Jakie ryby lubisz?

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 147
4 676
A ja lubię większość ryb i nie ważne dla mnie czy świeże, czy mrożone. Tylko karp jest niedobry, ale i jego zjem jakby co. Pstrąga jadłem i na pewno nie będę przepłacał jakiejś mafii za rybę, która jest trochę bardziej sucha i wcale nie lepsza od innych.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 660
13 417
Skoro nie widzisz różnicy pomiędzy pstrągiem i innymi, to rzeczywiście paprykarz szczeciński z rybich wnętrzności powinien wystarczyć. Nie przepłacaj. Ja lubię niewiele ryb i zauważam różnice.
 
OP
simek

simek

Well-Known Member
1 367
1 971
Nie spodziewałem się takiego rybnego off-topa :p Ja staram się próbować wszystkiego po kolei w miarę możlwości, póki co najfajniejsze są makrele, łososie i pstrągi.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 697
9 995
ja nie lubie ryb... śmierdzą i trza szukać ości, nie lubie sie bawić jedzeniem, jedzenie jest po to by zjeść i juz...
a tym bardziej nie jadam różnego rodzaju robactwa morskiego...
 

Matrix

libertarianka mimo woli
1 281
211
Dzięki wolnemu rynkowi mamy dzisiaj dość duży wybór ryb, za komuny dostępne były tylko dorsze, były taniutkie bo tak nakazywali sekretarze, o dziwo teraz jedna z droższych ryb, do ryb ( ich smaku) trzeba dorosnąć, dzieci i niektórzy mężczyźni ich nie lubią, nie wiedzą co tracą. :)
 

Gość niedzielny

Well-Known Member
971
2 034
Ja lubię ryby- najbardziej smażone w panierce z frytkami. Doraźnie makrela wędzona + chleb. Zjadam też od groma różnych puszek, sałatek rybnych itp. Ale koneser ze mnie żaden- gatunków ryb praktycznie nie rozróżniam, z wyjątkiem karpia, którym gardzę.
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 331
5 702
Dzięki wolnemu rynkowi mamy dzisiaj dość duży wybór ryb, za komuny dostępne były tylko dorsze, były taniutkie bo tak nakazywali sekretarze, o dziwo teraz jedna z droższych ryb, do ryb ( ich smaku) trzeba dorosnąć, dzieci i niektórzy mężczyźni ich nie lubią, nie wiedzą co tracą. :)
Nie wiem, gdzie ty mieszkałaś za komuny, ale jako urodzony Gdańszczanin mogę ci powiedzieć, że za komuny jedzenie ryb u mnie w domu było powszechne ( 1-2 razy w tygodniu minimum ) i z reguły były to śledzie, które lubię najbardziej do dzisiaj. Matjasy albo rolmopsy mogę jeść bez chleba czy popitki. To dzisiaj jest prawdziwy kłopot z dobrą rybą "dzięki" Unii Europejskiej i kwotom połowowym.
Prócz tego lubię łososia (w sushi), kotlety z dorsza, krewetki ( na pizzy ), a nawet małe ośmiorniczki. Ale już dzwonki z kalmara są gumiaste i obrzydliwe. Plus tuńczyk, ale tylko do sałatek.
Teraz na wakacjach pod Piłą jadłem pysznego pstrąga, oraz jesiotra z ogniska - ryba bez ości, bo chrzęstnoszkieletowa jak rekin. Ale bie przypadł mi do smaku - bardzo tłusty i mdły.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 697
9 995
a ja jestem z gór 700 kilometrów od bałtyku 700 kilometrów od adriatyku i u nas za prlu nie było ryb...
nie lubie też kurczaków itp, niczego przy czym musiałbym dłubać...
cywilizacja przyniosła nam mięso mielone i filety, po co dłubać w żarciu?
 

Nene

Koteu
1 095
1 596
Uwielbiam rybę maślaną, jednak nie widziałam jej w sprzedaży, więc pozostają mi burżujskie knajpy sushi. Poza tym w sumie prawie każdą rybę zjem z większym lub mniejszym smakiem. Śledzie też są dobre, tylko, że w pomidorach, musztardzie albo śmietanie
 

Lancaster

Kapłan Pustki
1 136
1 041
Pochodzę z biednej rodziny i u mnie ryby rzadko były, ale bardzo je lubię. Najlepsze są filety z pangi, czasem była w domu ryba z ościami, też dobra, ale ości trzeba było wypluwać. A z owoców morza, to kalmary i krewetki jadłem i bardzo dobre były. Tata mówi, że węgorze bardzo dobre są, ale szukałem w sklepach i za cholerę nie mogłem znaleźć.
@Gazda
Jedni czerpią radość z seksu, inni chlania, kolejni lubią chodzić po górach, a jeszcze inni lubią jedzenie. Bardzo lubię jedzenie szczególnie egzotyczne, lubię poznawać nowe smaki i wolę sobie kupić coś do jedzenia, niż się najebać.

