać ulice musi", "Co się tak śmiejesz? Powiedz klasie, pośmiejemy się razem.", " Wyciągamy karteczki, będzie karna kartóweczka", "Zrobię wam wejściówki, bo som na studiach"(NAJWIĘKSZE KURWA KŁAMSTWO JAKIE SŁYSZAŁEM) i uwaga, creme de la creme-"hurr durr ty jesteś zdolny ale leniwy".

Kurwa mać. "Zdolny ale leniwy". Powiedziane i do totalnego jełopa który naprawdę jest jełopem, sebixxem, który po liceum pójdzie kraść węgiel z ojcem na linię PKP Cargo, i do pierdolonego złotego dziecka które wkuwa jebane encyklopedie na pamięć, ale nie był obudzony na tyle aby napisać poprawnie o jebanej 7 rano wejściówkę, i do gościa który naprawdę wie, że to wszystko to chuj, nieprzydatne gówno które marnuje mu miejsce na partycji Musk/dysk:C/system32 i do prawdziwego lenia, który ma wyjebane i tak na co mówisz, stara prukwo.

Mało tego, jeszcze te wszystkie jebane szkolne dramy, gdzie masz problemy egzystecjalne, ale jedyne co ci może zrobić pedagog to test na osobowość(XD) i wziąć cie do katechetki, która będzie powtarzać ci, że Pane Boge cie kocha(XDDDDDDD),gdzie jedna lubi drugą, ale nienawidzi trzeciej, ale wszystkie gadają z Tobą i próbują cię wplątać w to tornado shitstormu, gdzie sebix dręczy nowego ucznia, gdzie ziomek niby z ADHD maca cycki loszkom i nauczyciele mają wyjebongo bo papiery, a gdy wreszcie inba się rozkręca to pokazuje jedynie że uczniowie są mądrzejsi od ludzi ustawą postawionych od nich wyżej i rodziców, oraz wszelkie inne.

Człowiek zapierdala 8 godzin dziennie za darmo, plus jeszcze czas na wyjazd i powrót, przyjeżdża do domu, żre obiadokolację i resztę dnia spędza na pokurwionym wkuwaniu totalnie niepotrzebnego gówna, plus pierdylionie zadań od nauczycieli z kompleksem niedocenionych naukowców("To wprawdzie nie jest na maturę, ale całki są fajne, zobaczycie. No, to będzie na następnej kartówce."-powiedziane do jebanego humana). Praca domowa+nauka 4h jak nic. Łącznie 12h dziennie, a życie prywatne? W chuju, masz, ucz się bo wiedza do potęgi klucz xD

Jak jesteś młody to jesteś zbyt wielkim dzieciakiem, by to zrozumieć, jak jesteś starszy to nie masz czasu, by to zrozumieć, dopiero po maturach w kwietniu dochodzi do ciebie:
Wychujali cię, nie ma to znaczenia, jak dobre oceny będziesz miał. Jesteś nikim przed szkołą, po szkole jesteś starszym nikim, po studiach masz szansę być kimś, ale 90% ludzi nadal jest nikim, a totolotek spierdolenia trwa i wiele osób wygrywa.

Szkoła nie nauczyła mnie nic pożytecznego, zmarnowała jedynie mój cenny czas i wrzuciła na mą drogę życia albo totalnych dzieciuchów, albo totalne kanalie, albo inne pokurwione osoby.
Zniechęciła do lektur, które bez wkuwania rozdział po rozdziale w co był ubrany bohater albo jakie cechy miała postać występująca trzecioplanowo w jednym rozdziale, okazały się zajebiste(no chyba że mówimy o jebanym Werteru czy "Nad Niemnem"), zraziła do wiedzy, która jest ciekawa i wyżarła czas na hobby, do którego tuż po niej wróciłem, witając jak starego przyjaciela.

