Dlaczego kultura jest lewicowa i artyści pod pojęciem wolności rozumieją opresję?

P

Przemysław Pintal

Guest
Temat nie jest nowy i jest często poruszany np. przez konserwatywnych publicystów. Mówi się, że całe kino a nie tylko Hollywood jest lewicowe.

Gdy jesteśmy codziennie bombardowani określonymi informacjami, a raczej konsumujemy treści kulturowe (muzyka, film, książka), to często przyjmujemy taki sam sposób myślenia. OK jak ktoś jest prawicowy to nie tknie lewaka i go zjedzie bez zapoznania się. Jakie durne dyskusje były po premierze filmu "Agora", który całkiem przyjemnie mi się oglądało...
Scena zamordowania Hypatii różniła się od rzeczywistości. W filmie ją humanitarnie udusili, w realu wywlekli ją, zdarli z niej ubranie, wyłupili oczy i zadźgali ostrakonami. W ogóle fajnie jest ukazane, że wyznawcy pogańskich religii stoją wyżej kulturowo od chrześcijańskiego motłochu (Taliban). Tak jak my dziś postrzegamy muzułmanów.

Ale ilu ludzi da się pokroić i rusza z furią krzyżowca, gdy ktoś wyrazi dezaprobatę o czyimś ulubionym dziele artystycznym?

Gdyby w każdym filmie sensacyjnym tak nie walili w narkotyki, nie byłoby tylu problemów z przekonaniem ludzi do dekryminalizacji. Gdy mówisz coś co kontestuje porządek, powszechne opinie, to jesteś traktowany jak oszołom, bądź ktoś komu się wydaje, że pozjadał wszystkie rozumy. Wszyscy się mylą a ty nie?

Ostatnio odkryłem taką piosenkarkę, zespół muzyczny. Ładnie śpiewa, fajnie grają i ma miłą aparycję. Lubię posłuchać takiej muzyki. Niestety przekaz to jakiś radykalny ekologizm:



Chyba @tosiabunio pisał, że przekaz nastawiony ideologicznie, źle wypada artystycznie (Kelthuz). Nie zgadzam się z tym. Te powyższe klipy wypadają dobrze. W czym jest problem?

Mam w domu książkę Piotra Laskowskiego "Szkice z dziejów anarchizmu". Bodajże u niego przeczytałem, że nawet czerwony anarchizm nie przyciągał artystów (epizodycznie). Postaram się odszukać ten rozdział i zobaczyć co tam dokładnie pisze.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zdrada_klerków - niestety nie mam tej książki. Ale chętnie przeczytam jak się uda mi ją zdobyć. Myślę, że jej treść może pomóc w dyskusji.
Zdrada klerków – (fr.: La Trahison des Clercs) to tytuł książki z 1927 roku autorstwa Juliena Bendy - francuskiego pisarza i filozofa - który opisuje w niej jak w XX wieku zmieniło się nastawienie artystów oraz inteligencji (tzw. klerków) do spraw związanych z polityką i problemami społecznymi.

Benda zwraca uwagę na to, że we wcześniejszych stuleciach tzw. klerkowie raczej stronili od polityki, skupiając się bardziej na swej pracy twórczej czy naukowej. Podaje przykłady Goethego, Woltera czy Kanta, którzy głosili, iż postępować należy w myśl zasad abstrakcyjnych takich jak prawda, sprawiedliwość czy dobro. W czasach współczesnych autorowi "Zdrady klerków" doszło do wyraźnego przewartościowania idei oraz pojęć w myśl których należy postępować - intelektualiści i artyści dali się ponieść namiętnościom narodowym, społecznym oraz politycznym, które wyraźnie zaczęły kierować ich zachowaniami.
 

Draconiveyo

Okcydentalista
14
7
Spotkałem się z teorią, że osoby bardziej logiczne są mniej artystyczne, znaczy jeśli potrafisz użyć logiki na tyle by mieć jakieś ogarnięte poglądy to nie nadajesz się do tworzenia sztuki.
 

Draconiveyo

Okcydentalista
14
7
Mówię tylko, że spotkałem się z taką teorią, Mistrz i jego Bas Zagłady to pewnie temat na osobną dyskusję, a chyba widziałem go na tym forum.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 334
23 521
Zalajkowałem temat, bo sam zmagam się ostatnio z tą materią. Zgadzam się z Draconiveyo - uważam podobnie. Ostatnio nawet wylewałem pomyje na humanistów w ostatniej dyskusji na moim blogu, zauważając jak bardzo zmieniła się ich rola:

Nie. Prawdziwym resentymentem jest to uczucie, które w pewnym momencie życia skłoniło Cię do fantazjowania o przebudowie ludzkości i stawianiu tych wszystkich postulatów dotyczących przemiany życia społecznego. Resentymentem jest to uczucie, które stoi za ochotą gmerania przy „poziomie ludzkich pragnień” na skalę masową i ustalania nowych moralnych wytycznych dotyczących relacji międzyludzkich. A zwłaszcza to, co stoi za sprzeciwem wobec takiej a nie innej oceny swojej osoby w oczach innych.

