Bogactwo i bieda

rawpra

Well-Known Member
2 741
5 377
bogactwo- duza wartosc posiadanych rzeczy ogółem wziętych
bieda- mala wartosc posiadanych rzeczy ogółem wziętych
 

kompowiec

freetard
2 345
2 389
@pLT taka jaka jest ustala przez społeczeństwo stąd pojawia się porównywanie do innych. Ile to razy ktoś bierze kredyt na mieszkanie by się pochwalić wielkim, pustym domem...
 

Sharpshooter

Active Member
50
156
Tak jak wyżej: bogactwo to dla mnie duża wartość posiadanych przedmiotów, a ile konkretnie, to tyle żeby było więcej, niż inni mają.
 
D

Deleted member 427

Guest
W temacie biedy i przestępczości (na przykładzie szwedzkiej młodzieży w skali kraju):

No link between poverty and crime

Dla tych, którym nie chce się czytać TL;TR (z bloga Scotta Alexandra):

They took individual children of varying economic backgrounds, compared them with people from their immediate and extended family as well as outside the family and within their income bracket, and saw if their crime-propensity fit better with an income-level model (their crime-propensity fit better with people within the income bracket than within the family) or a familial-factor model (the other way around). Their result was that the best way to predict crime-propensity wasn’t income level, but family: you could be rich, but if you were related to criminals, you’re at higher risk for being a criminal.
 

tolep

five miles out
8 440
15 201
Moje myśli idą w kierunku korzyści krańcowych i kosztów alternatywnych jako podstawy definicji. Szkicowo powiem tak. Jeśli stać mnie na zaspokajanie swoich potrzeb/zachcianek w stopniu, po którym dalsze zaspokajanie zachcianki A odbywałoby się...
================

Może tak. Lubię trzy rzeczy: Dziwki, Koks i Tajski Boks. Ale nie mam fizycznych możliwości maksymalizacji zaspokojenia wszystkich tych trzech potrzeb.

- Po przekroczeniu pewnego poziomu X zaspokojenia potrzeby K zmalałaby moja możliwość zaspokajania potrzeby D i TB (z uwagi na ograniczenia czasowe i biologiczne).
- Po prsekroczeniu poziomu Y zaspokojenia potrzeby D zamalałby moja możliwość zaspokajania potrzeb K i TB (jw.)
- Po przekrocznieu poziomu Z ppotrzeby TB (....)

Bogactwo jest wtedy gdy mnie stać na X, Y i Z jednocześnie.
 

kompowiec

freetard
2 345
2 389
ale nasz apetyt na życie będzie ciągle rósł, nawet jeśli zaspokoimy wszystkie 3 to pojawią się kolejne rzeczy które będziemy chcieli mieć. Tak jak kobieta nie wie ile jest warta na rynku jeśli nie widzi zainteresowania od mężczyzn tak bogacz nie wie kiedy jest bogaty jeśli się z tym nie porówna z innymi.
 

Max J.

Well-Known Member
415
448
Jesteś bogaty kiedy stać się na opłacanie modelek za sranie im do buzi, a biedny, gdy nie posiadasz oszczędności umożliwiających przeżycie jednego roku bez pracy.
 

Doman

Well-Known Member
1 221
4 040
Tak jak wyżej: bogactwo to dla mnie duża wartość posiadanych przedmiotów, a ile konkretnie, to tyle żeby było więcej, niż inni mają.

Tak właśnie psychika definiuje bogactwo. 500 lat temu ludzie byli dużo biedniejsi niż teraz, ale porównywali się między sobą i jakoś się żyło. Czy ktoś jest szczęsliwy, że ma lodówkę, je kilka razy w tygodniu mięso, czystą wodę, nie umrze na zapalenie płuc tak łatwo? To jest teraz standard. Może w dalekiej przyszłości posiadanie tylko jednej planety będzie oznaką biedy. :D
No i tu pojawia się właśnie problem, bo zależy kim są "inni", z kim dokonuje się porównania.

a8a8da04bbdf292938866141189b61b1.jpg


Dla mnie realne bogactwo wiąże się raczej z dysponowaniem kapitałem inwestycyjnym a nie gromadzeniem przedmiotów.
 