Szkoła to najgorszy okres życia człowieka, a każdy kto twierdzi inaczej, ma chyba tendencje do bycia masochistą.
Nie zapraszam do dyskusji jeśli twierdzisz inaczej, najlepiej wyjdź z grupki i usuń konto.
 

pawlis

Samotny wilk
2 414
9 882
Dobra... pozostańmy na razie przy tej 7demce jestem pewny że tych argumentów zalazłoby się dużo więcej
a teraz gorący temat edukacji seksualnej w szkołach czyli w jaki sposób mają się masturbować 5cio latki według wytycznych WHO xD.
W sumie jak reszta przedmiotów szkolnych jest chujowo prowadzona i tylko zraża dzieci do nauki, to może z tą masturbacją panikujemy? I dzieciak zostanie aseksualny do 18 roku życia, bo tak mu to obrzydła szkoła i nauczycielka-debilka ;).
 

pawlis

Samotny wilk
2 414
9 882
Tym razem USA. Nastoletni gej był prześladowany w szkole (i to nie "wyimaginowana homofobia", ale faktyczny bullying). Zgłaszał to wiele razy nauczycielom, ale nic to nie dawało. W końcu nie wytrzymał i dał dręczycielowi po ryju. Nasz bohater oczywiście został wezwany na dywanik dyrekcji i zawieszony w prawach ucznia. Matka geja uznała, że to pierdzieli i wprowadza homeschooling:
https://www.advocate.com/youth/2019/11/11/lgbtq-twitter-supports-gay-youth-who-punched-bully

W sumie zawsze to tak jest. Szkoła olewa ofiarę, a gdy ofiara bierze sprawy w swoje ręce, to nagle przypomina o tym, że "nie wolno!". Kolejny dowód na analność systemu państwowego, lepiej jest liczyć głównie na siebie i że te memy jak poniżej znikąd się nie wzięły:
Nie-obchodzi-mnie-ktory-zaczal-obydwoje-macie-sobie-podac-rece.png
 
Ostatnia edycja:
D

Deleted member 6610

Guest
Przecież studenci płacili za te śmieszko szkoły niepubliczne często, bo liczy się papier. Póki się będzie liczył to czy tak, czy inaczej będzie taki sam efekt.

W moim niedawnym zakładzie dyrekcja przyjmowała do pracy osoby po studiach dziennych i pierwszeństwo mieli studenci piątkowi z dobrej uczelni. Absolwenci po zaocznych odpadali. Mówili, że na dziennych studiach jakość nauczania jest nieporównywalnie wyższa.
Na rynku jest coraz więcej kandydatów z wyższym wykształceniem i szefowie firm stawiają coraz bardziej wymyślne wymagania.
 

mikioli

Well-Known Member
2 737
5 273
W moim niedawnym zakładzie dyrekcja przyjmowała do pracy osoby po studiach dziennych i pierwszeństwo mieli studenci piątkowi z dobrej uczelni. Absolwenci po zaocznych odpadali. Mówili, że na dziennych studiach jakość nauczania jest nieporównywalnie wyższa.
Na rynku jest coraz więcej kandydatów z wyższym wykształceniem i szefowie firm stawiają coraz bardziej wymyślne wymagania.
I tak dopiero wewnętrzne testy + okres próbny daje odpowiedź na pytanie czy coś z tego będzie, ale i tak dobrze, że ktoś zaczyna myśleć.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 894
7 622
Prywatne szkoły w Indiach uczą prawie 40% populacji, zwłaszcza wśród biedniejszej części populacji.
Efekty nauczania są znacznie lepsze niż w szkołach publicznych.
Państwowe instytucje utrudniają tworzenie nowych szkół poprzez wymaganie setek dokumentów, których zdobycie trwa wiele lat.

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1111/j.1465-7287.2011.00286.x
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 894
7 622

Uczniowie oszukali system. Wymknęli się przymusowi szkolnemu i nadzorowi

O uczniach czasu pandemii nie ma co mówić jako o straconym pokoleniu. Być może jest to pierwsze od długiego czasu pokolenie, które stracone nie jest. Rozmowa z Mikołajem Marcelą, wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim, pisarzem, autorem m.in. poradnika dla rodziców "Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku".