Przecież to jest tak wyraźnie czysto apollińska recepta tworzona ku pokrzepieniu swego serca, że naprawdę trudno ją pomylić z czymkolwiek innym. Konstruowanie ludzi i światów, których nie ma, ale powinny być, abym czuł się dobrze. Ucieczka od ekonomizmu jest właśnie ucieczką w pozór. Babranie się w ekonomizmie jest zmierzeniem się z rzeczywistością i jej realnym potencjałem. Doskonale wiem o czym mówię, bo sam coś takiego przeżywałem, gdy kończyłem liceum i też miałem wielkie pretensje, że oto staję kompletnie nieprzygotowany do życia w świecie, który działa inaczej, niż chciałbym aby działał, nie respektuje i nie zachowuje się wobec mnie tak jak bym sobie tego życzył i coś przecież trzeba w nim zmienić.

To jest zresztą bardzo częste u humanistów i oni są szczególnie skłonni popadać w takie nastroje, dlatego nie ma ma co do nich wychodzić z pretensjami, ale należy jasno określić z czym mają do czynienia i jakoś sensownie to rozładować. Humanistom trudniej przekładać na konkret swoją rolę w świecie, znaleźć w nim jakieś własne miejsce, które niosłoby im spełnienie i satysfakcję. Również z powodu wygórowanych oczekiwań. Niestety większości z nich to się nie udaje i albo w tym życiu dryfują, albo wreszcie zostają buntownikami pod sztandarami własnego nieprzystosowania, wylewając żale na wszystkich wkoło, kreśląc te apollińskie, rewolucyjne plany zmian całego społeczeństwa, w jakim nie mogą się odnaleźć.

[...]

I tu dochodzimy do kwestii humanistów, bo oni przez swoje ukierunkowanie na ludzi, zdają się być szczególnie wrażliwi na różne działania socjalizujące. Jeżeli humanista przyzwyczai się i zaakceptuje tę formę instytucjonalnego życia znaną ze szkoły, może być mu trudno odnaleźć się w innej konwencji. Nawet jeśli tej formy nie lubi, w końcu się do niej przyzwyczaja i przestaje odnajdywać poza nią. Trochę jak w „Skazanych na Shawshank” – możesz nie lubić więzienia, ale ostatecznie jeśli zbyt długo w nim posiedzisz, nie odnajdziesz się już na wolności. Lepsze stare, znane, swojskie zło, niż jakieś nowe, którego trzeba się uczyć od zera i można się sparzyć. Część humanistów więc wybiera sobie taką drogę kariery, prowadzącej z dala od krwiożerczego, demonicznego kapitalizmu, zatem przez szereg kolejnych instytucji i w państwie odnajduje swego mecenasa, dającego w zamian za jakieś drobne uprzejmości, cieplarniane warunki zatrudnienia w swych szeregach, wikt i opierunek. Humaniści więc są za to wdzięczni i stają się skłonni bronić jego władzy, bo postulaty w nią godzące i siły dążące do jego ograniczenia, uderzają bezpośrednio w ich interes lajfstajlowy, nazwijmy to.

Kardaszewski po wyjściu ze swojego Shawshank, czy raczej wyrzuceniu, długo nie pożył – zupełnie jak filmowy Brooks. Uczelnia to była jedyna rzeczywistość, jaką znał a innej nie był w stanie zaakceptować.

[...]

nie mam nic przeciwko humanistyce jako takiej, o ile jest robiona rzetelnie. Spora jej część po prostu nie jest, bo z góry tworzona jest pod jakąś tezę, przyjętą po prostu dla osiągnięcia jakiegoś celu i wywarcia konkretnego wrażenia. Pomijam już w ogóle oczywiste przypadki politologicznych ekspertów komentujących różne trendy czy wyniki wyborcze, sympatyzujących z jakąś opcją polityczną a demonizujących inną. Część humanistów po prostu nie może ograniczyć się do wygłoszenia swoich tez, opisu sytuacji, możliwych przyczyn i prognoz, bo musi, musi po prostu wtrynić swoją receptę na ogólne szczęście, najlepiej w formie jakiejś społecznoinżynieryjnej utopii, karmiąc wszystkich swoimi uprzedzeniami wobec alternatywnych instytucji, których ani nie rozumie, ani nie zada sobie trudu by zrozumieć, ale nie podobają mu się one, więc chce je zniszczyć. Bo innym, podobnym do niego też się podobają i to wystarczający powód.

