Retoryka stojąca za autonomią regionów

P

Przemysław Pintal

Guest
Natrafiłem na pewien problem. Gdy rozmawiam z patriotami, z potomkami Powstańców Śląskich, to gdy im próbuje sprzedać pomysł autonomii dla wszystkich regionów w Polsce, to zapala im się czerwona lampka w postaci RAŚ (zbytnio nie interesowałem się nimi) i opowiadają mi o kwiatach składanych na grobach żołnierzy Wehrmachtu i SS, którzy nie pochodzili ze Śląska ale z głębi Rzeszy. Potem, że Polska jest jednolita narodowo i nie widzą potrzeby. I nie chcą ciągle udowadniać, że są "pełnowartościowymi Polakami" i się obrażają jak im mówię, że nie widzę nic złego w śląskiej odrębności. Ogólnie RAŚ jest postrzegany jako niemiecka agentura, bądź wymyślili ten swój separatyzm, bo jest 5% próg wyborczy do sejmu i jako mniejszość mieliby zagwarantowane stołki i koryto. Trudno do nich trafić z argumentem, że jest to pewna forma samorządności i społeczeństwa obywatelskiego i nie musi mieć nic wspólnego z nacjonalizmami, ale z usprawnieniem.

Macie jakieś sensowne pomysły, jak skutecznie dotrzeć do takich ludzi?
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 509
23 718
Historia, tradycja i badania DNA.
Pokazać historię regionu i zwrócić uwagę na odrębną gwarę i jej pochodzenie, oraz na dyskryminację Ślązaków i ich kultury przez Polskę.
Należy się odwołać do tradycji, Sejmu Śląskiego i tego, że Śląsk miał osobny skarb. Należy argumentować, że zgodnie z tradycją należy również inaczej traktować Kraków i Gdańsk, a w wielu przypadkach dzielnice miast.
Co do badań DNA należy im pokazać mapkę haplogrupy R1a-M458 i jej podgrup. Poruszyć kwestię słowiańskich nazwisk "wypędzonych".
Jeśli użyją argumentu jednolitości narodowej to powiedz, że Polska nie jest jednolita kulturowo. Górnoślązacy mają inną mentalność.
 
OP
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
Niestety nie opieram się na takiej argumentacji, ponieważ ma ona pewną wadę. Buduje to świadomość, że do secesji i autonomii niezbędne jest istnienie narodu, a wola jednostek, jednostki, chęć poprawy organizacji społecznej, nie mają żadnego znaczenia...

Potrzebuję czegoś co przełamie blokadę psychiczną "zguba dla Polski".

Górnoślązacy mają inną mentalność.

Mógłbyś podać przykłady różnic między gorolami i hanysami? Ja jestem zza rzeki ;).

PS. Coś czuję, że przeciwnicy będą teraz straszyć wschodem Ukrainy.
 
T

Tralalala

Guest
Może podchodź ich od strony "dlaczego chcesz komuś kazać należeć do jakiejś organizacji skoro ta osoba tego nie chce?" jak już powie iż nie chce kazać to się spytaj dlaczego popiera niewolnictwo, a potem przeskok na pytanie czy jest to etyczne.
 
T

Tralalala

Guest
No ta ale do secesji też potrzebujesz więcej ludzi, broni. Samemu gówno zdziałasz nawet po takiej secesji trzeba by zadbać o to aby wszystko mieć bo państwowe kurwy nawet jeżeli nie najadą takiego terenu to mogą zamknąć granice.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
10 758
No ta ale do secesji też potrzebujesz więcej ludzi, broni. Samemu gówno zdziałasz nawet po takiej secesji trzeba by zadbać o to aby wszystko mieć bo państwowe kurwy nawet jeżeli nie najadą takiego terenu to mogą zamknąć granice.
mówie o osobistej indywidualnej secesji, każdy po swojemu dla siebie...
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
10 758
no i jako że nie ma wyjebane, a i przekonywać trudno, trza sie skoncentrować na działaniach secesyjnych a nie reformujących kolektyw...
 
T

Tralalala

Guest
Gazda kumam o co Ci chodzi, ale bardziej praktyczne pytanie, ile się to utrzyma zanim skurwysyny przyjdą z bronią i będą pierdolić jak masz żyć?
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
10 758
no właśnie trza sie uniezależnić oraz dążyć do tego by nie doszło do konfrontacji jak sie nie ma czym bronić...
 
