D
Deleted member 427
Guest
Zastanawialiście się kiedyś nad tym fenomenem? Tam, gdzie pojawia się wolny rynek, choćby maleńki i niewiele znaczący, ludzie niechętni wolności zawsze wymyślą jakąś obelgę. Np. badylarz - za poprzedniej wersji obecnego ustroju można było kupić przyzwoite kwiaty także wtedy, gdy już tylko ocet stał na półkach, ale producentów tych kwiatów nazywano "badylarzami" i przedstawiano jako chciwych prostaków. Jednocześnie dyscyplinowano ich domiarami, koncesjami, musieli nawet mieć papier potwierdzający rolnicze wykształcenie, żeby uczciwy obywatel nie był narażony na wąchanie róż wyhodowanych przez dyletanta. Wszystko to jednak i tak blednie w porównaniu ze słynnym partaczem.
Dlaczego właściwie partacz nazywa się partacz? Według 6 tomu "Słownika języka polskiego" wydanego w 1964 roku pod egidą Polskiej Akademii Nauk 'partacz' to "człowiek pracujący niedbale, nieumiejętnie, zwłaszcza: kiepski rzemieślnik, fuszer". Niedbała robota partacza to z kolei 'partactwo', czyli "praca, robota wykonywana po partacku, źle, niedbale, po dyletancku".
"Słownik języka polskiego" objaśnia, że 'partacz' to także "rzemieślnik nie wyzwolony, zajmujący się rzemiosłem bez zezwolenia cechu". Pochodzić by to miało od francuskiego a part albo raczej łacińskiego a parte, co znaczy 'osobno, na boku'. Partaczem zwano więc zrazu tego, kto pracował na własną rękę, poza cechem. Ta definicja nie zawiera już żadnych określeń wartościujących. Jak zatem partacz, a więc w istocie "niezależny rzemieślnik", został dzisiejszym nędznym partaczem?
Że do partaczy przylgnęło miano fuszerów, w tym zapewne niemała zasługa usilnej propagandy cechowej. Wolny rzemieślnik był dla cechu śmiertelnym zagrożeniem, ponieważ naruszał jego monopol. Cech ustalał sztywne ceny wyrobów i surowców, wynagrodzenie czeladników, ich dopuszczalną liczbę w warsztacie, jak i czas pracy - a zatem również wielkość produkcji, którą starano się dostosować do przewidywanej wielkości spożycia. Przepisy te uniemożliwiały konkurencję, natomiast dość skutecznie wyrównywały dochody majstrów. Jak podkreślał Witold Kula, zwłaszcza w czasie spadku popytu system cechowy działał "jako system równego podziału między członków cechu zmniejszonych globalnych zysków czy (...) równego podziału ewentualnych strat". Często cech zabraniał warsztatom nawet jakiejkolwiek reklamy, byle tylko równość majstrów nie została naruszona.
Natomiast uczeń w takim systemie musiał latami uwijać się za grosze, nim wyzwolono go na czeladnika, co wiązało się jednak z obowiązkiem wniesienia stosownych opłat i wyprawienia kolacji dla towarzyszy cechowych. Potem zaś czekał kolejne lata, często spędzane na tradycyjnej wędrówce czeladniczej, nim otrzymał szansę na wykonanie swego majstersztyku (Meisterstück) - co kosztowało jeszcze więcej. Egzamin mistrzowski można było naturalnie oblać i wtedy cała wędrówka zaczynała się na nowo. Prowadziło to do powstania grupy tzw. wiecznych czeladników, z której to właśnie najczęściej rekrutowali się partacze.
Partacz wyrywał się z czeladniczych kolein: robił, ile chciał, i za ile chciał. Pracował "na stronie", więc pomawiano go o nierzetelność albo nieudolność - kunsztu przecież by się nie wstydził. Przeciwstawiano mu "uczciwych rzemieślników", którym przepisy cechowe nierzadko wręcz nakazywały pracę na oczach ludzi (oraz innych majstrów - co ułatwiało kontrolę). Skutek tych pomówień bywał zazwyczaj mizerny i stąd może zaciekłość, z jaką przeinaczano samo znaczenie słowa "partacz". Również w czasach niedawnych skończyło się na zepsuciu wielu słów, gdy znęcano się nad "leseferyzmem", "kapitałem" i opisywano dzikość wolnego rynku.