[...]

No i jak żyli ludzie przed tym kapitalizmem? Tu rzecz nie rozbija się o fakty, a o oceny faktów. Ciągle słyszę biadolenie o wyzysku, jakby to była jakaś unikalna cecha występująca wyłącznie w kapitalizmie albo była jakoś szczególnie w nim rozwinięta. Bo w feudalizmie, zwłaszcza takim z późnego średniowiecza, oczywiście wyzysku nie było. W starożytności, w gospodarkach opartych w znacznej mierze na niewolnictwie, też wyzysku nie było. Dopiero kapitalizm wynalazł wyzysk, wcześniej oczywiście cały czas trwała bibka wynaleziona przez Lorda Sommersby, a przynajmniej tak słyszałem.

Albo przymus ekonomiczny. Jaki straszny jest w tym kapitalizmie przymus ekonomiczny wykorzystywany przez tych wyzyskiwaczy! Wcześniej oczywiście ludzkość nie miała z niczym takim do czynienia. Tylko to też nie za bardzo prawda, bo gdy należałeś do społeczności myśliwych i nie polowaliście, to czekał was głód. Gdy zwierzęta przenosiły się gdzie indziej, trzeba było podążać za nimi. Gdy należałeś do społeczności zbieraczy i nie ruszyłeś dupy w poszukiwaniu tego, co wyrosło – głodowaliście. Tym bardziej jeśli ubiegli was inni zbieracze. Gdy byłeś rolnikiem i nie uprawiałeś roli – głodowałeś. A nawet jeśli pracowałeś, to mogła się zdarzyć susza, szarańcza czy inny pożar i też mogłeś skończyć z niczym, mimo całej, mało wydajnej i katorżniczej czasem pracy.

I co robili wtedy humanistycznie usposobieni ludzie? Formułowali jakieś ówczesne teorie krytyczne? Krytykowali instytucję rodziny, kapitał, technologię nie spełniającą ich oczekiwań i otaczającą ich okrutną rzeczywistość? Nie. Zajmowali się tym, co potrafili robić najlepiej i co faktycznie się wszystkim przydawało. Tworzyli kulturowy background, ułatwiający pozostałym znoszenie takiego życia. Może nawet odnalezienia w nim jakiejś radości i sensu. Za jego pomocą oswajali strach i przygotowywali innych do zmierzenia się z podniesionym czołem z niebezpieczeństwami, jakie na nich niechybnie czekały. Mogli łagodzić spięcia wewnątrz społeczności, tworząc jakieś prawo rozładowujące konflikty, aby nie straciła integralności i miała większą szansę na przetrwanie. Przygotowywali młodszych do zastąpienia starszych i pełnienia roli, jaka na nich czekała. Wymyślali więc różne rytuały inicjacyjne, pozwalające uwierzyć tamtym, że teraz już z pewnością dadzą sobie radę, tym bardziej, że ojciec, dziad i pradziad też to przechodzili i radę sobie dał, a nawet zasłużył się jakoś wspólnocie, więc teraz świat czeka na jeszcze bardziej doniosłe czyny. To była właśnie najwspanialsza, humanistyczna robota, za jakiej pomocą skutecznie oliwiło się społeczne tryby, niwelowało nieco tarcia, poprawiało morale i wynajdowało takie podejście do życia, które w jakimś stopniu mogło zminimalizować ryzyko wystąpienia depresji, na którą nie było w takim świecie miejsca.

Dzisiaj znacząca część humanistów robi coś dokładnie przeciwnego – przybierają szatki krytyków i działają destrukcyjnie. Mnie przypominają nawiedzonych proroków apokaliptycznych, głoszących nieuchronne, niemożliwe do uniknięcia zniszczenia, za jakie odpowiadają bezlitosne determinizmy, którym nie sposób nie ulec i nikomu nie uda się przed nimi zbiec. Wynajdują sobie kolejne strachy i potwory, jakich pokonać nie sposób. Antagonizują ze sobą następne grupy, kreując coraz to nowsze mniejszości, wzdłuż coraz to bardziej wątpliwych linii, jakie kreślą sobie w społeczeństwach. Tworzą potencjał do konfliktu i nawołują do kolejnych bezsensownych rewolucji. Nie wprowadzają nikogo w dorosłość, wręcz przeciwnie, przyczyniają się od frommowskiej ucieczki od wolności, sami zresztą spierdalają od niej w pierwszym szeregu.

