Czemu wszystko się psuje?

kompowiec

freetard
2 194
2 076
(Prawdziwa) teoria spiskowa. :)
Planowe postarzanie produktu generalnie jest faktem. Ale to niczego nie zmienia tj. nie jest wadą kapitalizmu, to nic innego jak zwykła zmowa. A jak zmowy się posypują to już wiemy - jak zawsze dzięki konkurencji. Albo ktoś się wyłamie, albo pojawi się nowy konkurent który o tym nie wie.

Bardzo dobrze udokumentowana jest historia powstania nylonu, gdzie krótko po jego stworzeniu "poprosili" twórcę by ten był mniej trwały.


Ale ostatecznym rozwiązaniem tego problemu jest tylko Libre Software.

bo skoro istnieją produkty do zastosowań przemysłowych i konsumenckich, to znaczy że się to jednak opłaca nie robić w chuja ludzi. mak z filmu wynika że są w zmowie, ale kto powiedział żeby się tylko tam móc stołować?
 
Ostatnia edycja:

kompowiec

freetard
2 194
2 076
Drukarki - symbol niewolnictwa


View: https://youtu.be/AHX6tHdQGiQ


Nawet nie wiedziałem że drukując na czarno, wykorzystujesz niebieski tusz - teraz już rozumiem czemu niektóre drukarki nie chcą działać gdy masz kolor czarny ale nie kolorowy... nie wiedziałem też że sama wymiana kartridży może zdekalibrować drukarkę.

To jest dosłownie defective by design. Rzecz, którą kupiłeś i rzekomo należy do Ciebie, nie działa tak, jak byś tego oczekiwał. Pewnie niektórzy z was pomyślą teraz że nie opłaca się mieć drukarki i zamiast tego, lepiej pójść do ksero i będą mieli rację. Przynajmniej nie poczujesz się oszukany tym, że cokolwiek posiadasz. Jak to mówią, "You'll own nothing, and you'll be happy”.

Wnioski chyba nasuwają się same?


View: https://youtu.be/Ag1AKIl_2GM


minęło 30 lat od rewolucji "pewnego nerda". Mamy wspaniałe wolne oprogramowanie które ułatwia wszystkim życie jak kompilator, linux, debugery etc. Które zmieniły świat na zawsze. Co zmieniło się w drukarkach przez ten czas? ABSOLUTNIE NIC. Dalej posiadają te same problemy co na początku milenium.

Gdyby nie pomoc państwa w postaci patentów, prawdopodobnie już dawno mielibyśmy libre drukarkę - tak właśnie stało się już z drukarkami 3D, pojawiły się po ich wygaśnięciu
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 465
23 903
Nie no, powinna.

Wyobrażam sobie teraz taką drukarkę zupełnie domowej roboty w stylu maszyny Goldberga, gdzie masz pełną kontrolę i całkowity wgląd w pracę każdego elementu.

Zaczyna się od wielkiego akwarium z umęczoną ośmiornicą. Od niej będziesz brał atrament, jaki później zostanie zassany z tego akwarium rurami do zbiornika filtrującego. Część wody powinna być odzyskiwana i wracać do akwarium, a atrament po odsączeniu trafiać do jakiegoś zbiornika koncentrującego. Stamtąd - już w zależności od upodobania, może płynąć bezpośrednio rurkami wprost do umieszczonego na stałe w drukarce przerobionego open source'owego kartridża lub w wersji mniej zaawansowanej, do wirówki-kołowrotka z kilkoma innymi kartridżami. Puste kartridże opróżniałoby się z drukarki i umieszczało na wirówce, żeby czekały w kolejce na uzupełnienie.

Drukarka oprócz informowania nas o niskim poziomie atramentu, słałaby powiadomienia: o godzinach karmienia ośmiornicy, terminach wymiany wody w jej akwarium i orientacyjnie podawałaby też pozostały czas życia ośmiornicy oraz litraż atramentu, jaki można z niej jeszcze uzyskać. Monitorowałaby również parametry zdrowotne głowonoga i alarmowała, kiedy trzeba sprowadzić weterynarza.

