Czy w akapie ludzkie mięso będzie dostępne?

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
Jest to wątek jak najbardziej poważny, w którym chcę zwolennikom społeczeństwa bezpaństwowego o charakterze kapitalistycznym, społeczeństwa opartego o NAP, postawić dwa pytania. Pytanie nr 1 i pytanie nr 2.

Tytułem wstępu wcześniej zaznaczę kilka spraw. Kieruje mną ciekawość oraz pragnienie stworzenia płaszczyzny do wymiany poglądów. Mam na myśli to, że intencja ewentualnej krytyki akapu jest u mnie zupełnie marginalna, bardzo słabo (jeśli w ogóle) związana z tymi pytaniami. Powiem nawet więcej. Wręcz zapraszam szczególnie do aktywności tu osoby w taki lub inny sposób wierzące w akap, mam natomiast relatywnie neutralny stosunek do udziału w tym wątku akaposceptyków. Tak więc jestem ciekaw, jak (i na jakiej podstawie) problemy poniższe powinny być uregulowane. Nie mam nic (jak może dało się zauważyć) przeciwko rozwijaniu się dyskusji w wątkach w kierunkach odbiegających od tematu, natomiast zaznaczam, ze ja absolutnie nie planuję w tym wątku w żaden sposób zajmować się krytyką anarchokapitalizmu. Dla jasności zaznaczę, że gdybym miał to robić, to oparłbym się na problematyce militarnej i kwestii militarnej równowagi (a raczej, jak ośmielałbym się głosić, drastycznej, całkowicie destrukcyjnej nierównowagi) w relacjach społeczeństwa anarchokapitalistycznego z państwowymi sąsiadami. GDYBYM miał to robić, ale w tym wątku nie mam najmniejszego zamiaru. Można założyć inny, jest też np. wątek "Krytyka libertarianizmu". Jak powiadam, krytyka po linii "wojennej" zdaje mi się najbardziej jasna, owocna, choć może chodziłoby mi też po głowie trochę subtelniejszych, odmiennych rozumowań. Nie wiążą się one jednak z poniższymi pytaniami.

Rozumiem też, że pewnie większość uważa, że ład anarchokapitalistyczny bardzo trudno osiągnąć w praktyce. No ale mimo to albo są jego zwolennikami (nawet i świadomymi tej trudności), albo przeciwnikami. Jeśli zwolennikami, to ciekaw jestem następujących kwestii.

1. Czy w akapie ludzkie mięso będzie dostępne w wybranych, najambitniejszych (jeśli chodzi o poszerzanie oferty) supermarketach? Chodzi mi (w zasadzie, ale ktoś inny może przecież myśleć inaczej, nikogo nie ograniczam) o ludzinę do celów kulinarnych pozyskiwaną wyłącznie na bazie osób, które w drastyczny i oczywisty sposób złamałyby NAP. Myślę, że byłyby to agresywne, młode ("apetyczne") osoby. W tym niekiedy może i młodzi rekruci, ochotnicy do sił zbrojnych atakujących społeczność anarchokapitalistyczną. Oczywiste dla mnie jest (może to jakiś optymizm), że nawet w najambitniejszych sklepach byłyby okresowe przerwy w zaopatrzeniu ze względu na trudności pozyskania. Jeśli w akapie taka oferta nie byłaby możliwa, to DLACZEGO? Jej zakaz uderzałby w wolność handlu (niczym zakaz handlu w niedzielę). Jeśli byłaby możliwa, to jakie skutki waszym zdaniem by przyniosło praktykowanie takiego handlu, zwłaszcza w dziedzinie kształtowania ludzkiej świadomości i relacji międzyludzkich oraz skutki inne interesujące, jeśli przychodzą wam na myśl.

Pytanie nr 2 zamieszczę dla optycznej wygody publikując bezzwłocznie osobny post.
 
OP
Eli-minator

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
2. Jak w akapie należy rozwiązać problem dzieci?

(a) Sierot bez rodziców. Co z nimi? W końcu nie ma komu prowadzić państwowy sierociniec, bo nie ma państwa. Ale to nie (a) mnie tak naprawdę interesuje. Bo tu odpowiedź jest do bólu przewidywalna, jedynie, na co liczę, to że padnie poważna (nie śmieszkowa) odpowiedź, której nie przewiduję - to może być ciekawe.