Politolog przyszly

Well-Known Member
263
690
Zaprezentowałeś ujęcie filozoficzne. Większość odwołuje się do epikurejskiego materializmu.
Odpowiedziałem czym jest dla mnie. W sumie jeśli rozpatrywać to materialnie to bieda oznacza zastanawianie się w sklepie czy kupić do jedzenia to czy tamto, albo czy kupić dziecku w tym miesiącu buty czy kurtkę.
Bogactwo... w sumie definicja domana dla mnie jest ok
Dla mnie realne bogactwo wiąże się raczej z dysponowaniem kapitałem inwestycyjnym a nie gromadzeniem przedmiotów
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 861
25 416

Kryzys żywnościowy i energetyczny powoduje wzrost cen. Wszędzie brakuje pracowników. Eksperci uważają niedostatek za nowy megatrend, który zaszkodzi wzrostowi gospodarczemu. Kończy się era, która przez dziesięciolecia zwiększała nasz dobrobyt.
Dorothea Siems
Wczoraj, 22:29
  • Kryzys niedoboru trwał od dawna, wojna w Ukrainie i epidemia tylko go przyspieszyła
  • W przewidywalnej przyszłości sytuacja się zapewne pogorszy, wielu towarów będzie brakować, a ich ceny będą rosnąć
  • Europa jest w szczególnie trudnej sytuacji, bo nasz kontynent się szybko starzeje
  • Kryzys epidemiczny i rosyjska wojna dały przeciwnikom wolnego handlu światowego impuls do działania
Niedobory energii, żywności, surowców i mikroprocesorów — świat doświadcza obecnie zjawiska, które dla wielu ludzi jest zupełnie nowe. Ceny gwałtownie rosną, w wielu miejscach produkcja nie przebiega bez zakłóceń, a na globalnym Południu panuje głód. Politycy wskazują na następstwa pandemii koronawirusa i konsekwencje wojny w Ukrainie. W rzeczywistości jednak oba te zjawiska tylko przyspieszyły kryzys, który już się zbliżał.

"Powrót niedoboru" to tytuł nowego raportu Fundacji Bertelsmanna, który otrzymaliśmy w "Weltcie" jako pierwsi. Jego autorzy mówią o punkcie zwrotnym: "Różne czynniki sprawiają, że wiele dóbr i usług nie jest już oferowanych w pożądanej ilości i dostępności, pomimo czasami drastycznie podwyższonych cen".
Ponury scenariusz zakłada, że sytuacja ta nie ulegnie poprawie w przewidywalnej przyszłości, a nawet się pogorszy. Ponieważ oprócz krótkoterminowych skutków nowych ograniczeń epidemicznych, takich jak te obowiązujące obecnie w Chinach, oraz dalekosiężnych konsekwencji wojny, badanie wymienia kilka innych czynników, które pogarszają perspektywy wzrostu w dłuższej perspektywie — zwłaszcza w Niemczech i całej Europie.
Ponieważ era taniej produkcji już się skończyła. Niedobór będzie więc charakteryzował najbliższe dekady. To również grozi utrzymaniem wysokich cen.