Humaniści zamiast robić to co zwykle, czyli pomóc za pośrednictwem kultury odnaleźć się ludziom w rzeczywistości, takiej jaka jest i jakoś sobie w niej radzić, sami wolą po ekstensywnym zdiagnozowaniu jej problemów eskapistycznie przenieść się do swoich utopijnych fantazji. Przyszło mi żyć w cywilizacji jakichś panikarzy nauczających szerokie rzesze tchórzy!
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 334
23 521
Antykapitalizm traktuję w większości właśnie jako wysublimowany i racjonalizujący przejaw tak naprawdę uniwersalnego lęku przed wkroczeniem w dorosłość, wyjścia z domu do całego tego ekonomizmu, obawę przed samodzielnym podejmowaniem decyzji i zdobywaniem środków. Ponieważ dla człowieka, którego nijak się nie przygotowuje do tej roli, perspektywa takiego uczestnictwa wydaje się straszna, straszny jest więc ten kapitalizm za drzwiami, który odrywa go od świata i zajęć, w jakim przecież spędził całe życie, oczekując czegoś zupełnie nowego, nieznanego i obcego. Wiąże się to zresztą z infantylizacją społeczeństwa, coraz późniejszym dojrzewaniem, zakładaniem swojej rodziny, odsuwaniem momentu wyprowadzenia się od rodziców, itp. Ja na szczęście byłem ostatecznie w stanie przyznać przed sobą samym, że właśnie tego się bałem, chociaż jak napisałem, miałem w pewnym momencie ochotę, by w ramach tego lęku, zwalić winę na resztę świata i uznać, że to z nim jest coś nie tak, a nie ze mną.

[...]


Kwestia „humanistów” jest bardziej złożona, bo ja się zdążyłem skorzystać z tego terminu w obu znaczeniach, o których piszesz. To znaczy:
  • humanista (w sensie charakterologicznym) – jak z podziału na humanistów-ścisłowców (emocjonalna, wrażliwa osoba ze sporym potencjałem towarzyskim, z umiejętnością obchodzenia się z ludźmi, czasem artystycznymi zdolnościami, ale generalnie słabiej radząca sobie z pracą na danych, manipulowaniu martwą naturą, niezainteresowana w większym stopniu światem poza-ludzkim, przedmiotowym). Z tym też wiąże się lewicowość – co jasno wynika z tych badań.
  • humanista – (rola społeczna) animator / destruktor / opiekun kultury, za jakiej pośrednictwem oddziałuje w ten czy inny sposób na wspólnotę.

Natomiast sądzę, że istnieje proste przełożenie pierwszej kategorii na drugą – to zazwyczaj tym humanistom charakterologicznym zależy właśnie najbardziej, aby pełnić humanistyczną rolę w społeczeństwie i w niej się spełniać, więc to również oni na ogół to miejsce zajmują. Oczywiście, może się zdarzyć, że jakiś ścisłowiec się przebije i będzie brylował, tak samo zresztą jak charakterologiczny humanista może olać ludzi, ale to są przypadki szczególne. Fizyk może oczywiście pełnić rolę animatora kultury, ale większość fizyków nie jest zainteresowana, aby to robić, bo zazwyczaj stereotypowo jak na nerdów przystało nie jest mocna w kontaktach z ludźmi, ani nie potrafi oddziaływać na ich emocje czy inspirować i jest przez społeczeństwo uznawana za nudnych, oderwanych od spraw zwykłych ludzi. Wielu przecież ma swój Weltschmerz związany ze słabą popularyzacją nauki wśród zwykłych śmiertelników. Humanista natomiast angażuje się bezpośrednio w tematykę takich spraw, robiąc z tego „problemy społeczne”, którymi każdy powinien się zająć, szuka mniej lub bardziej sensownych remediów, nawołuje do zmian, moralizuje, mobilizuje, to przede wszystkim działacz społeczny lub ktoś z poczuciem jakiejś misji na rzecz ludzkości i naturalnymi skłonnościami do PRu.

Kłopot polega na tym, że humaniści przestali rozumieć świat w jakim żyją i zostali ze swoimi receptami na etapie jakichś wspólnot plemiennych, więc te rozwiązania przestały być skuteczne. A ponieważ nie działają, humaniści buntują się przeciw temu, jak ten świat wygląda teraz i marzą o powrocie do czasów, gdy ich rola dla wspólnoty była bardziej doniosła (stąd żale o atomizację społeczeństwa). Ścisłowcy z kolei postrzegający rzeczywistość w wielu kwestiach trafniej i bez złudzeń, nie są z kolei kompetentni, gdy idzie o tworzenie kultury czy czegoś co wytyczy społeczne horyzonty, etosy, kulturowe sensy – wszystkiego tego, co pomaga sobie z tą rzeczywistością radzić. Nawet jeśli znaleźli swoją metodę ułatwiającą i usprawniającą przeżycie w obecnych warunkach, nie przekażą jej w atrakcyjny sposób innym, tak by ona się upowszechniła wśród większości populacji. Bo do tego są już potrzebni humaniści i ich umiejętności. A oni wykorzystują je w kontrze do zastanego świata.

