Robotyzacja i automatyzacja pracy

kompowiec

freetard
2 375
2 411
(Seks-roboty) się nie komunikują. Nie słuchają, ani nie troszczą się o Ciebie. Nie pocieszają, ani nawet nie patrzą. Nie wyrażą swojej opinii ani nie wypiją z Tobą lampki szampana.
oo czyli chcą powiedzieć że GFE stanieje?
 

Max J.

Well-Known Member
415
448
bo podniesienie poziomu życia obniżyło tu przyrost naturalny do zera a nawet poniżej zera, więc tutejsza populacja będzie się w tym stuleciu kurczyć

Chyba nie był to główny czynnik. Zwiększył się nacisk na konkurencję. Skoro ludzie nie mogą dłużej konkurować ilościowo to zaczynają jakościowo. Dlatego różne socjalizmy są tak niebezpieczne, ponieważ zahamowując konkurencję powodują regres całej populacji.
A wszelkie nowości technologiczne przyspieszają "komunizm" czy raczej tę idyllę jakiej pragną komuniści. Tylko nie dzieje się to tak jak oni chcą, więc płaczą. I dobrze.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 891
25 481
USA. Podatek od robota. Tak demokraci chcą zwalczać negatywne skutki automatyzacji
10.09.2019 07:00
Piotr Urbaniak
@gtxxor
Automatyzacja przemysłu to niejako broń obosieczna. Przedsiębiorcom się opłaca, gdyż oznacza wyższą wydajność i niższe koszty. Niestety, dla robotników oznacza zwolnienia. W USA zwalczenie negatywnych skutków automatyzacji stało się jednym z głównych haseł demokratów na nadchodzące w 2020 roku wybory prezydenckie.

Oczywiście, jak to w takich przypadkach bywa, część pomysłów jest tak oderwanych od rzeczywistości, że ciężko rozpatrywać je inaczej niż w kategorii ciekawostki. Przykładowo, przedsiębiorca Andrew Yang oferuje 1 tys. dol. miesięcznie dla każdego obywatela w ramach programu uniwersalnej płacy minimalnej. Możliwe, że jakiejś grupie osób by to wystarczyło, ale powszechne rozdawnictwo pieniędzy na dłuższą metę oznacza co najwyżej wzrost inflacji.

Są jednak również idee całkiem ciekawe. Burmistrz Nowego Jorku, a zarazem kolejny demokratyczny kandydat na prezydenta, Bill de Blasio, proponuje tzw. podatek od robotów. Polityk chce utworzyć komórkę administracyjną pod nazwą Federalna Agencja Automatyzacji i Ochrony Pracowników (FAWPA), która miałaby nadzorować proces automatyzacji firm.

Pod kontrolą państwa
W takim wypadku każde przedsiębiorstwo, chcąc zautomatyzować produkcję, a co za tym idzie dokonać grupowego zwolnienia robotników, będzie najpierw musiało wystąpić o zgodę do FAWPA. Agencja udzieli jej, jeśli firma zobliguje się do płacenia przez okres pięciu lat dodatkowego podatku dochodowego, z którego wpływy zostaną przekazane na fundusz pomocy zwolnionym pracownikom.

Jak tłumaczy de Blaiso, uzyskane środki posłużą do stworzenia miejsc pracy w sektorach ochrony zdrowia i ekologicznej energetyki. Urzędnicy zadbają o to, aby zarobki nie były niższe niż wcześniej. – Amerykanie chcą pracować, a żaden zasiłek nie rozwiązuje problemu – mówi de Blaiso, cytowany przez Washington Post. Popiera go spora grupa prominentnych polityków, w tym senator Bernie Sanders, członek Komisji Budżetowej Senatu USA.