Skądinąd to właśnie partacze byli pionierami gospodarki wolnorynkowej. Produkowali taniej, a więc mogli liczyć też na mniej zamożną klientelę. Z kolei rosnący popyt sprawiał, że niezależnych wytwórców stale przybywało. Obok łazikujących po gościńcach niby-czeladników z najpotrzebniejszymi narzędziami w węzełku, coraz częściej pojawiali się partacze osiadli. Ponoć w Warszawie w XVII w. tacy jegomoście, zwani czasem bardziej szczerze "przeszkodnikami", stanowili już prawie połowę wszystkich rzemieślników!
http://www.lechstepniewski.info/czytanki/partacz.html
Znacie jakieś inne obelgi rzucane pod adresem wolnych zawodów, ludzi kontestujących i wyłamujących się spod władzy regulacji?
Dlaczego właściwie partacz nazywa się partacz? Według 6 tomu "Słownika języka polskiego" wydanego w 1964 roku pod egidą Polskiej Akademii Nauk 'partacz' to "człowiek pracujący niedbale, nieumiejętnie, zwłaszcza: kiepski rzemieślnik, fuszer". Niedbała robota partacza to z kolei 'partactwo', czyli "praca, robota wykonywana po partacku, źle, niedbale, po dyletancku".
"Słownik języka polskiego" objaśnia, że 'partacz' to także "rzemieślnik nie wyzwolony, zajmujący się rzemiosłem bez zezwolenia cechu". Pochodzić by to miało od francuskiego a part albo raczej łacińskiego a parte, co znaczy 'osobno, na boku'. Partaczem zwano więc zrazu tego, kto pracował na własną rękę, poza cechem. Ta definicja nie zawiera już żadnych określeń wartościujących. Jak zatem partacz, a więc w istocie "niezależny rzemieślnik", został dzisiejszym nędznym partaczem?
Że do partaczy przylgnęło miano fuszerów, w tym zapewne niemała zasługa usilnej propagandy cechowej. Wolny rzemieślnik był dla cechu śmiertelnym zagrożeniem, ponieważ naruszał jego monopol. Cech ustalał sztywne ceny wyrobów i surowców, wynagrodzenie czeladników, ich dopuszczalną liczbę w warsztacie, jak i czas pracy - a zatem również wielkość produkcji, którą starano się dostosować do przewidywanej wielkości spożycia. Przepisy te uniemożliwiały konkurencję, natomiast dość skutecznie wyrównywały dochody majstrów. Jak podkreślał Witold Kula, zwłaszcza w czasie spadku popytu system cechowy działał "jako system równego podziału między członków cechu zmniejszonych globalnych zysków czy (...) równego podziału ewentualnych strat". Często cech zabraniał warsztatom nawet jakiejkolwiek reklamy, byle tylko równość majstrów nie została naruszona.
Natomiast uczeń w takim systemie musiał latami uwijać się za grosze, nim wyzwolono go na czeladnika, co wiązało się jednak z obowiązkiem wniesienia stosownych opłat i wyprawienia kolacji dla towarzyszy cechowych. Potem zaś czekał kolejne lata, często spędzane na tradycyjnej wędrówce czeladniczej, nim otrzymał szansę na wykonanie swego majstersztyku (Meisterstück) - co kosztowało jeszcze więcej. Egzamin mistrzowski można było naturalnie oblać i wtedy cała wędrówka zaczynała się na nowo. Prowadziło to do powstania grupy tzw. wiecznych czeladników, z której to właśnie najczęściej rekrutowali się partacze.
Partacz wyrywał się z czeladniczych kolein: robił, ile chciał, i za ile chciał. Pracował "na stronie", więc pomawiano go o nierzetelność albo nieudolność - kunsztu przecież by się nie wstydził. Przeciwstawiano mu "uczciwych rzemieślników", którym przepisy cechowe nierzadko wręcz nakazywały pracę na oczach ludzi (oraz innych majstrów - co ułatwiało kontrolę). Skutek tych pomówień bywał zazwyczaj mizerny i stąd może zaciekłość, z jaką przeinaczano samo znaczenie słowa "partacz". Również w czasach niedawnych skończyło się na zepsuciu wielu słów, gdy znęcano się nad "leseferyzmem", "kapitałem" i opisywano dzikość wolnego rynku.
Skądinąd to właśnie partacze byli pionierami gospodarki wolnorynkowej. Produkowali taniej, a więc mogli liczyć też na mniej zamożną klientelę. Z kolei rosnący popyt sprawiał, że niezależnych wytwórców stale przybywało. Obok łazikujących po gościńcach niby-czeladników z najpotrzebniejszymi narzędziami w węzełku, coraz częściej pojawiali się partacze osiadli. Ponoć w Warszawie w XVII w. tacy jegomoście, zwani czasem bardziej szczerze "przeszkodnikami", stanowili już prawie połowę wszystkich rzemieślników!
http://www.lechstepniewski.info/czytanki/partacz.html
Znacie jakieś inne obelgi rzucane pod adresem wolnych zawodów, ludzi kontestujących i wyłamujących się spod władzy regulacji?