(b) Konfliktu między ojcem i matką (w tym problem finansowania dzieci). To mnie interesuje. Przy czym oczekuję NIE odpowiedzi trywialnej: strony udadzą się do prywatnego sądu, który na bazie prywatnej produkcji prawa rozstrzygnie spór. Oczekuję waszych opinii, w jakim duchu, według jakiego modelu MAJĄ być rozstrzygnięte takie spory. Jakie powinno być to w pełni libertariańskie prawo? Załóżmy, że odnosi się ono do podglebia kulturowego o charakterze polskim lub zdecydowanie zbliżonym. Co takie prawo powinno zagwarantować rodzicowi (gdy oboje nie chcą lub nie mogą zgodnie współpracować), co powinno zagwarantować dziecku? Pytam o wasze opinie (marginalnie, jeśli ktoś się uprze, to można przypomnieć jakiegoś klasyka - z Rothbardem na czele). Tak, (b) interesuje mnie bardziej.

Uprzejmie proszę o unikanie dowcipkowania, zwłaszcza na początku. Pytania (1 i 2) są niezależne, łączy je akap. (Łączy, więc jeden wątek, a nie dwa.) Dowcip, że sieroty oczywiście skończyłyby jako ludzina w sklepie mięsnym ja teraz powiedziałem i nie zapraszam do rywalizacji w poczuciu humoru, bo TBWA pozostaje na swoim miejscu i niech trwa tam, a nie tu.
 
Ostatnia edycja:

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 289
3 992
Wypowiem się na razie co do ludzkiego mięsa w supermarkecie. Jest bardzo małe zainteresowanie takim produktem, więc raczej nie byłby szeroko dostępny. Ale w sklepach dla smakoszy być może tak, jako produkt "luksusowy". Z tym, że bardziej niż mięso wrogów akapu, trafiałyby na rynek "zdrowe zwłoki". Przykład: uprawiasz sporty ekstremalne, jesteś wysportowany i masz dobre mięso, ale twój tryb życia sprawia, że rozwalasz sobie głowę w widowiskowy sposób. Za życia podpisałeś kontrakt, że w takim wypadku twoje mięso trafia na rynek (odpowiednio szybko zabezpieczone, oczyszczone, poporcjowane itd.), a rodzina dostaje pewną kwotę pieniędzy.

Temat kanibalizmu nie jest dla mnie problemem etycznym, jeśli nie zakłada pozyskiwania mięsa przez łamanie NAPu. Jest to raczej problem biologii, indywidualnej moralności i estetyki. 99,999% społeczeństwa uważa po prostu spożywanie mięsa gatunku ludzkiego za obrzydliwe.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 820
13 804
Po odpowiedź na każde z tych pytań należy się udać powiedzmy 300 lat wstecz. Albo 800. Albo 1800.
 
OP
Eli-minator

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
Wypowiem się na razie co do ludzkiego mięsa w supermarkecie. Jest bardzo małe zainteresowanie takim produktem, więc raczej nie byłby szeroko dostępny. Ale w sklepach dla smakoszy być może tak, jako produkt "luksusowy". Z tym, że bardziej niż mięso wrogów akapu, trafiałyby na rynek "zdrowe zwłoki". Przykład: uprawiasz sporty ekstremalne, jesteś wysportowany i masz dobre mięso, ale twój tryb życia sprawia, że rozwalasz sobie głowę w widowiskowy sposób. Za życia podpisałeś kontrakt, że w takim wypadku twoje mięso trafia na rynek (odpowiednio szybko zabezpieczone, oczyszczone, poporcjowane itd.), a rodzina dostaje pewną kwotę pieniędzy.

Temat kanibalizmu nie jest dla mnie problemem etycznym, jeśli nie zakłada pozyskiwania mięsa przez łamanie NAPu. Jest to raczej problem biologii, indywidualnej moralności i estetyki. 99,999% społeczeństwa uważa po prostu spożywanie mięsa gatunku ludzkiego za obrzydliwe.

Popek pociął twarz i wpuścił sobie barwnik do oczu, jego fanka wpuściła sobie barwnik. Kiedyś (chyba na wizji na żywo) dwóch dziennikarzy eksperymentowało tak, że jeden przyrządził i zjadł fragment mięsa drugiego. Dążę do tego, że również żywi mogliby zaopatrywać w mięso. Ktoś np. protezy uważa za sprawniejsze (to już właściwie możliwe) i bardziej szykowne (gust, jak widać, bywa różny) od własnej kończyny. Więc przy okazji zgarnie kasę za dostarczenie mięsa na rynek. WIdać, że alternatywnym źródłem mogliby być również żywi.

