Libertarianizm a prawo autorskie

Hanki

Secessionist
1 256
3 506


Czym jest prawo autorskie i jakie podejście do tego zagadnienia można spotkać na gruncie libertarianizmu?
Czy libertarianie opowiadają się za, czy przeciw prawu autorskiemu?
W jaki sposób argumentują swoje stanowisko w tej sprawie?

Na te i inne pytania odpowie dr Cezary Błaszczyk: radca prawny (członek OIRP w Warszawie) i adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego; autor artykułów i monografii poświęconych filozofii prawa autorskiego, amerykańskim doktrynom libertarnym oraz myśli ustrojowej Demokratycznej Federacji Północnej Syrii.

Serdecznie zapraszam do udziału w spotkaniu warszawskiego SL. Wstęp wolny!

Gdzie? Wasza, Rynek Starego Miasta 1/3 w Warszawie.
Kiedy? Czwartek 13 czerwca o godzinie 18:30.

Do zobaczenia!

Wydarzenie na Facebooku:

 

Maksymiliana

Everyday Hero
212
107
Zazwyczaj jak ktoś coś tworzy to robi to dla $$$, prawo autorskie chroni interesy twórców przed nieuczciwym działaniem rynku - czyt. piractwo, oraz ustala ramy prawne chronionego dzieła. Tosia chyba wie najlepiej, bo sam jest twórcą i współtwórcą.
Oczywiście można też zrobić coś na domenę publiczną i Creative Commons - uznanie autorstwa.
Jednak, prawa twórczości muszą być dopisane do nich, że to dzieło tego i tego autora.

Niestety nie mieszkam w Wawie, ale jakbym mieszkała to bym się tam przeszła, to ciekawy temat.
Np. Jak prawa patentowe mają się do tego poglądu
 
Ostatnia edycja:
OP
Hanki

Hanki

Secessionist
1 256
3 506
Zazwyczaj jak ktoś coś tworzy to robi to dla $$$, prawo autorskie chroni interesy twórców przed nieuczciwym działaniem rynku - czyt. piractwo, oraz ustala ramy prawne chronionego dzieła. Tosia chyba wie najlepiej, bo sam jest twórcą i współtwórcą.
Oczywiście można też zrobić coś na domenę publiczną i Creative Commons - uznanie autorstwa.
Jednak, prawa twórczości muszą być dopisane do nich, że to dzieło tego i tego autora.

Niestety nie mieszkam w Wawie, ale jakbym mieszkała to bym się tam przeszła, to ciekawy temat.
Np. Jak prawa patentowe mają się do tego poglądu
Na gruncie libertarianizmu opowiadanie się za prawami autorskimi stanowiłoby aberrację, gdyż tzw. własność intelektualna nie jest własnością.

Polecam dwa świetne teksty @stanwojtow:

https://stanislawwojtowicz.pl/2019/03/jak-artysci-mogliby-zarabiac-wobec-braku-prawa-autorskiego/
https://stanislawwojtowicz.pl/2016/01/infoanarchizm/
 

Jaranek

Made in heaven - inspired in Hell
2 276
7 783
Na gruncie libertarianizmu opowiadanie się za prawami autorskimi stanowiłoby aberrację, gdyż tzw. własność intelektualna nie jest własnością.
W powszechnej opinii prawa autorskie to tylko wynagrodzenie za korzystanie z utworu. Ale prawa autorskie to również np. prawo do autorstwa utworu. Czyli identyfikacji dzieła jako pochodzącego od konkretnego twórcy. Likwidacja praw autorskich oznaczałaby że ktoś mógłby w pełni legalnie przepisać Twoją książkę i wydać jako swoją. Krótko mówiąc - prawa autorskie nie są aż taką aberracją. Pozdro
 
OP
Hanki

Hanki

Secessionist
1 256
3 506
W powszechnej opinii prawa autorskie to tylko wynagrodzenie za korzystanie z utworu. Ale prawa autorskie to również np. prawo do autorstwa utworu. Czyli identyfikacji dzieła jako pochodzącego od konkretnego twórcy. Likwidacja praw autorskich oznaczałaby że ktoś mógłby w pełni legalnie przepisać Twoją książkę i wydać jako swoją. Krótko mówiąc - prawa autorskie nie są aż taką aberracją. Pozdro
To, o czym piszesz, jest zwyczajnym oszustwem i nie potrzeba żadnych praw autorskich, by za takie działania karać na gruncie chociażby etyki libertarianizmu. Pozdro!
 

Alu

Well-Known Member
4 049
7 245
Może po prostu umieścić swoje imię nazwisko na okładce, bez informacji, że jest autorem.
A co te nazwisko tam robi? A tak się ładnie komponowało.
 
OP
Hanki

Hanki

Secessionist
1 256
3 506
A to czemu ? Ktoś chce kupić książkę na interesujący go temat i taką książkę otrzymuje. Interesuje go temat a nie nazwisko autora. Gdzie tu dostrzegasz element oszustwa na szkodę nabywcy ?
Oszustwem jest przypisywanie sobie autorstwa. O ile się orientuję nie ma chyba żadnego wytworu kultury materialnej, który jest bezosobowy, tj. nie ma ma swojego oryginalnego, pierwotnego twórcy.

Nabywca kupując książkę ma jej opis, podobnie jak konsument nabywając towar w sklepie ma na etykiecie opisany skład produktu.

Jeśli opis nie odpowiada zawartości, nabywca jest oszukiwany i nabywa dobro niezgodne z proponowanym mu kontraktem. Tego rodzaju wprowadzanie w błąd to naruszenie zasady niegaresji i powinno podlegać karze.
 

Jaranek

Made in heaven - inspired in Hell
2 276
7 783
Oszustwem jest przypisywanie sobie autorstwa. O ile się orientuję nie ma chyba żadnego wytworu kultury materialnej, który jest bezosobowy, tj. nie ma ma swojego oryginalnego, pierwotnego twórcy.

Nabywca kupując książkę ma jej opis, podobnie jak konsument nabywając towar w sklepie ma na etykiecie opisany skład produktu.

Jeśli opis nie odpowiada zawartości, nabywca jest oszukiwany i nabywa dobro niezgodne z proponowanym mu kontraktem. Tego rodzaju wprowadzanie w błąd to naruszenie zasady niegaresji i powinno podlegać karze.
Oszustwo polega na doprowadzeniu kogoś do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Chyba się zgodzimy, że jeśli dla nabywcy znaczenie miała treść książki a nie nazwisko autora to moje kłamliwe przypisanie sobie autorstwa nie stanowiło oszustwa ? Zatem jeśli nie oszustwo to co ? I kto jest pokrzywdzony ? Rozumiem, że Ty jako rzeczywisty autor nie uważałbyś się za pokrzywdzonego moim plagiatem ?

p.s. Mam wrażenie, że wraca problem nieprecyzyjnej, potocznej nomenklatury. Nie chcę być złośliwy ale uważam, że jeśli omawiamy kwestie prawne to dobrze byłoby operować pojęciami prawnymi zgodnie ze znaczeniem jakie nadaje im prawo.
 
OP
Hanki

Hanki

Secessionist
1 256
3 506
Oszustwo polega na doprowadzeniu kogoś do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Chyba się zgodzimy, że jeśli dla nabywcy znaczenie miała treść książki a nie nazwisko autora to moje kłamliwe przypisanie sobie autorstwa nie stanowiło oszustwa ? Zatem jeśli nie oszustwo to co ? I kto jest pokrzywdzony ? Rozumiem, że Ty jako rzeczywisty autor nie uważałbyś się za pokrzywdzonego moim plagiatem ?

p.s. Mam wrażenie, że wraca problem nieprecyzyjnej, potocznej nomenklatury. Nie chcę być złośliwy ale uważam, że jeśli omawiamy kwestie prawne to dobrze byłoby operować pojęciami prawnymi zgodnie ze znaczeniem jakie nadaje im prawo.
Kłamliwe przypisanie sobie autorstwa jest oszustwem. Podobnie jak plagiatowanie. Zatem nie, nie zgodzimy się.

Pokrzywdzonym jest wprowadzony w błąd nabywca, ale i oryginalny autor może się w takiej sytuacji domagać odszkodowania od oszusta, jeśli np. udowodni, że w wyniku oszukańczej transakcji nie otrzymał należnych mu środków finansowych.

Nie bardzo rozumiem uwagę dotyczącą języka prawnego. Możesz wyjaśnić, o co konkretnie Ci chodzi?
 

Jaranek

Made in heaven - inspired in Hell
2 276
7 783
Nie bardzo rozumiem uwagę dotyczącą języka prawnego. Możesz wyjaśnić, o co konkretnie Ci chodzi?
Chodzi o to, że raz używasz terminu "oszustwo" w znaczeniu potocznym oznaczającym tyle co "wprowadzenie w błąd" lub "okłamanie kogoś" a kiedy indziej postulujesz karanie za oszustwo co wskazuje już na ooszustwo w znaczeniu prawno-karnym rozumiane jako doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd ( lub wykorzystanie błędu). Stąd moja uwaga.

Kłamliwe przypisanie sobie autorstwa jest oszustwem. Podobnie jak plagiatowanie. Zatem nie, nie zgodzimy się.
Kłamliwe przypisanie sobie autorstwa jest plagiatem a nie oszustwem. Chyba, ze nadajesz słowu "oszustwo" znaczenie potoczne czyli "kłamstwo" wtedy oczywiście jest ( patrz wyżej ) :)

ale i oryginalny autor może się w takiej sytuacji domagać odszkodowania od oszusta, jeśli np. udowodni, że w wyniku oszukańczej transakcji nie otrzymał należnych mu środków finansowych.
A na jakiej podstawie przyznajesz "oryginalnemu autorowi" prawo do czegokolwiek skoro kilka postów wyżej wywaliłeś do kosza całe prawo autorskie wraz z tzw. prawem autora do autorstwa utworu ? Przecież właśnie od tego zaczęła się nasza rozmowa :)
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 553
12 919
Chyba się zgodzimy, że jeśli dla nabywcy znaczenie miała treść książki a nie nazwisko autora to moje kłamliwe przypisanie sobie autorstwa nie stanowiło oszustwa ?
A co jeśli nazwisko autora ma znaczenie? Bo dla mnie, jeśli chodzi o książki, ma znaczenie ogromne. Mogę się poczuć oszukany, jeśli treść nie będzie odpowiadała nazwisku, ale to akurat nie jest przypadek plagiatu (gdzie plagiator przypisuje sobie autorstwo).
 

Jaranek

Made in heaven - inspired in Hell
2 276
7 783
Chodzi o sytuację w której znany autor kradnie dzieło komuś nieznanemu i wydaje pod swoim nazwiskiem a ludzie kupują to ze względu na jego nazwisko ? Załóżmy, że to jest oszustwo. Ale w ten sposób dojdziemy do absurdu bo odpowiedzialność prawną będą ponosić tylko "znani i lubiani" natomiast uniknie jej każdy szarak wydający cudze dzieło pod swoim nazwiskiem oraz każdy wydający cudzy utwór pod pseudonimem. Drugi absurdalny aspekt jest taki, że pokrzywdzonymi będą wszyscy oprócz rzeczywistego autora nie mającego żadnych praw do swojego dzieła. Żeby była jasność - ja nie jestem fanem praw autorskich ale ich wyjebanie w całości ( łącznie z osobistym prawem twórcy do autorstwa dzieła ) to czysty idiotyzm.
 
Ostatnia edycja:
  • Like
Reactions: wah

Alu

Well-Known Member
4 049
7 245
Zgadzam się, że ciężko by było mówić o szkodzie i byłoby to niepotrzebne.

Przypisywanie sobie autorstwa szybko byłoby piętnowane i ostracyzowane. Taki ktoś nie sprzedałby książki w żadnej szanującej się księgarni.

To nie jest żaden realny problem. Kiedyś nie było praw autorskich i jakoś nikt nie przypisał sobie autorstwa Diatryb Epikteta, wiadomo że napisał je Flawiusz Arrian. A nawet jeśli ktoś przypisał, to nikt już tego nie pamięta.
 

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 218
3 649
Mogę się poczuć oszukany, jeśli treść nie będzie odpowiadała nazwisku
Można się też poczuć oszukanym, jeśli po wypiciu butelki gazowanego napoju życie nie stanie się ciekawsze (a reklama tak obiecywała). Ja mawiają prawnicy "subiektywne, napędzane reklamą wyobrażenie konsumenta o produkcie, nie musi mieć nic wspólnego z rzeczywistymi cechami produktu". Bardziej niż jakiekolwiek poczucia kupującego liczą się tutaj obiektywne cechy produktu, w tym wypadku osoba twórcy. I tylko wtedy można mówić o oszustwie, jeśli otrzymasz książkę, która ma mniej stron, innego autora, niż zakładał kontrakt (umowa kupna - sprzedaży). Jeśli uznasz książkę za "nieciekawą" (a sprzedający tak ją reklamował) - wg mnie nie ma tu mowy o oszustwie. Kwestia utworów (informacji) tylko pozornie komplikuje sprawy, tak naprawdę mogą mieć tu zastosowanie ogólne zasady handlu przedmiotami i usługami.
 
Do góry Bottom