W Europie nie przeszło
Co warte napomknięcia, pomysł na opodatkowanie robotów wcale nie jest nowy. Nawet nie pochodzi z USA. W 2017 roku temat podjęła Komisja Europejska, ale szybko został odrzucony. Największymi przeciwnikami okazali się Niemcy, a właściwie działający tam giganci branży motoryzacyjnej. Ci wykazywali, że opodatkowanie maszyn w istocie rzeczy przełoży się na dalszy spadek zatrudnienia, ponieważ jakoś trzeba będzie tę kampanię sfinansować.

Czy amerykańscy przedsiębiorcy aby nie zareagują w ten sam sposób? Tego póki co nie wiadomo, gdyż plan de Blaiso znajduje się na bardzo wstępnym etapie. Choć raczej jasnym wydaje się, że firmy nie przyjmą dodatkowych kosztów z podkulonym ogonem. Na nieszczęście demokratów, to może wiązać się także z utratą pewnej części wyborców. Z drugiej strony kusi elektorat socjalny.
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 783
8 399
The Worst Regulation Ever Proposed

Imagine a competition to design the most onerous and destructive economic regulation ever conceived. A mandate that would make all other mandates blush with embarrassment for not being burdensome or costly enough. What would that Worst Regulation Ever look like?

Unfortunately, Bill de Blasio has just floated a few proposals that could take first and second place prize in that hypothetical contest. In a new Wired essay, the New York City mayor and 2020 Democratic presidential candidate explains, “Why American Workers Need to Be Protected From Automation,” and aims to accomplish that through a new agency with vast enforcement powers, and a new tax.

Taken together, these ideas represent one of the most radical regulatory plans any America politician has yet concocted.

Politicians, academics, and many others have been panicking over automation at least since the days when the Luddites were smashing machines in protest over growing factory mechanization. With the growth of more sophisticated forms of robotics, artificial intelligence, and workplace automation today, there has been a resurgence of these fears and a renewed push for sweeping regulations to throw a wrench in the gears of progress. Mayor de Blasio is looking to outflank his fellow Democratic candidates for president with an anti-automation plan that may be the most extreme proposal of its kind.

First, de Blasio proposes a new federal agency, the Federal Automation and Worker Protection Agency (FAWPA), to “oversee automation and safeguard jobs and communities.” He continues:

“FAWPA would create a permitting process for any company seeking to increase automation that would displace workers. Approval of those plans would be conditioned on protecting workers; if their jobs are eliminated through automation, the company would be required to offer their workers new jobs with equal pay, or a severance package in line with their tenure at the company.”

Second, de Blasio proposed a “robot tax” that would be imposed on large companies “that eliminate jobs through increased automation and fail to provide adequate replacement jobs.” Those firms would “be required to pay five years of payroll taxes up front for each employee eliminated” and that revenue would be used to fund new infrastructure projects or jobs in new areas, including health care and green energy. “Displaced workers would be guaranteed new jobs created in these fields at comparable salaries,” he says.

Mayor de Blasio’s first idea would be one of the most far-reaching and destructive regulations in American history. A federal agency with “a permitting process for any company seeking to increase automation that would displace workers,” is essentially a political veto over workplace innovations at nearly every business in America. The result would be a de facto ban on productivity improvements across all professions.

After all, there aren’t too many sectors in the modern economy where automation isn’t playing at least a limited role. Even the oldest agricultural and industrial sectors and professions have undergone a certain amount of automation over time, and continue to do so today. These automation improvements have been essential to growing businesses and the economy more generally.

These automation advancements also create new and better jobs. It isn't always clear initially how automation will affect workers, but the evolution of markets and innovations always provides interesting, and usually beneficial, surprises.

For example, in the early 1980s, many feared ATMs would make all bank tellers irrelevant. Instead, we got more bank workers, but they are now doing different jobs. How would de Blasio’s plan have worked back then? Would his regulatory permitting process have vetoed banking innovations such as ATMs or online banking in the name of protecting workers from automation and potential job losses, which never even materialized?