Olga Szpunar: Dyrektor znanego krakowskiego liceum powiedział mi: "Zżymam się, gdy słyszę o straconym pokoleniu przez pandemię. Prawda jest taka, że kto się chce uczyć, będzie się uczył, a dla kogo nauka była przykrym obowiązkiem, takim obowiązkiem pozostanie". I spotkał się z falą krytyki za te słowa.​

Mikołaj Marcela: Cały czas wierzymy w magię szkoły. W to, że jak ktoś nie będzie się uczył w szkole, to z góry stoi na straconej pozycji. Uważamy, że o sukcesie ucznia decydują jego oceny i wyniki egzaminów. To jest problem instytucjonalny, bo wszystko jest pod te oceny i wyniki egzaminów ułożone. Jeśli mamy je złe, musimy powtarzać klasę, nie dostaniemy się do wymarzonego liceum, na studia, i tym samym nie będziemy mogli robić w życiu tego, co chcemy. To jest problem społecznego postrzegania tego, czym jest szkoła. Zaniepokojenie nauczycieli i rodziców wynika z faktu, że przez pandemię rzeczywistość zaczęła odbiegać od tego dotychczasowego postrzegania. Od patrzenia na szkołę jako na miejsce, do którego młody człowiek musi chodzić z przymusu i przyswajać z góry narzucone mu treści. John Holt, radykalny krytyk szkoły powszechnej, autor książek o edukacji, zauważył, że obecna szkoła to właściwie fundament państwa niewolniczego. Nie dziwimy się, że dzieci zmuszone do życia w takim "państwie" oszukują, jak tylko mogą. Poszedłbym dalej niż dyrektor krakowskiego LO i powiedział, że nie ma co mówić o straconym pokoleniu. Być może jest to pierwsze od długiego czasu pokolenie, które stracone nie jest.

Przygotowując się do naszej rozmowy, napisałeś na Facebooku: "To pokolenie, które w ramach edukacji zdalnej, wymknęło się w bardzo wielu przypadkach przymusowi szkolnemu, kontroli i nadzorowi, oszukując system. Pokolenie, które mogło doświadczyć, jak wiele ciekawych rzeczy można robić, jedynie pozorując swoją obecność na nieinteresujących je zajęciach w szkole. Pokolenie, które miało możliwość ogrania systemu, wykazując się własną inicjatywą i niestandardowymi pomysłami. Pokolenie, które dzięki lepszej znajomości świata cyfrowego i świadomego korzystania z jego możliwości, mogło wymigać się od wykonywania odgórnie narzuconych poleceń i typowej szkolnej rywalizacji". Prowokacja?​

- Tak właśnie myślę. Jestem przekonany, że właśnie to pokolenie może zmienić polską szkołę w przyszłości. Ono już dostrzegło, ile w niej marnowało się czasu. Uczniowie wiedzą już, że to, co w szkole robili przez siedem godzin, w zdalnym nauczaniu mogą zrobić w trzy. Pandemia w wielu przypadkach dała im szansę wyrwania się z systemu i przekonania się, na jak glinianych nogach w rzeczywistości się wspiera.

W swoim wpisie przyznałeś też, że znasz przypadki, gdy uczniowie zapraszali na klasówki starszych znajomych, by je za nich napisali. Albo gdy cała klasa pisała wspólnie sprawdzian... I dodajesz, że to wcale nie jest nie fair.​

- Bo nie jest. Zmuszamy ludzi do robienia czegoś, czego bardzo często nie chcą robić i nie widzą w tym sensu. Gdyby było inaczej, nie wykorzystywaliby sytuacji w ten sposób. Poza tym bądźmy szczerzy: uczniowie oszukują w szkole, ale szkoła oszukuje także ich. Jeden z komentarzy pod moim postem brzmiał: „To, co w edukacji jest ściąganiem i oszustwem, w pracy jest współpracą, zastępstwem, outsourcingiem, podwykonawstwem i wyszukiwaniem informacji”. A zatem jak to jest? Powtórzę raz jeszcze: młodzi wreszcie wymknęli się spod kontroli opresyjnego dla nich systemu. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego podczas lekcji nie można pić, kiedy jest się spragnionym. Dlaczego trzeba się pytać, czy można wyjść do toalety. Teraz nikt nie musi tego robić. Uczniowie jedzą i piją podczas zdalnych lekcji, wychodzą do łazienki, kiedy chcą. Wiem, że zaraz podniosą się głosy, że pisząc niesamodzielnie sprawdzian sami sobie szkodzą, bo uczą się przecież dla siebie, a nie dla innych. Ale prawda jest taka, że w przymusowej szkole mało rzeczy robi się dla siebie. Uważam, że przymus edukacji należy zmienić w prawo do edukacji. Obowiązkowa szkoła nie zapewnia dobrej edukacji, bo jest oparta na przymusie, a ten absolutnie nie sprzyja swobodnemu rozwojowi ucznia.