OP
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
Może podchodź ich od strony "dlaczego chcesz komuś kazać należeć do jakiejś organizacji skoro ta osoba tego nie chce?" jak już powie iż nie chce kazać to się spytaj dlaczego popiera niewolnictwo, a potem przeskok na pytanie czy jest to etyczne.

To jest dobre, tylko pytanie trzeba trochę inaczej sformułować, bo brzmi ono konfrontacyjnie. A mi chodzi o nawiązanie dialogu, nie walkę ideologiczną.

Problematyka jest dosyć szeroka. Secesja kojarzy się raczej z wojną, z terroryzmem, pojawienie się osób domagających się autonomii i agitujących za nią, traktowane jest jako wzrost nienawiści w społeczeństwie. Co w prostej linii prowadzi do biedy i wojny. Obywatele podejrzewają autonomistów o agenturalność i branie pieniędzy zza granicy. O to, że mniejszość narzuca wolę większości. Przeciętny człowiek osłabienie państwa rozumie trochę inaczej niż my (filisterstwo na arenie międzynarodowej, wzrost przestępczości).

Dzieje polskich rodzin i symbole: daniny krwi, nienaruszalności granic, przysłowiowego dziadka którego wywieźli, dziadka organizującego zamachy, powodują wrogość względem pomysłu. A w dzisiejszych czasach odbywa się krwawy konflikt na Ukrainie, z ewidentną inspiracją zza granicy. Osobiście nie uważam, że tajne służby są wszechmocne, ich działania są jedynie katalizatorem dla wrogości i konfliktów w danym kraju.

Jest jeszcze pozytywny przykład konfederacji, a konkretniej Szwajcarii. Niestety to łatwo zbyć jakimiś specjalnymi warunkami, w jakich ten kraj ma funkcjonować.

Istnieją jeszcze zarzuty konserwatystów, że UE chce rozbić państwa narodowe w Europie promując regionalność. Tylko, że ONI (biurokraci) chcą to zrobić bo ich celem jest osłabienie społeczeństw i wygrywanie jednych przeciwko drugim. Myślę, że naszą intencją (ogólnie wolnościowcy) jest wzmocnienie społeczeństw, gdyż im władza będzie bliżej, tym mniej będzie anonimowa, bardziej transparentna.

Należy argumentować, że zgodnie z tradycją należy również inaczej traktować Kraków i Gdańsk

Z tym jest problem. Zabory, II WŚ, masowe wyniszczenia i wypędzenia spowodowały, że Polska utraciła swój koloryt i udało się zbudować państwo unitarne. Tam raczej nie mieszkają ludzie autentycznie odczuwający dawną tradycję. A propos Szczecina, to temu miastu w toku dziejów ludność wymieniła się co najmniej trzy razy: migracja Niemców po chrystianizacji Pomorza, wojna trzydziestoletnia i przejście armii czerwonej.

najlepiej to nie gadać z kolektywistami oraz bydłem, po prostu dokonać secesji i pierdolić kolektyw...

Niby jak?

no i jako że nie ma wyjebane, a i przekonywać trudno, trza sie skoncentrować na działaniach secesyjnych a nie reformujących kolektyw...

Na mnie mogą robić wrażenie indywidualne akcje bezpośrednie, że jednostka w jakiś sposób stawiła opór agresji ze strony państwa, a nawet dokonała odwetu zgodnie z aksjomatem nieagresji. Niestety takie działanie jest bezsensowne - a nawet wzrasta opresja. Bo państwo ma nieograniczone środki! A jak jemu braknie środków, to inne przyjdzie z pomocą. Dlatego trzeba przekonać całe społeczeństwo! W sumie przydałaby się libertariańska retoryka nastawiona na np. policjantów, żołnierzy, czy nawet znienawidzonych celników. BTW wydaje mi się, że wzrost biurokracji ma jeszcze jeden, ukryty cel (nie wiem czy mimowolnie, czy z premedytacją?). Mianowicie jeśli w każdej rodzinie będzie jakiś urzędnik, to kto będzie chciał reformy państwa? Nikt nie będzie chciał się pozbyć z rodziny stałego i pewnego dochodu, koneksji. Dam prosty przykład. Jeśli samemu załatwiasz wszystkie papierki w swoim małym biznesie, to natrafiasz na obstrukcję biurokracji, a jeśli wynajmiesz doświadczoną księgową która zna lokalne biurwy, to papierki możesz donieść w dowolniejszym terminie, bo ci coś załatwi na gębę.