Zajmowałaby cały pokój i wymagałaby zamontowania otwieranej bramy garażowej, żeby dostawczaki mogły wygodnie podjeżdżać pod akwarium, aby zabierać truchła zdechłych ośmiornic i wymieniać je na nowe.

Ale wszystko to chodziłoby na Linuksie i człowiek mógłby być, do kurwy nędzy, pewny swoich wydruków!

:)
 

Alu

Jedziem do Paragwaju!
4 484
8 953
Ostatnia edycja:

kompowiec

freetard
2 194
2 076
Które konkretnie patenty powstrzymują Cię przed zrobieniem libre drukarki?
Przecież to jest technologia starsza od 3D printingu.
Żeby wymienić tylko jeden:


The right to reuse: Refilling printer cartridges now has legal protection​


The recent High Court ruling paves the way for other products​


Need to know​

  • In a change to Australian law, the court ruled that a manufacturer's patent rights over a product are exhausted once the product is sold
  • The decision allows for all manner of goods to be altered and used in ways the original makers didn’t intend, potentially saving people from paying for overpriced replacement parts
  • But companies can still use a variety of tactics to control how their products are used after sale, in an effort to hold on to their aftermarkets
Anyone who's owned a printer will be familiar with the ritual of paying dearly every time the ink runs out. An $89 printer from the Epson online store, for example, will require you to spend at least $57 in total to replace all the ink cartridges – that's 64% of the cost of the printer itself.

Like other printer manufacturers, Seiko Epson Corporation (Epson) prefers that you buy only its ink cartridges, and that you buy them over and over again. The company designed its cartridges for single use; they aren't refillable and even have electronic chips that prevent reuse once they identify the cartridge as being empty.

Profitable market for third parties​

But this hasn't stopped third parties from penetrating this profitable market.

To get around inbuilt barriers to reusing Epson cartridges, Ninestar Image, a Malaysia-based manufacturer, has been reprogramming or replacing the electronic chips and refilling the cartridges with ink by drilling a hole and then resealing it. A company called Calidad then imports and sells the refurbished cartridges in Australia.

A pack of four Calidad Alternate Epson 220XL cartridges sells for $70 from Officeworks while a pack of four original Epson 220XL cartridges costs $115.52 from Ink Station. (Ink Station doesn't sell Calidad products and Officeworks didn't stock this pack when we searched for it.) An equivalent Compatible Epson ink set from Ink Station costs even less than Calidad's, at $34.82.

Epson anxious​

Epson is clearly worried. In its latest annual report, the company acknowledges that its ink sales "are an important source of revenue and profit" and that cheaper alternatives sold by third parties put those profits at risk.

To counter this risk, Epson says in the report, it will "take legal measures if any of the patent rights or trademark rights we hold over our ink cartridges are infringed upon" – which brings us to its recent drawn-out court battle with Calidad. In a major shift in patent law, Calidad has won the right to sell refilled Epson ink cartridges in Australia.

New 'exhaustion' principle​

In the initial ruling in 2019, the Federal Court held that the changes made to Epson cartridges infringed Epson's patents. The Court applied the reasoning from a 1911 decision in the UK that held that a person who buys a patented product has an "implied licence" to use it only in certain ways.

Calidad appealed to the Australian High Court, arguing it hadn't infringed Epson's patents because, once a patented product is sold, the buyer has the right to treat it as their personal property.

In November last year, a majority of the Court agreed, ruling that a patentee's rights over a product are "exhausted" once the product is sold, "without conditions as to use".

[The new principle] brings a lot of clarity and certainty for the people who are in the business of recycling and then reselling printer ink cartridges
Ben Hopper, University of Melbourne law lecturer
They also held it was more consistent with consumer expectations and the legal premise that the owner of a product has the right to choose what they do with it – including restoring or reselling it.