Starzejemy się

W ciągu ostatnich trzech dekad globalne środowisko wyjątkowo sprzyjało wzrostowi gospodarczemu. Struktura wiekowa ludności świata była korzystna, z niezwykle wysokim odsetkiem osób zdolnych do pracy. W porównaniu ze starzeniem się populacji pandemia jest jednak jedynie łagodnym powiewem wiatru.
Surowce i energia były tanie. Zniesienie barier handlowych, a później upadek żelaznej kurtyny i integracja Chin dały globalizacji potężny impuls. Niemcy bardzo skorzystały na rosnącym międzynarodowym podziale pracy. Dzięki tanim produktom podstawowym lokalny przemysł stał się bardziej konkurencyjny, zwiększył produkcję i eksport. Według badań, pomiędzy 1990 a 2018 r. realny produkt krajowy brutto (PKB) na głowę mieszkańca RFN wzrósł z prawie 21 tys. 940 euro do 32 tys. 160 euro. Gdyby nie efekt postępującej globalizacji, PKB per capita byłby dziś o około 1400 euro niższy.
Teraz jednak te czynniki wzrostu odwróciły się — i to w tym samym czasie, co podkreśla Thieß Petersen, ekspert ds. ekonomii Fundacji Bertelsmanna. Starzenie się populacji jest już zauważalne w Europie i będzie coraz większym problemem w nadchodzących latach. Zmniejszający się udział populacji zdolnej do pracy przy rosnącym odsetku emerytów oznacza brak wykwalifikowanych pracowników, mniej innowacji, rosnące wydatki socjalne i niższą stopę oszczędności. Rezultatem jest zmniejszony potencjał wzrostu.

Mniej surowców

Kolejną przeszkodą jest rosnący niedobór surowców. Do tego dochodzi polityka klimatyczna prowadzona przez wiele krajów, która przewiduje podniesienie cen produktów zawierających emisje. Transport także kosztuje więcej. Wiele z dzisiejszych modeli biznesowych przestanie się wtedy opłacać.
Niedobór dóbr i usług pogłębia się także z powodu deglobalizacji, którą ekonomiści zaobserwowali już przed czasami epidemii. Rosnący protekcjonizm, nadmierne dotacje i napięcia geopolityczne coraz bardziej utrudniają międzynarodowy handel.

I Chiny, i USA, i UE

Potwierdza to również "Global Trade Alert Report 2021" opublikowany przez Simona Evenetta z Uniwersytetu St. Gallen i Londyńskiego Centrum Polityki Ekonomicznej. W tym trwającym badaniu wszystkie naruszenia zasad wolnego handlu światowego są rejestrowane w odniesieniu do krajów i regionów. Strategia wielu krajów polegająca na dawaniu korzyści własnym firmom kosztem zagranicznych konkurentów oznacza, że w końcu wszyscy na tym tracą. Szczególnie Chiny i USA są często wymieniane jako przykłady takich nieuczciwych działań.
Jednak ekspert w dziedzinie ekonomii światowej Gabriel Felbermayr zauważa, że UE też nie jest szczególnie otwarta. Średnia stawka celna na import jest znacznie wyższa niż w USA. — W ciągu ostatnich dziesięciu lat UE staje się coraz bardziej protekcjonistyczna — mówi dyrektor Austriackiego Instytutu Badań Ekonomicznych (FIFO). Bruksela często stosuje "środki ochrony handlu", takie jak cła antydumpingowe. A sankcje gospodarcze, takie jak te obecnie stosowane wobec Rosji, były również stosowane wobec małych krajów, takich jak Kambodża, by ukarać tamtejsze reżimy autokratyczne.