Można się jeszcze wycofać poprzez migrację na jakieś odludzie, ale chyba nie o to chodzi?
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
10 758
to wy se przekonujcie i czekajcie az poczujecie sie wolni za jakieś 3 tysiące lat hehe
ja preferuje wolność za życia obecnego...
jakoś mafie i inne organizacje podziemne istnieja sobie poza państwem i niekoniecznie od razu są pacyfikowane... gdyby nie łamali napu byli by 100% akapami... więc należy ich działania naśladować + nie inicjować agresji...
 
OP
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
to wy se przekonujcie i czekajcie az poczujecie sie wolni za jakieś 3 tysiące lat hehe
ja preferuje wolność za życia obecnego...
jakoś mafie i inne organizacje podziemne istnieja sobie poza państwem i niekoniecznie od razu są pacyfikowane... gdyby nie łamali napu byli by 100% akapami... więc należy ich działania naśladować + nie inicjować agresji...

Powiązania zorganizowanych grup przestępczych z częścią establishmentu, niejednokrotnie są opisywane przez dziennikarzy śledczych. To nie jest tak, że państwo ich po prostu zaakceptowało.

Zainteresuj się dziennikarzem o nazwisku Jürgen Roth.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
10 758
to że takowe isnieja nie zaprzeczam przecie, ale jest wiele działań które im pozwalają też robić swoje bez powiązań...
ja wole sie interesować metodami uniezależniania sie od państwa...
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 509
23 718
Mógłbyś podać przykłady różnic między gorolami i hanysami? Ja jestem zza rzeki ;)
Nie wiem za bardzo, jak to opisać. Najlepiej jakbyś się wybrał, na parę dni na Śląsk do tradycyjnej dzielnicy i sam to opisał. Tu chodzi o dwie podstawowe rzeczy, o myślenie w innych kategoriach wspólne/rodzina/moje i o wartościowanie przyczynowe. Ta druga rzecz występuje w całej Polsce w społecznościach wiejskich.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 465
23 903
Dobre wieści. Amerykanie podchwytują jeden z libertariańskich postulatów.
Mainstreamowcy z Politico próbują dyskredytować prewencyjnie temat.

712
  • To wciąż polityczny margines, ale już nie tak wąski, jak jeszcze kilka lat temu
  • O secesji powstaje coraz więcej książek. Głównie na amerykańskiej skrajnej prawicy, choć zdarzają się i po drugiej stronie
  • Secesja byłaby nie tylko dramatyczna w skutkach dla świata, ale także niesamowicie trudna do przeprowadzenia. Dość wspomnieć o tym, kto miałby przejąć kontrolę nad armią i arsenałem nuklearnym — zwraca uwagę Rich Lowry, komentator National Review i POLITICO
  • Tekst w oryginale na stronie POLITICO.com
Rozwód zazwyczaj nie jest dobrym pomysłem, szczególnie w przypadku prawie 250-letniego narodu zajmującego kawał kontynentu.
Pomysł rozpadu USA przez długi czas był na marginesie politycznej debaty w USA, ale staje się coraz bardziej popularny w niektórych kręgach politycznej prawicy, a nawet zyskał przynajmniej pewną uwagę wśród jastrzębi z obu stron. Sondaż przeprowadzony niedawno przez Center for Politics na Uniwersytecie Virginia wykazał, że około 50 proc. wyborców Donalda Trumpa i 40 proc. wyborców Joe Bidena zgadza się w pewnym stopniu z twierdzeniem, że kraj powinien się podzielić, a stany czerwone (lub niebieskie) powinny się odłączyć.
W zeszłym roku ukazały się dwie książki o secesji. Z prawej strony, F.H. Buckley z George Mason University opublikował "American Secession", argumentując, że "Stany Zjednoczone dojrzały do secesji" i "wiele przemawia za amerykańskim rozpadem" (chociaż Buckley opowiada się za tym, co nazywa "home rule" dla stanów, nową konstytucyjną umową dającą im znacznie więcej władzy). Z lewej strony Richard Kreitner z The Nation napisał Break It Up, twierdząc, że "musimy w końcu dokończyć dzieło Rekonstrukcji albo całkowicie zrezygnować z Unii".
Ale na amerykańskiej prawicy jest cała eskadra apokaliptycznych pisarzy, którzy wierzą, że kraj jest tak podzielony, że nie ma sensu go uratować. Mają obsesję na punkcie secesji 2.0, która oddzieliłaby "czerwoną" (republikańską) Amerykę od niebieskiej (demokratycznej) i pozwoliła tej pierwszej uciec przed "stale wzbierającą falą szaleństwa".
Dalsza część tekstu pod wideo
Skrajnie prawicowy publicysta, obserwowany przez 150 tys. osób na Twitterze David Reaboi napisał niedawno post zatytułowany "Narodowy rozwód jest kosztowny, ale warty każdego grosza", wzywając "czerwoną Amerykę do zastanowienia się nad ekonomiczną i kulturową autonomią dla siebie i nad tym, co trzeba zrobić, aby to osiągnąć". Kyle Biedermann, członek Izby Reprezentantów z Teksasu, agituje za tak zwanym Texitem, a Allen West, były przewodniczący teksańskich Republikanów, a obecnie kandydat na gubernatora, także mówi o secesji.