Now magnify this challenge across the entire American economy and ask how these decisions will be made for every business that is considering some form of workplace automation that could theoretically affect workers, but in ways that are difficult to foresee.

This is one reason why de Blasio’s proposal would quality for the Worst Regulation prize. It would let bureaucrats at the new Federal Automation and Worker Protection Agency sit in judgment of what constitutes beneficial forms of innovation and ask them to predict or plan our technological future.

This is a recipe for economic stagnation because these new FAWPA regulators would, like most other regulators, be incentivized to play it safe and disallow more automations than they approve. The precautionary principle would triumph over permissionless innovation; innovators would be treated as guilty until proven innocent in the resulting political circus.

Mayor de Blasio’s proposed robot tax is equally misguided. Robert D. Atkinson, president of the Information Technology and Innovation Foundation, and Robert Seamans, associate professor at NYU’s Stern School of Business, have both written about the dangers of the idea.

“The last thing policymakers should do is reduce the incentive for companies to invest in new machinery and equipment, as that would slow down needed productivity growth,” argues Atkinson in his study on, “The Case against Taxing Robots.” Likewise, Seamans notes that, in many cases, “robots are complements to labor, not substitutes for labor.” Therefore, “a robot tax would make it harder to achieve productivity growth,” and, he says, “may perversely lead to fewer rather than more jobs.”

Both scholars also point out the definitional difficulty associated with efforts to define what constitutes a “robot,” or “automation.” That problem will only be compounded once regulatory proceedings begin and various special interests begin lobbying lawmakers and regulators for favorable classifications and exemptions to avoid new rules and taxes—or get them imposed on potential competitors. Rather than helping consumers and workers, this will limit choices and drive up prices.

Importantly, regulating robots also means regulating their underlying software algorithms, which means Washington will need to send in teams of code cops to control programmers. At some point that could raise serious free speech issues since computer code can be a form of protected speech under the First Amendment. Practically speaking, however, we may not have to worry about that result because de Blasio’s command-and-control scheme would discourage many people from becoming programmers or roboticists in the first place. All those jobs and businesses would move offshore pretty quickly and America’s competitive standing would suffer globally.

It is tempting to dismiss Mayor de Blasio’s extreme proposals as a desperate move to appeal to the far-left wing of the Democratic Party base and win some more possible votes for the nomination. He likely won’t get the nomination, but his call for radical regulation of robotics in the name of protecting workers may move the party further toward the fringe by encouraging other candidates to concoct similar plans. Of course, it would be nearly impossible for any other candidate to outdo de Blasio’s plan without essentially just calling for an outright ban on robotics and all forms of automation altogether. Let’s hope that’s not next up in the competition for Worst Regulation Ever.
 

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 376
4 344

Kasjerzy chcieli sobie tylko odpocząć w ostatni dzień tygodnia, a niedługo będą mogli odpoczywać 7/7
 

kompowiec

freetard
2 375
2 411

Krytycy zakazu handlu mieli rację. Żabka pokazała wyniki​


by Karol Kopańko

4-5 minutes



Chyba nic bardziej nie uzmysławia poziomu oswojenia Polaków z nowoczesnymi technologiami w handlu jak dane przytoczone przez dyrektora Żabka Future, Pawła Grabowskiego. Ta popularna w polskich miastach sieć franczyzowa zainaugurowała rok temu nowy format – Żabka Nano – który, z grubsza rzecz biorąc, polega na tym, że klienci nie stykają się w nim z obsługą.

Nie muszą. Kamery identyfikują produkty zdejmowane z półek i przy wyjściu ze sklepu system automatycznie nalicza płatność. W przeciętnej placówce jest przy tym nawet do 1,5 tys. produktów, co stawia ją w jednym, szeregu z każdym innym mały sklepem. To zupełnie inna liga niż automaty, w których ktoś obok puszek Pepsi i batonów upchnął kilka produktów spożywczych, nazywając całość sklepem autonomicznym. Tutaj mamy do czynienia z placówką handlową z prawdziwego zdarzenia.