Może się nie udać. Wielu ze szkoły pewnie by w ogóle w takiej sytuacji zrezygnowało i w XXI wieku mielibyśmy analfabetów.​

- A nie mamy teraz problemu z wtórnym analfabetyzmem? To, że wydaje nam się, że nauczyliśmy kogoś pisać i czytać w szkole, wcale nie znaczy, że potrafi czytać i pisać. Ciągle słyszę ubolewania, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem… A co do analfabetyzmu, Alvin Toffler w swojej książce "Szok przyszłości" stwierdził: "Analfabetą XXI w. nie będzie już ten, kto nie potrafi czytać ani pisać. Analfabetą będzie ten, kto nie potrafi się uczyć, potem oduczać, a następnie znowu uczyć". W tym sensie analfabetami już są ci, którzy nie potrafią zmieniać przyzwyczajeń i uczyć się od nowa. Obowiązek szkolny wcale nie zapewnia takiej umiejętności, nie zapewnia dobrej edukacji. Wciąż brakuje nam odwagi, żeby powiedzieć to głośno, a następnie zmienić.

Co konkretnie zmienić?​

- Na początek poluzować wszystko. Niestety, nie wyciągnęliśmy wniosków z wiosennego lockdownu w ubiegłym roku. W szkołach to był właśnie czas poluzowania. Nauczyciele nie cisnęli tak bardzo, zamiast klasówek i odpytywania często zadawali uczniom projekty do przygotowania, lekcji było mniej, oceny przestały być takie ważne. Szkoła, w której nie ma presji ocen, od razu staje się szkołą bardziej do wytrzymania. Nauczyciele interesowali się też samopoczuciem uczniów, rozmawiali o tej nowej sytuacji. Nie wszędzie, ale było sporo takich miejsc. W pierwszym etapie zdalnej nauki samopoczucie młodych było znacznie lepsze niż obecnie. Z dnia na dzień zobaczyliśmy, że świat może funkcjonować inaczej. Że można zrezygnować z wielu rzeczy i bez nich odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zrozumienie tego to było mentalne ćwiczenie do wykonania, ale niestety go nie wykonaliśmy. Po wakacjach stało się coś bardzo złego. Stacjonarna szkoła została przeniesiona w skali jeden do jeden do sieci. Uczniowie są znużeni, bo muszą siedzieć po siedem godzin przed ekranem. Kto normalny by to wytrzymał? To tortura. Młodzi zdają sobie z tego sprawę, dlatego się bronią. Stąd słuchanie muzyki podczas lekcji, granie w gry komputerowe. Oni już wiedzą, że tak nie chcą, że nie dadzą rady. Nie doceniamy wpływu pandemii na świadomość uczniów.

Naukowcy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu spytali uczniów o ich doświadczenia ze szkoły w czasach pandemii. Okazało się, że już po czterech miesiącach zdalnej nauki nie wyobrażali sobie powrotu do tradycyjnej szkoły i domagali się więcej technologii. Prawie połowa uważała, że część lekcji powinna się odbywać zdalnie.​

- Albo w trybie asynchronicznym zakładającym, że podczas realizowania danego tematu nauczyciel i uczeń nie muszą być w tym samym miejscu i czasie. To są lekcje nastawione na samodzielne zdobywanie wiedzy przez ucznia. Warto stawiać na pracę w grupach, wspólne projekty, korzystanie z narzędzi cyfrowych. Zrozumieć wreszcie, że dla młodych nie ma świata online i offline. Oni żyją w obydwu. W obydwu zamawiają jedzenie, spotykają się z ludźmi... Dla nich te dwa światy to jeden integralny świat. W wymiarze systemowym warto byłoby wprowadzić różne modele szkół na poziomie publicznym. Szkoły demokratyczne, Montessori czy Waldorfskie, powinny być dostępne dla chętnych za darmo. Powinny być powszechnie dostępną alternatywą.