Jeśli chodzi o poległych w boju żołnierzy, to wizja moja wydaje się naiwna. (I pewnie taka jest, bo nie o to mi chodzi.) Ale przypomnijmy sobie wojnę Iranu z Irakiem. Irak robił tu za nowoczesne, wyzwolone społeczeństwo, a Iran za ciemnogród. To nie jest moja ocena, tylko takie luźne przybliżenie atmosfery tamtych lat. Otóż IRan w pewnych fazach wojny stawiał na zarzucanie przeciwnika masą ludzką. Otóż można sobie wyobrazić, że akap sąsiaduje z zapóźnionymi technologicznie a agresywnymi sąsiadami - kojarzy się to z wizją akapu jako osiągnięcia ludzi inteligentnych, technologicznie, cywilizacyjnie zaawansowanych a z drugiej strony wiemy, że fanatyczny zjebizm tu czy tam nie zniknie. Oto akapiści rzucają w bój hipernowoczesne zabawki przeciw masie ludzkiej. Dlatego moja uwaga o wojnie może była naiwna (mogłem sobie na to pozwolić, bo ja pytam o zdanie, a nie proponuję), ale nie skrajnie naiwna, znaczy niewiele (jeśli w ogóle choć trochę) bardziej naiwna niż poglądy, które czasami atakuję w innych wątkach.

Gdybym tak uważał (że dla 99,999 populacji skosztowanie ludziny jest odrażające), jasne że nie założyłbym tego wątku, bo o ŻADNYCH supermarketach nie mogłoby być mowy. Z tą liczbą to skrajnie przesadziłeś. Popytu nie ma tak samo jak nie ma popytu na bomby wodorowe i mnóstwo innych rzeczy. Bo nie ma takiej oferty. Ani w supermarkecie, ani w żadnym sklepie. A może nie ma, bo nie ma akapu? Widzę z Twojego posta, że gdybyś Ty pomagał wyregulować akap, to nie postawiłbyś etycznej bariery, więc popyt dopiero mógłby się pokazać. Ja na przykład niezbyt lubię ser, a spleśniały uważam za obrzydliwy. Ale w końcu spróbowałem raz, może dwa razy zjeść taki rarytas, jak pleśniowy ser. Ja myślę, że ludzie nie chcą z przyczyn etycznych. Tak jak sobie nie życzą w ofercie kociego miesa, bo kojarzą, że ktoś ze znajomych kocha swojego kotka. Ale Ty, jak piszesz, nie masz takich etycznych problemów,
więc NAP-owsko/akapowska mentalność by się rozpowszechniła, więcej ludzi nie miałoby z tym problemu w Twojej wizji. Konsekwentnie liczba 99,999 jest absolutnie nie do utrzymania... a w wybranych supermarketach zjawia się luksusowa oferta (choć bez ciągłej dostępności, z przerwami).
 
OP
Eli-minator

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
Po odpowiedź na każde z tych pytań należy się udać powiedzmy 300 lat wstecz. Albo 800. Albo 1800.

Aha, tysiąc lat temu były supermarkety z przebogatą ofertą dla SZEROKICH rzesz konsumentów, był akap

i KOBIETY BYŁY RÓWNE MĘŻCZYZNOM W MOŻLIWOŚCIACH DECYDOWANIA.

No, żadna z tych rzeczy. Owszem, były targowiska z bogatą ofertą, ale istotna część ludności miała problem z transportem i pieniędzmi (a raczej brakiem) do potencjalnego wydania, by je odwiedzać.

W odległej przeszłości jedna płeć dominowała nad drugą, zwykle mężczyźni, bardzo rzadko kobiety były stroną społecznie dominującą.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 820
13 804
Aha, tysiąc lat temu były supermarkety z przebogatą ofertą dla SZEROKICH rzesz konsumentów, był akap

Nie w tym rzecz. Chodzi o to że nie było zdaje się żadnych przzepisów w sprawie sierot i chyba też w sprawie ludziny. Co chciałem przekazać: Twoje pytania dotyczą nieistniejącego problemu.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 584
11 211
Na discordzie ktoś wrzucał niedawno plotkę, że gdzieś w Azji spożywa się zupki z płodów, co ma dobrze działać, chociaż nie pamiętam na co dokładnie. Szamanizm jak sproszkowane rogi nosorożca, kości tygrysa itp. itd. Nie da się wykluczyć, że jest to informacja prawdziwa. Osobiście nie widzę powodów, dla których w akapie taka oferta nie miałaby być dostępna. Nie trzeba nawet brnąć w kwestię NAPu, ludzie giną codziennie w różnych okolicznościach, wojnach, wypadkach, aborcjach, więc podaż ciał jest ciągła. Teraz tylko pytanie czy będzie popyt. Raczej bym się nie spodziewał żeby był na tyle wysoki by towar taki pojawił się w zwykłych sklepach, natomiast nie da się tego wykluczyć jako ekskluzywnego towaru na zamówienie.