Smithowska teza o tym, że przez wymianę handlową można wyrządzać sobie wzajemne dobro, nawet nieszczególnie tego chcąc i żywiąc taki zamiar, dla humanisty jest obraźliwa i obelżywa, bo zdaje się pomijać jeśli nie negować jego regulatywną rolę w życiu wspólnoty, ignorować etykę, jaką na ogół ma do zaproponowania i w jego mniemaniu przekreślać sensowność nawoływań do odpowiedniego, altruistycznego traktowania bliźnich. Będzie więc wykazywał, jaka ta niewidzialna ręka zła i profanująca, jak oddziela dobra ziemskie od dóbr moralnych czy tam emocji. Jakże to? Można czynić komuś dobrze, mając go w głębokim poważaniu i starając się egoistycznie dążyć do własnych celów? Perwersyjne! Straszne! Niezrozumiałe! Przecież całe dobro powinno móc zaistnieć wyłącznie w powiązaniu z odpowiednią intencją – intencją o jaką ja tu zabiegam i usiłuję natchnąć nia ludzi! Może to jest kolejny, powierzchowny powód awersji humanistów wobec ekonomii? Ja już w tej chwili nie pamiętam wszystkich punktów podparcia swojej, dawnej arystokratycznej awersji wobec świata materialnego, pieniądza, pracy czy bogacenia się i raczej nie uda mi się jej odtworzyć w całości, aby zanalizować ją dokładniej – w sumie szkoda, bo by się to przydało. Ale zapomniałem.
Ponieważ dla mnie sztuka jest po prostu jakąś formą psychomanipulacji - wprawiania czyjegoś umysłu w stan zamierzony przez siebie - aby ją dobrze uprawiać, trzeba jednak znać się na ludziach i emocjach, gdyż głównie przez nie się na nich oddziałuje. Jak ktoś jest bardziej logiczny, to zazwyczaj jest również mniej wyrafinowany emocjonalnie i nie ma potencjału aby wpływać na innych.
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
@FatBantha żeś dojebał do pieca ;).

To nie jest immanentne tylko dla humanistów. Obserwowałem to u ludzi wybierających się na matematykę. Popatrz na karierę urzędnika. Ma same zalety. Stały wymiar pracy, za biurkiem, pewna i na czas otrzymywana pensja, wszystkie święta państwowe to wolne. Nieraz myślę, że gdy ktoś wybrał pracę nauczyciela miał właśnie takie marzenie - etatystyczna kariera. Dwie lewe ręce do roboty.

Podobnie jest też z żołnierzami. Czytałem jakieś wspomnienia z Legii Cudzoziemskiej (autor to chyba Tony Sloane). On tam pisał, że po służbie wojskowej trudno jest wrócić do normalnego społeczeństwa. Sam sobie musisz zapewnić pożywienie, miejsce do spania, nie masz nic z góry ustalonego i zapewnionego. Niepewność.
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 337
6 206
Artyści pochodzą ze środowiska inteligenckiego. A inteligencja już od wieku XIX miała ból dupy, że pomimo artyści, filozofowie i inne umysły humanistyczne są inteligentne i bardziej wykształcone, to ludziom w ich mniemaniu głupszym, ale bardziej wytrwałym i pracowitym - przedsiębiorcom, robotnikom, inżynierom wiedzie się lepiej w życiu. I to wywołało dysonans poznawczy i przeświadczenie, że ci wszyscy bankierzy, bogacze wzbogacili się w jakiś tajemniczy, niecny sposób. No bo jak ktoś, kto przeczytał Hegla i rozumie zawiłości dialektyki marksistowskiej wciąż nie ma pracy i mieszka u mamy w piwnicy? To musi być spisek! I dlatego cała bohema jest lewacka i nastawiona roszczeniowo - jesteśmy lepsi od tego bydła, tylko źli kapitaliści nas wyzyskują, więc żądamy sprawiedliwości ( społecznej ).


---edyta---
poza tym, tutaj trochę więcej o tym
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 509
23 588
Spotkałem się z teorią, że osoby bardziej logiczne są mniej artystyczne, znaczy jeśli potrafisz użyć logiki na tyle by mieć jakieś ogarnięte poglądy to nie nadajesz się do tworzenia sztuki.
To bzdura.
Z obserwacji wiem, że jest odwrotnie. Przykładem są programiści. Wielu artystów, którzy dość późno w życiu zaczęło programować, okazało się być lepszymi programistami niż średnia wykształconych informatyków-programistów. Co więcej, artyści wybierają najczęściej języki funkcyjne, takie jak Lisp, Haskell, Schema, Clojure itp., bo w nich lepiej się czują. Czyli wybierają niemal czystą logikę.

