Jak reagujecie na głupotę i głupie twierdzenia?

NoahWatson

The Internet is serious business.
966
2 122
Czasami gdzieś ktoś przypadkiem zaczyna w okolicy rozmowę o polityce i rzeczach związanych, w której wychodzi etatystyczny światopogląd. Etatystyczny to jeszcze nie jedyny przymiotnik, bo czasem chociaż
pozornie, powierzchownie poglądy i argumenty etatystów się jakoś układają w kupę, ale wiele osób po prostu pierdoli trzy po trzy i nawet powierzchownie się to nie składa.

Czasem to nieznana osoba i nie jest się w tę rozmowę wplątanym (np. czekając na dworcu, w pracy). Czasem rzecz dzieje się na jakimś forum w necie i to niezwiązanym ze światopoglądem.
Czasem rozmowa zaczynana jest przez osobę w realu, która jest znajoma i z inną nieznajomą osobą rozmawia

Ludzie wydają się wtedy tacy głupi i autentycznie, intensywnie denerwuje mnie to, że muszę z takimi osobami funkcjonować. Głupotę ludzi definiuję w tym przypadku jako wypowiadanie zdań, które nawet powierzchownie, dla osoby z minimum doświadczenia życiowego albo nawet trochę mniej, nie tworzą sprzeczności i ciągle kolidują z minimum wiedzy pochodzącej z w.w. doświadczenia.

Powyższe sytuacje były o światopoglądzie dotyczącym praw ludzi, roli państwa (nie zdarzyło mi się zauważyć w realu w codzinnej okolicy, by w ogóle ktoś je kwestionował) itp. Zauważyłem jednak, że podobną reakcję mam na głupotę w kontekście innym, technicznym. Czasami ktoś nie na czymś nie zna, a mimo wszystko się wypowiada. Przeczytał kilka rzeczy, które zawadzają kilometrowym łukiem o temat i na ich podstawie wyindukował sobie w umyśle jakiś głupi światopogląd. Pierdoli potem trzy po trzy na tematy techniczne. Rozumiem, dopóki ktoś mu nie pokaże, gdzie się myli albo sam nie poeksperymentuje/nie wgłębi się w teorię, to nie zauważy i czasami tak pewnie ma każdy, bo w życiu czasem trzeba zrobić jednorazowo rzecz, w której nie jest się fachowcem i nie ma się czasu na zgłębianie. Wszystko dobrze, dopóki taka osoba zdaje sobie o sporym prawdopodobieństwie zrobienia przez siebie czegoś głupiego i akceptuje to. Jeśli w zdaniach jest coś typu: "Nie jestem w tym fachowcem, ale wydaje mi się, że..." to ok. Tylko jakoś nikt tego nie robi. Lepiej udawać eksperta. Wielu w necie ma czas by zgłębić dany temat techniczny. Tłumaczy się jednak jak krowie na rowie, że tutaj ma sprzeczność, tutaj ma błędne założenie i odsyła do sprawdzonych tekstów - to nie, on kurwa dalej swoje. Chociaż ma czas i udaje eksperta.


Szczerze mówiąc ja na taką głupotę źle reaguję. Mocno mnie irytuje. Od późnego dzieciństwa lubiłem mieć jakieś hobby, które chciałem dosyć dokładnie zgłębić i wymienić doświadczenia w rozmowie. O ile ze zgłębianiem wiedzy nie mam problemów, o tyle ze znalezieniem ludzi, którzy by chcieli też przyłożyć się podobnie jak ja, jest niewielu. A jak już to tylko w tematach, które są bardzo ściśle związane z obecną lub bardzo prawdopodobną przyszła pracą w zawodzie, a i tak uczyli się powierzchownie i zdawali się na system edukacji.


Pytanie: jak Wy na to reagujecie? Wracając na wspólne pole zainteresowań: próbujecie podjąć rozmowę i mimo wszystko tłumaczyć świat zgodnie z libertarianizmem/krytykować i pokazywać sprzeczności czy może jednak olewacie i udajecie, że rozmowy nie ma lub zmieniacie temat albo robicie sobie żarty?

Wiem, pewnie ten temat wygląda tak:
 

Solitary Man

Człowiek raczej piwnicy
491
1 715
Wystarczy, że moment pomyślę nad tym, co zamiaruję powiedzieć, zanim powiem. Prawie nigdy nie wtrącam się do rozmów, nie oponuję nawet największym głupotom wygłaszanym w mojej przytomności. Im większe, tem mniejszy w opozycji sens, bo tem jaskrawsze oczywistości musiałbym przeciwko nim opowiadać. Zamykam usta, siedzę w kącie, milczę. Nie ma znaczenia, czy inni rozpoznaliby banalność mych słów - ja ją widzę aż nadto wyraźnie. I to, pojmujecie, to się z czasem obraca w rodzaj ogólnego zniechęcenia, lenistwa wobec ludzi. Ja powiem to, więc oni to, więc ja to, więc oni, więc ja, więc oni, i tak dalej, skolka ugodna - na co mi w ogóle rozpoczynać tę mękę? Siedzę w kącie, milczę.
 

Kompowiec2

Satatnistyczny libertarianin
459
156
wkurwiam sie i wyzywam od komuchów i lemingów
reakcją na to była następująca: do gazu (tzn. do psychiatryka... nowoczesność) z tym że nie używałem słowa leming tylko lewak.

Teraz robię tak, że jak ktoś pierdoli swoje po przedstawieniu mu jednego prostego źródła, to odpuszczam. Najpewniej to będą pierwsze ofiary imigrantów... oby tak było :)
 

GAZDA

EL GAZDA
7 697
9 980
no ja nie gadam o emocjach jak baby ze ich potrzebuje itd...
pisałem też że wkurw jest naturalną racjonalną reakcją na bełkot :)
wkurw powoduje odpowiedni wysyp hormonów przed walką hehe
 
Do góry Bottom