Autonomiczne sklepy Żabki

Jeszcze kilka lat temu konsumenci, słysząc o takich cudach, oglądaliby pewnie wnętrze przez szybę, komentując poczynania nielicznych śmiałków, którzy odważyliby się wejść do środka. A teraz?
W programie „Money. To się Liczy” dowiedzieliśmy się, że bezobsługowe sklepy Żabki dochrapały się liczby kilkudziesięciu tysięcy unikatowych klientów. To oznacza rzecz jasna, że liczba osób robiących zakupy jest większa, bo jeden klient może w ciągu miesiąca wracać wielokrotnie.

Bizblog.pl poleca

Dyrektor Żabka Future jest zdania, że w ciągu 3 do 5 lat nowy format stanie się na naszych ulicach standardem, choć zaznacza, że nie musi to oznaczać, iż sklepy samoobsługowe wyprą z ulic te tradycyjne.
Szczerze? Myślę, że nie muszą, a przynajmniej nie w wyniku z góry zaplanowanej polityki firmy. O ekspansji sklepów automatycznych zadecydują sami klienci. Obecnie w zwykłych Żabkach franczyzobiorcy kombinują, zostawiając w niedziele niehandlowe kasę automatyczną pod opieką ochroniarza. Kasy mają jednak to do siebie, że są awaryjne i wymagają ustawiania się w kolejce.
Nowe, automatyczne Żabki takich problemów nie mają. Kasy oddały im jednak sporą przysługę. Przyzwyczajały klientów, że można obyć się bez pomocy ludzi. Zrobiły swoje i niedługo będą mogły odejść, robiąc miejsce lepszym, bo bardziej komfortowym rozwiązaniom dla konsumenta.
Dziś weszła w życie nowelizacja ustawy o handlu w niedziele. Najwyższy czas, aby sieci handlowe zaczęły tej ustawy przestrzegać, zamiast kombinować jak znów ją obejść! Sklep to nie paczkomat, który "otwarty" jest całą dobę! pic.twitter.com/P7h0rpXgR0
— Piotr Duda (@DudaSolidarnosc) February 1, 2022