Ben Hopper, who lectures on intellectual property and consumer law at the University of Melbourne, says the new exhaustion-of-rights principle "brings a lot of clarity and certainty for the people who are in the business of recycling and then reselling printer ink cartridges".

And he says it's not just cartridges that are affected by the judgment. From now on, companies will be less able to deny the restoration and resale of any product simply because they own the patents for them.

Modifying or making?​

But lawsuits brought by manufacturers are unlikely to stop with the Calidad ruling. A patentee still has the exclusive right to make its product. The difference now, Hopper says, is that they will "have to show that the recycler, the person selling into the aftermarket, actually made the patented invention anew" in order to prove there was patent infringement.

In other words, where a substantial proportion of a product is restored, the question will be whether the product has been remade, rather than just repaired.

Given the amount of money at stake, for some companies it will be a question worth testing in court – as examples from the US, referred to by the High Court in the Calidad case, show. The outcomes of these cases suggest that the rules of patent protection are evolving in favour of consumers.

Comparable US cases​

The US International Trade Commission took Jazz Photo to court for selling refurbished single-use cameras, which the Commission argued infringed the patents of the original manufacturer, Fuji Photo Film.

Hewlett-Packard sued Repeat-O-Type Stencil Manufacturing for altering the single-use cartridges of its ink jet pens so they were refillable.

Kuther, a fish-canning machine maker, sued the company Wilbur-Ellis for modifying its machines so it could pack fish into smaller cans.

In all these cases, the defendants won. The alterations did not amount to making the patented products in question, according to the courts.


The legal battle over refilling and reselling printer ink cartridges has become a tug of war between manufacturers, retailers and other interested parties – with huge implications for all.
Read more: Inkjet and laser printers to avoid

UK House of Lords ruling​

But in another example, in 2000, the UK House of Lords ruled in favour of a company called United Wire, which made sifting machines used in oil drilling, on the grounds that the defendant, Screen Repair Services, was making – not repairing – United Wire-patented sifting screens.

The House of Lords held that the business was using one component – the frames – of the used screens to make new screens, thereby infringing United Wire's patents.

Creating a 'patent thicket'​

Even though the Calidad ruling makes clear that you can repair a patented product by replacing used parts, you can only do this if the parts themselves aren't patented.

Some law firms are now advising manufacturers to apply for patents on individual components of their products, thereby creating what's known as a "patent thicket", or a layer of intellectual property protections that extends the manufacturer's monopoly on the product.

Some law firms are now advising manufacturers to apply for patents on individual components of their products, thereby creating a patent thicket
For instance, Hopper says an ink cartridge maker might seek patents over individual components of a cartridge. So if it has a patent "over the memory chip used within the ink cartridge rather than the cartridge as a whole, and a person then replaces that memory chip… with a new one that falls within the patent, that would be patent infringement because it's a making of the new memory chip", he says.

Other obstacles to repair​

Patent rights aren't the only tools that manufacturers use to prevent independent repairs and hinder competition in repair markets. The Productivity Commission outlines several strategies in an issues paper considering a regulated right to repair, released in December last year.

To start with, the original manufacturer of a product is usually the main or only supplier of replacement parts needed to repair the product. Many use specialised tools and software that only they can access, and keep their repair manuals to themselves.

Car industry​

When the ACCC carried out a market study of the car industry in 2017, it found that these practices were common among car retailers, and that they limited choice and caused delays and unexpected costs for people seeking car repairs.

In December 2020, the Australian government released draft legislation for a mandatory information-sharing scheme for motor vehicle service and repair.

The scheme will force car manufacturers to make any service and repair information they share with their dealership networks in Australia available to independent repairers to buy at a "fair market price". (Submissions on the legislation are due by 31 January 2021.)

Many companies refuse to service products or void their warranty if they've been fixed by an independent repairer
Companies in other industries may also use copyright or confidentiality protection to stop any sharing of information that would help independent repairers. Many companies refuse to service products or void their warranty if they've been fixed by an independent repairer.