Edit: najczęściej były u mnie śledzie, w oleju da się zjeść, ale najlepsze są z jakimś sosem (np. śledzie po kaszubsku, w sosie salsa lub inaczej przyrządzone).
 

Trigger Happy

Mądry tato
Członek Załogi
2 946
836
Nie jedz pangi, to syfilis straszny :( hodowane w zanieczyszczonych rzekach w Wietnamie.

Lubię każdy rodzaj ryb, nawet tego PRLowiskiego karpia zjem raz do roku. Najchętniej łososia, pstrąga, kawior, dorsza z prywatnego importu. Jak ktoś będzie wybierał się do Władysławowa to dam namiar (na PW) na nieoficjalną wędzarnie gdzie za śmieszne pieniądze kupowałem co roku świeżutkie wędzone węgorze, dorsze i fladry.

PS. W Szwecji bałtyckie ryby nie są zalecane dla kobiet w ciąży (rtęć).
 

GAZDA

EL GAZDA
7 697
9 995
@ Lancaster
ale ja lubie jeść, ino nie jakieś skomplikowane rzeczy co wymagają dodatkowych czynności poza jedzeniem hehe
 

Polacco

Active Member
132
76
Nie wiem jak można jeść śledzie, przecież to ma takie gumowate ości, których nie da się usunąć.
Pstrąg jest dobry, ale szlag mnie trafia po 5 minutach usuwania ości.

Tak w ogóle, ryby słodkowodne to przyszłość, a raczej konieczność. Przypuszczam, że nawet karp może być dobry jak się go umiejętnie przyrządzi.
 

telpeloth

państwosceptyk
257
286
Lubię ryby, bardzo, żona np. ostatnio przyszalała z łososiem w sosie pomarańczowym (do ryb polecam limonkę lub pomarańczę zamiast cytryny). Mamy na osiedlu dobry, niewielki sklepik, w którym okropny kapitalista motywowany niską chęcią zysku sprowadza trzy razy w tygodniu ryby. Ryby zawsze świeże, okropny kapitalista miły, zawsze dobrze doradzi. Szczególnie fajne, jak się planuje z wyprzedzeniem robienie sushi, bo potrafi ściągnąć wszystko, nawet (@Nene) rybę maślaną.

Jak już piszę... żona była ostatnio na konferencji z biologii rozrodu, gdzie norwescy badacze przedstawiali wyniki badań na myszach: Zasadniczo z resztek z łososia wyciska się olej, który następnie się oczyszcza i robi się z niego suplementy diety z kwasem omega-3. Były trzy grupy -- myszy nastrzykiwane oczyszczanym olejem, myszy nastrzykiwane świeżo wyciśniętym olejem i próba kontrolna. Okazało się, że o ile myszy nastrzykiwane olejem oczyszczanym miały super wyniki w porównaniu do próby kontrolnej, o tyle myszy nastrzykiwane olejem zanieczyszczonym miały wyniki gorsze niż próba kontrolna -- znaczy, że cholerstwa zbioakumulowane w rybach (PBDE, PCB, PCN) szkodzą na tyle, że te wszystkie "dobre" składniki nie wystarczają, by zrekompensować ich wpływ.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 660
13 417
Och, łosoś też dobry, szkoda że farbowany wszędzie (karmą kolorowaną).

Co do pstrąga i ości, to nie ma z tym większego problemu - jemy najpierw górną część ryby (faktycznie to boczną, bo ryba leży na boku), a potem ciągnąc za ogon "zdejmujemy" cały szkielet z ośćmi i głową, co pozostawia nam do zjedzenia dolną część (drugą boczną). Ta metoda czyni z pstrąga jedną z łatwiejszych do opanowania ryb w kwestii ości.

Ponieważ nie przepadam za rybami, to dopiero po latach do niektórych dałem się przekonać. Właśnie do pstrąga, łososia oraz ostatnio do flądry, która jest smaczna i też bezproblemowa w kwestii kości. Ciążył mi głównie balast komuny czyli mrożone filety z dorsza, morszczuka czy innego badziewia i ten jebany karp co święta, więc gdy już nie musiałem jeść ryb, to chyba przez dekady ich praktycznie nie jadłem. Teraz powoli odkrywam je na nowo.
 
Do góry Bottom