Handel a klimat i prawa człowieka

Felbermayr zauważa, że UE coraz częściej miesza politykę handlową z polityką klimatyczną lub polityką praw człowieka: — W każdym razie od dłuższego czasu nie ma już mowy o wolnym handlu.
Istnieje niebezpieczeństwo, że ograniczanie otwartości w zauważalny sposób zmniejszy dobrobyt w UE, a planowana taryfa klimatyczna czy prawo dotyczące łańcucha dostaw nie przyniosą rzeczywistego postępu w innych obszarach. Jeśli doszłoby do wprowadzenia regulacji granicznych w zakresie emisji CO2, to istnieje ryzyko, że energochłonna produkcja zostałaby przeniesiona gdzie indziej, a partnerzy handlowi podjęliby środki zaradcze.
Prawo dotyczące łańcucha dostaw z dużym prawdopodobieństwem będzie miało również skutki ograniczające handel, ostrzega były szef Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii. Aby przeciwdziałać postępującej deglobalizacji, potrzebne jest "handlowo-polityczne wyzwolenie" ze strony Europejczyków i Amerykanów. Niemcy i UE powinny tu przejąć rolę politycznego lidera.
Jednak kryzys epidemiczny i rosyjska wojna dały przeciwnikom wolnego handlu światowego impuls do działania. Rozdarte podczas pandemii łańcuchy dostaw i obecne konsekwencje wojny pokazały, że trwający od dziesięcioleci trend coraz tańszej produkcji oznacza zagrożenia dla bezpieczeństwa. W związku z tym międzynarodowy podział pracy jest obecnie częściowo ograniczany, a relacje z dostawcami są bardziej zróżnicowane. To także sprawia, że produkcja dóbr jest droższa, a w ostatecznym rozrachunku mniejsza.
Raport Fundacji Bertelsmanna zakłada również ogólny spadek globalnej podaży dóbr. Ponieważ populacja będzie nadal rosła przez jakiś czas, istnieje ryzyko znacznych niedoborów, na przykład żywności lub wody pitnej, na czym najbardziej ucierpi globalne Południe — czytamy w opracowaniu.
Felbermayr jest przekonany, przynajmniej jeśli chodzi o źródła energii i surowce, że obecne bardzo wysokie ceny doprowadzą w dłuższej perspektywie do rozbudowy mocy produkcyjnych. Na przykład Katar masowo zwiększa produkcję gazu ziemnego.
Brak mikroprocesorów, który jest zagrożeniem dla wielu gałęzi przemysłu, również może zostać rozwiązany, jeśli poczynione obecnie duże inwestycje przyniosą efekty. — Bardziej martwi mnie deglobalizacja, ponieważ zmniejsza ona bodźce do innowacji i wzrostu produktywności na całym świecie — mówi Felbermayr.
Ale te dwa czynniki są szczególnie ważne, by poradzić sobie z zieloną transformacją i zmianami demograficznymi. Ogólnie rzecz biorąc, Felbermayr zakłada, że towary i usługi pozostaną dostępne, "ale ceny będą wyższe — z towarzyszącymi im konfliktami społecznymi".

Dziennikarka Die Welt
 

ColdFront

Well-Known Member
174
767

Kryzys żywnościowy i energetyczny powoduje wzrost cen. Wszędzie brakuje pracowników. Eksperci uważają niedostatek za nowy megatrend, który zaszkodzi wzrostowi gospodarczemu. Kończy się era, która przez dziesięciolecia zwiększała nasz dobrobyt.
Dorothea Siems
Wczoraj, 22:29
  • Kryzys niedoboru trwał od dawna, wojna w Ukrainie i epidemia tylko go przyspieszyła
  • W przewidywalnej przyszłości sytuacja się zapewne pogorszy, wielu towarów będzie brakować, a ich ceny będą rosnąć
  • Europa jest w szczególnie trudnej sytuacji, bo nasz kontynent się szybko starzeje
  • Kryzys epidemiczny i rosyjska wojna dały przeciwnikom wolnego handlu światowego impuls do działania
Niedobory energii, żywności, surowców i mikroprocesorów — świat doświadcza obecnie zjawiska, które dla wielu ludzi jest zupełnie nowe. Ceny gwałtownie rosną, w wielu miejscach produkcja nie przebiega bez zakłóceń, a na globalnym Południu panuje głód. Politycy wskazują na następstwa pandemii koronawirusa i konsekwencje wojny w Ukrainie. W rzeczywistości jednak oba te zjawiska tylko przyspieszyły kryzys, który już się zbliżał.