Toshiba​

Toshiba forced an Australian man to take down the company's laptop manuals from his website, which he had created to help people repair their laptops. Toshiba claimed he was infringing the company's copyright.

Apple​

When some iPhones and iPads had software faults after an update to their operating system in 2015, Apple refused to give customers a remedy if their device had been independently repaired before.

The ACCC took Apple to court for making false or misleading representations to customers about their rights under the Australian Consumer Law, which states that you're entitled to a repair, replacement or sometimes a refund if a product you buy is faulty.

The Federal Court held that just because an Apple device had been repaired by someone other than Apple, this didn't mean a consumer's right to a remedy was extinguished.

In the US and in Norway, Apple used trademark laws to stop refurbished iPhone screens – which the company claimed were counterfeits – from being imported.

Powodzenia z stworzeniem własnego komponentu który by nie przypominał istniejących u konkurencji. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Zabawią się w piekło zależności patentowych i nawet igłę do drukarki ci opatentują.
 
Ostatnia edycja:

Alu

Jedziem do Paragwaju!
4 484
8 953
To, że producent sobie opatentował jakiś charakterystyczny element konstrukcji cartridża, żeby się bronić przed firmami oferującymi zamienniki, nie oznacza, że nie można zbudować libre drukarki. Konkurencji jakoś się udaje zbudować własne.
 

kompowiec

freetard
2 194
2 076
i dlatego drukarki 3D rozpowszechniły się dopiero po 2010 kiedy patenty na proces drukowania metodą FDM wygasły w 2009 r. ?


Żeby było śmieszniej, ja się wgl o istnieniu takich drukałem dowiedziałem właśnie w 2010 dzięki linux magazine i nawet wtedy jej samodzielne zbudowanie potrafiło kosztować wówczas 5 tys. Dolarów. Teraz gdy nie ma patentów, ceny drukarek niemal zrównały się z ceną drukarek 2D.

Mam wrażenie że nie bardzo rozumiesz wpływ patentów na rynek. Jest równie niebezpieczne co embargo.

Patenty niczym nie różnią od zabrania komuś własności - to dosłownie gra w zaklepańca. (Dziwnym trafem każdy komuch jest często za własnością intelektualną, wliczając krystkona, dla którego nie liczył się towar, tylko cyferki w księdze).
 
Ostatnia edycja:

Alu

Jedziem do Paragwaju!
4 484
8 953
Ja nie dyskutuję na temat szkodliwości patentów, tylko tylko tego, że jakoś powstrzymują przed wyprodukowaniem libre drukarki atramentowej. To jest technologia z lat 80.

Gillette też patentuje ostrza określonej konstrukcji co paręnaście lat, ale to nie znaczy że nie możesz wyprodukować libre maszynki do golenia.

Nie podałeś patentu, który Cię powstrzymuje przed zbudowaniem drukarki. Artykuł który wkleiłeś jest o patentach, które miały zapobiegać sprzedaży zamienników kartridżów. Kartridże mają to do siebie, że pasują do konkretnej drukarki.
 
Ostatnia edycja:

kompowiec

freetard
2 194
2 076
Ja nie dyskutuję na temat szkodliwości patentów, tylko tylko tego, że jakoś powstrzymują przed wyprodukowaniem libre drukarki atramentowej. To jest technologia z lat 80
a drukarki 3D to technologia z lat 70-tych no i
In 1971, Johannes F Gottwald patented the Liquid Metal Recorder, US3596285A, a continuous Inkjet metal material device to form a removable metal fabrication on a reusable surface for immediate use or salvaged for printing again by remelting. This appears to be the first patent describing 3D printing with rapid prototyping and controlled on-demand manufacturing of patterns

Artykuł który wkleiłeś jest o patentach, które miały zapobiegać sprzedaży zamienników cartridży (i producent przegrał w sądzie, więc nie zapobiegły).
Tak ale zauważ dwa fakty
1. Artykuł jest świeży
2. Trzeba było powołać sąd najwyższy

Znaczy co, że wcześniej nie przymykano oka na tą patologię? W filmie na yt też pokazał podobny proces tylko o zachowanie prawa do naprawy, bo ludzie zaczynają się temu buntować i nic dziwnego. Albo skończy się wygraną, albo każdy będzie żył "na abonament" wynajmując wszystko - bo po co posiadać coś co i tak Cię zniewala?

