Kantowska krytyka państwa dobrobytu

D

Deleted member 427

Guest
Kiedy Kant pisał swoją krytykę państwa dobrobytu, ono na dobrą sprawę jeszcze nie istniało. Państwo nie powinno dawać szczęścia - taką konkluzję wysnuwa Kant. Krytyka rodzącej się w środowiskach soc-demokratycznych oświeceniowej omnipotentnej metody dającej szczęście i wyzwolenie pojawiła się jednak dużo wcześniej i była przedłużeniem liberalnej krytyki państwowej biurokracji i kontroli w epoce Ludwika XIV. Kant był więc bogatszy o znacznie większy materiał dowodowy i w swych dywagacjach zawarł spójną analizę systemową uszczęśliwiających regulacji i państwa prawa nowego porządku:

Celem państwa powinno być zagwarantowanie jak najdalej posuniętej wolności wszystkich obywateli, w ramach której mogą oni realizować swoje szczęście tak, jak sami je pojmują. Obywatelom wolno ulegać różnym iluzjom szczęścia, jeżeli realizują je na własną odpowiedzialność.

Znacznie więcej pod tym linkiem - Kantowska krytyka eudajmonizmu państwowego

Z myśli Kanta można bowiem wysnuć wniosek, że dopóki za cel państwa będziemy uważali zapewnianie obywatelom dobrobytu, postępu lub czegokolwiek innego, co istnieje empirycznie, albo sumy tego wszystkiego, określanej mianem szczęścia, dopóty państwo będzie ingerowało w różne dziedziny życia za pomocą instrumentalnego prawa pozbawionego legitymizacji, jaką dawałoby mu czyste pojęcie prawa i jego powszechne pryncypium. Najlepszym ustrojem, zdaniem Kanta, jest nie ten, w którym ludziom najlepiej się powodzi, ale ten, w którym ich prawa są najlepiej zabezpieczone.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Była krytyka "kantowska", czas na "southparkowską" - Parker i Stone otwierają nowy, 16 już sezon swojego serialu bardzo dosłownym odcinkiem - o państwowych regulacjach i uszczęśliwianiu obywateli na siłę, czyli "Reverse Cowgirl":

http://www.southparkstudios.com/full-ep ... se-cowgirl

Mottem tego epizodu powinien być Jacques Maritain, bo pasuje jak ulał:

Państwo totalitarne jest państwem opiekuńczym, z punktu widzenia władzy lud składa się z niemowląt, które nie wiedzą, co jest dla nich dobre, a rzeczą państwa jest je uszczęśliwić.
 
OP
A

Anonymous

Guest
Kant jest bliski każdemu libertarianinowi ze względu na imperatyw kategoryczny.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Imperatyw_kategoryczny
http://pl.wikipedia.org/wiki/Immanuel_K ... tegoryczny

Największe znaczenie ma tak zwany imperatyw kategoryczny, czyli bezwzględny nakaz. Głosi on: Postępuj wedle takich tylko zasad, co do których możesz jednocześnie chcieć, żeby stały się prawem powszechnym. Jest to jedyna zasada moralna, jaką Kant przyjmuje. Ma ona charakter formalny: nie mówi, co robić i jak – podaje tylko ogólną regułę.

Aby mogła istnieć moralność z jej nakazami i zakazami, człowiek musi być wolny, gdyby bowiem był zdeterminowany, nauki moralne byłyby zbędne. Nie da się udowodnić, że wolność istnieje, ale można jej istnienie założyć, czyli właśnie postulować. Kolejnymi postulatami rozumu praktycznego są: nieśmiertelność duszy oraz istnienie Boga. Dzięki nim możliwe staje się dążenie do moralnej doskonałości oraz związane z tym poczucie szczęścia.