A wpływ zdalnej nauki na relacje społeczne? W mediach wciąż słyszymy o depresji młodych wynikającej z braku kontaktów z rówieśnikami.​

- Tutaj roli szkoły bym nie przeceniał. Nie sądzę, że szkoła robi jakąś szczególną robotę, jeśli chodzi o kontakty społeczne uczniów. Zmusza ich do funkcjonowania w przymusowej grupie przez kilka lat. To prawda, wszystkie raporty z czasów pandemii alarmują, że młodym brakuje kontaktów rówieśniczych, ale prawdziwe kontakty rówieśnicze odbywają się także, a może przede wszystkim, poza szkołą, bez nadzoru dorosłych. Wierzę, że takich kontaktów może im brakować. Dlaczego tak wpadają w świat cyfrowy? Bo to jest jedno z niewielu miejsc, gdzie dorosłym trudno ich kontrolować. Powszechnie wiadomo, że najlepszą formą kontaktów międzyludzkich i nauką zachowań społecznych jest nieskrępowana nadzorem zabawa. A obecna szkoła, jak wiadomo, nie jest do zabawy.

Jest między innymi od nauczenia najmłodszych dzieci czytania i pisania, ale w pandemii to bardzo trudne. Nauczyciele opowiadali mi, że gdy po wakacjach do szkoły wróciły ośmiolatki, które jako pierwszaki, doświadczyły nauki zdalnej, wiele z nich nie potrafiło pisać, czytać i nazwać kolorów. To nie jest stracony szkolny start przez pandemię?​

- Czy dziecko musi pisać, czytać i nazywać kolory w ściśle określonym wieku? Znów pojawia nam się kwestia błędnego postrzegania rzeczywistości i wymagań szkoły opartej na przymusie, na przymusowym przyswajaniu określonych treści. Opartej na planie, który musi się wykonać. Nauczyciele w tej szkole zakładają, że dzieci w pierwszej klasie muszą nauczyć się czytać, tymczasem dzieci rozwijają się w różnym tempie. Czy świat się zawali, jeśli część uczniów zacznie czytać jako dziesięciolatki? W domowym nauczaniu często dopiero w tym wieku dzieci opanowują umiejętność czytania. I to nie jest koniec świata – ważne, że są na to gotowe. Dzieci uczą się non stop. To tylko my nie potrafimy postrzegać ich różnych działań jako nauki. Postrzegamy naukę jedynie w kategoriach szkolnych. Myślimy, że jak dziecko nie siedzi nad książką do historii czy biologii, to się nie uczy. Tymczasem ono uczy się różnych rzeczy na przykład jeżdżąc na hulajnodze. Bez nadzoru i bez przymusu dzieci w sposób naturalny uczą się właściwie bez przerwy, ale tego co dla nich w danej chwili jest istotne, a nie tego co jest im narzucane. Dobrze, żebyśmy to wszyscy zrozumieli i wreszcie pozwolili dzieciom rozwijać się swobodnie, zgodnie z ich rytmem i potrzebami. Potrzebujemy punktu zwrotnego, zmiany świadomości społecznej w zakresie myślenia o szkole, masy krytycznej, która tę szkołę zmieni. Obecna szkoła jest przestarzała i sądzę, że w dłuższej perspektywie i tak nie ma szans na trwanie.