Ja raczej postawiłbym taką tezę, że osoby bez twórczej wyobraźni i twórczego poczucia humoru, wybierają zawody i dyscypliny naukowe, wysoko sformalizowane i przeładowane wiedzą, czyli zawody inżynierskie. Zawody inżynierskie kojarzą się z logiką. Jednak to, że wiedza którą oni posiadają jest poukładana w logiczny sposób nie dowodzi, że inżynierowie są mistrzami logiki. Moim zdaniem jest odwrotnie, oni jedynie poruszają się w świecie logiki stworzonym przez innych. Zdecydowana większość z nich zamiast logiki stosuje jedynie zwykłą dyscyplinę, czyli nie rób tego i tamtego, rób zgodnie z procedurą, pamiętaj tysiące procedur... Problem w tym, że postronny obserwator nie jest w stanie rozróżnić logiki od dyscypliny pracy.
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
Kolejny przykład resentymentu. Piosenka którą z całą pewnością można określić jako głęboką, intelektualną, ważną, w dobrym smaku. Świetnie się tego słucha. Ile tu jest tęsknoty zgreda za idealną i niewinną młodością? A ile jest zamierzonego antykonsumpcjonizmu? Nie da się z czymś takim walczyć. Chyba, że się skomponuje coś takiego samego ale z innym przekazem. Piosenka wpada w ucho, kolejny raz jej słucham.

O co tu chodzi? Nie było kiedyś śmieci (folia, papierki), bo nic nie było. I nie jest prawdą, że każdy chce mega cnotliwą dziewczynę, tak chyba każdy facet lubi zdobywać, gdy trzeba się trochę namęczyć a dziewczyna się opiera. Ale każdy chce włożyć rękę pod kieckę i mieć pewność, że nikt inny nie włoży.

Tęsknota boli
Tęsknota zabija mnie
Tęsknota boli
Tęsknię do lat
Do lat, do dni

Kiedy w rzece pływał pstrąg
Gdy w jeziorze mieszkał rak
Tęsknię do dni
W które trucizn nie niósł wiatr

Zatruto nam powietrze
Zatruto wodę i chleb
Trucizna zabija na jawie
Zabija nas we śnie

Zanurza ktoś
Skrzydła ptaków w ropie
Którą w morze wlał

Na złoty piach
Na plaży piach
Na czysty brzeg
Na czysty kiedyś brzeg
Na którym teraz kona ptak

Kto zmienił nas w robactwo
Co w padlinę zmienia świat

Tęsknota boli
Tęsknota zabija mnie
Tęsknota boli
Tęsknię do lat
Do lat, do dni

Gdy kobiety strzegły tak
Tajemnicy swoich ciał
Tęsknię do dni
W które szły
Z naszych snów

Kto okradł je z tajemnic
Kto rozwiał domysłów mgły
Kto strącił je z cokołów
Na jaskrawy dosłowności bruk

Poćwiartowane ciała ich
Sklepy mięsne, sterty mięs
Bierz co chcesz
Pośladek, pierś
Gładkie uda, płaski brzuch

Jak na tacy wszystko masz
Bierz, dotykaj
Śliń i gnieć
W oczach kamer
W świetle lamp

Tak już będzie tu zawsze
Wyzuci z uniesień kochania
Orzą metodycznie
Jak pługi głodną glebę

Tęsknota boli
Tęsknota zabija mnie
Tęsknota boli
Tęsknię do lat
Minionych dni

I tak jest jakby ten świat
Ulepił rzeźbiarz bez rąk
I tak jest jakby ktoś miłość
Na skrzypcach grał nam
Bez strun...

Tęsknota boli
Tęsknota zabija mnie
Tęsknota boli
Tęsknię do lat
Minionych dni

I tak jest jakby ten świat
Ulepił rzeźbiarz bez rąk
I tak jest jakby ktoś miłość
Na skrzypcach grał mi
Bez strun...
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 148
4 876
Z tymi artystami i inżynierami, to jest tak, że są dwie cechy umysłu, wiązane tradycyjnie z dwiema półkulami mózgu. Czy podział tych cech na półkule jest realny, to jest wątpliwe, ale podział cech jest taki: kreatywność, czyli myślenie ogólne, inicjujące, oraz druga cecha myślenie analityczne, czyli rozwiązywanie konkretnych problemów. Geniusze mają rozwinięte obie te cechy. Większość artystów i inżynierów ma zaś tylko dobrze rozwiniętą jedną z nich.
 

deith

Active Member
230
156
@kr2y510
Wszystko fajnie, tylko tych procedur jak sam zauważyłeś jest ogromna ilość, na tyle ogromna, że nie jesteś w stanie się ich nauczyć. Właśnie dlatego takie dziedziny kojarzą nam się z logiką, bo możesz i musisz sobie poradzić w inny sposób niż zwykłe wkucie / sprawdzenie w wikipedi.