Twórcy South Parka są znani z wolnościowego podejścia do życia ;). Parę lat temu czytałem artykuł o tym, że istnieje coś takiego jak pokolenie South Parka. Czyli mamy młodych mężczyzn którzy są konserwatywni, ale np. są zwolennikami aborcji, etc.
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 148
4 811
Kant jest bliski każdemu libertarianinowi ze względu na imperatyw kategoryczny.
Czyli nie czy drugiemu co tobie niemiłe? Też doszedłem do tego, po tym jak porzuciłem wiarę chrześcijańską i bełkot autorytetów, a przed tym jak dowiedziałem się o anarchokapitalizmie.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Wszyscy dorastaliśmy w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Jak do cholery udało nam się przeżyć?

Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa.
Zagłówków praktycznie nie było.
No i żadnych airbagów!
Na tylnym siedzeniu zawsze było wesoło, a nie niebezpiecznie.

łóżeczka i zabawki były kolorowe i polakierowane lakierami ołowiowymi
lub innym śmiertelnie groźnym gównem.

Niebezpieczne były puszki. Butelki od lekarstw i środków czyszczących nie było zabezpieczone.

Można było jeździć na rowerze bez kasku.
Ci, co mieszkali w pobliżu szosy na wzgórzu, ustanawiali na rowerach rekordy prędkości,
stwierdzając gdzieś tak w połowie, że rower z hamulcami był dla starych jednak za drogi.

Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu.

Niektórzy nie byli dobrzy w budzie i czasami musieli powtarzać rok.
Nikogo nie wysyłano do psychologa, nie było tez żadnych amnestii dla debili.
Dyslektyków też nie było.
Po prostu powtarzało się rok i to była twoja jedyna szansa.

Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie ze sterylnych butelek PET.

Wcinało się słodycze i pączki, piło się oranżadę z prawdziwym cukrem.
I nie mieliśmy problemów z nadwagą, bo ciągle byliśmy na dworze i lataliśmy za piłą.

Piliśmy całą paczką oranżadę z jednego gwinta i nikt od tego nie umarł.

Można się było bawić na podwórku do upojenia pod warunkiem powrotu do domu przed nocą.

Nie było komórek.
Nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy. NIEPRAWDOPODOBNE!
Tam, na zewnątrz, w tym okrutnym świecie.
Całkiem bez opieki.
Jak to było w ogóle możliwe?

Graliśmy w piłę na jedną bramkę. a jak kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już.
Nie był to koniec świata ani trauma, ani dyskryminacja, ani wykluczenie.
Po prostu byleś leszczem i grzałeś ławę.

Mieliśmy poobcierane kolana, i łokcie, czasami złamane kości, zdarzały się wybite zęby.

Ale nigdy nikt nie pozwał z tego powodu nikogo do sądu.
NIKT NIE BYŁ WINIEN, TYLKO MY SAMI.
Nikt nas jeszcze nie nauczył, że to świat jest winny i że powinniśmy mieć do niego pretensje o wszystko.

Nie baliśmy się deszczu, śniegu, ani morzu.
W telewizji nikt co 10 minut nie mówił, że jest zima.
Nikt z nas nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko.

Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania.
I uczyliśmy się dawać sobie radę.

JAK UDAŁO NAM SIĘ PRZEŻYĆ?

***
Przepisałem z tego, z drobnymi kosmetycznymi zmianami po drodze ;)
http://www.chamsko.pl/demot/0_0_1203778 ... middle.jpg
 
OP
A

Anonymous

Guest
born_80.jpeg
 

margines

wujek dobra rada
626
84
Kawador, ta oranżada jebała watrobę tak jak dzisiejsze jabole :) Ale smak landrynek pamiętam do dziś...i saturatory (sanepid by je teraz zajebał) i oranżadki w woreczkach z rurką...I gumy Donald (dziś pewnie stałyby się częścią kampanii wyborczej ryżego, heh). Fajne dzieciństwo mieliśmy, teraz tym dzieciakom nie zadroszczę.
 
Do góry Bottom