Kasjerzy zostaną bez pracy​

Pewnego dnia ktoś w Żabce albo innej sieci handlowej przyjrzy się danym i stwierdzi, że trzymanie tradycyjnych sklepów coraz mniej się opłaca. Algorytmy nie pobierają przecież wynagrodzenia i nikt nie zakazał im pracy w niedziele.
Krytycy, którzy z pozycji troski o miejsca pracy krytykowali zakaz handlu, mieli rację. Kasjerzy chcieli sobie tylko odpocząć w ostatni dzień tygodnia, a niechcący włożyli sprężynę w handlową rewolucję technologiczną.
Za kilka lat z rozrzewnieniem będą wspominać czasy, w których musieli pomagać klientom z wieszającymi się kasami automatycznymi. Bo pracy dla nich, tak samo, jak i wielu innych zawodów niewymagających wysokich kwalifikacji, będzie po prostu coraz mniej.

~~~
I pewnie nie obsługują gotówki? To ja wolę tradycyjnego kasjera ;)
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 783
8 399
Drugi czynnik, który przyśpieszy automatyzację, to kilkunastoprocentowe wzrosty płacy mininalnej. W przyszłym roku ma być 3,5k w lipcu, bo wyobry jesienią.
 

Król Julian

Well-Known Member
952
2 089

Kasjerzy chcieli sobie tylko odpocząć w ostatni dzień tygodnia, a niedługo będą mogli odpoczywać 7/7
Kwestia czasu, aż ktoś wpadnie na pomysł żeby opodatkować te i inne automaty. Dochód bezwarunkowy też ma być ponoć testowany w Polsce: https://businessinsider.com.pl/twoj...tawowy-dla-kogo-dlaczego-i-ile-wywiad/g1c7n0p
 

Frosty2

Wincej socjalu, wincej!
326
175
Robotyzacja i automatyka będzie w pewien sposób zakazana, lub nie dostępna przez nałożenie na nią wysokich zaporowych podatków - już dziś nie kupisz w pełni automatycznej nabijarki do papierosów w normalnej cenie, a przecież takie istnieją, ale praktycznie wszędzie są zakazane
 

kompowiec

freetard
2 375
2 411
> zakazane

Enjoy udostępnią w formie wolnego oprogramowania i sprzętu i będą składać po piwnicach sprzedając na czarnym rynku. Oh wait... pewnie już ktoś coś opatentował i nie można.
 

Frosty2

Wincej socjalu, wincej!
326
175
> zakazane

Enjoy udostępnią w formie wolnego oprogramowania i sprzętu i będą składać po piwnicach sprzedając na czarnym rynku. Oh wait... pewnie już ktoś coś opatentował i nie można.
Zakazany będzie taki sprzęt, a raczej samo jego posiadanie, tak jak te nabijarki do tytoniu, a przecież co jakiś czas da się je kupić w internecie, jakoś nie legalne sprowadzone z USA, ale ceny są zaporowe, a przecież w USA to 5razy tańsze jest, a gdyby u nas to produkować to byłoby 10razy tańsze. Jest to dobry przykład zakazanej automatyzacji, 21wiek i ludzie życie marnują ręcznie nabijając papierosy, lub używając pół automatycznych nabijarek, zamiast kupić sobie pełny automat
 
Ostatnia edycja:

kompowiec

freetard
2 375
2 411
Zakazany będzie taki sprzęt, a raczej samo jego posiadanie,
Tak jak chcieli popcorn time zakazać, nawet aresztowali chyba kogoś i co, nadal śmiga

Jedyny powód dla którego wolne oprogramowanie czasami odstaje od proprietary obecnie to właśnie patenty. Już w innym wątku na forum wspominałem o drukarkach 3D gdzie przed 2009-2010 (czyli dokładnie w momencie wygaśnięcia patentu) nikt o nich nawet nie słyszał. Więc wcale nie trzeba zakazywać sprzętu wprost, po prostu oskarżasz kogoś o złamanie praw autorskich. W przypadku publikacji utworu na licencji CC (w taki sposób arduino na przykład udostępnia schematy do jego zbudowania) sądy w większości państw mają chuja do gadania. Każdy może powielać na warunkach CC. Sądy jedynie mogą zabronić rozpowszechniania w swoim kraju, ale muszą to nazwać cenzurą.
 

Frosty2

Wincej socjalu, wincej!
326
175
Tak jak chcieli popcorn time zakazać, nawet aresztowali chyba kogoś i co, nadal śmiga

Jedyny powód dla którego wolne oprogramowanie czasami odstaje od proprietary obecnie to właśnie patenty. Już w innym wątku na forum wspominałem o drukarkach 3D gdzie przed 2009-2010 (czyli dokładnie w momencie wygaśnięcia patentu) nikt o nich nawet nie słyszał. Więc wcale nie trzeba zakazywać sprzętu wprost, po prostu oskarżasz kogoś o złamanie praw autorskich. W przypadku publikacji utworu na licencji CC (w taki sposób arduino na przykład udostępnia schematy do jego zbudowania) sądy w większości państw mają chuja do gadania. Każdy może powielać na warunkach CC. Sądy jedynie mogą zabronić rozpowszechniania w swoim kraju, ale muszą to nazwać cenzurą.
Wolne oprogramowanie też jest często psute lub topione, co komu przeszkadzał taki TORCHAT, że zniknął z repozytoriów Linux?
 

kompowiec

freetard
2 375
2 411
Torchat nie jest rozwijany, nie pamiętam żeby miał taką samą aferę co TrueCrypt, pomijam już fakt że TC nie był wolnym oprogramowaniem.
 
Do góry Bottom