"Powrót niedoboru" to tytuł nowego raportu Fundacji Bertelsmanna, który otrzymaliśmy w "Weltcie" jako pierwsi. Jego autorzy mówią o punkcie zwrotnym: "Różne czynniki sprawiają, że wiele dóbr i usług nie jest już oferowanych w pożądanej ilości i dostępności, pomimo czasami drastycznie podwyższonych cen".
Ponury scenariusz zakłada, że sytuacja ta nie ulegnie poprawie w przewidywalnej przyszłości, a nawet się pogorszy. Ponieważ oprócz krótkoterminowych skutków nowych ograniczeń epidemicznych, takich jak te obowiązujące obecnie w Chinach, oraz dalekosiężnych konsekwencji wojny, badanie wymienia kilka innych czynników, które pogarszają perspektywy wzrostu w dłuższej perspektywie — zwłaszcza w Niemczech i całej Europie.
Ponieważ era taniej produkcji już się skończyła. Niedobór będzie więc charakteryzował najbliższe dekady. To również grozi utrzymaniem wysokich cen.

Starzejemy się

W ciągu ostatnich trzech dekad globalne środowisko wyjątkowo sprzyjało wzrostowi gospodarczemu. Struktura wiekowa ludności świata była korzystna, z niezwykle wysokim odsetkiem osób zdolnych do pracy. W porównaniu ze starzeniem się populacji pandemia jest jednak jedynie łagodnym powiewem wiatru.
Surowce i energia były tanie. Zniesienie barier handlowych, a później upadek żelaznej kurtyny i integracja Chin dały globalizacji potężny impuls. Niemcy bardzo skorzystały na rosnącym międzynarodowym podziale pracy. Dzięki tanim produktom podstawowym lokalny przemysł stał się bardziej konkurencyjny, zwiększył produkcję i eksport. Według badań, pomiędzy 1990 a 2018 r. realny produkt krajowy brutto (PKB) na głowę mieszkańca RFN wzrósł z prawie 21 tys. 940 euro do 32 tys. 160 euro. Gdyby nie efekt postępującej globalizacji, PKB per capita byłby dziś o około 1400 euro niższy.
Teraz jednak te czynniki wzrostu odwróciły się — i to w tym samym czasie, co podkreśla Thieß Petersen, ekspert ds. ekonomii Fundacji Bertelsmanna. Starzenie się populacji jest już zauważalne w Europie i będzie coraz większym problemem w nadchodzących latach. Zmniejszający się udział populacji zdolnej do pracy przy rosnącym odsetku emerytów oznacza brak wykwalifikowanych pracowników, mniej innowacji, rosnące wydatki socjalne i niższą stopę oszczędności. Rezultatem jest zmniejszony potencjał wzrostu.

Mniej surowców

Kolejną przeszkodą jest rosnący niedobór surowców. Do tego dochodzi polityka klimatyczna prowadzona przez wiele krajów, która przewiduje podniesienie cen produktów zawierających emisje. Transport także kosztuje więcej. Wiele z dzisiejszych modeli biznesowych przestanie się wtedy opłacać.
Niedobór dóbr i usług pogłębia się także z powodu deglobalizacji, którą ekonomiści zaobserwowali już przed czasami epidemii. Rosnący protekcjonizm, nadmierne dotacje i napięcia geopolityczne coraz bardziej utrudniają międzynarodowy handel.