"Narodowy Rozwód" przepisałby silną dawkę arszeniku jako lekarstwo. Spaliłby Amerykę, aby ją ocalić.

Nie ma wątpliwości, że kraj jest głęboko rozdarty wzdłuż linii politycznych, kulturowych i religijnych, choć nie jest oczywiste, że trujące spory naszej ery są gorsze niż te z, powiedzmy, lat 90. czy 70. ub. wieku — konflikt polityczny i kulturowy jest oczywisty dla tak dużego, głośnego i zróżnicowanego demokratycznego kraju jak USA.
"Narodowy Rozwód" nie ma nic, co mogłoby go poważnie uzasadnić. Praktyczne przeszkody są oczywiste i nie do pokonania, a prawdopodobne skutki byłyby bardzo niepożądane, także dla jego zwolenników. Jeśli "niewystarczający patriotyzm" jest jedną z bolączek współczesnej Ameryki, "Narodowy Rozwód" przepisałby silną dawkę arszeniku jako lekarstwo. Spaliłby Amerykę, aby ją ocalić. A przynajmniej te jej części, które można ocalić.
Negatywne skutki rozpadu byłyby ogromne. Zdezintegrowane Stany Zjednoczone stałyby się natychmiast znacznie słabsze. W istocie Rosja i Chiny byłyby zachwycone i przypuszczalnie uważają, że USA zasłużyły na to, by doświadczyć odpowiednika rozpadu odpowiednio Związku Radzieckiego lub dynastii Qing. Wśród katastrof, których można życzyć przeciwnikowi, ruchy secesjonistyczne potencjalnie prowadzące do konfliktu cywilnego zajmują wysokie miejsce na liście życzeń.
Konsekwencje ekonomiczne także mogłyby być poważne. Stany Zjednoczone Ameryki to rozległa, obejmująca cały kontynent strefa wolnego handlu, tworząca ogromny rynek krajowy, dzięki któremu wszystkim żyje się lepiej. Zamiana tego na rynek, który mógłby być rynkiem podzielonym na państwa lub regiony, byłaby wielką stratą.
Wreszcie, pogrążenie się Stanów Zjednoczonych w wewnętrznych podziałach byłoby znaczącym ciosem dla prestiżu liberalnej demokracji. Martwił się o to już Abraham Lincoln ponad 150 lat temu. Teraz mogłoby być jeszcze gorzej. Dziś nie byłby to upadek młodej demokracji, która nie jest w stanie utrzymać się w całości, ale upadek czegoś, co do tej pory wydawało się stabilną republiką z najtrwalszymi instytucjami politycznymi na planecie.

Jakby to miało dokładnie działać

Pozostaje jeszcze kwestia tego, jakby to miało dokładnie działać. Lincoln ostrzegał przed fizyczną niemożliwością secesji, kiedy linia Masona-Dixona [linia wyznaczona w latach 60. XVIII w. pomiędzy czterema koloniami, w późniejszych latach granica oddzielająca stany, w których funkcjonowało niewolnictwo od tych, gdzie było ono zniesione, następnie umowna granica wyznaczająca podział na Północ i Południe] była mniej więcej gotową linią demarkacyjną. Jak by to miało wyglądać teraz, gdy konserwatyści i postępowcy są licznie reprezentowani w każdym stanie Unii? Nawet na mapie wyników wyborów prezydenckich w Kalifornii w rozbiciu na powiaty można znaleźć wiele czerwonych plam, a w Alabamie plamy niebieskie.
Gdyby istniały suwerenne, czysto czerwone i niebieskie miejsca, nie wyglądałoby to jak stosunkowo zgrabny podział Stanów Zjednoczonych na dwie części w latach 60. XIX w., ale bardziej jak Europa po pokoju westfalskim, z setkami różnych jednostek.
Niektórzy zwolennicy secesji mówią, żeby się nie martwić — wszystko da się załatwić polubownie, bez żadnych nieprzyjemności, takich jak, no wiecie, wojna, w której zginęło ok. 700 tys. ludzi, kiedy ostatnio jakiś region USA próbował się odłączyć. Ale jeśli USA miałyby się rozdzielić, bo są nieodwracalnie podzielone i nie można się nawet zgodzić co do polityki łazienkowej czy zaimków, to jak ludzie mieliby się zgodzić co do podziału terytorium i zasobów — czyli rzeczy, o które cały czas toczą się prawdziwe wojny?