Moim zdaniem jest odwrotnie, oni jedynie poruszają się w świecie logiki stworzonym przez innych.
Wtf, a niby kto jak nie oni sami sobie tworzą ten świat? Kulturoznawcy i piosenkarze? Chyba ciebie zupełnie nie zrozumiałem.

Ja raczej postawiłbym taką tezę, że osoby bez twórczej wyobraźni i twórczego poczucia humoru, wybierają zawody i dyscypliny naukowe, wysoko sformalizowane i przeładowane wiedzą, czyli zawody inżynierskie.
A ja postawiłbym tezę, że ludzie wybierają nietechniczne zawody dlatego, że już w liceum nie radzą sobie z podstawami matematyki i fizyki, jedyne co czekałoby ich na studiach inżynierskich to 5 lat męczenia.

Z obserwacji wiem, że jest odwrotnie. Przykładem są programiści. Wielu artystów, którzy dość późno w życiu zaczęło programować, okazało się być lepszymi programistami niż średnia wykształconych informatyków-programistów.
No cóż, pewnie też Ci wszyscy ludzie z branży IT się mylą i wpisanie w ofercie pracy wymagania wykształcenia technicznego pozbawia ich najlepszych specjalistów:)

Edit//ale z teorią draco też się nie zgadzam, nie widzę odgórnej korelacji wykluczającej pomiędzy myśleniem analitycznym a kreatywnością.
 
Ostatnia edycja:

kr2y510

konfederata targowicki
12 509
23 588
Wtf, a niby kto jak nie oni sami sobie tworzą ten świat? Kulturoznawcy i piosenkarze? Chyba ciebie zupełnie nie zrozumiałem.
Nie zrozumiałeś. Przeczytaj jeszcze raz. Nie piosenkarze i kulturoznawcy, a inżynierowie. Inżynierowie w większości tworzą szarą nudną masę.

A ja postawiłbym tezę, że ludzie wybierają nietechniczne zawody dlatego, że już w liceum nie radzą sobie z podstawami matematyki i fizyki, jedyne co czekałoby ich na studiach inżynierskich to 5 lat męczenia.
Z tym się zgodzę ale nie do końca. Wielu ludzi ma niechęć do matematyki i nauk ścisłych nie dla tego, że nie ma do nich predyspozycji. Przyczyny niechęci są inne, a to mieli głupich nauczycieli przedmiotu, a to mieli za nauczycieli upierdliwych formalistów, lub też nudziło ich czekanie na klasę, co w sumie zniechęciło ich do rywalizacji.

No cóż, pewnie też Ci wszyscy ludzie z branży IT się mylą i wpisanie w ofercie pracy wymagania wykształcenia technicznego pozbawia ich najlepszych specjalistów:)
Tam gdzie są większe organizacje, nie potrzeba ludzi wybitnych. Potrzeba przewidywalnego i łatwego w zarządzaniu stada baranów, by coś tam było w terminie.

@dieth
Nie załapałeś jednej rzeczy. Ludzie kultury dzielą się na twórców i odtwórców. Powszechnie wszystkich wrzuca się do jednego wora. Autor piosenki jest gdzieś z tyłu, a pieśniarz jest na pierwszej linii ognia. Ci z pierwszej linii rzadko są twórcami. Malarz o ile nie maluje wyłącznie kopii jest twórcą. Pisarz jest twórcą.
Jeśli z grona ludzi sztuki dałoby się wyizolować twórców, którzy tworzą dzieła o lepszej jakości (czyli nie lansowane gówno, wiersze Simona Mola itp.) to okazałoby się, że oni mają predyspozycje do nauk ścisłych powyżej średniej.

Ja rzucam taką tezę:
Obecna sztuka jest lewicowa, bo za dużo jest w niej wylansowanego gówna, czyli rzeczy których kiedyś nikt by nie uznał za sztukę. Twórcy tego chłamu, to genetyczni lewicowcy. W sytuacji w której dominuje lewicowe bydło, nielewicowa reszta ukrywa się ze swoimi poglądami. Wielu twórców zostało zmanipulowanych lewicową propagandą.
Jest też inne zjawisko, twórcy są z reguły anty-systemowi i dołączają do lewicy na zasadzie, wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.
 
Ostatnia edycja:
OP
T

Tralalala

Guest
Obecna sztuka jest lewicowa, bo za dużo jest w niej wylansowanego gówna, czyli rzeczy o których kiedyś nikt by nie uznał za sztukę. W sytuacji w której dominuje lewicowe bydło, nielewicowa reszta ukrywa się ze swoimi poglądami.