W kwestii sierocińców, rozumiem, że tą oczywistą odpowiedzią są prywatne sierocińce? Jest też kwestia tego, że w dzisiejszym świecie wiek osiągania samodzielności przez dzieci jest sztucznie zawyżony przepisami, między innymi zakazującymi zatrudniania młodocianych, przez co wygenerowana jest potrzeba zajmowania się nimi, czyli częściowo sprawdza się powiedzenie "socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w innych systemach". W rzeczywistości jest cała masa zajęć, które z powodzeniem na wolnym rynku mogłyby być wykonywane przez dzieci za wynagrodzeniem, a zatem byłyby one w stanie się same utrzymać znacznie wcześniej niż po osiągnięciu dzisiejszej pełnoletności.

Do do stosunków między rodzicami, to nie mam na ten temat zdania. Mam poważne wątpliwości co do tego czy obowiązki alimentacyjne powinny w ogóle być przedmiotem rozpoznania jakichkolwiek sądów poza przypadkami szkody wynikającej z gwałtu. Dobrowolne stosunki powinny być regulowane przez strony zainteresowane umową, a w braku regulacji ... no cóż, było się zabezpieczać. Pociąganie do trwającej wiele lat odpowiedzialności finansowej mężczyzny w związku z tym, że kropla jego spermy znalazła się w ciele kobiety bez intencji spłodzenia dziecka jest moim zdaniem słabe, a zupełnie absurdalny jest obowiązek alimentacyjny ze strony biologicznych ojców, którzy nawet nie współżyli z kobietą (np. dawcy nasienia), albo zostali przez kobietę wrobieni w dziecko, np. po spuszczeniu się jej w usta, będąc oszukanym co do antykoncepcji itp. itd. Konsekwencją sexu jest możliwość zajścia kobiety w ciążę, a zatem jeśli jej nie chce, to się powinna zabezpieczyć, a jak nie to brać za siebie odpowiedzialność.
 
OP
Eli-minator

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
Nie w tym rzecz. Chodzi o to że nie było zdaje się żadnych przzepisów w sprawie sierot i chyba też w sprawie ludziny. Co chciałem przekazać: Twoje pytania dotyczą nieistniejącego problemu.


Pamiętaj, że nie wstawiłeś - 140 lat temu, tylko podałeś trzy przykłady z dużo większymi liczbami. Twierdzę, że wtedy generalnie nie było wolności (świetnie to opisuje libertarianin.tom w ostatnim "żydosemickim" spięciu z Xyntą), większość ludności była zniewolona, a jeśli ludzie byli zniewoleni, to nie oznacza nic innego niż to, że ich życie było przez zewnętrzne wobec nich podmioty (na przykład zestaw pan feudalny plus kościół, względnie jakaś nieco inna kombinacja) SILNIE uregulowane.

Takie super skrótowe odwołanie do przeszłości właściwie nic nie mówi. Z mojego punktu widzenia było tak:
Tak, obszary zamieszkałe przez ludzkość w porównaniu do tego, co teraz mamy były albo pod kontrolą państw minimalnych (bo i nie same państwa regulowały życie konkretnego osobnika płci dowolnej, tylko często KTOŚ INNY / COŚ INNEGO), albo wręcz były to terytoria bezpaństwowe. I ok, rzeczywiście sporo było wolno. Ludożerka kwitła na wielu kontynentach i dodatkowo na wielu wyspach. I "liberalnie" pozwalano sobie nawet na więcej niż ja opisuję w trybie pytania, bo pozwalano sobie nawet polować na ludzi czyli nawet konsumować bez żadnej dbałości o NAP.

Pomijasz również kwestię dzieci mających oboje rodziców. A zwracałem uwagę, że może być dla mnie ważniejsza niż sieroty. Tutaj być może (jest nowy post - zdaje się, że ten kierunek bodaj eksploruje Ciek) problemem JEST panujący nam miłościwie system prawno-zwyczajowy (prawo plus dodatkowo standardy i realia), gdzie libertarianie mogliby zaproponować coś ciekawszego.
 