Co byś powiedział ministrowi edukacji Przemysławowi Czarnkowi, który już mówi o tym, że po powrocie do szkoły uczniowie będą musieli nadrobić powstałe w wyniku zdalnej edukacji zaległości?​

- Zajęcia wyrównawcze będą tylko dokładaniem obowiązków zarówno uczniom, jak i nauczycielom. Utrudnią powrót do życia, odbudowywanie relacji międzyludzkich, realizowanie pasji, które są ważne i rozwijające. Błędem jest, że myśląc o i tak już przeładowanym wymaganiami systemie edukacji, stale zastanawiamy się, co do niego dołożyć. Myślmy lepiej, co z niego zabrać. Odejdźmy od ciągłych zajęć dodatkowych, zadawania prac domowych. Zresztą problemem nie są zaległości w nauce, problemem jest to, że taka nauka nie interesuje uczniów. Przecież te „zaległości” każdy może nadrobić, bo materiały są w sieci, ale po prostu nikomu się nie chce. To smutna prawda.

Wedle raportu Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA, co piąte dziecko nie może swobodnie uczestniczyć w zdalnej edukacji. Nie ma osobnego pokoju do nauki, w domu brakuje wolnych komputerów. Czy i w takim kontekście nie powinno się mówić o straconym pokoleniu?​

- Na pewno problemem jest wykluczenie cyfrowe i to coś, o czym powinniśmy rozmawiać. Tym bardziej że z dużą dozą prawdopodobieństwa można zakładać, że w przyszłości taka sytuacja jak obecnie będzie się powtarzać. Jeśli już chcemy ogniskować na czymś wysiłki, spróbujmy zapewnić uczniom sprzęt, z którego będą mogli korzystać, zastanówmy się, jak poprawiać im warunki do uczenia się. To na pewno ma więcej sensu niż rozmawianie o nadrabianiu zaległości. Tak po prawdzie: to, co byśmy nadrobili, uczniowie i tak zapomną za rok, co wynika między innymi z mechanizmów działania naszej pamięci oraz sposobu zorganizowania systemu edukacji.

Ale OECD alarmuje, że pół roku poważnych niedoborów w edukacji może skutkować niższymi zarobkami - od dwóch do nawet czterech procent w skali całego życia. "To tak, jakby w ciągu całego swojego życia taka osoba nie dostawała pensji przez jeden pełny rok" - pisaliśmy w "Wyborczej".​


- Myślę, że to bardzo skomplikowany problem i na pewno sytuacja nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Pytanie, co rozumiemy pod pojęciem „niedoborów w edukacji”, bo tu znów wracamy do naszej wiary w system edukacji i w to, że tylko on zapewnia nam zbawienie w życiu zawodowym. Myślę, że paradoksalnie bardzo wielu uczniów ma poważne niedobory w edukacji w obecnym modelu szkoły publicznej, który uniemożliwia im rozwijanie własnego potencjału i utwierdza ich w przekonaniu, że są gorsi od innych ludzi tylko dlatego, że nie spełniają arbitralnych i całkowicie niedopasowanych do ich możliwości wymogów. Co w takim razie? Jak takie zaniżone poczucie własnej wartości i zmarnowanie potencjału wpływa na zarobki w skali całego życia? Znam bardzo wiele przypadków, w których to właśnie edukacja zdalna była czasem odkrywania, jak cudowne może być uczenie się i podążanie za tym, co budzi entuzjazm młodych ludzi. Znacznie poważniejszym problemem niż utrata pensji przez jeden rok jest chyba to, że większość ludzi przez całe życie zajmuje się tym, co budzi ich niechęć. Według badań to aż 85 proc. Z kolei David Graeber przytacza badania, zgodnie z którymi w Holandii i Wielkiej Brytanii ok. 40 proc. osób uważa, że ich praca nie ma sensu. To oczywiście dyskusja na zupełnie inną okazję, ale w dużej mierze za ten stan rzeczy odpowiada system edukacji i warto byłoby o tym wreszcie zacząć rozmawiać.