Nie podałeś patentu, który Cię powstrzymuje przed zbudowaniem drukarki
Swoją drogą planuję coś napisać o drukarkach dla libreplanet, z 4 zaplanowanych artykułów skończyłem tylko 1 więc dam znać, bo ostatnio krucho u mnie z czasem.

Poza tym takie postawienie przez Ciebie sprawy wydaje się nierealistyczne. Wydaje mi się że cokolwiek bym nie powiedział, skończysz na tym żeby wymyśleć coś, co nie jest opatentowane. No tak to nie działa. To ma tyle samo sensu co argumentum ad somalium.

Już udowodniłem jak patenty na drukarki 3D wpłynęły negatywnie na ich rozpowszechnienie. Jakoś nikt przez ten czas nie wpadł na magiczny pomysł stworzenia czegoś, co ominęłoby patent. Więc ww. Patent na tusze w drukarkach już może być przekonywującym dowodem, nawet jeśli nie jest już tak aktualny (albo wciąż będzie, jeśli producenci zasugerują się poradami copyright trolli)
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 465
23 903
Już udowodniłem jak patenty na drukarki 3D wpłynęły negatywnie na ich rozpowszechnienie.
No dobrze, dobrze. Ale powiedz nam: czy sam pomysł druku za pomocą drukarki atramentowej jest młodszy czy starszy od druku 3D? Bo mi się coś w chronologii tutaj nie zgadza.
Patent na tusze w drukarkach już może być przekonywującym dowodem, nawet jeśli nie jest już tak aktualny (albo wciąż będzie, jeśli producenci zasugerują się poradami copyright trolli)
Co patent ma do chałupniczego otwierania drukarek, żeby mogły współpracować z dowolnymi, nieoficjalnymi kartridżami, aby nie pobierały niebieskiego tuszu do drukowania na czarno-biało i żeby działały tak jak użytkownik domowy tego zechce?

Znasz w ogóle przypadek jakiegokolwiek jailbreaku drukarek? Sytuację, w której powstaje takie zjawisko społeczne jak w przypadku telefonów komórkowych?

Kiedy ludziom zależy na jakichś ficzersach, których producent nie zapewnia lub ogranicza, pojawiają się alternatywne firmware'y, ludzie decydują się zaryzykować utratą gwarancji na urządzenie i sobie modować sprzęty, powstaje jakiś ferment.

Znasz takie przykłady w świecie użytkowników drukarek atramentowych? Ja nie - może dlatego, że to głównie sprzęt biurowy, większość idzie na firmy, a tusze można sobie wpisywać w koszta prowadzenia biznesu, więc to, że cię producenci lekko oskubią, nie boli tak bardzo, jak boli domowego usera.

Nie widzę wielkiego buntu korporacji i wojny z HP. Wkurwia się tylko drobnica, czyli userzy domowi i pracownicy korpo, którzy muszą się użerać z tym sprzętem.

Oszukaj pan system, kup igłówkę!
 

kompowiec

freetard
2 194
2 076
No dobrze, dobrze. Ale powiedz nam: czy sam pomysł druku za pomocą drukarki atramentowej jest młodszy czy starszy od druku 3D? Bo mi się coś w chronologii tutaj nie zgadza.
Jeśli chodzi wyłącznie o koncepcje w informatyce to praktycznie każdą wynaleziono w latach 60-70. AI nad którym każdy się dziś spuszcza, nawet w latach 50-tych.
Znasz takie przykłady w świecie użytkowników drukarek atramentowych? Ja nie - może dlatego, że to głównie sprzęt biurowy, większość idzie na firmy, a tusze można sobie wpisywać w koszta prowadzenia biznesu, więc to, że cię producenci lekko oskubią, nie boli tak bardzo, jak boli domowego usera
Nie trafiłeś zupełnie. Telefony czy routery mają wspólny punkt zaczepienia, który w ogóle to umożliwia, czyli linux. Drukarki nie mają żadnego wspólnego rdzenia na bazie której można by to zrobić i dlatego takie coś nie jest powszechne - głównie w krajach typu rosja gdzie hakują stare drukarki i napełniają kartridże tuszem z butelek by przynajmniej obejść ten razor and blade model.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 465
23 903
No. I taką walkę z systemem rozumiem.