Dodałbym przejmowanie poglądów od otoczenia oraz lansowanie konkretnych poglądów dla hajsu, a popierdolę po lewacku, jakiś komuch mnie wylansuje i zgarnę hajs.
 
OP
D

Deleted member 4683

Guest
Mam wrażenie, że właśnie obserwujemy początek końca tego "zlewaczenia" kultury. Po prostu - u odbiorców nastąpił przesyt, tematy wałkowane i powielane od dekad straciły świeżość i znaczenie. Nawet najlepsze wino pite codziennie przestaje smakować. Popatrzcie jak widzowie reagują śmieszkami na takie postacie jak np: szlachetny czarnuch albo ekolog lub rewolucjonista. Z rok temu byłem na jakimś gównianym filmie SF. Chodziło w nim o to, ze naziści przetrwali II wojnę w tajnej bazie na księżycu i oto teraz wracają podbić Ziemię. Małolaty na widowni ( 12-15 lat na oko ) wyraźnie trzymały z nazistami, w scenach walk powietrznych oklaskiwali myśliwce ze swastą itp :) To idealna ilustracja mechanizmu który opisuję - czyli reakcji odwrotnej na "oficjalną" kulturę i wartości które niesie. Normalny odbiorca jest już uodporniony - słysząc piosenkę o ptakach brodzących w ropie raczej nie roztrząsa kwestii zanieczyszczeń a myśli - o kurwa, znowu te ekologiczne pierdy. I tak dalej.
 

deith

Active Member
230
156
@kr2y510
Ależ ja sobie jak najbardziej zdaję z tego sprawę tylko mam tendencję do zakładania, że tego typu teorie odnoszą się do przeciętnej, takie stereotypy. Myślałem, że nie mówimy o linchpinach - bo na nich szufladkowanie zwyczajnie nie działa.
Jeśli z grona ludzi sztuki dałoby się wyizolować twórców, którzy tworzą dzieła o lepszej jakości (czyli nie lansowane gówno, wiersze Simona Mola itp.) to okazałoby się, że oni mają predyspozycje do nauk ścisłych powyżej średniej.
Przecież to tak samo działa w drugą stronę. Żeby być dużo powyżej przeciętnej wystarczy ciężka praca i chęci. Nie wydaje mi się, by porównywanie np top 1% z jednej grupy do przeciętniaków z innej miało jakikolwiek sens.
Wielu ludzi ma niechęć do matematyki i nauk ścisłych nie dla tego, że nie ma do nich predyspozycji.
Jasne, w ogóle predyspozycje są mocno overrated, ot takie hasło lansowane przez ludzi którzy swoją nieudolność/lenistwo w innych dziedzinach chcą czymś tłumaczyć.

Co nie przeczy całkiem pragmatycznemu założeniu, że przeciętny kulturotwórca/odtwórca jest logicznie słabszy od przeciętnego programisty. Już nawet pomijając to, jak bardzo śliski jest temat oceniania kultury. Nawet stwierdzę, że trudność obiektywnej oceny kultury sprzyja powstawaniu niezłych odpałów.
 

Till

Mud and Fire
1 070
2 258
Próżność jest z zasady lewicowa

Próżność jest z zasady ludzka. Po prostu lewaki mają ją wysoce rozwiniętą. To chyba reakcja biologiczna - obronna wynikająca z instynku przetrwania. Gdyby lewak zdał sobie sprawę z tego jak jest bezużyteczny, musiałby się zabić.

Nie-lewacy zasadniczo budują lepszy świat i tworzą dobrobyt (czyli zajmują się wg lewackiej logiki tym co przyziemne i godne pogardy oraz tym co łączy się z "wyzyskiem"), zaś lewacy skupiają się na krytyce postępu wprowadzanego przez nie-lewaków i mieszają nie-lewaków z błotem ze swojego moralnego olimpu (uwielbiają rzucać oskarżenia o "zacofanie", "filisterskość", "obskurantyzm", "chciwość", "pogoń za pieniądzam", "zaściankowość", "ciasnotę", "wyzysk", różnorakie fobie i -izmy oraz tym podobne lewackie, pozbawione znaczenia zaklęcia). Tak powstaje "sztuka lewicowa". Sztuka "nie-lewicowa" jest rzadsza, bo nie-lewak nie ma raczej czasu na twórczość, albo ma go o wiele mniej. Zajęty jest budowaniem odpowiedniej stopy życiowej dla siebie i swoich najbliższych (co lewak określa jako egoizm). A lewaki to próżniaki.

sztuka jest zdominowana przez lewactwo bo nie jest potrzebna...

Zasadniczo jest potrzebna. Ale nie lewacka.
 
Do góry Bottom