Widząc mankamenty zdalnej edukacji oraz obawiając się ich skutków, rząd zdecydował się na łatwiejsze egzaminy w tym i kolejnych latach. To dobrze?​

- Dobrze. Jeszcze lepiej byłoby, gdybyśmy zlikwidowali egzaminy centralne, bo – jak już mówiłem – robią one znacznie więcej złego niż dobrego…

Dyrektor I LO w Krakowie: „Nie ma straconego pokolenia”​

W wypowiedzi dla „Wyborczej” (15 kwietnia br.) dyrektor I LO w Krakowie Jacek Kaczor stwierdził, że zżyma się, gdy słucha o straconym pokoleniu przez pandemię. Na forum posypały się komentarze internautów. Oto klika charakterystycznych głosów:
* „Dyrektor LO, które przyjmuje wybranych spośród najlepszych… Tak, wierzę, że te dzieciaki dały radę. I wiem, widzę, doświadczam, jak wiele innych nie dało rady…”
* „Szkoła podstawowa rządzi się innymi prawami. W siódmej klasie doszła chemia i fizyka – dla rocznika, który poszedł do szkoły jako sześciolatki. Nie ma doświadczeń, zeszytu ćwiczeń. Tylko wykład online bez realnej interakcji zupełnie nowego przedmiotu. Zatem duże pole do popisu dla korepetytorów i rodziców”.
* „Ja się zgadzam z perspektywy mamy licealistki. Nawet dalej: kto lubi polski i miał 5 – ma czas i szanse na 6, kto nie lubił chemii i nie stoi nad nim profesor z bacikiem – zjedzie z 4 na 3. Przy całym krachu relacji społecznych nauka zdalna nie odbiera szans na rozwój intelektualny”.
* „Wyciąganie wniosków dla całej populacji na podstawie wypowiedzi uczniów jednej szkoły to raczej spore nieporozumienie. Zwłaszcza liceum, które zajmuje bardzo wysoką pozycję w rankingach”.
* „Jestem nauczycielem w wiejskiej szkole podstawowej, kilkadziesiąt km od dużego miasta. Moje spostrzeżenia: plusy – w kieszeni 500 zł za benzynę, można się wyspać, 1,5 h dziennie zaoszczędzone na dojazdy, wszystkie lekcje online na Teams, wiedza jest przekazywana i utrwalana. Minusy: brak kontaktu z kolegami/ uczniami (nie chcą włączać kamerek), kilka osób wypadło z systemu (nie uczestniczą w lekcjach). Docelowo chciałbym mieć hybrydę, np. 3 dni z domu, 2 dni ze szkoły. Byłoby super”.
* „Mój syn (druga klasa liceum) ma mniej więcej podobne zdanie na temat zdalnego nauczania. Więcej czasu, można się lepiej wyspać. Oceny ma podobne jak przed pandemią”.
* „Niemcy zrobili badania i wyszło im, że dzieci opanowały 10% materiału. Wniosek – rok należy powtórzyć. Tylko u nas wszystko w porządku… Koszty braku relacji w klasie dopiero wyjdą. Nasza zindywidualizowana i wyobcowana edukacja przez pandemię stała się jeszcze bardziej opresyjna”.
* „I tylko wyspanych i zasiedziałych niedouków przybywa”.
Wybr. OS
 

Hanki

Secessionist
1 416
4 587

kompowiec

freetard
2 215
2 158

"TheUnboxAll" - słynny polski YouTuber znany z nietypowych unboxingów, dostał dość nietypowe ultimatum ze strony dyrekcji swojej szkoły. Dlaczego? Według nich nagrywa on nieodpowiednie treści na YouTube. Twórca tłumaczy, że wszystko zaczęło się od paru maili do szkoły, które mówiły nieco o jego twórczości.


Cała akcja była związana w 90% z rajdem na grupę TheUnBoxAll'a. W poniedziałek, została przeprowadzona godzina na forum klasowym. "Unbox" słyszał, że jego działalność na YouTubie jest żałosna, że ma problemy psychiczne, że demoralizuje dzieci, obnaża się w internecie, zachęca do picia alkoholu, czy nawet zachęca do spożywania środków chemicznych. Paweł nawet nie dostał czasu na porządne wytłumaczenie. Usłyszał także proste ultimatum - albo kończy z YouTube, albo zostaje wyrzucony ze szkoły...


Po tej akcji nauczyciele i uczniowie powiedzieli UnBoxAll'owi co ma zmienić i do czego się ograniczyć.