Kiedyś miałem szeroką na pół biurka drukarkę OKI. Konkretnego modelu już nie pamiętam, może to była nawet 3321. W każdym razie kiedy się zabierała do pracy w trybie szybkim, rozhuśtywała całą okolicę, przez co należało pamiętać, aby przed drukowaniem pozabierać wszystkie szklanki z napojami z blatu, aby nie rozchlapała ich zawartości. Podobnie przedmioty leżące przy krawędziach mogły zostać przez nią zrzucone, jeśli wydruk wprowadzał odpowiednią wibrację.

Też była nie do zajechania, ale najbardziej właśnie zapadły mi w pamięć charakterystyczne dźwięki a przede wszystkim doznania sejsmologiczne, powodowane przez szybką jazdę i gwałtowne hamowania ze zwrotami dosyć ciężkiej głowicy.

Opcjonalnym wyposażeniem dostępnym za dopłatą powinien być jakiś licznik ze skalą Richtera, żeby wiedzieć, czy szykuje się druk na 2, 4 czy 5 stopni i jak wielkie będzie trzęsienie biurka.
 
Ostatnia edycja:

kompowiec

freetard
2 194
2 076
No. I taką walkę z systemem rozumiem.
Freetardyzm zobowiązuje

Skoro drukarki i tak przy druku zabierajo mi kolory nawet gdy drukuję na czarno to powiedziałem fuck it i kupiłem po taniości. Przedtem kupiłem ThinkPad T42 który ma port równoległy (LPT) a potem drukarkę, taśmy do niej już do mnie jado i pewnie starczą mi na kolejne 30 lat hyhy. Co prawda nie działa na linuksie, tak jak bym sobie tego życzył, ponieważ... tu linux ssie po całości w porównaniu z windowsem ale i tak się cieszę. Najlepsze jest to że wydałem łącznie mniej niż 20% tego na co poszło na drukarkę laserową (no trzeba tu oddać, kolorową) razem z tonerami.

Alternatywą jest kupienie sobie całego kit zestawu do napełniania kartridży, z którymi wyglądasz jak narkoman, by nie musieć raz, obciążać swoich kieszeni chciwym producentom i wspierać ich razor and blade model, dwa, pomagasz środowisku, co jest obecnie modne.
Też była nie do zajechania, ale najbardziej właśnie zapadły mi w pamięć charakterystyczne dźwięki a przede wszystkim doznania sejsmologiczne, powodowane przez szybką jazdę i gwałtowne hamowania ze zwrotami dosyć ciężkiej głowicy.
Opcjonalnym wyposażeniem dostępnym za dopłatą powinien być jakiś licznik ze skalą Richtera, żeby wiedzieć, czy szykuje się druk na 2, 4 czy 5 stopni i jak wielkie będzie trzęsienie biurka.
Igłowa głośna? Phi, panie a słyszał pan o drukarce wierszowej?


View: https://youtu.be/uieDdpniqBY?t=73
 
Ostatnia edycja:

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 896
14 514
Co wy wiecie o głośnych i dużych drukarkach. Ja sporo drukowałem na drukarce, która miała na oko z 1.5 metra sześciennego objętości, a było to gdzieś w 1985 roku.

Teraz kupuję sobie laser za 300 złotych i po kilku latach zmieniam go no kolejny egzemplarz, gdy skończy się toner.
 
Do góry Bottom