OP
Eli-minator

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
>>ludzie giną codziennie w różnych okolicznościach, wojnach, wypadkach, aborcjach, więc podaż ciał jest ciągła<<


Osobiście nie uważam, że ludzie giną na wojnach i w aborcjach. W porządku, gdy dba się o groby - nawet najeźdźcy, odwiedzam czasami cmentarz niemieckich żołnierzy w Polsce, ofiar II wojny światowej. Nie dlatego że jestem proniemiecki (akurat wcale), tylko dlatego, że jest urokliwie usytuowany, pełen wdzięku jako teren spacerowy.

Jestem przeciw profanowaniu ludzkich zwłok.


I w porządku, gdy salowa w szpitalu np. w Anglii wyrzuca odpady medyczne paląc je z innymi eko-dopuszczalnymi ŚMIECIAMI. Wiem, że to w Polsce mało popularny pogląd, ale w tej konkretnej sprawie nie myślę w sposób typowo polski.
 
OP
Eli-minator

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 598
Równie dobrze możesz zadać pytanie, czy w sklepach będą dostępne butelkowane szczyny albo paszteciki z gównem.

Antropologia notuje mnóstwo kultur, w których nie tylko pożywa się ludzkie mięso, ale jest to posiłek szczególnie wyróżniony, odświętny lub sakralny. Nie znana nauce jest dotąd Twoja kultura, gdzie połyka się paszteciki z gównem.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 748
13 896
Wydaje mi się, że w kulturze akapowej, raczej kulturze białego człowieka, tego typu zachowania będą piętnowane i ostracyzmowane, więc zepchnięte do jakiejś wstydliwej niszy. Szczególnie, że upowszechnienie obyczaju może powodować wiele patologii typu - on się zgodził, więc go zajebaliśmy i zjedliśmy - a faktycznie zgody nie było, czy została zdobyta podstępem. Kanibali i ich dostawców będzie się fizycznie usuwać (niekoniecznie helikopterem).
 

vast

Well-Known Member
2 745
5 616
Antropologia notuje mnóstwo kultur, w których nie tylko pożywa się ludzkie mięso, ale jest to posiłek szczególnie wyróżniony, odświętny lub sakralny.

I co niby ma to wspólnego z "akapem"

Nie znana nauce jest dotąd Twoja kultura, gdzie połyka się paszteciki z gównem.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Koprofilia

Masz jeszcze jakieś inne odpały na liście, o których chciałbyś sobie pogadać? Np. burdele z karlicami, siostrami syjamskimi, outlety z odzieżą robioną z ludzkiej skóry?

Czy w akapie będę mógł kupić w ikei meble z ludzkich kości?
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 584
11 211
Wydaje mi się, że w kulturze akapowej, raczej kulturze białego człowieka, tego typu zachowania będą piętnowane i ostracyzmowane, więc zepchnięte do jakiejś wstydliwej niszy. Szczególnie, że upowszechnienie obyczaju może powodować wiele patologii typu - on się zgodził, więc go zajebaliśmy i zjedliśmy - a faktycznie zgody nie było, czy została zdobyta podstępem. Kanibali i ich dostawców będzie się fizycznie usuwać (niekoniecznie helikopterem).
A czym się różnić będzie sytuacja dostawcy ludzkiego mięsa dla kanibali od specjalisty ds. eutanazji? Bo to też jest potencjalnie siedlisko patologii z lipnymi zgodami, natomiast ja mam nadzieję, że ten sektor usług się będzie rozwijać i nikt nie będzie lekarzy i pielęgniarek fizycznie usuwać. Argument, że gdzieś może być patologia, w związku z czym całość trzeba skreślić jest bardzo słaby i bardzo powszechny w dzisiejszym zamordyzmie. Narkotyki oficjalnie są zakazane, bo część użytkowników (patologia) może się uzależnić i zrobić krzywdę sobie lub innym. Broń jest zakazana, bo część użytkowników (patologia) może zrobić krzywdę innym. Przykłady można mnożyć.

Co do tego, że to wstydliwa nisza i zjawisko na tyle marginalne, że szkoda strzępić ryja się zgadzam.
 

vast

Well-Known Member
2 745
5 616
Ja na przykład niezbyt lubię ser, a spleśniały uważam za obrzydliwy. Ale w końcu spróbowałem raz, może dwa razy zjeść taki rarytas, jak pleśniowy ser. Ja myślę, że ludzie nie chcą z przyczyn etycznych.

No powiało niezłą piwnicą, koleś właśnie przyrównał smakowanie sera pleśniowego z wpierdalaniem ludzkiego mięsa. To tak jakby porównać seks z kobietą odmiennego pochodzenia etnicznego z ruchaniem swojej siostry.
 
Do góry Bottom