I Chiny, i USA, i UE

Potwierdza to również "Global Trade Alert Report 2021" opublikowany przez Simona Evenetta z Uniwersytetu St. Gallen i Londyńskiego Centrum Polityki Ekonomicznej. W tym trwającym badaniu wszystkie naruszenia zasad wolnego handlu światowego są rejestrowane w odniesieniu do krajów i regionów. Strategia wielu krajów polegająca na dawaniu korzyści własnym firmom kosztem zagranicznych konkurentów oznacza, że w końcu wszyscy na tym tracą. Szczególnie Chiny i USA są często wymieniane jako przykłady takich nieuczciwych działań.
Jednak ekspert w dziedzinie ekonomii światowej Gabriel Felbermayr zauważa, że UE też nie jest szczególnie otwarta. Średnia stawka celna na import jest znacznie wyższa niż w USA. — W ciągu ostatnich dziesięciu lat UE staje się coraz bardziej protekcjonistyczna — mówi dyrektor Austriackiego Instytutu Badań Ekonomicznych (FIFO). Bruksela często stosuje "środki ochrony handlu", takie jak cła antydumpingowe. A sankcje gospodarcze, takie jak te obecnie stosowane wobec Rosji, były również stosowane wobec małych krajów, takich jak Kambodża, by ukarać tamtejsze reżimy autokratyczne.

Handel a klimat i prawa człowieka

Felbermayr zauważa, że UE coraz częściej miesza politykę handlową z polityką klimatyczną lub polityką praw człowieka: — W każdym razie od dłuższego czasu nie ma już mowy o wolnym handlu.
Istnieje niebezpieczeństwo, że ograniczanie otwartości w zauważalny sposób zmniejszy dobrobyt w UE, a planowana taryfa klimatyczna czy prawo dotyczące łańcucha dostaw nie przyniosą rzeczywistego postępu w innych obszarach. Jeśli doszłoby do wprowadzenia regulacji granicznych w zakresie emisji CO2, to istnieje ryzyko, że energochłonna produkcja zostałaby przeniesiona gdzie indziej, a partnerzy handlowi podjęliby środki zaradcze.
Prawo dotyczące łańcucha dostaw z dużym prawdopodobieństwem będzie miało również skutki ograniczające handel, ostrzega były szef Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii. Aby przeciwdziałać postępującej deglobalizacji, potrzebne jest "handlowo-polityczne wyzwolenie" ze strony Europejczyków i Amerykanów. Niemcy i UE powinny tu przejąć rolę politycznego lidera.
Jednak kryzys epidemiczny i rosyjska wojna dały przeciwnikom wolnego handlu światowego impuls do działania. Rozdarte podczas pandemii łańcuchy dostaw i obecne konsekwencje wojny pokazały, że trwający od dziesięcioleci trend coraz tańszej produkcji oznacza zagrożenia dla bezpieczeństwa. W związku z tym międzynarodowy podział pracy jest obecnie częściowo ograniczany, a relacje z dostawcami są bardziej zróżnicowane. To także sprawia, że produkcja dóbr jest droższa, a w ostatecznym rozrachunku mniejsza.
Raport Fundacji Bertelsmanna zakłada również ogólny spadek globalnej podaży dóbr. Ponieważ populacja będzie nadal rosła przez jakiś czas, istnieje ryzyko znacznych niedoborów, na przykład żywności lub wody pitnej, na czym najbardziej ucierpi globalne Południe — czytamy w opracowaniu.
Felbermayr jest przekonany, przynajmniej jeśli chodzi o źródła energii i surowce, że obecne bardzo wysokie ceny doprowadzą w dłuższej perspektywie do rozbudowy mocy produkcyjnych. Na przykład Katar masowo zwiększa produkcję gazu ziemnego.
Brak mikroprocesorów, który jest zagrożeniem dla wielu gałęzi przemysłu, również może zostać rozwiązany, jeśli poczynione obecnie duże inwestycje przyniosą efekty. — Bardziej martwi mnie deglobalizacja, ponieważ zmniejsza ona bodźce do innowacji i wzrostu produktywności na całym świecie — mówi Felbermayr.
Ale te dwa czynniki są szczególnie ważne, by poradzić sobie z zieloną transformacją i zmianami demograficznymi. Ogólnie rzecz biorąc, Felbermayr zakłada, że towary i usługi pozostaną dostępne, "ale ceny będą wyższe — z towarzyszącymi im konfliktami społecznymi".

Dziennikarka Die Welt
Pytanie, co w związku z tym. Czego się uczyć? W co inwestować?
 
Do góry Bottom