Secesja czerwonych stanów byłaby samozniszczeniem

Przy okazji, miałoby to znaczenie, kto przejmie kontrolę nad rządem federalnym, najpotężniejszą organizacją na Ziemi. Ma on 1,3 mln ludzi pod bronią i zapas 3800 głowic nuklearnych. To, czy to wszystko, nie mówiąc już o ziemiach federalnych i innych aktywach, przypadnie czerwonej czy niebieskiej Ameryce, byłoby, mówiąc oględnie, kwestią nie lada targu.
Na dodatek, secesja czerwonych stanów byłaby samozniszczeniem. Załóżmy, że Teksas rzeczywiście odszedł. To oznaczałoby 40 głosów elektorskich poza krajową mapą dla Republikanów. W 2020 r., bez Teksasu, Trump mógłby wygrać Pensylwanię, Michigan i Wisconsin, a i tak zabrakłoby mu większości wyborczej. Innymi słowy, Teksas przekazałby Demokratom kontrolę nad resztą kraju.
Z drugiej strony Teksas nie jest już tak rubinowo czerwony jak kiedyś. Mógłby zadać sobie trud secesji i pewnego dnia znaleźć się pod rządami tych samych Demokratów, których miał nadzieję pozostawić po sobie w reszcie dawnych Stanów Zjednoczonych.
Poza tym, czy reszta kraju naprawdę chciałaby patrzeć, jak 29-milionowy stan, który reprezentuje dziewiątą co do wielkości gospodarkę na świecie, idzie własną drogą? Po prostu pożegnać się z miejscem, które odpowiada za prawie 40 proc. produkcji ropy naftowej, około 25 proc. produkcji gazu ziemnego, 10 proc. produkcji i 20 proc. eksportu, czyli więcej niż jakikolwiek inny stan? Pożegnać się z największą w kraju siecią transportową i 11 portami głębokowodnymi, w tym z portem w Houston, jednym z największych na świecie i najbardziej ruchliwym w USA pod względem zagranicznego tonażu wodnego?
Żaden kraj, który zachowałby choć odrobinę racjonalności i szacunku dla samego siebie, nie pozwoliłby, aby taki gospodarczy klejnot i potęga wymknęły się spod kontroli.
Tymczasem secesja czerwonych stanów stworzyłaby barierę przed federalną ingerencją, ale czy rzeczywiście powstrzymałaby kulturową falę? Czy profesorowie college'ów w tych miejscach byliby mniej postępowi? Czy redakcje wiadomości byłyby bardziej konserwatywne? Czy korporacje byłyby mniej skłonne do podążania za modnymi krajowymi trendami? Czy ludzie w tym stanie przestaliby korzystać z mediów społecznościowych, przestaliby wyszukiwać w Google i przestaliby konsumować krajowe media?
Wydaje się to wątpliwe.
Secesja, oczywiście i na szczęście, nie jest jeszcze bliska głównego nurtu. Prawdziwym bodźcem do mówienia o rozstaniu jest rozpacz. Stanowi ona rezygnację — rezygnację z przekonania do wspólnego narodowego projektu.
Jest to impuls, któremu należy się przeciwstawić. Rezygnacja z Ameryki jest, lub powinna być, niewybaczalna.
Źródło: Politico
Data utworzenia: Dzisiaj, 17:27
 
175
107
W co się "wierzyć nie chce"? W uznanie oczywistego faktu, że Hongkong należy do ChRL? Jako Konfederacja jesteśmy odpowiedzialni za realny i korzystny dla Polski program, a nie szkodliwe dla naszego państwa filozofowanie o prawie terytoriów do secesji.

Także tego ten...

Dlatego liby powinny powiedzieć jasno że "to nie jest nasze państwo, to jest nasz wróg" a nie się bawić w szkodliwe filozofowanie o ewentualnej reformie państwa.
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom