Kariery z PRLowskim rodowodem

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 177
20 194
Tow. Dariusz Rosati:

http://libertarianizm.net/thread-1574.html

Często podaje się przykład NRD jako wzór dekomunizacji.

Jurgen Roth, "Europa mafii":

W okresie politycznego przełomu masowo fałszowano życiorysy, dyplomy i urzędowe świadectwa byłych funkcjonariuszy systemu, a materiały obciążające ich - niszczono. W dokumencie Bundestagu 13/11000, z 10 czerwca 1998 roku, napisano: "Licznych pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa i członków nomenklatury schowano w 1990 roku w różnych urzędach - ukrywając ich dotychczasową karierę - aby zapewnić im stałe zatrudnienie w administracji publicznej. Chowano ich także w policji. Być może mieszkańcy Brandenburgii bez szczególnego namysłu mówią: "Kto u nas szuka pomocy u policji, ten ma duże szanse natknąć się na dawnego etatowego pracownika enerdowskiej STSI". Tymczasem fakt jest taki, że spośród około 8 tysięcy lokalnych policjantów, mniej więcej 17% stanowią byli etatowi pracownicy i konfidenci Ministerstwa Bezpieczeństwa".

Głęboko w tle ukryta jest jeszcze jedna rzecz, o której do tej pory prawie nie dyskutowano: tak zwana struktura B Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa; chodzi o dyrektywę 1/67. Aby mieć pewność, że również w sytuacji nadzwyczajnej, kryzysowej, partia komunistyczna zachowa możliwość utrzymania władzy, podjęto odpowiednie środki zaradcze - chodziło o to, aby w dniu X obsadzić nowymi, specjalnie dobranymi ludźmi z nomenklatury i tajnych służb określone kierownicze stanowiska w instytucjach naukowych, w zakładach pracy, w szkolnictwie wyższym i w takich strukturach państwowych jak policja, aparat administracyjny, edukacja, kultura i media. Do struktury B dokooptowano także wybranych członków partii satelickich.
Komunizm upadł bezkrwawo - wiadomo czemu. Normalnie gdy upada taki reżim jak Sowiety, jest wojna w chuj i tysiące trupów. Tymczasem tutaj mamy nagle cudownie "bezkrwawą transformacje". Niemiecki socjolog Erwin Scheuch w swojej książce "Kliki, kumoterstwo i kariery. O upadku partii politycznych" wykazał, że w Niemczech rządzi grupa około 600 ludzi skupiająca polityków, przedstawicieli ministerialnej biurokracji, funkcjonariuszy związków zawodowych i korporacji zawodowych, przedsiębiorców, którzy podejmują w swoim gronie najważniejsze polityczne i ekonomiczne decyzje. Prawdziwa oligarchia wywodząca się jeszcze ze struktur sowieckich i dawnej STASI.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 568
10 972
Proponuję dla wygody podawać kariery bez PRLowskiego rodowodu. Będzie wygodniej, bo znacznie krócej :)

Jeden z moich ulubieńców: Andrzej Kryże

Od 1974 r. sędzia:
„W 1979 skazał działacza Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela Adama Wojciechowskiego na karę więzienia za napaść i pobicie trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa” (aż człowiekowi się łezka w oku kręci z sentymentu jak niewiele się zmieniło od tego czasu).
„marcu 1980 jako sędzia Sądu Rejonowego w Warszawie skazał na karę aresztu zasadniczego Andrzeja Czumę, Wojciecha Ziembińskiego i Bronisława Komorowskiego za publiczne stwierdzenie, że PRL nie jest państwem niepodległym i zorganizowanie w Warszawie 11 listopada 1979 obchodów Święta Niepodległości”

Ale najpiękniejsza jest jednak zawsze genealogia. Nazwisko jakieś znajome więc klikamy na tatuśka i się okazuje, że to strzał w dziesiątkę:
Roman Kryże (…)Brał udział w orzekaniu wyroków skazujących, w tym również na karę śmierci, w sprawach przeciwko działaczom podziemia niepodległościowego, m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego i majora Tadeusza Pleśniaka. W 1964 był przewodniczącym składu sędziowskiego, który wydał wyroki skazujące w sprawie tzw. afery mięsnej (w tym jedną wykonaną karę główną przyp. mój). Wiele z wyroków wydanych przez niego zostało uznanych po 1989 za mordy sądowe.
Bezwzględność w wydawaniu wyroków śmierci w okresie stalinowskim przyczyniła się także do powstania przysłowia: „Sędzia Kryże – będą krzyże”, a także określenia „ukryżować”. Określenia tego używał m.in. znany adwokat i obrońca w procesach politycznych Władysław Siła-Nowicki.”

Siła rodzinnej tradycji, to dopiero rodowód, ciekawe kim był dziadek :)

I teraz uwaga:
„(Andrzej Kryże - przyp. mój) Od listopada 2005 do maja 2006 był z ramienia Prawa i Sprawiedliwości sekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości w okresie, kiedy urząd Ministra Sprawiedliwości sprawował Zbigniew Ziobro. Od maja 2006 do listopada 2007 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości”

Hehe, Prawo i Sprawiedliwość, główna siła antykomunistyczna kraju …
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 568
10 972
Wrzucę odpowiedź tutaj bo się nie potrzebie wątek rozłazi i Portret mentalnej komunistki - profesor Irena Kotowska trzeba chyba podłączyć.


kawador napisał:
Polityka społeczna powinna skutecznie zachęcać młodych ludzi do zakładania rodzin i wspomagać ich. Rząd powinien też mieć program zachęcający emigrantów do powrotu.
Tak na pytanie o przyczyny wyjeżdżania Polaków z III RP odpowiedziała profesor Kotowska - najprawdziwszy okaz mentalnego komucha płci żeńskiej.

http://www.ekonomia24.pl/artykul/295866 ... ocilo.html

Dla tej pani remedium na problemy demograficzne to rozbudowa sektora usług publicznych. Nie muszę chyba dodawać, że na wolnym rynku profesor Kotowska prawdopodobnie usuwałaby azbest albo zmywała gary w domu ludzi, którym teraz "doradza" swoją "mądrością" (byłaby służącą, a nie, jak to się dzisiaj ładnie polit-poprawnie mówi "pomocą domową"). Wystarczy spojrzeć na jej CV: Kotowska to socjolog ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki za komuny, centralna planistka wykształcona za czasów PRL:
(…)
Zarówno wypowiedź jak i cała kariera są oczywiście żałosne ale problem jest głębszy. Z moją kobietą zastanawialiśmy się ostatnio w ramach cotygodniowego dołowania się dlaczego tutaj jest taki syf bo żyjemy już w tym kołchozie kilka ładnych lat i słynny kryzys właściwie mamy ciągle jak tylko pamięcią sięgamy, a to komuna, a to socjalizm, unia europejska i inne klęski żywiołowe. Cały czas tylko trzymanie za mordę i podatki, podatki, podatki, podatki … no, chyba każdy wie o co chodzi i nie trzeba się rozpisywać, nie? Chyba, że komuś tu w ojczyźnie jak u Pana Boga za piecem, jeśli tak to gratuluję. Doszliśmy do wniosku, że, pomijając kwestię tego, że mamy demokrację, a Marks miał najwyraźniej rację, że większość dąży do socjalizmu, największą tragedią Polski jest brak elity. U nas nie ma elity w życiu publicznym, są tylko mniejsi lub więksi kombinatorzy, złodzieje, zwykłe kurwiszony, które dla 300 zł potrafią dać dupy, głąby będące podobno kadrą „naŁukową” po uczelniach, paranoicy itp. itd., gdzie nie spojrzeć tam zwykła hołota. W zasadzie gdyby się mój syn zapytał na kim znanym mógłby się wzorować to niebyłym chyba w stanie mu nikogo wskazać, żadnego polityka, nikogo. Do każdego można się przyczepić, jak tylko ktoś zaczyna coś sensownie gadać to zaraz się okazuje, że to religijny fundamentalista, postkomuch, euro-kołchoźnik, czy jeszcze inna cholera. Co by nie mówić o społeczeństwie, to przypomina ono stado owiec, czy się komuś to podoba czy też nie. Stado natomiast potrzebuje przewodnika, w momencie gdy z braku laku zostaje nim kanalia to wiadomo, że dojdzie co najwyżej na manowce.

Z czego natomiast bierze się brak elity to bardzo ciężko powiedzieć. Czynników jest zapewne kilka. Mnie najbardziej podoba się teoria, że w trakcie naszej trudnej historii jednostki wybitne zwyczajnie wyginęły. Dały się zabić w trakcie kolejnych mniej lub bardziej sensownych powstań więc po wojnie w kraju była praktycznie tylko hołota. To dlatego z komuną u nas musiał walczyć elektryk i suwnicowa, bo nie było zwyczajnie komu. To co się mieniło inteligencją u schyłku komuny było tylko pomiotem komunistycznych działaczy, wypasionym komunizmem, wsparciem dla „artystów”, grantami „naŁukowymi” itp. Inteligencja właściwa obdarzona zdrowym rozsądkiem, patriotyzmem i wolą walki o jakieś lepsze formy jutra zaległa wcześniej w lasach pod Katyniem, w ruinach Warszawy, ewentualnie użyźniła grunty na Kołymie. Z próżnego i Salomon nie naleje; najlepsza pula genów przepadła, zostały tylko niedobitki.
 

Trigger Happy

Mądry tato
Członek Załogi
2 946
836
. Kiedyś jak liczyliśmy okazało się, że graliśmy próby w trzydziestu kilku miejscach. W tamtym roku postanowiliśmy, że nie będziemy jechać grać do Jarocina, a tylko w celach czysto towarzyskich. Jak zwykle pojawiliśmy się tydzień przed festiwalem, ale tym razem okazało się, że Jarocinem kręci Kuba Wojewódzki (ten od idola) i postanowił, że na trzydniowym festiwalu, na dwóch scenach, wystąpią tylko dwie punkowe kapele Włochaty i Liberum Veto. Na dodatek głównym sponsorem Jarocina były firmy: Marlboro i Pepsi Cola. Wprowadzenie korporacyjnych sponsorów połączone z promowaniem muzycznej popeliny, wyrugowanie z festiwalu muzyki niezależnej, która jak dotąd stanowiła sens jego istnienia, coraz większa komercjalizacja - tego było za wiele. Ludzie byli wkurwieni, a najczęściej skandowanymi hasłami były: "oddajcie nasz festiwal" i "Kuba Wojewódzki to kutas nieludzki". Po występie Włochatego i Liberum Veto, Einstein (wokalista Liberum Veto) powiedział ze sceny, że cały zespól SMAR SW jest w Jarocinie i jak ludzie będą chcieli to zagramy. Kilkudziesięciominutowe skandowanie trzech tysięcy ludzi i okupacja sceny sprawiły, że organizatorzy obawiając się zamieszek zgodzili się na występ za kilka godzin. Pożyczyliśmy instrumenty i zrobiliśmy sobie próbę na sucho. W końcu nastał czas koncertu, atmosfera była od początku napięta. Zaczeliśmy grać, ludzie wspinali sie na scenę i po chwili było zajebiste pogo. Koncert trwał i naprawdę była w jedności siła, ludzi przybywało i organizatorzy obawiając się o sprzęt powiedzieli, że albo ludzie zejdą ze sceny albo przerwą koncert. Poprosiliśmy ludzi by usiedli bo zadepczą sprzęt i nie będzie grania. Ludzie usiedli i kiedy wydawało się, że wszystko jest ok, na scenę wpadli ochroniarze i zaczęli ludzi spychać ze sceny w prawie dwumetrową betonową fosę, oddzielającą scenę od publiki. Ochroniarze uzbrojeni byli w kije beasbolowe, łańcuchy i nogi od krzeseł. Kiedy zepchnęli ludzi ze sceny, posypał się na nich grad kamieni i wszystkiego co ludzie mieli pod ręką. Rozpoczęła się regularna bitwa, w której ochroniarze dostali solidny wpierdol. Wtedy do akcji wkroczyła ciężko zbrojna policja, idąc kordonem i napierdalając wszystkich po drodze, obojętne czy ktoś brał w tym udział czy nie. I ochroniarze z pianą na pyskach zaczęli się mścić na ludziach bijąc wyjątkowo brutalnie. Jako ochraniarze, wtedy w Jarocinie zatrudnieni byli kolesie z klubów kickboxerskich, judocy i zapaśnicy z okolicznych klubów sportowych, studenci wrocławskiego AWF, uczniowie Poznańskiej Wyższej Szkoły Kwatermistrzostwa i skinheadzi z fanclubu Lecha Poznań. Ich szefem był starszy facet (uratowaliśmy go przed linczem), który owszem znał się na rzeczy ale wogóle nie panował nad swoimi ludĽmi, którzy byli tak wyschizowani napiętą sytuacją, że nie wytrzymali i zaatakowali spokojnie siedzących ludzi. Bilans tego zajścia to kilkadziesiąt rannych ludzi, wielu ciężko, kompletnie rozjebana scena i sprzęt a to wszystko z dwóch powdów: nie liczenia się z ludĽmi i zatrudniania bandytów jako ochroniarzy. Kto tam był, wie jak było. Oczywiście próbowano nas obciążyć odpowiedzialnością za całe zajście, a media? - cytuję gazetę wyborczą: "Protesty kilkuset punków, którzy wywołali zamieszki na Małej Scenie protestując przeciw komercjalizacji Jarocina i udziałowi Marlboro, pozostają głosem hałaśliwej mniejszości, która przestanie w końcu mieć wpływ na organizatorów. Festiwal staje się imprezą komercyjną a ideologia czy akcje charytatywne stały się dla Jarocina balastem słusznie odrzucanym przez tegorocznych organizatorów". Nie ma co się dziwić, dzisiaj wyborcza potrafi usprawiedliwić wojnę w Afganistanie czy Iraku a przeciwników tych wojen i ludzi walczących z okupacją swojego kraju nazwać też "hałaśliwą mniejszością"
Biografia Smar SW - http://www.punkserwis.org/sub/biografie/smar_sw.htm
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 177
20 194
Na blogu "Wolność, równość, ludobójstwo" wypowiedź utrzymana w podobnym klimacie:

Przez wiele lat przymykałem oko na wszystko i maniakalnie powtarzałem, że zawsze coś tam skapnie, a to już wystarczający argument, żeby coś tam do puszki kapnąć. Od dwóch lat nie rzucam złamanego grosza, na sponsorowanie dziadostwa, z którego żyją krezusi charytatywności. Nie wnikam nawet ile święty Jurek na tym czesze, nie wygląda na Bono, ma inne profity, które w Polsce są cenniejsze – odbijając się od spuchniętych brzuszków polskich Murzyniątek został bożyszczem tłumów, pierwszych premierów, właściwych prezydentów. Organizuje spektakl, z którego żyją faceci z cygarami, panny z sylikonem, budowniczy Irlandii, Japonii, architekci grubej kreski i dopóki oni będą z tego żyć, nie pozwolą umrzeć strażnikowi wolności słonia. Z kolei bożyszcze tłumów, dzięki znajomościom, co roku organizuje polskim "hipisom" Woodstock, gdzie, jak na kontestującą młodzież przystało, prelekcje wygłaszają bankierzy: Balcerowicz i Belka.

Młodzi zbuntowani uczą się obstawiać forex i grać na spadkach. Sztuczne błoto wylewane przed sceną, przypomina dawny młyn z Jarocina. Bywało się i pamięta, że wtedy na scenie nie śmiał się pokazać sekretarz PZPR, a gwizdami wynoszono Romana Rogowieckiego bo szlajał się po reżimowej TV. Popkulturową Anię Ortodoks, nawet wakacyjne punki obrzuciły korkami od zaboli, dziś Woodstock spokojnie mogłaby zapowiadać Kasia Cichopek i Krzysio Ibisz. Grać może nawet Hołdys i Tomek Lipiński, artystyczny kierownik sztabu wyborczego partii władzy, oczywiście ulubioną melodię „Nie wierzę politykom, nie!”. Bunt skanalizował się w rozpaczliwym spływie głównym nurtem, a idolem młodzieży nie jest czarny ćpun udający kopulację z gitarą, tylko pajac ze smartfonem znanej sieci w „glasesach” od Hugo Boss.

Na 1000 Murzyniątek znad Wisły 10 będzie miało podwójne szczęście, po pierwsze wylosują cukrzycę, po drugie dostaną od Dziadka Mroza pompkę insulinową. Reszta, która zapadnie na płuca, a nawet na uszy, czego w tym sezonie już się nie nosi, dostanie bon towarowy z czerwoną pieczątką do zrefundowania w NFZ. Dziadek Mróz ratuje polską służbę zdrowia, opowie nam bajkę, śnieżynka Olejnik na ten przykład. Realia? Proszę bardzo: 8,4 miliarda za 2011 rok wydane na zdrowie, niechby padł rekord w dziadkowskim festiwalu i kwota 50 milionów, co oznacza, że 40 milionów frajerów upiło się 6 promilami. Skoro święty Jurek przy pomocy 6 promili uratował polską służbę zdrowia, to przy podniesieniu kwoty o 1% powinniśmy w Polsce refundować nie tylko in vitoro, ale sylikony w cycach. Polski fenomen, letnia afrykańska zadyma w środku zimy „Orkiestra od wielkiego dzwonu”, fajerwerk do samego nieba.
http://stanczyk1.blogspot.com/2012/01/e ... iakow.html
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 177
20 194
Bartyzel o Kuroniu - "Demitologizacja trockisty":

http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=2716

Tekst jest baaardzo długi, pada w nim wiele nazwisk znanych ludzi, którzy dzisiaj uchodzą za opiniotwórcze autorytety i brylują na salonach, będąc kulturowo-polityczną awangardą, nauczającą maluczkich moralności.
 
OP
A

Anonymous

Guest
Sprawa z Jarocinem znana w punkowych środowiskach. W życiu różnie bywa, można stracić patronów i pieniądze, przez co zamieszkać w robotniczej dzielnicy... Sami wiecie ;). To a propos Gminnego.

Względem Woodstocka to byłem raz kilka lat temu. Na pierwszy czy drugim festiwalu w Kostrzynie, już nie pamiętam, miałem 17 lat. Zdecydowana większość ludzi ma w dupie te okołofestiwalowe, propagandowe przybudówki na potrzeby elyty i telewizji. Większość chla, pali trawę, dupczy, żre, tańczy, słowem fajnie się bawi. Ja wyjechałem dwa dni przed Woodstockiem, pociągiem z Krakowa, byłem jakoś rano po kilkunastu godzinach. Wieczorem na scenę wyszedł Owsiak, puszczał jakieś trailery muzyczne, pierdolił smuty, a wielu pod sceną krzyczało żeby spierdalał( autentycznie był wyzywany) i wpuścił już zespoły ;).

Ponoć najgorzej było jak Woodstock był organizowany w Żarach, wiadomo tam bieda i wielu miejscowych kradło.

Na Woodstocku poznałem dwóch przedsiębiorczych meneli. Mieli namiot obok mnie. Mówili, że jeżdżą na każdą większą imprezę i zbierają puszki.

Owsiaka tylko widać w telewizji i tam jest powszechnie lubiany.
 

Antałek

Member
179
5
Kradli, a w międzyczasie biegali z włóczniami za zwierzyną. Taka sama słodka bida jak w całej Polsce bez wyjątków. Wiem bo sam pochodzę z okolic.
 
OP
A

Anonymous

Guest
Antałek napisał:
Kradli, a w międzyczasie biegali z włóczniami za zwierzyną. Taka sama słodka bida jak w całej Polsce bez wyjątków. Wiem bo sam pochodzę z okolic.
Wierzę Ci na słowo :rolleyes:.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 568
10 972
http://marucha.wordpress.com/2012/07/25/dzieci-prl-owskich-sluzb-laczcie-sie/

"
Jakub Władysław Wojewódzki to, jak można wyczytać w Internecie, syn Bogusława Wojewódzkiego, funkcjonariusza SB i prokuratora PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości. Wojewódzki senior zapisał się w historii, pełniąc rolę prokuratora z ramienia Prokuratury Generalnej w sprawie tzw. „prowokacji bydgoskiej” z 19 marca 1981 roku. Kuba zaczynał karierę od harcerskiej rozgłośni radiowej w latach 80-tych a potem rozwijał ją w prywatnych mediach aż do statusu gwiazdy TVNu.
Jego kumpel Michał Figurski to, jak czytamy w sieci, syn Zbigniewa Figurskiego – ostatniego dyrektora generalnego Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) i zastępcy likwidatora FOZZ. Rodzice Michała ponoć poznali się w Moskwie, gdzie gwałciciel własnej żony przyszedł na świat. Co ciekawe – państwo Figurscy przez jakiś czas mieszkali w Polsce, a potem znaleźli się w Bejrucie. To jeszcze o niczym nie świadczy, ale w latach osiemdziesiątych raczej nie wyjeżdżało się bez podpisania odpowiednich lojalek."

Polecam cały wpis bo przejechano się również po innych towarzyszach dzielnie służących umacnianiu demokracji w mediach, a nawet jednej z naszych faworytek, profesorzynie Środzinie, czy jak to się teraz mówi by było politpoprawnie.
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 177
20 194
Czy w polskiej tv są jacyś nie-ubecy albo potomstwo nieposiadające ubeckich korzeni?
 
Do góry Bottom