Morał Boxdela brzmi w tym filmie następująco:



Szkoła zamiast wspierać twórców i ich osiągnięcia, ogranicza to co tworzą jej uczniowie i zamiast zapewniać im rozwój, to ich hamuje.

Od publikacji filmu BOXDELA, sprawa ta wygląda na jeszcze bardzie skomplikowaną. Pojawiły się bowiem pierwsze rajdy na szkołę, do której uczęszcza Paweł (Unbox). Jacek Gadzinowski, który zna się z tym YouTuberem jak mało kto, postanowił zareagować:

Tak jak mówi Jacek, przypominamy Wam również, aby nie brać tej sytuacji zbyt poważnie! Jest to trudna sprawa, która nie powinna mieć miejsca, ale to nie my jako widzowie, powinniśmy coś z nią zrobić. Możemy oczywiście wspierać Unboxalla, ale nie przez jakiekolwiek działania w stronę szkoły! Takie coś, może jedynie pogorszyć całą sytuację...
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 894
7 622
Jeszcze jeden dobry wywiad z Mikołajem Marcelą dot. szkolnictwa. Jego nowa książka ma tytuł "Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat". Chyba warto się zainteresować. (napisał rozprawę doktorską poświęconą potworom w popkulturze (wampirom, zombie, widmom, obcym i cyborgom)
Parę cytatów poniżej. Całość w załącznikach.

Szkoła jak żadna instytucja, wychowuje nas wszystkich do oszustwa.
Wyalienowana bezsensowna nauka wdraża nas do wyalienowanej, bezsensownej pracy, w której bezpieczniej jest robić, co każą, o nic nie pytać i się nie wychylać.
Szkoła jest częścią bezrefleksyjnego aparatu przymusu państwowego, którego absurdalność rozumie większość uczestników.
Przypadek Edisona, który wyleciał ze szkoły, bo za często zadawał nauczycielom pytania i przez to został uznany za niedorozwiniętego", to symbol społecznej roli szkoły, która uczy nas pokornie akceptować fikcje, absurdy i zło dorosłego życia.
Zadaniem szkoły jest głównie ujarzmianie i udomowienie człowieka w celu jego efektywnej hodowli.
Szkoła ma taką moc wzmacniania zła, że nawet wewnętrznie nie kwestionują poleceń i nie podważają porządku krzywdzącego innych.
Ogromnym wysiłkiem wielkiej rzeszy ludzi dobrej woli i za ogromne pieniądze utrzymujemy potężny system szkolny coraz efektywniej przygotowujący ludzi do niszczenia tego, co deklarujemy jako nasze podstawowe wartości - wolność, sprawiedliwość, równość.
Szkoła skutecznie wychowuje zdyscyplinowanych poddanych autorytarnej władzy politycznej lub ekonomicznej.
To jest raczej tresura bezwolnych wykonawców niż wspieranie w rozwoju aktywnych członków wolnego społeczeństwa.
Uczeń jest przedmiotem obróbki, nie ma wpływu na to, czego się uczy ani nawet co czyta.
Nie ma już dobrego powodu, by tresować kolejne pokolenia, zatruwając im dzieciństwo i wczesną młodość, zmuszając do udawania, że czytają książki, które ich nie interesują, do kucia informacji, które niezwłocznie wyrzucą.

https://www.polityka.pl/tygodnikpol...bardzo-szkodzi-uczniom-demokracji-swiatu.read (ogr. dostęp)
 

Attachments

  • P_20210926_134037x.jpg
    P_20210926_134037x.jpg
    1,4 MB · Wyś: 3
  • P_20210926_134048.jpg
    P_20210926_134048.jpg
    1,6 MB · Wyś: 3
  • P_20210926_134055.jpg
    P_20210926_134055.jpg
    1,5 MB · Wyś: 3

pawlis

Samotny wilk
2 414
9 882
Ostatnio odkryłem kanał youtube'owy Krzysztofa M. Maja, który choć jest lewicowcem, to wielokrotnie trafnie punktuje patologie systemu oświaty:





A tu u Szymona z Wojny Idei:
 
Do góry Bottom